Nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA. "Cierpliwość" i "ciągłość" odpowiedzią na zagrożenia?

8 lutego 2015, 14:38
Fot. Spec. Joe Alger/US Army.

Administracja Stanów Zjednoczonych ogłosiła nową strategię bezpieczeństwa narodowego, uwzględniającą m.in. zagrożenie ze strony Rosji w świetle konfliktu na Ukrainie.

Poprzednia strategia bezpieczeństwa USA została upubliczniona w 2010 roku, kiedy trwał jeszcze proces zakończenia operacji Enduring Freedom oraz Iraqi Freedom. Obecnie w Iraku i Afganistanie rozmieszczonych jest ponad dziesięciokrotnie mniej żołnierzy, niż pięć lat temu. Na świecie pojawiły się jednak nowe zagrożenia, jak organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie czy agresywne działania Rosji na Ukrainie.

Rozwój gospodarczy – fundament bezpieczeństwa narodowego

Zgodnie z treścią dokumentu Stany Zjednoczone obecnie znajdują się na ścieżce wzrostu gospodarczego po wyjściu z kryzysu, a rozwój ekonomiczny jest uznany za fundament bezpieczeństwa narodowego. Amerykańska administracja deklaruje, że będzie dążyła do zakończenia procesu automatycznych cięć budżetowych (tzw. sequestration), uznawanych za jedno z zagrożeń dla funkcjonowania służb odpowiedzialnych za ochronę bezpieczeństwa narodowego.

Stany Zjednoczone zamierzają nadal przewodzić działaniom, prowadzonym w celu zapewnienia bezpieczeństwa na arenie międzynarodowej. Za niezbędne uznaje się utrzymanie dominacji militarnej, choć liczebność sił zbrojnych zostanie ograniczona. Administracja Baracka Obamy zapewnia, że kontynuowane będą inwestycje w zakresie odstraszania nuklearnego, systemów przeznaczonych do działań w Kosmosie i cyberprzestrzeni, a także zdolności z zakresu rozpoznania, nadzoru i wywiadu.

Strategia bezpieczeństwa narodowego USA uwzględnia zagrożenia zarówno o charakterze militarnym, jak i pozamilitarnym, w tym ryzyko wybuchu epidemii chorób zakaźnych (jak Ebola) oraz zmiany klimatyczne i ograniczenia w dostawach surowców energetycznych. Jednocześnie zwraca się uwagę, że zasoby „nigdy nie będą nieograniczone”, co zmusi do dokonywania „trudnych wyborów”. Podkreśla się rolę współpracy z sojusznikami, w tym także z NATO. W opinii Amerykanów do wzmocnienia spójności Paktu przyczyniają się m.in. Polska, państwa bałtyckie oraz kraje nordyckie.

„Strategiczna cierpliwość” niezbędna w warunkach szerokiego spektrum zagrożeń?

Nowa strategia wzywa do „strategicznej cierpliwości” i „ciągłości” prowadzonych działań. Dokument wspomina także o konieczności powstrzymania się od nadmiernego zaangażowania, które może być skutkiem podejmowania decyzji w oparciu o obawy przed niebezpieczeństwem. Republikański senator Lindsey Graham, członek komisji do spraw wydatków publicznych, budżetu, sił zbrojnych oraz sądownictwa poddał jednak strategię forsowaną przez administrację Obamy ostrej krytyce. Stwierdził m.in., że „strategiczna cierpliwość” nie sprzyja odstraszaniu Władimira Putina i organizacji terrorystycznych.

W opinii senatora Grahama omawiane założenie prowadzi do sytuacji, w której bezpieczeństwo sojuszników USA narażone jest na ryzyko, a radykalni islamiści mogą prowadzić szeroko zakrojone  działania na Bliskim Wschodzie. Republikański senator stwierdził również, że działania administracji przyczyniają się do zmniejszenia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Nowa strategia definiuje szerokie spektrum zagrożeń, z jakimi musza się zmagać Stany Zjednoczone i sojusznicy. Jednoznacznie podkreśla niebezpieczeństwo wynikające z działań Rosji i konieczność wsparcia krajów NATO. Z drugiej jednak strony założenia dotyczące odwrócenia procesu automatycznych cięć budżetowych – niezbędne do utrzymania na odpowiednim poziomie zdolności sił zbrojnych - mogą nie zostać zrealizowane z uwagi na brak kompromisu politycznego. Co więcej, część komentatorów obawia się o zdolność amerykańskiej administracji do podjęcia odpowiednio szybkiego i zdecydowanego przeciwdziałania w wypadku wystąpienia zagrożenia na dużą skalę, na co może wskazywać właśnie dążenie do „strategicznej cierpliwości”...

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 12
Reklama
Battlefield_R
niedziela, 8 lutego 2015, 16:10

Ja się tak zastanawiam kiedy wybuchnie kolejny globalny konflikt? Moje pytanie nie jest życzeniowe lecz z obawy patrząc na historię, gdzie w każdym stuleciu wybuchała większa wojna od pozostałych, która resetowała pewne poprzednie systemy ustalone po wcześniejsze wojnie.

Janek I. - Rusty Sparks
poniedziałek, 9 lutego 2015, 05:48

5-10 lat spokoju to maksimum czego można oczekiwać. Wg mnie obecnie mamy sytuację analogiczną do tej z lat 1938-1945: 1. Wizyta Merkel - Hollande na Kremlu i zabiegi dyplomatyczne na Konferencji Bezpieczństwa w Monachium to wypisz wymachuj "nowy układ monachijski" - de facto powolny "I rozbiór Ukrainy" a za jakiś czas także rozbiór Mołdawii i Gruzji. 2. Nieuchronnie zbliża się globalny konflikt NATO (UE) - Rosja w Europie Środkowej, który będzie przypominał II WŚ, z tym że prawdopodobnie zostaną teraz użyte taktyczne głowice jądrowe (strategiczne raczej nie). Celem hegemonia w Europie Środkowej zgodnie z mackinderowską koncepcją Heartlandu. 3. Agresja sojusznika Rosji, Chin w Azji w kierunkach: Japonia, Tajwan, Korea Pd., Wietnam, Singapur, Filipiny, Indonezja, co wywoła nieuchronną kontrakcję USA (tak jak podczas II WŚ przeciw Japonii) otwierając drugi światowy front i równocześnie osłabiając siły amerykańskie na europejskim teatrze wojennym. To tyle. Pozdrawiam. J.I.

Zenio
niedziela, 8 lutego 2015, 20:44

Na razie "nie zanosi się". Nie ma jakiejś globalnej siły która mogła by wystąpić przeciw "zachodowi".

Alf
niedziela, 8 lutego 2015, 15:36

Wszystko fajnie pięknie, niech jednak jeszcze postarają się zmniejszyć deficyt w handlu z Chinami bo na razie bez zmian tuczą tę żmiję...

ula2
niedziela, 8 lutego 2015, 21:35

jaką żmiję? chiny to bardzo przewidywalne i konsekwentne państwo, Zachodem co prawda nie jest ale i nie wymordowały w ostatnich 100 latach tylu swoich obywateli co np. rodzina europejska. fakt że są wielkie, rosnące i inne nie może uzasadniać wrogości wobec nich. Może powinniśmy się od nich czasami uczyć? W sumie za 50 lat może być ciekawie: Japonia x10 ; dobrze że nie chiny nie mają hapońskiej tradycji militaryzmu

Tomek
niedziela, 8 lutego 2015, 15:25

Ciekawe czy Obama będzie tak cierpliwy jeśli Rosja najedzie Polskę, ten prezydent to nieszczęście dla świata znowu Niemcy i Rosjanie piszą scenariusze.

Homer
poniedziałek, 9 lutego 2015, 11:21

Demokraci w USA to nieszczęście dla Polski.

Rico
niedziela, 8 lutego 2015, 18:24

Najgorszy prezydent USA od bardzo wielu lat i żeby było śmieszniej - pokojowy noblista...

wr
niedziela, 8 lutego 2015, 22:46

Czyli nie mamy kasy i sie nie wychylamy. Dwie wojenki nadszarpnely budzet, tzn dlug, ktory jest zamiast budzetu.

ja
poniedziałek, 9 lutego 2015, 16:53

Japonia nie miała żadnej wojenki a dług ma trzy razy większy. Oczywiście jako % do PKB bo to jedyny sensowny jego miernik. USA nie są wszechmocne i zdjęły mundur globalnego policjanta. I teraz zobaczymy czy będzie lepiej czy gorzej. Jestem pewien, że gorzej.....

Ułan
wtorek, 10 lutego 2015, 00:27

Naród Polski sam kręci na siebie bat. Jaki obywatel głosuje na prezydenta swojego kraju który przymyka oko jak jego kompan z partii - premier zabiera z MON ok 10 miliardów zł. to widać jaki jest naród...W Polsce armia ma być na defilady. Jesli MON i partia rządząca są cierpliwi z zakupami dla armii to nie ma co się dziwić, że Obama też może być cierpliwi. Naszym prezydentem jest historyk, papierowy zwierzchnik sił zbrojnych. Zabrać przywileje komunistyczne, zabrać zasiłki dla pijaków i wzmocnić armię.

tomm
niedziela, 8 lutego 2015, 18:42

po co wydawac miliardy na armie skoro nikt nie umie sprawnie i w pore jej uzyc

Tweets Defence24