Polskie F-35: skok jakościowy czy kosztowna wyspa nowoczesności? [4 PUNKTY]

29 stycznia 2020, 17:34
F-35-EPPW-07.19-8069-Edit-5
Amerykański F-35 przygotowuje się do lądowania w Powidzu. Fot. Jacek Siminski/Defence24.pl.

Dzięki zakupowi myśliwców F-35A polskie lotnictwo zyska zupełnie nowe zdolności, przydatne na współczesnym polu walki. Z drugiej strony pojawiają się obawy o to, czy Wojsko Polskie zdoła wykorzystać nowe myśliwce, a także o to, czy zakup samolotów nie wydrenuje środków na inne potrzeby.

Jeśli chodzi o sam zakup F-35, to wszystko wydaje się przesądzone: minister Błaszczak podpisał umowę międzyrządową dotyczącą pozyskania 32 maszyn wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Jej wartość to 4,6 mld dolarów, czyli ok. 17,8 mld złotych. Kwota tej umowy jest zbliżona do wartości głównej umowy FMS, podpisanej w ramach pierwszej fazy programu obrony powietrznej Wisła. Koszt ten jest nieco wyższy niż w wypadku Belgii (4,25 mld USD za 34 samoloty), ale różnica ok. 10 proc. może wynikać z zakresu zamówionego pakietu logistycznego i szkoleniowego i być – przynajmniej w części –  uzasadniona.

To jednak nie koniec kosztów związanych z zakupem nowych myśliwców. Do tej sumy należy doliczyć wydatki na uzbrojenie (nie objęte kontraktem, podobnie jak w wypadku innych podobnych umów w innych państwach) i infrastrukturę, którą trzeba będzie zbudować w Polsce w celu stałego bazowania i wsparcia F-35. Wreszcie, kosztem dla budżetu MON (ale nie budżetu państwa), będzie podatek VAT, który zgodnie z obowiązującymi przepisami – resort obrony musi odprowadzić do Urzędu Skarbowego w momencie dostawy uzbrojenia z USA (tak jak przy innych umowach FMS). Biorąc to pod uwagę, należy oszacować koszt myśliwców F-35 do 2030 roku – na kwotę rzędu 25-30 mld złotych. Dla porównania, w tegorocznym budżecie MON na cały Plan Modernizacji Technicznej przeznaczono 13,4 mld zł, z kolei wydatki na funkcjonowanie Wojsk Obrony Terytorialnej – to rocznie 1,427 mld złotych.

Program nowego myśliwca – przy założeniu że będzie finansowany równolegle z dostawami – będzie więc pochłaniać istotną część modernizacyjnego budżetu, zbliżoną do nawet 0,1 proc. PKB rocznie (w br. to prawie 2,5 mld zł). To wszystko powoduje, że trzeba postawić pytania dotyczące samego sprzętu, jego miejsca w systemie walki, jak i wpływu na inne programy modernizacyjne.

image
F-35 z podwieszeniami zewnętrznymi. Fot. Staff Sgt. Chris Thornbury/USAF
  1. Co kupi Polska? F-35A Block 4

Umowa, która została podpisana przez ministra Błaszczaka w piątek, dotyczy 32 myśliwców F-35A wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Polska otrzyma nowo wyprodukowane maszyny, w wersji Block 4, dostosowanej do przenoszenia większej liczby środków rażenia w komorach wewnętrznych (do sześciu rakiet AMRAAM), a także – zintegrowanej z nowszymi środkami rażenia takimi jak amerykańskie pociski JSOW C1 czy AARGM-ER, bomby SDB-II, rakiety powietrze-powietrze AIM-9X Block II, a także systemy europejskie: ASRAAM, SPEAR, Meteor.

Ponadto, myśliwce otrzymają zmodernizowane sensory i systemy walki elektronicznej. Maszyny w opracowywanej wersji Block 4 uznaje się za „dojrzały” wariant myśliwca F-35A, w pełni przystosowany do działań operacyjnych, a także przygotowany do łatwiejszego przyjmowania dalszych usprawnień. Polskie myśliwce tej wersji będą wyróżniać się dodatkowo tym, że – podobnie jak maszyny norweskie – będą zaopatrzone w spadochrony hamujące. Takie wyposażenie ułatwia lądowanie na krótkich pasach startowych, jest dziś powszechnie stosowane przez polskie Siły Powietrzne tak na F-16, jak i na samolotach posowieckich. W wypadku zagrożenia może nieco pomóc w rozśrodkowaniu myśliwców.

Specyfika myśliwca F-35, jako maszyny stealth i jednocześnie projektowanej od podstaw do działania w środowisku sieciocentrycznym powoduje, że wyposażenie dodatkowe i pakiet logistyczny mają dla niego szczególne znaczenie. Umowa FMS obejmuje nowej generacji system wsparcia ALGS wraz z wspomagającym go systemem informatycznym ALIS. Te rozwiązania będą kluczowe dla utrzymania polskich F-35A w gotowości. Jak informował Defence24.pl, specyfika systemu wsparcia F-35, zunifikowanego dla wszystkich użytkowników samolotów i „zamkniętego” jest jednym z powodów, dla którego nie zdecydowano się na zastosowanie offsetu związanego z utrzymaniem tych maszyn. System ALIS ma jednak zapewnić odpowiedni poziom dostępności myśliwców, choć autonomia Polski w zakresie wsparcia ich eksploatacji będzie mocno ograniczona. Oprócz tego umowa zawiera pakiety: części zamiennych i szkoleniowy.

Z punktu widzenia wykorzystania operacyjnego w Siłach Powietrznych, kluczowe cechy F-35A to obniżona wykrywalność, i zdolność do działania w środowisku sieciocentrycznym w połączeniu z bogatym pakietem sensorów. Powoduje to, że maszyny te mogą przebywać w powietrzu znacznie „bliżej” stanowisk nieprzyjacielskiej obrony powietrznej, niż klasyczne myśliwce czwartej generacji (nie mówiąc już o samolotach klasy AWACS). Mogą więc wykonywać uderzenia, ale też przekazywać dane do innych systemów walki: nie tylko samolotów 4/4.5 generacji, ale też systemów naziemnych.

Fot. US Army.
Fot. US Army.

W tym kontekście najczęściej wymienia się zestaw artylerii rakietowej HIMARS, ale w Stanach Zjednoczonych prowadzono już testy współpracy – za pośrednictwem odpowiedniego wyposażenia, w tym stacji Harvest Lightning i zestawu A-Kit – z systemem IBCS, używanym do zintegrowania różnych „pięter” obrony powietrznej w USA, i zamówionym w Polsce wraz z zestawem Wisła. Myśliwce mogą więc wskazywać bateriom przeciwlotniczym cele niewidoczne dla naziemnych radarów, na przykład z uwagi na horyzont radiolokacyjny.

Same F-35A, dzięki obniżonej wykrywalności, są uznawane za zdolne do wykonywania szerokiego spektrum misji w warunkach przeciwdziałania przeciwnika. Zarówno działań powietrze-powietrze, jak i powietrze-ziemia. Z kolei w sytuacji, gdy zdolności stealth nie będą potrzebne, w konfiguracji „bestia” (beast) z podwieszeniami zewnętrznymi mogą przenosić znacznie większy ładunek uzbrojenia (nawet do 16 rakiet powietrze-powietrze). Ważną zaletą podawaną przez zwolenników tego myśliwca jest też interoperacyjność. Podaje się, że do 2030 roku w Europie (łącznie z lotnictwem Wielkiej Brytanii, i amerykańskimi jednostkami stacjonującymi na stałe) bazować ma ponad 500 maszyn tego typu, nie mówiąc już o jednostkach USAF na kontynencie.

  1. Wyzwania dla lotnictwa Sił Powietrznych…

Aby jednak móc korzystać z myśliwców F-35A, polskie Siły Powietrzne będą musiały przejść istotną transformację. Już na poziomie szkolenia, bo maszyny tego typu nie są dostarczane w szkolno-bojowej wersji dwumiejscowej, tak jak to było np. z F-16. W treningu załóg F-35 w dużo większym stopniu wykorzystywane są za to systemy symulacyjne.

Kolejną kwestią jest włączenie się w globalny system logistycznego zabezpieczenia eksploatacji tych samolotów. Będzie to stanowiło generacyjny przeskok w stosunku do myśliwców F-16. Żołnierze personelu technicznego będą musieli wypracować często zupełnie nowe nawyki, i to nawet jeśli dysponują bogatym doświadczeniem. Konieczne będzie także aktualizowanie systemów wsparcia oraz oprogramowania myśliwców, które – jak się należy spodziewać – będą modyfikowane w cyklu życia. To zupełnie inny system wsparcia w porównaniu do tego, co funkcjonowało w Siłach Powietrznych do tej pory.

Elementem systemu szkolenia AJT w Siłach Powietrznych jest nowoczesna maszyna M-346 Bielik. Fot. Leonardo.
Elementem systemu szkolenia AJT w Siłach Powietrznych jest nowoczesna maszyna M-346 Bielik. Fot. Leonardo.

Wreszcie, do pełnego wykorzystania F-35A w odpowiedni sposób trzeba będzie przygotować pilotów. Samoloty tego typu, z własnościami stealth i nowej generacji sensorami oraz łącznością, wymagają nieco innych umiejętności, nawet w stosunku do maszyn F-16C/D, nie mówiąc już o samolotach pochodzenia posowieckiego. Kluczowe będą więc nie tylko umiejętności pilotażu czy nawet obsługi pokładowych systemów, ale przede wszystkim współdziałania z innymi środkami walki i wykorzystania informacji.

Aby „system F-35” mógł w Polsce funkcjonować bez przeszkód, niezbędne będzie jeszcze przygotowanie stosownej infrastruktury. Nie chodzi tutaj jedynie o to, aby te myśliwce mogły jedynie wystartować, wylądować, i pobrać paliwo oraz uzbrojenie (takie ćwiczenie przeprowadzono już w Powidzu), ale o to, aby w miejscu stałego stacjonowania mogły być wspierane w ramach normalnego procesu eksploatacji. Podobnie rzecz się ma np. z maszynami F-16. W Polsce na stałe stacjonują one w dwóch bazach (Łask i Krzesiny), ale okresowo są przebazowywane na Litwę lub do Estonii w ramach Baltic Air Policing. Z kolei belgijskie F-16 przez pewien czas pełniły dyżur bojowy w bazie w Malborku, w ramach tej samej misji. Oczywiście, charakter F-35 powoduje, że są one bardziej zależne od stałego systemu wsparcia, niż inne maszyny. Serwis Breaking Defense podał w ubiegłym roku, powołując się na oficjalne dane, amerykańskiej strony rządowej, że F-35 może operować bez połączenia z ALIS przez okres do 30 dni.

Wreszcie, konieczne będzie prowadzenie zakupów uzbrojenia. Możliwe są dwie drogi: albo FMS (jak czyni to większość użytkowników F-35A), albo kontraktowanie wybranych typów uzbrojenia w państwach europejskich (np. rakiety powietrze-powietrze MBDA Meteor i ASRAAM).

Jak widać, wprowadzenie na wyposażenie F-35 lotnictwa Sił Powietrznych wiąże się z szeregiem wyzwań, o skali porównywalnej do programu myśliwca F-16 na przełomie wieku. Paradoksalnie jednak – lotnictwo Sił Powietrznych wydaje się być na nie dość dobrze przygotowane.

Po pierwsze, właśnie ono ma relatywnie duże doświadczenie (w stosunku do innych elementów Sił Zbrojnych) we wprowadzaniu nowych, zachodnich platform bojowych. Wdrożenie do trzech z sześciu eskadr myśliwców F-16 spowodowało kulturową zmianę, choć oczywiście odbyło się nie bez problemów. Z procesu wdrażania F-16 wyciągnięto jednak szereg wniosków, i one mają być uwzględnione przy wdrażaniu F-35.

Po drugie, nie należy zapominać o znaczeniu współpracy międzynarodowej. Fakt, że lotnictwo jest stosunkowo dobrze przygotowane do działania/współdziałania w środowisku „sojuszniczym”. To w połączeniu z możliwością pozyskania pakietu szkoleniowego w USA, powoduje że istnieje szansa, iż taki pakiet zostanie prawidłowo przygotowany. Siły Powietrzne mają jednocześnie dosyć nowoczesny potencjał – jeśli chodzi o szkolenie, budowany na przykład wokół systemu AJT, którego kluczową częścią są samoloty M-346 Master/Bielik (do 2022 roku wojsko powinno dysponować 16 maszynami tego typu). Wreszcie, patrząc na to, z jakim priorytetem jest traktowany program F-35, trzeba zauważyć że w celu jego realizacji wprowadzono szczególne rozwiązania (np. powołanie pełnomocnika), a przygotowania do przyjęcia systemu F-35 (pierwsze dostawy samolotów do kraju planowane w latach 2025-2026), także po stronie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, już trwają. To wszystko daje powody do ostrożnego optymizmu, że wdrożenie „systemu F-35” – choć będzie bardzo trudnym zadaniem – przebiegnie jednak, w lotnictwie Sił Powietrznych, w sposób skuteczny.

Jeżeli tak będzie, to ten system uzbrojenia stanie się dla polskiego lotnictwa istotnym wzmocnieniem, czy wręcz przełomem. Pozwoli uzyskać zupełnie nowe zdolności, i jednocześnie – o czym nie należy zapominać – wycofać większość sprzętu posowieckiego. Wraz z trzema istniejącymi eskadrami na F-16, SP będą w wyniku planowanego kontraktu dysponować łącznie pięcioma takimi jednostkami (łącznie w lotnictwie taktycznym jest sześć eskadr). To duży krok do przodu. Jeśli jednak chodzi o całe Siły Zbrojne sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Dziś Siły Powietrzne dysponują trzema eskadrami F-16...Fot. kmdr ppor. Grzegorz Łyko, Artur Weber/DPI MON
Dziś Siły Powietrzne dysponują trzema eskadrami F-16...Fot. kmdr ppor. Grzegorz Łyko, Artur Weber/DPI MON
  1. Ryzyko dla całych Sił Zbrojnych

Łączny koszt programu Harpia, do poniesienia w ciągu najbliższej dekady to prawdopodobnie 25-30 mld zł. Jednocześnie trzeba zauważyć, że potrzeby całych Sił Zbrojnych są bardzo szerokie, a lotnictwo taktyczne Sił Powietrznych jest dziś jedną z lepiej wyposażonych części całego Wojska Polskiego. Jak wspomniano, dysponuje trzema eskadrami F-16 i trzema na maszynach posowieckich. Po wielu redukcjach może ono więc pochwalić się ok. 50 proc. nasyceniem nowoczesnym sprzętem. To, jak na warunki Sił Zbrojnych RP, dobry wynik.

Przykładów gorszej sytuacji nie trzeba szukać daleko, bo choćby Wojska Obrony Przeciwlotniczej w Siłach Powietrznych nie mają dziś ani jednego dywizjonu rakietowego, który można by uznać za nowoczesny. Podpisany w marcu 2018 roku kontrakt na pierwszą fazę Wisły zapewnia przezbrojenie jednego z sześciu dywizjonów w system Patriot/IBCS. Ten system będzie mógł bardzo blisko współdziałać z F-35, jeśli tylko otrzyma pewne dodatkowe wyposażenie.

Cóż z tego, skoro na razie przezbrajany jest jeden z sześciu dywizjonów – a więc dokładnie odwrotnie, niż w wypadku lotnictwa. Oczywiście MON deklaruje, że naziemna obrona powietrzna jest priorytetem, ale zarówno druga faza programu Wisła, jak i równie ważny program Narew, przeznaczony do współpracy z Wisłą odsuwają się w czasie. Przykład OPL jest o tyle istotny, że w polskich warunkach skuteczna obrona przeciwrakietowa i przeciwlotnicza jest w zasadzie niezbędna do zapewnienia swobody operacji lotnictwa (wykorzystania baz – nie tylko przez myśliwce, ale i np. sojusznicze siły wzmocnienia).

Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której bazy F-35 będą chronione zestawami Newa-SC... Fot. sierż. Paweł Erdmann/33drop.wp.mil.pl
Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której bazy F-35 będą chronione zestawami Newa-SC... Fot. sierż. Paweł Erdmann/33drop.wp.mil.pl

Trzeba dodać, że do niedawna kraje NATO same redukowały swoje jednostki przeciwlotnicze. Sami Amerykanie przyznają, że baterii Patriot jest zbyt mało w kontekście obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, a jeśli chodzi o zestawy krótkiego zasięgu (odpowiednik systemu Narew) sytuacja jest jeszcze gorsza, bo zdolności są w zasadzie znikome (jednostki zajmujące się tym obszarem w Niemczech czy USA rozformowano, i dopiero planuje się ich odbudowę). Trudno więc liczyć na sojuszniczą pomoc w zakresie OPL.

F-35 mógłby być jej bardzo pożądanym i poważnym wzmocnieniem, także ze względu na swoje możliwości przekazywania danych o celach, które są poza zasięgiem naziemnych radarów (np. pociski cruise). Warunkiem jest jednak posiadanie nowoczesnych, wielokanałowych i dostosowanych do współdziałania systemów przeciwlotniczych. Dziś przeciwlotnicy w Siłach Powietrznych wykorzystują zestawy konstrukcyjnie i fizycznie o generację starsze, niż… MiGi-29, które mają być zastąpione przez F-35. Te systemy pomimo modernizacji nijak się mają do współczesnych wymogów pola walki, a dalsza ich eksploatacja obarczona jest coraz większym ryzykiem zużycia rakiet i utraty zdolności bojowej.

Oczywiście przykładów takich sytuacji jest dużo więcej, we wszystkich rodzajach wojsk. Posowieckie wozy bojowe królują w Wojskach Lądowych, brakuje nowoczesnych systemów obrony przeciwpancernej, a Marynarka Wojenna wciąż czeka na nowe okręty. Najważniejsze jest jednak co innego. Opóźnienia dotyczą też systemów dowodzenia i przekazywania danych, klasy BMS. To one powinny być podstawą do działań w sferze sieciocentrycznej i to one są drugim niezbędnym (obok naziemnej obrony powietrznej) elementem potrzebnym do tego, aby w pełni wykorzystać zdolności myśliwców F-35, do tworzenia rozpoznanego obrazu sytuacji na polu walki. Niezbędne jest jednak szerokie wprowadzenie takich systemów do Sił Zbrojnych RP (wszystkich RSZ), aby móc realnie skorzystać z „wiedzy” gromadzonej przez F-35, nie tylko w obronie powietrznej.

Wszystko to, w połączeniu z kosztami programu F-35 powoduje, że jego realizacja wiąże się z istotnym ryzykiem zahamowania lub odsunięcia w czasie innych programów modernizacyjnych (często już opóźnionych w stosunku do pierwotnych planów). Wydatek 30 mld złotych będzie prawdopodobnie realizowany w większości jeszcze w czasie, gdy udział nakładów na obronę w PKB kształtować się będzie na poziomie mniej niż 2,5 proc. (ten zostanie – zakładając przestrzeganie obecnych przepisów – osiągnięty dopiero w 2030 roku, w momencie dostawy ostatnich F-35). Co prawda na modernizację SZ przewidziano aż 524 mld złotych do 2035 roku, jednak założenia makroekonomiczne na jakim oparto plan są bardzo optymistyczne, czy wręcz mało realistyczne, a ponadto zakładają wzrost udziału wydatków na modernizację do prawie 40 proc. pod koniec perspektywy planistycznej (w br. to 27 proc.), i to równolegle ze zwiększaniem liczebności armii. Można przytoczyć tutaj też słowa ministra Błaszczaka wygłoszone przy okazji podpisania PMT, że na modernizację w roku 2025 planuje się wydać 24 mld , a w 2035 ponad dwukrotnie więcej, czyli 50 mld. To kolejne potwierdzenie że największy wzrost wydatków planowany jest w ostatnich latach perspektywy planistycznej, już po zakończeniu dostaw myśliwców F-35.

Trzeba też pamiętać, że oprócz kosztów zakupu trzeba będzie również ponosić wydatki związane z utrzymaniem myśliwców F-35A w cyklu życia. Amerykański Government Accountability Office, organ odpowiedzialny za kontrolę wydatków publicznych, podał w 2019 roku, że wartość całkowitych funduszy przeznaczonych na zakupy (procurement) związanych z programem F-35 (zakup ok. 2443 myśliwców wszystkich wersji) wynosi 406 mld USD, podczas gdy utrzymanie tego systemu w łącznie ponad 50-letnim cyklu życia to aż 1,12 biliona USD. Łatwo obliczyć, że na koszty wsparcia przypada aż 73 proc. wydatków związanych z utrzymaniem systemu.

Z kolei w wydanym w 2017 roku raporcie ws. decyzji o zakupie myśliwców F-35 duński organ kontrolny (Rigsrevisionen) przytoczył dane, z których wynika że na zakup tych maszyn zostanie wydanych (w cenach z 2014 roku), 18,3 mld koron, a 44,9 mld zostanie przeznaczone na utrzymanie/wsparcie systemu. I w tym wypadku obliczono, że nieco ponad 70 proc. nakładów zostanie poniesionych właśnie w cyklu życia, a mniej niż 30 proc. będzie przeznaczone na zakup.

Kanadyjski resort obrony obliczył natomiast w 2014 roku, że zakup 65 F-35 wraz ze wstępnym pakietem wsparcia będzie kosztował 8,99 mld CAD, a cały program w cyklu życia aż 44,8 mld CAD, przy czym w tej kwocie uwzględniono również m.in. koszty osobowe (11,48 mld CAD) czy koszty paliwa (3,9 mld CAD), a na samo wsparcie po zakupie („sustainment”) ma być wydane 14,258 mld CAD. Widać wyraźnie, że zdecydowana większość kosztów przypada na cykl życia systemu. Jednocześnie specyfika F-35 i ciągłe „wpięcie” samolotu w globalny system wsparcia powoduje, że ograniczenia w tym obszarze mogą skutkować szybką degradacją/utratą zdolności bojowej.

  1. F-35 nie może zahamować kompleksowej modernizacji

Wprowadzenie F-35, nawet jeśli zostanie zrealizowane w sposób skuteczny, może więc negatywnie oddziaływać na inne elementy Sił Zbrojnych RP, dziś często mające jeszcze większe zapóźnienia niż lotnictwo taktyczne, co oczywiście nie stoi w sprzeczności z potrzebą wymiany samolotów posowieckich. W dyskusji eksperckiej sugerowano, by w tej sytuacji zakupić najpierw, niższym kosztem, pewną pulę samolotów istniejących (F-16 i/lub M-346), a dopiero później, po przeprowadzeniu procedury konkurencyjnej, wprowadzić maszyny nowej generacji (wprowadzenie dodatkowych F-16 jest nadal w Planie Modernizacji Technicznej).

Stanie się jednak inaczej. Decyzja o wprowadzeniu F-35 została podjęta, i wiążą się z nią zarówno szanse, wyzwania, jak i zagrożenia dla Sił Zbrojnych. Szansą jest możliwość wprowadzenia systemu, który – bez wątpliwości – ma duże możliwości bojowe, szczególnie we współpracy z innymi środkami walki (także poza lotnictwem). Wyzwaniem jest zbudowanie systemu wsparcia dla F-35, jednak jest dość prawdopodobne (choć nie przesądzone), że to – rozłożone na dekadę, i realizowane przez „doświadczone” we wprowadzaniu nowego sprzętu lotnictwo Sił Powietrznych – uda się zrealizować. Zagrożeniem jest natomiast możliwość zahamowania modernizacji technicznej w innych obszarach, w szczególności w naziemnej obronie powietrznej, co mogłoby w konsekwencji prowadzić do ograniczenia możliwości wykorzystania lotnictwa, w tym F-35, w sytuacji zagrożenia.

Obecnie, w momencie gdy decyzja o wprowadzeniu F-35 została podjęta, pozostaje mieć nadzieję, że zagrożenia zostaną ograniczone lub wyeliminowane. W ubiegłym roku z otoczenia prezydenta RP płynęły sygnały o możliwości finansowania zakupu myśliwców specustawą (spoza limitu wydatków obronnych), a podczas Święta Wojska Polskiego w 2018 roku sam Andrzej Duda publicznie apelował o przyspieszenie tempa zwiększania wydatków obronnych (do 2,5 proc. PKB w 2024 roku). Gdyby taka sytuacja miała miejsce, to specustawa nie byłaby aż tak potrzebna.

Na razie jednak żaden z tych postulatów nie został spełniony. Bez wprowadzenia rozwiązań, zapewniających dodatkowe finansowanie dla zakupu F-35 program Harpia w obecnym kształcie może stać się przyczynkiem do zahamowania innych ważnych programów modernizacyjnych, a F-35 – kolejną „wyspą” nowoczesności w Wojsku Polskim. Skoro więc już podjęto decyzję o wprowadzeniu do WP tak nowoczesnego sprzętu, trzeba zadbać, by jego wdrożenie odbyło się bez negatywnego wpływu na inne części Sił Zbrojnych i w sposób pozwalający wykorzystać wszystkie możliwości w sytuacji zagrożenia.

Jakub Palowski, Jędrzej Graf

Defence24
Defence24
Reklama
Tweets Defence24