Ostatnia sekcja lotniskowca „Prince of Wales” skompletowana

11 grudnia 2015, 15:56
Fot. BAE Systems
Fot. BAE Systems
Fot. BAE Systems
HMS "Queen Elisabeth". Fot. BAE Systems

Koncern BAE Systems poinformował, że ostatni duży element kadłuba lotniskowca HMS „Prince of Wales” – tzw. „wyspa rufowa” - skompletowano w stoczni w Glasgow. Element ten jest obecnie transportowany do stoczni Rosyth.

Jest to punkt przełomowy w programie budowy dwóch brytyjskich lotniskowców typu Queen Elizabeth. Zamontowanie ostatniego bloku praktycznie zakończy prace kadłubowe na tych okrętach i pozostanie już tylko doposażenie jednego z nich w systemy pokładowe. Sukces jest tym większy, że Brytyjczycy podjęli się skomplikowanego logistycznie zadania równoległej budowy segmentów lotniskowców w różnych stoczniach na terenie Wielkiej Brytanii, dzięki czemu udało się znacznie skrócić cały proces budowy.

Dodatkowo podwykonawcy, również nabierając doświadczenia, skracali terminy, czego przykładem jest ostatnia sekcja. Blok stali o masie ponad 750 ton został bowiem wykonany dziesięć tygodni przed zaplanowanym terminem i już jest w drodze z Glasgow do Rosyth. To właśnie z tej rufowej nadbudówki będzie się w przyszłości kierowało operacjami lotniczymi na HMS „Prince of Wales”.

Fot. BAE Systems

Skomplikowana jest również sama operacja transportu wielkiego elementu kadłuba. Najpierw przewieziono go lądem na barkę za pomocą specjalnej platformy transportowej posiadającej 16 osi i 144 koła. Teraz nadbudówka zostanie przeholowana przez holownik „Esvagt Connector” do Rosyth wzdłuż południowego wybrzeża Anglii, przebywając 1335 Mm (podróż tą można śledzić na stronie internetowej marinetraffic.com).

Brytyjczycy się spieszą, ponieważ budowa lotniskowców typu Queen Elizabeth stała się obecnie sprawą prestiżową. Są to przecież największe (wyporność około 65 tysięcy ton) i najnowocześniejsze okręty w historii Royal Navy. Dodatkowo, jednostek tej klasy wyraźnie brakuje Brytyjczykom do podkreślenia ich statusu mocarstwa morskiego. Przykładowo, jak na razie tylko Francja może uczestniczyć w działaniach w Syrii ze swoim jedynym lotniskowcem „Charles de Gaulle”.

Fot. BAE Systems

Oczywiście, Brytyjczycy nie zastosowali na swoich okrętach - jak Francuzi - napędu atomowego, jednak będą mieli za to na ich pokładzie najnowocześniejsze samoloty piątej generacji F-35 Lightning II. Zgodnie z planem pojawią się one na pierwszym lotniskowcu HMS „Queen Elizabeth” już w 2018 r.

Są to okręty z niespotykanymi dotąd rozwiązaniami. Zastosowano np. dwie nadbudówki – „wyspy” wystające ponad pokładem lotniczym. W trybie normalnym, dziobowa „wyspa” ma być wykorzystywana do kierowania ruchem okrętu, natomiast w rufowej będą się mieściły: „wieża kontrola lotów” oraz systemy misji. Brytyjczycy podkreślają jednak, że „…w sytuacjach awaryjnych obydwie nadbudówki mogą wzajemnie wykonywać swoje zadania, zwiększając przeżywalność okrętu”.

HMS "Queen Elisabeth". Fot. BAE Systems

W okolicznościowym wystąpieniu brytyjski minister ds. zamówień obronnych, Philip Dunne wyraźnie wskazał, że „…Wszystko to jest możliwe dzięki naszemu rosnącemu budżetowi na modernizację armii, który wzrósł do 178 miliardów funtów szterlingów, zapewniając, że dostarczymy naszym żołnierzom wyposażenie najlepsze z możliwych”.

Dzięki temu Wielka Brytania otrzyma okręty przydatne nie tylko do potencjalnych działań wojennych, ale również do wsparcia działań prowadzonych na lądzie, niesienia pomocy humanitarnej i zwalczania skutków klęsk żywiołowych.

Dodatkowo, sam proces budowy lotniskowców zabezpieczył na wiele lat kilka tysięcy miejsc pracy dla Brytyjczyków (w szczytowych momentach nawet 10 000). Program realizuje bowiem konsorcjum zadaniowe Aircraft Carrier Alliance, którego liderem jest BAE Systems, ale w którym działają również takie podmioty jak Thales UK, Babcock, czy ministerstwo obrony Wielkiej Brytanii.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Reklama
Realista
piątek, 11 grudnia 2015, 20:41

skrzydło lotnicze w formie 2/5-3/5 tego co ma nimitz wiec słabo

jacenty
niedziela, 13 grudnia 2015, 17:46

nie wiem czy jest się czym zachwycać. Dwie wieże ? Amerykanom wystarcza jedna na większym okręcie. Noi i brak katapult...

piotr
sobota, 12 grudnia 2015, 10:49

cos mi tu niepasuje skoro holowany jest z Glasgow ,[widzialem jak ladowano te nabduduwke 2 dni ],do ROsyth ,przeciez to nie jest 1335 mil ,plynie clyde przez Greenock ,a to nie jest wcale tyle mil ,chyba autor pomylil nazwe gdyz w Roysth jest baza okretow podwodnych ,zadnej stoczni tam nie ma /

Jac
sobota, 12 grudnia 2015, 10:43

Ma taką samą nazwę jak pancernik, który Japończycy zatopili podczas II Wojny Światowej.

marek!
niedziela, 13 grudnia 2015, 12:14

niby tak, ale oni maja taka tradycje.... U nas za pechowa uchodzi Jastrzab, chociaz i OORP Grom, Orkan. Wicher.....w zasadzie hmmmmmmmmmmmm.... HMS Prince of Wales, zostal zatopiony, ale jak walczyl, a raczej WLACZYLA, bo okret w j. angielskim jest rodzaju zenskiego....:)

Szkot
piątek, 11 grudnia 2015, 17:31

Można by było przy okazji wspomnieć o dużych opóźnieniach i bardzo dużym zwiększeniem wydatków niż zaplanowano. Na dwa okręty jedna sekcja oddana przed czasem i już sukces ;)

Birdy
sobota, 12 grudnia 2015, 17:42

Ale chyba czas krótszy niz nasza korweta patrolowa

Wojmił
piątek, 11 grudnia 2015, 16:26

Ależ to piękne okręty będą...

Tweets Defence24