Międzynarodowy desant pod Toruniem [RELACJA]

8 czerwca 2016, 10:57
Desant polskich spadochroniarzy z polskiego samolotu C-130 Hercules (jeden ze spadochroniarzy ma splątane liny od spadochronu) - fot. M.Dura
Desant polskich spadochroniarzy z polskiego samolotu C-130 Hercules - fot. M.Dura
Zrzut pierwszej fali amerykańskich spadochroniarzy (widać, że jeden Amerykanin asekuruje się spadochronem zapasowym) - fot. M.Dura
Zrzut pierwszej fali amerykańskich spadochroniarzy - fot. M.Dura
Zrzut polskich spadochroniarzy z dwóch samolotów CASA C-295 - fot. M.Dura
Zrzut drugiej fali amerykańskich spadochroniarzy z dwóch samolotów C-17- fot. M.Dura
Pierwsi polscy spadochroniarze opuszczają polski samolot C-130 Hercules - fot. M.Dura
Pierwsi polscy spadochroniarze opuszczają polski samolot CASA C-295 - fot. M.Dura
Amerykanie po lądowaniu od razu przemieszczali się na miejsce zbiórki pododdziałów - fot.M.Dura
Brytyjski spadochroniarz z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej tuż po wylądowaniu - fot. M.Dura
Lądowanie jednego z brytyjskich spadochroniarzy z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej - fot. M.Dura
Zrzut brytyjskich spadochroniarzy z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej z samolotu C-130 Hercules - fot. M.Dura
Kilku spadochroniarzy z powodu wiatru lądowało w zagajniku - fot. M.Dura
Lądowanie amerykańskich spadochroniarzy - fot. M.Dura
Lądowanie dowódcy 82 Dywizji Powietrznodesantowej - gen. Richie Clark - fot. M.Dura
Jako pierwszy wyskoczył dowódca dowódca 82 Dywizji Powietrznodesantowej generał Richie Clark - fot. M.Dura
Lekki pojazd taktyczny po uruchomieniu wyjechał bez problemów ze zrzutowiska – fot. M.Dura
Zrzut lekkiego pojazdu taktycznego z samolotu C-17 - fot. M.Dura
[[OBRAZ-35064]]
[[OBRAZ-35062]]
Zrzut zaopatrzenia towarzyszącego i uzupełniającego z samolotu C-17 - fot. M.Dura

W okolicach Torunia został przeprowadzony zrzut spadochronowy z ponad 30 samolotów transportowych. Spadochroniarze z Polski, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii opanowali następnie miejsca wyznaczone na poligonie oraz w mieście – w tym przechwycili most im. Elżbiety Zawackiej z zadaniem utrzymania go do czasu przybycia kolumny amerykańskich Strykerów.

Desant przeprowadzony w Toruniu we wtorek 7 czerwca br. jest pierwszą częścią ćwiczenia wojsk powietrznodesantowych Swift Response-16, które zostało wkomponowane w znacznie szersze manewry Anakonda-16. Swift Response-16 składa się z dwóch etapów, z których pierwszy rozgrywa się w Polsce (od 6 do 8 czerwca br.), a drugi w Niemczech - kończąc się tam 25 czerwca br. Jego celem jest „zintegrowanie ze sobą elementów wielonarodowego zgrupowania wojsk powietrznodesantowych państw NATO oraz sprawdzenie jego zdolność do natychmiastowego przerzutu we wskazany rejon Europy z jednoczesnym przeprowadzeniem tam operacji militarnej”.

Zrzut zaopatrzenia towarzyszącego i uzupełniającego z samolotu C-17 - fot. M.Dura

W ćwiczeniu Swift Response-16 weźmie udział kilka tysięcy żołnierzy z dziesięciu państw (Belgii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Portugalii, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoch i Polski). Szczególnie ważne będą działania prowadzone na terytorium Polski, które w sposób realistyczny pokazują to, co może się zdarzyć w czasie prawdziwego konfliktu i na istniejącym terenie oraz udowodniają, jak jesteśmy na taką sytuację przygotowani. Zgodnie z zasadniczym celem ćwiczenia, głównym zadaniem spadochroniarzy było dotarcie po zrzucie do wyznaczonych, kluczowych obiektów w ugrupowaniu przeciwnika, opanowanie ich i utrzymanie do czasu przybycia pododdziałów wojsk lądowych.

Pierwsi polscy spadochroniarze opuszczają polski samolot C-130 Hercules - fot. M.Dura

Najtrudniejsze zadanie mieli Amerykanie, którzy na dobę przed zrzutem zostali postawieni w stan gotowości w Fort Bragg w Stanach Zjednoczonych, wykonali około dziesięciogodzinny lot transatlantycki z tankowaniem w powietrzu, na pokładzie przeprowadzili planowanie zadaniowe, założyli spadochrony i wyskoczyli nad Polską.

Lądowanie amerykańskich spadochroniarzy - fot. M.Dura

Przygotowania do desantu – 6 czerwca

Pierwsza część szkolenia była prowadzona od 6 czerwca br. Spadochroniarze z sił międzynarodowej koalicji wykonali kilka zrzutów spadochronowych na poligonie Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia. Największy z nich (oraz największy przeprowadzony w Polsce od 1989 r.) i najbardziej realistyczny przeprowadzono na podtoruńskim zrzutowisku „Kijewo” w dniu 7 czerwca br. Zrzutowisko to zostało przygotowane przez 33 spadochroniarzy Połączonej Grupy Awangardowej, którzy wylądowali tam rankiem 6 czerwca br.

[[OBRAZ-35064]]

W skład tej grupy weszli żołnierze rozpoznania, zabezpieczenia desantowania, rozpoznania inżynieryjnego i Taktycznego Zespołu Kontroli Obszaru Powietrznego (odpowiedzialni za naprowadzanie samolotów bojowych). Ich zadaniem było zabezpieczenie zrzutowiska i nakierowywanie samolotów, którymi miały przylecieć siły główne desantu. Następnie polska grupa awangardowa została wzmocniona specjalistami z Wielkiej Brytanii i Portugalii.

Lądowanie jednego z brytyjskich spadochroniarzy z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej - fot. M.Dura

Desant główny – 7 czerwca

W desancie głównym wzięło udział około 2000 amerykańskich, brytyjskich i polskich spadochroniarzy. Cała operacja była o tyle skomplikowana, że Amerykanie z 82. Dywizji Powietrznodesantowej pojawili się nad zrzutowiskiem „Kijewo” lecąc bezpośrednio z USA z Fortu Bragg. Po drodze, w powietrzu dołączyli do nich Brytyjczycy z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej, którzy wystartowali z amerykańskiej bazy w Ramstein w Niemczech i Polacy z 6. Brygady Powietrznodesantowej z Krakowa.

Desant polskich spadochroniarzy z polskiego samolotu C-130 Hercules - fot. M.Dura

Nad poligonem, w krótkich odstępach czasowych, pojawiło się ponad 30 samolotów transportowych, w tym C-17 Globemaster lecące ze Stanów Zjednoczonych, brytyjskie i polskie transportowce C-130 Hercules i polskie CASA C-295. W odróżnieniu od grup awangardowych, które były zrzucone z samolotu CASA C-295 z wysokości 4000 metrów (wykorzystując spadochrony szybujące AD-2000 otwierane na tzw. długą stabilizację), żołnierze głównego desantu skakali z wysokości 300-400 m.

Zrzut pierwszej fali amerykańskich spadochroniarzy - fot. M.Dura

Wykorzystano przy tym spadochrony desantowe (niesterowne), którymi tylko w niewielkim stopniu można korygować tor lotu. W efekcie tego, przy silnych prądach wznoszących oraz porywach wiatru, kilkunastu żołnierzy amerykańskich i polskich wylądowało poza strefą głównego zrzutu, w zagajniku i w lesie.

Kilku spadochroniarzy z powodu wiatru lądowało w zagajniku - fot. M.Dura

W pierwszej kolejności nadleciały amerykańskie samoloty C-17 Globemaster, które zgodnie z praktyką zrzuciły najpierw kilka ton zaopatrzenia towarzyszącego i uzupełniającego oraz ciężki sprzęt - w tym: haubice, pięć pojazdów terenowych oraz jedną sanitarkę. Tutaj wszystko odbyło się bez problemów.

Zrzut zaopatrzenia towarzyszącego i uzupełniającego z samolotu C-17 - fot. M.Dura

Zrzut lekkiego pojazdu taktycznego z samolotu C-17 - fot. M.Dura

Lekki pojazd taktyczny po uruchomieniu wyjechał bez problemów ze zrzutowiska – fot. M.Dura

Następnie rozpoczął się desant spadochroniarzy. Jako pierwsi nadlecieli Amerykanie, którzy skakali z formacji składających się z trzech lub dwóch samolotów C-17. Ze względu na ograniczone rozmiarowo zrzutowisko, amerykańskie samoloty nadlatywały kilkukrotnie, tak że w ostatnim nalocie wyskakiwało dwóch lub nawet jeden spadochroniarz. Jako pierwszy w desancie głównym wyskoczył dowódca 82 Dywizji Powietrznodesantowej generał Richie Clark.

Jako pierwszy wyskoczył dowódca dowódca 82 Dywizji Powietrznodesantowej generał Richie Clark - fot. M.Dura

Lądowanie dowódcy 82 Dywizji Powietrznodesantowej - gen. Richie Clark - fot. M.Dura

Później nadlatywały pojedynczo i parami samoloty C-130 Hercules i CASA C-295 zrzucając polskich i brytyjskich spadochroniarzy. Polaków łatwo było odróżnić dzięki białym spadochronom. Brytyjczycy wyróżniali się natomiast zwartym szykiem skoczków, którzy opuszczali samoloty z minimalnymi odstępami. Tym samym lądowali bardzo blisko siebie.

Zrzut brytyjskich spadochroniarzy z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej z samolotu C-130 Hercules - fot. M.Dura

Wszyscy spadochroniarze skakali z bronią i osobistym wyposażeniem, przenoszonymi w specjalnym zasobniku desantowym. Zasobnik ten tuż przed lądowaniem jest odpinany i wisząc na linie jako pierwszy spada na ziemię tuż przez skoczkiem. Jednemu z polskich spadochroniarzy nie udało się go odczepić i podczas lądowania odniósł kontuzję (został natychmiast odwieziony do szpitala karetką).

Pierwsi polscy spadochroniarze opuszczają polski samolot CASA C-295 - fot. M.Dura

Na szczęście, pomimo lądowania 1200 spadochroniarzy był to jedyny poważny wypadek. Poza kilkoma żołnierzami, którzy wylądowali w zagajnikach, w dwóch przypadkach (u Polaka i Amerykanina) źle otworzył się spadochron główny. Pomimo niewielkiej wysokości obaj spadochroniarze wykazali się wysokim profesjonalizmem oraz zimną krwią i bezpiecznie wylądowali na spadochronach zapasowych. Kilku Amerykanów asekurowało się lądując na dwóch otwartych spadochronach.

Zrzut pierwszej fali amerykańskich spadochroniarzy (widać, że jeden Amerykanin asekuruje się spadochronem zapasowym) - fot. M.Dura

Desant polskich spadochroniarzy z polskiego samolotu C-130 Hercules (jeden ze spadochroniarzy ma splątane liny od spadochronu) - fot. M.Dura

Cały zrzut był realizowany tak, by jak najlepiej odzwierciedlał prawdziwe działania. Jedyną różnicą było natychmiastowe zwijanie spadochronów, które w czasie faktycznej operacji zostawia się na miejscu. W trakcie ćwiczeń były one od razu sprzątane, stąd konieczność zachowania większych odstępów czasowych pomiędzy nadlatującymi samolotami.

Zrzut drugiej fali amerykańskich spadochroniarzy z dwóch samolotów C-17- fot. M.Dura

Zrzut polskich spadochroniarzy z dwóch samolotów CASA C-295 - fot. M.Dura

Atak i obrona zajętych obiektów do czasu przybycia sił lądowych

Desant spadochronowy, choć widowiskowy, jest tak naprawdę dopiero początkiem postawionego przed spadochroniarzem zadania. Tak było również podczas zrzutu pod Toruniem. Po wylądowaniu żołnierze mieli za zadanie opanować wyznaczone obiekty, które znajdowały się na terenie poligonu oraz miasta. Główne zadanie operacji otrzymał 16. batalion powietrznodesantowy z Krakowa, który zajął 7 czerwca br. rano most drogowy gen. Elżbiety Zawackiej w Toruniu (o długości 540 metrów i szerokości 24 m). Jest to zresztą pierwsze od dłuższego czasu ćwiczenie związane z zajęciem dużego, cywilnego obiektu (most będzie wyłączony z ruchu od 8.30 do około 13.00).

Brytyjski spadochroniarz z 16. Brygady Desantowo-Szturmowej tuż po wylądowaniu - fot. M.Dura

Tutaj następuje zazębienie się kilku epizodów prowadzonych równocześnie w czasie operacji Anakonda-16. Spadochroniarze mają się bowiem utrzymać na moście do godziny 10.00-11.00 w południe - do czasu nadejścia od strony północnej złożonej z około siedemdziesięciu pojazdów kolumny amerykańskiego 2. Regimentu Kawalerii Strykerów. Kolumna ta będzie się wcześniej przeprawiała przez Wisłę w okolicach Chełmna. Posłuży jej do tego most wykonany rankiem 7 czerwca br. przez wielonarodowy batalion inżynieryjny.

Amerykanie po lądowaniu od razu przemieszczali się na miejsce zbiórki pododdziałów - fot.M.Dura

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
bubu
środa, 8 czerwca 2016, 13:14

ten tutaj to jakiś rambo ,bo ma 2 karabiny :) http://www.defence24.pl/media/cache/inside_article_image/uploads/images/454acff27310a095e8cacb3bc0357d93.jpeg

rgr
czwartek, 9 czerwca 2016, 13:52

jeden na ludzi, drugi na potwory ;>

tot75
środa, 8 czerwca 2016, 15:49

Nie wiedział czy leci na wojnę czy na ćwiczenia więc na wszelki wypadek wziął dwa . Żołnierz JKM jest gotowy na wszystko .

g12
środa, 8 czerwca 2016, 12:42

Na czym polegało zdobywanie mostu? Most był pusty i po prostu do niego dotarli? czy na moście byli przebrani żołnierze za wrogów i musieli go odbić?

Marek
środa, 8 czerwca 2016, 14:11

Tak, most wcześniej był opanowany przez "czerwone-zielone ludziki" grane przez spadochroniarzy z 18 batalionu z Bielska-Białej

jgftuk
środa, 8 czerwca 2016, 19:41

To kilku spadochroniarzy miało spory nagły stres, podziwiam.

Tomaszek
środa, 8 czerwca 2016, 23:52

Jak się dużo skacze to w zasadzie nic nadzwyczajnego, ot zdarza się co jakiś czas kicha, kalafior. itp. Miło popatrzeć na taki desant. U mnie na moście pojawiły się żółte, okrągłe znaki z emblematami czołgu i ciężarówki, będzie jechać coś fajnego... :-D

Anty Rus
środa, 8 czerwca 2016, 18:48

No i takie manewry to ja rozumiem! A nie jak dotychczas kilka góra kilkanaście tysięcy żołnierzy. jak robić ćwiczenia to z rozmachem ja te :)

YGH
czwartek, 9 czerwca 2016, 11:15

YANKEE GO HOME!!!

jaa
sobota, 11 czerwca 2016, 20:18

Bravo NATO !! Jeśli trzeba , będę skakał lub walczył gdziekolwiek z sojusznikami !!!!

Darek S.
poniedziałek, 13 czerwca 2016, 05:10

Moglibyśmy te nasze spadochrony robić w kolorze niebiesko białym, żeby jak najbardziej zlewały się z niebem. Amerykanie zwykle mają niebo bez chmurek, dlatego spadochrony mieli niebieskie, prawidłowo. Brytyjczycy największe znaczenie przywiązali do tego, żeby ich spadochronów nikt w lesie nie znalazł.

Zenon
środa, 8 czerwca 2016, 15:34

Polacy, Brytyjczycy i Amerykanie są towarzyszami broni, desantują się razem i chcą zdobyć most, kłania się operacja Market Garden.

generał
środa, 8 czerwca 2016, 14:48

Ale nasi to mogliby używać wreszcie zielonych spadochronów. Zobaczcie jak są widoczni na tle drzew. Jak tarcze strzelnicze.

Rascal
wtorek, 5 lipca 2016, 13:10

Zasadniczo nie zrzuca się spadochroniarzy na przeciwnika więc kolor nie ma tu tak wielkiego znaczenia....

Mick
środa, 8 czerwca 2016, 14:18

A czy chłopaki z Łasku biorą udział w manewrach? Jakieś 20 minut temu widziałem dwa myśliwce wysoko nad pewną podłódzka miejscowością.

murison
środa, 8 czerwca 2016, 13:28

filmik na którym widać problem ze spadochronem jednego ze skoczków: https://www.youtube.com/watch?v=QhgzqP0SGsI

cotozaroznica
niedziela, 12 czerwca 2016, 22:12

Brakuje O jeden Most za daleko i filmu z planami ataku na Sowietów przez Pattona. A jak menu kuchni ?

Tweets Defence24