Reklama
Reklama

Pocisk strumieniowy dalekiego zasięgu. Rewolucja w artylerii?

4 lipca 2018, 15:29
IM HE-ER nammo
Pierwsze testy amunicji IM HE-ER odbyły się 25 marca 2015 r. na poligonie Älvdalen w Szwecji. Fot. Nammo

Firma Nammo zaprezentowała na międzynarodowych targach uzbrojenia i sprzętu wojskowego Eurosatory 2018 w Paryżu nowej generacji pocisk artyleryjski kalibru 155 mm, który dzięki silnikowi strumieniowemu ma mieć zasięg przekraczający 100 km i prędkość ponad trzykrotnie większą od dźwięku. Była to zarazem pierwsza publiczna demonstracja tej broni. 

Zobacz też: Raport specjalny Defence24.pl z targów Eurosatory 2018

Pocisk IM HE-ER (Insensitive Munition High Explosive Extreme Range) zaprezentowany w czasie targów Eurosatory 2018 przez norwesko-fińską firmę Nammo całkowicie odbiega wyglądem i budową od znanej amunicji kalibru 155 mm. Wynika to z rodzaju zastosowanego napędu wspomagającego w czasie lotu, którym jest silnik strumieniowy.

Prace nad pociskiem IM HE-ER trwają od 2012 r. Pierwsze strzelanie tą amunicją (jeszcze bez wspomagania silnikiem strumieniowym) odbyło się z powodzeniem już 25 marca 2015 r. na poligonie Älvdalen w Szwecji w kierunku celu znajdującego się w odległości 32 km. Odpalono wtedy w sumie 32 pociski wykorzystując szwedzki system artyleryjski Archer Gun. Było to konieczne, ponieważ pomimo odmiennego napędu nowa amunicja ma z założenia być wystrzeliwana ze standardowych armatohaubic kalibru 155 mm i być dopasowana do standardowych komór nabojowych.

image
Pełnowymiarowy model pocisku artyleryjskiego IM HE-ER kalibru 155 mm o zasięgu ponad 100 km. Fot. M.Dura

Efekty prób były na tyle obiecujące, że prace są prowadzone obecnie dwutorowo: nad pociskiem z silnikiem strumieniowym i nad zupełnie nową rakietą z silnikiem strumieniowym. Próby napędzanej w ten sposób amunicji artyleryjskiej lecącej torem balistycznym na maksymalnym zasięgu 100 km mają być przeprowadzenia w 2019 lub 2020 roku. Produkcja pocisków IM HE-ER ma się natomiast rozpocząć w latach 2023-202. Próby rakiet napędzanych silnikiem strumieniowym (działającym przez około 100 sekund) lecących torem płaskim, mają się odbyć w 2021 roku. Całość prac jest realizowana w oparciu o standardy w odniesieniu do amunicji obowiązujące w armii norweskiej oraz normy dla pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm „JBMOU L52 155 mm Projectile Rounds” (Joint Ballistics Memorandum of Understanding).

Główną innowacją w amunicji IM HE-ER jest wykorzystywany do zwiększenia zasięgu silnik strumieniowy (RamJet Propulsion) uruchamiany po opuszczeniu lufy armaty przez pocisk. To właśnie ze względu na sposób działania tego silnika każdy nabój ma niespotykany kształt części przedniej, w której wyraźnie widać pierścień wlotu powietrza. Całość została jednak tak skonstruowana, że jest samoregulowana i nie ma wewnątrz żadnych części ruchomych.

image
Budowa pocisku artyleryjskiego kalibru 155 mm z silnikiem strumieniowym. Fot. Nammo/M.Dura

Zasada działanie tego napędu pozostała niezmieniona. Wpływające przez otwór przedni powietrze jest sprężane w dyfuzorze wlotowym (w tym przypadku wlot przedni jest traktowany jak kompresor), spowolniane i wpada do znajdującej się wewnątrz pocisku komory spalania. Tam tworzy się mieszanka paliwowo-powietrzna, która jest zapalana i wyrzucana przez rozszerzająca się dyszę wylotową (gdzie strumień powietrza się rozpręża, ochładza i przyśpiesza). Cały ten proces jest możliwy tylko wtedy gdy wymusi się przepływ powietrza, co następuje w trakcie wystrzału w lufie armaty.

Nammo zastosowało stałe paliwo węglowodorowe (Solid Hydrocarbon): HTPB (Hydroxyl terminated polybutadiene) z domieszkami. Jego zapas w przypadku amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm pozwala silnikowi na nieprzerwaną pracę przez około 50 sekund i rozpędzenie się do prędkości 3 Mach. W pracach tych pomógł fakt, że firma Nammo już wcześniej pracowała nad kompaktowymi silnikami rakietowymi takich systemów uzbrojenia jak: IRIS-T, AIM-9 Sidewinder i AIM-120 AMRAAM.

„Od około 60 lat budujemy silniki rakietowe i specjalizujemy się w małych i mocnych silnikach do rakiet powietrze-powietrze, takich jak Sidewinder, IRIS-T i AMRAAM. Kilka lat temu zaczęliśmy zastanawiać się nad wykorzystania silników strumieniowych dla zwiększenia ich zasięgu, ale szybko dostrzegliśmy ogromny wpływ, jaki mogło to mieć, gdybyśmy umieścili je w pociskach artyleryjskich”.

Erland Ørbekk, wiceprezes ds. technologii działu napędów lotniczych koncernu Nammo

Przedstawiciele koncernu Nammo zwracali uwagę, że standardowa amunicja może osiągać odległości do 30-40 km. Po wyposażeniu jej w silnik rakietowy dodaje się jej przez kilka sekund ciąg, co wydłuża zasięg do 65-75 km. Jednak wadą takiego rozwiązanie jest zmniejszenie o około połowę ładunku bojowego – w przypadku amunicji kalibru 155 mm z około 10 do 5 kg HE.

image
Porównanie zasięgów dostępnej amunicji kalibru 155 mm. Fot. Nammo/M.Dura

Podczas prezentacji w Paryżu przedstawiciele koncernu Nammo cały czas podkreślali, że zwiększenie zasięgu nie odbyło się kosztem zmniejszenia celności. Zakłada się że na odległości 100 km wskaźnik CEP (Circular Error Probable) będzie wynosił około 10. Oznacza to że połowa wystrzelonych pocisków spadnie w okręgu o promieniu 10 m wokół celu.

Specjaliści Nammo wskazywali dodatkowo, że korzyści z zastosowania nowego rodzaju amunicji nie powinno się jedynie rozpatrywać patrząc na zwiększony zasięg, ale przede wszystkim na większy obszar, jaki jest w stanie zabezpieczyć jedna armatohaubica kalibru 155 mm. O ile bowiem przy strzelaniu na odległość 49 km jest to teren o powierzchni 5024 km, to prze zasięgu 100 km zwiększa się on aż sześciokrotnie - do 31415 km.

image
Porównanie obaszrów pokrytych ognim przez jedna armatohaubice kalibru 155 mm przy zasięgach strzelania 30 km, 40 km i 100 km. Fot. Nammo/M.Dura

 W polskich warunkach oznacza to np. że jedna, samobieżna armarohaubica AHS „Krab” będzie mogła mieć w swoim zasięgu cele na terenie całego Obwodu Kaliningradzkiego.

„To może być przeskok generacyjny w artylerii. Z wyjątkiem niewielkiej liczby precyzyjnie sterowanych pocisków o zasięgu 50-60 km, większość systemów artylerii wciąż strzela w tych samych odległościach, jak wprowadzona ponad 50 lat temu armatohaubica M109. To może całkowicie zmienić sytuację”.

Thomas Danbolt, wiceprezes działu amunicji dużych kalibrów koncernu Nammo.

 Zobacz też: Raport specjalny Defence24.pl z targów Eurosatory 2018

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 88
Reklama
Dalej patrzący
środa, 18 lipca 2018, 16:42

Dla Polski właściwym polem gry jest rywalizacja USA-Chiny. Oba supermocarstwa są pozaeuropejskie, ale to one, a nie Niemcy, Ukraina czy nawet Rosja są prawdziwymi graczami pierwszego planu, względem których \"podpina\" się reszta graczy w swoich działań. Czyli zupełnie inaczej, niż w 1939, gdy Rosja i Niemcy rozdawały karty, a USA i Chiny nie liczyły się zupełnie dla zmiany naszej sytuacji. Polska to bufor między Rosja a Niemcami - i to jest nasz główny atut. USA w 2009 poczatkowo zawarły deal z Rosja a konto sojuszu przeciw Chinom, tyle, że Putin poczekał na wycofanie USA Army [ostatni Abrams żegnano w Bremenhaven w 2011], a zaraz potem w 2011 zaczął z Merkel mówić o nowej, lepszej Unii - już Euroazjatyckiej: \"od Lizbony do Władywostoku\". Chiny zaraz zrozumiały, że Putin z Merkel zamierza stworzyc wspólne konkurencyjne supermocartswo, silniejsze i od USA i od Chi, Dlatego wbrew wszelkiej etykiecie natychmiast zareagowały, przylecieli w 2011 do Warszawy i podpisali pakt o przyjaźni [po bodajże 55 martwych dyplomatycznie latach]. Gdy ten sygnał strategiczny do Moskwy i Berlina nie podziałał i Rosja z Niemcami, dalej budowała Mitteleuropę jako etap niezbędny do budowy wspólnego supermocarstwa euroazjatyckiego, wtedy Chiny ponownie przyleciały do Warszawy i w 2012 podpisały pakt o strategicznej współpracy wojskowej - zwiększyły moc komunikatu strategicznego \"mamy oko na Polskę, to dla nas region specjalnego znaczenia\". Dopiero wtedy, nieśmiało, jak Chiny palcem pokazały znaczenie Polski jako bufora i rdzenia \"kordonu sanitarnego\" między Rosja a dominium niemieckim, dopiero wtedy Stratfor zaczał straszyć Biały Dom i Pentagon, że \"połaczenie technologicznego i finansowego potencjału UE zdominowanej przez Niemcy, z militarnym, surowcowym i przestrzennym potencjałem Rosji, to największy koszmar dla USA\". A po upokorzeniu USA przez Putina w Syrii USA zamieniły marchewkę na kij wobec Rosji - i tak jest do teraz. Paradoksalnie - OBU supermocarstwom globalnym, mimo ich zaciekłej rywalizacji, z pobudek oczywistej egoistycznej i podstawowej racji stanu [aby nie powstał SILNIEJSZY od nich konkurent], zależy na utrzymaniu silnej i suwerennej Polski - względem Moskwy i Berlina. Oczywiście i Waszyngton i Pekin chcą podporządkować Polskę pod swoją strefę wpływu - ale właśnie dlatego Warszawa musi w końcu zrozumieć, że Waszyngton należy balansować Pekinem, a Pekin - Waszyngtonem. Mamy wybór i balans. To jest rdzeń naszej gry politycznej - a reszta graczy to drugi plan, choćby bardzo straszyli i potrząsali szabelką wg przestarzałych schematów II w.św. i zimnej wojny. Zresztą, właśnie z tego względu mówienie o \"bezalternatywności\" sojuszu z USA jest bez sensu - bo to najpierw Chiny w 2011 i 2012 nas wsparły zasadniczo, gdy USA nas sprzedały Rosji a konto przyszłego sojuszu USA-Rosja przeciw Chinom w ramach naiwnie pojmowanego \"resetu\" z Moskwą - oznajmionego nam decyzja o anulowaniu tarczy antyrakietowej 17 września 2009 [to był taki znamienny prezent dla Putina - 70 rocznica napaści Rosji na Polskę. Sa dwa szkodliwe mity: że \"tylko USA\" i drugi, że \"sami się nie obronimy\". Mamy jeszcze bardzo chętne Chiny jako sojusznika i zamiennika USA [i Chiny nie żyrują hucpy Wielkich Braci z południa na 300 mld dolarów, jak robią to USA przez 447 i niedopuszczalne naciski]. Dlatego właśnie sprzedaż głowic niejako per procura [przez sojuszniczy Pakistan] ma ręce i nogi co do realności. I to powinien być pierwszy ruch Warszawy po 447 - dla wylania kubła zimnej wody na Waszyngton i pokazania, kto kontroluje strategiczny przesmyk bałtycko-karpacki - czyli łącznik Rimlandu z Heartlandem Eurazji. A geostrategom Waszyngtonu nie trzeba tego dwa razy powtarzać - oni myśla w kategoriach geopolityki. USA są słabe, polska jest na granicy ich zasięgu strefy wpływu, zamiast wzmacniać USA [2 mld dolarów na US Army] winniśmy inwestować w swoją siłę i suwerenność - i wtedy na naszym podwórku to my będziemy narzucali korzystne warunki współpracy i z USA i z Chinami. I oba supermocarstwa będą to musiały przełknąć - ze względu na egoistyczny żywotny własny interes, by nie powstało trzecie supermocarstwo euroazjatyckie - silniejsze i od USA i od Chin. A jesteśmy dość silni finansowo i jednocześnie wystarczająco mali terytorialnie, by jedna saturacyjna strefa A2/AD z najwyższej półki zapewniła nam pełne bezpieczeństwo przed \"oficjalnym\" pełnoskalowym atakiem jądrowym czy konwencjonalnym. Właśnie budowa strategicznej A2/AD jest konieczna, by uzyskać realną suwerenność Polski i pole manewru politycznego - względem wszystkich graczy. Zaś na \"podprogowe\" warianty terrorystyczno-deeskalacyjne - już pisałem - nasze głowice na ciężarówkach względem wrażliwych miejsc npla.

