Niemcy: Szpicy NATO brakuje czołgów... i namiotów

21 lutego 2018, 17:32
Bundeswehra
Foto: Jana Neumann / Bundeswehr / Facebook
Defence24
Defence24

DOTYCZY:


Pojawiają się kolejne niepokojące wieści nt. stanu sprzętowego niemieckiej armii. W RFN brakuje już nie tylko sprawnych czołgów czy śmigłowców, ale także zimowych ubrań i namiotów. Niepokojące dane ujawnił dziennik „Rhenische Post”, opierając się na ostatnim raporcie niemieckiego resortu obrony.

Braki odczuwają w chwili obecnej nawet jednostki przeznaczone do działania w ramach sił szybkiego reagowania NATO (tzw. Very High Readiness Joint Task Force). Dla przykładu w latach 2018-2020 potrzebnych jest im 10 tys. wojskowych namiotów. Dziś dostępnych jest jednak tylko około 2,5 tys., w tym nie wszystkie nadające się do użytku. To dopiero szczyt prawdziwej góry lodowej ponieważ braki dotyczą także stanu odzieży zimowej czy kamizelek kuloodpornych. Prognozy na poprawę obecnego stanu nie napawają optymizmem. Braki sprzętowe mają utrzymać się co najmniej do 2021 roku.

Sprawa została natychmiastowo skomentowana przez kierownictwo niemieckiego ministerstwa obrony. Rzecznik resortu Jens Folsdorff przekazał mediom, że na początku 2018 roku Bundeswehra znajduje się w okresie przygotowawczym przed przejęciem dowództwa nad siłami szybkiego reagowania Sojuszu i oddania do jego dyspozycji nawet do 10 tys. żołnierzy. Proces ma zostać zakończony pod koniec tego roku. Jego efektem będzie analiza obecnego stanu wojsk lądowych i uzupełnienie braków w ich wyposażeniu. Zaznaczył także, aby na podstawie jednego raportu nie wyciągać wniosków o stanie całej Bundeswehry. Jest to jednak jeden z wielu sygnałów świadczących o problemach niemieckiej armii.

Wcześniej pojawiły się informacje o niskim stanie gotowości 9 Brygady Pancernej Bundeswehry, która ma wystawiać główną część kontyngentu do działań. "Die Welt" podawał, że z 44 czołgów Leopard 2 (pełen stan jednego batalionu) dostępnych jest zaledwie czternaście, a z czternastu BWP Marder - zaledwie trzy. Warto przypomnieć, że również w trakcie pierwszej rotacji tymczasowego zestawu sił natychmiastowego reagowania (tzw. szpicy NATO - VJTF) w 2015 roku sprzęt zbierano z innych jednostek. 

Niemiecki resort obrony zapewnia, że braki zostaną uzupełnione a Berlin będzie w stanie wykonać zobowiązania sojusznicze. W praktyce jednak prawdopodobnie będzie to oznaczało  - obok interwencyjnych zakupów wyposażenia - zabranie sprzętu z innych jednostek i przekazanie ich siłom wydzielonym. Co za tym idzie, o ile Niemcy będą w stanie wystawić grupę bojową bardzo wysokiej gotowości do "szpicy", czy grupę batalionową na Litwie, to w pozostałych jednostkach armii poziom gotowości bojowej może jeszcze się obniżyć. A to ma swoje następstwa, również jeżeli chodzi o proces szkoleń, mogłoby też bardzo utrudnić wprowadzenie do operacji sił głównych w konflikcie na dużą skalę (jeśli Siły Odpowiedzi NATO i jednostki najwyższej gotowości okażą się niewystarczające).

Po prasowych publikacjach nt. kondycji niemieckiej armii zawrzało w Bundestagu. Usunięcia zaniedbań domagają się parlamentarni eksperci zarówno CDU jak i SPD. Najgłośniejsza krytyka pojawiła się ze strony przedstawicieli Wolnej Partii Demokratycznej (FDP). Zajmująca się u liberałów sprawami obrony Marie-Agnes Strack-Zimmermann, mówiła wprost o „skandalu wobec żołnierzy” i „haniebnym postępowaniu z sojusznikami z NATO”. Ponadto zapowiedziała wystąpienie przez FDP z wnioskiem o powołanie specjalnej podkomisji mającej zająć się poprawą fatalnego stanu armii.

Artykuł „Rhenische Post” to nie pierwsze niepokojące informacje nt. sytuacji w niemieckim wojsku. Od 2014 roku media, m.in. Tagesschau.de i Suddeutsche Zeitung alarmowały o złym stanie sprzętu lotniczego. Wg. doniesień medialnych do służby operacyjnej gotowych było tylko około 40 proc. maszyn Luftwaffe. Z kolei w listopadzie ub. r. przekazywano, iż większość z czołgów Leopard 2 ma być niesprawna (z ok. 240 wozów jedynie ok. 100 jest w pełni gotowych do działań), a wprowadzenie modyfikacji do bojowych wozów piechoty Puma nadal się przedłuża.

Szerokim echem odbiła się także ostatnia wypowiedź pełnomocnika Bundestagu ds. obronności Hansa-Petera Bartelsa. Odradzał on niemieckiej flocie wojennej udziału  w międzynarodowych misjach ze względu na brak sprawnych okrętów. W przyszłym roku Niemcy odgrywać będą kluczową rolę w tzw. szpicy NATO.  Jest to komponent Sił Odpowiedzi NATO utworzony w reakcji na rosyjskie działania na Krymie, decyzją szczytu w Walii w 2014 roku. 

Pojawiające się stale nowe informacje nt. złego stanu niemieckiej armii nie napawają optymizmem. Niemcom nie uda się w najbliższym czasie podnieść swoich nakładów na obronność do 2 proc. PKB, nie tyle ze względu na zły stan gospodarki czy finansów publicznych, co brak woli politycznej. Wymóg stawiany przez NATO w znaczący sposób kłóci się z ambicjami pozostania kluczowym członkiem Sojuszu. Warto dodać, że problemy ze sprawnością sprzętu wynikają w znacznej mierze właśnie z oszczędności finansowych. Nawet bowiem jeżeli do Bundeswehry wprowadzano lub nadal wdraża się nowoczesny sprzęt, to tamtejszy resort obrony do niedawna zmuszany był ciąć wydatki na części zamienne i wsparcie eksploatacji sprzętu. Z kolei proces odtwarzania potencjału przebiega bardzo powoli, na co mają wpływ również czynniki polityczne i brak woli do zdecydowanych działań wśród przedstawicieli najwyższych władz.

Piotr Mazur, współpraca Jakub Palowski

Defence24
Defence24
Reklama
Tweets Defence24