Reklama

Norweska fregata powoli wynurza się na powierzchnię

26 lutego 2019, 12:08
20190225_07_47_49
Rozpoczęła się operacja podnoszenia norweskiej fregaty. Fot. forsvaret.no

W nocy z poniedziałku na wtorek Norwegowie rozpoczęli operację podnoszenia fregaty KNM „Helge Ingstad”, która zatonęła po kolizji z maltańskim tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. w fiordzie Hjeltefjorden.

Decyzja o rozpoczęciu operacji wydobycia fregaty KNM „Helge Ingstad” zapadła o 2.00 w nocy. Wszystko było gotowe do działania, jednak faktyczne podnoszenie zaczęło się po godzinie 4.00. Norwegowie śpieszą się ponieważ długo wyczekiwane „okno pogodowe” nie będzie trwało długo. Jeżeli fale staną się zbyt duże to może oznaczać konieczność przerwania całej pracy i zaczynania wszystkiego od początku. Takim krytycznym dniem ma być środka, gdy spodziewane są chwilowe porywy silnego wiatru, a więc może pojawić się falowanie.

Oczekuje się, że starannie zaplanowana operacja podnoszenia fregaty potrwa od pięciu do sześciu dni. Pierwsze widoczne zmiany w położeniu kadłuba będą widoczne już jednak we wtorek. Sam okręt ma być gotowy do wprowadzenia na wpółzanurzalną barkę „Boa barge 33” w czwartek - najpóźniej w piątek 1 marca 2019 r. Oznacza to, że fregata KNM „Helge Ingstad” może znaleźć się już w bazie morskiej Haakonsvern już w weekend.

Cała operacja jest bardzo trudna. Norwegowie podkreślają, że gdyby chodziło o statek cywilny to zostałby on po prostu podzielony na części i odtransportowany do portu w kawałkach. W przypadku okrętu takie rozwiązanie nie zostało jednak zatwierdzone i zdecydowano się na przetransportowanie do bazie Haakonsvern całej jednostki. To właśnie tam ma nastąpić sprawdzenie stanu okrętu oraz pełne oszacowanie strat.

image
Widok z pokładu pływającego dźwigu „Gulliver”. Fot. forsvaret.no

 Obecnie najważniejsze zadania na miejscu realizują dwa wielkie dźwigi pływające: „Rambiz” i Gulliver”. Są one przy wraku już od niedzieli, od kiedy zaczęto podłączać do nich wielkie łańcuch, jakimi owinięto wcześniej kadłub fregaty. Teraz rozpoczęło się wybieranie tych łańcuchów, co wymaga wielkiej synchronizacji. Żaden z tych dźwigów nie może bowiem sam wydobyć całej fregaty. „Guliver” może bowiem podnieść maksymalnie 4000 ton natomiast nieco mniejszy „Rambiz” ma żurawie o maksymalnym udźwigu 3300 ton.

Wydobycie spod wody fregaty KNM „Helge Ingstad” o wyporności 5100 ton jest jednak możliwe, gdy oba te dźwigi współpracują.  Muszą jednak przy tym działać synchronicznie, co wymaga, aby „Gulliver: i „Rambiz” znajdowały się w bezruchu, bardzo precyzyjnie cumując obok siebie. Jak na razie szacuje się, że w bezpośrednich pracach związanych z wydobyciem norweskiego okrętu pracuje około trzystu osób. Liczba ta będzie się jednak zmieniała w zależności od fazy operacji, do jakiej będzie się przechodziło.

Norwegowie cały czas przy tym podkreślają, że najważniejszym zadaniem w każdym momencie jest zapewnienie pełnego bezpieczeństwa dla ludzi i środowiska.

Informacje o przebiegu prac będą systematycznie uzupełniane na stronie Defence24.pl.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Reklama
ci co skaczą i fruwają
środa, 27 lutego 2019, 21:05

@Rzyt: ale z tymi postulowanymi dźwigami i spójnym planem chodzi Panu o to, że na dnie można znaleźć wzmocnienie dla naszej MW? No bo tego, co aktualnie pływa - gdyby zatonęło - to podnosić za bardzo nie warto...

Rafal
środa, 27 lutego 2019, 11:49

@Niuniu NSM sciagnieto pierwsze, nie zdziwily bym sie gdyby nadawaly sie dalej do uzycia. Torpedy tak wysadzono, o ESSM malo w sieci, generalnie czesc wyciagnieto.

Antex
środa, 27 lutego 2019, 01:19

No przecież nie wyciągają zatopionego okrętu ... aby go wprowadzić ponownie do służby. tylko 1) aby przeanalizować przyczyny tak szybkiego zatonięcia (wady projektowe i konstrukcyjne) 2) aby zatopionego wraku i jego wyposażenia nie penetrowali nurkowie z Floty Północnej lub Floty Bałtyckiej (czyli nie trzeba pilnować) Tylko tyle i aż tyle ...bo u nas to by wyciągnęli, odmalowali itp ... powołując się na precedensy ze Scapa Flow i Tulonu.

Milosnik niewiedzy znanego bajarza.
środa, 27 lutego 2019, 00:45

@Stary Grzyb, prasa podawala ze ta fregata miala bledy konstrukcyjne.. Normalnie na takim okrecie czy niektorych typach statkow handlowych czy specjalistycznych (offshore) przedzialy w maszynowni poodzielane sa dzwiami wodoszczelnymi. Drzwi te, nawet jezeli nie byly zamkniete, a powinny byc pozamykane zawsze, mozna zamknac po nacisnieciu jednego przycisku na mostku. A jezeli nie ma zasilania, to jeszcze jest zamykanie awaryjne, tak zwane "na korbke" - reczna pompka hydrauliczna. Zalanie jednego lub dwoch przedzialow nie powinno spowodowac tak szybkiego zatoniecia okretu. Jest jeszcze awaryjne pompowanie zez za burte w przypadku wlasnie zalewania maszynowni czy wszystkich przedzialow znajdujacych sie pod linia wody (normalnie zezy pompuje sie do zbiornika wody zaolejonej a potem oczyszcza za pomoca urzadzenia zwanym odolejaczem lub wypompowuje na ladzie, bo nie nie wszedzie mozna oodolejacza uzywac, jak na przyklad w Arktyce, Zatoce Perskiej - sa to tak zwane obszary specjalne a reguluje to konwencja MARPOL). Nawet gdyby zstracili zasilanie bo zalalo by im maszynownie glowna, to zasilanie pomp zezowych i tak powinno byc, bo jest jeszcze tak zwany agregat awaryjny, ktory jest poza maszynownia, przewaznie na pokladzie glownym, w oddzielnym pomieszczeniu, z osobnym zbiornikiem paliwa, z osobnymi akumulatorami lub butla powietrza startowego, ktory oprocz tego mozna wystartowac tez "na korbke". Byla noc, wracali do portu i pewnie albo wiekszosc spala, reszta byla juz myslami w domu. Na mostku ktos popelnil blad, uderzyli w tankowca. No i pewnie panika, latanie, zaczelo zalewac maszynownie. Jezeli zalalo im maszynownie to pewnie byl tak zwany blackout (stracili zasilanie) i nastala ciemnosc na statku. Automatycznie powinien wystartowac agregat awaryjny i przywrocic zaslinanie awaryjne. Ale czasaami bywa ze ten agregat awaryjny tez moze nie zadzialac (to juz trzeba miec pecha). Jeszcze jest taka opcja, ze w przypadku gdy statek / okret nabiera wode z jednej burty to oproznia sie balasty po stronie ktora jest zalewana. Wiele rzecy moglo sie wydarzyc. I jest to dziwne i moze faktycznie zawinila niepoprawna konstrukcja okretu. Jezeli do tego dochodzi slabe wyszkolenie zalogie, gdzie ludzie panikuja i nie wiedza co maja robic, to przepis na "sukces" gotowy. Bo rozdarcie kadluba nie bylo az tak duze, zaby tego okretu nie dalo sie uratowac. Ale juz sama kompromitacja jest fakt, ze zderzyli sie z tym zbiornikowcem. Na mosttu musialy byc minimu trzy osoby, kapitan, officer wachtowy i marynarz, ale raczej bylo tych osob wiecej.

Stary Grzyb
wtorek, 26 lutego 2019, 20:26

Wiadomo już coś może o przyczynach tej kompromitacji norweskiej floty, a w szczególności o tym, dlaczego supernowoczesny (podobno) okręt dał się trafić ponad 200-metrową balią wlokącą się z prędkością 6 węzłów, oraz o tym, dlaczego ów supernowoczesny (podobno) okręt zatonął w wyniku ograniczonego rozmiarowo uszkodzenia jednej burty?

Niuniu
wtorek, 26 lutego 2019, 18:47

Podobno rakiety i torpedy z tego okrętu nie zostały wydobyte na powierzchnię morza tylko były zdetonowane pod wodą. Może to ktoś potwierdzić? Okręt natomiast jeśli operacja wydobycia powiedzie się, będzie nadawał się tyko na złom. Długotrwałe zalanie wnętrza jednostki wodą morską jest zabójcze dla jej wyposażenia i samej konstrukcji.

Krzysiek
wtorek, 26 lutego 2019, 17:07

Budowa noewgo okrentu jest tansza. Z tego ocalala tylko kotwica a reszta to sie pewnie nawet do remontu nie nadaje

Rzyt
wtorek, 26 lutego 2019, 14:23

Polskiej armii by się zdało takie dźwigi i spójny plan wylawiania z dna

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama