Reklama
Reklama
Reklama

Państwo Islamskie aktywne w Egipcie. "Atak w podstawy gospodarki" [KOMENTARZ]

13 listopada 2015, 17:30
Egipt
Egipski transporter opancerzony przejęty przez terrorystów i zniszczony przez wojska izraelskie w 2012 roku. Fot. IDF/flickr.

Prowincja Synaj, obecnie organizacja podległa Państwu Islamskiemu, niedawno ogłosiła światu słowami "Zestrzeliliśmy go, więc umierajcie z wściekłości", że odpowiada za katastrofę samolotu rosyjskich linii lotniczych (...) Paradoksalnie więc przyszłość Egiptu jest w rękach turystów, którzy jeśli nie przyjadą wzmocnią jeszcze destabilizację, a to będzie sprzyjać wszelkim radykalizmom - pisze w komentarzu dla Defence24.pl dr Magdalena El Ghamari, ekspertka ds. Bliskiego Wschodu i terroryzmu muzułmańskiego Uniwersytetu w Białymstoku.

Prowincja Synaj, obecnie organizacja podległa Państwu Islamskiemu, niedawno ogłosiła światu słowami: "Zestrzeliliśmy go, więc umierajcie z wściekłości", że odpowiada za katastrofę samolotu rosyjskich linii lotniczych. Wiele osób po raz pierwszy usłyszało wówczas o dżihadystach z Synaju, a przecież rozmaite ugrupowania działają na tym obszarze od wielu lat. Ich bezpośrednie początki sięgają okresu pomiędzy latami 2004 a 2006, gdy lokalna komórka fundamentalistów przeprowadziła ataki terrorystyczne wymierzone w turystów. Terroryści zostali wówczas rozbici przez egipskie służby bezpieczeństwa i przegrupowali się w Strefie Gazy.

Na Synaj wrócili wraz z arabskimi rewolucjami po 2011 r. Korzystając z rewolucyjnego chaosu, synajscy islamiści rozpoczęli w lutym 2011 roku działania określane dziś mianem powstania. Ten sam rewolucyjny chaos zapewnił im dostawy broni ze zdestabilizowanej Libii oraz rekrutów z głębi Egiptu. Wyrazem radykalizacji regionu są działania Ansar Bait al-Makdis. Chociaż ekstremiści nieco na wyrost mówią w tym przypadku o wilajecie (prowincji) Synaj, to jednak faktem jest, że kontrolują pewien niewielki obszar i mają ochotę na więcej.

Obecna prowincja-wilajet nie zamyka się na konkretnym obszarze w ramach Synaju. Odwołuje się do więzi ideologicznych, politycznych i religijnych, jakie panują w tym regionie. Co więcej, mimo mobilizacji licznej i stosunkowo dobrze uzbrojonej armii Egiptu, walki z synajskimi ekstremistami są dalekie od zakończenia. Na przestrzeni ostatnich trzech lat co najmniej raz na miesiąc dochodzi tam do krwawych ataków i zamachów terrorystycznych

Obecnie najsilniejsza w tym rejonie jest organizacja Ansar Bait al-Makdis, licząca około 15 tys. bojowników. W 2014 roku ugrupowanie wysłało do Państwa Islamskiego na terenie Syrii swoich emisariuszy, którzy szukali wsparcia finansowego i zbrojnego. Szukanie wsparcia u ISIS zakończyło się w listopadzie ubiegłego roku przysięgą wierności Abu Bakrowi al-Bagdadiemu, samozwańczemu kalifowi Państwa Islamskiego. Organizacja nie jest jednak jednolita, przez co po informacjach o "katastrofie samolotu" wiele wskazywało na to, że nie tylko jedna organizacja przyzna się do tego czynu. Niektóre grupy oraz ci członkowie Ansar Bait al-Makdis, którzy nie chcieli być częścią Państwa Islamskiego, są wierni Al-Kaidzie i oni również, poprzez media (twitter) informowali o swoich poczynaniach i sobie właśnie przypisali zamach terrorystyczny na rosyjski samolot.

Katastrofa rosyjskiego samolotu to atak w podstawy egipskiej gospodarki, to jest turystykę. Odwołanie lotów przez Rosję i Wielka Brytanię oraz zawieszenie wycieczek w te rejony oznacza bardzo ciężkie czasy dla Egipcjan, żyjących z turystyki. Warto pamiętać, że w przypadku niepokojów turyści - nawet jeśli przylecą – mogą z obaw o swoje bezpieczeństwo – pozostać w hotelach. Turyści, którzy nie wydają pieniędzy poza hotelami to ogromny problem dla lokalnych przedsiębiorców, którzy żyją tylko dzięki temu, co wydadzą u nich turyści, chcący zobaczyć życie „prawdziwej ulicy” oraz chcący oszczędzić na wydatkach kupując wycieczki, czy też inne produkty, na lokalnym rynku, gdzie są zawsze tańsze niż w hotelach. Paradoksalnie więc przyszłość Egiptu jest w rękach turystów, którzy jeśli nie przyjadą wzmocnią jeszcze destabilizację, a to będzie sprzyjać wszelkim radykalizmom.


Dr Magdalena El Ghamari, ekspertka ds. Bliskiego Wschodu i terroryzmu muzułmańskiego Uniwersytetu w Białymstoku.

 

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Rififi
sobota, 14 listopada 2015, 10:44

Nie bardzo rozumiem wydźwięk artykułu -- więc turyści powinni się poświęcać i przyjeżdżać, ryzykując własne życie, żeby ocalić byt egipskich przedsiębiorców? Przyszłość Egiptu jest w rękach nie turystów, lecz terrorystów. Czy raczej tych, którzy tych terrorystów mogliby stamtąd wymieść. Współdziałanie Izraela z Egiptem przy cichej pomocy mocarstw może by coś tutaj dało? Synaj jest od dawna matecznikiem islamistów, a przyczółek mają w Gazie.

kafir
sobota, 14 listopada 2015, 12:53

A dlaczego Izrael ma pomagać Egiptowi. Terroryści w Gazie mają inny profil, ci na Synaju nie są wprost antyisraelscy.Słabszy Egipt to mocniejszy Izrael.Turyści, którzy nie przyjadą do Egiptu przyjadą do kurortów w Izraelu.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama