Reklama
Reklama

Pancerniki Iowa wrócą do służby?

5 listopada 2017, 10:03
Pancernik USS „Iowa” (BB 61). Fot. Wikipedia
Duże znaczenie w działaniach przeciwko celom na lądzie mogłyby mieć armaty kalibru 127 mm rozmieszczone na burtach pancerników typu Iowa. Fot. Wikipedia
Pancernik USS „Iowa” w asyście niszczyciela typu Arleigh Burke USS „Decatur” (DDG 73) – zdjęcie z 2012 r.. Fot. US Navy
Po zdjęciu wieży rufowej głównego kalibru na pancerniku USS „Wisconsin” teoretycznie zyskano by miejsce dla dużej liczby wyrzutni dla rakiet pionowego startu. Fot. US Navy
Główny komputer balistyczny na pancerniku USS „Iowa” mógłby być zastąpiony urządzeniem kilkadziesiąt razy mniejszym i co najważniejsze – o wiele skuteczniejszym. Fot. US Navy
Pancernik USS „Iowa” – zdjęcie z 2012 r.. Fot. US Navy
Uroczystość sześćdziesięciolecia wprowadzenia do służby pancernika USS „Wisconsin” przeprowadzona w kwietniu 2004 r.. Fot. US Navy
Pancernik USS „Wisconsin” (BB 64) w muzeum Nauticus w Norfolk. Fot. US Navy

Amerykanie rozważają możliwość ponownego wprowadzenia do służby pancerników typu Iowa, które prawie 30 lat temu zostały wycofane z działalności operacyjnej. Jednostki te miałby uzupełnić lukę, jaka powstała po przerwaniu programu DDG-1000 i zbudowaniu jedynie trzech ciężkich „niszczycieli” typu Zumwalt.

Amerykańska marynarka wojenna coraz głośniej wskazuje na brak okrętów nawodnych zdolnych do bardzo silnego wsparcia ogniowego dalekiego zasięgu dla wojsk walczących na lądzie. Takimi jednostkami były wcześniej pancerniki oraz krążowniki liniowe i miały być obecnie budowane okręty typu Zumwalt. Zumwalty są bowiem klasyfikowane jako niszczyciele, ale chociażby przez uzbrojenie i wyporność (prawie 15 000 ton), powinny być zaliczane do klasy krążowników.

Są to tak naprawdę pływające wyrzutnie rakietowe ze stanowiskami dla dwóch systemów artyleryjskich dalekiego zasięgu AGS kalibru 155 mm (które w przyszłości mają być wymienione na działa elektromagnetyczne). Zumwaltów będzie jednak zbyt mało, by mogły one skutecznie wesprzeć amerykańskie siły ekspedycyjne działające przecież na całym świecie. Amerykanie, oczywiście, nadal mogą do tego zadania wykorzystywać samoloty startujące z lotniskowców, ale takie rozwiązanie ma swoje wady.

Pancernik USS „Iowa” – zdjęcie z 2012 r.. Fot. US Navy

Pomijając koszty i niebezpieczeństwo, jakie są związane z wysłaniem załogowego statku powietrznego w kierunku terenu objętego działaniami wojennymi, należy pamiętać, że dla otrzymania takiego wsparcia potrzeba czasu, którego żołnierze działający na lądzie najczęściej nie mają. Tymczasem pocisk artyleryjski dociera do celu o wiele szybciej niż bomba, a nawet rakieta, a, co najważniejsze, jego koszt jest o wiele niższy.

Walka o utrzymanie w gotowości pancerników Iowa

To właśnie dlatego przede wszystkim korpus amerykańskiej Piechoty Morskiej walczył o zachowanie w rezerwie amerykańskich pancerników. Początkowo udało się to w odniesieniu do czterech okrętów typu Iowa, które zgodnie z ustawą budżetową na 1996 (National Defense Authorization Act for 1996) miały po wycofaniu z linii zostać w rejestrze sił morskich Stanów Zjednoczonych i mieć zapewnione wsparcie logistyczne.

Uroczystość sześćdziesięciolecia wprowadzenia do służby pancernika USS „Wisconsin” przeprowadzona w kwietniu 2004 r.. Fot. US Navy

Amerykańscy sekretarze marynarki wojennej musieli jednak szukać oszczędności i starali się pozbyć kosztownych w utrzymaniu i niepływających pancerników, najpierw ograniczając ich liczbę do dwóch (USS „Iowa” i USS „Wisconsin”), a później ostatecznie wykreślając je z rejestru w 2006 r. Powoływano się przy tym na plany zbudowania trzydziestu dwóch niszczycieli typu Zumwalt, które miały przejąć rolę „artyleryjskiej pieści” US Navy – będąc jako pierwsze uzbrojone w działa elektromagnetyczne.

Pancernik USS „Iowa” (BB 61). Fot. Wikipedia

Co ciekawe, w obronie pancerników stanęli nie admirałowie, ale Kongres. Członkowie Izby Reprezentantów przeforsowali bowiem decyzję, by pozostawić pancerniki USS „Iowa” i USS „Wisconsin” w stanie gotowości, realizując przy tym pakiet działań mających pomóc w ewentualnym powrocie tych okrętów do aktywnej służby.

Pakiet ten obejmował m.in.: zakaz wprowadzania zmian na obu jednostkach, które w jakiś sposób osłabiały by ich możliwości bojowe, ciągły nadzór nad konserwacją okrętów – szczególnie jeżeli chodzi o zwalczanie korozji i wilgoci, zachowanie części zamiennych, szczególnie jeżeli chodzi o artylerię główną kalibru 406 mm (z pociskami włącznie) oraz przygotowanie planu czynności niezbędnych do ponownego wprowadzenia pancerników na listę czynnych jednostek bojowych.

Pomimo że po kilku latach oba pancerniki zmieniły jednak status na okręty–muzeum, to nakazane w 2006 roku działania dają teraz teoretycznie możliwość ponownego wprowadzenia ich do linii w przypadku zagrożenia.

Fiasko programu Zumwalt szansą dla muzealnych okrętów

Ostatecznie okazało się, że to Kongres, a nie amerykańska marynarka wojenna miał rację. Program Zumwalt zakończył się bowiem na zbudowaniu tylko trzech niszczycieli DDG-1000. Ich koszt okazał się na tyle duży (7,5 miliarda za okręt), że można by za tą sumę zbudować trzy razy tyle niszczycieli typu Arleigh Burke i dodatkowo utrzymać w służbie (lub w rezerwie) pancerniki typu Iowa.

Pancernik USS „Wisconsin” (BB 64) w muzeum Nauticus w Norfolk. Fot. US Navy

Alarmujące sygnały z prób Zumwaltów dodały odwagi zwolennikom starych, ale za to sprawdzonych i niezawodnych rozwiązań. Zaczęto więc medialną dyskusję na temat tego, co trzeba by zrobić, by pancerniki Iowa ponownie wróciły do służby. Szacunki, jakie prowadzono w 2004 roku wskazywały, że reaktywacja jednego takiego okrętu mogłaby kosztować nawet pół miliarda dolarów plus około 100 milionów na dostarczenie ładunków prochowych do armat głównego kalibru.

Jak się okazuje, obecnie te koszty wcale nie musiałyby być większa, ale wprost mniejsze. Składają się na to przede wszystkim mniejsze koszty dostępnego obecnie wyposażenia – szczególnie jeżeli chodzi o sprzęt komputerowy. Dodatkowo, całe nowe wyposażenie zajmuje o wiele mniej miejsca, przez co ewentualna przebudowa okrętów ograniczałaby się, tak naprawdę, do tak prozaicznej sprawy, jak ich dostosowanie do służby kobiet.

Działania modernizacyjne mogłyby nie tylko pozwolić na wprowadzenie pancerników do linii, ale również na zmniejszenie kosztów ich wykorzystania. Wprowadzana wraz z remontem automatyzacja spowodowałaby np. zmniejszenie liczebności załogi, a więc również kosztów osobowych. Proces ten na pancernikach typu Iowa trwał już zresztą od lat, zmniejszając liczbę marynarzy z początkowych 2800 do 1600.

Największe możliwości widzi się tu w takich specjalnościach, jak obsługa siłowni, elektrowni okrętowej czy nawet artylerii głównego kalibru (każda wieża z armatami kalibru 406 mm musiała być obsługiwana wcześniej przez około 100 marynarzy). Przewiduje się, że automatyka, systemy obliczeniowe oraz bezobsługowe systemy nadzoru pomogłyby bez problemu w zredukowaniu załogi jeszcze o kilkaset osób. Należy przy tym pamiętać, że mowa jest o okrętach o wyporności około 58000 ton.

Główny komputer balistyczny na pancerniku USS „Iowa” mógłby być zastąpiony urządzeniem kilkadziesiąt razy mniejszym i co najważniejsze – o wiele skuteczniejszym. Fot. US Navy

Wymiana starego sprzętu zasilanego energią elektryczną na nowy spowodowałoby np. zmniejszenie zużycia energii elektrycznej. Myśląc o modernizacji pancerników typu Iowa w 2004 r. straszono, że być może będzie nawet konieczne zastosowanie reaktorów atomowych na tych jednostkach, by sprostać dużemu zapotrzebowaniu jeżeli chodzi o system zasilania. Obecnie może się okazać, że wystarczy sieć energetyczna już istniejąca – oczywiście pod warunkiem że zostanie zmodernizowania, w tym przede wszystkim skomputeryzowana.

Co ciekawe, najmniejszy problem widzi się w uzbrojeniu. Oczywiście nie ma szans, by zmodernizowane pancerniki mogły działać samodzielnie, bez osłony okrętów przeciwlotniczych i zwalczania okrętów podwodnych. Ale z drugiej strony ich wytrzymałość na uderzenia może być argumentem na o wiele bliższe podsuwanie ich do obcych brzegów niż to np. można zrobić w przypadku lotniskowców.

Pancernik USS „Iowa” w asyście niszczyciela typu Arleigh Burke USS „Decatur” (DDG 73) – zdjęcie z 2012 r.. Fot. US Navy

Dodatkowo ilość miejsca na ich pokładzie daje szansę na zabranie dużej ilości uzbrojenia ofensywnego – w tym przede wszystkim rakiet manewrujących typu Tomahawk. Już w czasie wojny w Zatoce Perskiej pancerniki Iowa mogły zabierać aż 32 takie pociski, a więc więcej niż standardowo zabierają niszczyciele typu Arleigh Burke (na tych jednostkach musi być zapewnione miejsce przede wszystkim dla rakiet przeciwlotniczych i przeciwrakietowych).

Należy przy tym pamiętać, że wtedy były to pociski startujące z praktycznie poziomych kontenerów, podczas gdy obecnie stosuje się przede wszystkim Tomahawki pionowego startu. Entuzjaści oceniają nawet, że miejsce na pokładzie pancerników Iowa pozwoliłoby na zainstalowanie większej ilości wyrzutni pionowego startu AVLS (Advanced Vertical Launch System) typu Mk 57 PVLS (Peripheral Vertical Launch System), niż zastosowano na niszczycielach typu Zumwalt (które mają dwadzieścia wyrzutni po cztery silosy startowe).

Po zdjęciu wieży rufowej głównego kalibru na pancerniku USS „Wisconsin” teoretycznie zyskano by miejsce dla dużej liczby wyrzutni dla rakiet pionowego startu. Fot. US Navy

Proponuje się nawet, by wprowadzić zupełnie nową klasę okrętu i z typowego pancernika oznaczanego skrótem BB (battleship) zrobić pancernika – nosiciela rakiet kierowanych BBG (guided missile battleships). By takie plany zrealizować zaczęto analizować projekt pozbycia się jednej (przede wszystkim rufowej) lub nawet wszystkich trzech wież głównego kalibru i w ich miejsce wprowadzenia wyrzutni pionowego startu typu Mk 41 – stosowanych na krążownikach typu Ticonderoga oraz niszczycielach typu Arleigh Burke.

Wsparcie artyleryjskie sił lądowych miałyby natomiast zapewnić armaty średniego kalibru wyposażone w specjalną amunicję precyzyjną o zwiększonym zasięgu (obecnie jest to sześć dwulufowych wież kalibru 127 mm rozmieszczonych po trzy na każdej burcie.

Duże znaczenie w działaniach przeciwko celom na lądzie mogłyby mieć armaty kalibru 127 mm rozmieszczone na burtach pancerników typu Iowa. Fot. Wikipedia

Ważnym elementem byłoby unowocześnienie systemów samoobrony przed atakiem z powietrza. Już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku zrobiono w tej dziedzinie dosyć dużo, dodając nowy radar obserwacji sytuacji powietrznej i instalując cztery wielolufowe, autonomiczne zestawy artyleryjskie Phalanx (kalibru 20 mm). Obecnie wskazuje się na możliwość ich zastąpienia lub uzupełnienia autonomicznymi zestawami rakietowymi krótkiego zasięgu Sea RAM.

Takich pomysłów na temat przywrócenia starych pancerników do linii jest o wiele więcej, ale najprawdopodobniej wszystkie rozbiją się o problemy finansowe i organizacyjne. Dlatego okręty typu Iowa, a przede wszystkim ich wieże artylerii głównej, jak na razie najlepiej się sprawdzają jako „misie”, w tle których fotografują się amerykańscy politycy i admirałowie. Ale to wcale nie oznacza, że taka sytuacja się nie zmieni.

Dyskusja jaka toczy się obecnie w Stanach Zjednoczonych nad przywróceniem do służby starych okrętów czasami przypomina dywagacje prowadzone w Polsce na temat możliwości reaktywowania niszczyciela ORP „Błyskawica”, by pełnił on nie tylko rolę muzeum, ale również aktywnej w służbie jednostki pływającej. O ile jednak u nas takie plany traktuje się jedynie jako żart, to w Stanach Zjednoczonych mówi się o nich jak najbardziej poważnie.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 105
Reklama
Nin
sobota, 16 lutego 2019, 03:36

Stare pancerniki mogą mieć sens tylko w przypadku udanego montażu zautomatyzowanego railguna (trzech, a może nawet dziewięciu luf). To jednak wymusiłoby wymianę zasilania i napędu na atomowy. Do tego współczesna broń przeciwlotnicza i zejście z liczbą załogi poniżej 800 osób. Wtedy to może by się udało, chociaż byłaby to chyba najbardziej ambitna modernizacja w historii marynarki. Railguny to przede wszystkim zejście z ogromnej ilości amunicji wybuchowej, która w takich okrętach była zabójcza. Magazyny pocisków można by umieścić poza częściami opancerzonymi zwalniając miejsce dla reaktora oraz rakiet z głowicami atomowymi i konwencjonalnymi. Teraz po zniesieniu traktatu INF taki pancernik stałby się bronią dewastującą w obszarze 300 km i bardzo niebezpieczną w obszarze 4-5 tys. km (współczesne rakiety średniego zasięgu). W taki sposób potraktowano stare już Boeingi 747 robiąc współczesny 747 z zachowanym tylko tym samym kadłubem. Można modernizację pancerników potraktować tak samo. Przecież połowę jego wyporności mogą mieć same pociski do railguna. Takiego bombardowania nie wytrzymałaby żadna baza morska nie mówiąc o okrętach.

user1
niedziela, 5 sierpnia 2018, 20:06

Kiedyś mówiono ,że minęła era pancerników i było to związane z brakiem uzbrojenia i systemów radioelektronicznych takich jak w obecnych czasach . Po uzbrojeniu okrętu w system AEGIS , zainstalowaniu pionowych wyrzutni rakiet , nowoczesnego radaru z takiej np. Iowy zrobi się uzbrojone po zęby monstrum będące koszmarem każdego dyktatora nadmorskiego kraju . Taki pancernik AEGIS wespół z lotniskowcem i zespołem okrętów grupy lotniskowca stanie się istną maszyną z piekła rodem do działań na morzach i oceanach . A wyobraźcie sobie jak dołożą do tego z 3 działa elektromagnetyczne , rój dronów i inne zabawki ..... znów pancerniki będą rządzić

Ja Komendant
wtorek, 26 czerwca 2018, 14:59

Jest okręt muzeum i okręcik muzeum. Słynna i zasłużona \"Błyskawica\" żadną miarą nie wytrzymuje porównania choćby z \"Wielką Mo\" z Pearl Harbor. To jest inna bajka - podobnie, jak USA stanowią inną bajkę niż RP.

Marcin
niedziela, 5 listopada 2017, 10:44

hehe ze dwa do naszej MW :)

yaro
niedziela, 5 listopada 2017, 13:45

Hehe robiły by za przybrzeżną baterię ciężkich dział przeciwokrętowych

feret
niedziela, 5 listopada 2017, 16:45

Toć to można PZL P-11c reaktywować tylko elektronikę wymienić + nowy silnik + osłona kabiny z HUD-em + glass cocpit +rakiety p-p i p-z i mamy sprzęt lotniczy na kolejne 30 lat.

Lewandos
poniedziałek, 6 listopada 2017, 06:24

No ale już Mi-2 jako zwiad-łączność czemu nie ;)

Extern
niedziela, 5 listopada 2017, 23:18

Trzeba by najpierw poprosić Niemców i Rumunów o ich oddanie. Niemcy w ramach optymalizowania kosztów transportu mogli by dołożyć do przesyłki również obrazy z Zachęty.

yaro
niedziela, 5 listopada 2017, 10:42

a tak jeszcze gwoli uzupełnienia artykułu ------ 19 kwietnia 1989 r. miał miejsce wybuch ładunków miotających podczas ładowania środkowego działa w wieży artylerii głównej numer 2 pancernika, który zabił 47 marynarzy stanowiących całą załogę wieży. Dzięki zadziałaniu klap przeciwwybuchowych oddzielających wieżę od magazynu ładunków miotających, a następnie szybkiemu zalaniu tego magazynu przez jego obsadę, która nie czekała na stosowne rozkazy (rozkaz dowódcy okrętu został wydany z opóźnieniem 8 minut), okręt uniknął eksplozji komór amunicyjnych. Wieża nr 2 nie została nigdy wyremontowana i obecnie nie nadaje się do użytku.

lech
poniedziałek, 6 listopada 2017, 10:32

na " Sołdku" tez możemy umieścić przyszłe "Patrioty"

Jasio CO WIE
niedziela, 5 listopada 2017, 21:28

z kuluarów idąc drogą naszych sojuszników Marynarka Wojenna Polski wprowadzi do czynnej służby okręt muzeum ORP-Błyskawicę doposażoną w 2 zestawy "Wróbli" dwie wieże automatyczne 30mm zdjęte z Rosomaków w dwie automatyczne wieże z działami zdjętymi z podwozia"Krab"zestawem plot "Poprad" oraz jednej wyrzutni pocisków przeciwokrętowych wypożyczonej z remontowanego"Orkana" z jednej wyrzutni torped zamontowanej ze spalonego okrętu podwodnego ORP "Orzeł"czyż to nie piękne

Ślązak
niedziela, 5 listopada 2017, 15:33

Iowa to piękne szybkie odporne okręty potężna siła ognia ale tak jak ostatnio przeważą koszty utrzymania wciąż licznej załogi

NAVY
środa, 8 listopada 2017, 23:09

Błyskawica powinna zostać uruchomiona i wcielona do PMW i to natychmiast ! Całkiem poważnie pisze - Ślązak nie wiadomo czy wejdzie i kiedy ,OHP-y się sypią ,Kaszub starzeje ...wiec Błyskotka częściowo ,by załatała wyrwę w MW...:) Kto wie ,czy wycofanie pancerników nie było zbyt pochopne !? Ale bym chciał obaczyć IOWE w Gdyni ...:)

mobilis in mobili
wtorek, 7 listopada 2017, 06:42

Krótko po 2-ej wojnie Anglicy wprowadzili do służby potężny i nowoczesny pancernik klasy "Lion".Royal Navy nigdy nie miała lepszego w całej historii.Po zaledwie kilkunastu latach służby okręt uznano za przestarzały i zdano na złom. Gdyby postąpili inaczej... Wyobraźmy sobie 1982 na Faklandach gdzie tracono nowoczesne okręty od pojedyńczej bomby lub rakiety a zapewnienie wsparcia ogniowego dla desantu było problemem.Taki opancerzony Behemot podpływa do wyspy i obkłada salwami 381mmm dział argentyńskie pozycje pod Goose Grenn czy San Carlos.Ochronę p-lot zapewniają grupy "combo".Jeśli zawiodą to...jedna czy dwie bomby ze Skyhawka to ukłucie osy.Grupy awaryjne szybko opanują sytuację myślę że nawet nie spowoduje to przerwy w ostrzale.Exocet-cóż-bigos może być nieco większy ale i to mastodonta nie powali.A jeśli głowica nie wybuchnie (na Falklandach częsty przypadek) to pożar resztek paliwa najwyżej okopci nadbudówkę-w podobnej sytuacjii HMS "Sheffield" zmienił się w wypaloną skorupę którą trzeba było zatopić.Giganty takie jak "Yamato" czy "Bismarck" trzeba było dosłownie pokawałkować żeby poszły na dno! Argentyńczycy byliby bezradni.Mogliby użyć tylko OP (casus "General Belgrano") ale posiadali sprawny tylko jeden w dodatku z rozregulowanym celowaniem torped.Broni atomowej też nie mieli.Brytyjczycy przełamaliby linie obrony na wyspach szybko i z niewielkimi stratami. Gdyby...

Alcatur
wtorek, 7 listopada 2017, 10:58

Anglicy nigdy nie wprowadzili do służby żadnego okrętu projektu Lion. Prace zostały zarzucone w latach 1939-1940 i nigdy ich nie podjęto. Były projekty powojennych Lionów, z bardzo ciekawymi rozwiązaniami, ale nie było pieniedzy na ich budowę. Pod koniec wojny wprowadzono do służby pancernik Vanguard - cześciowo oparty na projekcie Lionów, cześciowo z zebranych na ich potrzeby materiałów. Z tym ze został wyposażony w działa z I wojny swiatowej - wieże zdjęte z "wielkich krażowników" Courageous i Glorious podczas ich przebudowy na lotniskowce w latach 20-tych. W tej konfiguracji był to dość słaby okręt w sensie osiagów uzbrojenia.

famak
niedziela, 5 listopada 2017, 15:17

Takie pomysły to chyba tylko na portalach miłośników marynarki. Najprostsza analiza wskazuje na brak efektywności takiego rozwiązania. Spotkałem się z szacunkami , że reaktywacja takiego okrętu to co najmniej 2 mld dol. A co za to dostajemy : zasięg artylerii 406 mm - tylko ok 40 km a żywotność luf ok 400 wystrzałów, bardzo paliwożerny ,nietypowy napęd turboparowy , ogromna załoga , porównywalna z lotniskowcem bez personelu lotniczego , wrażliwość na pociski rakietowe a zwłaszcza torpedy ze względu na brak możliwości instalacji nowoczesnych systemów obrony pasywnej.(redukcja pół fizycznych,hałasu,itp.) To po prostu stara konstrukcja. Nie bez przyczyny era pancerników minęła wraz z pojawieniem się samolotów i okrętów podwodnych. Japońskie Yamato i Musashi jeszcze lepiej opancerzone ,zginęły od ataków lotniczych mimo posiadania ok 200 działek plot. A przecież obecne torpedy i pociski rakietowe są o wiele skuteczniejsze. Krótko mówiąc taniej jest używać do wsparcia desantów (bo tylko do tego okręty by się nadawały) wyrzutni MLRS czy haubic ustawionych na pokładach okrętów desantowych. I tyle NA TEN temat.

polak mały
niedziela, 5 listopada 2017, 21:35

Co do pancerza i odporności na pociski rakietowe i torpedy, mylisz się całkowicie. Te pancerniki mają potęzny pancerz zarówno burtowy, jak i pokładowy. Był w stanie wytrzymać nawet bezpośrednie trafienie pociskiem przeciwpancernym o masie 1t. Ten pancerz defragmentuje pociski i nie pozwala im się przebić głębiej. W dodatku do zatopienia czy nawet unieruchomienia takiego okrętu trzeba byłoby go trafić kilkanaście razy. A to naprawdę właściwie niemożliwe. Jeśli Iowa będzie się poruszać w zespole z okrętami z AEGIS, to załóżmy, że przeciwnik zdoła się zbliżyć się na odległość odpalenia posicków. Musi do tego celu użyć potężnej formacji - 20-40 samolotów, licząc się przy tym ze stratami na poziomie 50-70%. No ale ok. udaje mu się wystrzelić pociski manewrujące, np. 50 szt. Załóżmy, że połowa wycelowana w Iowę. Ile z nich doleci? Jeden, dwa, pięć? Jamato i Musashi wcale nie były lepiej opancerzone, a ich systemy przeciwlotnicze były kompletnie przestarzałe.

Obywatel IV RP
poniedziałek, 6 listopada 2017, 09:45

A my wzorem USA przywrócimy do służby ORP Błyskawica...

Michal
niedziela, 5 listopada 2017, 20:51

Hmmm jesli by zdjac wieze i zamontowac silosy z rakietami manerwujacymi,zautomatyzowac prace dzieki temu zmniejszylo by sie zaloge mialoby to jakis sens.Ale ogolnie moim zdaniem nie jest to oplacalne.Jasne USA ma tak ogromny budzet ze moga sobie na to pozwolic ale juz druga wojna pokazala ze czas pancernikow minal.Tylko USA mogla dac taki parasol ochronny lotniczy przeciw okretowy ze jeszcze jako tako pancernik funkcjonowal w zespole uderzeniowym bo sam jest latwym celem. Ciekawe jak to sie rozwinie.

mati
poniedziałek, 6 listopada 2017, 09:33

Wg naszych decydentów, okręt RP jest jak wino, im starszy tym lepszy, podejrzewam, że USA mają na stanie jakieś przedwojenne 80-letnie jednostki, Antoni powinien się zainteresować i coś nam załatwić. Te 30-letnie adelaidy z Australii są za młode i by się u nas nie sprawdziły.

strateg
poniedziałek, 6 listopada 2017, 14:33

Wygląda jak zasłona dymna sugerująca ze US Navy ma poważne kłopoty finansowe i jest słaba.

bender
wtorek, 7 listopada 2017, 14:34

Skoro US NAVY jest slaba to ktora flota jest mocna?

ito
niedziela, 5 listopada 2017, 14:48

Miejsca jak lodu, pancerz pozwalający zupełnie się nie przejmować znaczną częścią amunicji przeciwokrętowej (już nawet torpedy nie te co w czasie II WW), dziewięć dział pozwalających wysłać ok. 100 pocisków a' 1200 kg sztuka na odległość standartowo ponad 40 km, a po wprowadzeniu wspomagania pewnie na jakieś 150 km w ciąg siedmiu i pół minuty, zapas pływalności pozwalający umieścić na nim tych 20 wyrzutni razem z całą resztą Zumwalda, pieniądze w sumie (jak na warunki amerykańskich zbrojeń) nie takie duże, a do tego jaki coolfactor! Jestem zdecydowanie za reaktywowaniem pancerników. Morza bez pancerników już nie są takie same.

małe be
niedziela, 5 listopada 2017, 20:13

zauważ że po modernizacji siłowni i zredukowaniu załogi tego miejsca będzie aż nadto, tylko wymyślać co tam ma być.

Jacek
wtorek, 7 listopada 2017, 01:35

W dniu 21.10.1967 izraelski niszczyciel Eilat” zatonął w rejonie Port Said po trafieniu przez 4 pociski przeciwokrętowe typu P-15 (SS-N-2 Styx) wystrzelone przez 2 egipskie kutry rakietowe typu 183R (Komar).. Zginęło 47 izraelskich marynarzy, a 41 zostało rannych...

Davien
wtorek, 7 listopada 2017, 12:39

Eilat nie miał zadnego uzbrojenia przeciwrakietowego wiec jak miał sie obronić i czego ta totalnie nie na temat wrzutka ma dowodzić?

WojtekMat
poniedziałek, 6 listopada 2017, 08:56

Praktycznie niezatapialna (dla współczesnej broni przeciwokrętowej) platforma dla dowolnej ilości uzbrojenia....

Edward Smith
poniedziałek, 6 listopada 2017, 13:58

matko, w XXI wieku nadal wierzymy w niezatapialne okręty...

yaro
poniedziałek, 6 listopada 2017, 11:08

A Yamato był większy i lepiej uzbrojony czy został zatopiony ?

Max Mad
poniedziałek, 6 listopada 2017, 10:30

Jak Titanic, też "praktycznie niezatapialny" był. Powielasz zwyczajne mity i bajeczki, są pociski które mogą go bez problemu zatopić a i opracowanie głowic o zwiększonej penetracji trwało by krócej niż przywrócenie tego dziadka do służby.

Naiwny
wtorek, 7 listopada 2017, 01:25

A w niby to jakim konflikcie niesymetrycznym Ameryce potrzebne są pływające baterie artyleryjskie? Nawet w Wietnamie nie używali tych jednostek. A przeciwko kolegą w sanadłach w Jemenie lub Somali opłacało by się wysyłać taki okręt z jednostkami osłony? To drony już nie wystarczą? Z kolej przeciwko Rosji, China czy nawet Koreii czy też Iranowi to byłyby świetne cele. Nic dziwnego, że to Kongres ma talie pomysły a nie Pentagon. i jeszcze jedno. Rosjanie stawiają Kalibry na "kajakach" (800 ton wyporności) a USA to samo osiągnie przerabiając za 500mln $ okręty o wyporności 58000 ton ( i 1600 ludzi załogi). Czy naprawdę ktoś poza defence traktuje to poważnie?

Davien
wtorek, 7 listopada 2017, 12:42

Naiwny, USA ma Tomahawki na ponad 60-ciu Burke'ach , 20 Ticonderogach i na wieklszosci SSN . Ma także specjalizowane SSGN zabierające po 154 pociski wiec Rosja pod tym wzgledem wypada bardzo słabo, zwłaszcza ze Wszystkie 10 Bujanów-M ma mniej Kalibrów niz 2 Burke i nic więcej więc naprawdę...

Rafal
wtorek, 7 listopada 2017, 11:28

Rosjanie stawiaja na "kajaki" bo nic wiekszego nie potrafia wybudowac i nic wiekszego nie potrzebuja to pierwsze. Kalibry to ile 20-30 lat po po Tomahawkach? A w Wietnamie uzyli jednego.

Jacek
wtorek, 7 listopada 2017, 01:19

W dniu 02.05,1982 roku podczas wojny o Falklandy/Malwiny został zatopiony argentyński krążownik ARA "General Belgrano" (ex-amerykański USS "Phoenix"). Jednostka o wyporności pełnej - 12.242 ton została trafiona 2 konwencjonalnymi, wywodzącymi się z okresu II Wojny Światowej torpedami Mk 8 mod 4, które wystrzelił brytyjski okręt podwodny HMS "Conqueror". Zginęło 321 marynarzy i dwóch cywilów przebywających na pokładzie, uratowanych zostało 770 osób...

halny
niedziela, 5 listopada 2017, 14:39

Kuźniecow to przy nich młodziak :D

Wawiak
poniedziałek, 6 listopada 2017, 04:22

A i tak Iowa nawet obecnie ma prawdopodobnie większe szanse samodzielnie ocean pokonać...

obalaczmitow
niedziela, 5 listopada 2017, 19:18

A bardziej przestarzały :D

mati
poniedziałek, 6 listopada 2017, 18:37

A nie da się przerobić naszego gawrona na takiego mniejszego pancernika ? Antoni za chwilę podpisze umowę na homary, posadzi się później HIMARSa na gawronie i będziemy mieć naszego Iowa :D

frthtyhth
wtorek, 7 listopada 2017, 12:52

e tam, na gawronie trzeba zamontować 4 wieże z armatami 76,2 mm i 2 wyrzutnie BM-21 na burtach :)

fernando
poniedziałek, 6 listopada 2017, 08:11

Czyżby kryzys z bardzo dużą siłą zawitał w szeregi amerykańskiego wojska , skoro są próby uruchomienia starego sprzętu z lat 60 . Może jedynie świadczyć o nie mocy ich nowego uzbrojenia jaki był zachwalany przez forowiczów typu " Zumwaltów " - gdzie technika miała przysłonić dokonania innych wojsk w tym - Chin czy Rosji ? Wygląda iż upadek nie zwyciężonego wojska - jest coraz bliższy a spadek jego mobilności jako pana na świecie , może świadczyć o nie możności prowadzenia wojny z sobie równymi ! Porównywania złomu Rosji z super nowoczesnością uzbrojenia USA - to zwykły - MIT ? Na nie korzyść USA !

yaro
poniedziałek, 6 listopada 2017, 11:41

z jakich lat 60, Iowa miał stępkę w stoczni położoną w 1940 roku :-)

małe be
niedziela, 5 listopada 2017, 19:53

na pierwszy rzut oka trochę dziwny pomysł ale: 1. usunięcie pierwszej i ostatniej wieży da miejsce na 2 wyrzutnie pionowe - czyli 2x tyle co arleigh burke (plus mnóstwo miejsca na zapasowe rakiety) 2. obecne działa zdwojone 127 można wymienić na mk45 z arleigh burke - zwiększy się zasięg i precyzja 3. trzeba by dołożyć phalanxów (obecnie 4) ale miejsce będzie 4. obecna siłownia. hmm. wywaliłbym wszystkie kotły i połowę turbin i zastąpił je 2 rekatorami s8g (typ Ohio). to dałoby nieograniczony zasięg (przy mniej więcej 20w). do szybkiego pływania dołożyłbym kompletną siłownie z arleigh burke z turbinami gazowymi i moc wspólna by była podobna jak dziś. osiągi muszą być tylko takie jak daje cały zespół radę, czyli nie trzeba 35 w a 31 starczy. 5. załoga po unowocześnieniu mogłaby spaść o połowę. czyli więcej miejsca na inne mechanizmy, mniej zapasów itp. 6. na rufie powinien być pas do lądowania dronów bojowych z katapultą, poniżej hangary. 7. ochrona przed pociskami rakietowymi? a pancerzy reaktywnych nie znamy już dość dobrze? zresztą gratuluje pociskowi rakietowemu podchodzącemu od burty a naprzeciw są 2-3 armaty 127 sterowane radarem i kilka phalanxów. loteria. 8. w pocisk działa głównego kalibru można wpakować sporo. elektronika, sterowanie. co jeśli niemal każdy strzał byłby celny? 9. unowocześnienie zmniejszyłoby masę okrętu (siłownia, załoga, zapasy paliwa, dwie wieże z barbetami). 10. argument propagandowy: nikt na świecie nie ma okrętów o takim potencjale. to skoro usa może - to powinno. a te wszystkie modyfikacje i tak będą tańsze niż ten nieszczęsny zumwalt.

kubuskow
wtorek, 7 listopada 2017, 17:11

fajnie! Taki reaktor (z Ohio) to rozumiem wyjęty z muzeum, bo go już nie produkują? Wsadzisz go do Iowy przez luk załadunkowy, czy będziesz rozcinał cały okręt i potem to spawał? itp.

ufo
niedziela, 5 listopada 2017, 14:18

Scenariusz, jak z filmu Battleship (2012).

asd
niedziela, 5 listopada 2017, 14:15

"amerykańskie siły ekspedycyjne działające przecież na całym świecie" No przecież...

Willgraf
niedziela, 5 listopada 2017, 13:48

rakiety zbyt dużo kosztują, a artyleria kalibru 406 mm jeszcze wróci do łask...koszt efekt i co najważniejsze to oddziaływanie psychologiczne takiego kalibru, rakiety można zestrzelić, a prawie 2 tonowego pocisku kalibru 406 mm już nie

uofca zombie
niedziela, 5 listopada 2017, 20:52

Mógłby Pan jeszcze coś ciekawego na ten temat napisać? Co czyni taki pocisk, poruszający się po krzywej balistycznej "niezestrzeliwalnym"?

Bash
niedziela, 5 listopada 2017, 19:46

Koszt pojedynczego pocisku może i jest niewielki w porównaniu z rakietami ale wymaga do przenoszenia takich dział pancernika który generuje olbrzymie koszty w porównaniu do nosicieli rakiet które mogą być i są odpalane z dużo mniejszych i tańszych jednostek.

kubuskow
wtorek, 7 listopada 2017, 16:57

Tanio może niszczyć wybrzeże. Idealny dla pacyfistycznych zamiarów w Korei północnej. To ma być taki morski a-10 - latał nisko i powoli, ale dawał radę :)

wujo72
poniedziałek, 6 listopada 2017, 12:50

Można się nabijać i twierdzić, że to stary złom. Tylko, że nie daje się tego zatopić przy użyciu bomb atomowych...Amerykanie pod koniec lat 40'ch ub.w. robili doświadczenia i wewnątrz pancerników przeżyły zwierzęta bez uszczerbku na zdrowiu.

Rafal
wtorek, 7 listopada 2017, 13:34

Ale ich nie potrzeba zatopic, zeby wyeliminowac z walki.

Bera
niedziela, 5 listopada 2017, 13:16

Pływająca błyskawica-muzeum to by było coś i chyba unikalne w skali świata. AMW i WAT powinni wspólnie coś takiego robić w ramach prac inżynierskich i magisterskich. Nie musiałby pływać z pełną prędkością ale takie 10w i minimalna załoga aby zabrać jak najwięcej zwiedzających.

CB
niedziela, 5 listopada 2017, 16:51

Od lat się mówi o potrzebie budowy suchego doku dla Błyskawicy, bo stan kadłuba po dziesiątkach lat na wodzie nie jest już najlepszy, a Ty chcesz nią jeszcze pływać? To niebezpieczne dla samego okrętu jak i dla ludzi. Zresztą tego napędu nie da się już przywrócić do stanu używalności.

sdf
niedziela, 5 listopada 2017, 16:46

Gdyby siłownia Błyskawicy nie została bezmyślnie zrujnowana poprzez zrobienie przekrojów turbin i kotłów, to pewnie dałoby się to zrobić i miałoby to sens. Ale niestety nie ma z czego, bo jak mówiłem wszystko co się dało zostało poprzecinane, żeby zwiedzający mogli zaglądać do wnętrz silników.

xDa
niedziela, 5 listopada 2017, 13:12

No cóż :) Najprostsze rozwiązania bywają najbardziej skuteczne :) Dlatego Tu-95/B-52 odpowiednio użyte nadal są groźną bronią. Ale jak czytam te ceny i porównuje je do lat 1945-1991 ... chyba ktoś z wojenki zrobił sobie maszynkę do nabijania pieniędzy :)

Wawiak
poniedziałek, 6 listopada 2017, 04:24

A kiedy wojenka NIE była taką maszynką?

Davien
niedziela, 5 listopada 2017, 15:18

dlatego Rosja nie pacha się w Zumwalty i inne badziewia tylko właśnie wie, że najprostsze jest najskuteczniejsze ...

df
niedziela, 5 listopada 2017, 15:08

Nie, to po prostu pokazuje inflację pieniądza i to że różnica w poziomie życia jest znacznie mniejsza niż chcielibyśmy/myślimy. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę że zwiększenie PKB i produktywności gospodarki wiązało się z wysłaniem kobiet do pracy i zmniejszenia współczynnika dzietności do 1,3. To pokazuje że przekroczone zostały granice naturalnej produktywności społeczeństw.

Alcatur
poniedziałek, 6 listopada 2017, 12:42

Co do wszystkich pomysłów modernizacyjnych IOWY na dużą skalę - takie przymiarki były robione od lat 5-tych. Okręty rakietowe, okręty desantowe, śmigłowcowce, hybrydy, chyba już wszystko było proponowane. Zawsze takie dywagację kończyły się konkluzją że jest to po prostu zbyt drogie, bo taniej wychodziło zbudować okręt dedykowany dla danej funkcji niż modernizować Iowy. I nie zachwycałbym się tak pancerzem. O ile rzeczywiście rakiety aktualnie nie są przystosowane do atakowania takich celów, to nie byłoby trudnym zbudować pocisk to rażenia takich celów dostosowany. Po prostu nie ma chwilowo niszy wymagającej użycia takiej broni. A nadbudówki poza wieżą dowodzenia pozostają nieopancerzone, teoretycznie nie byłoby trudnym unieszkodliwić taki okręt bez zatapiania go.

Davien
niedziela, 5 listopada 2017, 12:55

Biorac pod uwage że są praktycznie niewrazliwe z racji opancerzenia na pociski przeciwokretowe to ciekawy pomysł.

małe be
niedziela, 5 listopada 2017, 20:11

po pierwsze aktywna obrona, po drugie pancerz reaktywny. to znane technologie. a pocisk rakietowy ma znikomą energię w porównaniu z pociskiem kumulacyjnym. i o ile nie dotrze do pancerza właściwego jego siła jest nic nie warta. będzie ding dong i chlup.

Rodan
niedziela, 5 listopada 2017, 15:32

Nie zgadzam się co do niewrażliwości- nie brakuje na okrętach z którymi mierzyć musiałyby się pancerniki pocisków rakietowych o kilka ton cięższych a osiągających takie same bądź wyższe prędkości niż pociski artyleryjskie z lat 1940. Takiemu obiektowi nie oprze się żaden pancerz. Lżejsze pociski pewnie rzeczywiście nie tknęły by zawartości cytadel jednak wymagania instalacji coraz bardziej nowoczesnego sprzętu na pancernikach sprawiły, że trochę te okręty "obrosły" ponad opancerzeniem wrażliwymi na każdy atak urządzeniami. Można sie zastanawiać (pomijając już problemy z nowoczesnym zasilaniem, napędem i innymi potrzebnymi systemami) czy na takim kolosie można by było zainstalować obronę przeciwrakietową i przeciwlotniczą na tyle silną by ponownie uczynić z niego postrach mórz. O ile Amerykanie takie "kosmiczne" zdolności na pewno mają to nie wiem czy biorąc pod uwagę rezygnację z wielu innych programów będą mieli ochotę ponosić koszty dorównujące ambicji budowy prawdziwego współczesnego pancernika, czy raczej wybiorą tylko nieco zmodernizowany zabytek jako zapchajdziurę. W świetle rezygnacji z DDG-1000 nie spodziewałem się, że debata dotycząca utrzymania możliwości wsparcia artyleryjskiego z morza wciąż jest tak silna. Jeżeli tak jest to moim zdaniem zbyt mocno obcięto Zumwalty. Jeżeli koszty są nie do uniknięcia to szybciej mieliby więcej tych okrętów i tym samym więcej "luf" ze znacznie obniżoną ceną pocisków do AGS które w obecjej skali muszą być produkowane praktycznie rzemieślniczo-artystycznie. Pomysł rzeczywiście ciekawy ale czy wyrośnie z tego coś godnego reputacji starodawnych pancerników? Nawiasem od czasu do czasu w Japonii pojawiają się pomysły podniesienia z dna wraku Yamato a w Kure rzekomo dalej używane są maszyny na których wytwarzano działa kalibru 460mm. Być może informacje które dostajemy to kłamstwa a USA i Japonia tak naprawdę szykują się na starcie z Godzillą.

fanklub Daviena
niedziela, 5 listopada 2017, 15:06

Ich niewrażliwość na pociski przeciwokrętowe to bzdura. Większość pocisków przeciwokrętowych ma głowice kumulacyjne (te mniejsze) lub podwójnego działania (kumulacyjno-burzące - w tych większych rakietach). Pancerze z lat budowania Iowa są na nie bezsilne. A pociski z pancerników, przeciw którym projektowano te pancerze, są wolniejsze nie tylko od hipersonicznego Cyrkona, którego Rosja wprowadza, ale nawet od współczesnych pocisków naddźwiękowych - można w sieci obejrzeć klipy jak Jachont czy Brahmos przebijają cele ćwiczebne w postaci starych okrętów na wylot. To właśnie ZUPEŁNA nieskuteczność pancerzy przeciw nowym głowicom i nowym rakietom spowodowała CAŁKOWITĄ rezygnację z opancerzenia na współczesnych okrętach a ich przeżywalność stara się zapewnić takimi metodami jak grodzie wodoszczelne, redundancję systemów i ich przestrzenną separację, ochronę ppoż itp. ale nie pancerzem. Jeśli pancerniki USA wrócą do służby, to będzie to akt desperacji ze strony US Navy, która jak widać, tak samo jak Rosjanie, finansowo nie jest w stanie udźwignąć budowy okrętów głównych floty. Nowy program niezwykle awaryjnych (obecnie nie nadaje się do walki) lotniskowców klasy G.Ford okazał się bowiem, jak wszystkie ostatnie duże programy US Navy, finansową klapą - za cenę 4,5x większą niż lotniskowiec klasy Nimitz lotniskowiec klas G. Ford oferuje jedynie 20% większą siłę bojową, a i to zakładając, że problemy z usterkami (np. rzekoma największa zaleta - katapulta elektromagnetyczne - jest teraz najbardziej przeklinanym elementem tego lotniskowca i są głosy, by założyć ponowie parową...) zostaną w końcu usunięte. Oto jak wygląda służba takich nowych okrętów: dowódca tego lotniskowca napisał do floty skargę, że w ciągu ostatniego rejsu 30x musiał prosić flotę o zdalną, przez sieć (łączność demaskująca położenie lotniskowca!), pomoc informatyczną w resetowaniu i konfiguracji systemów a w 17 dalszych przypadkach nie było to zdalnie możliwe i transportem lotniczym z lądu musiano przerzucać informatyków na lotniskowiec!!!

Realista
niedziela, 5 listopada 2017, 18:12

zdejmują uszkodzoną wieże montują VLS zostaje 6 luf dostosować amunicje 406mm do INS/GPS dodać gazogenerator i wypełnić ładunkiem termo barycznym automatyzując ładowanie i strzelanie nie ma szans na jakakolwiek logistykę 45 km od desantu USMC gdzie pancernik jest z 10 -15 km od brzegu to kwesta dostosowania kadłuba do elektroniki zresztą na tak dużym obiekcie sens miało by zastosowanie czegoś działającego jak sztora-arena lub np Laser zostają torpedy ale na to tez są sposoby

sojer
środa, 8 listopada 2017, 13:33

Przywrócenie w latach 80. w roli nosiciela Tomahawków i Harpoonów oraz okręt wsparcia artyleryjskiego miało sens, ale skończyło się to też wypadkiem w czasie ćwiczeń w którym zginęło wielu marynarzy. Teraz moim zdaniem jet już za stary.

Gepard24
niedziela, 5 listopada 2017, 12:46

Moim zdaniem rząd USA powróci fo Zumwalta. A po pierwsze nie zrezygnowali tylko zawiesili ho na razie by uprościć w kosztach technologię produkcji. Zumwalt nadal będzie produkowany ale na razie ze względu na budżet rozsądne są IOWY. Poza tym powinny one współdziałać Zumwaltami. Było by to perfekcyjne połączenie przynajmniej moim zdaniem. Pozdrawiam i miłego dnia.

fghj
niedziela, 5 listopada 2017, 16:50

Gdyby Zumwaltów nie anulowano tak bezmyślnie, to ich cena nie wyszłaby taka astronomiczna. No ale czego się spodziewać, jak całe koszty badań i budowy prototypów zostały przerzucone na te kilka jednostek zamiast na 30? Wyszedł z tego taki nasz ślązak czy Gawron. Jak się produkcję seryjną zatrzymuje po budowie prototypu, to tak później wygląda jego cena, bo oprócz kosztów budowy wiszą na tym koszty badań i projektów.

gh
niedziela, 5 listopada 2017, 14:35

do żadnego Zumwalta nie powróci bo to do niczego się nie nadaje poza wyciąganiem kasy z amerykańskiego podatnika. To ślepa uliczka w rozwoju niszczycieli.

aamm
poniedziałek, 6 listopada 2017, 17:19

Nawet jakby odkonserwowali te pancerniki to i tak mają problem organizacyjny - skąd wziąć przeszkoloną załogę do obsługi 80 letniej techniki - a potrzeby 1600 luda.

Mk
wtorek, 7 listopada 2017, 12:48

Tam już nie ma takiej techniki. Żaden z nich nie jest okrętem z lat 40 tylko wiele razy był modernizowany.

aster
niedziela, 5 listopada 2017, 12:28

Dlaczeog by nie przywrocic Blyskawicy do sluzby ? , oczywiscie nie bojowej ale jednostki szkolnej , szkoda patrzec jak ten zasluzony okret stoi bezczynnie ... A co do krazownikow klasy Iowa , usuwanie wiez z dzialami kal 406 , jest jak kastrowanie ... jak mysla o stworzenu platformy "rakietowej" to lepiej niech przywroca do sluzby i zmodyfikiuja USS Kitty Hawk , jak "rozryja" poklad startowy to zmieszcza doslownie setki wyrzutni tomahawk .

CB
niedziela, 5 listopada 2017, 17:03

Ten okręt ma 80 lat. Trzeba dla niego wybudować suchy dok, a nie przywracać do służby. A jakieś "przywracanie" i przeróbka na okręt szkolny wiązałoby się praktycznie z bezpowrotną utratą unikatowego na skalę światową okrętu.

gts
niedziela, 5 listopada 2017, 12:16

Klania sie polityka demokratow. Nie dosc ze kadowali programy to jeszcze w ogole nie kontrolowali tych ktore sa prowadzone. Wszystko bylo dostosowane do robienia medialnej szopki. Liczyl sie kosmiczny wyglad w TV i robienie teatrzykow dla niezorientowanej gawiedzi. Wiele osob z wojska i przemyslu zorientowalo sie ze mozna na tym zrobic swietny biznes. Do samego kocna obstaja przy tym ze kradli pieniadze dla chwaly ojczyzny.

Max Mad
poniedziałek, 6 listopada 2017, 10:37

Za to za Republikanów wszystko szło sprawnie, programy zbrojeniowe były na czas i w budżecie, nic nie anulowano. Raj na ziemi normalnie. [sarkazm prześmiewczy]

CB
niedziela, 5 listopada 2017, 19:22

Czysta demagogia. Popatrz w jakich latach powstawały programy F-35 czy właśnie Zumwalt, kto podpisywał i ilu prezydentów i z jakich partii się przez te wszystkie lata przewinęło (kongresmenów zresztą też).

Anakin
niedziela, 5 listopada 2017, 16:46

Powiedz mi tylko: skąd ty to wszystko wiesz? Z fejsbuka? W USA obojętnie która partia rządzi, koszty programów zbrojeniowych są zawsze niebotyczne.

yaro
niedziela, 5 listopada 2017, 14:36

100/100%

Jacek
poniedziałek, 6 listopada 2017, 00:13

W dniu 17 maja 1987 roku w Zatoce Perskiej amerykańska fregata rakietowa USS "Stark" została trafiona 2 pociskami przeciwokrętowymi Exocet, wystrzelonymi przez iracki samolot dyspozycyjny (sic! ) Falcon 50. W wyniki wybuchu jednej z głowic i zapalenia się resztek paliwa rakietowego na okręcie zginęło 37 marynarzy, a 21 zostało rannych...

Max Mad
poniedziałek, 6 listopada 2017, 10:30

Jacku, co to ma wspólnego z tym tematem?

bbb
niedziela, 5 listopada 2017, 11:52

U nas przywrócenie ORP Błyskawica do służby to żart ale tylko dzięki temu, że ten okręt ma niesprawny napęd. W przeciwnym wypadku pewnie już dawno zrobiono by z Błyskawicy substytut Czapli i Miecznika. Z drugiej strony wraz z rozwojem dział elektromagnetycznych i środków do zwalczania rakiet i samolotów na morza nieuchronnie powrócą ogromne, super opancerzone okręty. W pełni zautomatyzowane z nieliczną załogą zabezpieczoną przed promieniowaniem radioaktywnym takie okręty byłyby dość odporne nawet na atak atomowy. Największym zagrożeniem dla nich byłyby okręty podwodne z torpedami z głowicami atomowymi.

Jacek
poniedziałek, 6 listopada 2017, 00:02

W czasie wojny o Falklandy/Malwiny siły zbrojne Argentyny odpaliły 7 pocisków przeciwokrętowych Exocet, w tym 6 AM-39 (wersja lotnicza) z samolotów Super Etendard. W cele nawodne trafiły 3 z wystrzelonych rakiet. Zatopione zostały 2 jednostki brytyjskie: niszczyciel HMS "Sheffield" i transportowiec s\s "Atlantic Conveyor". Ponadto ciężko uszkodzony został niszczyciel HMS „Glamorgan” - trafiony pociskiem MM-38 (wersja morska) wystrzelonym z zaimprowizowanej wyrzutni lądowej. Użycie artylerii okrętowej przeciwko celom brzegowym wydaje się obecnie zdecydowanie bardziej ryzykowne niż było to w XX wieku. Obawa ewentualnej utraty dużej jednostki pływającej z pewnością utrudniałaby użycie pancernika, nawet w asymetrycznych konfliktach zbrojnych...

lbn30
poniedziałek, 6 listopada 2017, 13:37

Przecież ten okręt nie pływał by sam, tylko z silnym ubezpieczeniem. Co do falklandów zawiodły systemy radarowe, i Argentyńczycy wykorzystali warunki terenowe.

Davien
poniedziałek, 6 listopada 2017, 10:06

Tylko ze Exocet nie przebiłby pancerza Iowy wiec pomarzyc dobra rzecz

AWU
poniedziałek, 6 listopada 2017, 09:24

Obydwa incydenty USS Stark i HMS Sheffield były do uniknięcia jak wykazały dochodzenia. Również warto zauważyć że niszczyciele o wyporności 4200 i 4800ton "przeżyły" impakt i eksplozję Exocetów (HMS Sheffield zatonął w ciężkiej pogodzie 6 dni pózniej) a tu mamy okręty o wyporności 58000 ton?

Tom
niedziela, 5 listopada 2017, 11:48

jestem jak najbardziej ZA! - wspaniałe okręty i wierzę, że jeszcze z potencjałem :)

AWU
niedziela, 5 listopada 2017, 17:29

Pancerniki "Missouri" i "Wisconsin" w przeciągu 60 godzin w lutym 1991r wystrzeliły 600 pocisków wielkości samochodu. Celnośc korygowana była w czasie rzeczywistym przy pomocy dronów Pioneer. W rezultacie iracki batalion poddał się na wyspie Faylaka Pioneerowi z USS "Wisconsin". Odn ORP "Błyskawica" gdyby było to możliwie technologicznie przywrócenie do służby jako n.p. okręt muzealno szkoleniowy to byłoby to wspaniałe. Nie sądzę iż pływa jeszcze jakikolwiek okręt z okresu 2wś większy od fregaty. "Byskawica" jest jedynym okrętem alianckim który służył od 1-szego do ostatniego dnia wojny.

bobo
niedziela, 5 listopada 2017, 19:15

Raczej nie od pierwszego dnia bo na Bałtyku z czwórki naszych niszczycieli pozostał tylko ORP Wicher.

say69mat
poniedziałek, 6 listopada 2017, 11:58

@def24.pl: Amerykanie rozważają możliwość ponownego wprowadzenia do służby pancerników typu Iowa, które prawie 30 lat temu zostały wycofane z działalności operacyjnej. Jednostki te miałby uzupełnić lukę, jaka powstała po przerwaniu programu DDG-1000 i zbudowaniu jedynie trzech ciężkich „niszczycieli” typu Zumwalt. say69mat: Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy koncepcją przywrócenia do służby pancerników klasy Iowa. Pancerników, które były narzędziem historycznego zwycięstwa w wojnie na Pacyfiku. A koncepcją odbudowy potencjału sił zbrojnych - w wymiarze moralnym - przez przywrócenie stopni wojskowych z czasów ... klęski. Na tym fenomenie polega zasadnicza różnica pomiędzy amerykańskim pragmatyzmem a polskim ... idealizmem. W sferze myśli wojskowej i praktyce polityki obronnej.

AA
niedziela, 5 listopada 2017, 11:36

niczego nie trzeba przebudowywać dla kobiet, przecież każdy widział teledysk Cher realizowany na pancerniku Iowa i nawet mundur miała "stosowny"

QVX
niedziela, 5 listopada 2017, 14:44

Gwoli ścisłości to był Missouri. :-)

Noname
niedziela, 5 listopada 2017, 17:11

Byłem na "New Jersey". To jest okręt...

dkdkrfififif
poniedziałek, 6 listopada 2017, 16:28

U nas za czerwonych czasów pocieli na złom ORP Burzę i OPR Sępa, kupić chwale ojczyzny i obywateli!

hmm
poniedziałek, 6 listopada 2017, 19:02

Za niebieskich ptaków pocięli na złom nasz najsilniej uzbrojony okręt ORP Warszawa.

pokazują
niedziela, 5 listopada 2017, 11:18

widzieliście i słyszeliście eksplozję ponad tony materiału wybuchowego? Nawet z odległości ponad kilometra taka eksplozja robi olbrzymie wrażenie, a nałożenie salwy kilku pocisków bezpośrednio na przeciwnika zapewni oszałamiający efekt ogniowy i psychologiczny. Choć to droga zabawka to takich pocisków skutecznie nie przechwyci żaden obecnie wykorzystywany system obronny. Zobaczymy co zrobią, w końcu w artykule nie ma słowa, że te okręty mają około 80 lat i pamiętają czasy lądowania

pancerniki do lamusa
niedziela, 5 listopada 2017, 21:31

"to takich pocisków skutecznie nie przechwyci żaden obecnie wykorzystywany system obronny." - niby dlaczego? Leci to wolniej od Scuda czy Brahmosa czy Iskandera czy Jachonta i to bez manewrowania po łatwo przewidywalnej krzywej balistycznej. Skąd więc twoje mniemanie o jakimś szczególnie trudnym przechwytywaniu? Do tego żałośnie mały zasięg zmusza do podpływania na odległość użycia rakiet przeciwokrętowych przez przeciwnika i narażania pancernika. To już lepiej wywalić te wieże i w ich miejsce umieścić setki wyrzutni Tomahawków, które będą trudniejsze do przechwycenia lub przebiją się saturacyjnie i nie zmuszają do wchodzenia w zasięg rakiet przeciwokrętowych. Swoją drogą Rosja w Syrii zrzucała tonowe i cięższe bomby w ilościach większych niż Iowa ma jednostki ognia i jakoś to ISIS z miejsca na kolana nie rzuciło.

3bit
niedziela, 5 listopada 2017, 18:05

Tonę to waży cały pocisk.

Cooooo?
niedziela, 5 listopada 2017, 11:17

Nie wieże coś się szykuje to tak jak by ruscy reaktywowali T-34

Ohjej
poniedziałek, 6 listopada 2017, 16:24

Szwedzi ponoc chca reaktywowac Vase, tylko maja problem z nowoczesnymi zaglami :d

Marea
wtorek, 7 listopada 2017, 20:28

Byłoby ekologicznie!

Bunio
poniedziałek, 6 listopada 2017, 16:22

Taki pancernik ma obecnie tylko jedno zastosowanie: dostarczyć duże ilości materiałów wybuchowych, bardzo tanio i szybko, do niezbyt odległego celu, w konflikcie niesymetrycznym. Czyli jest to zastosowanie raczej specjalistyczne i ograniczone. Być może jednak w takiej roli byłby dla USA opłacalny (i pewnie dla nikogo innego). Wszelkie opowieści o odporności opancerzeniu itd. należy zaś wsadzić między bajki. Nie był niezatapialny w czasie IIWŚ (dla przeciwnika o odpowiednim potencjale) i tym bardziej nie byłby dziś. Nie wierzę, aby ktokolwiek brałby go pod uwagę jako znaczący środek w konflikcie pełnoskalowym. Z kolei przeróbka na nośnik innych rodzajów broni (niż ciężka artyleria) jest z całą pewnością mniej efektywne niż budowanie od podstaw jednostek wyspecjalizowanych.

Marek
środa, 8 listopada 2017, 01:32

Ale to są jednostki do zastosowania także w konflikcie pełnoskalowym. Nie wunderwaffe, tylko taki trybik w zespole okrętów, który ma dostarczyć dużą ilość taniej, w zasadzie niemożliwej do uniknięcia prymitywnej "przesyłki" do "adresata" na lądzie.

kubuskow
wtorek, 7 listopada 2017, 16:50

No ale że jak pocisk o masie całkowitej 600 kg z 150 kg głowicą ma przebić się przez pancerz 310 mm i narobić w środku szkód? Wszystko można zniszczyć, ale na obecne rakiety (do niszczenia papierowych okrętów) takie rozwiązanie się sprawdzi. Łatwiej będzie zniszczyć okręty jego eskorty.

gumis
wtorek, 7 listopada 2017, 00:09

Wez pod uwagę,iz współczesne rakiety przeciw okrętowe nie sa liczone pod katem atakowania jednostek o tak grubym pancerzu,wiec sprawdzic sie moze jak najbardziej.

M
niedziela, 5 listopada 2017, 16:51

Najstarszym okrętem wojennym pozostającym w służbie jest natomiast rosyjska "Kommuna" - zwodowana w 1913r jednostka odpowiada za bezpieczeństwo nękanych ciągłymi tragediami rosyjskich okrętów podwodnych,

Wiedzacy
poniedziałek, 6 listopada 2017, 02:55

Niestety, ale muszę Cię wyprowadzić z błędu.Najstarszym okrętem pozostającym w służbie jest amerykańska fregata USS Constitution. Pływa od 22 lipca 1798 roku, a kilka miesięcy temu, po remoncie, znów wróciła na szerokie wody oceanu.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama