Reklama
Reklama

Nadchodzi era bezzałogowych tankowców powietrznych [ANALIZA]

6 stycznia 2018, 12:48
Gotowy do lotu bezzałogowy tankowiec powietrzny MQ-25 „Stingray” koncernu Boeing. Fot. E.Shindelbower/Boeing
Wizja bezzałogowego tankowca powietrznego „Sea Avanger” koncernu General Atomics. Fot. General Atomics
Bezzałogowy tankowiec powietrzny koncernu Lockheed Martin będzie się opierał prawdopodobnie na dronie RQ-170 „Sentinel”. Fot. Lockheed Martin
Pilot bezzałogowego samolotu X-47B podczas startów i lądowań na lotniskowcu. Fot. US Navy

Amerykanie ujawniając zdjęcia gotowego już, bezzałogowego tankowca powietrznego MQ-25 „Stingray” udowodnili, że nie zamierzają rezygnować z planów budowy dronów dla lotniskowców. I choć nie będą one na razie służyły do walki powietrznej, to na pewno mogą już wykonywać zadania wsparcia dla samolotów uderzeniowych – takie jak prowadzenie rozpoznania i tankowanie w powietrzu.

Pracując nad dużymi bezzałogowymi samolotami dla lotniskowców Amerykanie wykazują się dużą niekonsekwencją. Z jednej strony przerwali bowiem program pokładowych dronów uderzeniowych UCAV (Unmanned Combat Air Vehicle), oficjalnie twierdząc, że na obecnym poziomie techniki opracowanie ich jest niemożliwe, z drugiej strony bardzo skutecznie wykorzystują drony Predator i Reaper do zrzucania bomb i rakiet Hellfire na terrorystów. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze.

Czytaj też: Bezzałogowy samolot bojowy X-47B z kolejnym sukcesem. Trzecie udane lądowanie na lotniskowcu

Prawdopodobnie to właśnie problemy budżetowe były przyczyną przerwania programu rozwoju bezzałogowego drona uderzeniowego X-47B (opracowanego przez koncern Northrop Grumman), pomimo że przeprowadzono już serię udanych testów lądowania i startu z pokładu lotniskowca USS „George H. W. Bush”. Obecnie coraz więcej informacji wskazuje, że Amerykanie nie zrezygnowali całkowicie z pokładowych bezzałogowców, pracując równolegle i konsekwentnie nad bezzałogowymi tankowcami powietrznymi (w ramach programu MQ-25).

W pracach tych początkowo wzięły udział te same firmy, co w przypadku dronów uderzeniowych, a więc koncerny: General Atomics, Northrop Grumman, Boeing i Lockheed Martin. Najprawdopodobniej z programu MQ-25 wycofa się jednak koncern Northrop Grumman, chcąc się skupić głównie na UCAV dla lotniskowców (mając w tej dziedzinie największe sukcesy i osiągnięcia).

Boeing zaskakuje gotowym już rozwiązaniem

Prace trzech pozostałych koncernów przestały być już tylko analityczne i koncepcyjne, czego dowodem jest zdjęcie ujawnione przez koncern Boeing 19 grudnia 2017 r. Amerykanie pokazali na nim bowiem bezzałogowy, technicznie gotowy samolot MQ-25 „Stingray”, który według załączonej informacji ma być przeznaczony do tankowania w powietrzu samolotów amerykańskiego lotnictwa pokładowego (takich jak Boeing F/A-18 Super Hornet, Boeing EA-18G Growler i Lockheed Martin F-35C).

Gotowy do lotu bezzałogowy tankowiec powietrzny MQ-25 „Stingray” koncernu Boeing. Fot. E.Shindelbower/Boeing

Zadanie było o tyle trudne, że bezzałogowe tankowce powietrzne z założenia mają startować z wykorzystaniem istniejącego i planowanego do wprowadzenia na lotniskowcach systemu katapult parowych i elektromagnetycznych oraz linowego systemu hamowania. Tymczasem, jak dotąd. tylko drony X-47B koncernu Northrop Grumman wykonywały tego rodzaju operacje w rzeczywistych warunkach morskich.

Koncern Boeing, który prawdopodobnie prowadzi najbardziej zaawansowane prace dotyczące bezzałogowych tankowców, nie widzi w tym jednak większego problemu. Jego samoloty bojowe Super Hornet i Growler pokazują, że techniczne rozwiązania są już gotowe i trzeba je tylko zaadoptować. Zagadnieniem do rozwiązania jest więc tylko odpowiednie wyszkolenie pilota-operatora, który będzie kierował tego rodzaju operacjami. Dodatkowo Boeing w programie UCAV miał również już rozwiązanie X-45 „Phantom Ray”, być może nie tak zaawansowane jak dron X-47B koncernu Northrop Grumman, ale również latające.

Boeing od prawie 90 lat dostarcza samoloty dla lotniskowców amerykańskiej marynarki wojennej. Nasza wiedza daje wiarygodność naszym rozwiązaniom. Będziemy gotowi do testów w locie, gdy zostanie zawarty kontrakt na projektowanie i produkcję.

Admirał w st. spocz. Don „BD” Gaddis - szef programu systemów tankowania w powietrzu tajnych zakładów Phantom Works koncernu Boeing.

Pilot bezzałogowego samolotu X-47B podczas startów i lądowań na lotniskowcu. Fot. US Navy

Co chce otrzymać amerykańska marynarka wojenna?

Sprawa powinna zostać rozstrzygnięta jeszcze w 2018 r. Amerykańska marynarka wojenna rozesłała bowiem zapytanie ofertowe (request for proposals) w październiku 2017 r., prosząc o nadesłanie propozycji do 3 stycznia 2018 r. Specjaliści US Navy pracują więc już nad gotowymi projektami, ustalając harmonogram dalszego prowadzenia programu MQ-25. Przypuszcza się, że podobnie jak w programie F-35 Joint Strike Fighter, marynarka wojenna zamówi od poszczególnych oferentów gotowe do lotu prototypy, spośród których wyłoniona zostanie najlepsza oferta. Produkcja takiego bezzałogowego tankowca ma prawdopodobnie ruszyć około 2025 r.

Czytaj też: US Navy przygotowuje lotniskowce dla bezzałogowych tankowców

Koncern Boeing chce jednak wyprzedzić te plany i zamierza przeprowadzić lądowe próby swojego rozwiązania już na początku 2018 r. Bezzałogowiec MQ-25 „Stingray” ma być bowiem już teraz „kompletnie funkcjonalny”. W ten sposób drony proponowane przez koncerny: General Atomics, Northrop Grumman i Lockheed Martin będą wyraźnie opóźnione, a ich twórcy będą o krok w tyle za specjalistami Boeinga - znajdując się dodatkowo pod presją czasu.

Presja ta wynika z potrzeb amerykańskiej marynarki wojennej, która pilnie potrzebuje rozwiązania załatwiającego problem tankowania w powietrzu samolotów startujących z lotniskowców CBARS (Carrier-Based Aerial-Refueling System). Amerykanie nie mają bowiem specjalistycznych statków powietrznych do tego przeznaczonych i muszą posiłkować się samolotami bojowymi Super Hornet z podwieszonymi zbiornikami z paliwem i systemem węży do podawania paliwa. To doraźne rozwiązanie powoduje jednak, że duża część myśliwców (nawet około 30%) nie jest wykorzystywana do zadań, dla których powstały, a tym samym są one zużywane niezgodnie z przeznaczeniem.

Wizja bezzałogowego tankowca powietrznego „Sea Avanger” koncernu General Atomics. Fot. General Atomics

Niewystarczająca jest również ilość paliwa, jaka może być jednocześnie zabierana przez Super Hornety. Tymczasem wymaganiem dla jednego drona jest wyniesienie w powietrze 5,8 tony paliwa dla zaspokojenia potrzeb od 4 do 6 samolotów na odległość do 500 Mm. Nie należy zapominać, że dron miałby przy tym o wiele bardziej korzystny stosunek masy startowej do masy zabieranego paliwa. Drony nie muszą bowiem wynosić w powietrze pilotów, katapult, systemów ochrony życia i opancerzenia.

Jeżeli program się powiedzie, to na pokładzie lotniskowców nie tylko zwiększy się liczba dostępnych jednocześnie do wykonywania zadań samolotów bojowych, ale również zwiększy się ich promień działania (w przypadku Super Hornetów - z 450 Mm do ponad 700 Mm).

Co proponuje konkurencja Boeinga?

Jak na razie nie ujawniono postępów prac konkurencyjnych wobec dokonań koncernu Boeing. Przypuszcza się, że General Atomics chce oprzeć swoją propozycję na dronie wypracowanym w ramach programu Sea Avenger. Była to najtańsza propozycja w ramach programu drona bojowego i prawdopodobnie najmniej skomplikowana. To, co ostatecznie okazało się wadą w przypadku UCAV i spowodowało, że wybrano X-47B, teraz może być jednak zaletą, dzięki której to General Atomics stanie się faworytem w programie MQ-25.

Bezzałogowy tankowiec powietrzny koncernu Lockheed Martin będzie się opierał prawdopodobnie na dronie RQ-170 „Sentinel”. Fot. Lockheed Martin

Konkurencją będzie niewątpliwie koncern Lockheed Marin, który zamierza przedstawić bezzałogowiec „Sea Ghost” bazujący na konstrukcji bezzałogowego aparatu latającego RQ-170 „Sentinel” (znanego m.in. z tego, że został on przechwycony przez Iran w 2011 r. w praktycznie nienaruszonym stanie). Boeing będzie korzystał z doświadczeń uzyskanych podczas prac nad dronem X-45, a koncern Northrop Grumman z X-47C (jeżeli zdecyduje się rywalizować w programie MQ-25).

Dużym atutem może być wszechstronność każdego rozwiązania. Amerykańska marynarka wojenna mówi bowiem jedynie o tankowcu powietrznym, jednak wszystkie firmy przygotowują swoje drony do dodatkowego zabierania modułów zadaniowych. Mają one pozwolić na wykonywanie innych zadań – w tym przede wszystkim na prowadzenie rozpoznania.

Maksymilian Dura

KomentarzeLiczba komentarzy: 35
Batory pod Pskowem
poniedziałek, 8 stycznia 2018, 16:46

Ciekawe jakie drony do tankowania będą mieli rosjanie na swoich lotniskowcach.

obalaczmitow
sobota, 6 stycznia 2018, 16:21

Ale warto dodać, że te 410 nmi /720 km/ promienia to z 2 dodatkowymi zbiornikami paliwa i 4 450 kg bombami i 2 sidwinderami , w przypadku eskorty myśliwców to 2 sidewindery+2 amramy /czyli razem całe 4!!!/ rakiety pow-pow, dane dla lotów na dużej wysokości z prędkością poddźwiękową, w powietrzu max może przebywać bez dodatkowego tankowania latając poddźwiękowo ok 2 h - więc w przypadku realnej walki, która toczy się nisko i szybko te wartości należy zmniejszyć o połowę. Wiec to właśnie brak paliwa jest największym problemem samolotów bazujących na lotniskowcach i co nie napisze Davien i spółka, dla których paliwo w zbiornikach konforemnych nie waży nic to albo bierze paliwo albo uzbrojenie. Wyśmiewany przez tutejsze grono su-33 bierze 9 ton paliwa w zbiornikach wewnętrznych +4 rakiety pow-pow - czyli o 3 tony paliwa więcej w konfiguracji bez zbiorników dodatkowych - 30% samolotów lata jako cysterny - czyli obciążone maksymalnie bez żadnej broni - więc one też potrzebują w czasie misji z przeciwnikiem uzbrojonym w OPL i samoloty ochrony - i ta cała wielka grupa lotnicza okazuje się wydmuszką - bo nie ma możliwości aby 100 % samolotów było sprawnych, 20-30% lata jako tankowce, reszta albo zabiera 2 tony bomb+paliwo albo 4 rakiety - i w optymalnych warunkach może polecieć 700 km od lotniskowca zrzucić ładunek 2 ton i wrócić na lotniskowiec - jako samolot przewagi powietrznej też słabo daje rade bo co to za przewaga z 4 rakietami? i 700 km promienia i to przy lataniu wysoko i wolno - bo latając nisko i szybko a tak się lata w przypadku konfliktu z przeciwnikiem wyposażonym w OPL i lotnictwo to w zasadzie promień bojowy nie przekroczy 300-400 km - czyli praktycznie cała ta wielka grupa za mld dolarów nadaje się na atakowanie państw III świata bez OPL, i bez obrony wybrzeża - mld dolarów wyrzucane w błoto - ale to norma w USA - tutaj wydatki na armię od II wojny światowej zawsze utrzymywano na olbrzymim poziomie /bez wgłębiania się w sens tego i prawdziwą skuteczność tej broni/ aby stymulować przemysł, dawać miejsca pracy i głosy wyborców. Budowa takiego lotniskowca to zajęcie dla 100 tys ludzi przez parę lat , mld dolarów do wydania, przewalenia w postaci analiz, i napchania kasy "biznesowi"; później trzeba wyprodukować samoloty, zbudować okręty ochrony, później zatrudnić ludzi do ich obsługi, zapewnić części, paliwo itd - a że wartość tego wszystkiego jest mizerna - a to już nikogo nie interesuje - i później taka wielka grupa, której utrzymanie kosztuje setki milionów dolarów nie może przez 4 lata nic zrobić pasterzom z kałasznikowami w kraju III świata, a w tym samym czasie 40 samolotów stojących na ziemi wykonuje 100x więcej lotów, niszcząc 1000x więcej celów/ bo każdy lot może trwać dłużej i można zabrać więcej broni/ i kosztuje to 1000x mniej - nie trzeba wszędzie targać cystern itp. Dlatego lotniskowce to po prostu fanaberia - to tylko "must" have - aby pokazać światu swoją siłe - to takie ferrari - czyli pokazanie statusu posiadania - kosztuje duże, przydatność znikoma ale robi wrażenie. I Rosjanie to wiedzą i to policzyli - dlatego więcej da przeznaczenie kasy na nowe samoloty, okręty podwodne czy bombowce / które latają daleko i zabierają więcej ładunku/ niż na megalomańskie lotniskowce nie wiadomo do czego. A teraz jeszcze drony do tankowania - kolejne mld dolarów - bo taki nieuzbrojony dron wymaga znowu obstawy innych samolotów.

Smuteczek
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:14

A co do samych dronow to jestem odmiennego zdania. Nie za bardzo bedzie wymagał obstawy bo bedzie trudnowykrywalny. Nie bedzie przeciez latal nad samym polem walki. S- 400 własnie na latajace cysterny ma rakiety z najwiekszym zasiegiem, tutaj jednak jak cysterna bedzie mniejsza ( bo bezzalogowa) i trudnowykrywalna, to na takich dystansach nie ma szans jej wykryc, chyba ze bedzie tankowala inny duzy samolot. Czekam kiedy Chinczyki skopiuja ten pomysł

Smuteczek
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:06

F-14 miał duzo lepsze parametry zasiegu. Niestety F-18 ktory miał go zastapic miał w przetargu wpisane wymagania by był tani. Skonczylo sie wiec na duzo mniejszej maszynie z krotkimi nogami

Sja
niedziela, 7 stycznia 2018, 05:38

Ależ Ci Rosjanie są mądrzy... Popatrz po co lotniskowce po co samoloty do tankowania wystarczy policzyć i mieć więcej paliwa w samolocie albo stawiać bazy... A tyle lat minęło i tylko Rosjanie to odkryli..wszyscy są w błędzie. Zawsze mi się chce śmiać z tej ruskiej topornej myśli oraz techniki , co wyraźnie pokazują wszystkie konflikty. A czym słyną? Tym że ich broń jest jak to mówią idiotoodporna i wytrzymała a wszystkie inne parametry daleko z tyłu.

Ober
sobota, 6 stycznia 2018, 21:16

Nie bardzo kumam jakikolwiek sens twojej wypowiedzi. Nie ma alternatyw dla lotniskowców więc albo je masz i wysyłasz mobilne lotnisko gdzie chcesz albo atakujesz bez wsparcia lotnictwa. Co z tego, że Su33 zabierze więcej paliwa jak nie doleci tam gdzie F18 bo startuje z lotnisk?

Davien
sobota, 6 stycznia 2018, 20:52

No widzisz dziecko jak wszystko pomieszałeś:)) Promień bojowy dla SH wynosi 722 km na paliwie wewnętrznym, zasięg jedynie z dwoma AIM-9 i bez ządnych innych podwieszeń to 2346km wiec takiej wpadki dawno nie miałeś. Przy tym przy zasiegu bojowym zabiera 4AIM-120 i 2 AIM-9X a ten twój antyczny Su -33 ma jedyniue bezuzyteczne R-27 . Te 9 ton paliwa daje mu zasieg mniejszy niż dla F-16 z 3,5 tony, więc naprawdę czym sie podniecasz? Całej reszty twoich bajek nawet nie ma sensu komentopwać, porównaj tylko sobie wypowiedż Konaszenkowa o ilości lotów rosyjsich maszyn i oficjalny raport dla Kongresu z lotów maszyn USA . Tylko sie nie załam, bo Amerykanie w 3 miesiące latali znacznie wiecej niz Rosja w rok. Rosja nie buduje lotniskowców ani nowoczesnych niszczycieli i krążowników bo nie umie, jest tak zacofana że 30-letniej Ticonderogi nie moga dogonić a nowe fregaty rdzewieją bez napędu którego zbudowac nie umieją Co do samolotów, to moze zróbcie w końcu bombowiec porównywalny choćby z B-1B , bo B-2 to jest daleko poza waszymi możliwosciami

Rejtan
sobota, 6 stycznia 2018, 15:40

Takie drony w wersji rozpoznania/walki elektronicznej przydałyby sie naszej armii. Myślę raczej o wystarczająco dużym ( pow. 2 ton ) , jako o nosniku radaru AESA i aparatury elektronicznej. W przyszłości także broni laserowej/energetycznej. Biorąc pod uwagę koszt/efekt, także wymagania wobec pilota i infrastruktury ( np. korzystanie z DOL ) to byłoby swietne uzupełnienie samolotów bojowych.

Blady
sobota, 6 stycznia 2018, 14:34

Rosjanie do dzieła. Może za 20-25 lat dojdziecie do takich technologii.

Qba
niedziela, 7 stycznia 2018, 13:14

Rosjanie już od 10 lat mają MiG Skat.

Izmop
niedziela, 7 stycznia 2018, 02:05

Zmodernizuje się Tu-22 i będzie bombowiec bezzałogowy. Ponoć są już nawet plany samolotu powietrzno-desantowego AN-2 w wersji bezzałogowej.

Monki
sobota, 6 stycznia 2018, 21:18

Problem w tym, że rosjanie nie mają takich aspiracji. Lotniskowce i tankowce to broń typowo ofensywna.

sceptyczny
sobota, 6 stycznia 2018, 14:23

"o wiele bardziej korzystny stosunek masy startowej do masy zabieranego paliwa" miałby dron nieoperujący z lotniskowca, tylko bazowania lądowego. Skoro stary Tu-95 może latać 23,5 godziny bez tankowania, to nie widzę powodu, dlaczego przy współczesnej technice nie można by budować dronów cystern latających 2,3,4 doby w powietrzu i o zasięgu globalnym i zamiast operować nimi z lotniskowca, gdzie zajmują miejsce maszyn bojowych i gdzie mnóstwo ich masy marnuje się na wzmocnione podwozia, skrzydła do małych prędkości, haki do lądowania i wzmocnione struktury, to operować nimi z baz lądowych o długich pasach i by pełniły stałe dyżury w powietrzu tam gdzie potrzebują ich lotniskowce. Dodatkowo marnowanie takich środków po to, by SuperHornet czy F-35 dostał w powietrzu tonę paliwa (jeszcze część tej tony zużyje na operację tankowania + jeszcze ryzyko operacyjne tankowania w powietrzu) jest śmieszne - trzeba było tak zaprojektować te Superhornety czy F-35 by miały taki zasięg bez dodatkowego tankowania (vide Flankery) albo je zmodyfikować (oszczędniejsze silniki, większe zbiorniki paliwa, choćby podwieszane).

Ciamajda
niedziela, 7 stycznia 2018, 10:02

A powiedz mi czy ten Flanker może wystartować z lotniskowca z pełnym zapasem paliwa i uzbrojenia ??

Dropik
sobota, 6 stycznia 2018, 23:55

Gdyby to miało sens Amerykanie by to zrobili. Ale sensu to nie ma.za drogo i aby zawodne

Vide
sobota, 6 stycznia 2018, 21:28

Problem w tym, że maszyny operujące 2,3,4 doby musiałyby zabierać ogromne ilości czyli być ogromne a ich ładowność nie byłaby jakaś duża. Koszt operacji tankowania byłyby ogromne podobnie jak budowy takich dronów. No i byłyby dosyć łatwym celem podczas całego lotu.

Krzysiek
sobota, 6 stycznia 2018, 21:14

Po co tankowiec ma wisieć w powietrzu tyle czasu i marnować paliwo. Na końcu okaże się że więcej zużył sam niż dostarczył innym samolotom.

Davien
sobota, 6 stycznia 2018, 20:57

Sceptyczny, F-25A ma większy zasięg bojowy od Su-35, (1150km do ok 1000) a F-35C ma jeszcze wiekszy. SH ma zasieg 2340km jedynie na paliwie wewnetrznym, a bojowy to 722km wiec to raczej rosja powinna dopracować swoje Su by dogonić pod względem oszczędności maszyny pokładowe z USA Co do dyżurów w powietrzu: oczywiście będą latały nad kazdym oceanem po kilkadziesiąt sztuk, by akurat jakiś sie znalazł tam gdzie operuje lotniskowiec. Wiecej realizmu, mniej marzeń.

komsomolec
poniedziałek, 8 stycznia 2018, 14:12

Ale to mowa jest o erze bezzałogowców w USA. Rosja nadal wyciąga z szafy trupy z czasów ZSRR, żeby je reanimować, żeby było czym latać. Od 25 lat nic nowego nie wyprodukowali nowego, dodają tylko literki i cyferki.

Harry
sobota, 6 stycznia 2018, 19:54

Przypominam wszem i wobec, że już w latach 90tych ubiegłego stulecia zakłady PZL Mielec miały na deskach kreślarskich projekty dronów. Jeden z napędem konwencjonalnym śmigłowym, drugi z odrzutowym. Było to w czasach kiedy w zasadzie niewiele państw na świecie o dronach i ich produkcji myślało. Wojsko nie przejawiało zainteresowania tak nowoczesnym projektem. To było dla betonu wojskowego sience -fiction. Był też projekt lekkiego samolotu bojowego ORKAN. Wszystko co można było produkować dla wojska i byłoby krajowej produkcji torpedowano w zalążku.

BieS
niedziela, 29 kwietnia 2018, 01:58

Papier wszystko przyjmie.

pg
środa, 10 stycznia 2018, 09:16

Jakie projekty dronów? Przecież drony to są zwykłe samoloty, latają na tej samej zasadzie. O dronie decyduje sposób jego sterowania i / lub autonomiczność. Jaką to niby technologią dysponowaliśmy pod koniec lat 90-tych, żeby zapewnić sterowanie lub autonomiczność dronów? Jeżeli tego nie było, to pisanie o jakichś dronach na deskach kreślarskich zakrawa na żart. Podążając tym tropem to ja przypomnę, że już w latach 60-tych mieliśmy namiastkę drona, i to takiego, który mógł trafić pod strzechy, przynajmniej modelarzy. Nazywał się Wicherek. Była nawet wersja sterowana - co prawda na uwięzi, ale taka wtedy była tachnologia. Tak że proponuję więcej powagi.

ewa
niedziela, 7 stycznia 2018, 19:33

Tak, pamiętam. Ja też w latach 80tych miałem rozrysowane takie projekty w zeszycie. Pamiętam jak tworzyłem różne samoloty, czołgi i działa w zeszytach od matematyki i polskiego. Co to były za lata!. Można powiedzieć że jestem konstruktorem takich maszyn. Niestety, któregoś dnia ZŁY UKŁAD wykradł moje projekty. Dopiero teraz, dowiedziałem się ze to byli agenci z Niemiec, Francji i USA. USA wybaczam bo to nasi najwięksi bracia i mogą wziąć od nas wszystko ale Niemcom I Francji nie mogę darować!. Nawet wystąpię z wnioskiem o zapłatę!!!

Smuteczek
niedziela, 7 stycznia 2018, 15:09

Mieli owszem ale to wszystko mialo byc kierowane zdalnie a nie jak teraz praktycznie autonomiczne. To własnie jest ta roznica.

michal
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:38

W Lucasfilms w latach 70' mieli nie tylko projekty, ale i wizualizacje statków międzygwiezdnych.

uhuu
niedziela, 7 stycznia 2018, 12:41

Czy te drony tankowce nie przypominają pojazdów UFO, co to "łowcy spisków i kosmitów" widzą i fotografują nad USA?

Antek
niedziela, 7 stycznia 2018, 21:49

Ufo to zupełnie inna liga sam widziałem obiekt UFO świecący niczym gwiazda w kształcie kuli na wysokości ok 500 m widziałem jak wystrzelił w górę kierując się ku przestrzeni kosmicznej, ale jak nie zobaczysz to nie uwierzysz, większość jest niewidzialnych dla naszych oczu maskowanie - zakres, pasmo widzialne naszych oczu dostrzec takie obiekty natomiast można w kamerach termicznych jak to było w wiadomościach pokazane na kamerach termowizyjnych F-18 w USA.

R.Thomalla
niedziela, 7 stycznia 2018, 21:34

Polska ma opanowana technologie malych i srednich dron. Co by bylo ten potencjal koncepcjonalnie z odrzuconymi projektami jak PZLScorpion 230f polaczyc?Urodzil by sie dojrzaly ofensywny dron, semi albo automatyczny z opcja ludzkiego bezposredniego pilotowania. Ale na takie ambitne zadania brak radykalnej politycznej elity w Polsce. Ale kto sie poddaje zawczesnie niewygrywa.

ale tu poziom
wtorek, 9 stycznia 2018, 09:39

Tak i dlaczego nie budujemy lotniskowców oraz rakiet międzykontynentalnych? Przecież to tylko wziąć pospawać.

bender
poniedziałek, 8 stycznia 2018, 15:37

Wyzwaniem jest nie tyle profil aerodynamiczny czy nawet napęd, co autonomiczność, czyli Sztuczna Inteligencja. Autonomiczny start, lot, tankowanie w powietrzu, powrót i lądowanie na poruszającym się lotniskowcu Amerykanie już mają przetestowane. Z X-47B osiągnęli sprawność taką jak z F/A-18, że od lądowania jednego do oczyszczenia pokładu i startu następnego potrzeba jedynie 90 sekund!

Z
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:14

Jakby biedni Amerykanie poczytali te miazdzace opinie fachowcow z kraiku bez wladzy i bez uzbrojenia to by sie chyba ze smiechu sami poddali Korei i to Polnocnej :^))))))

dd
sobota, 6 stycznia 2018, 16:53

Taki dron musi być w pełni autonomiczny nie może być sterowany cały czas trwania misji przez operatora łatwo wyeliminować taki dron poprzez zniszczenie satelit.

Polanski
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:55

Nasz potencjalny przeciwnik nie posiada takich zdolności.

Smuteczek
niedziela, 7 stycznia 2018, 11:02

Prawdopodonie tylko starty i ladowania sa wspomagane przez zywego pilota

Krzysiek
sobota, 6 stycznia 2018, 20:55

Ale taki dron nie oddala się znacznie od macierzystego lotniskowca, nie dalej niż 700 Nm. A że lata wysoko można z nim utrzymywać łączność bezpośrednią, może ewentualnie zastosować jakiś dron "przekaźnikowy".

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama