Niemcy „uspokoją” Rosję kosztem Ukrainy. W co gra Berlin?

26 kwietnia 2015, 15:56
spotkanie w Berlinie
Fot. MFA of Ukraine / Twitter ‏@MFA_Ukraine

Do mediów wyciekł list niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera, skierowanego jeszcze 2 kwietnia do szefa Komisji Europejskiej Jeana Claude'a Junckera. Wzywa on w nim do wznowienia rozmów w formacie trójstronnym pomiędzy UE, Ukrainą i Rosją w celu identyfikacji „praktycznych rozwiązań”. Jednak tym, co zwraca szczególną uwagę, jest fakt, iż Steinmeier ponagla Unię do jak najszybszego „uspokojenia rosyjskich obaw”, związanych z implementacją porozumienia o wolnym handlu z Ukrainą i „wykorzystania wyrozumiałej elastyczności”, którą ono oferuje. 

Dokładnie chodzi tu o Umowę o pogłębionej i kompleksowej strefie wolnego handlu (Deep and Comprehensive Free Trade Agreement, DCFTA). Unia Europejska i Ukraina parafowały ją 19 lipca 2012 roku. Stanowi ona jednocześnie fundament zarówno politycznej części umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina z 21 marca 2014 r., jak i jej części gospodarczej z 27 czerwca 2014 r. Wskutek wcześniejszych protestów Kremla, jej wprowadzenie zostało przesunięte na 1 stycznia 2016 r. Oficjalne stanowisko Władimira Putina jest takie, iż będzie miała ona negatywny wpływ na rosyjską gospodarkę. 

Ogólnie rzecz biorąc Kreml już dawno uruchomił narrację, w której Zachód nieustannie prowadzi ofensywę przeciwko miłującej pokój i demokrację Rosji, zarówno poprzez Sojusz Północnoatlantycki, jak i przez Unię Europejską. Rosja jako oblężona twierdza i jej władze, bohatersko zmagające się z zachodnimi sankcjami, prowokacjami i oszczerczą propagandą. Owa narracja ukierunkowana jest przede wszystkim na ideologiczne cementowanie rosyjskiego społeczeństwa wokół swojego prezydenta. Narzędziami wykorzystywanymi w tym cel są przede wszystkim: zarządzenie emocjami poprzez przekaz medialny, utrzymywanie poczucia zagrożenia oraz wzmacnianie fałszywego, wypaczonego „wielkorosyjskiego” patriotyzmu, pozbawionego jakichkolwiek przesłanek logicznych i propagandowo przemilczanych związków przyczynowo-skutkowych. 

Efektem tego jest nieustanne określanie Partnerstwa Wschodniego jako „geopolitycznej ofensywy”, której nastawienie jest przede wszystkim „antyrosyjskie”. Rosyjski MSZ zapowiedział też ostatnio, że Moskwa będzie uważnie obserwować przebieg Szczytu PW w Rydze w dniach 21-22 maja br., a jej reakcja na ewentualne plany jego rozwoju będzie „dość ostra i pryncypialna”. Nikt jednak raczej się nie spodziewał, iż stanowisko i „geopolityczna wizja” Władimira Putina dla Europy Wschodniej będą miały tak duży wpływ na postawę Niemiec. Steinmeier napisał we wspomnianym liście: „gospodarcza stabilność Ukrainy nie może zostać osiągnięta bez udziału Rosji” oraz wezwał do „pragmatycznego, opartego na interesach podejścia, pozbawionego uprzedzeń”. 

To jednak nie wszystko. W ostatnich dniach pojawiają się informacje, iż francuscy i niemieccy dyplomaci dokonują zmian we wcześniej przygotowanych dokumentach dla Szczytu Ukraina-Unia Europejska, który ma odbyć się 27 kwietnia w Kijowie. Według mediów, poprawki te są na tyle znaczące, iż zmieniany jest sens wcześniejszych zapowiedzi. Nieustannie prowadzone są również negocjacje pomiędzy politykami europejskim, celem których jest „znalezienie kompromisu”. Wszystko wskazuje więc na to, że prośba szefa niemieckiego MSZ zostanie zrealizowana z nawiązką. Do tego dochodzi wypowiedź przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, który stwierdził wprost, iż nie będzie żadnego wsparcia militarnego dla Ukrainy, a receptą na rozwiązanie konfliktu pozostaje dyplomacja. Niemiecka strategia realizowana będzie więc na poziomie całej UE. 

Aneksja Krymu i wydarzenia w Donbasie skutecznie zdjęły z agendy jakiekolwiek rozmowy o przyjęciu Ukrainy do NATO, a zarazem oddaliły średniookresowe szanse na akcesję Ukrainy do struktur Unii Europejskiej. Wraz z oficjalnymi i nieoficjalnymi działaniami Rosji w Europie, ukierunkowanych na wsparcie tzw. „partii eurosceptycznych” i rozbijanie politycznej jedności państw członkowskich, neutralizowane jest również wola realizacji „mniej ambitnych” planów wobec Ukrainy. Do nich zaliczyć można właśnie realizację umowy o wolnym handlu czy wprowadzenie ruchu bezwizowego dla Ukraińców. Trudno oceniać to inaczej, niż sukces polityki zagranicznej Moskwy i realizację celów strategicznych, jakie stawiał przed sobą Władimir Putin, naruszając granice i suwerenność Ukrainy. A to nie jest koniec – możliwości destabilizacji przez Kreml Ukrainy, EU, całego regionu Europy Centralnej, a nawet NATO czy sytuacji w skali globalnej pozostają wciąż ogromne. Niestety także z powodu podejścia RFN. 

Każda formuła dyplomatyczna czy strategia ma swoje limity i ograniczenia. Prędzej czy później albo się wyczerpuje albo zaczyna przynosić skutki odwrotne do zamierzonych. Podejście Berlina, mimo deklarowanego oficjalnie daleko idącego wsparcia dla państwa ukraińskiego, charakteryzuje się bardzo „elastycznym” podejściem do rosyjskich „interesów”. Coraz częściej pojawiają się komentarze, że zaczyna to przypominać koncepcję „pokoju za wszelką cenę” Neville’a Chamberlaina. Jeżeli w tak trudnym momencie dla Kijowa Bruksela, pod presją Berlina, po raz kolejny odłoży w czasie jakiekolwiek jednoznaczne deklaracje, ukraińskie władze postawione zostaną w szalenie trudnej sytuacji. 

Ukraińcy potrzebują konkretnej zapowiedzi – że jest perspektywa członkostwa, nie chodzi o datę, ale  przede wszystkim o formalne stwierdzenie, że jest to po prostu możliwe, że jest do tego wola w Europie. Obecnie Niemcy chcą „uwzględniać rosyjskie interesy” już na etapie funkcjonowania samego Partnerstwa Wschodniego czy realizacji umowy o wolnym handlu z Ukrainą. Wydźwięk tego jest jasny, choć w ramach poprawności politycznej nie jest to szerzej komentowane. To, że wykorzysta to rosyjska propaganda, jest więcej niż pewne. Jeżeli oba zbliżające się szczyty zakończą się mglistymi deklaracjami, z pewnością zaktywizują się na Ukrainie radykaliści czy krytycy rządu i prezydenta, a przekaz, który zostanie uruchomiony, będzie skupiał się wokół przesłania: „Europa nas nie chce”. Ewentualnie wokół „paktu Ribbentrop-Mołotow XXI wieku”. To z kolei będzie wspierane przez Kreml jako praktyczna kontynuacja tego, o co chodziło od samego początku – destabilizacja wewnętrzna, ograniczenie Kijowa na arenie międzynarodowej, zmierzające do zachowania swojej strefy wpływów w regionie, a ostatecznie trwałego zablokowanie ukraińskiej drogi na Zachód. 

Defence24
Defence24
Reklama
Tweets Defence24