Memorandum Budapesztańskie – pozorna gwarancja bezpieczeństwa dla Ukrainy

18 marca 2014, 13:24
Pocisk balistyczny Satan z bazy rakietowej koło Pierwomajska na Ukrainie fot. Andrzej Hładij
Zachowana baza rakietowa koło miasta Pierwomajsk - fot. Andrzej Hładij
Silos dla rakiety SS-24 Scalpel - Muzeum Strategicznych Wojska Rakietowych w Pierwomajsku - fot. Andrzej Hładij
Bombowiec strategiczny Tu-95MS w Muzeum Lotnictwa Dalekiego Zasięgu w Połtawie - fot. Andrzej Hładij
Bombowiec strategiczny Tu-95MS w Muzeum Lotnictwa Dalekiego Zasięgu w Połtawie - fot. Andrzej Hładij

Memorandum Budapesztańskie podpisane 5 grudnia 1994 roku przez prezydentów USA, Rosji i Ukrainy oraz premiera Wielkiej Brytanii miało stanowić dla Ukrainy gwarancję respektowania jej suwerenności i integralności terytorialnej przez światowe mocarstwa w zamian za wyrzeczenie się odziedziczonej po ZSRS broni jądrowej. Wydarzenia, które obserwujemy obecnie na Krymie pokazują jednak, że treść tego porozumienia nie jest dla Rosji wiążąca. Aneksja Krymu stanowi oczywiste złamanie zapisów Memorandum. 

Ukraiński arsenał nuklearny po rozpadzie ZSRS

W chwili rozpadu Związku Sowieckiego niepodległa Ukraina stała się trzecim mocarstwem atomowym świata. W spadku po ZSRS na jej terenie pozostało w sumie ok. 1800 strategicznych głowic jądrowych – więcej niż całe arsenały jądrowe Chin, Francji i Wielkiej Brytanii razem wzięte. Środkami przenoszenia strategicznej broni nuklearnej było 176 międzykontynentalnych rakiet balistycznych typu R-36M (kod NATO: SS-18 Satan) i RT-23 UTTKh (kod NATO: SS-24 Scalpel), wchodzących w skład dawnej sowieckiej 43 Armii Rakietowej i rozmieszczonych w pięciu bazach rakietowych na terenie Ukrainy. Siły te uzupełniało 25 bombowców strategicznych Tu-95MS (kod NATO: Bear-H) oraz 19 najnowocześniejszych samolotów bombowych wyprodukowanych w ZSRS – ponaddźwiękowych Tu-160 (kod NATO: Blackjack) wraz z ponad tysiącem rakiet samosterujących dalekiego zasięgu, głównie typu Kh-55 (kod NATO: AS-15 Kent). Oprócz tego na Ukrainie pozostała też taktyczna broń nuklearna i środki jej przenoszenia m.in. ok. 60 bombowców Tu-22M3 (kod NATO: Backfire-C). Kluczowe znaczenie dla sowieckiego programu rozwoju sił strategicznych miały również ulokowane na Ukrainie zakłady przemysłowe takie jak np. Jużmasz z Dniepropietrowska, gdzie wytwarzano rakiety balistyczne.

Droga do likwidacji sił jądrowych

Te liczne i nowoczesne siły jądrowe miały wkrótce zostać całkowicie zlikwidowane na podstawie umów międzynarodowych zawartych przez kształtujące się państwo ukraińskie. W Deklaracji o Suwerenności Państwowej Ukrainy uchwalonej przez Radę Najwyższą Ukrainy 16 lipca 1990 roku podkreślono, że Ukraina będzie trzymać się trzech nienuklearnych zasad czyli, nie będzie używać, produkować ani przechowywać broni atomowej. W listopadzie 1993 roku ukraiński parlament ratyfikował Traktat pomiędzy USA i Rosją o Redukcji i Ograniczeniu Strategicznej Broni Ofensywnej z 7 lipca 1991 roku wraz z Protokołem Lizbońskim, który zakładał, że broń jądrowa rozmieszczona na terenie Białorusi, Kazachstanu i Ukrainy zostanie zniszczona lub przeniesiona pod kontrolę Rosji. Warto wspomnieć, że nie wszystkie siły polityczne na Ukrainie były zwolennikami takiego rozwiązania i przez parlament przetoczyła się dyskusja na temat przyszłości ukraińskiej broni atomowej. Jednym z adwokatów pozostawienia niewielkiej części arsenału nuklearnego w rękach Ukrainy był Leonid Kuczma, który zanim otrzymał tekę premiera Ukrainy 13 października 1992 roku pracował na stanowisku dyrektora zakładów Jużmasz. Zwolennicy pozostawienia sił nuklearnych chcieli przede wszystkim utrzymania w służbie operacyjnej bazy rakietowej zlokalizowanej wokół miasta Pierwomajsk w obwodzie mikołajowskim. Rozmieszczonych było tam 46 nowoczesnych międzykontynentalnych rakiet balistycznych RT-23 UTTKh (SS-24 Scalpel), z których każda przenosiła po 10 głowic nuklearnych typu MIRV. Weszły one do służby w drugiej połowie lat 80. XX wieku, tak więc na początku lat 90. XX wieku były wciąż bardzo perspektywistycznym uzbrojeniem. Ostatecznie jednak, 14 stycznia 1994 roku, podpisano trójstronną deklarację prezydentów Ukrainy, Rosji i USA dotyczącą zniszczenia całej broni nuklearnej rozmieszczonej na terytorium Ukrainy. Następnym krokiem miała być także formalna ratyfikacja przez Kijów układu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej (NPT - Nuclear Non- Proliferation Treaty). Zanim to nastąpiło Ukraina zażądała dodatkowych formalnych gwarancji bezpieczeństwa ze strony mocarstw nuklearnych.

Memorandum Budapeszteńskie jako najważniejsza gwarancja suwerenności Ukrainy

Memorandum Budapeszteńskie o Gwarancjach Bezpieczeństwa mające formę porozumienia międzynarodowego zostało podpisane przez prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę, USA Billa Clintona, Rosji Borysa Jelcyna i premiera Wielkiej Brytanii Johna Majora w dniu 5 grudnia 1994 roku. Memorandum mające w założeniu być jedną z kluczowych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy zakłada, że mocarstwa zaangażują się, zgodnie z zasadami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w poszanowanie niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy. Ponadto USA, Rosja i Wielka Brytania powstrzymają się od groźby lub użycia siły przeciw integralności terytorialnej bądź politycznej niezależności Ukrainy oraz żadna broń w ich posiadaniu nigdy nie zostanie użyta przeciw Ukrainie. Jako wyjątek podano jedynie samoobronę lub przypadki zgodne z Kartą Narodów Zjednoczonych. Potwierdzono również, że mocarstwa powstrzymają się od przymusów ekonomicznych zmierzających do podporządkowania swoim własnym interesom realizacji przez Ukrainę praw nieodłącznie związanych z jej suwerennością aby w ten sposób osiągnąć korzyści jakiegokolwiek rodzaju. Mocarstwa zagwarantowały także swoje zaangażowanie w działania Rady Bezpieczeństwa ONZ celem dostarczenia pomocy Ukrainie, gdyby stała się ona ofiarą bądź obiektem groźby agresji, w których stosowana jest broń jądrowa. Potwierdzono również gwarancję do niestosowania broni jądrowej przeciw Ukrainie, jako Państwu Nienuklearnemu chyba, że w przypadku odparcia agresji tego kraju prowadzonej w połączeniu lub w sprzymierzeniu z Państwem Nuklearnym. Ostatni, 6. punkt memorandum, zakłada, że państwa – sygnatariusze – będą konsultowały się w przypadku powstania sytuacji budzącej wątpliwości dotyczących powyższych zobowiązań. Francja i Chiny, które nie podpisały się pod Memorandum Budapesztańskim przekazały wcześniej jednostronne gwarancje bezpieczeństwa w formie not dyplomatycznych.

Gdy podpisywano memorandum trwało już usuwanie z terytorium Ukrainy broni jądrowej. Szacuje się, że z Ukrainy wywieziono w sumie kilka tysięcy głowic nuklearnych (włączając w to broń taktyczną). Przy współpracy m.in. z USA zrównano wówczas z ziemią wszystkie wyrzutnie międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Pozostawiono jedynie jeden silos (w stanie nienadającym się do wykorzystania operacyjnego) wraz z centrum dowodzenia znajdującym się koło miasta Pierwomajsk, gdzie utworzono Muzeum Strategicznych Wojsk Rakietowych.

W dniu 2 czerwca 1996 Ukraina ostatecznie straciła status mocarstwa atomowego. Znacznie dłużej na terenie tego państwa pozostały ex-sowieckie bombowce strategiczne. Mimo, że maszyny te nie były używane przez ukraińskie siły powietrzne, dopiero w 1999 roku, po wielu latach targów, Ukraina zwróciła Rosji 8 Tu-160 i 3 Tu-95MS w zamian za zniżkę na rosyjski gaz. Pozostałe maszyny zostały pocięte na złom, poza jednym egzemplarzem Tu-160 i jednym Tu-95MS, które zostały przekazane do Muzeum Lotnictwa Dalekiego Zasięgu w Połtawie, gdzie wraz z Tu-16K, Tu-22 i Tu-22M3 stworzyły jedną z najciekawszych na świecie kolekcji sowieckich bombowców z okresu Zimnej Wojny.

Memorandum a kryzys krymski

Dla zachodnich komentatorów i polityków nie ma wątpliwości, że Rosja złamała swoje zobowiązania zawarte w Memorandum Budapesztańskim podczas obecnego kryzysu wokół Krymu, wielokrotnie grożąc użyciem siły zbrojnej na terenie Ukrainy oraz wspierając bądź wprost inspirując ruchy separatystyczne dążące do oderwania Krymu i wschodnich obwodów. Również zapowiadana aneksja Krymu będzie stać w oczywistej sprzeczności z zapisami Memorandum. Dodatkowo, 1 marca 2014 roku, Rosja odmówiła nawet konsultacji, do których była zobowiązana przez punkt 6. Memorandum Budapesztańskiego. Mocarstwo to stosuje przy tym argumentację wyrażoną podczas konferencji prezydenta Władimira Putina w dniu 4 marca 2014 roku. Prezydent Rosji stwierdził w nim, że w związku z niekonstytucyjnym przejęciem władzy na Ukrainie powstało nowe państwo, z którym Rosja nie podpisywała żadnych wiążących dokumentów. Do konsultacji doszło wyłącznie pomiędzy Ukrainą, a USA i Wielką Brytanią. 5 marca 2014 roku w Paryżu doszło do spotkania z udziałem sekretarza stanu USA Johna Kerry, ministra spraw zagranicznych Wlk. Brytania Williama Hague i p.o. ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Deszczycy w związku z memorandum. Wprawdzie USA i Wielka Brytania potwierdziły swoje zaangażowanie dla utrzymania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, a działania Rosji określono jako jednostronne oraz naruszające niezależność Ukrainy to jednak podjęte działania można uznać za bardzo ograniczone. Dyplomaci trzech krajów sygnatariuszy omówili dalsze kroki dyplomatyczne potrzebne do przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy wśród których za najważniejszy należy uznać wolę wysłania międzynarodowych obserwatorów - głównie na Krym i na Ukrainę wschodnią. Wezwano także Rosję do rozpoczęcia rozmów z Ukrainą w ramach zapisów Memorandum. W podobnym tonie wypowiadał się też ambasador USA w Polsce Stephen Mull, który stwierdził, że Memorandum Budapesztańskie nakłada na Stany Zjednoczone prawny obowiązek zagwarantowania integralności terytorialnej Ukrainy tylko w przypadku wybuchu wojny atomowej.

Wobec złamania przez Rosję zasad Memorandum Budapesztańskiego, a także braku możliwości faktycznego – a nie tylko deklaratywnego – zatrzymania procesu odłączania się Krymu od Ukrainy przez dwóch pozostałych sygnatariuszy, na Ukrainie pojawiają się głosy, m.in. byłego ministra spraw zagranicznych Wołodymyra Ohryzko, nawołujące do wystąpienia Ukrainy z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej i rozpoczęcia pracy nad budową arsenału atomowego. 

Andrzej Hładij

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 16
Reklama
Mirosław Znamirowski
środa, 19 marca 2014, 11:25

Głównym problemem w budowie arsenału jądrowego jest koszt takiego przedsięwzięcia. Ukraina jest na skraju bankructwa, więc ciekawe skąd jej rząd weźmie pieniądze na nowe "atomowe zabawki"? W chwili rozpadu ZSRR Ukraina za darmochę stała się trzecim mocarstwem atomowym, ale oddała to wszystko za "kawałek papieru". Czy teraz da radę się odkuć? Osobiście wątpię. Co do RP, to jeżeli miała by budować swój arsenał nuklearny, to jest w niewiele lepszej sytuacji niż Ukraina. Może kosztem powiększenia i tak już ogromnego w naszym kraju obszaru biedy dało by radę zbudować kilkanaście do kilkudziesięciu głowic, ale czy taka ilość wystarczy do odstraszenia potencjalnego przeciwnika dysponującego sporym arsenałem nuklearnym i silną obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową? Moim zdaniem należy raczej pracować nad innymi mniej kosztownymi koncepcjami obrony naszego kraju.

pomysłowy Warmir
czwartek, 27 marca 2014, 12:25

Nasi komandosi mogą zdobyć bazy z rakietami nuklearnymi i spróbować je wykorzystać. ;-) Możemy obsługę kupić. Możemy pogadać z Izr o okrętach podwodnych z "Jerychami" atomowymi na pokładzie. Możemy wysadzić ruskie elektrownie atomowe metodami niekonwenancjonalnymi. Agenci nasi mogą tam zatruć wodę, powietrze. Można zniszczyć im media, infrastrukturę energetyczną. Bez litości położyć im ekonomię gdyby napadli. Litość tylko dla ludzi biednych.

Uważny
czwartek, 20 marca 2014, 22:14

Na 5. zdjęciu znajduje się bombowiec strategiczny Tu-160, a nie Tu-95!

Maczer
środa, 19 marca 2014, 00:24

Umiesz liczyc, licz na siebie. Papier ma wartość tylko w toalecie.

Darek S.
sobota, 22 marca 2014, 01:55

Pakt Północnoatlantycki nie nakłada obowiązku walki do ostatniej kropli krwi za Polskę na nikogo. Wystarczy go przeczytać. Nakłada on obowiązek na każdego sojusznika tylko na " taką akcję, jaką uzna za konieczną, nie wyłączając użycia siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa". Czyli czarno na białym jest napisane, że wystarczy jak Zachód nałoży sankcje na Rosję, gdy ta wjedzie z czołgami do Warszawy i Zachód w ten sposób wywiąże się ze swoich gwarancji wynikających z zapisów na podstawie których działa NATO.. Dlatego Tusk i Sikorski tak trzęsą portkami, bo chyba dopiero teraz, po wydarzeniach na Ukrainie przeczytali ten art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Według mnie z uwagi na rozwój sytuacji na Ukrainie nie ma alternatywy przed zwiększeniem budżetu MON do 3 % PKB. Nasz rząd powinien przede wszystkim dążyć do jak najszybszej budowy co najmniej kilku elektrowni jądrowych. W miarę rozwoju energetyki jądrowej sami zaczniemy wzbogacać uran dla naszych elektrowni. Potem zostanie już tylko jeden krok do budowy własnej broni A. Ta droga zapewnia również znaczną obniżkę kosztów wytwarzania energii elektrycznej, a co za tym idzie, zwiększenie konkurencyjności naszej gospodarki. Tani prąd jest w dzisiejszych czasach jest głównym czynnikiem lokalizacyjnym dla przemysłu. Czemu w Azji produkt narodowy krajów, gdzie prąd sprzedawany jest w cenach dumpingowych rośnie kilka razy szybciej niż w Europie i USA. To nie prawda, że jedynym powodem są niskie koszty siły roboczej. To jest dzisiaj drugorzędny czynnik lokalizacyjny przemysłu. Zagłębia węglowe przestały być czynnikami lokalizacyjnymi dla przemysłu. Ale nasi politycy, chyba jeszcze do tej pory tego nie wiedzą. Od samego początku, jeszcze przed wejściem do Unii, byliśmy nakłaniani przez Unię na podniesienie cen energii elektrycznej. Właśnie pod naciskiem Unii wprowadzaliśmy akcyzę na prąd. Wszystko dlatego, że Niemcom zależało na rozszerzeniu rynku zbytu o kraj nad Wisłą, a nie na budowaniu konkurencyjnej gospodarki w stylu azjatyckiego tygrysa. Połączenie taniej energii elektrycznej i taniej siły roboczej w Polsce dałoby efekt porównywalny do efektów wzrostu w Korei Płd i na Tajwanie. Tak przewidywali ekonomiści koreańscy. Unia nas spowolniła, dopilnowała, abyśmy za bardzo się nie rozwinęli. Zaplanowali dla nas rozwój w stylu Grecji. Teraz gdy poziom naszych wynagrodzeń wzrósł, będzie jeszcze ciężej. Obniżka cen energii elektrycznej to konieczność, jeżeli chcemy chociażby za 30 lat dogonić Niemcy. Na chwilę obecną nie ma konieczności ogłaszać Światu, że chcemy zbudować broń jądrową. Gdy jednak będą miały miejsce jakieś kolejne spektakularne aneksje jakichś terytoriów w Europie myślę, że Polska Turcja, Arabia Saudyjska, Wietnam, Tajwan, Filipiny, Korea Płd. i kilka innych krajów powinny w jednym czasie ogłosić wypowiedzenie układu, który zakłada, że kilka krajów nuklearnych może czuć się bezpiecznie, a inni mają pozostawać na ich łasce.

ito
wtorek, 18 marca 2014, 17:40

Jak się wymienia głowice na memorandum to nie należy się później dziwić. Na nasze szczęście nie posłuchali Kuczmy. A Putin, skurczybyk, nawet z zamachu stanu, który obalił jego kumpla potrafi wyciągnąć korzyści.

ziom
wtorek, 18 marca 2014, 17:18

Absolutnie popieram wyjście Ukrainy z NPT, to samo radzę Polsce! Tylko rakiety w posiadaniu rzeczywiście odstraszają. Poleganie na amerykańskich (albo czyichkolwiek) obietnicach, skończy się tak jak na Ukrainie.

realista102
wtorek, 18 marca 2014, 15:59

Memorandum Budapesztańskie - dlaczego kolejna zdrada Wielkiej Brytanii i USA wobec sojusznika mnie nie dziwi... Tylko nasi politycy chyba jeszcze nie widzą, że tym ludziom bez honoru nie można ufać ani za grosz... Nie uczyliście się historii to przynajmniej poczytajcie wiadomości...!!

Spok
wtorek, 18 marca 2014, 15:47

Takie sa gwarancje zachodu a szczegulnie USA. To przestroga dla tych co ufaja w NATO i UE. A tak na marginesie to ciekawe co będzie po zajęciu wschodniej Ukrainy - Litwa, Łotwa I Estonia czy Polska (w tym wypadku myślę o nie fizycznej ale ekonomicznej okupacji naszego kraju). Jednak my Polacy to nie mamy szczęscia do madrych, zdecydowanych i umiejących grać w polityce przywódców.

Marcin
czwartek, 20 marca 2014, 11:56

Szczególnie przez "ó" się pisze !!! ludzie piszcie po POLSKU !!!! niby tacy mądrzy a tacy puści że jeżyka którego używają przez lata nie potrafią się nauczyć ...ręce opadają...

edek9-0
wtorek, 18 marca 2014, 15:01

i mają racje, my także powinnismy wystapic z tegochorego paktu faworyzujacego kilku dominatów świata uważajacych sie za nadludzi i biorących co sie im tylko spodoba. Polska powinna zbudowac potencjał nuklearny

Maczer
środa, 19 marca 2014, 00:38

Za co? Nie sprzedają go w Biedronce na promocji. Start od zera potrwa dekady. Oprócz głowicy potrzebne są środki przenoszenia. Jedyna rakieta jaką budujemy to Grom/Piorun, a ostatni bombowiec zbudowaliśmy w 1938. I jeszcze jedno - posadając broń atomową automatycznie stajemy się celem dla rakiet potencjalnego przeciwnika. Zatem bez BMD (Własnego:) / NATO / USA) nie ma to kompletnie sensu.

Waldorf & Statler
wtorek, 18 marca 2014, 17:29

Polska na razie nie jest w stanie zbudować nawet licencyjnej korwety

zniesmaczony
środa, 19 marca 2014, 15:26

miałem nadzieję że naród Ukraiński jest wielki , obserwując wydarzenia na Krymie coraz częściej uważam ich za Tchórzy. bardzo łatwo jest walczyć jak się ma wielkich protegowanych (to dotyczy historii). Walczcie o swoje inaczej zawsze będziecie chłopcami do bicia - Życzliwy

JMK
środa, 19 marca 2014, 13:44

Panie Andrzeju Hładij - czy w Memorandum Budapesztańskim jest cokolwiek na temat przystapienia Ukrainy do EU lub NATO ?

SLAW69
piątek, 21 marca 2014, 10:46

Uwierzyli i stracili. Aby to była nauka dla nas. Był taki Tymiński co chciał broni atomowej dla Polski. Czy broń atomowa jest nam potrzebna, czy jesteśmy w stanie ją zbudować? Można się zastanawiać. Chcesz mieć pokój, gotuj się do wojny. Można by było w powyższym celu wziąć się za parę rzeczy, które nie poszłyby na marne. Elektrownia atomowa to technologia, poza energią i miejscami pracy. Współpraca z Ukrainą przy atomie i rakietach (nie chodzi od razu o balistyczne) jest wskazana. Środki przenoszenia mogą być konwencjonalne i atomowe. Można tak jeszcze długo, ale mam w pamięci komentarze po co nam okręty podwodne z rakietami manewrującymi, bo kilkoma rakietami konwencjonalnymi Rosji nie zaoramy. Potrzebne są. Wystarczyłoby w razie czego wycelować nie w Kreml jak proponowali szanowni komentatorzy, a wziąć na muszkę na przykład elektrownię i na przykład atomową. Wyobrażacie sobie skutek? I to dzięki kilku rakietom konwencjonalnym.

Tweets Defence24