Od rewolucji do wojny z islamskim terroryzmem. Jemen 2011-2012.

16 lipca 2012, 10:07
ali_abdallah_saleh
B. prezydent Jemenu Ali Abdallah Saleh, źródło: http://www.presidentsaleh.gov.ye

"Arabska Wiosna” dotarła do Jemenu już w czasie pierwszych protestów w Tunezji, a największe demonstracje miały miejsce niemal równocześnie z wydarzeniami egipskiej „Rewolucji 25 stycznia”.
Scenariusz wydarzeń początkowo odbiegał od tego, co miało miejsce w innych arabskich krajach. Początkowo lud domagał się tylko podniesienia standardu życia, likwidacji bezrobocia, korupcji, nepotyzmu i rezygnacji ze zmian w Konstytucji zapowiadanych przez rząd. Postulaty rezygnacji prezydenta lub rządu nie były podnoszone.

Coraz liczniejsze demonstracje od 27 stycznia i brutalna reakcja policji i służb bezpieczeństwa na w większości pokojowe wiece, doprowadziły do zaostrzenia żądań opozycji, jeszcze bardziej zdecydowanej reakcji służb i wreszcie eskalacji konfliktu, aż do zbrojnego powstania. Niepokoje społeczne najpierw wykorzystały 3 grupy, które już wcześniej walczyły przeciwko siłom rządowym, szyiccy secesjoniści z plemienia al-Husi na północy, secesjoniści sunniccy na południu i al-Kaida Półwyspu Arabskiego, której główne siły operowały na południu, z równoczesną zdolnością do przeprowadzania pojedynczych zamachów niemal w całym kraju. Następnie, pozycją prezydenta Alego Abdalli Saleha wstrząsnęły liczne przypadki rezygnacji z rządu, wojska i służb. Przyrodni brat prezydenta, generał armii jemeńskiej i jego były doradca wojskowy Ali Muhsin al-Ahmar postanowił wypowiedzieć mu posłuszeństwo i stanąć w obronie demonstrantów masakrowanych przez siły wierne rządowi.

Warto przypomnieć, iż konflikt szyickich zajdytów z rządem Jemenu sięga 1962 r., gdy rewolucja jemeńskich nacjonalistów obaliła 1000-letni imamat zajdycki. Od tego czasu grupa ta była systematycznie pomijana przez rząd centralny. Dodatkowo, pomoc udzielona rządowi w 1994 r. przez saudyjski, radykalny ruch sunnickich wahhabitów w walce z secesjonistami z południa, wzbudziła obawy o dalszą marginalizację i zbyt duże wpływy Saudyjczyków w Jemenie. Al-Husi chwycili za broń we wrześniu 2004. W listopadzie 2009r. do walk w obszarach przygranicznych włączyły się siły zbrojne Arabii Saudyjskiej, którym do lata następnego roku udało się oczyścić teren z oddziałów przeciwnika.

Coraz krwawsze walki i rosnącą presja zagranicznej opinii publicznej (zwłaszcza wśród arabskich krajów Zatoki) skłoniła Saleha do wdrażania procesu pojednania narodowego według planu zaproponowanego przez Radę Współpracy Zatoki. Plan, który zakładał przekazanie władzy w ręce wiceprezydenta i przeprowadzenie przyspieszonych wyborów został jednak opóźniany przez urzędującego prezydenta, co doprowadziło do buntu jednej z największych konfederacji plemion w Jemenie – Haszid na czele z Szejchem Sadikiem al-Ahmarem. Rozgorzały kolejne walki, w wyniku których poważne obrażenia odniósł Ali Abdallah Saleh. Przekazał on wtedy władzę wiceprezydentowi Abd Rabbu Mansurowi al-Hadiemu, który został wybrany potem, w lutym 2012 r. nowym prezydentem ogromną większością 99,8% głosów. Sam Saleh udał się na leczenie do Arabii Saudyjskiej, potem do Stanów Zjednoczonych i po powrocie do kraju, zapewniwszy sobie uprzednio immunitet, zrzekł się władzy po 33 latach rządów przekazując formalnie władzę al-Hadiemu.

Wraz z nadejściem nowego prezydenta, intensywność protestów ulicznych zmniejszyła się (choć ciągle kilka tysięcy osób demonstruje regularnie na „Placu Zmiany” w centrum Sany), ale pojawiły się nowe problemy. Mimo odejścia Saleha, w szeregach rządu i armii pozostało wielu jego zwolenników i osób związanych z nim więzami rodzinnymi. Al-Hadi usiłując wymienić stare kadry popadł z nimi w konflikt, który osłabił struktury państwa w przeddzień konfrontacji z ruchami ekstremistycznymi i separatystycznymi.

Trzeba pamiętać, że struktura społeczna w Jemenie ciągle oparta jest na rodzinach, plemionach i konfederacjach plemion, których dewizą jest : „Moim państwem jest ktokolwiek, kto napełnia moją kieszeń pieniędzmi”. Zarówno poprzedni, jak i obecny prezydent dobrze o tym wie i nie ma również zamiaru zmieniać tego systemu, a jedynie z niego korzystać, czyli wymieniać jego krewnych na swoich. Wie także, że nie może całkowicie pozbyć się „starej gwardii”, gdyż naruszyłoby to balans sił, dlatego pozostawił na czele Gwardii Republikańskiej syna b. prezydenta.

Więzy krwi mają odbicie również w sytuacji na Południu, gdzie plemiona, według których ich region był przedmiotem ciągłej dyskryminacji ze strony rządu centralnego, mają skłonność do zmieniania sojuszy i trudno jest na nich polegać. Cechę tę wykorzystała al-Kaida Półwyspu Arabskiego. Organizacja zyskała poparcie lokalnego społeczeństwa poprzez dostarczanie dóbr i usług, których nie zapewnił rząd. Al-Kaida utworzyła swoje główne przyczółki w prowincjach Abyan i Shabwa. Bojownicy utworzyli nawet w niektórych miasteczkach (np. Zinjibar) swoje służby policyjne, sądy i samorząd.

Poważna konfrontacja między siłami rządowymi i al-Kaidą rozpoczęła się w maju 2012 r., gdy rozpoczęła się ofensywa naziemna i z powietrza przeciwko ekstremistom. W ostrzale artyleryjskim i bombardowaniach zginęły dziesiątki ludzi, w tym cywile.

Rząd Jemenu współpracuje również bezpośrednio z Waszyngtonem. W kraju przebywają amerykańscy doradcy (cywilni), szkolący jemeńskie siły bezpieczeństwa i żołnierzy. Funkcje szkoleniowe wykonują nie tylko amerykanie, ale i członkowie służb państw sojuszniczych, jak Arabii Saudyjskiej. Bardzo istotnym elementem strategii antyterrorystycznej na Półwyspie jest wykorzystanie samolotów bezzałogowych. Naloty przeprowadzane na szeregowych partyzantów al-Kaidy (znanych pod nazwą Ansar ash-Sharia) towarzyszą precyzyjnym atakom na wybrane, ważne osoby z dowództwa organizacji. W jednym z nich, w maju br. zginął Fahd Muhammad Ahmad al-Quso, jeden z najbardziej poszukiwanych przez FBI terrorystów zamieszany w zamach na niszczyciel USS Cole w 2000 roku.

21 maja, stolicą wstrząsnął krwawy zamach terrorystyczny, przeprowadzony, jak się później okazało przez jednego z członków al-Kaidy, w trakcie przygotowań do defilady wojskowej. W jego wyniku śmierć poniosło ponad 90 żołnierzy. Zamach miał być odpowiedzią terrorystów na postępy wojska na południu kraju. Jego efektem była też wymiana kilku szefów resortu bezpieczeństwa przez prezydenta, a także intensyfikacja działań militarnych wymierzonych w organizację.

Siły rządowe przypuściły szturm na twierdzę al-Kaidy w Jaar oraz serię nalotów na cele w miasteczku Shaqra, Zinjibarze i innych. Nalotom sił powietrznych Jemenu towarzyszyły uderzenia amerykańskich dronów – np. w Shibam i Ma'arib, oraz postępy sił lądowych, które kilkukrotnie starły się z bojownikami al-Kaidy.

Czerwiec naznaczony był dalszymi postępami sił rządowych na Południu. Udało się im odzyskać panowanie nad Zinjibarem, Jaar i przygotowywały się do szuturmu na Azzan – kolejną twierdzę Ansar ash-Szaria. Według dówództwa jemeńskiego, bojownicy ponieśli ciężkie straty przy zaledwie 4 zabitych żołnierzach.

Tymczasem na Północy, trwa konflikt między ekstremistami islamskimi i al-Husi, którzy ogłosili, że będą uczestniczyć w nadchodzącym Dialogu Narodowym, mocno popieranym przez USA i ONZ. Al-Kaida uważa decyzję tych szyickich separatystów za akt zdrady i odpowiedziała zamachami bombowymi w Hazm, Saada i zbrojnymi napadami w Kataf.

Pozycja al-Kaidy słabnie również na Południu z uwagi na rozpoczęcie również przez Ruch Południa (separatyści) przygotowań do Dialogu Narodowego. Nie wyklucza to jednak starć Ruchu z rządem, protestów ulicznych i lokalnych porozumień z komórkami al-Kaidy z uwagi na plemienną naturę tkanki społecznej.

Ostatnie raporty z Jemenu wskazują na dalszy progres armii jemeńskiej w walce przeciwko islamskiej partyzantce. Zajęto Azzan i trwa systematyczne oczyszczanie wiosek i miasteczek z bojowników Ansar. Co ważne, rząd twierdzi, że odbywa się to przy wsparciu lokalnej ludności prowincji Shabwa i Abyan. Mimo tych sukcesów rządu, al-Kaidzie udało się przeprowadzić skuteczny zamach na dowódcę sił kierującego operacją w Adenie, gen. Salema Alego Qatana.

Obecna sytuacja w Jemenie, daleka jest od stabilności. Mimo tego, iż udało się prezydentowi Abd Rabbu Mansurowi al-Hadiemu wciągnąć do procesu negocjacyjnego ugrupowania separatystyczne z Północy i Południa, sukces transformacji nie jest pewny. Niezadowolenie z obecnej, zdominowanej przez wojskowych władzy, wyrażają nie tylko zbrojne grupy islamskich ekstremistów, ale i środowiska umiarkowane, prodemokratyczne, w tym studenckie.

Z drugiej strony, Jemen znowu stał się, przynajmniej w retoryce, ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w wojnie z terroryzmem. Mimo, iż pomoc finansowa Waszyngtonu dla Sany ma sięgnąć w tym roku jedynie 50 mln. dol., prezydent Barack Obama oświadczył, że każdy kto będzie utrudniał proces transformacji w Jemenie, zostanie potraktowany jako osoba zagrażająca bezpieczeństwu USA.

Marcin M. Toboła
Defence24
Defence24
Reklama
Tweets Defence24