NASZA ANALIZA: 14 lat w NATO, czyli polski roller coaster

14 marca 2013, 13:57
nato
(fot.todayzam.com)

14 lat temu Polska została członkiem NATO. W dziejach Paktu Północnoatlantyckiego to cała epoka. Jak zachodzące zmiany wpłynęły na naszą pozycję w największym militarnym sojuszu na świecie?



14 lat temu Sojusz Północnoatlantycki przyjął do swojego grona niedawnych sowieckich satelitów z Europy Środkowej w tym największego z nich- Polskę. Wkrótce w ramach Paktu zaczęła funkcjonować również część dawnego Sojuzu (kraje bałtyckie) oraz Bułgaria i Rumunia. Państwa te wiążą się z cenzurą „zimnowojennego NATO” są one bowiem ostatnim sukcesem realizowanej przez administrację Busha koncepcji „pomostu czarnomorskiego”, który miał włączyć w obręb euroatlantyckiego świata nie tylko Bukareszt i Sofię, ale i inne kraje położone nad Morzem Czarnym. Plany te rozmiękczyła najpierw amerykańska wojna z terroryzmem, a później szczyt w Bukareszcie. Choć potwierdził on, że podążająca na Zachód Gruzja stanie się kiedyś częścią NATO, to jednak de facto pogrzebał jej aspiracje. Wojna rosyjsko- gruzińska, która wkrótce wybuchła domknęła jedynie symboliczną klamrą okres, który dla Sojuszu Północnoatlantyckiego rozpoczął się wraz z rozpadem Związku Sowieckiego.


Nasza analiza: 49 Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa- subiektywny katalog najważniejszych trendów w globalnym bezpieczeństwie


Decyzje polityczne są oczywiście pochodną sytuacji, ta zaś zaczęła się dynamicznie zmieniać po ataku na World Trade Centre. Stany Zjednoczone nadwyrężyły swoją potęgę podczas wojen ekspedycyjnych, Rosja zakończyła proces konsolidacji po okresie chaosu lat 90tych, coraz większego znaczenia nabierała Azja. W powszechnej opinii NATO słabło- z powodu kłopotów Waszyngtonu, zmniejszających się dysproporcji gospodarczych, technologicznych i wojskowych pomiędzy Zachodem a krajami rozwijającymi się, w końcu dzięki kryzysowi światowemu, który sparaliżował jądro Europy. Pół dekady temu wydarzenia te zaowocowały modą na „zmierzch Zachodu” (renesans Spenglera) i „koniec świata euroatlantyckiego”. Zaowocowały nie tylko publicystyką, to właśnie wtedy oś Paryż- Berlin- Moskwa podjęła krótkotrwałą próbę zbudowania na starym kontynencie nowego systemu bezpieczeństwa (konferencja w Deauville), sporo mówiło się o konieczności związania Rosji z Unią Europejską (oś od Lizbony po Władywostok) natomiast Stany Zjednoczone rozpoczęły proces przeorientowania swojej wojskowej optyki z atlantyckiej na pacyficzną.


Zobacz również: Co dalej z Tarczą? Amerykanie mają wątpliwości (ale naciskają na Polskę)


Sojusz Północnoatlantycki nie pozostał obojętny na wymienione powyżej decyzje polityczne i ich geopolityczne tło. Kolejne szczyty obnażyły przed światem skalę europejskiej demilitaryzacji. Jak inaczej bowiem rozumieć powszechnie zachwalane „smart defence” przy jednoczesnych lamentach nad hasłem „2% PKB na obronność”? W trakcie operacji w Libii okazało się, że Sojuszu stanął przed problemem konieczności prowadzenia operacji wojskowej bez amerykańskiego przywództwa i -co być może istotniejsze- sprzętu. Obraz jaki wyłonił się w efekcie tego wszystkiego nie był bynajmniej „świtem Odysei”, ale raczej jej zmierzchem. Ten proces zaczął się już wcześniej- Francja i Wielka Brytania, „najpotężniejsze” militarnie państwa starego kontynentu zaczęły łączyć swój podupadający potencjał wojskowy formalnie 2 listopada 2010 roku (zawarto brytyjsko- francuski traktat obronny). Te negatywne trendy uzupełniał również inny nie mniej istotny dla Polski fakt- NATO od czasu szczytu lizbońskiego stawało się coraz bardziej ugodowe w stosunku do Rosji (również z powodu tzw. resetu Obamy). Mało tego sojusz w coraz większym stopniu skupiał się na walce z terroryzmem i wydawał się zatracać swoje pierwotne znaczenie tj. sojuszu obronnego- obronnego w sensie zagrożenia konwencjonalnego.


Przeczytaj także: Wiceszef rosyjskiej dyplomacji: Rosję niepokoi rozwój infrastruktury NATO w Polsce, będziemy reagować za pomocą politycznych i militarnych środków


A jak sytuacja wygląda dziś? Nieco mniej pesymistycznie. Kryzys Eurolandu dotychczas opartego na francusko- niemieckim duumwiracie, wzmocnie się Merkel, upadek Sarkozy'ego i powrót Putina prawdopodobnie zakończył na jakiś czas dobrą koniunkturę dla budowy alternatywnego dla Sojuszu Północnoatlantyckiego systemu bezpieczeństwa w Europie. Nowy francuski prezydent wykazuje wielkie zainteresowanie partnerstwem z Polską i stara się w oparciu o nią podnosić kwestię Wspólnej Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, co może stanowić ciekawe uzupełnienie NATO. Uzupełnienie a nie zagrożenie jak w przypadku Deauville... Ostra, niemal zimnowojenna retoryka nowego- starego rosyjskiego prezydenta, połączona z nakręcaniem spirali zbrojeń zmienia nastawienie Paktu do Rosji. Druga kadencja Obamy połączona z wymianą sekretarza stanu wydaje się ostatecznie spisywać na straty słynny „reset”. Kryzys w Syrii podkreślił natomiast znacząco rolę obronną NATO, o czym świadczą ostro oprotestowane przez Moskwę Patrioty w Turcji. Warto także na koniec dodać, że Stany Zjednoczone nieco wzmocniły swoją dynamikę po apogeum kryzysu gospodarczego i mimo przesunięcia strategicznych priorytetów uczyniły pewne gesty w kierunku Europy (postulat strefy wolnego handlu USA-UE), co rodzi pewne nadzieje co do przyszłości Zachodu jako wspólnoty politycznej i wspólnoty bezpieczeństwa.


Piotr A. Maciążek

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
Reklama
No results found.
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama