Norwegowie przegrali walkę. Co dalej z wrakiem Helge Ingstad?

14 listopada 2018, 16:39
20181113JØ_0966
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Pomimo szeroko zakrojonej akcji ratowniczej Norwegom nie udało się zabezpieczyć fregaty KNM „Helge Ingstad”, która ostatecznie zatonęła w fiordzie Hjeltefjorden. Obecnie ponad wodę wystaje jedynie górna część głównego masztu z widocznymi antenami radaru AN/SPY-1. Po zatonięciu okrętu norweska marynarka wojenna w dniu 14 listopada postanowiła przestać wydawać komunikaty informujące o sytuacji, jednocześnie zwiększając ochronę rejonu, gdzie leży zatopiono jednostka.

W nocy z 12 na 13 listopada Norwegowie przegrali walkę o uratowanie fregaty KNM „Helge Ingstad” typu Fridtjof Nansen, która po zderzeniu z tankowcem 8 listopada 2018 r. leżała na burcie w fiordzie Hjeltefjorden. Norweski okręt zsunął się bowiem około godziny 6 rano ze skał i spoczął na dnie na takiej głębokości, że ponad powierzchnię wystaje obecnie jedynie górna część jego masztu oraz lewy róg pokładu nad hangarem dla śmigłowca.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

 Wcześniej wszystko wskazywało na to, że norweskie służby ratownicze opanowały sytuację. Informowano bowiem, że udało się ustabilizować okręt, jak również zamontowano na jego pokładzie pięć dodatkowych punktów cumowniczych, które połączono stalowymi linami z dziesięcioma kotwami wwierconymi i zabetonowanymi na skalistym wybrzeżu. Przypuszcza się, że zsunięcie się okrętu na głębszą wodę nastąpiło po zerwaniu się kilku z tych lin. Trzeba bowiem pamiętać, że całe to zdarzenie miało miejsce na wybrzeżu Norwegii, gdzie odczuwalne jest nie tylko falowanie morza, ale również przypływy i odpływy. Dodatkowo okręt nie leżał na dnie, ale „położył” się na kilku (prawdopodobnie trzech) grzbietach skalnych. Cały czas więc mógł się zsunąć i dlatego holowniki musiały go dopychać do brzegu na początki całej operacji.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

 Zatopienie fregaty nie oznacza zakończenia akcji ratowniczej, ale jedynie zmianę charakteru prowadzonej operacji. Jej planowany przebieg nie jest jak na razie znany, ale przypuszcza się, że w pierwszej kolejności Norwegowie dalej będą stabilizowali okręt, który wciąż może zsunąć się jeszcze głębiej. W drugiej kolejności prawdopodobnie zostanie podjęta próba wydobycia z okrętu uzbrojenia rakietowego. Sprawa jest skomplikowana ponieważ fregata znajduje się nie tylko pod wodą, ale jest również silnie przechylona na prawą burtę (ponad 65º). Teoretycznie najłatwiej można zdjąć rakiety przeciwokrętowe NSM, które są zamontowane na górnym pokładzie w łatwych do demontażu i przenoszenia kontenerach.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

 Operacja ta bez problemu może zostać zrealizowana z pomocą nurków oraz niewielkiego kutra z dźwigiem, których kilka było już wykorzystywanych w tej akcji podczas cumowania fregaty do skał. Trudniej będzie wyciągnąć 32 rakiety przeciwlotnicze ESSM z ośmiokomorowej wyrzutni pionowego startu Mk41 znajdującej się na pokładzie dziobowym za armatą kalibru 76 mm. Ale i tego zadania podejmą się prawdopodobnie Norwegowie chcą maksymalnie zabezpieczyć okręt przed jego wyciągnięciem i transportem na powierzchnię. Nie wiadomo też czy zostanie opróżniony, wysunięty nad wodę maszt, na którym znajduje się m.in. sucha jeszcze głowica optoelektroniczna Vigy.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Dopiero, gdy uda się zabezpieczyć amunicję, paliwo i systemu uzbrojenia Norwegowie przystąpią do wydobycia okrętu. Odbędzie się to prawdopodobnie poprzez jego maksymalne uszczelnienie, wypompowanie wody i lekkie uniesienie z pomocą zewnętrznych pontonów balastowych (przymocowanych z boku do kadłuba po zatopieniu, a później osuszonych), by mógł on zostać ułożony na wpółzatapialnej barce.

Pomogą w tym już zrealizowane prace. Znany jest bowiem już stan uszkodzonego kadłuba zbadany przede wszystkim przez roboty podwodne z kamerami. Norwedzy uaktualnili również mapę dna morskiego w okolicy, wykorzystując do tego m.in. autonomiczny pojazd podwodny Hugin). Wiadomo więc z której strony można bezpiecznie podejść do zatopionej jednostki i gdzie trzeba realizować prace uszczelniające.

Zakłada się, że prace mogą trwać kilka tygodni. Ich postęp ma zależeć od wielu czynników: „w tym od bezpieczeństwa zaangażowanych pracowników, warunków pogodowych, stabilności okrętu oraz czynników środowiskowych”. W działaniach uczestniczy dodatkowo Administracja Wybrzeża oraz przedstawiciele gminy Øygarden, którzy są szczególnie zainteresowani sprawami ochrony środowiska.

Obecnie najważniejszym zadaniem norweskiej marynarki wojennej jest jednak ochrona zatopionej fregaty. Był to okręt powracający z zadania bojowego, a więc z pełnym zestawem uzbrojenia oraz kompletem sprzętu i dokumentacji niejawnej. Tymczasem kontrola tego, co znajduje się na pokładzie fregaty leżącej pod wodą jest bardzo trudna szczególnie w odniesieniu do zagrożenia ze strony płetwonurków. Dlatego Norwegowie nie tylko stworzyli pas zakazu wstępu na wodzie (1000 m) i na lądzie (500 m), ale również w powietrzu (do wysokości około 700 m) w tym dla bezzałogowych statków powietrznych.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 43
Reklama
-CB-
piątek, 16 listopada 2018, 22:48

@Rafal - ale Wojenno-Morskoj Fłot ma również inne duże okręty i cały plan remontów. To chyba nie było tak, że te dwa doki stały sobie latami puste radośnie na wodzie i czekały na Kuzniecowa? Obojętnie jak to się potoczy dalej, mają teraz przeogromny problem, a skutki mogą się przełożyć nawet na całą doktrynę wykorzystania MW.

Rafal
piątek, 16 listopada 2018, 16:43

@Davien przestan poraz kolejy glupoty wypisywac, Kuzniecow nie ma zadnych wielkich uszkodzen, zerknij drogi kolego na najnowsze zdjecia, zadej wielkiej dziury w burcie nie ma jak to pisales wczesniej oszuscie. Druga sprawa dok PD-50 owszem na dnie, ale jest PD-190 co prawda na drugim koncu swiata ale jest mozliwosc przecholowania go co juz robiono wczesnie. Takze daruj sobie pisanie bzdur.

123
piątek, 16 listopada 2018, 15:53

Na lawete i do Polski. Uratujemy sprzet.

ZorcaFive
piątek, 16 listopada 2018, 14:07

Czterech z pięciu nawigatorów na fregacie to były kobiety. Nieźle!

Rafal
piątek, 16 listopada 2018, 11:19

@n@ti Ta Maluch po zderzeniu z Tirem tez jest do wyremontowania.

n@ti
piątek, 16 listopada 2018, 07:13

@4chor. To jest nic w porównaniu do Kurska i innych zdarzeń na wschód. Jeśli osunięcie się Helge Ingstad po skałach nie spowodowało dodatkowych uszkodzeń to okręt jest do wyremontowania.

magazynier
piątek, 16 listopada 2018, 00:22

Ten okręt miał system Aegis szyty na miarę. To wersja o antenach dwa razy mniejszych i lżejszych od wersji D, stosowanej przez amerykanów. A jego uzbrojenie też jest adekwatne do wyporności. Mści się ochrona tylko mostka i stanowisk kontroli i dowodzenia. Idzie na to kilkadziesiąt ton kevlaru- 4 razy lżejszego od stali. A skutki jak widać.

Davien
piątek, 16 listopada 2018, 00:05

Panie chorazy, to co powiedziec o rozjechaniu na pustym torze wodnym w szerokiej ciesninie rosyjskiego okrętu zwiadowczego przez statek przewożący konie i nie wiekszy od swojej ofiary? No to dopiero kompromitacja WMF:))

4 chorąży
czwartek, 15 listopada 2018, 22:24

@Marcin Przyczyna jest prosta, ta katastrofa psuje wizerunek tak dzielnie i intensywnie promowanej broni "made in zachód". Pytanie jak z tym będą żyć lokalni członkowie "kółka wzajemnej adoracji". Zauważ, że info o ostatniej i kolejnej kraksie USA myśliwca też dość szybko zniknęła z "pierwszych stron gazet" itd., itd :) .

Dumi
czwartek, 15 listopada 2018, 20:12

Gdyby to miało miejsce w Polsce... Wiecie co opozycja by krzyczała z mównicy sejmowej i w zaprzyjaźnionych mediach???;) To teraz piszę ku przestrodze: DRODZY "ŁOPOZYCJONIŚCI" posłuchajcie jak po tej katastrofie reagują w Norwegii;) Nie robią szopek, tylko na chłodno i rzetelnie podchodzą do sprawy. U nas szukano by winnych. To mega ważny komentarz bo OBNAŻA ZAKŁAMANIE WIELU tzw. POLITYKÓW I MEDIÓW.... Sami przyznajcie.

mati
czwartek, 15 listopada 2018, 19:07

jeśli norwegowie spiszą go na straty to może nasz MON by go jakoś wyciągnął i wyremontował i mielibyśmy nową fregatę :P

Davien
czwartek, 15 listopada 2018, 18:31

Panie Marcin, w Rosji zatonał jedyny dok pływający o takich parametrach i do tego poważnie uszkodzony został jedyny rosyjski lotniskowiec więc juz daruj sobie. O katastrofie norweskiej fregaty piszą wszędzie ale jak zwykle ci sie nie chciało sprawdzić.

bender
czwartek, 15 listopada 2018, 17:57

@Marcin: mylisz sie. Jest cala masa publikacji rowniez w mediach ogolnopolskich, lacznie z filmikami z dronow i zdjeciami wysokiej rozdzielczosci. Natomiast przy wypadku Kuzniecowa zdjec bylo tyle co kot naplakal.

Bardzo Jasnowłosa
czwartek, 15 listopada 2018, 17:02

@NAVY Pański przykład naszej MW z dwudziestolecia międzywojennego jest bardzo dobry, świetny wręcz! Bo jakże bardzo pomogły nam się obronić w 1939 roku: Błyskawica, Grom, Wicher, Burza, Orzeł, Sęp + trzy pozostałe 8-10 letnie OP, 6 kilkuletnich trałowców, stawiacz min... Ile myśliwców mielibyśmy za wydaną na to fortunę? Ile dział ppanc i plot? Jak bardzo tym nakładem środków można było rozwinąć łączność? Warto w planowaniu wykorzystywać bolesne doświadczenia natury ogólnej

wuwuzela
czwartek, 15 listopada 2018, 16:44

@witte - świetna odpowiedź dla @Stary Grzyb. Tak się kończy "dużo automatyki mała załoga", kiedy ta mała załoga ma zły podział zadań, a personel nie ma kompetencji. W zachodnich marynarkach marynarzami czy kapitanami nazywają się majtkowie którzy nie tylko nie wiedzą JAK posłużyć się sekstansem, ale nawet nie potrafią go rozpoznać... życie to nie jest gra komputerowa, i tak się kończy jak widać. @Andrzej litości, kolizji z takim tankowcem nie przetrwałoby nic, poza solidnie opancerzonymi ciężkimi krążownikami (i pancernikami) z ery IIWW. Problemem jest, że wlokący się 6w. tankowiec "zrobył hyc" a załoga fregaty wogóle dopuściła do kolizji. To niespotykany poziom niekompetencji.

Marcin
czwartek, 15 listopada 2018, 15:48

Jakoś mało publikacji, dziwne że jak spadł dżwig na rosyjski lotniskowiec to każda gazeta i stacja TV trąbiła przez tydzień a tu cisza? nie ma jakoś komentarzy o poziomie wyszkolenia załogi fregaty, nieudolnej akcji ratowniczej no i kompletnej porażki próby uratowania okrętu. O ewentualności skażenia środowiska przez paliwo fregaty i zbiornikowca który staranowała fregata nie wspomnę. To ilustruje jak manipulowane są media, przykre.

Buzdygan
czwartek, 15 listopada 2018, 15:36

@Stary Grzyb Zgadzam się co możliwej kompromitacji MarWoja norweskiego, ale już sam fakt zatopienia fregaty przez 100 tyś tankowiec nic, a nic mnie nie dziwi i dziwię się wielu wypowiedziom, że przecież jak to możliwe. To gigantyczna masa, która uderza w dużo mniejszą jednostkę i to w najbardziej dla niej (tej jednostki) fatalnym miejscu (rufa to napęd, to sterowanie to zawsze kłopoty, w przypadku amerykańskich niszczycieli zderzenia na wysokości przedniej nadbudówki). Jest bez liku przykładów na zatopienie jednostek podobnej wielkości co ta fregata (krążowniki lekkie, duże niszczyciele) znacznie lepiej opancerzonych, przez dużo większe okręty, statki w historii i nie ma w tym naprawdę nic nadzwyczajnego. Ta fregata - szczerze - nie miała najmniejszych szans w takich okolicznościach (mam tu na myśli jej odporność na taką kolizję) i w sumie mieli jednak sporo szczęścia, że bez strat w ludziach, a sam okręt udało się przy brzegu osadzić. To, że zatonął było jednak jak najbardziej do przewidzenia. Rozerwana burta na kilkanaście metrów... od tego się tonie. Nawet jakiś grubszy pancerz niczego by tutaj nie zmienił. Z tankowcem o wyporności 100 BRT się nie wygrywa.

Gts
czwartek, 15 listopada 2018, 15:07

Panie Stary Grzyb, chyba ma pan racje o tym pokoleniu smartfonia i innych ulatwiaczy. Ludzie na gpsach wpadaja autami do rzek, a i u nas procedeury czasm wazniejsze od zdrowego rozsadku. Rozumiem ze procedury sa wazne jesli sa napisane dobrze, ale czasem zeby przezyc nalezaloby te bardziej nie przystajace do rzeczywistosci zignorowac. W nowoczensych panstwach zawodzi szkoelenie, kaze sie ludziom na przyrzadach polegac nawet jesli widzi wlasnymi oczami ze wali prosto w skaly.

Jerzy
czwartek, 15 listopada 2018, 13:45

może zostawcie jako atrakcję dla rosyjskich nurków - popatrzą, parę fotek zrobią, coś wezmą na pamiątkę...

hym108
czwartek, 15 listopada 2018, 13:42

Pewnie jak Concordia we Wloszech. Niefrasobliwosc kapitana. Ciekawe czy ma wyzuty sumienia..

Andrzej
czwartek, 15 listopada 2018, 11:46

To pokazuje tylko jak delikatne i "zabawkowe" są współczesne okręty.

