Od wsparcia do stałej obecności. USA w Polsce 5 lat po aneksji Krymu [ANALIZA]

11 czerwca 2019, 15:48
original (2)
Fot. U.S. Army

Przed Polską rysuje się prawdopodobnie jedno z ważniejszych wydarzeń w zakresie bezpieczeństwa ostatnich dwoch dekad, być może porównywalne z wejściem naszego kraju w struktury NATO w 1999 r i UE w 2004 r. Planowane porozumienie prezydenta Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa potwierdzi ustanowienie stałej obecności wydzielonej grupy amerykańskich sił zbrojnych w Polsce, w miejsce ich dotychczas rotacyjnego charakteru. To efekt procesu trwającego od pięciu lat, stałego zwiększania obecności Waszyngtonu na wschodniej flance NATO. 

Już w maju 2014 r. Stany Zjednoczone podjęły decyzję o symbolicznym wysłaniu jednostek powietrznodesantowych, znajdujących się de facto w rezerwie strategicznej w Europie, na ćwiczenia do Polski oraz innych państw położonych w naszym regionie. Przypomnieć należy, że wszystko dzieje się w cieniu lutowego kryzysu wokół ukraińskiego Krymu, zajętego przez Rosjan przy zastosowaniu tzw. zielonych ludzików. Stąd też destabilizująca region sytuacja na Ukrainie stała się prawdziwym tzw. game changerem, przełomem, niezależnie od prowadzonej przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę polityki względem samej Rosji (restart) oraz regionu (zmiana kierunku strategicznego na Azję i ChRL).

Symboliczne stają się, przykładowo, ćwiczenia, w których ramię w ramię z polskimi żołnierzami brali udział żołnierze z amerykańskiego 91 Calvary Regiment, 173rd Infantry Brigade Combat Team (Airborne), ale też kanadyjscy spadochroniarze z 3rd Battalion Princess Patricia's Canadian Light Infantry. Ponad 600 Amerykanów ze wspomnianej 173rd Infantry Brigade Combat Team (Airborne) było sygnałem zmieniającej się amerykańskiej polityki, a przede wszystkim dążenia do pokazania stabilności kontrybucji Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwo Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Warto również nadmienić, że już wówczas pojawiały się pewne różnice u naszych partnerów natowskich z Europy Zachodniej, czego skrajnymi przykładami były postawy przyjęte względem wschodniej flanki przez Wielką Brytanię (wysyłanie jednostek zmechanizowanych na ćwiczenia Black Eagle) i Niemcy (opór polityczny przed pokazem siły NATO względem agresywnej postawy Rosji).

image
Fot. U.S. Army

Tak czy inaczej, po 2014 r. Rosjanie nie zamierzali wycofywać się zarówno z okupowanego Krymu, jak i ze sterowanego konfliktu we wschodniej części Ukrainy. Stąd też, jeśli kazus Gruzji można było kilka lat wcześniej przemilczeć w wymiarze transatlantyckim, to jednak takiego pogwałcenia standardów w zakresie bezpieczeństwa w Europie Zachód nie mógł pominąć. Staje się to widoczne w perspektywie szczytu NATO w Newport w Walii, skąd nadszedł sygnał warunkujący zmiany – polityczne oraz - w mniejszym stopniu - również wojskowe. Podjęte tam decyzje o ciągłej obecności, w praktyce w sile jednej, dwóch kompanii w krajach bałtyckich są nie do pomyślenia, jeśli spojrzy się przez pryzmat sytuacji sprzed 2014 r. Jak wspomniano, w tym konkretnym przypadku od wymiaru wojskowego ważniejsze są jednak decyzje polityczne. Same kompanie znajdują się w krajach bałtyckich na ćwiczeniach, zaś ich obecność nie ma charakteru bojowego (Atlantic Resolve).

Jednocześnie podjęta jednak została decyzja o reformie Sił Odpowiedzi NATO. Z dotychczasowej liczebności w wymiarze 13 tysięcy pojawiły się plany rozbudowy tych sił do 30-40 tysięcy żołnierzy, zaś część z tych formacji, w ramach VJTF, miała osiągnąć gotowość do rozmieszczenia w 5-7 dni. Było to kluczowe w perspektywie debat nad potencjalnym rosyjskim działaniem ofensywnym, ukierunkowanym na przeprowadzeniu błyskawicznych operacji na kierunkach przede wszystkim nadbałtyckich. Tak czy inaczej, Newport bardzo czytelnie pokazuje zbliżenie postaw Polski oraz Stanów Zjednoczonych oraz rozumienie przez te dwa państwa nowych determinant bezpieczeństwa europejskiego.

Oficjalnie w Polsce podkreślano, że po Newport kluczowe było pojawienie się Planu Gotowości Sojuszniczej (Readiness Action Plan, RAP). Zakłada on m.in. ciągłą, rotacyjną obecność sił sojuszniczych na wschodniej flance; wzmocnienie Sił Odpowiedzi NATO (NATO Response Force, NRF), w tym utworzenie sił wysokiej gotowości (Very High Readiness Joint Task Force, VJTF); zwiększenie intensywności ćwiczeń wojskowych na wschodniej flance; rozmieszczenie składów ze sprzętem wojskowym (pre-positioning); ustanowienie dodatkowych ośrodków dowodzenia (NATO Force Integration Unit, NFIU) oraz wzmocnienie Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie. Jednocześnie na szczycie "państwa Sojuszu zobowiązały się do zatrzymania negatywnego trendu spadków nakładów obronnych i wyraziły wolę zwiększania wydatków na obronność do 2 proc. PKB w ciągu dziesięciu lat. Polska spełni to zobowiązanie sojusznicze już w 2016 roku.” (MSZ RP).

Dzięki szczytowi NATO w Newport w latach 2014-2016 wypracowano swoisty konsensus, prowadzący do kolejnego szczytu, tym razem w Warszawie. Postawa strony amerykańskiej znacząco ewoluowała, Amerykanie opowiedzieli się za silnym wzmocnieniem potencjału flanki wschodniej i to właśnie miało kluczowe znaczenie dla najbardziej zainteresowanych państw Europy Środkowej i Wschodniej.

image
Fot. U.S. Army

Nie wszystko jednak szło idealnie, ponownie napotkano opór ze stron państw Europy Zachodniej. Z perspektywy polskiej, dobrym przykładem odnośnie nowych potrzeb w zakresie obronności stanowiło podejście partnerów względem ćwiczeń Anakonda 2016. Tak naprawdę, to właśnie w ich ramach realizowane były wszelkie założenia wypracowanego w Walii konsensusu. Pierwszy raz od kilkunastu lat zakładano rozmieszczenie dużych sił na wschodniej flance NATO. Przypomnijmy, że chodziło łącznie o 30 tys. żołnierzy, w tym 14 tys. Amerykanów. Trzeba jednak zaznaczyć, że Anakonda 2016 była realizowana jako ćwiczenia narodowe ze wsparciem Sojuszu. Tak znacząca partycypacja sił amerykańskich stała się czymś symbolicznym i była pierwszym krokiem na drodze, która doprowadziła do obecnej sytuacji, pojawienia się stałej obecności naszego partnera ze Stanów Zjednoczonych.

Trzeba wspomnieć, że niejako w cieniu aktywności jednostek na manewrach oraz ćwiczeniach poligonowych, okres 2014-16 charakteryzowały także, a może przede wszystkim, bardzo istotne prace planistyczne. Pozwoliły one wskazać wszelkie mankamenty NATO na płaszczyźnie dowódczo-sztabowej, a w praktyce otworzyły również oczy na nowy wymiar flanki wschodniej. Ich rezultatem było zrozumienie, że rozszerzenie po 1999 r. wiąże się nie tylko z decyzjami politycznymi, a również z realnymi potrzebami, np. względem przesmyku suwalskiego lub państw nadbałtyckich.

Nawet zachodni sojusznicy, choć niechętnie, zaczęli zauważać, że Rosja ze swoją militaryzacją Kaliningradu, budową zdolności do działań niekonwencjonalnych, tworzeniem A2AD, nie jest już tym samym państwem, którym była w latach 90. XX w. Najlepszym przykładem tego stanu rzeczy jest ewolucja tematu mobilności wojskowej - od wręcz bagatelizowania potrzeb w tym zakresie, związanych np. z przewozem ciężkiego sprzętu wojskowego, aż po zmiany w zakresie planowania i zarządzania tymi procesami w skali transatlantyckiej i wewnątrzeuropejskiej.

Nie da się ukryć, że Amerykanie dość szybko, a być może najszybciej z państw Sojuszu,  zauważają i diagnozują własne możliwości oraz braki względem flanki. To również zbliża ich w wymiarze polityczno-wojskowym do Polski. Państwa, które od wielu lat, nawet przed 2014 r., podkreślało potrzebę zmian w myśleniu sojuszniczym w obrębie NATO.

Kulminacją tego rodzaju myślenia stał się szczyt NATO, odbywający się w sposób wręcz symboliczny w Warszawie w 2016 r. Niezależnie od niego, już w marcu 2016 Amerykanie ogłosili decyzję o rozmieszczeniu ciągłej rotacyjnej obecności jednostek bojowych. To oznacza, że siły na miejscu są już nie tylko na ćwiczenia, ale wypełniają rolę determinowaną potrzebami obrony flanki wschodniej. Na początku była to brygada pancerna, a także komponent lotniczy. Zaś od 2017 doszedł do tego jakże kluczowy Mission Command Element (MCE), przeniesiony z Niemiec do polskiego Poznania. Zauważalne staje się także coraz szersze wsparcie pod względem logistyki.

Decyzja Stanów Zjednoczonych miała charakter strategiczny, zwłaszcza, gdy zauważymy, że rozmieszczenie sił dowodzonych bezpośrednio przez Amerykanów nie wymaga decyzji NATO co do ich użycia. Stąd też następuje rozwój dwutorowy – definiowany realizacją natowskich zmian (Newport-Warszawa) oraz decyzji Waszyngtonu.

Ten pierwszy wymiar określa obecność od 2017 r. czterech grup batalionowych (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia). Co ciekawe, w Polsce zauważalne staje się wzięcie odpowiedzialności za oba wymiary przez Stany Zjednoczone – natowski oraz własny, narodowy. Oba państwa zbliża również fakt, iż w tle szczytu w Warszawie w 2016 r. zamiast „assurance” (zapewnienie sojuszników o ich bezpieczeństwie oraz kolektywnej obronie) coraz częściej mówi się już „deterrence” (odstraszanie potencjalnego przeciwnika, mając, oczywiście, na uwadze aktywność wojskową i hybrydową Rosji). Przysłowiowa szklanka jest wobec tego i pełna, albowiem po raz pierwszy raz w historii przesunięcie sił następuje w warunkach odbiegających od czysto szkoleniowych, a obecność jest widoczna – szczególnie ta amerykańska. Ale, są też mankamenty i wspomniana szklanka jest również do połowy pusta.

Do połowy pusta bowiem - politycznie - formuła obecności militarnej jest rotacyjna, a także akt NATO-Rosja nadal jest przestrzegany z wszystkimi zapisami, nawet tymi „w obecnym i przewidywalnym środowisku bezpieczeństwa” przez NATO (Rosja go łamie wielokrotnie, ale oczywiście prowadząc zmasowaną kampanię propagandową oraz dezinformacyjną). Rodzi to obawy, że zmiany w NATO są być może dwuznaczne, a także definiowane nie w zakresie przyszłościowym, ale jedynie krótkoterminowo. Co więcej, nadal jest wiele pytań o efektywność czysto militarną. Przesuniętych i dyslokowanych w rotacji formacji jest mówiąc wprost mało, jak i brakuje tak istotnych jednostek wsparcia, obrony przeciwlotniczej, artylerii rakietowej itd.

image
Fot. U.S. Army

Problemy NATO to jedno, drugą stroną medalu są istotne zmiany zachodzące w międzyczasie po stronie Stanów Zjednoczonych. Od 2017 r. Amerykanie zaczęli podejmować decyzje związane z podnoszeniem wydatków obronnych, co ciekawe, pierwsze jeszcze tuż przed końcem kadencji prezydenta Baracka Obamy. Dzięki temu pojawiła się szansa na realne zbudowanie lub odbudowanie zdolności do amerykańskiej reakcji na sytuację w regionie oraz w wymiarze całej flanki wschodniej. Dla Polski oznacza to również możliwość myślenia o zwiększonej obecności militarnej strony amerykańskiej.

I rzeczywiście, Polska, a dokładniej jej politycy, składają w późniejszym okresie propozycję odnoszącą się do potencjalnego, stałego stacjonowania amerykańskiej dywizji na terytorium kraju. Ma ona być poszerzeniem obecności brygadowej w Polsce, w trybie rotacyjnym. Z perspektywy polskiej taka koncentracja wojsk amerykańskich byłaby strategicznie istotna, Amerykanie - przy konstrukcji ich potencjału militarnego oraz globalnego zaangażowania - mają jednak inne priorytety. Sprawa stałej obecności cały czas trwa jednak w zakresie planów, debat i rozmów.

Szczyt NATO w Brukseli w 2018 przebiegł bez tak "widocznych" decyzji, jak te podjęte w Newport oraz Warszawie, ale i tak nastąpiło wzmocnienie sił NATO względem zasady 4x30 kluczowej dla gotowości sił głównych NATO, pojawiała się także zmiana w strukturze dowodzenia. Szczególnie w obrębie dowodzenia zauważono potrzebę myślenia o przerzucie znacznych sił do Europy oraz ich rozmieszczeniu i użyciu w obrębie Europy. Przede wszystkim nie odwrócono jednak kierunku wcześniejszych szczytów po 2014 r. Nadal jednak brakowało tej ostatecznej decyzji – stałej obecności, co zmienia się dopiero teraz wraz z decyzją Waszyngtonu i Warszawy.

Stąd też nie może zaskakiwać, że Polska dążyła do zmian bezpośrednio w relacjach z Waszyngtonem, zwłaszcza, że zauważono możliwość nowego otwarcia przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Dlatego też pojawiła się słynna już koncepcja tzw. Fortu Trump. Jak widać obecnie, było to działanie efektywne nie tylko pod względem marketingowym, ale i praktycznym. Dlatego dziś Poznań staje się swoistym „mózgiem” dla zarządzania obecnością na wschodniej flance. Prawdopodobnie amerykańska obecność zostanie też uzupełniona o jednostki wsparcia, tak potrzebne według szeregu dowódców sił zbrojnych USA. To wszystko spowoduje, że - tak jak postulowano w jednym z raportów Atlantic Council dotyczących wzmocnienia wschodniej flanki NATO - w Polsce umieszczony zostanie system "stałego odstraszania", będący bardzo potrzebnym elementem wzmocnienia bezpieczeństwa RP, ale i całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Reklama
Tweets Defence24