Nowe rakiety przeciwokrętowe dla US Navy: Tomahawk, LRASM czy NSM?

20 grudnia 2015, 17:44
Rakiety przeciwokrętowe Harpoon stanowiące od kilkudziesięciu lat wyposażenie okrętów US Navy nie dają już Amerykanom przewagi w starciu „okręt – okręt” – fot. M.Dura
Jeden z kandydatów na „tymczasowy” pocisk „woda-woda” dla US Navy – rakieta NSM firmy Kongsberg już została przetestowana na pokładzie amerykańskich okrętów – fot. Kongsberg
Koncern Raytheon udowodnił w czasie testów, że rakieta manewrująca Tomahawk może być wykorzystana do zwalczania ruchomych celów nawodnych – fot. Raytheon
Pocisk LRASM jest często wskazywany jako następca starzejących się Harpoonów – fot. Lockheed Martin
Jedyny amerykański okręt w linii, który w walce zatopił okręt przeciwnika – USS „Constitution” – fot. US Navy

Amerykańscy analitycy alarmują, że przy obecnym zagrożeniu ze strony okrętów chińskich i rosyjskich, amerykańskie jednostki pływające powinny być pilnie wyposażone w nowe rakiety “woda-woda”. Jako tymczasowe rozwiązanie proponuje się m.in. zaadoptować do tych celów pociski manewrujące Tomahawk.

Paradoksalnie amerykańska marynarka wojenna znalazła się w trudnej sytuacji z powodu przewagi, jaką po zakończeniu Zimnej Wojny uzyskała na morzu. Wierząc w swoje możliwości Amerykanie nie przewidzieli bowiem: zarówno tak szybkiej przemiany floty rosyjskiej w agresywne siły morskie, jak również błyskawicznej ekspansji Chin, które konsekwentnie szykują swoje okręty do działań na oceanach.

Co więcej amerykańskie siły morskie od początku XXI wieku nastawiały się przede wszystkim na wspieranie działań lądowych praktycznie lekceważąc zagrożenie ze strony obcych jednostek pływających. Dlatego w działaniach „woda-woda” praktycznie zatrzymano się w 1999 roku.

Rakiety przeciwokrętowe Harpoon stanowiące od kilkudziesięciu lat wyposażenie okrętów US Navy nie dają już Amerykanom przewagi w starciu „okręt – okręt” – fot. M.Dura

Amerykańscy analitycy alarmują, że nie ma obecnie okrętów w US Navy, które swoim organicznym uzbrojeniem mogłyby zwalczać obce jednostki nawodne na odległości większej niż 70 Mm (około 130 km), czyli w zasięgu „najnowszej” wersji rakiety przeciwokrętowej Harpoon. Wskazuje się więc na konieczność szybkiego wypełnienia tej luki i to nie tylko przez opracowanie własnego rozwiązania (bo to wymaga czasu), ale również przez nabycie dostępnych na świecie „nieamerykańskich” rozwiązań.

Poprzeczkę postawiono wysoko, ponieważ Rosjanie, Chińczycy i Hindusi wprowadzili nowej generacji rakiety manewrujące dalekiego zasięgu, trudnowykrywalne i poruszające się z prędkością ponaddźwiękową np. 3M-54/3M-54T lub Brahmos. Teraz to one stanowią zagrożenie dla amerykańskiej floty tym bardziej, że od początku były one do tego projektowane. Przykładowo pocisk 3M-54T według Rosjan może atakować cele oddalone od 270 do 419 Mm (440 do 660 km) lecąc z prędkością 2,9 Mach.

Tomahawk przeciwokrętowy jako rozwiązanie „na teraz”

Rozwiązaniem tymczasowym dla Amerykanów mają być rakiety manewrujące „woda-ziemia” TLAM (Tomahawk land attack cruise missiles) w wersji Block IV, które miałyby otrzymać dodatkowo możliwość zwalczania celów nawodnych. Badania w tym kierunku już przeprowadzono w styczniu 2015 r. atakując dwoma przerobionymi Tomahawkami wystrzelonymi z niszczyciela USS „Kidd” (typu Arleigh Burke) wskazany cel nawodny.

Koncern Raytheon udowodnił w czasie testów, że rakieta manewrująca Tomahawk może być wykorzystana do zwalczania ruchomych celów nawodnych – fot. Raytheon

Zaletą takiego rozwiązanie będzie niewątpliwie zasięg (powyżej 1000 km) oraz możliwość szybkiego zaadoptowania takich pocisków na obecnie wykorzystywanych i wprowadzanych okrętach pływających typu Arleigh Burke oraz Zumwalt. Będzie można przy tym wykorzystać istniejące na tych jednostkach wyrzutnie pionowego startu, a zmiany trzeba będzie wprowadzić jedynie do oprogramowania okrętowego systemu walki.

Analitycy wskazują jednak również na wady takiego rozwiązania. Pociski „lądowe” mogą być bowiem stosunkowo łatwym celem dla antyrakietowych systemów samoobrony atakowanych jednostek pływających. Systemy te są bowiem przygotowywane do niszczenia o wiele mniejszych pocisków i to lecących na niższej wysokości. Dodatkowo TLAM w wersji morskiej atakuje z prędkością poddźwiękową, co daje przeciwnikowi więcej czasu na reakcję.

Dlatego Tomahawki są traktowane raczej jako „wyjście awaryjne”, podobnie jak idea by do ataku na cele lądowe i nawodne wykorzystywać rakiety przeciwlotniczej SM-6 (po zamontowaniu na nich przez US Navy odbiornika GPS). Pocisk ten kosztuje bowiem od 3,5 do 4 miliona dolarów za sztukę, a więc prawie dwukrotnie więcej niż seryjnie produkowana rakieta przeciwokrętowa.

Dlatego docelowym rozwiązaniem w US Navy będą najprawdopodobniej nowej generacji, specjalistyczne pociski „woda – woda” zdolne do przebijania się przez systemy samoobrony oraz do zwalczania celów bardzo szybkich i manewrujących.

Rozwiązanie docelowe LRASM – ale czy na pewno?

Jako jedno z rozwiązań, które w przyszłości może zastąpić Harpoony wskazuje się pocisk LRASM (Long Range Anti-Ship Missile) czyli wersję morską lotniczej rakiety stealth o zwiększonym zasięgu AGM-158 JASSM-ER (Joint Air-to-Surface Standoff Missile-Extended Range).

Pocisk ten jest obecnie rozwijany przez amerykańskie siły powietrzne, agencję zaawansowanych projektów obronnych DARPA (Defense Advanced Research Project Agency) oraz Biuro Badań Naukowych US Navy (Office of Naval Research). Zgodnie z założeniem LRASM może razić cele na odległości 200 Mm (ponad 370 km), co jednak może się okazać za mało, by wyprzedzić potencjalne uderzenie chińskie lub rosyjskie.

Pocisk LRASM jest często wskazywany jako następca starzejących się Harpoonów – fot. Lockheed Martin

Według oceny niektórych amerykańskich specjalistów, porównanie zdolności do przenikania przez okrętową obronę przeciwrakietową daje wyraźną przewagę pociskom LRASM nad Tomahawkami. Z drugiej jednak strony jeżeli chodzi o zasięg i korygowanie toru lotu Tomahawki zdają się być o wiele skuteczniejsze, pozwalając na atakowanie obcych jednostek spoza zasięgu ich uzbrojenia przeciwokrętowego. Co więcej rakiety Tomahawk przenoszą o wiele większy ładunek bojowy, przez co mogą służyć do niszczenia o wiele większych okrętów.

Bardzo ważne jest również to, że według wielu amerykańskich specjalistów LRASM nie stanowi aż takiej rewolucji i posiada praktycznie takie same możliwości, donośność oraz cenę (przy dużej produkcji około 2 milionów dolarów) jak pociski NSM (Naval Strike Missile) oferowane przez norweski koncern Kongsberg. Z tą tylko różnicą, że rakiety NSM są już produkowane seryjnie i wykorzystywane przez kilka państw – w tym Polskę (w ramach nabrzeżnego dywizjonu Morskiej Jednostki Rakietowej).

Jeden z kandydatów na „tymczasowy” pocisk „woda-woda” dla US Navy – rakieta NSM firmy Kongsberg już została przetestowana na pokładzie amerykańskich okrętów – fot. Kongsberg

Tymczasem nawet optymistyczne szacunki wskazują, że przy daniu jakiemuś zupełnie nowemu pociskowi przeciwokrętowemu priorytetu w amerykańskim budżecie, na jego wprowadzenie będzie potrzeba co najmniej 7-8 lat. Amerykanie nie mają tyle czasu stąd lansowana m.in. przez koncern Raytheon, idea modernizacji Tomahawków oraz wskazywanie na konieczność kupna pocisków zagranicznych.

To prawdopodobnie właśnie z tego powodu doszło do pokazowego odpalenia rakiety przeciwokrętowej NSM Kongsberga z pokładu okrętu do działań przybrzeżnych LCS USS „Coronado” we wrześniu 2014 r. Co więcej pocisk ten znalazł się już w ofercie koncernu Raytheon.

Jak na razie jedynym amerykańskim okrętem, który zatopił nieprzyjacielski okręt i który nadal pozostaje w linii jest mający prawie 220 lat żaglowiec USS „Constitution”.

Jedyny amerykański okręt w linii, który w walce zatopił okręt przeciwnika – USS „Constitution” – fot. US Navy

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 7
Reklama
MW80
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 11:34

Z całym szacunkiem dla autora. Trochę nieścisłości (oczywiście uwzględniając fakt, że obaj bazujemy na publicznie dostępnych informacjach, bo prawdziwe dane techniczne są raczej tajne). 3M-54T osiąga naddźwiękową prędkość rzędu 2,5-3,0 Ma (zależnie od źródeł) tylko w końcowej fazie ataku, kiedy od pocisku nosiciela oddziela się poddpocisk z napędem rakietowym (lub strumieniowym). Przez większą część trasy 3M-54T leci z prędkością poddźwiękową, dzięki czemu może na całej trasie lecieć tuż nad powierzchnią wody a przy tym osiągać zasięg maksymalny rzędu 440-660 km (zależnie od źródeł). NSM w wersji obecnie produkowanej i będącej na wyposażeniu polskiej MW ma zasię maksymalny w granicach 200 km, czyli znacznie ustępuje LRASM zasięgiem (nawet jeśli przyjmiemy, że LRASM ma zasięg rzędu 370 km). Większy zasięg ma mieć wersja JSM przeznaczona do przenoszenia przez samoloty. Przy czym w tej wersji maksymalny zasięg ok 300 km może być osiągany tylko przy zrzuceniu pocisku z dużej wysokości. A co samego LRASM, niewiele o nim wiadomo, jednak, ponieważ bazuje na AGM-158B to można się spodziewać, że będzie miał podobny zasięg (czyli ok 930 km). Teoretycznie nie ma bowiem potrzeby montowania w nim dodatkowej głowicy naprowadzającej, ponieważ bazowy AGM-158B ma już głowicę IR wykorzystywaną w fazie terminalnej. A jeśli tak to zasięg LRASM może być taki sam jak AGM-158B. Co do siły rażenia to również się nie zgadzam. LRASM może mieć głowicę bojową o takiej samej masie (1000 funtów) co RGM-109E czy starsze wersje.

Senkju
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 15:46

Konstrukcja pocisku JASSM-ER w 70 procentach jest jest identyczna z konstrukcją AGM-154A JASSM, a elektronika w 95 procentach. Obydwa pociski mają takie same rozmiary oraz masę. Jednakże w JASSM-ER wygospodarowano więcej miejsca na paliwo oraz zastosowano nowy silnik F-107-WR-105, który zastąpił oryginalny CAE J402-CA-100. Nowy silnik jest dużo bardziej oszczędny, dzięki czemu zasięg JASSM-ER wzrósł do 920 km. Konstrukcja LRASM jest dokładnie taka sama jak pocisku JASSM-ER. Posiada on taki sam silnik, jednak jego rozbudowana awionika ograniczyła ilość przenoszonego paliwa. Tym samym pocisk LRASM ma mniejszy zasięg szacowany na 370-400 km. Jednak tych szacunkowych danych nie traktowałbym jako pewnych. LRASM w stosunku do AGM-154B posiada podobne możliwości i trudno zauważyć w którym sektorze ta elektronika jest aż tak rozbudowana, żeby ograniczyć w takim stopniu miejsce na paliwo. Obydwa pociski łączy odporny na zakłócenia sygnału GPS, intercyjny system naprowadzania (INS), dwuzakresowe łącze przesyłu danych (datalink), termowizyjny czujnik nowej generacji IIR umożliwiający automatyczne rozpoznawanie terenu/celu pracujący w zakresie 3-5 mikrometrów (MWIR) oraz pasywne czujniki wsparcia elektronicznego ESM. System pozwala pociskom na automatyczne wyszukiwanie, rozpoznawanie i atakowania celów w sytuacji w której trzeba je odróżnić od obiektów nie będących celem ataku. System naprowadzania pocisku LRASM łączy informacje o celu napływające z zewnątrz poprzez łącze danych z tymi odbieranymi przez własne czujniki pokładowe. Czujnik IIR odpowiada nie tylko za pozytywną identyfikację celu, ale dzięki sztucznej inteligencji wybiera miejsce uderzenia w cel ( np. nadbudówka okrętu). Możliwości wynikające z wyposażenia awioniki JASSM-ER są praktycznie identyczne jak w LRASM. Dlatego niezrozumiałe jest to drastyczne ograniczenie zasięgu z 920 do 370 km w przypadku pocisku LRASM.

Bart
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 08:34

A nie jest tak, że LRASM skoro ma bazować na JASSM-ER to i zasięg będzie miał porównywalny do JASSM-ER czyli więcej niż 1000km?

ja
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 13:31

LRASM ma mieć zasięg grubo ponad 1000 km. Z zażenowaniem czytałem powyższy tekst. Przyjęto inną filozofię niż w projektach rosyjsko, chińsko, indyjskich. Zasięg i niewykrywalność kosztem prędkości.

Marek
niedziela, 20 grudnia 2015, 22:54

Każde imperium zaczyna swój upadek od przekonania o własnej niezwyciężoności i wiecznym panowaniu nad światem. W przypadku USA proces upadku już trwa. Obecnie jedynie w siłach powietrznych USA ma jeszcze wyraźną przewagę, choć i tam jest ona coraz mniejsza ...

edi
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 12:25

Trochę za wcześnie na takie wnioski. W Chinach zastój z gospodarką a Rosja to raczej schyłkowe byłe imperium. USA z takim budżetem jeszcze dziesiątki lat będzie jedynym supermocarstwem zdolnym do walki na każdym odcinku przyszłej wojny. Ten płacz to pewnie zbrojeniówka i armia która nie chce dalszego ograniczenia wydatków a przypomnę że 600-700 miliardów $ wydawanych przez USA na zbrojenia to 1/3 PKB Rosji. Chiny mają ponad MILIARD ludzi do wykarmienia więc też za bardzo nie podniosą budżetu na zbrojenia bo będą mieli rewolucję. A jest jeszcze NATO jako całość.

3m
poniedziałek, 21 grudnia 2015, 12:06

No jeśli lotniskowce klasyfikować jako siły powietrzne to tak :)

Tweets Defence24