MAZU
środa, 18 lipca 2018, 01:09

Rosjanie jak ostatnio atakują na Ukrainie, to twierdzą, że to nie oni. Podobnie zrobią z nami, zdetonują tir- bombę A i się tego wyprą. Jak zareaguje świat? Media określą to jako sprawiedliwość dziejową? Po co jest sojusz Putin - Netanjahu? Nie wiem, ale może masz jakąś teorię? Wielogłowicowy atak jądrowy na Polskę to pewna III WŚ oraz potworne skażenie. Pojedyńczy wybuch made in ISIS (po kilku prowokacjach antyislamskich mających go usprawiedliwić) to czysty zysk – Rosja, a może np. dogadana z Rosją banderowska Ukraina (która się mocna zbroi) wejdzie tutaj aby ochronić przed „polskimi nacjonalistami” ukraińską 5 milionową prześladowaną mniejszość… A od zachodniej strony wejdzie Bundeswera, żeby powstrzymać „polskich faszystów” o których tak dużo się mówi ostatnio w Brukseli. Wyobrażam sobie układ Ribentrop – Mołotow 2, który został już podpisany. Niemcy obawiają się żądanych przez Polskę reparacji za II WŚ, zaś Rosja obawia się, że takich reparacji zażądamy, a wtedy wszystkie kraje europu wschodniej ich zażądają. Ponadto Niemcy chcą odzyskać ziemie, które nadal uważają za swoje, zaś Rosja nas po prostu nie lubi, bo mamy jaja. Dlatego sprawa jest trudna i wymaga zbiorowego myślenia i działania. Czekam na sugestie. Pozdrawiam, MAZU

Dalej patrzący
wtorek, 17 lipca 2018, 19:19

Mazu - w takim układzie \"bomby przywiezionej TIRem\" nie chodzi o rakiety, czy nawet o PMT i WP. Chodzi o rozegranie pewnej gry, gry także informacyjnej i w zakresie komunikacji strategicznej, tej pro forma oficjalnej i tej rzeczywistej - pod stołem. Wtedy inna płaszczyzna działań i reakcji. Na co widzę jedyne skuteczne remedium w postaci sojuszu np. z Pakistanem [ma głowice i nie podpisał układu o niepropliferencji] i zakupu pewnej ilości własnych głowic. Wtedy nieprzyjaciel będzie ryzykował, że u niego też wybuchnie jedna [albo kilka] niezidentyfikowana bomba i też odpowiedzialnością obarczy się strony trzecie. W przypadku Rosji będzie to oznaczało, że pierwsza bomba będzie gdzieś na odludziu Rosji, ale druga - zmiecie Kreml - albo centrum dowodzenia obrony Moskwy - albo np. zakłady produkcji uranu [plutonu] itd. - albo kilka obiektów naraz - co właśnie pod stołem oznajmi się towarzyszom kremlowskim. No, ale i w tym przypadku \"wojny hybrydowej/niejawnej\" a dokładnie biorąc - wojny opartej o klasyczne \"podprogowe\" użycie deeskalacyjne broni jądrowej wg doktryny FR, to pomoc USA dla Polski będzie nikła lub żadna [a szczerze: na 99% w takim scenariuszu pewnie by nas ubezwłasnowolnili i kazali podpisać kapitulację wobec Moskwy, żeby sobie rąk nie wiązać, a potem by to sobie \"odbili\" przy innych negocjacjach i targach - np. na temat Syrii] - stąd wniosek, że zamiast na dotowanie US Army, lepiej te 2 mld USD przeznaczyć na własne głowice - choćby właśnie na ciężarówkach. I zaraz po uzyskaniu głowic, powinniśmy oznajmić to komu trzeba pod stołem, oficjalnie wypierając się posiadania takiej broni - i jasno komunikując \"atak na Polskę - taki czy inny, jądrowy czy konwencjonalny, oficjalny czy hybrydowy - i bardzo, bardzo dotkliwe odpowiemy - więc rozważcie, czy jakakolwiek hucpa wam się opłaca\".

MAZU
wtorek, 17 lipca 2018, 17:24

Wojna nie zacznie się od ataku 400 rosyjskich nuków, tylko od wybuchu jednej głowicy przywiezionej tirem. Do tego głowica będzie miała nierosyjskie pochodzenie a odpowiedzialność weźmie na siebie ISIS. Potem będzie taki chaos, że i Rosja i Niemcy wezmą co zechcą. Skąd to wiem? Bo jestem jasnowidzem. Jeśli się mylę (oby tak było) i mamy więcej czasu niż 2-3 lata, to i tak najpierw potrzebujemy dużo, dużo rakiet plus dalekie rozpoznanie. Co do twojej analizy, to się z nią generalnie zgadzam, ale w wybuchu wojny nie wszystko jest logiczne i przewidywalne, zaś Rosja stawia na chaos. Dlatego musimy tak działać, jakbyśmy czasu już nie mieli. Musimy obserwować Ukrainę, bo to ją najpierw zdusi Rosja, albo co gorsza, po cichu się z nią dogada. Tak długo jak trwają ostre walki na Ukrainie, jesteśmy względnie bezpieczni, ale też tylko do czasu… Co do zasadności współpracy z Eurosam, Thales, Saab, Nammo, Leonardo, to nie musisz mnie przekonywać, bo jest to „oczywista oczywistość”. Przekonaj o tym „naszych” polityków. Pozdrawiam, MAZU

Dalej patrzący
wtorek, 17 lipca 2018, 14:16

Mazu - na jakiej podstawie twierdzisz, że Polsce zostały góra 3 lata do \"godziny W\"? Przecież zwyżka cen ropy nie przyciska Rosji do ściany. W dodatku pakt Putin-Netanjahu wyraźnie wskazuje, że teraz Rosja będzie chciała urwać swoje przy okazji wojny Izraela przeciw Iranowi [a faktycznie także Irakowi i Syrii] i tam się zaangażuje, próbując zabezpieczyć południe Rosji. Ta wojna moim zdaniem da potężne reperkusje i zaangażuje i Izrael i USA i Rosję dużo bardziej i dłużej, niżby chciały. To kwestia reakcji państw islamskich [niezależnie od podziałów na szyitów i sunnitów], ale także kwestia reakcji długofalowej Chin, które nie ścierpią likwidacji najważniejszej południowej nitki Jedwabnego szlaku i jej skomunikowania z portami \"sznura pereł\" Oceanu Indyjskiego. Tu idzie Chinom, prócz samego Jedwabnego Szlaku, o zabezpieczenie ropy i gazu i surowców [także z Afryki] - i Oceanem Indyjskim i korytarzami lądowymi. W efekcie, po niedawnym strategicznym rozwodzie Pakistanu z USA, Pakistan, i tak od dawna sojusznik Chin [nie tylko przeciw Indiom], dostanie koncesję z Pekinu [i mocne wsparcie pod stołem] na marsz na zachód, jako proxy siła Chin. Skończy to się podbojem najpierw Afganistanu, potem złamanego przez Izrael Iranu i marszem aż pod Izrael. A Pakistan to państwo atomowe - i ani USA ani Izrael na ten marsz nic nie poradzą. To wszystko, zamiast zdławić islam [wg pomysłu Putina i Netanjahu] tylko doleje oliwy do ognia, rozkręci nowe ognisko ekspansji i jednoczenia się islamu [zapewne w nowy Kalifat - już niezwyciężony - bo pod atomowa tarczą Pakistanu] i na pewno na długo zaangażuje Rosję, bojącą się coraz większych wpływów islamistów z południa. Jeżeli Putin zdecyduje się, mimo \"krótkiej kołdry\" zasobów, na jakieś akty siły, to pierwsze na celowniku są kraje bałtyckie, a moim zdaniem - jeszcze bardziej prawdopodobne jest uderzenie na Finlandię, bez której wsparcia Bałtowie są odcięci, a Finlandia ma mały potencjał demograficzny, bardzo rozciągniętą linię graniczną z Rosją, a w dodatku nie jest w NATO. Byłoby to najbardziej sensowne z punktu widzenia Kremla, taki proxy atak na NATO i pokazanie beznadziejnej sytuacji Bałtów przez pokazowy atak na Finlandię. Atak oparty na zajęciu terenów blisko Petersburga, ale i na odepchnięciu Finlandii od północy - z jednoczesnym poszerzeniem granicy Rosji z Norwegią [obecnie mała i łatwa do obrony - ma 38 km], co byłoby kolejnym sygnałem grożenia NATO [Norwegia jest w NATO]. Inna rzecz, że wg mnie ten scenariusz i wobec Bliskiego Wschodu i wobec Finlandii potrwa swoje - z dekadę. Od razu mówię - czas pokaże, więc radze zapisać i zapamiętać ten scenariusz zdarzeń. Wg mnie - mamy czas - i powinniśmy SAMI suwerennie zbudować własną pełną obronę na atak konwencjonalny i jądrowy. Co w pełni możliwe wg mnie i czasowo i finansowo i technologicznie - pod warunkiem przekształcenia PMT tak, aby priorytetem była budowa rozległej [Polska plus duży pas wokół] sieciocentrycznej, saturacyjnej strefy antydostępowej - i strategiczna koncentracja 2/3 wydatków PMT na A2/AD z efektorami, sensorami i nosicielami z najwyższej połki, po wejściu jako udziałowiec w Eurosama, Thalesa, Saaba, Nammo, Leonardo itd. Notabene - przy okazji wszelkie sekowanie Polski za \"łamanie praworządności\" by się skończyło jak ręka odjął - z ręki by nam jedli i pod niebiosa sławili jako wzorcowego członka UE. A tak się kopiemy bez sensu z koniem [Berlinem w rękawiczkach Brukseli], za darmo robimy za agenta interesów USA w UE, i jeszcze za to obrywamy. A tak - byłoby lewarowanie rzekomej \"bezalternatywności\" USA i nagle Waszyngton zacząłby zabiegać o poparcie Warszawy i bardzo kwaśno patrzeć na hucpę Izraela z 300 mld USD. Polska to wystarczająco silny finansowo kraj, żeby wyłożyć 200 mld zł na PMT, a jednocześnie wystarczająco mały i zwarty obszar, by całe terytorium i głęboki bufor bezpieczeństwa strategicznego dokoła, objęła jedna saturacyjna strefa A2/AD - lepsza od rosyjskiej [np. tej w Kaliningradzie] i jakościowo w sensorach i efektorach i lokalnie silniejsza ilościowo i systemowo [aerostaty, czas reakcji, saturacja antyrakietowa i wykorzystanie antyrakiet jako \"buławy zabójcy\" - odcinając kupony od uniwersalności i precyzji i manewru, a zatem skuteczności antyrakiet także jako hipersonicznych, kinetycznych rakiet uderzeniowych, najskuteczniejszych na ważkie cele - bo antyrakietę najtrudniej zestrzelić]. Polska jest dość mała [mieści się w kręgu o promieniu 330 km], więc antyrakiety o zasięgu kilkuset kilometrów [np. Aster 2 BMD - i to jeszcze z aerostatów wysokiego pułapu] - będą dawały pełną nadmiarowość: KAŻDA antyrakieta będzie broniła dowolnego punktu/obszaru Polski. W takich warunkach przełamanie tej obrony antyrakietowej [i plot] i jakiekolwiek plany wybicia dziury czy korytarza w obronie nieba - są zwyczajnie NIEMOŻLIWE do realizacji. W takich warunkach odeprzemy nawet jednoczesny saturacyjny atak jądrowy Rosji - realnie 400 głowic mogą użyć przeciw nam, bo są związani przez innych graczy, dużo silniejszych i groźniejszych - Rosja ma potężne obłożenie \"power in being\" i nie ma wcale nieograniczonej projekcji siły jądrowej czy konwencjonalnej, a już obrona Rosji przy takim wielkim rozciągłym terytorium...szkoda gadać: Rosja \"dzięki\" swej polityce jest otoczona przez wrogów, w tym także Chiny. A może - szczególnie przez Chiny, które obecna nachalną \"przyjaźń\" Moskwy do Pekinu, traktują jako okazje do narzucenia wasalizacji Rosji i jej osłabienia. Wracając do naszej obrony strategicznej - dlatego właśnie, z pragmatycznej racjonalnej analizy, patrząc dokładnie na rozmiar i zwartość terytorium Polski, chcę antyrakiet z górnej półki i o dużym zasięgu kilkuset km [dla uzyskania efektu \"każda antyrakieta zastępuje każda inna antyrakietę w obronie Polski\" - i jeszcze dodatkowo umieścić je na aerostatach najpierw pułapu 20 km, potem 40+ km. Gdzie zasięg horyzontu dla radaru z pułapu 20 km to 500 km, a z 40 km to 1000 km. Wszystko po to, by obrona strategiczna Polski - na saturacyjny atak jądrowy i konwencjonalny, uzyskała taką siłę i \"twardość\", by Kreml zrezygnował z ataku już w fazie planowania. Na tym polega skuteczne odstraszanie strategiczne. Nie muszę udowadniać, że w razie oślepienia i \"wymiecenia\" strategicznej infrastruktury npla w strefie powiedzmy 500 km, nie tylko napad lotniczy będzie niemożliwy, ale także atak lądowy. Nawet gdyby wyciągnęli ze składów z 10 tys czołgów i obsadzili je doraźnymi załogami, licząc na zgniecenie metodą \"na Żukowa\" samą masą sprzętu.

MAZU
wtorek, 17 lipca 2018, 12:32

Jeszce raz powtórzę: NIE MAMY JUŻ CZASU, NAJWYŻEJ 2-3 LATA. W tym czasie musimy zrobić wszystko, aby ZNIECHĘCIĆ ROSJĘ do wojny z Polską. Dlatego trzeba wybrać rozwiązania już istniejące i sprawdzone, a nie dopiero rozwijane i raczkujące. Te gotowe (można kupić licencje i produkować) rozwiązania to pociski rakietowe. Jeśli rakiet jest odpowiednio dużo i są odpowiednio duże, zniechęcą agresora, bo broniąc się zadamy mu zbyt wysokie straty. Nie chodzi o to aby strącać startujące Iskandery, ale o to aby nie wydano rozkazu ich startu.

