Po sześciu latach A-10 wróciły do Afganistanu

26 stycznia 2018, 15:53
A-10
Fot. USAF

Samoloty szturmowe A-10C Thunderbolt II po 6 latach wróciły do Afganistanu. Maszyny mają wesprzeć siły rządowe i kontyngent amerykański w walce z Talibami. 

Tuzin maszyn A-10C wylądowało 19 stycznia br. w Kandaharze na południu Afganistanu, gdzie już niebawem mają zostać przemieszczone kolejne maszyny USAF, w tym bezzałogowce MQ-9 Reaper i śmigłowce HH-60G Pave Hawk wykorzystywane w misjach C-SAR. Jest to element nowej strategii, mającej zwiększyć elastyczność i intensywność operacji powietrznych nad Afganistanem w ramach operacji Jagged Edge.

12 szturmowych Thunderboltów należących do 303rd Expeditionary Fighter Squadron dotarło do Kandaharu z bazy Al Udeid w Katarze. Pierwotnie miały one trafić do tureckiej bazy Incirlik, skąd operowałyby przeciwko siłom Daesh w Syrii. Pentagon zdecydował jednak w ostatniej chwili o przekierowaniu tych specjalistycznych maszyn do Afganistanu. Obecnie trwają tam intensywne działania skierowane zarówno przeciw bojownikom jak i produkcji narkotyków które stanowią istotne źródło dochodów dla Talibów.

Prawdopodobnie afgański narkobiznes będzie głównym celem działań A-10, które startując z bazy w Kandaharze będą zapewniać odpowiednią szybkość reakcji i niski koszt tego typu rajdów antynarkotykowych. Z pewnością będzie to znacznie tańsze niż użycie F-22 operujących ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jak miało to miejsce podczas ataku na afgańskie wytwórnie narkotyków w listopadzie 2017 roku. Nawet abstrahując od odległości warto przypomnieć, że godzina lotu F-22 kosztuje około 70 tys. dolarów natomiast dla A-10 koszt ten jest ponad sześć razy niższy. 

Istotnymi zaletami A-10 są również: niska prędkość, długi czas pozostawania w rejonie działań i potężne 30mm działko pokładowe GAU-8/A Avenger. Maszyny te są więc znacznie lepszym wyborem, zwłaszcza przeciwko celom znajdującym się w terenie zurbanizowanym.

Te same cechy są przyczyną, dla której lotnictwo od lat „nie może się pozbyć” A-10, które miały zastąpić samoloty F-35. Utrzymanie Thunderboltów w linii i ich finansowanie wiąże się z  coroczną, wręcz rytualną walką w Kongresie USA. W budżecie na przyszły rok USAF umieściło już punkty dotyczące funduszy na maszyny tego typu, a przede wszystkim na produkcję kolejnych skrzydeł, które są niezbędne do utrzymania samolotów w linii. Spośród 281 A-10 służących obecnie w US Air Force 172 potrzebuje w najbliższych latach nowych skrzydeł, których producentem jest firma Boeing. Koncern od kilku lat ma jednak problemy z terminową dostawą, a przede wszystkim z ogromnymi kosztami produkcji tych elementów. Nadal nie dostarczono jeszcze 14 zestawów skrzydeł z zeszłorocznej partii.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 32
Reklama
kubuskow
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:30

Uwielbiam czytać o tym samolocie! Jest ciągle żywym przykładem jaki powinien być sprzęt wojskowy (tani i skuteczny)! A lobbyści zachwalają super zabawki, których koszty utrzymania zabijają nawet tak bogatą armię jak USA i które ze względu na cenę nie mają racji bytu w żadnym dłuższym konflikcie.

Bolo Yeung
wtorek, 30 stycznia 2018, 13:39

Szkoda że kilkanaście nie zaparkowało i u nas ;) Żadne żelazo nie przejechało by granicy.

kubuskow
wtorek, 30 stycznia 2018, 15:29

Tylko, że one mają sens tylko przy absolutnym panowaniu w powietrzu. O ile obrona przeciwlotnicza nie jest dla nich tak dużym zagrożeniem, jak dla zwykłych samolotów to z myśliwcem nie mają żadnych szans! Więc po co nam one?

Jassm
niedziela, 28 stycznia 2018, 08:43

Geniusze wypowiadajacy się o potrzebie przekazania nam przez USA samolotów A-10 nie wiedzą co piszą wszyscy starają się aby posiadany sprzęt procentowo możliwie był jak najnowszy a nie najstarszy to może weźmy jeszcze od ruskich ich jedyny lotniskowiec a od Francji mirage taki typ myślenia przedstawiają koledzy, zamiast skupić się na przygotowanie się do wojny pełnoskalowej czyli obronną powietrzna, przeciwpancerna, możliwość wsparcia z powietrza obronną to oni chcą A-10 chyba po to żeby sobie połapać na air show.

m&m\'s
piątek, 26 stycznia 2018, 21:06

skoro jesteśmy takimi sojusznikami USiA, to niech w geście dobrej woli przekażą ze dwa skrzydła za symbolicznego 1$. Wschodnia flanka NATO będzie chroniona a amerykańcy będą mieli sojusznika, który w razie czego wspomoże ich na misjach. Nie będzie problemu z częściami na misjach a oni będą mogli wprowadzać swoje f35

AM
piątek, 26 stycznia 2018, 19:45

Jeśli Yankesi będą wycofywać A10, to powinni je przekazać nam i składować je u nas. Nam się przydadzą a im zawadzają.

Jan 818
sobota, 27 stycznia 2018, 20:48

Nie wiem jak A10 ale super harrier by się w pl przydał. Dla Marynarki i coś na pd w górach gdzie krótkie lotniska.

Lejek
sobota, 27 stycznia 2018, 16:51

Nam wszyscy wszystko powinni przekazywać, najlepiej za 1 dolara lub euro, he, he. A moze tak powstała z kolan Polska powinna takie cuda sobie kupować? Honorowo by było!

Olo
piątek, 26 stycznia 2018, 22:14

Zgadzam się, kolego, idealne dla WOT...

MJK
sobota, 27 stycznia 2018, 12:55

W USA użytkuje je między innymi Gwardia Narodowa, więc z naszym WOT nawet by się synchronizowało ;-)

Łukasz
sobota, 27 stycznia 2018, 17:37

WOT to nie GN. WOT to projekt polityczny a Gwardia Narodowa to po rodzaj sił zbrojnych. Do tego aby WOT przypominało GN potrzeba bardzo dużo pieniędzy, czasu, energii i doświadczonych, kompetentnych dowódców. Osobiście nie widzę możliwości aby utworzyć nowy rodzaj sił zbrojnych (WOT), w sytuacji, w której pozostałe są w takim stanie. Pozdrawiam

jan
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:06

Gdyby inicjatywa WOT była podjęta 10 lat temu, mielibyśmy już do tej pory sprawnie działające i sprawdzone jednostki. Lepiej późno, niż wcale.

Tymon
piątek, 26 stycznia 2018, 22:04

Dwa pytania ma dla Ciebie. 1. Wiesz, ile kosztuje ich utrzymanie? 2. Po co nam one?

Armymen
sobota, 27 stycznia 2018, 18:45

A po co rosjanom Su-25 ? i jeszcze jedno o czym większość \"znawców\" tu zapomina , potrzebny nam choć jeden \"rasowy\" bombowiec , do tej pory tą rolę pełniły SU-22 i jak podejrzewam jest to jeden z powodów , że one jeszcze u nas latają , jak się ich pozbędziemy to co dalej ( bo większość dostępnych mazyn to przerobione myśliwce , a F-15E na pewno nie kupimy , więc co proponujesz?

AMM
sobota, 27 stycznia 2018, 16:04

1. Koszt ich utrzymania jest niższy niż \"rasowego\" myśliwca, zapewne porównywalny z utrzymaniem su22. 2. Po to do czego stworzony jest ten samolot.

anty AMM
sobota, 27 stycznia 2018, 17:26

Ale najpierw musielibyśmy zapłacić za nowe skrzydła (te w A-10 są wyeksploatowane i dlatego się je wycofuje) za które pewnie USA policzy tyle, że starczyłyby utrzymywać Su-22 przez kilkaset lat...

sdfghjkhgfd
piątek, 26 stycznia 2018, 19:36

F-35 miałby lecieć żeby zrzucić bombę za kilka tysięcy dolarów na poletko maku ? hmmmm w sumie mógłby to zrobić np AC-130 czy zmodyfikowany C-295 mogący pomieśić kilka/-naście bomb

sgjiosngio
piątek, 26 stycznia 2018, 17:54

Piękny samolot. Gdyby Wojsko Polskie w 1939 dysponowało taką maszyną to niemieckie czołgi nie byłyby dla Polski zagrożeniem.

rob ercik
sobota, 27 stycznia 2018, 11:47

Gdyby w 39 zamiast okretow podwodnych kupili kilkaset czolgow wynik walk tez byl by inny

wolfgang
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:26

Racja ! Ale chodzi o wynik w 1940 na Zachodzie? Niemcy zdobyliby te dodatkowe kilkaset czołgów w stanie nienaruszonym (i wykorzystali do dalszego prowadzenia wojny), bo ani paliwa ani załóg ani personelu technicznego do nich by nie było... Taki prezent dla III Rzeszy.

Davien
niedziela, 28 stycznia 2018, 09:55

Że co? A niby jakim cudem nawet 1000 czołgów w styli TKS by nam pomogło w walce z ZSRR i Niemcami?? 7TP weszły do produkcji za pózno by wyprodukowac ich dostatecznie dużo

sylwester
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:38

zmodernizowany tks radził sobie z pancerzami wszystkich niemieckich ówczesnych Niemieckich czołgów , zmodernizowanych było około 100 maszyn , pozostałe tankietki dysponowały tylko karabinem gdybyśmy mieli zmodernizowane to na pewno zadali byśmy większe straty wojna była i tak przegrana z powodu braku myśliwca , nasza armia wtedy jak i teraz cały czas mówi o koncepcjach robi kilka projektów marzy o stworzeniu czegoś czego jeszcze nie ma , projekty myśliwców do których dopiero były projektowane docelowe silniki żal . sprrzet składa się z najnowszych dostępnych klocków a nie wymyśla się że może cos kiedyś jakoś

Davien
piątek, 9 lutego 2018, 06:40

Straty bysmy zadali, ale nie zapominaj w którym roku wzięli sie na powaznie za modernizację TKS. nawet jakby wszystkie były zmodernizowane to przeciwko Pz II/III czy T-26/28/BT za dobrze by nie wypadły. Do tego przeciwnicy mieli czołgów znacznie więcej. Co do mysliwców to nie zapominaj ze polski przemysł w 1939r miał całe 20 lat, i opanowanie w tak krótkim czasie od podstaw produkcji silników lotniczych...

Czu
sobota, 27 stycznia 2018, 09:05

Od niemców dostaliśmy mnoóstwo świetnego sprzętu. Od amerkanów jedynie jakieś \"pierdoły\". Jakoś wciąż o tym wszyscy zapominają.

AMF
sobota, 27 stycznia 2018, 00:39

Już prędzej sowieckie, bo niemieckie czołgi (po prawdzie w większości wyroby czołgopodobne) stanowiły mały problem w porównaniu z lotnictwem.

taka moja analiza
sobota, 27 stycznia 2018, 17:49

Lotnictwo początku IIWŚ nie miało szans samodzielnie wygrać wojny ani nawet zwalczać takich ruchomych celów jak czołgi (nie było jeszcze armat ppanc na samolotach ani bomb kasetowych do Ił-2). Gdyby IIRP miała dobre czołgi i dobrą doktrynę ich użycia (Francuzi mieli dobre czołgi, ale nie potrafili ich wykorzystać - znane są w literaturze przypadki jak francuski czołg od niemieckich czołgów otrzymał 38 trafień i walczył dalej, niszcząc kilkanaście czołgów niemieckich, aż brakło mu amunicji i paliwa i został zniszczony przez załogę) to samo lotnictwo Niemcom by nie wystarczyło. Nawiasem pisząc, ze wszystkich sił zbrojnych IIRP w Kampanii Wrześniowej, mimo beznadziejnego sprzętu (Anglia i Francja nie dostarczyły nam zakupionych i zapłaconych myśliwców!!!!) najlepiej spisało się lotnictwo i nie dało ciała w powietrzu, tylko siły lądowe dopuściły do utraty lotnisk i całej potrzebnej infrastruktury, a i tak straty w powietrzu Niemców były większe niż polskie. Zresztą gdyby IIRP była lepiej dowodzona i zamiast stosować obronę frontową, w dodatku ustawioną tuż przy niemieckich granicach, to stosowała np. obronę w oparciu o miasta-twierdze, to wynik wojny mógłby być inny: Niemcy na Polskę rzucili wszystkie środki, zostawiając zachodnią granicę niechronioną, a po Kampanii Wrześniowej III Rzesza została z tygodniowym zapasem paliw oraz smarów i praktycznie całkowitym brakiem surowców - od żywności i bawełny poczynając na metalach stopowych kończąc i nie byli zdolni do żadnego ruchu militarnego aż do końca kwietnia następnego roku gdy otrzymali od Sowietów ogromne zaopatrzenie w żywność i surowce: nie za darmo - w zamian Sowieci mogli zwiedzić WSZYSTKIE niemieckie zakłady zbrojeniowe i zabrać do siebie każdy wskazany gotowy czy też w formie prototypu przykład techniki wojskowej i cywilnej i Sowieci z tego skorzystali - do Moskwy trafiły najnowsze Messerschmitty, niemiecka elektronika, silniki itp. To dlatego sowieckie silniki lotnicze na amerykańskich licencjach były lepsze od oryginałów - bo sowieci mieli do nich np. układy wtrysków na niemieckich licencjach, gdy Zachód jeszcze długo jechał w lotnictwie na gaźnikach. Sowieci by na nas nie uderzyli, bo ostrożny Stalin (wiedział, że po czystkach w dowództwie dowodzenie jest niekompetentne) oszukał Hitlera, nie pomógł mu w Kampanii Wrześniowej i na Polskę uderzył dopiero jak zobaczył ile jest \"wart\" polski sojusz z Francją i Anglią i nabrał pewności, że za napad na Polskę nic mu od Francji i Anglii nie grozi.

Gojan
niedziela, 28 stycznia 2018, 14:46

@taka moja analiza: \"Lotnictwo początku IIWŚ nie miało szans samodzielnie wygrać wojny ani nawet zwalczać takich ruchomych celów jak czołgi\". @Gojan: Samodzielnie to i dzisiaj lotnictwo nie wygra wojny. A zwalczaniem ruchomych celów, jak czołgi, zajmowały się skutecznie Ju-87 Stuka, od kampanii polskiej 1939 r., aż po walki na Łuku Kurskim (1943), gdzie, wg Wikipedii: \"Stuki uczestniczyły w wielkiej lotniczej kontrofensywie, pomiędzy 16 a 31 sierpnia, przeciwko radzieckiemu atakowi na dwie niemieckie armie, zmniejszając siły pancerne radzieckiej 11. Armii Pancernej do 33 czołgów. Natarcie Armii Czerwonej zostało prawie całkowicie zatrzymane przez ataki „powietrznej artylerii”.\".

realista
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:46

Ju-87 bombą praktycznie nie miały szans trafić w ruchomy cel i bombami tylko mogły trafiać w unieruchomione jakimś zatorem czołgi na drodze. Nawet przy imponującej dla Ju-87 celności zrzutu bomby w nurkowaniu (eksperci potrafili mieć rozrzut 15m) to w jadący, zwłaszcza po łuku, czołg prawie nie mieli szans trafić. Nie radzili sobie nawet z okrętami w cyrkulacji. Jeszcze mniejsze szanse na trafienie były gdy dowódca czołgu obserwował atak i czołg ruszał lub zmieniał kurs. Dopiero działka ppanc lub bomby kasetowe pozwoliły na zwalczanie czołgów. Gdyby zwalczanie czołgów klasycznymi bombami z nurkowania było skuteczne, to Niemcy nie opracowywaliby wariantów z działkiem ppanc. Działko ppanc było też mało skuteczne - lepsze były rakiety niekierowane stosowane przez Aliantów. Kampania wrześniowa nie jest też miarodajna z uwagi na bardzo kiepską opl polskich wojsk - gdy Ju-87 w drugiej połowie wojny musiały się zmierzyć z towarzyszącym wojskom ckm/wkm/działkami 20mm to były masakrowane z uwagi na ich przewidywalny, zautomatyzowany sposób wychodzenia z nurkowania. To że gdzieś Sowietów zatrzymały wynikło pewnie ze zwyczajowej wtedy dla Sowietów braku koordynacji między myśliwcami, artylerią przeciwlotniczą i nacierającymi oddziałami. Z uwagi na właśnie słabą skuteczność Niemcy w 1943 mocno zmniejszyli produkcję Ju-87.

QDark
sobota, 27 stycznia 2018, 12:55

\"Czołgopochodne\" wyroby od dawna robili i do tej pory robią rosjanie, do tego stopnia, że były bitwy pancerne, w których Niemieckie czołgi grzęzły w rozwalonym złomie(wrakach czołgów) rosyjskim.

To Ja
piątek, 26 stycznia 2018, 22:42

Problem w tym że ten samolot został oblatany w 1972...Trochę się spóźnił na 2WŚ

Olo
piątek, 26 stycznia 2018, 22:13

Pod Grunwaldem też by się przydały! Krzyżacy nie byliby wtedy dla Polski zagrożeniem.

xxx
niedziela, 28 stycznia 2018, 18:55

Fajne gadanie od samego początku... Pod Grunwaldem to te \"śmieszne\" polskie tankietki TKS w liczbie kilkunastu sztuk z odpowiednią ilością amunicji i paliwa mogłyby przesądzić o wyniku bitwy i to w obie strony. Takie rzeczy to tylko w grach komputerowych no i czasem jeszcze w historii odkryć!

Tweets Defence24