Stary Grzyb
czwartek, 15 listopada 2018, 10:36

Do "Marek". To, o czym słusznie piszesz, to inny wątek - okręt za mały (za krótki, za wąski) do systemu AEGIS i przez to "top-heavy". Mnie chodzi o dwie inne sprawy - po pierwsze, jak dopuszczono do tego, że nowoczesny, wysokomanewrowy okręt został w dobrych warunkach pogodowych uderzony przez olbrzymią, oświetloną, ledwie się wlokącą krypę, a po drugie, co jest z konstrukcją tego (i innych nowoczesnych okrętów), że toto zdaje się nawet grodzi podłużnej i separacji siłowni nie mieć? Prawdę mówiąc sądzę, że zawiniło politpoprawne pokolenie ofiar srajtfonów i "sztucznej inteligencji", dla którego którego ani zdrowy rozsądek, ani fizyczna rzeczywistość nie istnieją, więc, między innymi, dali na autopilota zamiast wyjrzeć przez okno. Podobnie, jak z "samochodami autonomicznymi", które "widząc" niebo i chmurki namalowane na plandece ciężarówki nie widzą samej ciężarówki, i śmiało w nią walą. To także brak wychowania, od kołyski, i wyszkolenia do kierowania się oczywistą kiedyś zasadą, że akcja bezpośrednia zawsze bije na głowę bzdurny formalizm, i że w razie najmniejszych wątpliwości zawsze należy najpierw bić, a potem sprawdzać, kto leży (w tym przypadku - najpierw robić unik, a potem prowadzić konwersacje radiowe i wyjaśniać, o co chodziło). Tak na marginesie - choć to zupełnie inna kategoria wagowa, to nowa generacja amerykańskich lotniskowców jest fizycznie, ciężko opancerzona, bo na razie nic lepszego nie wymyślono (vide amerykańskie pancerniki klasy "Iowa", które póki były w służbie, póty były całkowicie niewrażliwe na współczesne pociski przeciwokrętowe, specjalizowane do niszczenia lekkich struktur przestrzennych i całkowicie bezradne wobec grubego pancerza). Pozdrawiam.

dim
czwartek, 15 listopada 2018, 06:52

@lot - powolutku manewrujący tankowiec, przy tym przy pomocy holownika. Bandera maltańska, armator grecki. Co taki może zrobić "niespodziewanie" ? Na ile zaobserwowałem morskie typowe praktyki załogowe, taki kapitan "ma po prostu pecha" obawia się teraz, czy nie zostanie np. pracownikiem fizycznym, w jakimś supermarkecie. Gdyż u greckich armatorów za WSZYSTKO związane ze statkiem odpowiada kapitan. Przy tym uznają teorię pecha konkretnych ludzi. A niechby taki duży tanker zanieczyścił przy okazji środowisko ? - armator zrujnowany, samobójstwo mile widziane, jak [...] tu w Grecji, rok temu. xxxxxxxxxxxxx A propo's katastrofy eko - czy wiecie Państwo czemu niewielki wyciek ropy rok temu, wewnątrz zatoki Elefsis (tego niemal zamkniętego akwenu, pomiędzy lądem, a Salaminą), zanieczyścił nagle plaże całej Attyki ? Zawiniły wladze... gdyż zaraz po tym wycieku, władze zechciały zademonstrować, że działają. I zaczęto w każdym porcie kontrolować wszystkie małe tankowce kabotażowe, czy może oni także przewożą nielegalny towar w zbiornikach balastowych ?(przestrzeniach międzyburtowych i przy dnie). A przecież wiadomo, że przewożą... - więc wszyscy naraz kapitanowie na tych starych, małych kapciach, zaczęli nagle opróżniać i płukać swe zbiorniki, jasne, że nocą, no pech, że na wprost plaż luksusowych dzielnic Aten... Zresztą pewnie i celowo, gdyż właśnie tam plaże wiadomo było, że muszą zostać pięknie wyszorowane, dno też oczyszczone i to ekspresowo - i tak oczywiście stało się. Było to trochę roboty...

NAVY
czwartek, 15 listopada 2018, 05:33

Ta sytuacja pokazuje nam,że posiadanie małej ilości okrętów danego typu powoduje to,iż w razie sytuacji awaryjnej [nie wojennej] tracimy istotną część komponentu uderzeniowego ! A należy doliczyć okresowe przeglądy,modernizacje itd.więc z 5-ciu fregat już mają 4 sztuki z tego pewnie tylko 3 są w służbie operacyjnej uwzględniając powyższe . W naszym przypadku byłoby ,to 50% składu sił...jeśli chodzi o duże okręty. Ale my tym jako jedyny kraj na świecie się nie przejmujemy i nigdy [poza dwudziestoleciem międzywojnia] nie przejmowaliśmy ...

baca
czwartek, 15 listopada 2018, 04:04

Położył się- fajnie ale jak mógł Putin tak zmasakrować GPS...?Norwegowie oślepieni przez zakłócenia , my z synem też jak jechaliśmy A2! Ale wyciągłem starą poplamioną od coli mape papierową,do tego mój zegarek.I tak kompas na skórzanym pasku I o dziwo -patrze a my u celu Berlin ? Brawo MY! No ale ZHP - zaliczone???

weda
czwartek, 15 listopada 2018, 01:40

miej kikanascie nowoczesnyych radarow, zdezrz sie ze statkiem transportowym......profesionalizm pelna geba.

Courre de Moll
czwartek, 15 listopada 2018, 00:24

@lot: O dokładnie każdym wypadku można powiedzieć, że "prawdziwych przyczyn nigdy nie poznamy" i przy tym zasugerować powody dowolnie absurdalne. Skąd my to znamy.

PRAWDA CZY FAŁSZ
środa, 14 listopada 2018, 23:54

przerost ego ...te okręciki to jak dzisiejsze samochody full wypas ...pod warunkiem że działają systemy komputerowe ..czemu nie było obserwatora na gnieździe bo gniazda nie było bo to anachronizm czemu nie było wachty składającej się z ludzi bo zaufali komputerom ...i ten kadłub gdyby dostali się pod ostrzał somalijskich piratów strzelających z km 12,7mm a nawet czasami z rgpanc 7 uu toto zostałoby w stanie nieczynnym a kto wie może zaczęłoby tonąć ...ot "norweska reklamówka " ...ale cóż nasze okręty to nawet ..nie są okrętami ...

witte
środa, 14 listopada 2018, 23:04

Jazda na przyrządach, wiara w ARPA na minimalnym dystansie, brak nawyku obserwacji optycznej (wystarczyłby zwykły namiernik aby wiedzieć że dojdzie do zderzenia), pośpiech, zmiana wachty, brak decyzyjności oficera wachtowego. Te wszystkie czynniki mogły mieć wpływ na zdarzenie. Być może też brawura przecież zapewne wystarczyłoby podać dwie komendy STOP, Cała Wstecz, aby uniknąć kontaktu z superszybkim tankowcem

Marek
środa, 14 listopada 2018, 23:04

@Stary Grzyb Tak to się kończy, jak się chce mieć za dużo na zbyt małym okręcie. To co nad dachem zaczyna za dużo ważyć. Teoretycznie ma być dobrze, ale praktyka weryfikuje założenia projektantów. 1 - Przegięte pod względem wyważenia niszczyciele od japońskich braci. 2 - Hitlerowskie niszczyciele z tego samego okresu. 3 - Wreszcie fińskie pancerniki obrony wybrzeża. Czyli coś, co choć było teoretycznie groźne, miało mniej sensu od porządnego niszczyciela. O lekkich krążownikach już nie wspominając.

lot
środa, 14 listopada 2018, 22:35

myślę że nie podano prawdziwych powodów wypadku. Tych nigdy nie poznamy .Czyżby celowe staranowanie, przez okręt sąsiedzkiego kraju???.................

magazynier
środa, 14 listopada 2018, 22:35

To chyba człowiek zawinił. Sternik i obsada mostka nie ćwiczyli na symulatorze omijania tankowca w fiordzie. A sami nic nie potrafili wymyślić. Widać, że oszczędza się na konstrukcji grodzi, by nie zabrakło na elektronikę ;).

ccc
środa, 14 listopada 2018, 20:42

wiadomo czy zatonął razem ze śmigłowcem?

ale jaja
środa, 14 listopada 2018, 20:27

auta zrobili z plastyku a blacha została, to z niej robią nowe okręty może lepiej blachę by wykorzystali na puszki do sardynek ? a okręty znowu zaczęli robić z porządnej stali.

aegopj
środa, 14 listopada 2018, 20:15

Rosjanie umieją pić i dlatego u nich nie ma wypadków a norwegowie po dwa redsy malinowe i zatopili okręt.

Niuniu
środa, 14 listopada 2018, 20:00

Przecież zaczęła się już akcja "informacyjna", że Rosja zakłuciła działanie gps na północy Euuropy w trakcie ostatnich ćwiczeń z których własnie wracała ta fregata. Oczywiściepłynęła wg tego sfałszowanego gps-u i dlatego wpadła tam gdzie wpadła. Nasz, Natowski i USA sprzęt jest najlepszy na świecie ale niestety zawodzi w obliczu niehonorowego, zdradzieckiego działania Rosji.

Kokos
środa, 14 listopada 2018, 19:41

Zaoszczędzili na wyporności to teraz mają. Ten okręt jest zbyt mały na Ageis.

WARS
środa, 14 listopada 2018, 19:38

a jeszcze dwa dni temu jakze byli wychwalani tez tutaj za "profesjonalizm"...i jakos mu sie zatonelo

Pirat
środa, 14 listopada 2018, 19:38

Smutne. Nauczka dla innych.

Viking
środa, 14 listopada 2018, 19:21

Nie napisano najważniejszego, po początkowych deklaracjach że załoga trafi na wody jak najszybciej zmieniono zamiar i cała załoga musi być ponownie certyfikowana przez kontrwywiad więc sprawa nie jest takim znowu prostym zaniedbaniem na mostku najwyrazniej

xyz
środa, 14 listopada 2018, 19:18

Przeciągnać po dnie morza do Gdyni. Bedzie drugi nowoczesny okręt po Ślązaku. Z nowoczesnymi okrętami podwodnymi Koben bedą budzić respekt i zazdrość w innych państwach.

Dmdjdjjd
środa, 14 listopada 2018, 18:43

Dużo bardziej uszkodzone okręty wydobywano z dna w przeszłości

Stary Grzyb
środa, 14 listopada 2018, 18:03

No cóż, niedawno "Norwegowie pokazywali, jak się ratuje okręty" - wynik widzimy. Faktyczny problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. Podstawowe pytanie brzmi "Jak to możliwe, że bardzo nowoczesna fregata, wracająca z zadania bojowego - a więc w pełni wyposażona i z kompletną załogą, przy dobrej pogodzie i wobec braku jakiegokolwiek zagrożenia - dała się trafić nie pociskiem artyleryjskim, rakietą przeciwokrętową czy torpedą, a nawet nie szybką łodzią wypełnioną materiałami wybuchowymi, ale mającym 100 tys. ton wyporności, oświetlonym i wlokącym się z prędkością 6 węzłów zbiornikowcem?" O ile nie mamy do czynienia z jakąś siłą wyższą - powiedzmy magią, albo nowego typu atakiem elektronicznym całkowicie paraliżującym okręt - to zdarzenie to całkowicie kompromituje norweską marynarkę (bardziej, niż amerykańską Flotę Pacyfiku kompromitują 2 niedawne przypadki trafienia niszczycieli rakietowych przez statki handlowe, bo te niszczyciele przynajmniej nie zatonęły). Pytanie uzupełniające brzmi "Co jest z odpornością nowoczesnych okrętów na uszkodzenia, skoro rozdarcie jednej burty wyłącza siłownię także po drugiej burcie, czyniąc okręt całkowicie bezwładnym?" Ktoś może potrafiłby się dorzecznie odnieść do tych pytań?

Tweets Defence24