Dalej patrzący
wtorek, 17 lipca 2018, 12:24

Errata: nie \"1. A2/AD to podstawa i zwyczajna kompleksowa realizacja A2/AS \" tylko \"1. A2/AD to podstawa i zwyczajna kompleksowa realizacja RMA\". RMA=Revolution in Military Affairs - rzecz już realizowana na tapecie od dekady. Czyli sieciocentryczny rój sensorów i efektorów na osobnych nosicielach, spiętych radiowo i laserowo przez C4SRI w jeden system real-time. Zautonomizowany i zdronizowany, który na pozycjach może być dyspozycyjny nawet miesiącami i latami non-stop, przekraczając wielokrotnie wszelką możliwa fizyczną wytrzymałość ludzkich załóg. Dronizacja i brak ludzkich załóg oznacza podwyższenie możliwości użycia takiego sprzętu wg skalkulowanego ryzyka - czyli możemy wejść głębiej, ryzykując straty, gdy kalkulacja koszt-efekt pokaże, że straty npla [w sprzęcie lub wyparciu z terytorium lub przez zneutralizowanie np. jego systemów] będą większe. Ludzie przestają być obciążeniem decyzyjnym - a dron po załadowaniu oprogramowania natychmiast jest \"wyszkolony\" w 100% - gdy tymczasem ludzi trzeba szkolić latami. Na razie owczym pędem realizujemy programy PMT oparte o przestarzałe systemy sprzed RMA. Np. taki Apache - typowy zintegrowany [kablami na krótko] załogowy drogi \"kombajn\" [nawet się tym chwalą przedstawiciele Boeinga] - na dodatek skonstruowany dokładnie wg wymagań pola walki z... 1972, a oblatany w.... 1975. Czyli, gdy rakiety ppanc o dość krótkim zasięgu wymagały odpalania na polu walki w bezpośredniej obserwacji dla naprowadzania, więc stąd logicznie wychodziła potrzeba opancerzenia śmigłowca. Ponieważ standardem sił rosyjskich były wtedy Szyłki 23 mm, to Apache opancerzono na odporność na pociski 23 mm [co się nie zmieniło do dzisiaj ani o jotę]. Ponieważ ówczesne rosyjskie BWP i BTRy były słabo opancerzone, dlatego sens miało zainstalowanie działka pokładowego 30 mm do ognia bezpośredniego dla skutecznego zwalczania tych i innych celów. Dzisiaj standardem lufowej plot Rosjan jest 30 mm na Tunguzkach i Pancyrach, już myślą o kalibrze 57 mm, ten NOWY stan lufowej plot - plus nasycona obrona plot rakiet wymiata śmigłowce bezpośrednio z pola walki [mówię o konflikcie pełnoskalowym, a nie Afganistanie czy Iraku] - w dodatku - od drugiej strony - teraz są rakiety ppanc pozahoryzontalne, które albo są inteligentne \"wystrzel i zapomnij\" - albo dla tych rakiet nawigację i pozycjonowanie celu przechwytuje środowisko sieciocentryczne. Stąd prosty wniosek, że ciężki pancerz i działko śmigłowca sensu na współczesnym polu walki nie mają, natomiast ma sens maksymalizacja ich udźwigu UŻYTECZNEGO [i modularyzacja zadaniowa podwieszania różnego typu sprzętu - nie tylko rakiet ppanc] i wyposażenie śmigłowca w system lotu na niskiej wysokości w każdych warunkach atmosferycznych dnia i nocy - i to powinno być priorytetem. Gdzie dodatkowo optowałbym za dronizacją śmigłowców, bo dobrze rozpoznana praktyka pokazuje, że pilot po 5 lotach bojowych pada z nóg, nawet przy krótkich lotach, bo stres niebezpieczeństwa w locie bojowym na TAKIM polu walki przekracza wytrzymałość człowieka - i narasta ryzyko katastrofalnego błędu człowieka. A dron emocji i zmęczenia nie odczuwa - i może latać 24/7. Co jest szczególnie ważne w pierwszym dniu konfliktu, by zdusić npla i złamać jego siłę. Czyli chodzi o to, by taki dron-śmigłowiec wykonał karuzele \"non-stop\" 20-30 lotów bojowych, maksymalizując efektywność i dyspozycyjność sprzętu. Tymczasem różni \"znawcy\" w komentarzach na d24 zachwycają się takim przestarzałym sprzętem, jak Apache, których kupimy sztuk może 30, za ciężkie pieniądze [które to pieniądze powinny iść w 2/3 na strategiczną priorytetową A2/AD], a których skuteczność bez parasola strategicznej A2/AD będzie mniej więcej taka, a raczej mniejsza, jak Łosi w 1939....gorzej, że i nasi decydenci MON i IU i think-tanków rządowych dalej tkwią w \"średnim Gierku\" i w \"realiach\" - ale realiach zimnej wojny...i to sprzed 46 lat, licząc konkretny przypadek Apache. Tu nawet wejście w opracowanie i produkcję AW249 niczego nie zmienia - to nadal będzie sprzęt przestarzały i zbyt kosztowny do efektów, i to jeszcze przed pierwszym szkicem projektowym. Mamy opracowany ILX-27 - i co? - ano nic - zamiast rozwinąć, zwiększyć udźwig i inne parametry - i produkować masowo i stosować - odłożono \"ad acta\", jakby to była zabawa dla zabawy...[teraz nawet Serbowie nas wyprzedzili] a w IL teraz przerzucili się na ILX-34...nowa zabawka i pretekst dla zapełnienia czasu IL i pozyskiwania funduszy na badania dla badań... Sumując: symulujemy strategiczną obronę, nawet wzgledem obrony na tak konwencjonalny budujemy WP jako niesamodzielny i niesuwerenny podmiot, który sam na taki atak Polski nie obroni, o obronie na atak jądrowy..... - szkoda gadać, taka \"buntownicza\" myśl nawet nie zaświta naszym decydentom [którzy zapatrzeni są w ideę, a raczej w nienaruszalny dogmat, że \"sami nie mamy szans obrony, tylko USA jedynym bezalternatywnym ratunkiem i dlatego musimy oddać się USA za wszelką cenę\"], bawimy się w prototypy dla prototypów i dla marnowania czasu i pieniędzy i zasobów, albo chcemy kupować lub [ambitniej] opracowywać i produkować systemy przestarzałe systemowo przed pierwszą kreską projektu.

Dalej patrzący
wtorek, 17 lipca 2018, 11:17

Taka uwaga: jeżeli umieszczam antyrakietę na wysokim pułapie, relatywnie blisko linii Obwodu Kaliningradzkiego [czy wkrótce Białorusi], to startujący Iskander dopiero wydobywa się z mozołem ze studni grawitacyjnej, dopiero nabiera prędkości. A jednocześnie nasza antyrakieta nie musi nabierać pułapu - już jest na pułapie - i może nawet w pewnych warunkach [zwłaszcza dla pułapu 40+ km aerostatów-nosicieli] wykorzystać pułap do lotu w mniej lub bardziej stromym nurkowaniu, od razu wykorzystując nabytą energię potencjalną do przyspieszenia. Czyli w ten sposób ustawiamy ASYMETRYCZNIE, korzystnie dla nas i niekorzystnie dla npla, warunki działania naszego efektora względem efektora npla. Czyli - kolokwialnie rzecz biorąc - \"nakryliśmy npla z ręką w nocniku\". My mamy najlepsze warunki przechwycenia, zaś Iskander [lub inna rakieta] jest akurat w najgorszej, najbardziej wrażliwej fazie lotu. Tu najkorzystniejsza dla nas faza rozgrywa się w pierwszej minucie od startu Iskandera - najważniejszy jest nasz czas reakcji - i po to właśnie mi są aerostaty, bo one realnie mogą przekroczyć pułap 40 km, a nie dlatego, że się zafiksowałem i jestem ich jakimś ślepym fanem. Złapanie Iskandera w tym \"oknie słabości\" startowej to jest właśnie i realny i konkretny cel umieszczenia antyrakiet na aerostatach - bo aerostaty mają dyspozycyjność rzędu 98% [co sprawdzono dobrze na blimpach US Navy w II w.św.]. No i aerostaty, w przeciwieństwie do płatowych HALE, nie mają takich ograniczeń ciężaru użytecznego, konstrukcja płatowca to wykładniczo coraz większy problem i wyższa poprzeczka technologiczna i czasu opracowania ze wzrostem wielkości, a przez to relacja koszt-efekt przy skalowaniu wielkości i udźwigu jest po stronie aerostatów względem płatowców.

MAZU
wtorek, 17 lipca 2018, 10:56

Polityka polega na skutecznym realizmie. USA jest jedyną realną siłą broniącą nas przed Rosją oraz trzyma za twarz Niemcy. Oczywiście nie robi tego za darmo. Oczywiście wolałbym aby Polska mogła się obronić sama, ale tak niestety nie jest. Wojna byłaby dla Polski katastrofą, dlatego nie można do niej dopuścić. Problemów jest wiele (1) brak czasu - mamy 2 może 3 lata do godziny W (2) brak wyobraźni i wiedzy wśród decydentów (3) fatalny stan naszej armii po 20 latach jej demontażu (4) brak krajowego przemysłu po 30 latach jego demontażu (5) odmóżdżenie połowy populacji. Generalnie zgadzam się z opiniami z forum, ale uważam że w naszej sytuacji (patrz pkt. 1-5) priorytetem jest budowa silnych wojsk rakietowych z porządnym rozpoznaniem oraz intensywne przygotowywanie całego społeczeństwa na godzinę W. Tylko wtedy, być może, wujek Iwan uzna, że się nie opłaca...

Dalej patrzący
poniedziałek, 16 lipca 2018, 23:07

Errata: oczywiście za koszt zakupu jednego nowego MBT można kupić ok. 100 rakiet, najlepiej pozahoryzontalnych/\"wystrzel i zapomnij\" ppanc z najwyższej półki [przy okazji wyszło, że większość optuje za... Brimstone], a te 100 rakiet zniszczy przynajmniej 50 czołgów npla. I ta asymetria koszt-efekt systemów obrony do systemów ataku winna być rdzeniem polskiej strategii OBRONNEJ - i rdzeniem nowego PMT. Bo ten obecnie realizowany PMT [nawet po SPO] - cóż, to trochę odkurzone pomysły PMT z 2013, w której WP otrzymało rolę sił niesamodzielnej armii satelickiej dla wsparcia US Army - dalej brak oparcia się na własnych siłach w pełnej suwerennej obronie strategicznej - jądrowej i konwencjonalnej. Przy czym, przy całym nabożnym zapatrzeniu w potęgę USA, jednocześnie ustawiamy się po prośbie, aby...dotować US Army na 2 mld USD. Schizofrenia oczywista - wyobrażeń do realu. Pytanie, na co nam tak cherlawy sojusznik? Pomijając, że ten sojusznik, rzekomo bezalternatywny, żyruje w sposób zasadniczo wrogi obce interesy dla zbankrutowania i wrogiego przejęcia Polski na 300 mld USD. Stąd pytanie zasadnicze o rolę USA i bilans plusów i minusów w CAŁYM obrachunku owej sojuszniczej pomocy... i drugie pytanie: czy nie powinniśmy stanąć całkowicie na własnych nogach? I w obronie i w kluczowym przemyśle zbrojeniowym - w systemach, które uważam za priorytetowe? Np. wchodząc jako udziałowiec w wyposzczony europejski przemysł zbrojeniowy [Eurosamy - Aster 2 BMD i przejściowy Aster 1 NT - a przypomnę, przy przetargu Wisły Eurosam oferował nam technologię i rozwój, Thales i Saab - radary i aerostaty wysokiego pułapu, Nammo i Leonardo od APR, itd.] by płacić za najnowsze uzbrojenie po realnych kosztach, a nie x5, jak z USA. Nie mówiąc o eliminacji \"czarnych skrzynek\", komercjalizacji produktów wysoko przetworzonych, stworzeniu konkretnej bazy technologicznej Przemysłu 4.0, własnej produkcji i własnym rozwoju systemów - szytych najpierw pod nasze potrzeby.

Dalej patrzący
poniedziałek, 16 lipca 2018, 17:59

Aerostaty to nie gwiezdne wojny. Aerostaty wysokiego pułapu to przyszłość, która jest już opracowywana. Rakieta odpalana z wysokiego pułapu to zupełnie inny zasięg, pułap i przede wszystkim - czas reakcji. Antyrakiety to dla mnie główne efektory - te muszą być z najwyższej półki, jeżeli mają być skuteczne - i jako antyrakiety i jako \"buława zabójcy\" dla przełamania obrony przeciwrakietowej npla. Właśnie kalkulacja koszt-efekt każe umieścić i sensory i efektory jak najwyżej, bo to skokowo zwiększa ich skuteczność, zaś zastosowanie antyrakiet [a nie produktów zastępczych w rodzaju Sky Ceptora] musi być oparte o górna półkę jakości. Polska jest w strefie zgniotu - albo tylko sprzęt z najwyższej półki i koncentracja A2/AD na obronie strategicznej - pełnej, suwerennej, szczelnej, nadmiarowej na atak jądrowy i konwencjonalny - albo dajmy sobie spokój z symulowaniem obrony. Musi być koncentracja 2/3 na sieciocentrycznej A2/AD, na spięciu wszystkiego w jeden organizm real-time. I A2/AD i sieciocentrycznośc - to nie jest kosmos, to jest rzecz, która narodziła się w zeszłej dekadzie a od 5 lat przynajmniej to jest standard NOWOCZESNYCH i SKUTECZNYCH sił zbrojnych. Nie możemy popełnić błędu 1939 - gdy rozproszyliśmy środki i robiliśmy armię symetryczna do npla - ale oczywiście znacznie słabszą w poszczególnych rodzajach sił zbrojnych i systemów bojowych. To nie ta droga. Musi być jedna rzecz, w której mamy przewagę dla realizacji celu strategicznego. Ponieważ wg mnie celem jest strategiczna obrona - dlatego musimy zbudować strategiczny system obronny - ASYMETRYCZNY dla npla przy kalkulacji koszt-efekt - gdyby chciał zaatakować. A podstawa takiej strategicznej obrony jest A2/AD na cała Polskę plus szeroki bufor głębi bezpieczeństwa - dokoła Polski. Asymetria wydatków i profilu sił zbrojnych: czyli nie myśliwiec, czy bombowiec - a antyrakieta. Bo 10 antyrakiet z najwyższej półki kosztuje tyle, co 1 Su-34 czy 1 Su-35. Nie 1 czołg - a 100 pozahoryzontalnych rakiet ppanc z najwyższej półki, które zniszcza min. 5 czołgów npla. Nie 3-4 Orki, a minimum 50 cieżkich torped SeaHake Mod 4 ER, które zapewnią kilka linii blokadowych od brzegu do brzegu w konkretnej geografii Bałtyku - a 3/4 reszty sumy przeznaczonej na Orki, dać na A2/AD. Rosjanie ustanowili A2/AD z S-400 i Iskanderów i Kalibrów. Kwestia czasu, kiedy zrobią taka strefę z Białorusi dla oskrzydlenia i Polski i Bałtów i Ukrainy. Jedną strefe A2/AD może pokonac tylko inna strefa A2/AD - silniejsza, z lepszymi sensorami, efektorami i C4SRI. Tu nie ma - że \"nigdy nie dorównamy\", że \"sami się nie obronimy\". Przy odpowiedniej koncentracji środków jest możliwe i pewne i jedno i drugie. Rosja nie ma nieograniczonej projekcji siły, co więcej, słabnie finansowo i nie stać jej na kolejny etap nowych generacji systemów sensorów, efektorów i C4SRI. Dlatego, jeżeli postawimy twardo na najnowsze sensory i efektory [i nosiciele dające skok wartości operacyjnej - jak aerostaty klasy Stratobus czy te chińskie czy amerykańskie w opracowaniu] - Rosjanie będą wtedy mieli i gorszy sprzęt, a ze względu na rozciągłość swych granic i obszaru, ze względu na \"power in being\" innych graczy, nie są w stanie stworzyć tak wielkiej koncentracji, która by przełamała nasze A2/AD. Sumując: 1. A2/AD to podstawa i zwyczajna kompleksowa realizacja A2/AS 2. Przy priorytetowej budowie A2/AD reszta systemów powinna być przedefiniowana odpowiednio do podpięcia do sensorów, C4SRI, ale także cześciowo do nosicieli A2/AD - i wartość bojowa tych systemów będzie wielokrotnie większa, niż klasycznych Homarów, Orek, Kruków itd - bez parasola A2/AD. 3. Możemy - bez żadnej łaski USA - wejść w Eurosama i Thalesa - uzyskać pełnie produkcji, technologii i rozwoju antyrakiet [klasy Aster 2 BMD], radarów, IRST i nosicieli m.in. aerostatów] - i CAŁKOWICIE obronić się przed realnym [czyli ograniczonym liczbowo z powodów powyżej przedstawionych] atakiem jądrowym i konwencjonalnym. Sami. Oczywiście - jeżeli będziemy konsekwentni i przestaniemy patrzeć się na innych. Bo to w naszej sytaucji 100% pewna droga do klęski - jeszcze przed pierwszym wystrzałem. Tu nie ma kompromisów - albo my oślepimy i zgnieciemy i wymieciemy npla, albo on zrobi to nam - i to w pierwszych minutach. Rozważania i \"gwarancje\" NATO i mówienie o \"wytrzymaniu 30 dni\" pod kątem planu \"4x30\", ma w takim układzie charakter surrealistyczny. Albo się obronimy sami - i sojusznicy nam niepotrzebni - ale wtedy właśnie musimy zasadniczo przeformatowac asymetrycznie PMT na strategiczna obronę oparta o A2/AD i \"czyste niebo\" i dalekie wymiecenie i oślepienie npla wokół Polski - albo zwyczajnie wszelka pomoc sojuszników będzie musztarda dawno po obiedzie - i wtedy też sojuszników nie potrzebujemy.

MAZU
poniedziałek, 16 lipca 2018, 14:44

Szanowny Dalej patrzący, przy generalnej zgodzie co do potrzeby posiadania przez Polskę uderzeniowych systemów wysokiego pułapu (pisze o tym od wielu lat) zwracam uwagę na rzecz najważniejszą - relację koszt efekt. Dzisiaj najtaniej wychodzi zainwestowanie w pociski rakietowe (efektory) różnych typów, szczególnie że Polska nie podpisała traktatu o zakazie używania rakiet średniego zasięgu. Zatem w mojej ocenie, możemy budować pociski rakietowe wystrzeliwane z ziemi, z ciężarówek, kontenerów, wagonów, których zasięg to 2000 km. Zbudowanie takiego pocisku, najlepiej dwustopniowego, używającego silnika drugiego stopnia do przyspieszenia przed uderzeniem w cel, mającego możliwość manewrowania w końcowej fazie lotu (korekta kursu), plus budowa własnego systemu rozpoznania na odległość 2000 km, to nasza szansa na unikniecie wojny. Gdyby do wojny doszło, to nie mamy w niej większych szans, zaś straty byłyby olbrzymie. Należy używać więc istniejących, sprawdzonych i tanich technologii, bo na \"gwiezdne wojny\" nie mamy po prostu już czasu. Rosja intensywnie modernizuje posiadany sprzęt, zatem mamy 2 może 3 lata, potem będzie za późno. Recepta: dużo tanich polskich rakiet wszelkiego rodzaju. Pozdrawiam MAZU

Dalej patrzący
piątek, 13 lipca 2018, 14:35

Nie ma limitu udźwigu dla sterowców - a pułap graniczny dla aerostatów wodorowych to max 60 km. Obecny rekord to ponad 53 km. Już teraz można zastosować perowskity i b. cienkie powłoki plazmowane, nieprzepuszczalne dla wodoru [brak dyfuzji wodorowej], w przyszłości opłacalny stanie się grafen i inne materiały 2D i nanorurki [nie tylko węglowe]. Wiem - bo rozmawiałem z Advanced Graphene Products w Zielonej Górze [właściwie N.Kisielinie] - grafen, prócz wytrzymałości 110 GPa, zapewnia także najlżejsze ogniwa PV, chociaż w tym względzie i perwoskity [wchodzą w tym roku - Saule Technologies] stanowią olbrzymi skok co do ciężaru na jednostkę mocy uzyskiwanej. Osobna rzecz dla podwyższenia dynamiki lotu i pułapu to kadłub nośny i grzanie zdalne [podczerwień] dla zwiększenia wyporu - ale także zasilanie zdalne bezprzewodowe [rezonansowe] - w tym laserowe [już testowane]. Bezpieczeństwo aerostatów zapewnia sama strefa A2/AD dla której są nosicielami. Strefa bufora bezpieczeństwa na zewnątrz Polski to min. 500, rekomendowane 1000 km. Oczywiście przy wysokim pułapie odpalenia antyrakiet [z boosterami]. Waga dużego systemu spadochronowego odzysku [najlepiej sterowalnego - choćby biernie] to kilkadziesiąt kg max. MHTK to system C-RAM, zwalczanie dronów to rzecz zupełnie poboczna. Przy hipersonicznych prędkościach uderzenia, nawet mały obiekt gwarantuje całkowite zniszczenie rakiety npla. To nawet uderzenie ptaka w samolot/śmigłowiec zagraża bezpieczeństwu, a już prędkości ponaddźwiekowe, supersoniczne i hipersoniczne...odsyłam do fizyki - energia kinetyczna wzrasta do kwadratu prędkości. Pomijam, że jak zwykle, przedłużenie zasięgu \"długich ramion\" MHTK byłoby najprościej uzyskać boosterem skróconej standardowej rakiety 122 mm. To samo zresztą względem Pioruna. Wreszcie integracja sieciocentryczna [a więc fizycznie rozdzielona] strefy A2/AD zapewnia osobne nosiciele dla efektorów, osobne dla sensorów, jeszcze osobne dla transmiterów/pozycjonerów rozległych. Dzięki czemu nie robimy z aerostatu kombajnu do wszystkiego, rozdzielamy moduły na różne aerostaty, minimalizujemy konieczny udźwig na aerostat.

Davien
środa, 11 lipca 2018, 21:04

Panie dalej patrzacy MHTK to system antydronowy i do zwalcznia pedzacego 6Ma R-37M nadaje sie równie dobrze jak dubeltówka, nie mówiąc o takim 40N6 nurkujacym z wysokosci 185km w kierunku aerostatu. a za kilka lat wchodzi S-500 z pociskami o zasięgu do 600km(podobno) zdolnymi zwalczac cele na pułapie 150km Kapsuła Red BuLl Stratos była jedynym ładunkiem balonu, a twój Aerostat musiałby zabrać nie dośc że zródło energii dla radaru( baterie słoneczne tez swoje mimo wszystko ważą,a same nie wystarczą przy zuzyciu mocy sam radar który wazy znacznie więcej niz te pociski które byłyby dodatkiem i do tego ich system naprowadzania:) Odzyskiwany moduł? Może byc ale doliczy pan masę spadochronów i całego osprzetu by przy ladowaniu nie zostaął z elektroniki miazga Hel osłonowo nie pomógłby nawet przy karabinach maszynowych chyba że opancerzy pan aerostat, a to znowu wzrost masy a co dopiero przy wybuchu 60-cio kilogramowej głowicy R-37 o 180-cio kilogrammowej z 40N6 nawet nie mówiąc.

Dalej patrzący
środa, 11 lipca 2018, 15:26

Panie Davien - od obrony bezpośredniej ostatniej szansy jest niskokosztowy MHTK. Ale aerostaty będą generalnie działać jako nosiciele sensorów i zeskalowanych efektorów, głównie efektorów antyrakietowych, w ramach strefy bezpieczeństwa A2/AD. Kapsuła do rekordowego skoku Felixa Baumgardena z 39 km ważyła ponad 1300 kg, nie mówiąc o samym skoczku w pełnym skanfandrze z układem podtrzymywania życia - ponad 100 kg. A był to balon helowy. Ja jestem za wodorem - bo jest medium tańszym, bardziej dostępnym i o większym wyporze, a hel jedynie osłonowo, co juz opisywałem. Zreszta i USA i Chiny już teraz rozwijają programy aerostatów wysokiego pułapu 40+ km - z tego co wiem - wodorowe. W Chinach jest to jeden ze 140 priorytetowych programów militarnych. Zresztą sam moduł z sensorami czy efektorami pod aerostatem mógłby być odpalany pironabojami w razie przekroczenia strefy bezpieczeństwa przez wrogie efektory - i odzyskiwany np. spadochronowo, a to by mocno przekreślało sens ataku npla - zwłaszcza w kalkulacji koszt-efekt. Akurat udźwig nie jest problemem dla aerostatów - ograniczeń wzrostu tez zasadniczo nie ma. Powłoki polietylenowe i segmentacja wewnętrzna balonetów jeszcze to tez nie sa sprawy jakiegoś high-tech nie do przejścia. No i to, że będą operowały wewnątrz własnej bańki bezpieczeństwa, zupełnie zmienia sprawa asymetrycznie niekorzystnie dla npla.

MAZU
środa, 11 lipca 2018, 14:59

Szanowny Dalej patrzący: (1) 200m/s to 720 km/h., sporo jak na sterowiec.. Sterowiec na wysokości 40 km musiałby używać silników rakietowych do rozpędzania go do tej prędkości, bo klasyczny silnik odrzutowy ani tłokowy nie zadziała na tej wysokości ze względu na zbyt niskie ciśnienie, czyli bardzo małą ilość powietrza - tlenu. Można (i trzeb) użyć silników elektrycznych (jak w Stratobus) z baaardzo dużymi śmigłami (bardzo rozrzedzone powietrze), ale realna prędkość to 100 km/, chyba że lecimy z wiatrem (2) Przy wystrzeliwaniu rakiet z powietrza np. spod aerostatów, liczy się oczywiście prędkość, ale ważniejsza jest wysokość – chodzi m.inn o redukcję oporów powietrza (3) Sterowiec o pułapie 20 km to dzisiaj ogromne wyzwanie techniczne, zaś pułap 40 km to wiatry o prędkości 400 km/h, temperatura minus 80 stopni i szczątkowa atmosfera. Czyli warunki podobne do tych na Marsie… (4) Generalnie w sterowcach używa się helu a nie wodoru, co wynika z wymogów bezpieczeństwa, zaś koszty helu w militarnych sterowcach to ułamek ceny całej reszty (5) Największe zużycie helu powodują nie sterowca a (to nie żart) baloniki napełniane helem (tak, te małe dla dzieci) (6) Hel pozyskuje się jak produkt uboczny przy wydobyciu gazu ziemnego. Najwięcej helu produkuje USA - 75 mln m sześciennych rocznie, Katar 40 mln, Algieria – 15 mln. W Polsce pozyskuje się około 3 mln m sześc. helu rocznie. Nieco więcej helu niż Polska pozyskują z kolei Rosja i Australia (7) Grawitacja na wysokości 40 km jest zbliżona do tej na powierzchni Ziemi (8) Tanie wynoszenie satelitów (a raczej mikro satelitów) już opisałem wcześniej – samolot o jak najwyższym pułapie lotu z podwieszoną dwustopniową rakietą na paliwo stałe, co pozwala na wyniesienie małego satelity (ok. 100 kg) na niską orbitę (300 - 400 km). Amerykanie pracują nad takim alternatywnym (z ich punku widzenia) systemem wynoszenia, pisano o tym na Def24 (9) W przesyłani energii wiązka laserową największe wyzwanie to odbiór energii lasera. Obecnie stosowane rozwiązanie to fotoogniwo zoptymalizowane z długością fali lasera. Problemem jest niska sprawność ogniw (max 20%) i trafienie laserem w ruchome (latające) ogniwo z dużej odległości (np. 30 km). Niemniej temat jest rozwijany (10) Bardzo cieszę się z prowadzonej dyskusji, duży szacunek dla szanownych Kolegów za wiedzę, kreatywność i inteligencję. Tak trzymać. Pozdrawiam MAZU

Davien
środa, 11 lipca 2018, 01:59

Panie daleko patrzacy, pańska propozycja ma jedna dość powazna wadę, a mianowicie cieżar pocisków antyrakietowych. PAC-3MSE wazy kilkaset kilogramów pociski SM-3 czy inne podobne 1,5 tony, pociski THAAD 900kg, Aster-30 obecnie juz to 450kg wiec jak pan sobie wyobraza ich podczepienie pod Aerosaty? Do tego takie obiekty to wymarzony cel dla MiG-31BM z R-37/37M lub nawet S-400 z 40N6( włąsnie zakończono podobno jej testy) A same nie maja czym oddać. Skończy się że bedą wybijane z duzego dystansu pociskami dalekiego zasiegu Do tego jak sie zdaje Stratobus to na razie pułap maks 21km nie ponad 40(gestośc atmosfery się kłania)

Dalej patrzący
wtorek, 10 lipca 2018, 14:04

Errata: nie 200 km/s, a 200 m/s jest realne dla sterowca na pułapie 40+ km.

Dalej patrzący
wtorek, 10 lipca 2018, 01:03

Szanowny Panie Mazu : sterowce tylko na hel to bezsens, zresztą dla naprawdę masowego użycia wielkich sterowców ograniczonego w pozyskaniu helu zwyczajnie zabraknie. Powinno być sekcjonowanie balonetów, gdzie przynajmniej 90% to wodór, a hel tylko w balonetach osłonowych z lekkim nadciśnieniem [zresztą kontrolowanym przez odpompwanie/dopompowanie względem zbiornika wysokiego ciśnienia], balonetów helowych traktowanych jednocześnie jako półsztywne części konstrukcyjne. Ani Chińczycy, ani Amerykanie nie stawiają na hel, tylko na wodór dla aerostatów 40+ km, a to są właśnie konstrukcje docelowe. Pomijam systemy wtrysku freonu dla zduszenia płomienia, to sprawa znana z systemów ppoż dla zbiorników odrzutowców. No i kwestia połączenia z grzaniem wiązką na podczerwień - wtedy mamy połączenie balonu wodorowego z balonem na ogrzane medium. Kwestia wielkości [bo objętość idzie z rozmiarem do sześcianu] załatwi udźwig. Udźwig jest po korzystnej stronie wzrostu skali liniowej wielkości sterowca, bo objętość idzie do sześcianu, a powierzchnia do kwadratu skali liniowej powiększenia - czyli liniowo z rozmiarem wzrasta udźwig. Natomiast dla Stratobusa udźwig 50 kg to pomyłka, chyba raczej chodziło o rząd 500 kg\" cytuję Chessela, porównujacego Stratobusa do płatowcowych pseeudosatelitów : \"The other important point is its payload capacity. In standard configuration, StratobusTM can carry 250 kilos of payload, with a power rating of 5 kW. For certain specific missions at the equator, this capacity reaches up to 450 kilos and a rating of 8 kW if we combine an optical instrument with a powerful radar, the pairing of these two instruments ensuring continuous mission capability. In the zone between the tropics, where winds blow at less than 90km/h, it could provide permanent service all year long and 24/7. [StratobusTM is designed for 5-year missions, with annual servicing.] In Europe, our competition is proposing a “solar glider”, with a payload capacity of 5 kilos and a 3-week mission duration. There is no real comparison with the formidable – and I use this word on purpose – field of possibilities offered by Stratobus\" [https://www.thalesgroup.com/en/worldwide/space/news/whats-stratobus]. Udźwig i autonomiczność w lotach non-stop to zresztą, powtarzam, jest sprawa i użycia wodoru i odpowiedniej objętości. Bo pułap 40+ km to bezpośredni zasięg radarowy ponad 1000 km, ale i odpowiednio wyższy pułap i zasięg efektorów, zwłaszcza antyrakietowych. Faktycznie można uzyskać dzięki temu nowe, wyższe piętro obrony antyrakietowej. Zaryzykuję stwierdzenie, że wykorzystując boostery, to PAC-3MSE mógłby dorównać operacyjnie THAAD i w pułapie [? - zależy od boosterów i prędkości pocz. sterowca] i na pewno w zasięgu. Nawet rozpędzenie sterowca do prędkości rzędu 200 km/s nie jest problemem na wysokości rzędu 40+ km, bo tam opory aerodynamiczne to nikły ułamek oporów w troposferze. W sumie wyniesienie ze studni grawitacyjnej tak wysoko i jeszcze z dodatkową prędkością [energia kinetyczna] to moim zdaniem najlepszy przepis na tanie wynoszenie przynajmniej małych satelitów na orbitę. W skrócie: rozmiar+wodór+grzanie podczerwone=roczna autonomiczność 24/7 i udźwig realnie nawet rzędu 1-3 ton. Co ciekawe, już są pierwsze próby, bodajże na MIT i na Harvardzie, zdalnego przesyłu i \"ładowania\" bezprzewodowego energii wiązką laserową.

MAZU
poniedziałek, 9 lipca 2018, 13:42

Szanowny Dalej patrzący: generalnie zgoda. Co do aerostatów (pseudosatelity) to (1) w istniejącej (prototypowej) wersji są to sterowce wysokościowe. Mają niestety bardzo mały udźwig, który dla Thales Stratobus nie przekracza 50 kg (całość elektroniki i optyki obserwacyjnej wraz z akumulatorami oraz łączność). Wynika to ze 100 razy mniejszego ciśnienia na wysokości 20 km, czyli 100 razy mniejszej ilości powietrza na tej wysokości. Aerostat (balon, sterowiec) musi dostosować ilość helu w powłoce do zewnętrznego ciśnienia powietrza, albo pęka mu powłoka. Dlatego Thales ma tak wielkie kłopoty ze Stratobusem. (2) Analizowaliśmy program Stratobus w 7M, ze względu na polski program Orzeł (7M) - stratosferyczną platformę obserwacyjno-uderzeniową o cechach stelth, o 100 dniowej autonomii lotu. Udźwig Orła to 150 kg na 25 km wysokości, ale pomimo że jest on para sterowcem, to nie jest prostym „ogórem” jak Stratobus, tylko znacznie bardziej nowatorską konstrukcją wykorzystującą cechy atmosfery na wysokości 25 km do zwiększenia szeroko rozumianej siły nośnej. Ponadto zastosowaliśmy odrębny, jednorazowy system wynoszenia, na co Thales jeszcze nie wpadł. (3) Co do rakiet na aerostatach, to mają sens w dużych sterowcach z pułapem max. 10 km, bo wtedy jeszcze mogą coś sensownego udźwignąć np. 2-3 rakiety o masie kilkuset kilogramów, zaś pułap znacząco zwiększa ich zasięg. (4) Przeżywalność aerostatu w porównaniu z satelitą jest prawie zerowa – wielki wolny cel 20 razy niżej niż satelita na niskiej orbicie, do tego satelita leci 8 km/s (ok. 27.000 km/h). (4) Niezależnie od powyższego, obserwacyjne drony wysokiego pułapu, w tym aerostaty, są bardzo potrzebne i oby ich było jak najwięcej. Popieramy (7M) ich budowę i użycie od najmniejszych po największe. Jednak ze względu na relacje koszt – efekt aerostaty sprawdzają się najlepiej do rozpoznania (obserwacja) i łączności (jako transpondery). (5) Co do rakiet, tu pełna zgoda, powinniśmy (Polska) mieć ich jak najwięcej i jeszcze więcej, bo tylko wtedy wujek Iwan nas nie odwiedzi. Ponadto, silna, uzbrojona „po zęby” Polska to konieczność, a nie fanaberia. W 7M poza projektami robimy też analizy i prognozy. Rozwijamy też psychotronikę, głównie pod kątem analizy zdarzeń przyszłych, ale jest to przecież potężna broń, do tego całkiem nieźle w Polsce rozwinięta. Przed atomem można się schować pod ziemia, ale przed psychokinetyką już niekoniecznie. Taki polski program X, jako alternatywna niespodzianka dla naszych wrogów - niech spoczywają w pokoju. Amen

Ciekawy
poniedziałek, 9 lipca 2018, 10:56

Hmm, co to za firma militarna 7m? Czyżby jakiś \"czarny łabędź\" polskiej zbrojeniówki? Proszę o odpowiedź.

Dalej patrzący
poniedziałek, 9 lipca 2018, 00:17

@Czepialski - zgadza się - sam JET-2 [2A] ma silniki turboodrzutowe. Jak zwykle zrobiłem przeskok myślowy i na skróty połknąłem obecny etap prac na rzecz dopiero realizowanych prac rozwoju JET-2/A- tj. budowy bsl bojowego, w tym pocisku manewrującego dalekiego zasięgu [rzecz osobna względem Piranii]. JET-2/A startuje z wyrzutni pneumatycznej, to wystarcza przy ciągu silników turboodrzutowych. Natomiast silniki strumieniowe, znacznie tańsze i bardziej sensowne [koszt-efekt] na \"jednorazowe\" loty - wymagają nieco większej prędkości początkowej dla \"zapłonu\" i \"utrzymania pracy\", stąd konieczne boostery. Silniki strumieniowe małej mocy budują modelarze RC, z tego co wiem, rekord prędkości takiego latacza to ok. 750 km/h. Akurat konfiguracja JET-2/A jest bardzo wdzięczna dla wymiany silników turboodrzutowych na strumieniowe, bo te są na pylonach. ..... Aerostaty już podczas pierwszej wojny światowej zabierały ładunek użyteczny kilku ton. Łatwiej zawiesić duży ładunek na aerostacie [mówię o dużych aerostatach], niż na jakimkolwiek innym \"latadle\". Szczególnie na dużym pułapie [jako HALE] i wtedy, gdy chcemy uzyskać wysoką dyspozycyjność, a dla aerostatów sprawdzona bojowo [konkretnie podczas II w.św. dla patroli ASW sterowców Goodyear tzw. blimpów] dyspozycyjność sięgała 98%. A o to właśnie chodzi, by zawiesić ciężkie sensory i efektory A2/AD na wysokim pułapie i w stałej dyspozycyjności 98% środków.

czepialski
sobota, 7 lipca 2018, 19:02

Małe sprostowanie wydaje mi się że JET-2 używa dwóch polskich silników turboodrzutowych GTM160 a ich ciąg 160N łącznie 320N ciut za mały do napędzania bomby Mk.82 o wadze 227kg ale kombinuj może coś z tego wyjdzie. Boostery istnieją i można je podebrać od rakiety bursztyn ciąg 6kN jeden przy dwóch to 12kN to już niezły kop. Pozostaje jakieś sterowanie plus skrzydełka i sensory i masz szybującą DP-1 (Dalej patrzącą) bombę. W następnym kroku dogadaj się z MAZU i dodaj silnik marszowy. Z podwieszeniem 300kg pod aerostaty czarno to widzę ale pod F-ki czemu nie.

Dalej patrzący
sobota, 7 lipca 2018, 14:36

Dokładnie, dobrym przykładem \"składaka\" jest GLSDB : https://www.defence24.pl/eurosatory-2018-glsdb--bomba-zrzucana-z-ziemi- Tyle, że ja chcę podwiesić takie \"składaki\" pod aerostaty wysokiego pułapu [jak najwięcej z naszych komponentów: np. bomba Mk.82 plus boostery 122 mm plus silniki strumieniowe rozwinięte z JET-2 i Piranii itd.]. Co oczywiście przełożyłoby się na uproszczenie wyrzutni i odpalania [praktycznie podwieszanie i zrzut], ale przede wszystkim dałoby zupełnie inny zasięg, niż przy odpalaniu z ziemi.

Dalej patrzący
sobota, 7 lipca 2018, 00:27

Szanowny Mazu: podstawa A2/AD to właśnie sensory spięte sieciocentrycznie real-time na rozległym obszarze. To one wraz z WRE dają C4SRI. Dopiero wtedy efektory mogą cokolwiek zdziałać. Ja chcę i sensory i efektory wynieśc najpierw na 20 km na aerostatach klasy Thales Stratobus, a potem na pułap 40+ km, co notabene już realizują w programach badawczych i Chiny i USA. Nie muszę raczej tłumaczyć, jaki horyzont radarowy i głębia zewnętrznej obserwacji i kontroli poza granice Polski jest z takich pułapów. Do satelitów mam słabe przekonanie - zbyt łatwe do zniszczenia. Natomiast sensory na aerostatach w strefie A2/AD, chronione przez własne efektory i własna projekcję siły - to zupełnie co innego. Notabene właśnie ta słabość satelitów spowodowała renesans aerostatów i płatowych HALE, zwłaszcza tych na ogniwa PV, latające miesiącami. Choć ja osobiście jestem za aerostatami - mają mniej ograniczeń konstrukcyjnych i przez to ciężarowo-gabarytowych, zdecydowanie też cenowo są lepsze ze wzrostem objętości. Oczywiście antyrakiety z najwyższej półki [1,5-2 tys] to tylko \"klasa główna\" efektorów UNIWERSALNYCH - jest miejsce na skalowanie, aż po Pioruny, no i miniaturowe MHTK jako C-RAM do obrony \"ostatniej szansy\". W zasadzie cały Homar z mobilnych cięższych rakiet wystrzeliwanych z ziemi, powinien być przeniesiony na aerostaty. Gdzie efektorami takiego Homara powinny być pociski i bomby [np. Mk.82], także kasetowe, ale także do zestawu nalezałoby opracować \"bomby X\"czy \"bomby EMP\", uzupełnione o płatowy zestaw szybujący i sterujący, z głowicą do precyzyjnego naprowadzania [aktywnego, pólaktywnego, nawet w oparciu o własny autonomiczny triangulacyjny własny system pozycjonowania jako własny \"GPS\", jaki tworzyłaby, jako baza triangulacyjna, strefa A2/AD]. Boostery do osiągnięcia odpowiedniej prędkości początkowej np. ze skróconych rakiet 122 mm i możliwie prosty i tani silnik strumieniowy. Gdzie najpierw minimum prędkość poddźwiękowa, potem supersoniczna, potem hipersoniczna w kolejnych wersjach rozwoju. Czyli takie skalowalne zmodularyzowane \"kombajny-składaki\" z maksymalnym wykorzystaniem istniejących elementów i komponentów - \"składane\" odpowiednio do potrzeb, a te \"Homary\" liczebnością ataku saturacyjnego nadrabiają straty w trakcie przechodzenia przez obronę nieba npla i zmuszają przy okazji npla do niekorzystnego poświęcania drogich środków obronnych - drogich w relacji koszt-efekt. Bo Rosjanie generalnie nastawili się na zwalczanie większych i droższych celów, zwłaszcza większych rakiet no i samolotów - i sami stworzyli sobie lukę względem tańszych, a masowych mniejszych efektorów. Co powinnismy wykorzystać. Generalnie - albo jako efektor UNIWERSALNY antyrakieta z najwyższej półki, także jako \"buława zabójcy\" [o najwyższych szansach przełamania obrony i najwyższej możliwej celności] - to przeciw celom strategicznym [np. mobilnym wyrzutniom rakiet] albo przeciwnie - niejako \"z drugiej strony\" - jednoczesne uderzenia tysięcy tanich efektorów, relatywnie prymitywnych, dużo mniej manewrowych, wolniejszych, przeciw celom bardziej \"powszechnym\". Proszę zauważyć - Hamas już wypróbował tę strategię, atakując tanimi rakietami Izrael, zmuszając go do używania antyrakiet o rząd, a właściwie dwa rzędy wielkości droższych. Ale tak czy inaczej najpierw nr 1 to zbudowanie rozległej strefy A2/AD, sieciocentrycznej, wysoko na pułapie, z sensorami i efektorami, saturacyjnej - a dopiero potem podpinanie róznych dodatkowych systemów [jak ów zmodyfikowany \"Homar\"], korzystając z sieciocentrycznej bazy sensorów zbudowanej dla A2/AD, a także [jeżeli można i trzeba] korzystając i z nosicieli wysokiego pułapu. No i oczywiście te systemy dodatkowe działają skutecznie dzięki parasolowi A2/AD, dzięki dalekiemu rozpoznaniu i pozycjonowaniu, dzięki WRE będącej integralnym elementem A2/AD. Bo najpierw chodzi o to, by przeciwnika oślepić i ogłuszyć, potem o to, by samemu zajrzeć mu na jego podwórko i rozpoznać i spozycjonować cele, a dopierona końcu, i to pod parasolem A2/AD, dokonać uderzenia \"buławą zabójcy\" stosownymi efektorami, które widzę głownie w dwóch skrajnych postaciach parametryczno-kosztowych i ilościowych. Bo drogie antyrakiety widziałbym przede wszystkim w ilości kilkuset sztuk do poświęcenia przeciw mobilnym wyrzutniom rakiet npla, natomiast tysiące, nawet dziesiątki tysięcy tanich efektorów - dla \"zużycia\" obrony npla i zniszczenia bardziej banalnych, ale dużo bardziej licznych celów.

czepialski
piątek, 6 lipca 2018, 23:34

Szanowny „Dalej patrzący” dodaj jeszcze do tego rozwiązanie Saaba i Boeinga tj GLSDB i jej możliwości rażenia celów w promieniu 150km z CEP 1m i ładunkiem 90kg i mamy podwójne drapanie głowy na Kremlu.

Dalej patrzący
piątek, 6 lipca 2018, 17:17

Najbardziej zainteresowała mnie informacja o rozwoju pocisku z pracą silnika przedłużoną do 100 sek, lecącego torem płaskim: \"Próby rakiet napędzanych silnikiem strumieniowym (działającym przez około 100 sekund) lecących torem płaskim, mają się odbyć w 2021 roku.\" Pytanie, jak bardzo płaskim torem będą te pociski lecieć? Konkretnie zaś - jaki pułap radarowy i przez to jakie zmniejszenie zasięgu wykrycia zapewnią te udoskonalone pociski strumieniowe? Bo to akurat byłaby naprawdę duża sprawa z punktu widzenia przełamania systemów C-RAM. Szczególnie wobec Kaliningradu i wkrótce Białorusi, bo to jest kwestia KIEDY? a nie CZY? odnośnie jej pełnego zajęcia przez Armię Czerwoną. Taki płaski, trudno wykrywalny tor lotu, skutkuje dla npla potrzebą gwałtownego nasycenia obroną C-RAM, a jednocześnie skokowo podwyższa mu ryzyko strat z tytułu uderzenia wyprzedzającego. Szczególnie wobec Iskanderów i Kalibrów - które mogą zostać zniszczone jeszcze na ziemi. To by dawało pełne wymiecenie Obwodu Kaliningradzkiego i wymieciony pas 100 km z Białorusi do Polski i do Litwy. -------- Jeszcze jedna rzecz, b. ważna: pytanie, jaka jest prędkość graniczna uruchomienia silnika strumieniowego? Konkretnie: czy starsze haubicoarmaty L39 zapewnia wystarczającą prędkość początkową? A jeżeli tak, to w jakim stopniu mniejsza prędkość początkowa przełoży się na krótszy zasięg? Wydaje się, że im dłuższy czas działania silnika strumieniowego, tym ta \"wrażliwość\" będzie mniejsza. A zatem warto postawić przynajmniej na amunicję II fazy - tej na 100 sek pracy silnika, dedykowanej do lotu torem płaskim. Notabene to oznaczałoby nie tylko nową wartość operacyjną Krabów i Kryli, ale także K9 Finów i Estów, M109A5O Łotyszy i PzH2000 Litwinów. Strzelać - i to w sposób znacznie trudniejszy do wykrycia i przeciwdziałania - na 40 km, a strzelać na 100 km - to zupełnie wywraca cały proces zabezpieczenia zaplecza dla npla, dyslokacji i koncentracji i urzutowania jego sił do ataku, logistyki. Tu nawet kilkanaście samobieżnych dział może narobić bigosu na dużą skalę, praktycznie już nie poziomu operacyjnego, a zahaczającego o blokadę dostępu rozwinięcia strategicznego. Oj, będą się teraz na Kremlu zdrowo drapać w główkę, oj, będą...

demaskator ruskich szpionów
piątek, 6 lipca 2018, 14:25

@Marek \'Ten pocisk z założenia jest robiony pod norweską armię. A oni nie prowadzą żadnych wojen kolonialnych. Najprawdopodobniejszy ich przeciwnik jest ten sam, co nasz.\' Jesteś niepoprawny fantasta. Owszem, inicjatorem może być norweskie wojsko, ale norwegowie z tego słyną, że jeśli to tylko możliwe, to NIE robią niczego TYLKO pod siebie. Takie zosie-samosie to tylko u nas... Sprawdź sobie armie użytkujące Penguina, amunicję APEX, czy NSM, którego ostatnio odpalała testowo nawet US Navy. Wszystkie ich produkty i systemy (jak NASAMS) są robione od podstaw TAKŻE z myślą o użytkownikach eksportowych. Tutaj również jest to absolutnie oczywiste, nawet jeśli punkt wyjścia to \'mamy rozciągnięte terytorium i za mało artylerii\'.

MAZU
piątek, 6 lipca 2018, 12:23

Witam szanownych kolegów. Analizy ciekawe, generalnie trafne. Konkluzja: 1. IM HE-ER to pierwszy znany pocisk w tej klasie, czekajmy na następne 2. IM HE-ER chyba nie jest pociskiem naprowadzanym (na razie) ponieważ jego makieta nie posiada żadnych ruchomych powierzchni sterowych (przednie to tylko otwierane stabilizatory) zaś CEP rzędu 10 m to bardzo słaby wynik dla pocisku naprowadzanego 3. W swojej klasie IM HE-ER otwiera nowe możliwości przekraczając granicę 100 km co zmienia realia pola walki 4. Najbardziej oczywiste (dla mnie) zastosowanie rozwojowej (kierowanej) wersji IM HE-ER to pocisk przeciw radarowy 5. Porównanie małego (stosunkowo) IM HE-ER z salwą ze \"Smiercza\" nie jest chyba zbyt trafione, to po prostu zupełnie inna, ale potrzebna klasa uzbrojenia (choć przyznaję, że powinniśmy skopiować Smiercza czy raczej białoruskiego Poloneza, 7M ma to w planach) 6. Co do (słusznych) tematów: saturacja, A2AD - o tym można mówić jak ma się efektory ale przez wszystkim rozpoznanie, bo żeby cel zniszczyć to najpierw trzeba ten cel zobaczyć a potem podjąć decyzję (mówię to jako ex snajper) o jego eliminacji . Bez rozpoznania celu możemy mieć dowolny efektor, al i tak go nie zdążymy użyć.. Należy więc zacząć od systemów rozpoznania. Na klasyczne satelity nas nie stać (nie czarujmy się, jeden nic nie da) ale już na 15-20 mikrosatelitów na niskiej (300 km) orbicie, jak najbardziej. Ich zbudowanie jest jak najbardziej w naszym (polskim) zasięgu, kto wie, może też ich wyniesienie (rakieta wielkości Iskandera z dodatkowym boosterem podwieszona pod zmodyfikowany samolot o dużym pułapie i jest niska orbita). Do tego drony wysokiego pułapu (jak najwięcej) oraz naziemne pasywne i aktywne stacje obserwacyjne (jeszcze więcej). To wszystko w spięte w system (sieciocentryczność) komunikujący się z centralami (wieloma - multiplikacja central decyzyjnych) w wielu kanałach/pasmach komunikacji (od internetu, przez kable, światłowody, po radia wielozakresowe po transmisje na falach długich za pośrednictwem Ziemi - via gleba) 7. Oczywiście powinniśmy mieć jak najwięcej własnych, nowoczesnych efektorów, od porządnej amunicji wszystkich potrzebnych kalibrów po rakiety (od małych po te największe) i w jak największej ilości. W tym miejscy mogę (z dumą) Panów poinformować, że 7M opracowało projekty ciężkiego pocisku p.panc (waga 55 kg z 20 kg głowicą, zasięg 13 km) lekkiego pocisku p.lot (zasięg 30 km, v.max mach 5) oraz taniego niekierowanego (na razie) pocisku do lekkiej, mobilnej artylerii lufowej (wersja rozwojowa WP-8z, 1/2 jaj masy) kaliber 170 mm. 8. Za kilka tygodni (jak Moc pozwoli) wydaję artykuł na powyższe tematy 9. Tradycyjnie modlę się o Światło dla decydentów z MON. Pozdrawiam MAZU

Davien
piątek, 6 lipca 2018, 10:57

To obalmy mity Fun\'a: System obrony Morfeusz nigdy nie powstał, mieli go zbudowac dla S-400 ale skończyło się na mieli. Co do wykrywania to wystarczy dowolny JSTARS lub dron klasy MALE/HALE jeżeli chodzi o cele ruchome, fakt że Rosja nie potrafi tego robic nie znaczy że inni są tak zacofani, cele te tez w niecała minute( zasięg wykrycia najnowszych rosyjskich radarów artyleryjskich) nic poza heroiczna śmiercia nie zdąrza zrobic a juz na pewno nie zmienią połozenia. Pancyr nie jest w stanie zwalczać pocisków artyleryjskich a tym bardziej nie dostał nowych rakiet, pomerdało ci sie z Buk-M3 i 9M317M ale to u ciebie norma:) To teraz wybraz sobie że ten cel co masz zaatakowac jest wsród zabudowań cywilnych, wiem że dla Rosji kolejna masakra cywilów to norma ale na zachodzie mysla nieco inaczej i maja technologie by to ograniczać Co do lotów w Syrii: Niezły stek bajek, te 4 cele to rozumiem razem ze szpitalami i szkołami pełnymi cywilów(Aleppo i Douma) gdzie to była norma. Jakos USA było w stanie zrównac z ziemia duzy kompleks w Damaszku i nie osmalic palm na zewnatrz , a Rosja musiałaby w tym celu zniszczyc cała dzielnicę( znowu Aleppo sie kłania) SWP-24, bo tak to się nazywa jest systemem celowniczym i porównywanie go z bomba JDAM ... Zwłaszcza kłamanie ze w USA muszą utrzymac laser na celu jak od dawna(wojna wietnamska) robi to automat w zasobniku celowniczym, natomiast twój SWP bez danych z zewnatrz jest slepy jak kret lub wali po swoich( to nie SWP-24 był w Ka-52??) Wracajac do Syrii : Wg raportów do Dumy i Kongresu USA Rosja w Syrii wykonała mniej lotów w rok niz USA w trzy miesiace wiec jak juz musiałes się zbłaznić...

Marek
piątek, 6 lipca 2018, 09:33

\"Jedno jest jasne - w wojenkach kolonialnych w afryce i przyległościach, taka ammo oznacza per saldo znaczący spadek kosztów interwencji, ograniczając apetyt na CAS i działania lotnicze wogóle. W konfliktach symetrycznych, taka ammo niczego nie zmieni, dopóki nie obezwładnione zostaną systemy zakłócania i walki elektronicznej\". @demaskator ruskich szpionów Nie sądzę. Ten pocisk z założenia jest robiony pod norweską armię. A oni nie prowadzą żadnych wojen kolonialnych. Najprawdopodobniejszy ich przeciwnik jest ten sam, co nasz.

vvv\'
piątek, 6 lipca 2018, 00:31

Courre de Moll -> Czytanie ze zrozumieniem trudna rzecz - rozpoczęcie 2012 produkcja 2023 jak wszystko będzie OK to ta 11 lat czy to taki rewolucyjny wynik? Davien -> a co do HIMARSA oczywiście zapomniałeś że w zeszłym tygodni chwaliłeś GLSDB jak widać jak ktoś pomyśli to się da zwiększyć zasięg do 150km i celność 1m i 360 stopni i od 0 do 150 km na ujemnych do 70 km i na takim staruszku jak M26 a i manewrować się da i inne fajne rzeczy. KrzysiekS -> daj już spokój z tym hejtem na HIMARSA to IMI nie pomoże po dzisiejszym oświadczeniu kumpli.

Fanklub Daviena
czwartek, 5 lipca 2018, 23:23

@autor: \"Czy takim pociskiem da się zniszczyć naziemną obronę przeciw lotniczą osłaniającą czołgi przeciwnika?\" No właśnie mam poważne wątpliwości. Po pierwsze, jak ktoś tu słusznie zauważył, działanie GPS w okolicach nowoczesnych armii jak rosyjska, chińska czy nawet irańska, jest mocno wątpliwe. Po drugie jak ustalić obecność jakiejś mobilnej techniki wojskowej na odległość 100km z dokładnością 10m i to w warunkach wojny? Po trzecie, jak to będzie na te 100km lecieć, to się wzniesie na dziesiątki km w górę i przy dzisiejszych sieciocentrycznych armiach zostanie namierzone, sklasyfikowane i wyznaczony punkt uderzenia, więc cel może przez 2 minuty uciec. Po czwarte, te 3 Mach+ to będzie na pierwszej części trasy na odcinku wznoszącym, potem będzie lot beznapędowy, ze spadającą prędkością - nawet jak cel nie ucieknie, to ma szanse zestrzelić a Rosjanie nie mają tylko Pancyrów, ale prawdopodobnie Morfeusze zaprojektowane jako \"broń ostatniej szansy\" do taniej obrony przed zmasowanym atakiem PGM. Zresztą nawet do Pancyrów odstatnio Rosja wprowadziła małe (wchodzą po 4 szt. do pojemnika na 1 standardową rakietę) rakiety przeciw dronom i PGM. Po piąte, niestety taktyka Rosjan jest bez porównania lepsza pod względem cena/efekty i gdybym to ja miał decydować, to gdybym wiedział, że 100km dalej mam pozycję mobilnej opl osłaniającej czołgi z dokładnością do 10m, to nie używałbym malutkiego a drogiego pocisku od haubicy by po snajpersku trafić w tą opl, tylko zakładał, że gdzie opl tam i cele które ma bronić i po prostu traktował to jako cel powierzchniowy i zaatakował salwą tanich niekierowanych pocisków rakietowych z amunicją kasetową (w wersji full-wypas samonaprowadzającą się, ale lepiej użyć w takim przypadku więcej tańszej niekierowanej...), by zniszczyć cały obszar, licząc, że trafię nie tylko w tą opl ale i to co ma bronić i bez ryzyka, że nie trafię bo np. od czasu rozpoznania kierowcy tej opl zrobiło się gorąco i postanowił przejechać kilkadziesiąt metrów dalej do cienia. Niestety ale PGM jest dobra raczej tylko do terroru państwowego w wojnach kolonialnych do likwidacji miejscowego watażki bez fotek całych spalonych bambusowych wiosek, ale na prawdziwej wojnie najlepiej się sprawdza stara rosyjska szkoła nawały ogniowej, która do tego taniej wypada... W jawnych publikacjach NATO są już analizy rosyjskiej operacji w Syrii i są to dla NATO wnioski niewesołe. Nie dość, że rosyjskie lotnictwo może przez długi czas zadaną liczbą samolotów wykonywać ponad 3x więcej lotów niż maszyny NATO (co zmusza do innego postrzegania parytetów liczebności) to jeszcze się okazało, że średnio w czasie 1 lotu bojowego rosyjska maszyna niszczyła 4 cele a NATOwska mniej niż jeden! Może to \"nieeleganckie\" i SVP-24 + głupie bomby jest mniej precyzyjne niż eleganckie amerykańskie LJDAM, ale SVP-24 jest WYSTARCZAJĄCO precyzyjne (i bez porównania tańsze) by 500kg \"głupią\" bombą zrobić to samo albo i więcej co 100kg LJDAM, bo rosyjski pilot na ekranie SVP-24 tylko wskazuje lub zatwierdza wskazane z zewnątrz cele, zakłada ręce i patrzy jak SVP-24 samo wyznacza optymalną trasę i pilotuje maszynę w odpowiednich miejscach zrzuca bomby i kieruje się na następne cele a amerykański pilot musi się gimnastykować i tak manewrować by podświetlać laserem cel, co zajmuje czas i może cel ostrzegać (jak ma detektor promieniowania laserowego). Dlatego Rosja w Syrii za drobny ułamek kosztów USA i ich sojuszników osiągnęła dużo lepsze rezultaty. Przetechnicyzowanie bywa zgubne: V-2 było wspaniałą bronią, o kilkadziesiąt lat wyprzedzającą konkurencję, ale wygrało masowe inwestowanie w BM-8 i BM-13 a nie w V-2. Po szóste, zanim zaczniemy się bawić w fanaberie typu miniaturowe PGM o zasięgu 100km, to najpierw zejdźmy na ziemię i zajmijmy się amunicją czołgową zdolną wyrządzić krzywdę rosyjskim czołgom i zbudujmy WŁASNĄ (bo inaczej będzie zbyt droga i nie będzie masowa) masową mobilną opl krótkiego (czyli w dzisiejszych czasach min. 20km - musi mieć zasięg nie gorszy niż sensory optyczne samolotów czy dronów) zasięgu, bo inaczej nas tak zaorają i to tak szybko, że nie będzie skąd i czym wystrzeliwać tych 100km pocisków...

Dalej patrzący
czwartek, 5 lipca 2018, 17:51

W gruncie rzeczy chodzi o uskrzydlony manewrujący pocisk z napędem strumieniowym, dla ataku na pułapie stratosferycznym to najlepiej pocisk hipersoniczny, czyli 5+Mach, natomiast pytanie, czy w cieniu radarowym niskiego pułapu przy oporach aerodynamicznych da się wycisnąć efektywnie [w akceptowalnej kalkulacji koszt-efekt] coś ponad 3 Mach. Najlepiej, gdyby taki pocisk uskrzydlony miał \"obstawę\" innych hipersonicznych dronów, rozciągających łączność i nawigacje i pozycjonowanie celu w układzie sieciocentycznym. Bo pakowanie skomplikowanej elektroniki z sensorami itd do tego samego nosiciela razem z efektorem [ładunkiem bojowym], uważam za głupotę i marnotrawstwo pieniędzy oraz marnotrawstwo masy ładunku bojowego. Oczywiście do startu i osiągnięcia prędkości pracy silnika strumieniowego potrzebne są boostery, które można uzyskać np. ze skróconych rakiet 122 mm. Czyli chodzi o większą i szybsza Piranię, a właściwie o saturacyjny ZESPÓŁ sieciocentryczny [rój dronów z sensorami, komunikatorami i efektorami], który w locie pozahoryzontalnym rozciągałby daleko C4SRI i dawał pozycjonowanie końcowe celów. I takie zespoły, odpalane z różnych nośników na lądzie w powietrzu, na wodzie i spod wody - to powinien być \"Homar\" uszyty dokładnie dla Polski. Takimi rzeczami powinien zajmować się IU, MON, IL, WZLe itd. To powinien być cel - kupić technologie i kompetencje i samemu zbudować takie pociski strumieniowe. Na początku poddźwiękowe, potem coraz wyżej poprzeczka prędkości, zasięgu i stealth. Taka uwaga - taki silnik strumieniowy dla pocisku manewrującego [nawet hipersonicznego] byłby zbudowany dla niezbyt dużych przeciążeń rzędu 100G. Natomiast strumieniowy lufowy pocisk Nammo... to obawiam się tam przeciążenia przy wystrzale rzędu 10 000 G. A to oznacza gwałtowne podwyższenie kosztów. Stąd idea pocisku manewrującego z dużo tańszym silnikiem strumieniowym na 100 G jest i tańsza i ma mniej ograniczeń [choćby kalibru i długości, nie mówiąc o stealth]. Nie żaden Grot 2, nie żadne Harpie, które w naszych warunkach bez naszego silniejszego A2/AD to kaczki na patelni A2/AD Kaliningradu i Białorusi] - tylko 2/3 wydatków na szczelny saturacyjny parasol A2/AD, a 1/3 na stworzenie i podpięcie takich systemów zdronizowanych, podpiętych sieciocentrycznie pod A2/AD, które zapewniałyby maksymalne odstraszanie i realizację NASZYCH, dokładnie określonych potrzeb.

KrzysiekS
czwartek, 5 lipca 2018, 16:20

KrzysiekS->Davien Własnie mi o to chodzi podstawowe pytanie czy wyrzutnie HIMARS będą modyfikowane w przyszłości jeżeli tak to możemy kupić system schyłkowy a modernizacja wyniesie nas cholernie drogo. Prezentowany system jest opcją do użycia w wyjątkowych sytuacjach nikt nie będzie tym strzelał non stop bo nie wytrzyma tego lufa ale przy wykryciu ważnego celu w jego zasięgu może być użyty.

JK
czwartek, 5 lipca 2018, 16:02

Pytania na które nie znamy odpowiedzi to koszt pojedynczego pocisku, oraz masa ładunku wybuchowego. Ten ostatni z racji konstrukcji będzie bardzo mały. Fakt jest jeden- mając takie pociski można zniszczyć wszelkie rozpoznane stanowiska radarów w obwodzie ... Celem przeciwnika będzie jak najszybsze przesunięcie linii frontu 100 km od jego terytorium. Aby to uniemożliwić potrzebujemy tysięcy rakiet przeciwpancernych różnych zasięgów, a nie Orek, Mieczników i co tam fantaści jeszcze chcą...

JK
czwartek, 5 lipca 2018, 16:01

Pytania na które nie znamy odpowiedzi to koszt pojedynczego pocisku, oraz masa ładunku wybuchowego. Ten ostatni z racji konstrukcji będzie bardzo mały. Fakt jest jeden- mając takie pociski można zniszczyć wszelkie rozpoznane stanowiska radarów w obwodzie ... Celem przeciwnika będzie jak najszybsze przesunięcie linii frontu 100 km od jego terytorium. Aby to uniemożliwić potrzebujemy tysięcy rakiet przeciwpancernych różnych zasięgów, a nie Orek, Mieczników i co tam fantaści jeszcze chcą...

demaskator ruskich szpionów
czwartek, 5 lipca 2018, 15:16

Ciekawe, że nikt nie zwrócił na to uwagi... chociaż może właśnie normalne, patrząc na stado laików w komentarzach. Cały pomysł jest piękny, ale jeśli stożek to stały dyfuzor, to Z MIEJSCA mamy zdefiniowane, że taka zabawka może osiągać na takim dystansie CEP 10 metrów w JEDEN, JEDYNY możliwy sposób - za pomocą naprowadzania GPS, bo INS wymaga miejsca i nie da takiej precyzji, a sensor laserowy to pytanie, czy da się wsadzić w stożek którego kształtu nie można swobodnie zmienić... nie wspominając, że samo tarcie powietrza przy mach3 zdrowo go rozgrzeje, co dodatkowo utrudnia zadanie. Ktoś ostatnio patrzył, jak GPS \'działa\' w środeczku Moskwy wokół Kremla? No właśnie. Znaczy się, oczywiście, najpierw rośnie rola systemów klasy HIMARS z pociskami zdolnymi sięgnąć i zniszczyć zakłócanie - ale taka ammo sama w sobie za wiele nie zmieni. Tak, ramjet na stałe paliwo i bez ruchomych części, z odbiornikiem gps, nie powinien być zabójczo drogi, ale \'...plus silnik\' znaczy że wciąż pewnie uplasuje się powyżej ceny Excalibura. Jedno jest jasne - w wojenkach kolonialnych w afryce i przyległościach, taka ammo oznacza per saldo znaczący spadek kosztów interwencji, ograniczając apetyt na CAS i działania lotnicze wogóle. W konfliktach symetrycznych, taka ammo niczego nie zmieni, dopóki nie obezwładnione zostaną systemy zakłócania i walki elektronicznej.

Marek
czwartek, 5 lipca 2018, 14:57

\"A u nas na uzbrojenie wchodzi Krab o zasięgu 40 km podczas gdy u reszty świata jest już amunicja o zasięgu 70 km.\" @DKA I dobrze, że wchodzi, bo jest zgodny z JBMOU, więc najprawdopodobniej będzie można z niego strzelać taką amunicją.

Davien
czwartek, 5 lipca 2018, 14:47

Panie fun, nikt w ważny cel nie bedzie strzelał jednym pociskiem ale odpali od razu kilkanaście/kilkadziesiat. Zasięg najlepszego rosyjskiego radaru pola walki i artyleryjskiego ZOOPARK-2 wynosi całe 35km wiec powodzenia w wykrywaniu nadlatujacych pocisków. Własnie fakt ze spokojnie mozna trzymac swoja artylerie poza jakakolwiek mozliwością odpowiedzi przez artylerie przeciwnika jest wystarczajacy. A co do HIMARS-a to masz tam całe 6 pocisków o zasięgu do 90km i jej modernizacje jak najbardziej sa limitowane rozmiarami pocisku

KrzysiekS
czwartek, 5 lipca 2018, 14:44

KrzysiekS->Fanklub Daviena Oczywiście masz rację jeżeli chodzi o moc zrobiłem to trochę przewrotnie taki system dobry jest do celów ważnych (zwiększa możliwości). Na pewno w swojej masie i mocy nie zastąpi systemów rakietowych. Moim celem było tylko uzmysłowienie, iż systemy zwiększają zasadniczo swój zasięg i w tej chwili HIMARS niestety jest przestarzałym systemem (wpadamy trochę w pułapkę jak z Patriotem mamy do wyboru starszy system USA poczekamy czy kupimy przepłacając wchodzące nowsze wersje gdyż z całą pewnością USA opracuje nowsze efektory dla tego systemu).

Gość
czwartek, 5 lipca 2018, 14:38

Taka technologia może być przełomowa, jeżeli chodzi o artylerię dalekiego zasięgu.

Marek
czwartek, 5 lipca 2018, 12:58

\"Pocisk z własnym napędem to jeszcze pocisk, czy rakieta, tyle że wystrzeliwana z normalnej lufy? Ale to pytanie tak na marginesie. Istota sprawy to stosunek ceny takiego pocisku do tradycyjnego, a konkretnie koszt uśmiercenia 1 wroga.\" @Okręcik Źle liczysz. Istotą sprawy jest możliwość rozwalenia wyrzutni Iskanderów w obwodzie kaliningradzkim, co oznacza uratowanie życie wielu przyjaciołom. No i uniemożliwienie zniszczenia przez nie wielu kosztownych obiektów na własnym terenie. Nie mówiąc już o tym, że przy pomocy takich pocisków także można zniszczyć S-300 i S-400.

Admin
czwartek, 5 lipca 2018, 12:26

Takie wnioski, pomysły miał Koziej. W sumie, jakby się zastanowić, to tylko takie podejście daje jakieś szanse w konfrontacji z kimś, kto jest mocarstwem. Przy czym - jednak - jeszcze to się obecnie nie spina (perspektywa dekady, bo dzisiaj to się dopiero projektuje, planuje, opracowuje, a takie rzeczy jak drony bojowe to kwestia jw dekady). Ja bym do tej wyliczanki dodał jeszcze ten nowy pomysł na broń emitującą promienie X (wraca pomysł na neutronówkę, ale w zupełnie nowej odsłonie, obchodzącej wiadome ograniczenia wynikające z uwarunkowań prawno-międzynarodowych dot. broni A). Efektory dalekiego zasięgu strategiczno-operacyjne (jak opisane powyżej) z takimi głowicami. Plus to, co jest robione, ale na innym, wyższym poziomie - głowice antyradiolokacyjne, a szerzej impuls elektromagnetyczny i takie coś w infrastrukturę (ta jest przez NATO dobrze rozpoznana). Można selektywnie wyeliminować sieć rozpoznania dalekiego zasięgu oraz elementy integrujące rosyjski system C4I, zastosować asymetryczne środki masowego rażenia wobec tzw deeskalacyjnego uderzenia nuklearnego, jakie planuje rosyjskie dowództwo w przypadku ataku na Polskę. BTW. W zestawieniu opracowanym przez jedną z agend zajmujących się kontrolą arsenałów atomowych znajduje się ciekawa uwaga nt. Polski. Dysponujemy wykazywalnym (jako jedno z tylko 3, wskazanych państw, na ikonografice) zapasem wzbogaconego uranu (bodaj 66 funtów? tj. c.a 30 kg). Niewiele, ale potencjalnie wystarczająco. Opracowanie własnych ładunków jest obecnie ofc nierealne, ale \"brudna bomba\" w sytuacji, gdy grozi się nam w doktrynie zeszkleniem stolicy nie jest chyba pozbawione sensu. Chodzi o podkreślenie własnej determinacji, efekt propagandowy, wreszcie podniesienie kosztu do poziomu nieakceptowalnego dla agresora. Trwałe skażenie kluczowych aglomeracji w przypadku automatycznej odpowiedzi na atak nuklearny na któreś z polskich miast. Bez czekania na art. 5 i parasol, względnie jako backup dla powyższego.

autor
czwartek, 5 lipca 2018, 11:42

@Fanklub Daviena Czy takim pociskiem da się zniszczyć naziemną obronę przeciw lotniczą osłaniającą czołgi przeciwnika?

MAZU
czwartek, 5 lipca 2018, 11:28

Nareszcie działa! Brawo Nammo! Zrobimy teraz wszystko żeby skopiować IM HE-ER i zrobić z 10.000 sztuk! Brawo Nammo! A tak na marginesie, dla reszty ekspertów z forum. Silnik strumieniowy na paliwo stałe dobrze działa jeżeli pocisk/rakieta nie manewruje, bo to zaburza strumień wlotowy i silnik gaśnie. To podstawowy problem w systemach Ramjet, rozwiązywalny przez zmienną geometrię wlotu powietrza, ale to trudne do uzyskania w tak małych układach jak pocisk 155 mm ale realne w pociskach rakietowych. W każdym razie ciesze się z sukcesu Nammo, bo to potwierdza zasadność i celowość projektów które robimy w 7M. Pociski 155 mm do Krabów o zasięgu 100 km, z naprowadzaniem w końcowej fazie lotu, skokowo zmieniają realia pola walki i zmuszają Rosję i Białoruś do dyslokacji ich systemów rakietowych. Tradycyjnie modlę się o światło dla decydentów z MON. Proszę też wszystkich Szamanów o wsparcie. Pozdrawiam, MAZU

Dalej patrzący
czwartek, 5 lipca 2018, 11:10

Generalnie nie chodzi tu o artylerię lufową, a o silnik strumieniowy plus system precyzyjnego pozycjonowania podpięty pod rozległy system sieciocentryczny. Czyli np. dokładamy startowy booster na bazie np. skróconego Feniksa, co rozpędza dany \"komplet\" do prędkości dla silnika strumieniowego, a potem silnik strumieniowy pcha cały \"wózek\" danego systemu. Czyli np. bombę Mk.82 Nitro-Chemu podpiętą w zestaw szybujący z układem kontrolnym dla precyzyjnego pozycjonowania lotu i kontroli pozycjonowania celu przez \"zewnętrzną\" oprawę sieciocentrycznego systemu pozycjonowania. Zbudować silnik strumieniowy na duże przeciążenia przy wystrzale armatnim, a zbudować taki silnik na przeciążenia o rząd [nawet dwa rzędy] wielkości mniejsze, to zupełnie inna sprawa i zupełnie inne koszty opracowania i ceny jednostkowej. Trzeba liczyć koszt-efekt. Kluczem jest tani silnik strumieniowy i masowe użycie, precyzyjnie naprowadzane [sieciocentrycznie] zestawy np. bomba+zestaw płatowy, a całość rozpędzana do uzyskania prędkości zapłonu silnika strumieniowego przez skrócony \"pocisk\" artylerii rakietowej [np. 122 mm], zastosowany jako booster startowy. Pewnie z tytułu symetrii konstrukcji i dla zwiększenia masy zestawu bojowego, konieczne byłoby dla takiej \"bomby latającej\" Mk.82 zastosować z dwa, nawet 4 boostery 122 mm. W sumie zasięg można zaplanować do Uralu, a odpalać np. z jednostek rzecznych, morskich, z cięższych dronów czy samolotów i śmigłowców [omijając INF i inne limity traktatowe]. Na upartego to można takie zestawy podwieszać nawet pod samoloty transportowe i przystosowane samoloty rolnicze. I pewnie dzięki saturacji jednoczesnego ataku, takie uderzenia okazałyby się skuteczniejsze i tańsze od JASSM-ER uzależnioneych od F-16 [a te są z kolei uzależnione od dobrze rozpoznanych betonowych lotnisk, no chyba, ze opanujemy operowanie z DOL, a i to cały czas trzeba by je zmieniać, by nie kusić do uderzenia]. Nie mówiąc o podwieszeniu takich zestawów \"homarowych\" pod aerostaty wysokiego pułapu rzędu 20/40+ km, zaczynając typoszereg i pułap od aerostatów klasy Thales Stratobus. Gdzie taki dość TANI \"Homar-składak\" mógłby mieć masową produkcję i skuteczność zwiększoną zasadniczo i wielokrotnie dzięki podpięciu w C4SRI pod główny system antydostępowy A2/AD, zapewniający świadomość sytuacyjna i bazę pozycjonowania celów daleko od granic Polski w strefie zewnętrznej głębi strategicznej bezpieczeństwa. Ale to wymaga pomyślunku, synergicznego połączenia kilku elementów, rozwinięcia doświadczeń z silników strumieniowych zrobionych do JET-2, czy do opracowywanej Piranii, opracowania boosterów na bazie skróconych 122 mm od Langusty. No i woli do działania, bo na razie, nie tylko dla Homara, to tylko kopiujemy stare rozwiązania rodem z końcówki zimnej wojny i MON i IU jest z tego bardzo dumny [tym bardziej smutne, że te wszystkie programy są sformułowane w 2013 za poprzedniej ekipy, więc chwalić się nie ma czym]. I to nawet nie rozwijamy je sami, tylko zwyczajnie kupujemy za granicą. Mimo, że jak w powyższym przypadku, moglibyśmy na bazie już posiadanych kompetencji zbudować tańsze i skuteczniejsze i bardziej masowe [saturacja uderzenia] odpowiedniki zadaniowe dla drogich zagranicznych systemów. Tak samo np. z Orką, które pewnie powstanie za dekadę, a tymczasem Spartaq na BME2018 pokazywał skalowalny inteligentny autonomiczny dron podwodny, na razie rozpoznawczy, do operowania przez miesiące pod wodą. Przeskalować, dołożyć nową lekką torpedę NLT [która już Finowie kupili od Szwedów], i już mamy masowe drony rozpoznawczo-bojowe do ustanowienia kilku linii blokadowych, nawet dalekich, np. w Zatoce Fińskiej. Co więcej, gdy \"torpedowa\" wersja NSM, wystrzeliwana spod wody, będzie gotowa, to taką rakietę również można podwiesić z zasobnikiem pod dron. I wtedy minimalizacja kosztów nosiciela, ominięcie sprawy utrzymania OP, infrastruktury portowej, ratownictwa, całej drogiej logistyki remontowej. Notabene takie drony pełniłyby rolę także ASW [ZOP] więc drogie i bardzo nieliczne śmigłowce ASW [zresztą ograniczone warunkami pogodowymi w przeciwieństwie do dronów podwodnych] mozna by sobie podarować jako relikt poprzedniej epoki załogowych zintegrowanych \"na krótko\" [ a nie sieciocentrycznie], drogich i mało skutecznych systemów. Ale - na razie marnujemy automatyzację i rozproszoną na nieporównanie większy obszar dronizację i sieciocentryczność i generalnie RMA, a kopiujemy ślepo specjalizowane \"punktowe\" systemy rodem z zimnej wojny, spinane kablami na krótko [a nie \"spinane\" sieciocentrycznie - gdzie efektor i pozycjoner i system kontrolny mogą być rozdzielone] - drogie i nieskuteczne - NIEEFEKTYWNE operacyjnie i kosztowo. Co jest szczególnie dolegliwe i nieskuteczne w naszym położeniu geostrategicznym, gdy Polska jest w strefie zgniotu i poddana miażdżącej przewadze A2/AD z Kaliningradu i nie tylko. Na co pierwszym KONIECZNYM strategicznym krokiem powinno być zbudowanie własnej, nieporównanie SILNIEJSZEJ strefy antydostępowej A2/AD, która zagłuszy i oślepi i zgniecie rosyjskie A2/AD. Gdzie efektorami powinny być antyrakiety z najwyższej półki, i to nie 200 sztuk, a 1,-2 tys. By zapewnić nam ZDEFINIOWANY cel strategiczny nr 1: pełną saturacyjną obronę nieba na atak jądrowy [REALNY co do liczby głowic na Polskę - czyli do 400 głowic] i na atak konwencjonalny, tak aby pilot Su-30/34/35/57 odbywał lot tylko w jedna stronę, na zasadzie nieskutecznej misji kamikadze. Na razie nie mamy nawet takiej jasnej doktryny strategicznej, a moim zdaniem sprawa jest oczywista: pełna obrona nieba Polski przed atakiem jądrowym i konwencjonalnym, dzięki saturacyjnej strefie A2/AD z buforem świadomość sytuacyjnej C4SRI i \"buławy zabójcy\" dokoła Polski. Czyli strategiczna, asymetryczna obrona, asymetryczne systemy obrony - oraz wyzyskanie na zasadzie koszt efekt efektorów antyrakietowych i wszelkich systemów ataku - jak wyżej opisany składak \"Mk.82+zestaw szybujący+silnik strumieniowy+boostery\" dla silnej \"buławy zabójcy\" w strefie zewnętrznej Polski. Oczywiście, wszystkie takie systemy musza być podpięte sieciocentrycznie pod główną strategiczną strefę A2/AD, która daje i obronę i parasol działań daleko poza Polskę i daje C4SRI i pozycjonowanie i WRE.

Fanklub Daviena
czwartek, 5 lipca 2018, 11:03

@KrzysiekS: HIMARS tanio wygląda. Nie ma kosztownej lufy, która się zużywa. Modernizacja rakiety nie jest limitowana rozmiarem komory nabojowej, a w najprostszej rakiecie ma głowicę 91kg a nie takie gówienko jak zostaje z pocisku 155mm po odliczeniu silnika strumieniowego i zapasu paliwa do niego. Dlatego nie przemawia do mnie pomysł z takimi napędzanymi pociskami 155mm: albo haubica albo wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa a nie taka pokraka jak napędzany kosztowny pocisk 155mm. Co miałbyś tym zwalczać? W przypadku konfliktu np. z Rosją musiałbyś mieć precyzyjne rozpoznanie na 100km+ by takim pociskiem strumieniowym to zwalczać. Cel musiałby być cenny by ryzykować rozpoznanie na 100 km w głąb przeciwnika. I na cenny cel zużyjesz takie nieskuteczne gówienko jak 1 pocisk 155mm którego większość jest zajęta przez silnik i paliwo do niego zamiast głowicy bojowej zamiast czegoś większego? I jeszcze to na 100km będzie lecieć przez ok. 2 minuty - przeciwnik z radarem artyleryjskim będzie miał czas się zwinąć poza zasięg rażenia takiego mikrego pocisku. Owszem, to jest dobre gdzieś do wojen kolonialnych np. w Afganistanie, gdzie patrol zamiast czekać na wsparcie lotnicze to może poprosić o zniszczenie celu przez artylerię będącą 100km dalej a mała siła rażenia jest plusem, bo niszczy wskazany dom a nie całą wioskę, ale nie wydaje mi się by to był dla nas priorytet na liście zakupów.

Boczek
czwartek, 5 lipca 2018, 10:53

laik, zupełny laik, środa, 4 lipca 2018, 20:46 \"Odpalono wtedy w sumie 32 pociski wykorzystując szwedzki system artyleryjski Archer Gun. Było to konieczne, ponieważ pomimo odmiennego napędu nowa amunicja ma z założenia być wystrzeliwana ze standardowych armatohaubic kalibru 155 mm i być dopasowana do standardowych komór nabojowych.\"

Davien
czwartek, 5 lipca 2018, 10:49

Panie fun po pierwsze Rosjanie nie maja żadnej artylerii rakietowej wykorzystujacej pociski z napedem strumieniowym, po drugie rozmiary i masa całego systemu oraz ograniczenia ilosci amunicji po trzecie niewrazliwośc na środki przeciwdziałąnia w stylu Pancyr/NASAMS/AVENGER, po czwarte celność. Wystarczy czy bawimy sie dalej.? pS ładunek wybuchowy jest dwa razy mniejszy niz w standardowym pocisku co jest kompensowane o wiele wyzsza dokładnościa pocisku.

Okręcik
czwartek, 5 lipca 2018, 10:24

Pocisk z własnym napędem to jeszcze pocisk, czy rakieta, tyle że wystrzeliwana z normalnej lufy? Ale to pytanie tak na marginesie. Istota sprawy to stosunek ceny takiego pocisku do tradycyjnego, a konkretnie koszt uśmiercenia 1 wroga.

Marek
czwartek, 5 lipca 2018, 09:39

Z artykułu wynika, że ta amunicja jest zrobiona tak, żeby bez problemu dała się zastosować w artylerii norweskiej. W związku z tym ciekaw jestem, jak wygląda system podawania amunicji w K-9. Dobrze by było, żeby nie odbiegał za bardzo od tego, co jest w Krabie.

Lucyfer
czwartek, 5 lipca 2018, 09:39

Skoro zwykły silnik rakietowy zmniejsza masę głowicy bojowej o połowę, to o ile zmniejsza ją silnik strumieniowy , zajmujący większą cześć pocisku?

Karol
czwartek, 5 lipca 2018, 02:37

I po co railguny na okrętach? Taniej zaadaptować to rozwiązanie do obecnie istniejących systemów. Kilka dział 155 mm, jako nadmorska jednostka \"antydostępowa\", wzmocnionych wyrzutniami rakiet i desant wroga można posłać na dno. Cały pas wód terytorialnych można chronić niewielkim kosztem.

Harry 2
czwartek, 5 lipca 2018, 01:07

A nasze zakłady nie potrafią nawet wyprodukować amunicji programowalnej do czołgów którymi dysponują już od lat Niemcy, a służącą do likwidacji siły żywej przeciwnika w okopach.

Marek
czwartek, 5 lipca 2018, 01:04

\"Bardzo dobre rozwiązanie a do tego kompatybilne z każdym działem zgodnym z JBMOU.\" @Davien Z JBMOU różnie może być. Nie do końca jest tak, że w każdym przypadku poprawnie zadziała automatyka. Ale w tym przypadku jest to problem drugorzędny. Liczy się to, że przy odpowiednim rozpoznaniu nawet taniutki i prosty Kryl zamienia się w lancet, którym można zrobić kuku w tym miejscu, gdzie ktoś bardzo nie chce.

Are
czwartek, 5 lipca 2018, 00:10

Kluczowe pytanie ile kosztuje jeden taki pocisk w produkcji seryjnej? Trzy, dziesięć czy pięćdziesiąt razy więcej niż pocisk o normalnym zasięgu?

man42
środa, 4 lipca 2018, 23:48

Chciecie to kupię dla nas pozwolenie na myślenie to bron bedzie dobra nasza i tansza

Fanklub Daviena
środa, 4 lipca 2018, 23:32

Ale w takim razie po co tak kombinować i używać do tego kosztownej haubicy z kosztową i szybko zużywającą się lufą? Nie prościej iść na całość i odpalać to jako rakietę z taniej wyrzutni szynowej czy rurowej? Rosjanie tak robią: rakiety są rakietami a pociski do haubic pociskami do haubic, zamiast takich pokracznych i kosztownych krzyżówek? Co dokładnie ma to dawać? Silnik limituje masę i objętość ładunku bojowego i nie można tego skompensować większą ilością paliwa, bo jest się limitowanym rozmiarem naboju do haubicy. W przypadku wyrzutni rakiet swoboda doboru ilości paliwa jest dużo większa. Oczywiście rozumiem, że haubica strzela precyzyjniej niż wyrzutnia rakiet, ale przy zasięgu 100km i tam musi być jakieś naprowadzanie (np. GPS) więc tym bardziej ta wada pocisków rakietowych nie ma znaczenia. Dlatego nie bardzo rozumiem sens takich pocisków.

Zuza
czwartek, 5 lipca 2018, 02:28

Aby zadziałał silnik strumieniowy konieczna jest pewna prędkość początkowa. Pewnie taniej to zrobić za pomocą działa. Drugim argumentem jest przeciwdziałanie wyrzuceniu wydanych pieniędzy \"na złom\" - zakupiono działa, które po wyposażeniu w nowoczesną amunicje mogą dłużej posłużyć, zamiast trafić na złomowisko nieprzydatnych sprzętów.

droma
środa, 4 lipca 2018, 22:33

rosyjskie wojska rakietowo -tekturowe maja duzo lepsze pociski na razie w propagandzie tv ,powolano juz komitet limitet putina sprawa bedzie szybko rozwiazana jak ich niewidzialny dobrobyt -wot technika ...

ryszard56
środa, 4 lipca 2018, 22:31

CHOLERA JUŻ MYŚLALEM ,ŻE TO Nasza Firma ,wymyślila i wdrożyła ,a tu znowu lipa

KrzysiekS
środa, 4 lipca 2018, 22:25

Pytam się jak wygląda przy tym HIMARS z 70-80 km podstawowym efektorem?

About
środa, 4 lipca 2018, 22:09

Uff, jak tak dalej pójdzie to niedługo ze 155-tek będziemy mogli ostrzeliwać Moskwę.

mc.
środa, 4 lipca 2018, 22:03

Haubica stojąca pod Węgorzewem rozwala zgrupowanie wojsk stojące na granicy Rosyjsko-Litewskiej czyli w Sowiecku. DUŻA RZECZ.

dokk
środa, 4 lipca 2018, 21:53

Prosimy o dwa jeszcze w tym roku.

Olender
środa, 4 lipca 2018, 21:41

Ciekawa alternatywa...

Stary Grzyb
środa, 4 lipca 2018, 21:40

To, a także prezentowana na tych samych targach amerykańsko-norweska rakietobomba (możliwa do wystrzeliwania z prostych kontenerów startowych na ciężarówkach, precyzyjnie naprowadzana, zasięg ok. 150 km), jest tym, czego potrzebuje nasza artyleria.

laik, zupełny laik
środa, 4 lipca 2018, 20:46

Kluczowe pytanie, to czy konieczne są modyfikacji komory nabojowej Kraba, czy pocisk mieści się w niezmodyfykowanej komorze?

Łodzianin
środa, 4 lipca 2018, 20:26

Ciekawe jaki będzie koszt takiej amunicji w stosunku do konwencjonalnej. No i mniejsza głowica czyli pewnie żeby mieć ten sam efekt trzeba będzie zastosować większą liczbę pocisków i czy ostatecznie nie będzie lepsza będzie klasyczna altyrelia rakietowa w kategorii koszt-efekt. No i czy choćby nasze Krany mogły by z tego strzelać bez jakiś wielkich modernizacji? Oczywiście to wszystko teoria bo nie chce mi się wierzyć, że kupimy to w latach 20\' ani 30\'

VanBasten
środa, 4 lipca 2018, 20:22

Kupic z 1000 armat i 100,000 pociskow i jestesmy nietykalni.

Davien
środa, 4 lipca 2018, 20:07

Bardzo dobre rozwiązanie a do tego kompatybilne z każdym działem zgodnym z JBMOU.

Jay Clark
środa, 4 lipca 2018, 19:41

I bardzo cool !

Sksjsjsjsdj
środa, 4 lipca 2018, 19:40

Wygląda jak zarodek Su-22

wooboodooboo
środa, 4 lipca 2018, 19:34

I to sie mnie podoba...

Wirówka
środa, 4 lipca 2018, 19:09

Dobry napęd do langusty.

Polak
środa, 4 lipca 2018, 19:06

A w Mesko śwìętują, że udało się wyprodukować pociski odłamkowo-burzące. Ile ten zakład jest lat zacofany np. do firmy Nammo?

Re
środa, 4 lipca 2018, 19:03

Licencja natychmiast.

Badyl
środa, 4 lipca 2018, 18:58

Panowie naukowcy-przykład na co idą pieniądze.

JSM
środa, 4 lipca 2018, 18:56

Dobre, tylko czy opłacalne? Wojny wygrywają pieniądze.

PRS
środa, 4 lipca 2018, 18:24

Na pewno nasz MON powinien ustawić się w kolejce oczekujących... Ale jak wiemy jest pacyfistyczny więc to info zapewne zignoruje... Bo zakup takich pocisków i np. umieszczenie tylko jednej baterii na Helu skokowo zmieniłby sytuację... na Zalewie Wiślanym.

Courre de Moll
środa, 4 lipca 2018, 18:24

W 2012 początek prac, w 2015 pierwsze próby, w przyszłym roku strzelania na 100km? Jeśli wyjdzie, to tylko pogratulować tempa prac. Norwesko-fińska firma, a oba kraje razem mniej liczne, niż 1/3 Polski...

Sailor
środa, 4 lipca 2018, 18:18

Bardzo ciekawy pocisk. Szczególnie mając na uwadze co zauważył autor artykułu naszego sąsiada w okręgu Królewieckim. Mam nadzieję, że naszych decydentów z MON oświeci i szybko zakupią odpowiednią partię tej amunicji bez zbędnych dialogów. Chociaż ewidentnie nie spodoba się to Rosjanom:)))

DKA
środa, 4 lipca 2018, 18:11

A u nas na uzbrojenie wchodzi Krab o zasięgu 40 km podczas gdy u reszty świata jest już amunicja o zasięgu 70 km.

PKP kargo
środa, 4 lipca 2018, 17:59

Jeżeli zamawiamy nie istniejącą Wisle z nie istniejącymi radarami i rakietkami, to uważam, że do krabow 500 takich pocisków by nie zaszkodziło zamówić to mogłoby uzupełnić lukę w Homarze, a jakby te pociski były z opcją zwalczania jakichś obiektów latających to też kupić z 500 takich

yaro
środa, 4 lipca 2018, 17:58

świetny pomysł !

kokos
środa, 4 lipca 2018, 17:53

Za 20-30 lat powinniśmy nabyć te pociski. Może za 40 lat będziemy je produkować :)

Gts
środa, 4 lipca 2018, 17:34

I to jwst przemysl zbrojeniowy ktory nam ucieka z kazdym rokiem. U nas po 20 latach udaje sie jakos poprawic amunicje dla Leopardow, choc i tak nie dorownuje europejskiej... normalnie szal.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama