Reklama
Reklama

Międzynarodowe implikacje tureckiej inwazji na Afrin [ANALIZA]

26 stycznia 2018, 11:00

Inwazja turecka na kurdyjską enklawę Afrin nie przyniesie żadnej ze stron łatwego zwycięstwa, natomiast doprowadzi do katastrofy humanitarnej. Trudne do przewidzenia są również jej skutki dla głównych graczy w bliskowschodnim konflikcie: USA, Rosji i Iranu. Rosja liczy na skompromitowanie USA w oczach Kurdów i przejęcie patronatu nad nimi ale wiele wskazuje na to, że sama się właśnie skompromitowała w ich oczach. Niewykluczony jest jednak układ Kurdów z Iranem.

Atak Turcji na znajdujący się w północno-zachodniej części syryjskiej prowincji Aleppo kurdyjski kanton Afrin rozpoczął się 19 stycznia i nosi kryptonim „Gałązka Oliwna”. W inwazji uczestniczą też protureckie grupy rebeliantów i dżihadystów, działające pod niespójnym kierownictwem w ramach szyldu „Wolnej Armii Syryjskiej”. Póki co strona atakująca nie odniosła znaczących sukcesów, zajmując tylko kilka wiosek przygranicznych, w których zresztą wciąż toczą się walki. Natomiast o intensywności walk oraz nalotów tureckich na kurdyjskie miasta świadczy wysoka liczba ofiar. W ciągu pierwszych 6 dni zginęło 43 obrońców Afrin z kurdyjskich Powszechnych Jednostek Samoobrony (YPG), 48 członków protureckich milicji, a także 3 żołnierzy tureckich oraz co najmniej 35 kurdyjskich cywilów.

Turcja od dawna planowała inwazję na Afrin by stłumić emancypacyjne tendencje mieszkających tam Kurdów. W 2012 r., w toku rozwijającej się w Syrii wojny domowej, syryjscy Kurdowie stworzyli trzy kantony (Dżazira, Kobane i Afrin), w których przejęli władzę. Nigdy jednak nie ogłosili ani secesji ani nawet planów oddzielenia się od Syrii, deklarując wprowadzenie tam systemu federalnego. W toku dalszych walk z Państwem Islamskim terytorium kontrolowane przez Kurdów i ich sojuszników, zjednoczonych w ramach Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), zaczęło się rozszerzać. W 2017 r., m.in. w związku z bitwą o stolicę Państwa Islamskiego ar-Rakka, którą SDF zdobyło w październiku zeszłego roku., intensyfikacji uległa też współpraca z USA. Amerykanie dostarczyli SDF sprzęt wojskowy i założyły na terenie opanowanym przez tę koalicje kilka baz wojskowych.

Współpraca USA z SDF nie obejmowała jednak kantonu Afrin, gdyż ten nie ma połączenia z resztą terytorium kontrolowanego przez Kurdów. Tzw. połączenie kantonów było ich priorytetem do 2016 r. ale zostało zniweczone przez pierwszą turecką interwencję w Syrii, rozpoczętą w sierpniu 2017 r. W jej wyniku wojska tureckie zajęły część prowincji Aleppo, oddzielającą Afrin od wyzwolonego spod okupacji Państwa Islamskiego przez SDF (przy wsparciu USA) miasta Manbidż.

W październiku doszło do pierwszych starć turecko-kurdyjskich na terenie Syrii. Turcy próbowali rozpocząć ofensywę w kierunku Manbidż, a także rozpoczęli przygotowania do inwazji na Afrin, dokonując intensywnych bombardowań tej enklawy. Ponieważ USA szykowały się wówczas do zadania ostatecznego ciosu Państwu Islamskiemu w Syrii tj. ataku na ar-Rakkę, a jedyną siłą zdolną do przeprowadzenia tej operacji lądowej było SDF, zatem doprowadziły do układu z Rosją, który powstrzymał dalsze działania Ankary. Układ ten polegał na rozmieszczeniu sił rosyjskich i rządowych sił syryjskich na pograniczu strefy kontrolowanej przez Turków i pozycji SDF w rejonie Manbidż, a także stworzenia rosyjskiej bazy wojskowej w kantonie Afrin. Rosja udzieliła wówczas nieformalnych gwarancji bezpieczeństwa kantonowi Afrin, a USA uznały, że ten rejon nie wchodzi do ich strefy wpływów. W związku z tym YPG z tego kantonu nie jest sojusznikiem Waszyngtonu, który nie ponosi przy tym odpowiedzialności za ataki na tę enklawę.

Turcja nie zrezygnowała jednak ze swoich agresywnych planów wobec stworzonego przez SDF Demokratycznego Systemu Federacyjnego Północnej Syrii, twierdząc, że zagraża on jej bezpieczeństwu. Ankara twierdzi, że zarówno kurdyjskie YPG, jak i cała koalicja SDF, a także dominująca na terenach kurdyjskich Partia Jedności Demokratycznej (PYD) są tożsame z uznawaną za organizację terrorystyczną i prowadzącą partyzancką wojnę w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Na początku 2017 r. amerykańskie dowództwo CENTCOM opublikowało jednak oświadczenie SDF i YPG o braku związków z PKK. Turcja nie przedstawiła też żadnych dowodów potwierdzających rzekome wspieranie PKK przez SDF, w szczególności przekazywanie PKK otrzymanej od Amerykanów broni. Jedynym „dowodem” na związki YPG z PKK jest odwoływanie się przez kurdyjskich polityków w północnej Syrii do ideologii demokratycznego konfederalizmu, stworzonej przez więzionego przez Turcję założyciela PKK Abdullaha Ocalana. SDF powstrzymywała się też przed odpowiadaniem na graniczne prowokacje ze strony Turcji, w tym wielokrotny ostrzał północnej Syrii.

Wrogość wobec Kurdów nie jest jednak wyłączną przyczyną tureckiej interwencji. W grudniu 2016 r. Turcja pomogła Rosji i syryjskim siłom rządowym przejąć kontrolę nad wschodnim Aleppo, kontrolowanym do tego czasu przez protureckich dżihadystów. Była to cena jaką władze w Ankarze zapłaciły za rosyjską zgodę na kontynuowanie ofensywy na al-Bab, co było dla Turcji konieczne aby odciąć kanton Afrin od reszty terenów zajętych przez SDF. Turcja miała jednak uzasadnione powody by obawiać się odwetu ze strony swoich dotychczasowych dżihadystycznych sojuszników, niezadowolonych z coraz bardziej wyraźnego (choć oficjalnie nieartykułowanego) odstąpienia Turcji od dążenia do obalenia Assada i jej zbliżenia do Iranu i Rosji w ramach negocjacji astańskich. W październiku 2017 r. siły tureckie zajęły kontrolowaną dotychczas przez dżihadystów, północną część prowincji Idlib, graniczącą z kantonem Afrin. Formalnie operacja ta wymierzona była w związane z Al-Kaidą Hajat Tahrir asz-Szam (HTS) ale de facto było to przygotowanie do uderzenia na Afrin.

Tymczasem armia syryjska zaczęła ofensywę w południowej części prowincji Idlib, odzyskując w styczniu 2018 r. kontrolę nad bazą lotniczą i miastem Abu ad-Duhur. Turcja w tym czasie finalizowała jednak umowy z Rosją dotyczące budowy drugiej nitki Turkish Stream i zakupu systemu obrony przeciwrakietowej S-400. Nie miała więc zamiaru przeciwstawiać się rosyjskim interesom w prowincji Idlib. Turcja w zamian oczekiwała od Rosji tylko jednego: zielonego światła dla ataku na Afrin. Skierowanie wspierających ją syryjskich dzihadystów do walki ze wspólnym wrogiem tj. Kurdami, gwarantowało tez Turcji podtrzymanie wsparcia ze strony środowisk islamistycznych i nacjonalistycznych. Propaganda turecka przedstawia bowiem Kurdów jako ateistów i dlatego interwencji w północnej Syrii nadano charakter wojny religijnej. Nadzorujący tureckie meczety urząd Dijanet nakazał odczytywanie koranicznej sury al-Fath (Zwycięstwo), nakazującej walkę i obiecującej łupy, a także zapowiadającej karę dla tych, którzy od walki się powstrzymają. Obiecanym łupem ma być przy tym samo terytorium Afrin. Turcja nie ukrywa bowiem, że chce zmienić etniczną kompozycję tego rejonu, utrzymując że właściwy odsetek Kurdów wynosi tam 35 %, podczas gdy obecnie jest to ponad 85 %. Sura al-Fath odczytywana jest prawdopodobnie również w kontrolowanych przez Dijanet meczetach w Europie, których kilka tysięcy funkcjnonuje w Niemczech, a jeden w Warszawie. 

Rosja od samego początku zawiązania się kurdyjsko-amerykańskiego sojuszu w Syrii stara się w niego wbić klin, przy czym chce dokonać tego nie swoimi ale tureckimi rękami. Atak na Kurdów stawia USA przed dylematem, który z perspektywy Moskwy oznacza sytuację „win-win”. Opowiedzenie się USA po stronie SDF oznacza bowiem zagrożenie dla spójności NATO, zwłaszcza jeśli doszłoby w Syrii do starć zbrojnych między armią USA, a armią turecką (czego nie można obecnie wykluczyć, gdyż powstrzymanie tureckiej agresji na Afrin na drodze dyplomatycznej jest mało prawdopodobne). Natomiast opowiedzenie się przez USA po stronie Turcji oznacza zdradzenie sprawdzonego sojusznika tj. SDF i bezczynne przyglądanie się atakom na te same oddziały, które dopiero co pokonały Państwo Islamskie, ściśle współpracując z armią amerykańską. Miałoby to bardzo poważne konsekwencje dla USA i mogłoby pozbawić USA wszelkich wpływów nie tylko w Syrii ale i na całym Bliskim Wschodzie.

USA wprawdzie próbowało dalej opierać się na tezie, że sojusz z Kurdami nie obejmuje Afrin, jednak dla nich takie rozróżnienie nie ma żadnego sensu. Kurdowie z Afrin walczyli w Kobane i oddziały walczące niedawno w ar-Rakce czy dolinie Eufratu w prowincji Dajr az-Zaur są gotowe wesprzeć Kurdów w Afrin. Ponadto Turcja, by nie dopuścić do przegrupowania sił YPG z pozostałych części północnej Syrii, zaczęła również bombardowanie i ostrzał miast kurdyjskich na terenach, gdzie stacjonują wojska amerykańskie. To skłoniło USA do zaostrzenia retoryki. 24 stycznia Donald Trump w trakcie rozmowy telefonicznej zażądał od Erdogana „deeskalacji, ograniczenia działań zbrojnych i unikania ofiar cywilnych”, a także „unikania działań które mogą powodować ryzyko konfliktu między siłami amerykańskimi i tureckimi” oraz wyraził zaniepokojenie „destrukcyjną i fałszywą retoryką Turcji”. To ostatnie stwierdzenie stanowi aluzję do łączenia przez turecką propagandę SDF z PKK, a także sugestii, że operacja „Gałązka Oliwna” wymierzona jest też w Państwo Islamskie, podczas gdy organizacji tej nie ma ani w Afrin ani nigdzie w pobliżu.

Rozmowa telefoniczna Trumpa z Erdoganem nie przesądza jednak tego w jakim kierunku pójdą dalsze działania USA. Póki co Amerykanie podkreślają kontynuację sojuszu z SDF poza Afrin i brak gotowości militarnego dla atakowanej enklawy. Jeśli jednak Kurdowie sami nie powstrzymają agresji tureckiej to wielce prawdopodobne jest to, że będą szukać innego sojusznika. Według Rosji takim naturalnym sojusznikiem jest tylko ona, co jednak wcale nie jest takie oczywiste. Moskwa jednak nie zadowala się już tylko protektoratem nad Afrin, chcąc roztoczyć go nad całym terytorium SDF. W ten sposób wyeliminowałaby z Syrii wpływy USA, bo poza SDF Amerykanie nie mają na kim tu się oprzeć. Ponadto podważyłoby to wiarygodność sojuszniczą USA w ogóle, co propaganda rosyjska wykorzystałaby również w Europie.

Na razie jednak Rosja zbyt mocno odkryła swoje karty i Kurdowie już oskarżyli ją o zdradę, zachowując póki co wstrzemięźliwość w krytyce stanowiska USA (tj. braku pełnego wsparcia, w tym zbrojnego). Kurdowie za zdradę uznali wycofanie się sił rosyjskich z pogranicza Manbidż i z bazy w Afrin, czyli faktyczne cofnięcie udzielonych gwarancji bezpieczeństwa. Dla Kurdów oczywistym jest również to, że bez zgody Rosji Turcy nie mogliby dokonywać nalotów na Afrin nie narażając się na działania obrony przeciwlotniczej. Co prawda Rosja jako pretekst swojego stanowiska podała amerykański plan stworzenia nowego 30-tysięcznego „korpusu granicznego” SDF, co spotkało się z nerwową reakcją zarówno Turcji jak i Assada oraz Rosji. Ten ruch zrodził także oskarżenia o plany separatystyczne, ale tuz przed inwazją turecką USA było gotowe odstąpić od tego pomysłu. Znacznie bardziej zręczne jest natomiast stanowisko Iranu i samego Damaszku wobec inwazji tureckiej. Iran oraz władze syryjskie jednoznacznie potępiły „Gałązkę Oliwną”, a media z nimi związane (np. portal al-masdar) podają dość wiarygodne informacje na temat rozwoju sytuacji, sprzeczne z propagandą turecką. Pojawiły się również doniesienia, że rządowe siły syryjskie przepuszczają przez swoje terytorium oddziały YPG idące na pomoc Afrin.

Interesy rosyjskie i irańskie w Syrii nie są zbieżne. W szczególności Rosja nie jest zainteresowana stabilizacją tego kraju pod pełną kontrolą Asada, lecz sytuacją wiecznego chaosu, w którym mogłaby wdrażać politykę „dziel i rządź”, odgrywając rolę mediatora i protektora zwaśnionych stron (np. Kurdów i Asada). Iran natomiast zainteresowany jest jak największym wzmocnieniem Asada i przywrócenia jego kontroli nad całą Syrią. Niekoniecznie jednak musi to oznaczać pacyfikację Kurdów. Dla Iranu najważniejsze jest wyparcie z Syrii wpływów USA, Saudów i Izraela. Doświadczenia Iranu z kontaktów z władzami kurdyjskimi w Iraku pokazują, że konfrontacja Asada z YPG może być dla jego interesów bardziej kosztowna niż osiągnięcie jakiegoś kompromisu, dającego Kurdom bardzo ograniczoną podmiotowość. Dla Iranu najważniejsze jest przy tym otwarcie korytarza tranzytowego łączącego Iran z Morzem Śródziemnym. Co prawda jeden taki korytarz jest już otwarty, jednak prowadzi on przez dwie niespokojne, pustynne, trudne do kontrolowania i zdominowane przez sunnickie plemiona prowincje Syrii i Iraku: Dajr az-Zaur i Anbar. Ponadto układ z Kurdami pozwalałby Iranowi wywierać większy nacisk na Bagdad. Władze Iraku starają się bowiem równoważyć wpływy Iranu intensyfikacją współpracy z Arabią Saudyjską i innymi krajami sunnickimi.

Układ syryjskich Kurdów z Iranem oznaczałby katastrofę dla USA, które zostałoby w ten sposób wyparte nie tylko z Syrii ale w ogóle z Bliskiego Wschodu. Byłoby to również potężne uderzenie w interesy Izraela, Arabii Saudyjskiej i innych sunnickich państw arabskich w regionie. Dlatego nie może dziwić ich bardzo krytyczny stosunek do tureckiej interwencji. Przejście Kurdów na stronę Iranu spowodowałoby zapewne również odrodzenie się Państwa Islamskiego w Syrii, gdyż część plemion z Rakki i Dajr az-Zaur, które przyłączyły się do SDF w wyniku mediacji saudyjsko-amerykańskiej, teraz mogłyby stanąć ponownie po stronie Państwa Islamskiego, które nie zostało jeszcze całkowicie zniszczone.

Europa, w tym Polska, również odczują negatywne skutki ataku tureckiego na Afrin, bez względu na ostateczny rezultat tej konfrontacji. Po pierwsze turecka „zapłata” dla Rosji w postaci drugiej nitki Turkish Stream doprowadzi nie tylko do osłabienia pozycji Ukrainy i Polski poprzez przekierowanie tranzytu rosyjskiego gazu ale zapewne doprowadzi do integracji rosyjskiego i tureckiego systemu przesyłowego co uczyni dywersyfikację z tego kierunku fikcją. Paradoksalnie alternatywą (a więc również zagrożeniem dla interesów rosyjsko-tureckich) może być irański korytarz tranzytowy idący przez północny Irak i północną Syrię do Morza Śródziemnego. Po drugie, atak na Afrin pogłębia kryzys w NATO, co jeszcze bardziej podkreśla finalizacja rozmów na temat zakupu systemu przeciwlotniczego S-400 przez Turcję. Po trzecie, w rękach SDF jest obecnie wielu pochodzących z Europy jeńców, którzy walczyli w szeregach Państwa Islamskiego. W interesie Europy jest to by ci "foreign fighters" nie wrócili do niej, zwłaszcza, że sądy w Europie pokazały, że są wobec nich bezradne, gdyż uznają materiał dowodowy pochodzący z Syrii za niewiarygodny. Kurdowie, opuszczeni przez Europę, nie będą mieli jednak powodu, by tych europejskich "foreign fighters" dalej trzymać na swoim terytorium. Po czwarte, nadanie przez Turcję religijnego charakteru wojny z Kurdami, zwiększa prawdopodobieństwo przeniesienia konfliktu do Europy. Chodzi o groźbę starć turecko-kurdyjskich w Niemczech i w innych miejscach o dużej koncentracji Kurdów i Turków. Do pierwszych takich zdarzeń, choć na razie bezkrwawych, doszło już na lotnisku w Hanowerze w dniu 23 stycznia.

Najmniej prawdopodobnym scenariuszem jest opanowanie Afrin przez Turcję. Dla Kurdów jest to zagrożenie egzystencjalne, gdyż oznaczałoby ich exodus z tego terenu tj. ucieczkę kilkuset tysięcy osób. Dlatego jeśli opór kurdyjski zostanie przełamany, a USA nie udzieli pomocy, to nie ulega wątpliwości, że każda opcja będzie dla nich lepsza niż oddanie kantonu Turcji. Może nią być zarówno sojusz z Iranem i Hezbollahem, jak i oddanie Afrin pod pełną kontrolę armii syryjskiej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 82
Patriota
sobota, 3 lutego 2018, 22:34

Czytając tą analizę (bardzo dobrą) wygląda na to, że jeśli chodzi o politykę zagraniczną to polityka Turcji (fatalne błędy) może być niewiele lepsza niż obecnie realizowana polityka zagraniczna Polski (o ile w ogóle o jakiejś polityce zagranicznej można w Polsce dzisiaj mówić).

Dan
piątek, 2 lutego 2018, 18:37

Rząd Assada ma duże doświadczenie we współpracy z Kurdami, zarówno w Qamishli, jak i w Aleppo. Poza kilkoma szybko zażegnanymi epizodami zbrojnymi te dwie strony od początku wojny domowej zachowywały co najmniej neutralne relacje. Już teraz się mówi, że kanton Afrin zajmą oddziały rządowe. 5 Korpus już podobno się przygotowuje w okolicach Tal-Rifat i ruszy gdy tylko ostatecznie uzgodnią z Kurdami warunki. Rozmowy są podobno na finiszu. I tak Turcja znowu wychodzi na frajera. Odciągnęła przez swoją operację w Afrin sporą część oddziałów dżihadystów z południowego Idlib, umożliwiając Rosji i oddziałom Syryjskim zajęcie strategicznego lotniska Abu-ad-Duhur i sama zostanie z niczym. Przy tureckiej polityce zagranicznej, polska polityka wydaje się wirtuozerią.

M.
środa, 31 stycznia 2018, 12:20

Świetny artykuł. Gratuluję Panu przenikliwej analizy tematu.

LW
wtorek, 30 stycznia 2018, 12:36

Mówi Pan że Kurdowie nie ogłaszają oficjalnie niepodległości dając do zrozumienia że są to lojalni wzorowi obywatele, ale przecież ich postawę trudno nawet nazwać neutralną. Oni są pod silnym wpływem USA które blokują jakąkolwiek współprace z legalnym rządem, a ich działanie w prowincji Dajr az-Zaur są po prostu wrogie. Kurdowie postawili na fałszywego sojusznika co doprowadziło do ataku na Afrin przez bandę zbrodniarzy z is i innych organizacji, przemianowanych na pro tureckich \"demokratów\". A dlaczego Rosja ma bronić Afrin? Strzelać do tureckich samolotów skoro nawet do izraelskich nie strzela? Raz już uratowali bezinteresownie Afrin, drugi raz już się nie będą narażać. Kurdowie powinni nauczyć się w końcu wyciągać wnioski ze swoich błędów. Po zajęciu Afrin przez pro tureckie bojówki, co niestety jest prawdopodobne, stracą przede wszystkim Kurdowie, straci cała Syria która po zakończeniu wojny miała dużą szansę stać się federacją.

KOIO
sobota, 27 stycznia 2018, 17:26

Kurdowie są skazani na Asada tylko on morze pozwolić im na normalne funkcjonowanie Tylko on morze kupić rope Turcja ani Irak jej nie kupi . Kurdowie nie mają tylu fachowców do jej wydobycia zresztą jak wieść sprzęt do jej wydobycia rury wiertnice itp . Broń amunicje amerykanie dostarczą ale proszek do prania buty skarpetki lodówke telewizor to już nie . Irak zawsze może pomóc Asadowi blokując niektóre trasporty Iran przez swoich ludzi w Irackim rządzie zrobi co trzeba i tiry staną aż cebula i mięso skiśnie a czekolada popłynie po pustyni ale zato karabinów będzie do oporu . Kurdowie chcą czy nie będę musieli się dogadać i Asadem bo Turcja odpada a innej drogi niema do północnej Syrii

Poleslav
środa, 21 lutego 2018, 22:35

Tyle że Asad nie ma na tyle władzy żeby dogadywać się z Kurdami- to Rosja decyduje, co pokazało niedawne wycofanie oddziałów prorządowych idących na pomoc Afrinowi

yaro
niedziela, 28 stycznia 2018, 12:50

gwoli ścisłości Irak też odpada a Iran stanie po stronie Syrii, więc też odpada. Krótko mówiąc nawet amerykanie za bardzo nie będą mieli jak dostarczyć im sprzętu do wydobycia.

Remik
sobota, 27 stycznia 2018, 15:08

-Stabilna wiekszosc ludnosci w srodkowej Europie i elity polityczne niechca Turkow w EU, i w Europie. -Wolny suwerenny, nie radykalny, Kurdistan z dostepem do srodziemnego morza bylby dobrym partnerem energetycznym EU na przyszlosc.- W potencjalnym wewnetrznym konflikcie miedzy Kurdami a Turkami w Niemczech beda chrzesciansko-narodowe-radykalne sily polityczne napewno pomagac Kurdom. Amerykanie i Rosjanie musza wiedziec ze nie damy sie dominowac i mamy swoja pozycje w Europie. A na koncu trzeba sie spytac Kurdow co chca, wolny kurdistan czy niewolnictwo tureckie? Niewiadomo czy Kurdowie niebeda wstanie prowadzic kontrofenzywe?

łowca_stupików
niedziela, 28 stycznia 2018, 02:35

A z jakich terenów chcesz zrobić to państwo, że tak zapytam ? Dał ci ktoś prawo mówienia innym krajom, że maja oddać swoje tereny dla Kurdów ?

prawda
niedziela, 28 stycznia 2018, 21:17

To w takim razie domagam się zwrotu ziem zagrabionych przez Polaków w 1918...

inna_prawda
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:12

eeee tam a może cofniemy sie do polski z czasów Chrobrego ?

Red@Devil
sobota, 27 stycznia 2018, 14:53

USA romans z kurdami w tajemnicy przed sojusznikiem z NATO ważnym graczem w regionie. Pucz. Się nie udało a teraz ze Turcja taka i owaka. Eh USA się zapłaci niebawem

wanilia
sobota, 27 stycznia 2018, 13:02

Niewykluczony sojusz Kurdów z Iranem? A co z kurdyjskim separatyzmem w zachodnim Iranie? A nawet jeśli, to nie nazwałabym tego sojuszem, ale tymczasowym porozumieniem.

Are
sobota, 27 stycznia 2018, 22:48

Kurdów nie należy traktować jako jeden polityczny organizm. Kurda z Afrin dużo łączy z Kurdem z Iraku czy z Iranu, ale i bardzo dużo ich dzieli. Różne interesy, różne poglądy i światopogląd. Po drugie jak ktoś ma nóż na gardle to nie może być wybredny przy wyborze sojuszników. A między sojuszem a tymczasowym porozumieniem w tamtych realiach różnica nie jest wielka. Na przykład sojusz Kurdów z Afrinu z Rosjanami okazał się być bardzo tymczasowym porozumieniem, a te tymczasowe porozumienie z Iranem może się okazać trwałym sojuszem.

noe
sobota, 27 stycznia 2018, 11:27

Panie Witoldzie. Z analizy prasy irańskiej i syryjskiej wynika, że Asadowcy za zgodą Rosji przepuszczają transporty z bronią i odziały Kurdów idące z pomocą swoim braciom w kantonie Afrin. Dobrze Pan wie jak było pod Al Bab. Turcja nie ma szans zając tego terenu bez militarnego wsparcia Federacji, a Federacja oczywiście go nie udzieli. Również nie można mówić tak wprost że Rosjanie zdradzili Kurdów - na swój sposób im pomagają... Pozdrawiam Pana serdecznie

Z
sobota, 27 stycznia 2018, 11:02

Zydowski pomysl na rozszerzenie panstwa Izrael o powiedzmy polowe Syrii nie jest zadna tajemnica i inne panstwa, jak Turcja, Arabia Saudyjska, Irak, Iran tez chca kawal tego ciastka ! Takze o dziwo Syria tez chce kawalek Syrii !? Wiec podobierali sobie \"pomocnikow\" typu USA, Rosja czy Chiny i dawaj robic zajazdy, mimo ze to nie Litwa. A Kurdowie, jak to Kurdowie - przeszkadzaja wszystkim w tych szlachetnych celach i zamiarach ... Bylo kiedys swietne haslo Syjonisci do Syjamu - to moze Kurdow tez do Syjamu ?

Smuteczek
sobota, 27 stycznia 2018, 02:25

Na angielskojezycznych forach ludzie pisza ze ze wschodniej Syrii idzie bardzo liczne wsparcie do Afrin i ze posterunki obsadzone przez sily rzadowe puszczaja takie kolumny bez problemu.

Milutki
sobota, 27 stycznia 2018, 00:56

Pan Repetowicz próbuje przekonywać że problemem jest inwazja Turcji na Afrin, że to powoduje rozłam NATO zagraża bezpieczeństwu itd., ale problem zaczął się dużo wcześniej. Ameryka zdradziła swojego sojusznika z NATO czyli Turcję wspierając wrogie Turcji bojówki u jej granic. Takie jeszcze zdanie: \"Na początku 2017 r. amerykańskie dowództwo CENTCOM opublikowało jednak oświadczenie SDF i YPG o braku związków z PKK.\" No tak słowo amerykańskiego dowództwa i ich bojówek cenniejsze niż złoto!

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:31

Brednie. Żadne wrogie bojówki. YPG/YPJ nigdy nie zagrażało Turcji. A nawet PKK miała wtedy z Turcją rozejm i rozmowy pokojowe, które Turcja spuściła do kibla.

Wkurzony
sobota, 27 stycznia 2018, 11:44

A no owszem , wspierala \'\'wrogie\'\'Turcji bojowki , gdy Turcja grala na wspieranie ISIS , kupujac od nich skradziona rope i dostarczala uzbrojenie tej jakze pokojowo nastawionej organizacji ;) . Przepraszam , ale bzdury Pan pisze , ile mozna najpierw prosic o zaprzestanie wspierania islamistow , pokazywac dowody zebrane przez drony , stojacych cystern w kierunku granicy z Turcja , tak nie powinien postepowac tkz. sojjusznik .

Milutki
sobota, 27 stycznia 2018, 15:17

Wszystkie strony kupowały ropę i inne produkty od ISIS, Kurdowie iraccy, syryjscy, Asad, wladze irackie, oni zajęli zbyt duże części Iraku i Syrii aby gospodarczo ich zignorować. Pozatym na miejscu gdzie rządziło ISIS mieszkali ludzie którzy wbrew swojej woli znaleźli się pod takim panowaniem i oni musieli przeżyć potrzebowali handlu.

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:33

Nie wszystkie i w różnym stopniu (najwięcej Turcja i Asad). I ci ludzie nie potrzebowali handlu. Potrzebowało go Daesh.

Milutki
wtorek, 30 stycznia 2018, 19:54

Ludzie mieszkający na terenie ISIS nie byli samowystarczalni potrzebowali handlu. Nawet jeżeli elementem kupowanym przez Turcję była tymczasowa ochrona przed atakami to jest to zrozumiałe.

Milutki
wtorek, 30 stycznia 2018, 19:52

Chyba Turcja miała najdłuższa granicę to raz. Dwa, ludzie którzy mieszkali na terenach ISIS nie byli samowystarczalni, musieli handlować. Nawet jeżeli elementem które Turcja kupowała to była ochrona przed atakami , nawet tymczasowa to jest to zrozumiałe.

Whiro
sobota, 27 stycznia 2018, 22:25

Ale to nie USA tylko Turcja ostatnio wącha się z Rosją. Europa też dziwnie patrzy na Turcję , gdzie odradza się skrajny islam a władza erdogana rośnie na sułtanską. Kto więc kogo zdradza. Mam nadzieję że wywiedziono z tamtad bomby atomowe.

Milutki
niedziela, 28 stycznia 2018, 16:01

Turcja była długo w sporze z Rosją, po zestrzeleniu ich bombowca stanęli nagranicy wojny. NATO i Amerykanie nie wsparli wtedy Turcji. Turcja dogaduje się z Rosją z konieczności bo przez Amerykę zostali zdradzeni.

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:34

Bzdura.

Are
piątek, 26 stycznia 2018, 23:25

Przyznaję, że portal Defence24 zyskuje w moich oczach dzięki analizom Pana WR. Analiza jest tym lepsza im dogłębniej i wielostronnie porusza daną tematykę, a ta na pewno taka jest. Same nasuwają się pewne wnioski. 1. Erdogan, uprawiając typową dla polityków-populistów (niestety obecnie coraz częściej sprawujących realną władzę) strategię \"po pierwsze Turcja\" i dzielenia i podgrzewania emocji swego elektoratu poprzez wskazywanie wrogów, od wielu lat skutecznie podkopuje zaufanie do Turcji jako przewidywalnego i cieszącego się zaufaniem partnerów międzynarodowego gracza. Kto na arenie międzynarodowej obecnie ufa tureckim władzom? Populizm plus nacjonalizm to strategia przypominająca jazdę na tygrysie. Na początku skutkuje, ale potem nie można już zmienić kursu i coraz więcej energii potrzeba by się utrzymać i nie zostać pożartym przez własnoręcznie rozdmuchaną rewolucję. 2. Ta \"gałązka oliwna\" (ach, teraz coraz bardziej modne są takie populistyczno-poetyckie hasła jak \"dobra zmiana\") wyraźnie pokazuje jaką wartość przedstawia sobą turecka armia. Poborowe mięso armatnie bez żadnego morale plus przetrzebiona i źle zmotywowana kadra oficerska. Efekt, karabiny plus motywacja i znajomość terenu skutecznie opierają się czołgom i samolotom. 3. Turcja uprawia propagandę jakimi to dobrymi samarytanami są Turcy, a tymczasem skutecznie przez nich izolowany kanton Afrin i bez tej wojenki ma tragiczną sytuację gospodarczą. Dzięki właśnie Turcji. 4. USA nie są w stanie samodzielnie wspierać Kurdów. Wystarczy spojrzeć na mapę. W jaki sposób mają przerzucać dla nich zaopatrzenie? Albo przez Irak (w którym mają coraz mniej do powiedzenia skutecznie wypierani przez Iran), albo drogą lotniczą, która jest droga i którą łatwo zablokować. Z drugiej strony Iran też nie może liczyć na to, że rurociąg przez tereny kontrolowane przez SDF będzie zawsze bezpieczny. Trzeba się jakoś dogadać z plemionami sunnickimi. Widać wyraźnie, że ten konflikt Arabii Saudyjskiej z Iranem jest dla Kurdów szkodliwy. Kurdowie naprawdę muszą się nagimnastykować by w tej sytuacji nie zrazić do siebie żadnej ze stron. To jak polityczny spacer po polu minowym.

magazynier
sobota, 27 stycznia 2018, 12:08

Ad.1 Po pierwsze Ameryka też brzmi źle? Ad.2 Nie za wcześnie na taką ocenę? Ad.3 I co w tym dziwnego? Ad.4 A Amerykanie zawsze pilnują tylko swoich interesów. Piją piwo którego nawarzyli.

Marek M.
piątek, 26 stycznia 2018, 21:39

Jasno i klarownie o nowym \"węźle gordyjskim\".

viper_obs
piątek, 26 stycznia 2018, 21:03

Jakie jest stanowisko naszego MSZ ? Mija tydzien od agresji , nie ma zadnego oświadczenia .

Ket
sobota, 27 stycznia 2018, 00:26

jeszcze nas tam potrzeba

Drzewica
piątek, 26 stycznia 2018, 21:03

Czas by Rosja Putina dostała po uszach, odechciało by się jej rozgrywania narodów, skłócania dla rządzenia!

Jakipan
sobota, 27 stycznia 2018, 09:58

Przecież tak samo robią amerykanie. Przepraszam oni niosą demokrację i wolność. Ale to Pana pewnie nie oburza? Tak czy siak hipokryzji pełno w tych \"analizach\" i komentarzach.

dimitris
piątek, 26 stycznia 2018, 21:03

Pan Witold, jak zawsze świetnie otrzaskany w temacie :) ////// Natomiast ja chciałem wszystkim Państwu przypomnieć, że strona A warta jest strony B, bywali też sojusznikami. Przykładowo: to głównie Kurdów używano w Turcji do rzezi chrześcijan. ////// Czyli nie pchamy palców między cudze drzwi. Ani nie zdobędziemy tam wtrącaniem się ważnych przyjaciół ani sojuszników. To nie nasz cyrk - czyli także nie nasze małpy.

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:38

Nie, nie głównie. I to jest nasz cyrk, bo konflikty bliskowschodnie odbijają się na Europie, a jedynym sensownym sposobem ustabilizowania tam sytuacji jest demokratyczny konfederalizm

Karkses
piątek, 26 stycznia 2018, 20:40

Cóż prawda jest taka że Assad i Iran już dawno powinni dogadać się z Kurdami. Mniejszość kurdyjska w Iranie jest dużo mniej aktywna i nastawiona antagonistycznie do republiki islamskiej niż ma to miejsce w Turcji więc raczej nie ma mowy tam o obudzeniu jakiś nastrojów secesjonistycznych. Asad powinien pogodzić się z oderwaniem Kurdów od Syrii i stworzyć z nimi blok sojusznicy, razem ustabilizować sytuację wewnętrzną i pozbyć się wpływów rosyjskich i tureckich jako najbardziej destruktywnych. Fakt że Iran ryzykuje tu swoją pozycję w Iraku ale z drugiej strony to dla niego też sytuacja win-win. W Iraku południowym jest masa szyitów którzy i tak będą proirańscy, z kolei kurdystan to najbogatszy region Iraku w razie powstania przy pomocy Iranu quasi -państwa Kurdów syryjskich, kurdystan będzie wiernym sojusznikiem Iranu. Ameryka już i tak przegrała w Syrii

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:41

Niestety reżim ajatollahów jest bardziej aktywny i nastawiony antagonistycznie. To, że o sytuacji w Iranie się mało mówi nie oznacza że nic tam się nie dzieje. Ostatnio i tam się zaostrza.

yaro
sobota, 27 stycznia 2018, 05:54

To nie jest tak jak myślisz - Kurdowie właśnie tracą swoja szansę na bardzo szeroką autonomię wierząc w mrzonkę, że z terenów Syrii uczynią sobie malutkie państewko. Nic z tego nie będzie ponieważ Turcja, Iran, Irak oraz Rosja zablokują ten proces. To państewko miało by granicę z tymi krajami więc faktycznie były by one wrogami, nie mówiąc już o samej Syrii bo to jej tereny i o całym procesie uznania tego państewka przez świat. Kurdowie dostali dobrą propozycję ale jak chcą wierzyć wielkiemu bratowi to ich sprawa - głupota polityczna w tym przypadku pomieszała im rozumy. Poniżej wycinek opracowania osoby bardzo blisko związanej z konfliktem w Syrii ... Rożawa – quasi państwo kurdyjskie w Syrii, składa się z dwóch obszarów. Głównego na wschód od miasta Manbidż, i enklawy Afrin na północny zachód od syryjskiego miasta Aleppo, wciśniętej pomiędzy teren Turcji, obszary kontrolowane przez protureckich rebeliantów i armię rządową. Zgodnie z międzynarodowymi porozumieniami z Astany, na obszarze Afrin, w tym w samym mieście, rozwinięte były punkty obsadzone przez rosyjską żandarmerię oraz oficerów „Centrum Rozejmowego Walczących Stron”. „Rosyjska flaga” chroniła Kurdów przed tureckimi nalotami. Turcja wystąpiła jednak do Rosji o zagwarantowanie kontroli granicy Afrin z Turcją, dla zabezpieczenia jej przed przenikaniem terrorystów, czyli powstańców kurdyjskich z Partii Pracujących Kurdystanu (PPK). Moskwa stojąca na stanowisku nienaruszalności granic Syrii, od dawna sugerowała Kurdom włączenie się w proces pokojowego uregulowania konfliktu, poprzez tworzenie założeń pod polityczny ustrój przyszłej Syrii. Mowa była o autonomii, ale to Kurdów nie satysfakcjonowało, uznawali oni władze Rożawy (protegowanych USA). Obecność enklawy na północ od Aleppo będącej w obszarze wpływów Waszyngtonu była też „nie w smak” Moskwie i Damaszkowi. Jak ujawnił Ałdar Kselił członek „Demokratycznego Wolnego Ruchu Tew-Dem”, w obliczu gróźb Turków, do Moskwy zaproszono liderów Kurdów z Afrin, składając im konkretne propozycje. Rosja gwarantowała, że powstrzyma agresję turecką, pod warunkiem przywrócenia kontroli granicy turecko syryjskiej przez wojska rządowe. Miałoby nastąpić też wpuszczenie do Afrin wojsk prezydenta Asada, wywieszenia flag syryjskich oraz powrót administracji, w tym bezpieki (Mukhabarat). Rosjanie zażądali też zwrotu rządowi w Damaszku zagarniętych pól naftowych w prowincji Deir ez Zor. Kurdowie wierząc że USA nie dopuści do agresji Turcji odrzucili propozycję Rosjan. Nie wyrazili zgody na kontrolę przez siły rządowe granicy syryjsko tureckiej, a na zwrot pól naftowych w prowincji Deir ez Zor, twierdzili, nie wyrażą zgody Amerykanie. Ponadto przywódcy kurdyjscy w Afrin w tym Nobachar Mustafa i Sinam Mochammed, zakładali, że armie NATO, nie wystąpią przeciwko sobie,

Sicario
piątek, 26 stycznia 2018, 19:57

Kolejna trafna analiza.Dziekuje Panie Witoldzie.Nadal interesujaca jest sytuacja w Syrii.Widac ewidentnie ze Iran chce stworzyc korytarz przez ktory posedl by gaz do Europy.Na to nigdy nie zgodzi sie Rosja jako monopolista gazu.Takze wszystkie scenariusze sa mozliwe.Najciekawszy to taki ze USA zaczna bronic Kurdow.Wtedy bedziemy mieli otwary konflikt miedzy krajami NATO(USA i Turcja).Skutki beda tego oplakane dla regionu jak i dla Europy.

Ernest Treywasz
piątek, 26 stycznia 2018, 19:17

Putin zaprosi Trumpa do Jałty, w celu znalezienia optymalnego rozwiązania problemów Korei Płn, Syrii, oraz Europy Wschodniej... Co? W Europie Wschodniej nie ma problemów? A Ukraina? A Państwa Bałtyckie? A Polska? Wszędzie tam panuje rusofobia, co doprowadza do problemów... I jeszcze ta ostatnia ustawa Senatu w sprawie mienia bezspadkowego... Jest wiele problemów, które mają USA i które Rosja może im pomóc rozwiązać. Potrzebny jest nowy reset! Najlepiej w Jałcie...

dim
piątek, 26 stycznia 2018, 23:43

Polskę przehandlowano (za Grecję) nie w Jałcie, a na Kremlu, 9-10 X 1944 - Stalin, Mołotow, Churchill, Eden. Zauważ datę, czyli przygotowanie do tej wizyty rozpoczęto niezwłocznie po makabrycznie krwawym upadku Powstania Warszawskiego. Które po to własnie było Brytyjczykom potrzebne, razem z polską klęską. ////// Marcos Wafiadis, późniejszy pierwszy dowódca greckiego powstania, następnie zamieszkały w Moskwie przez 30 lat, ale już jako bezpartyjny, skomentował to tak: Umawiający się mężowie stanu faktycznie umawiali się o wywołanie w Polsce i Grecji wojen domowych, dla eksterminacji w nich demokratycznych opozycji. Nie mogli nie zdawać sobie sprawy, że inaczej porozumienian serwetkowego nie da się wprowadzić w życie. /// Czyli lepiej jest ufać tylko samym sobie, niż sojuszom. I być gotowym. Niemniej wspomniana przez Ciebie ustawa US Senatu nic nie może, gdyż USA, za gotówkę, przejęły niegdyś na siebie zaspokojenie roszczeń swych żydowskich obywateli, za mnienie utracone niegdyś w Polsce. Tę starą umowę należy tylko z archiwum MSZ śmiało wyciągnąć, sfotografować, przkazać na konerencji prasowej dziennikarzom świata. Czyli potrzeba tzw. cojones.

mmartini72
piątek, 26 stycznia 2018, 19:01

Czuję, że dalsze działania Turcji doprowadzą ten kraj do wojny domowej. Raz już Erdogan był bliski śmierci. Drugi raz już się nie pomylą.

defender
niedziela, 28 stycznia 2018, 02:33

drugiego razu nie będzie, bo się przekonali, że wywiad Rosji jest lepszy niż myśleli i teraz się tylko czają

Smiechow
piątek, 26 stycznia 2018, 18:46

Putin zaproponował Kurdom obsadzenie granicy z Turcją wojskami syryjskimi (sytuacja przypominająca Donbas :) ,a tym samym unikniecie inwazji tureckiej. Kurdowie odmówili wierząc w amerykański parasol i pomoc w utworzeniu ich państwa (nie oszukujmy się :) ,co skutkowałoby rozbiorem Syrii. Jako ze jest to polityka ,a nie moralne rozważania ,szczególnie rozważania o nienaruszalności granic państw, czy nielegalnym stacjonowaniu obcych wojsk na terenie innych państw..,czym żadna ze stron konfliktu (USA też :) sobie głowy nie zawraca ,Putin oświadczył że Kurdowie muszą wybierac : albo rybka,albo..i po odmowie wycofał się z Afrim ze słowami : sami wybraliście .Teraz będę obserwował jak zareaguje Trump ,widząc mój genialny ruch na szachownicy ,bo trzeba przyznać ..,postawił Trumpa przed nie byle jakim dylematem..,albo utrata damy ,albo szach - mat.

Marek1
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:07

Tylko kompletny dureń uwierzyłby Moskwie, że po bezwarunkowym wpuszczeniu armii rządowej(SAA)na teren regionu Afrin tamtejsi Kurdowie mieliby jeszcze cokolwiek tam do powiedzenia. To tak jakby Kijów zgodził się na wprowadzenie armii rosyjskiej na teren Donbasu jako \"rozjemców\" ;)) Zresztą problem z tureckimi apetytami na niezły kawałek Syrii jest znacznie większy, bo Ankara nie ukrywa wcale, ze chce też zająć rejon Manbidż, wyzwolony przez Kurdów w krwawych walkach z daesh, a potem całość pasa przygranicznego syryjskiego Kurdystanu na wschodnim brzegu Eufratu. W takiej sytuacji po opuszczeniu Kurdów przez Rosjan i miganiu się USA co do deklaracji pomocy w walce z Turcją, pozostaje im już tylko walka do upadłego lub dogadanie się jakoś z Asadem co do jak największej autonomii(słaba szansa raczej).

gosc
sobota, 27 stycznia 2018, 11:40

trafnie i celnie.

Zbys
sobota, 27 stycznia 2018, 11:23

Przypominam, ze oni wszyscy, jak to sie ladnie mowi \"gracze\" w tej grze o tereny po-syryjskie sa z tego samego worka i zadnego szach-mata NIE BEDZIE ! Lista graczy w tym samym wspolnym worku to USA, Izrael, Arabia Saudyjska, Turcja, Rosja, Chiny i EU. Wrogow tak naprawde nie widac BO ICH NIE MA. Wlasnie ISIS i inne klony po to stworzono. Potrzebny jest jakis wrog a z braku takowego - trzeba go wyprodukowac. Dyskutanci w Polsce musza miec jakas pozywke do gaworzenia. Gwatemala nie dostrzega, iz elita wladzy kradnie ...

Whiro
sobota, 27 stycznia 2018, 09:26

Zapominasz tylko że wszyscy wiedzą że propozycje Putina to gry i kłamstwa. Kurdowie wiedzą że Putin wycofał z afrin swoich żołnierzy i że dał pozwolenie na inwazję w zamian za decyzje o kolejnej nitce gazowej. To człowiek fałszywy jak i Rosja. Oczywiście będą teraz zwalać winę na USA, jak na Niemcy w Katyniu.

yaro
niedziela, 28 stycznia 2018, 02:29

Bzdury gadasz, gdyby to były kłamstwa to by nie mówił im, że granicę obsadzą wojska syryjskie. Rosja jasno powiedziała, zmian granic Syrii nie będzie, jeśli jakiś czas temu kiedy Turcja grała jak jej USA kazało była by jako taka możliwość tak teraz przy pełnej współpracy Ankary z Moskwą Putin nic nie musi kłamać. Amerykanie wyrolowali wcześniej Turcję a ta teraz właśnie wyrolowuje Amerykanów tylko, że to się szybko nie stanie. Kurdowie dostali dobrą propozycję, szeroką autonomię w granicach Syrii, trzeba się im było zgodzić bo teraz mają figę i wielki brat niewiele może zdziałać. No tak może jeszcze nie puścić przedstawicieli sił rebelianckich do Soczi na rozmowy o Syrii i nie pojadą, i znów oczywiście stracą bo to co tam ustali Turcja Iran, Syria i Rosja będzie obowiązujące i USA tę żabę będzie musiało połknąć.

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:53

Nie dostali żadnej propozycji jakiejkolwiek autonomii!!! Mowa była tylko o \"autonomii kulturalnej\". Czyli, że nie będą ich zabijać za mówienie po kurdyjsku. Jedyny, który chce zmieniać granice to Erdogan. Zresztą nie tylko Syrii. Natowskich Grecji i Bułgarii też.

yaro
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:22

Obecność enklawy na północ od Aleppo będącej w obszarze wpływów Waszyngtonu była też „nie w smak” Moskwie i Damaszkowi. Jak ujawnił Ałdar Kselił członek „Demokratycznego Wolnego Ruchu Tew-Dem”, w obliczu gróźb Turków, do Moskwy zaproszono liderów Kurdów z Afrin, składając im konkretne propozycje. Rosja gwarantowała, że powstrzyma agresję turecką, pod warunkiem przywrócenia kontroli granicy turecko syryjskiej przez wojska rządowe. Miałoby nastąpić też wpuszczenie do Afrin wojsk prezydenta Asada, wywieszenia flag syryjskich oraz powrót administracji, w tym bezpieki (Mukhabarat). Rosjanie zażądali też zwrotu rządowi w Damaszku zagarniętych pól naftowych w prowincji Deir ez Zor. Kurdowie wierząc że USA nie dopuści do agresji Turcji odrzucili propozycję Rosjan. Nie wyrazili zgody na kontrolę przez siły rządowe granicy syryjsko tureckiej, a na zwrot pól naftowych w prowincji Deir ez Zor, twierdzili, nie wyrażą zgody Amerykanie. Ponadto przywódcy kurdyjscy w Afrin w tym Nobachar Mustafa i Sinam Mochammed, zakładali, że armie NATO, nie wystąpią przeciwko sobie, szczególnie, że Rożawa ma gwarancje bezpieczeństwa Waszyngtonu. Ze swej strony proponowali przekazanie Rosjanom zniszczonej bazy lotniczej Menaż, oraz wywieszenie w niektórych miejscach flag syryjskich. W tych okolicznościach do Moskwy przyleciał Szef Sztabu Generalnego armii Turcji Gen. Hulusi Akar z szefem wywiadu i całą czeredą wysokich rangą oficerów. Omawiali z generałem Walerym Gierasimowem (Szef Sztabu Generalnego armii Rosji) i ministrem obrony Siergiejem Szojgu operację militarną Turcji w Syrii. I ... znaleźli wspólny punkt widzenia.

Urke
piątek, 26 stycznia 2018, 16:58

Turcy uzywaja w walkach niemieckich czolgow Leopard 2, ktore sa przez Kurdow za pomoca takze niemieckiej, ale juz przestarzalem rakiety przeciwapancernej Milan rozwalane. Mit niezniszczalnych czolgow Leopard zostal bardzo podwarzony. Czy to bedzie mialo wplyw na zakupy tych czolgow przez Polske?

prawda
niedziela, 28 stycznia 2018, 21:28

rozwalają? jeden filmik z trafienia, po czym jedno zdjęcie pokazujące osmolony tył wieży... takie to rozwalanie.

Olaf
piątek, 26 stycznia 2018, 22:12

Nie, bo i tak nie ma ich na zbyciu.

Zbys
sobota, 27 stycznia 2018, 11:31

Wszystkie sprzedali Turkom, jako cele cwiczebne dla Kurdow. No i kurde dla Polakow juz nie wystarczylo ... Piaslem juz, ze w tej bitwie o tereny po-syryjskie nie ma wroga, wszyscy sa nasi ! Niemieckie Leopardy walcza z francuskimi MILANami - to po prostu taki nowoczesny poligon na zywo ...

Antarii
piątek, 26 stycznia 2018, 21:42

Raczej nie będzie miało wpływu. Obecnie polityka jest nad bezpieczeństwem i dobrem Polski i Polaków.

Sicario
piątek, 26 stycznia 2018, 20:07

Problem niestety Leopardow polega na tym ze odbiegaja juz od terazniejszego pola walki.Rosjanie wyprzedzili juz mocno zaspany Zachod.Przyklad najnowsze czolgi rosyjskie T-90 maja nowe systemy obronne jak pancerz reaktywny najnowszej generacji Kontakt-5.System ochrony aktywnej SZtora majecy na celu zaklucenia rakiet przeciwpancernych.Tego nasze Leopardy jak i Zachodnie nie maja,dlatego Tureckie Leo zostaly tak zmasakrowane(przez ISIS pociskami TOW) pod AL-DAB.USA szybko reaguje i juz zamowilo system TROPHY izraelki do Abramsow stacjonujacych w Europie.A MON niestety w tym kierunku nic nie robi.Nie lubie byc wrozbita ale sadze jezeli by sie na ta chwile spotkaly sie nasze Leo z rosyjskimi T-72BM3 jak i jeszcze nowszym T-90 to wynik niestety bylby dla nas bardzo deliktanie mowiac niekorzystny.Widac ze Rosjanie perfekcyjnie wykorzystali konflitk w Syrii do testowania nowych typow wlasnej broni jak i jej udoskonalania.Jestesmy za Rosja z tylu,pora sie obudzic i zaczac cos robic aby poprawic obrone naszych Leo.

Davien
czwartek, 1 lutego 2018, 01:07

Sicario, ten \"cudowny\" Kontakt-5 nie jest w stanie powstrzymać nowoczesnych pocisków podkalibrowych i kumulacyjnych wiec niezła wtopa:) Sztora jest bezsilna przeciwko zachodnim ppk od pojawienia się TOW-2 wiec znowu wpadka:) To-90S /A ledwie osiaga poziom Leo2A4 podobnie jak T-72B2 wiec pomarzyc dobra rzecz ale polecam mniej RT i Sputnika a więcej realnego swiata:)

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:55

Bajki. Jest dokładnie odwrotnie. Rosji daleko do zachodu w technice pancernej. A al Bab to wynik \"geniuszu\" tureckiej armii.

2zdk
sobota, 27 stycznia 2018, 02:50

Co za bzdury. Tureckie Leopardy zostały zniszczone przez kompletą ignorancję i fatalne wyszkolenie załóg. Polecam dokładniej zagłębić się w temat. Przypominam również że żaden czołg nawet taki jak Leopard 2 nie jest wstanie przetrwać bezpośredniego uderzenia pocisku przeciwpancernego. Sam Leopard 2 jest nadal świetną maszyną należącą do światowej czołówki. Twierdzenie że T72( w jakiejkolwiek wersji) czy T90 wypada korzystniej w porównaniu z Leopardami jest delikatnie mówiąc głupie gdyż nawet starsza wersja 2A4 ma przewagę nad maszynami ze wschodu nie wspominając już o wersjach takich jak 2A7...

Zaorane
sobota, 27 stycznia 2018, 12:06

No tak, ale jak ruskie czołgi sie palą przez ignorancję i zerowe wyszkolenie załóg arabskich to już nie masz problemu stwierdzić ze sprzęt jest do niczego

Davien
czwartek, 1 lutego 2018, 01:10

Oczywiście w tureckich Leo straconych przez głupotę dowódców i błędy załóg siedziały załogi z Bundeswehry:) Akurat Arabowie szkoleni byli wg wzorów rosyjskich więc niezła wtopa:)

Boruta
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:57

Na Ukrainie to też arabskie załogi? Może jeszcze Grozny szturmowały?

2zdk
sobota, 27 stycznia 2018, 14:44

Nigdy nie twierdziłem że rosyjskie czołgi są do niczego. Nie wiem skąd to sobie wymyśliłeś. Miałem na myśli to że nie są aż tak zaawansowane techniczne jak nowoczesne czołgi zachodnie co nie zmienia faktu że pewną wartość bojową mają.

kdz2
niedziela, 28 stycznia 2018, 02:31

dziwne stwierdzenie, bo ostatnio to zachód boi się bardziej ruskich czołgów niż to co Ty opisujesz, no nieźle może napisz do dowódców zachodnich, że ruskie czołgi przedstawiają tylko pewna wartość bojową :D

Davien
czwartek, 1 lutego 2018, 01:11

A czego ma sie bać:? Kolejnej wersji przejściowego T-72 bo Rosjanie nie byli nawet w stanie zrobic tego co sobie zamierzali i skończyli z czołgiem na chwilę który od tamtej pory modernizuja do granic mozliwości nie mając nic nowegoi?

2zddk
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 22:45

Nie ma to jak łapać za słówka... A co do dowódców zachodnich to sam możesz do nich napisać, takiego eksperta z pewnością wysłuchają chętniej ode mnie :)

dim
piątek, 26 stycznia 2018, 23:47

... ponieważ MON ufa w sojuszników... Sojusznicy przyjdą, przylecą, przypłyną i osłonią nasze czołgi, rozumiesz...

Sailor
piątek, 26 stycznia 2018, 16:49

Turcja w NATO to jedne wielkie nieporozumienie i generator kłopotów.

Zbys
sobota, 27 stycznia 2018, 11:36

Turcja to nie zaden generator. To kazdym tego slowa znaczeniu - pomost. Do zdobywania Bliskiego Wschodu i dalej, dalej ...

Harry 2
piątek, 26 stycznia 2018, 15:15

Turcja - kraj islamski o ambicjach mocarstwowych, wysoce nieprzewidywalny. I wszystko jasne.

rfegrergergregrg
piątek, 26 stycznia 2018, 15:07

więksi rozgrywają swoje gierki kosztem mniejszych, zawsze niestety tak było i będzie, gdyż Liga Narodów kiedyś czy też ONZ teraz to nic nie mogące instytucje

Polanski
piątek, 26 stycznia 2018, 14:19

Jak zwykle Pan Repetowicz doskonale kreśli złożoność interesów na Bliskim Wschodzie. Dziwić może tylko postawa USA i Iranu we wzajemnych stosunkach. Te dwa kraje są na siebie skazane. Podobnie jak Polska. Autor słusznie pokazuje jaki interes na Iran w Syrii. Budowa korytarza transportowego z Iranu do Europy jest żywotnym interesem tego państwa. Strategiczny sojusz amerykańsko-irański uspokoił by cały Bliski Wschód. Iran bezpośrednio by sie bogacił a Amerykanie nie potrzebowali by Saudów i w ogóle sunnitów.

babel
piątek, 26 stycznia 2018, 16:32

to w tedy co szkodzi Saudom i wszystkim sunnitom szkodziło by do nawoływania do wojny religijnej na całym świecie i odmrozić konflikt izraelsko arabski i być może tworzyć na terenie europy nowe państwa na stawione na skrajny sunnicki islam

DSA
piątek, 26 stycznia 2018, 15:59

kolega chyba zapomniał o tym że taki układ jest nieakceptowalny ze Izraela. I tu jest pies pogrzebany. Amerykanie są Syrii głównie po to by powstrzymać Iran. I nawet tego nie ukrywają. Pan Witold od zawsze kibicuje Kurdom więc nawet taki twór jak Demokratyczny System Federacyjny Północnej Syrii pozwala Mu pisać że Kurdowie nie chcą oderwać się od Syrii. Otóż historia Irackiego Kurdystanu pokazuje jasno - chcą i będą do tego dążyć.

Polanski
piątek, 26 stycznia 2018, 20:43

Naturalnie Izrael nie był by już nikomu do niczego potrzebny. Wręcz odwrotnie. Iran z Irakiem i Syrią były by gwarantami spokoju i bezpieczeństwa Na Bliskim Wschodzie i stanowiły przeciwwagę dla świata sunnickiego. Piękna perspektywa.

robertpk
piątek, 26 stycznia 2018, 14:13

konkluzje: - Turcja oprócz taktycznego sojuszu z Rosją nie ma pomysłu na długoterminowe rozwiązanie - Turcja nie ma sojuszników w regionie - Turcja jest generatorem problemów dla sąsiadów - Turcja sama wyklucza się jako przewidywalny członek NATO - Turcja zaczyna być postrzegana jako sponsor politycznego islamu

Andrzej
piątek, 26 stycznia 2018, 21:09

To niech Ameryka się wycofa .

Saa
piątek, 26 stycznia 2018, 13:54

Bardzo trafna analiza.

Uura
piątek, 26 stycznia 2018, 12:55

Z tym Hannoverem to prawda, potwierdzam ale nie tylko, pare lat temu Celle walka na noze i strzelanki. Kurdowie maja prawo nienawidzic Turkow po tym co im robia.

Paranoid
piątek, 26 stycznia 2018, 12:38

Bardzo ciekawe! Niestety mam za słabą wiedzę, by dobrze zrozumieć cały artykuł, ale i tak sporo się dowiedziałem. Przykre to, że kraje zamiast koncentrować się na swoich problemach muszą się bawić w wojnę i zabijać ...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama