Reklama
Reklama

"Pełzająca migracja" z Afryki. Libia centrum kryzysu

28 stycznia 2017, 16:18

Libia w dalszym ciągu jest drugim po Syrii najbardziej zdestabilizowanym państwem arabskim, z niezliczoną liczbą skonfliktowanych bojówek, rozbudowującymi swoje struktury organizacjami terrorystycznymi oraz rozrośniętym przemytem ludzi. Handel ludźmi jest niezwykle ważny z punktu widzenia kryzysu migracyjnego, który trwale zmienił nie tylko oblicze krajów europejskich, co wskazują dane statystyczne z 2014, 2015 i 2017 roku, ale i poczucie bezpieczeństwa Europejczyków – pisze dr Magdalena El Ghamari.

Libia w 2017 roku dalej stanowi główny szlak migracyjny z Afryki do Europy. Jadąc z południa, migranci uciekają przed wojną, która pozostawiła ich kraje w ruinie. Ze wschodu uciekają od trwających lokalnie wybuchających konfliktów. Od zachodu, by uciec od nędzy i niechcianych rządów, pisze dr Magdalena El Ghamari.

Niektórzy z nich przyjeżdżają z wyboru, a jeszcze inni są do tego zmuszeni i stają się towarem, który przemytnicy traktują jako świeży dostęp do organów, kobiet czy też świadczą usługi szmuglerskie. Ci, którzy uciekli z Afryki i dostali się na terytorium Libii, nazywają ją „czyśćcem”. Nie mając innego wyjścia, widząc ludzką niechęć, brak perspektyw w pogrążonej w ruinie Libii, są do tego zmuszeni i dlatego często sami wybierają ryzykowną drogę, przez najgroźniejszy odcinek Morza Śródziemnego. Inni natomiast utknęli w Libii i nie mają pieniędzy, żeby podróżować dalej lub uniemożliwiają im to trwające walki generała Khalifa Haftara z organizacjami terrorystycznymi i ciągle niekreśloną państwowością kraju. Zbrojne milicje kontrolują odcinek na granicy Nigru i Libii, gdzie sieć przemytników, wykorzystuje tysiące dinarów libijskich, sprzedaje leki, ropę, dzieła sztuki, telefony i fałszywe pieniądze czy dokumenty.

Niestabilność i przemoc, której początki można zaobserwować po upadku reżimu Muammara Kadafiego umożliwiło Daesh, jak i innym organizacjom, umocnienie swojej pozycji od 2014 roku w Libii. Od tamtego czasu zidentyfikowano i zlokalizowane od 700 tysięcy do 1 miliona imigrantów, którzy w rzeczywistości są uchodźcami wewnętrznymi. Pomimo obecnej sytuacji składającej się z niepewności, braku praworządności, utraty stabilności finansowej Libia jest nadal ważnym krajem tranzytu i krajem docelowym dla imigrantów, którzy przybywają w poszukiwaniu schronienia, zatrudnienia lub próbują dotrzeć do Europy. W niektórych przypadkach imigranci są zatrzymywani przez władze lub lokalne grupy paramilitarne i więzieni. Stają się łatwym celem, dla w dalszym ciągu dobrze zorganizowanych grup przemytniczych, które oferują bezpieczną podróż. Jednocześnie stają się ikonami, które są pokazywane dla ukazania łamania praw człowieka – ich twarze można oglądać na portalach społecznościowych lub w raportach międzynarodowych organizacji.

Na podstawie danych dostarczonych przez ambasady oraz International Organization for Migration całkowitą populację migrantów w Libii szacuje się na około  700.000-1.000.000 osób, pochodzących głównie z Egiptu, Nigerii, Sudanu, Bangladeszu, Syrii i Mali. Imigranci doświadczają skrajnego braku bezpieczeństwa, są aresztowani i wykorzystywani przez podmioty niepaństwowe, przebywają w aresztach lub lokalnych koszarach przez nieokreślony czas, są zmuszani do pracy bez wynagrodzenia, kobiety są molestowane.

Biorąc pod uwagę te okoliczności, wielu imigrantów, którzy pierwotnie decydowali się na pobyt i pracę w Libii (migracja skokowa), w końcu zdecydowało się na podróż do Europy, upatrując w tym ​​opcję bezpieczniejszego środowiska do życia.

Jest to jednocześnie odpowiedź na pytania tych zainteresowanych, którzy zastanawiają się, dlaczego mimo ostrzeżeń o masowej migracji z Libii przybyło 52% szacowanych osób.

Niemiecki przedstawiciel ONZ w Libii, Martin Kobler alarmował we wrześniu 2016 roku, że około 235 tysięcy osób w Libii czeka na okazję, by dostać się do Włoch („La Stampa”). Libia pozostaje głównym krajem docelowym dla 56% wszystkich badanych przez IOM migrantów, kolejno są to Włochy – 17%, Niemcy – od 5% do 7% i Francja.

Raport przestawiony przez Libya Displacement Tracking Matrix Flow Monitoring Analytical report stanowi, iż od 81 do 83% imigrantów z Egiptu, Sudanu i Czadu miało zostać w Libii (nie wszyscy wyjechali ze swoich krajów dobrowolnie). Analizując dane całościowo okazuje się, że 16% nigeryjskich imigrantów docelowo kierowało się do Włoch, 43% zdecydowało się podróżować do Włoch, 12% do Niemiec, a reszta do innych krajów europejskich. Wiek badanych to około 20 lat, z czego 98% to mężczyźni. Większość pochodziła z krajów graniczących z Libią: Niger, Egipt, Sudan i Nigeria. W dalszej kolejności są to osoby z Erytrei, Gwinei, Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Gambii. Dla 88% respondentów to czynnik ekonomiczny miał główne znaczenie przy decyzji o rozpoczęciu swojej podróży na północ. 74% badanych spędziło w Libii ponad 6 miesięcy.

By zahamować migrację z Afryki Północnej przez morze, Minister Spraw Wewnętrznych Włoch – Marco Minniti, zdecydował się na otwarcie włoskiej ambasady w Trypolisie. Powodem jest fakt, iż do Włoch przybyło ponad pół miliona przybyszy w ciągu ostatnich trzech lat. To więcej niż cała ludność stolicy Toskanii – Florencji. W 2016 roku liczba migrantów była rekordowa i wyniosła aż 181,000 osób (dane Frontex i UE Border Agency). Według ONZ podczas prób przebycia Morza Śródziemnego utonęło już około 5000 migrantów i uchodźców.

Sytuacja obecna i prognoza

Sytuacja bezpieczeństwa i trwające walki o władze w Libii w dalszym ciągu nie hamują pełzającej migracji z Afryki. Określenie "pełzającej migracji" autorka stosuje celowo, by podkreślić, iż migracja w Afryce to powolny proces, którego początki sięgają 2000 roku, a których rezultaty były widoczne w ciągu ostatnich dwóch lat w Europie.

Libijskie siły rządowe oczyszczają miasta niezwykle powoli, aby zminimalizować liczbę ofiar cywilnych, do tego dochodzą zamachy terrorystyczne, klęska humanitarna, brak libijskiej waluty w bankach etc. Ekstremiści z tak zwanego Państwa Islamskiego okupują w dalszym ciągu niewielkie rejony w libijskich miastach: Syta, Derna, Bengazi. W Trypolisie i Musracie władzę sprawuje od 2014 roku Bractwo Muzułmańskie i Al–Kaida. Sytuację utrudnia fakt, iż część zwolenników i bojowników Daesh i innych organizacji udaje cywili uciekających od terrorystów, aby przeprowadzać ataki bombowe.

Możliwe, że jeszcze bardziej skonsolidowane działania generała Khalifa Haftara usprawnią ofensywę na Daesh i inne grupy paramilitarne. Warto wspomnieć, że generał został wsparty militarnie przez Rosję, która go dozbroiła i umocniła jego pozycje w Libii.

Nawet jeśli Libia jest bliżej niż dalej końca przewlekłej wojny domowej, to nie oznacza to końca terroryzmu, czy zaprzestania masowej migracji ludności. Dlatego też autorka tekstu stawia tezę, że biorąc pod uwagę szerokie spectrum zagrożeń, Libia bez wsparcia Egiptu, Tunezji i Algierii nie zbuduje frontu, który zatrzyma kolejną zbliżającą się falę uchodźców z Afryki. Do tego, patrząc na światowy handel bronią, handel kamieniami szlachetnymi, surowcami naturalnymi czy choćby ludźmi, należy stwierdzić, iż zawsze znajdą się chętni, którzy będą dalej uczestniczyć w grze politycznej i lokalnych sporach o władzę w roponośnym regionie. Swoją pozycję umacniają jednocześnie Rosjanie, zawiązując szereg porozumień nie tylko w Libii ale i w Algierii, co może przynieść nieoczekiwany zwrot wydarzeń w regionie Afryki Północnej.

Po raz kolejny tak jak w 2015 i 2016 roku, może zdarzyć się sytuacja, że 2017 okaże się kolejnym rokiem, jaki upłynął od kryzysu imigracyjnego i Europa nie jest wcale bezpieczniejsza i posiada jedynie pomysł na masowe deportacje. Jak pisze dziennikarz Jochen Bittner w „Die Zeit”: „Europa przeocza kolejny kryzys. Albo go widzi i uważa wyzwanie za zbyt duże, by na nie reagować”.

Dr Magdalena El Ghamari

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Realista
niedziela, 29 stycznia 2017, 20:38

za czasów Kadafiego eksportowali ropę i zbierali złoto chcieli bić Złotego Dinara teraz eksportują uchodźców Niemcy do 2020 roku chcą swoje rezerwy z ford-Knox przenieść do Reichu była by wielka szkoda gdyby sprawdzili sztabki i okazało by się że w środku jest wolfram ... stąd USA/CIA może bogata rodzina doszła do wniosku żeby zdobyć surowiec kontrolować ropę parytet dolara osłabić pozycje europy migracją i wprowadzić państwo policyjne na wzór stanów z powodu braku porządku publicznego co daje pretekst do wydawania pieniędzy na krechę bo trzeba rynki ożywić plus ropa staniała w zamian za islamizacje przez co Niemcy mieli dodatni bilans a ruscy wydobywali na skraju opłacalności amen

echo
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 17:54

Na salonie24 z dwa lata temu przeczytałem o drastycznym choć realnym sposobie rozwiązania kwestii imigrantów, uchodźców. Wojska UE zajmują kawałek Libii. Na tym obszarze powinna być ropa naftowa, która będzie finansowała ten twór. Na zajętym terytorium, zaprowadzany jest porządek, funkcjonuje policja ,służba zdrowia i oświata. Zabrzmi to słabo, ale tworzone są też ośrodki (obozy) dla uchodźców. Lądują w nich wszyscy którzy dostali się nielegalnie do Libii czy do Europy . Tam w cywilizowanych warunkach ,przeprowadzana jest dokładna weryfikacja . Osoby naprawdę prześladowane ,za wiarę czy przekonania dostają możliwość warunkowego pobytu w Europie . Po jakimś czasie powinna być sprawdzian jak się uczą i jak przystosowują się do cywilizacji zachodniej. Jakikolwiek konflikt z prawem w okresie próby powoduje wydalenie z UE.Czy to ludzkie podejście? A czy ludzkie jest prostytuowanie się za 5 euro młodych Afgańczyków na greckich ulicach? Dwie różne cywilizacje nie mogą pokojowo współistnieć na tym samym terytorium. Europejczyków nie wolno na siłę uszczęśliwiać ,bo dla wszystkich może się to źle skończyć. Jestem za efektywnym pomaganiem poszkodowanym ludziom w miejscach gdzie się urodzili i żyją. Nie mam pomysłu jak zapobiec rozkradaniu tej pomocy przez międzynarodową biurokrację i miejscowych kacyków.

dk.
sobota, 28 stycznia 2017, 16:44

"Dyskusja", mająca sprowadzać się do "więc Europa musi przyjmować", w moich oczach pozbawiona jest elementarnego zdrowego rozsądku. Rozsądne byłoby rozważenie "kogo zatrzymać ?", a pozostałych 99,5% jaką metodą niezwłocznie spowrotem skierować do Afryki, tudzież do których spośród kilkudziesięciu krajów, według jakiego klucza. I trzeba ich tam odwozić.

bob
wtorek, 31 stycznia 2017, 19:35

jest teraz ostatnia chwila na dogadanie się Kaczyńskiego z Merkel, żeby prounijni politycy w Europie wygrali wybory w swoich krajach. Można zrobić coś spektakularnego np wysłać wojska do Libii żeby zablokować nielegalną emigrację. Jeżeli w Holandii, Francji, Niemczech zwyciężą( lub osiągną znaczący wynik) antyunijne siły to nastąpi koniec pewnej epoki zwanej EU, a Polska nieciekawie na tym wyjdzie

miki
środa, 1 lutego 2017, 15:20

Wysłać wojska do Libii? Po cóż? Wystarczy nie posyłać statków aż pod libijskie wybrzeże. A na statkach zorganizować selekcję-kto z kraju bezpiecznego-wypad z powrotem na łódeczkę . Wieść sie szybko rozniesie i następnych chętnych nie będzie. No ale do tego trzeba mieć jaja...

Mireq
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 17:25

Sprawa jest prosta, nakarmić, ubrać i odsyłać ich z powrotem.

22
sobota, 28 stycznia 2017, 16:29

Trzeba było zostawić Kadafiego w spokoju.

lo
niedziela, 29 stycznia 2017, 00:50

Co ma za znaczenia kto rządzi Libią? Jeżeli Państwa UE nie mają woli politycznej chronić swojej tak łatwej w obronie granicy jaką jest morze to pozmiatane.

bażant
sobota, 28 stycznia 2017, 20:16

W Libii narozrabiały , oczywiście nie bezinteresownie Włochy i Francja. Może niech one teraz zjedzą tę żabę.

Góral
sobota, 28 stycznia 2017, 19:04

Święta racja bracie, ale popełnił błąd i wyskoczył zbyt wcześnie z pomysłem rozliczania handlu ropą ZŁOTYM DINAREM i niestety skończył kiepsko.

maj
sobota, 28 stycznia 2017, 18:41

Niestety czas Kadafiego minął. Nie dawał już gwarancji na spokój i władza mu się wymknęła z rąk. I tak trzeba przyznać, że długo udawało mu się rządzić. Doszedł do władzy na hasłach panarabskich i socjalistycznych jak Nasser w Egipcie i chyba autentycznie miał poparcie mas. Potem im zaczął schlebiać hasłami islamskimi. Jednocześnie mając sporo gotówki z ropy rozpoczął modernizację kraju na wzór monarchii z Zatoki Perskiej. Dobrał sobie tylko złego protektora, które niespodziewanie zniknął w 1991 roku. I którego nieraz wystawił do wiatru. Na koniec próbując realizować własną globalną politykę i uprawiając u siebie nepotyzm naraził się wszystkim. Swoim za represje wobec radykałów i afery rodzinne. Francuzom i Włochom za próbę odzyskania długów. USA i Wlk. Brytanii za upokorzenie usunięcia ich baz i zamach nad Lockerbie. Rosja pamiętała zdrady i nie kiwnęła palcem. Ale co przez 42 lata pożył to jego.

dk.
sobota, 28 stycznia 2017, 17:24

Przybywają, gdyż Europa ich przyjmuje. Nie ponieważ Kadafi coś tam - nie coś tam.

onepropos
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 10:18

Przyjęcie i integracja uchodźców oraz walka z przyczynami migracji będzie kosztować do 2020 roku budżet centralny Niemiec 93,6 mld euro - podał tygodnik „Der Spiegel”. Równie wysokie koszty będą musiały też ponieść kraje związkowe (landy). Na same świadczenia socjalne, przede wszystkim zasiłki dla bezrobotnych (Hartz IV) oraz dopłaty do czynszu, z kasy państwowej trzeba będzie w najbliższych latach wyasygnować do końca tej dekady 25,7 mld euro Kursy języka mają kosztować 5,7 mld euro, a kursy przysposobienia zawodowego 4,7 mld euro. W roku 2016 budżet centralny przeznaczy na uchodźców 16,1 mld euro, w roku 2020 fundusz na ten cel wzrośnie do 20,4 mld euro. Wyliczenia resortu finansów opierają się na założeniu, że w tym roku do Niemiec przyjedzie 600 tys. migrantów. W przyszłym roku ich liczba ma spaść do 400 tys., a w kolejnych latach ustabilizować się na poziomie 300 tys. Urzędnicy ministerstwa finansów zakładają, że 55 proc. imigrantów, którym przyznano status azylanta baz uchodźcy, podejmie po upływie pięciu lat od przyjazdu do Niemiec pracę zarobkową. Równie wysokie koszty będą musiały ponieść niemieckie kraje związkowe odpowiedzialne m.in. za zakwaterowanie i wyżywienie imigrantów, w tym roku wydadzą na ten cel 21 mld euro. W roku 2020 nakłady wzrosną do 30 mld euro. Landy domagają się, aby budżet centralny partycypował w połowie tych wydatków; rząd uważa te postulaty, a także wyliczenia będące podstawą do rozliczeń za wygórowane.

Zorro
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 16:25

tylko podbój i kolonizacja wybrzeża Libii

leming
środa, 1 lutego 2017, 13:46

Za prezydentury Baracka Obamy na świecie przybyło około 0.5 mld. ludzi (pół miliarda ! ) Większość w biednych, dręczonych suszą i zmianami klimatycznymi, krajach Afryki i muzułmańskiego wschodu.Oni wyruszą by znaleźć miejsce do życia. Tak należy widzieć ten problem, który dopiero się rozwija.....Libia to drobny szczegół,a Egipt ?

leming
niedziela, 29 stycznia 2017, 15:23

Nie przocza,to drugie.Europa to struś z głową w piasku, otoczony przez szakale.Już jest po Europie, szkoda że nasz rząd tego nie widzi.Najsilniejszy kraj w Unii, Niemcy, nie potrafią uratować Europy.

ewew
sobota, 28 stycznia 2017, 22:31

"Libia bez wsparcia Egiptu, Tunezji i Algierii nie zbuduje frontu, który zatrzyma kolejną zbliżającą się falę uchodźców z Afryki". Skad taka dziwna sugestia, że Libia czy inne kraje chcą zatrzymać migrację?

Rba
niedziela, 29 stycznia 2017, 14:31

Chciałbym podać 2 publiczne fakty. Wnioski proszę wyciągnąć samemu. 1. Angela Merkel wezwała do gromadzenie wody i żywności na okres 7 - 30 dni. 2. Według wszystkich ekspertów, zamachy będą dalej zdarzały się w Europie, a w którymś kolejnym zostanie użyta broń masowego rażenia (pierwiastki promieniotwórcze, środki chemiczne, bakterie i wirusy).

Ganjo
środa, 1 lutego 2017, 18:55

Pkt. 2 - wątpię czy w takim zakresie. Oni chcą opanować Europę - zdobyć i zasiedlić. Nie użyją broni, która uczyni ją niezdatną do życia. Atom chyba odpada, wirusy i bakterie to broń obosieczna. Jeśli już to chemia i "trotyl".

Michał
niedziela, 29 stycznia 2017, 14:27

Proponuję ponownie cofnąć się do genezy problemu, bez emocjonalnego "balastu". UE ma bardzo rozbudowane prawo dotyczące emigracji, obszaru Schengen itp. Jednak Angela Merkel uznała je za nieważne i nie konsultując tego z nikim w Europie podjęła jednostronna decyzję o otwarciu granic i złamaniu tego prawa. Decyzja te nie ma nic wspólnego z humanitaryzmem z 2 powodów. 1 Euro wydane na "uchodźcę" w Europie równa się 10 Euro albo więcej wydane na uchodźcę w kraju nie europejskim. Do tej pory Niemcy wydały na "uchodźców" 20 mld euro, Za te pieniądze wydane poza krajami europejskimi, problem ten albo by zniknął zupełnie, albo zostałby znacznie ograniczony. Dlaczego więc nie wydano tych pieniędzy w sposób który pomógłby w znacznie większym stopniu tym naprawdę potrzebującym ? Angela Merkel nie ma żadnego pomysłu, jak zagospodarować te rzesze ludzi, oprócz wypłacania im wysokich zasiłków i eksportu problemu do innych krajów. Co więcej w ten sposób funduje Europie nie kończący się problem, bo takie fale emigracji z uwagi na dzietność w Afryce i w krajach o kulturze muzułmańskiej nigdy się nie skończą, dopóki poziom życia się nie wyrówna. Europa do której wstępowała Polska była diametralnie inna niż ta w której jesteśmy obecnie. Więcej do powiedzenia miały inne kraje UE. Obecnie są Niemcy i długo długo nic. Problem z "uchodźcami" zrodził nawet poważniejsze problemy godzące w wolność słowa, wolność i bezpieczeństwo jednostki, poszanowanie prawa krajowego, narzucanie swoich decyzji z gremiów UE nie wybranych w demokratycznych wyborach i nie mających uzasadnienia w prawie unijnym. Wszystko według zasady, że dużemu, głownie Niemcom można wszystko. Czy ktoś kiedykolwiek myślał jeszcze kilka lat temu, że w wielu krajach UE wprowadza się cenzurę w prasie ? fałszuje statystyki policyjne ? promuje zachowania takie jak faktyczne uznanie wielożeństwa, śluby z 9 latkami, napaści i gwałty ? Nikt nie analizuje faktów wzrostu przestępczości w Szwecji w ciągu kilku lat 30 krotnie co ma wyłącznie podłoże w emigracji ludności muzułmańskiej. Takie a nie inne postępowanie Niemiec, stało się podstawą Brexitu, gdzie Wielka Brytania chciała odzyskać kontrolę nad emigracją. W ten sposób politycznie i gospodarczo UE stała się znacząco słabsza. W takich krajach jak Chiny, Rosja, USA, Australia, Japonia, Tajlandia, Korea Południowa, Argentyna, Brazylia, Chile "pukają się w czoło" na politykę Niemiec, ale uznają, że to "problem UE" i im nic do tego. W 2017 roku czekają nas zmiany. Europa albo się diametralnie zmieni, albo jej nie będzie, jako kontynentu szanującego swoje odrębności kulturowe i tradycje.

Logik007
niedziela, 29 stycznia 2017, 23:42

To wszystko dzieje się dlatego, że większość obecnych najważniejszych polityków w UE to byli albo aktywni komuniści i za bardzo nie ma dla nich alternatywy. Swoją działalności wpychają Europejczyków coraz głębiej w ramiona populistów i partii faszyzujących i sytuacja zaczyna przypominać układ polityczny jak przed 2 WW w Niemczech, gdzie był wybór albo pomiedzy komunistami albo NSDAP i nic sensownego pośrodku. W Polsce i GB populiści już wygrali, tak samo w USA, następna jest Francja i być może Niemcy, a wszyscy wiedzą jak się kończą rządy skrajnej prawicy w Niemczech.

znafca
sobota, 28 stycznia 2017, 20:16

Kto w Europie będzie ich (Afrykańczyków, "uchodźców") żywił? Na czyj koszt mają zamieszkiwać Europę?

wojtas
niedziela, 29 stycznia 2017, 01:27

A czemu nie zadajesz pytania, na czyj koszt żyje Europa? Kto przez wieki wyzyskiwał i nadal wyzyskuje Afrykę, tak że nie da się tam już żyć?

Jakub
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 13:18

Jednym słowem Islam zdobywa świat. Koniec z teatrami, kinami, muzeami, sztuką, architekturą, filmem, dyskotekami, koncertami, rozwojem nauki. To wszystko jest zakazane przez Islam. Świat cofa się w rozwoju 500 lat do tyłu. Wraca wielożeństwo, śluby z 9 latkami, praktyki plemienne, szariat. A wraz z tym usankcjonowanie niewolnictwa. To wszystko w ramach tolerancji i różnorodności. Robią wielkie halo, że nie chcą przyjmować muzułmanów z krajów o największym poziomie terrorystycznym, ale za Obamy chrześcijanie z tych krajów mieli zerowe szanse na przyjazd do USA i nikt nie protestował.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama