Reklama
Reklama

Wpływ Marynarki Wojennej RP na rosyjską Flotę Bałtycką [OPINIA]

6 lutego 2019, 13:36
003IMG_8773
By rekompensować wprowadzenie przez Polskę fregat Rosjanie potrzebują tan naprawdę wprowadzenia tylko odpowiedniej ilości rakiet przeciwokrętowych do nadbrzeżnych dywizjonów „Bał” i „Bastion”. Fot. Mil.ru

Obiektywną oceną wartości Programu Modernizacji Technicznej Marynarki Wojennej RP powinna być reakcja Floty Bałtyckiej wprowadzone w polskich siłach morskich systemy uzbrojenia. Coś co stwarza rzeczywiste zagrożenie musi bowiem wywołać przeciwdziałanie. Dlatego warto się zastanowić, w jaki sposób Rosjanie zareagują na potencjalne wprowadzanie przez Marynarkę Wojenną RP czterech rodzajów jednostek pływających: nowych fregat, korwet, okrętów podwodnych tylko z torpedami i okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi.

Skład Floty Bałtyckiej nie jest obecnie przypadkowy, ale wynika z systematycznie prowadzonej przez Rosjan analizy zadań i zagrożeń. Stałym elementem uwzględnianym w tego rodzaju rozważaniach jest położenie geograficzne zarówno Obwodu Kaliningradzkiego jak i Obwodu Leningradzkiego. Elementem zmiennym jest natomiast wyposażenie sił morskich wszystkich państw bałtyckich, oceniane przez Rosjan szczególnie pod względem ich możliwości taktyczno-operacyjnych w czasie podprogowego lub faktycznego konfliktu zbrojnego.

Położenie geograficzne i polityczne Morza Bałtyckiego a Flota Bałtycka

Najważniejszy wpływ na skład Floty Bałtyckiej ma bezsprzecznie położenie geograficzne całego Morza Bałtyckiego, do którego bezpośredni dostęp jest tylko przez Cieśniny Duńskie ściśle i szczelnie kontrolowane przez trzy kraje NATO: Norwegię, Danię i Niemcy. Rosjanie doskonale zdają więc sobie sprawę z tego, że podczas konfliktu zbrojnego ruch handlowy do ich portów w Bałtijsku, Kaliningradzie oraz Sankt Petersburgu zostanie przerwany. Wiedzą też, że by to zrobić, wcale nie trzeba używać rozwiązań siłowych (np. okrętów), ale można stosować polityczne wybiegi - takie same, jakie oni zastosowali w odniesieniu do Ukraińców pod mostem przez Cieśninę Kerczeńską. Przed Flotą Bałtycką nie stawia się więc zadania ochrony morskich linii komunikacyjnych, ponieważ w momencie wybuchu konfliktu zbrojnego takich linii dla Rosjan po prostu nie będzie.

W odróżnieniu od Polski Rosja nie musi zresztą uzależniać swojej gospodarki od handlu morskiego na Bałtyku, ponieważ surowce energetyczne ma na miejscu, a resztę potrzebnych towarów - nie objętych sankcjami można ściągać szlakami lądowymi lub przez inne porty. Przykładowo Sankt Petersburg może być również zaopatrywany drogą wodną z wykorzystaniem kanałów i rzek, niewielkimi jednostkami pływającymi z Morza Białego, Morza Czarnego lub nawet Morza Kaspijskiego. Rosjanie udowodnili to dobitnie prezentując nieprzypadkowo w czasie parady swojej floty w Sankt Petersburgu w 2017 roku kuter przeciwdesantowy „Junarmijec Kaspija” (projektu 21980 typu „Graczonok”), które przypłynął w tym celu z Morza Kaspijskiego.

image
Obecnie Rosjanom wystarczy, ze trzonem Floty Bałtyckiej są cztery nowe korwety projektu 20380 typu „Stierieguszczyj” o wyporności 2220 ton. Fot. mil.ru

Duże okręty nawodne (od klasy fregata wzwyż), które mogą w miarę samodzielnie działać w osłonie własnych konwojów na Bałtyku nie są więc Rosjanom pilnie potrzebne i to dlatego nie ma ich w najbliższych planach modernizacji technicznej Floty Bałtyckiej. Flota ta posiada więc tylko:

  • jeden wprowadzony w 1992 roku się niszczyciel „Nastojczywyj” projektu 956 typu „Sarycz” (o wyporności 8000 ton), który ma zresztą przestarzałe uzbrojenie przeciwlotnicze (okręt ten od początku 2016 roku jest nieustannie remontowany);
  • dwie fregaty projektu 11540 typu „Jastrieb”/”Nieustraszimyj” (o wyporności 4350 ton), których budowa rozpoczęła się odpowiednio 29 i 28 lat temu (projekt ten m.in. ze względu na zbyt słabe uzbrojenie przeciwlotnicze został zarzucony i zakończył się na oddaniu tylko dwóch jednostek).

Rosjanie preferują za to na Bałtyku mniejsze okręty i to dlatego Flota Bałtycka jako pierwsza otrzymała cztery nowe korwety projektu 20380 typu „Stierieguszczyj” (o wyporności 2220 ton), a w planach jest jeszcze wprowadzenie co najmniej dwóch takich jednostek. Wszystkie one są zbudowane z wykorzystaniem technologii stealth i dysponują już w miarę nowoczesnym systemem obrony przeciwlotniczej. Daje im to szansę na skryte zaatakowanie obcych jednostek pływających i powrót do bazy, ale na pewno nie na stałe patrolowanie akwenów morskich. Pozostałe, małe okręty rakietowe Floty Bałtyckiej są pozbawione skutecznego systemu przeciwlotniczego, co oznacza, że mogą skutecznie działać tylko wsparte przez większe okręty bądź też pod ochroną systemów brzegowych.

Ze względu na swoje położenie Rosjanie nie wprowadzają również na Bałtyk nowych okrętów podwodnych, a wszystkie sześć nowozbudowanych jednostek projektu 636.3 typu „Warszawianka” zostało przekazanych dla Floty Czarnomorskiej. Może to wynikać z analizy, że skuteczniejszym środkiem do blokowania morskich linii komunikacyjnych na Bałtyku są dla nich rakiety wystrzelone z niewielkich okrętów nawodnych, samolotów oraz baterii nabrzeżnych „Bał” i „Bastion” rozstawionych w Obwodzie Kaliningradzkim.

Uzbrojenie sił morskich krajów bałtyckich a rosyjska Flota Bałtycka

Z obecnej organizacji Floty Bałtyckiej bardzo wyraźnie wynika, że Rosjanie już dawno zarzucili plany przeprowadzenie dużych operacji desantowych na Bałtyku. Świadczy o tym nie tylko starzejąca i zmniejszająca się flota okrętów desantowych, ale również brak planów, by coś w tym zakresie definitywnie zmienić. Rosjanie nie muszą więc zapewniać osłony swoim zespołom okrętowym, nastawiając się bardziej na szybkie i skryte działanie dywersyjno-rozpoznawcze niż zdobywanie i umacnianie przyczółków np. na Półwyspie Duńskim.

To właśnie z tego powodu Bałtyk przestał być akwenem interesującym dla takich, nie stojących przed bezpośrednim zagrożeniem państw NATO, jak Dania i Niemcy (nastawione obecnie bardziej na działania na morzach otwartych), a pozostał ważny pod względem operacyjnym jedynie dla „wschodnich” krajów nadbałtyckich i Polski.

Oznacza to, że jakiekolwiek zmiany wprowadzane w niemieckich, duńskich i norweskich siłach morskich nie mają większego wpływu na decyzje strategiczne odnośnie przeszłości Floty Bałtyckiej, ponieważ jej bezpośrednio nie dotyczą. Ze względu na wielkość swoich sił morskich takiego wpływu nie będą miały również: Litwa, Łotwa i Estonia. Jeżeli więc pominie się nie należące do NATO Szwecję i Finlandię to jedynym krajem mogącym wywołać jakąkolwiek „organizacyjną i planistyczną” reakcję Floty Bałtyckiej jest jeszcze tylko Polska.

Uzbrojenie Marynarki Wojennej RP a Flota Bałtycka

Największe do chwili obecnej zmiany we Flocie Bałtyckiej wywołało niewątpliwie wprowadzenie w Marynarce Wojennej RP pierwszego nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego (NDR). Wykorzystywane w nim rakiety przeciwokrętowe NSM o zasięgu ponad 220 km pozwalają bowiem przerwać na Bałtyku ruch jednostek cywilnych płynących do Rosji lub z Rosji. To one więc definitywnie zamknęły rosyjskie marzenia o utrzymaniu morskich linii komunikacyjnych.

image
Jak dotąd największe zamieszanie organizacyjno-planistyczne w rosyjskiej Flocie Bałtyckiej spowodowało wprowadzenie w Marynarce Wojennej RP pierwszego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Fot. M.Dura

NDR-y utrudniają też działanie rosyjskim okrętom - szczególnie tym większym, łatwiejszym do wykrycia i ciągłego śledzenia. Ten efekt może być zwiększony po wysłaniu wybranych elementów polskich baterii nadbrzeżnych do krajów nadbałtyckich, co Rosjanie na pewno uwzględniają w swoich analizach. Dlatego rosyjscy sztabowcy nie zakładają prawdopodobnie długotrwałego działania swoich zespołów okrętowych na Bałtyku, tym bardziej, że do blokowania bałtyckich, morskich linii komunikacyjnych mają inne środki.

Praktycznie bez wpływu na przygotowywanie rozwoju Floty Bałtyckiej miały natomiast plany wprowadzenia do Marynarki Wojennej trzech Okrętów Obrony Wybrzeża „Miecznik”, a wcześniej korwet „Gawron”. Rosjanie rezygnując z wykorzystania bałtyckich, morskich linii komunikacyjnych nie muszą się bowiem przygotowywać do niszczenia okrętów, które tak naprawdę nie będą im w żaden inny sposób mogły zaszkodzić.

image
Wprowadzenie „Gawronów” i „Mieczników” nie musi wywoływać jakiejś reakcji Rosjan, którym nie zależy na utrzymywaniu morskich linii komunikacyjnych na Bałtyku. Fot. M.Dura

Polskie fregaty a Flota Bałtycka

Zupełnie inaczej będzie w przypadku ewentualnego wprowadzenia do Marynarki Wojennej RP fregat, które paradoksalnie, w całkowitym rozrachunku, bardziej pomogą Flocie Bałtyckiej niż jej zaszkodzą. Oczywiście w odróżnieniu od korwet, fregaty rzeczywiście mogą w jakiś sposób utrudnić realizację rosyjskich planów (jeżeli będą one miały możliwość prowadzenia przeciwlotniczej obrony strefowej) albo nawet zagrozić Rosjanom (jeżeli Amerykanie zgodziliby się Polsce sprzedać rakiety manewrujące Tomahawk i zamontować je na fregatach).

W pierwszym przypadku „utrudnienie” dla Rosjan jest czysto teoretyczne, ponieważ ataki z powietrza na obiekty znajdujące się na terytorium Polski ze strony morza będą najprawdopodobniej prowadzone tylko z wykorzystaniem rakiet manewrujących. Rakiety te mają zasięg ponad 2000 km, a więc mogą być odpalane z brzegu a nie z okrętów. Fregaty nie będą więc mogły atakować okrętów-wyrzutni, bo ich po prostu nie będzie. Dodatkowo rosyjskie rakiety manewrujące lecąc na niskiej wysokości mogą bez problemu ominąć strefę wykrycia radarów stosunkowo mało mobilnych fregat, których zasięg w odniesieniu do celów lecących na pułapie 10 m jest nie większy niż 30 km. Rozstawione w linii trzy fregaty mogą więc zabezpieczyć strefę o maksymalnej szerokości 180 km, podczas, gdy polska granica morska ma długość około 440 km.

image
Dobrze uzbrojona przeciwlotniczo fregata jest w stanie stworzyć pas obrony dla celów niskolecących o szerokości maksymalnie 60 km. M.Dura

Jeżeli pomimo tego polskie fregaty będą w jakiś sposób przeszkodą dla rosyjskich rakiet manewrujących, to Rosjanie w oczywisty sposób będą musieli tego rodzaju utrudnienie w pierwszej kolejności usunąć i niestety dla nas - mają do tego środki. Dodatkowo zrobią to szybko i tanio. W Obwodzie Kaliningradzkim rozmieszczone zostały już bowiem baterie rakiet nadbrzeżnych „Bał” (z rakietami Ch-35 „Uran” o prędkości Mach 0,85 i zasięgu od 120 do 260 km) i „Bastion” (z rakietami P-800 „Oniks” o prędkości Mach 2,6 i zasięgu większym niż 500 km), a prawdopodobnie będą również rozmieszczone baterie hiperdźwiękowych rakiet przeciwokrętowych „Cyrkon” (o prędkości około  Mach 5).

W odróżnieniu od ukrytych w terenie i rozśrodkowanych lądowych systemów przeciwlotniczych fregaty są bardzo łatwo wykrywalnym, „lokalizowalnym” i punktowym celem, którego zneutralizowanie wymaga tak naprawdę przerzucenia do Obwodu Kaliningradzkiego tylko odpowiedniej ilości rakiet przeciwokrętowych. W taki sam zresztą sposób Rosjanie zareagują, gdyby Polakom na fregaty udało się zainstalować rakiety manewrujące. Wtedy atak na te polskie okręty stanie się priorytetem, nastąpi w pierwszej kolejności i będzie o tyle łatwy, że cel będzie bardzo dobrze znany i łatwy do zlokalizowania.

image
By rekompensować wprowadzenie przez Polskę fregat Rosjanie potrzebują tan naprawdę wprowadzenia tylko odpowiedniej ilości rakiet przeciwokrętowych do nadbrzeżnych dywizjonów „Bał” i „Bastion”. Fot. Mil.ru

By zrekompensować ewentualne pojawienie się jednej, nowej, polskiej fregaty Rosjanie nie muszą więc wprowadzać okrętów za setki milionów dolarów, a jedynie wzmocnić już istniejące baterie nadbrzeżne o trzy lub cztery wyrzutnie samochodowe za kilkadziesiąt milionów dolarów, z minimum ośmioma rakietami (analizy wykazują, że atak tylu pocisków różnych typów jednocześnie powinien przebić się przez systemy antyrakietowe obecnych fregat nie wyposażonych w system AEGIS). Przy czym nie chodzi tu tylko o koszty zakupu, ale również o koszty utrzymania. Przypomnijmy chociażby, że załoga jednej fregaty to co najmniej sto osób. Natomiast cztery wyrzutnie samochodowe może obsługiwać tylko ośmiu żołnierzy.

W tym wszystkim jest jednak jeden problem. Rzeczywiście polskie fregaty zmuszą Rosjan do wprowadzenia dodatkowych rakiet w ich bateriach nabrzeżnych, czego nie sprowokują na pewno „Mieczniki”. Z drugiej jednak strony koszty pozyskania i wyposażenia fregat będą na tyle duże, że odsuną inne plany modernizacyjne Marynarki Wojennej RP – w tym przede wszystkim budowę trzech okrętów podwodnych nowej generacji „Orka”. Takiego negatywnego skutku nie powodował wcześniej program „Miecznik” i to właśnie z tego powodu skasowanie tego programu tak bardzo ucieszy Rosjan – mogących zaoszczędzić miliardy rubli.

„Orka” a Flota Bałtycka

Jeżeli Okręty Obrony Wybrzeża rzeczywiście nie były większym problemem dla Rosjan to Orki już na pewno tak, jednak pod warunkiem: że będą wyposażone w rakiety manewrujące. Tylko one bowiem zmuszą Flotę Bałtycka do aktywnego przeciwdziałania, utrzymywania silnych zespołów zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) oraz co najważniejsze – wyprowadzenia okrętów z portów na pełne morze i aktywnego działania przy silnym zagrożeniu ze strony lotnictwa NATO i polskich NDR-ów.

image
Do zneutralizowania polskich okrętów podwodnych „Orka” z rakietami manewrującymi nie wystarczy Rosjanom sześć ponad trzydziestoletnich korwet ZOP projektu 133.1. Fot.

W tym przypadku nie wystarczy więc już Flocie Bałtyckiej sześć ponad trzydziestoletnich korwet ZOP projektu 133.1 (według NATO typu Parchim) o wyporności 935 ton. Jednostki te mogąc działać w miarę bezpiecznie jedynie pod osłoną systemów plot z brzegu nadają się bowiem jedynie do odpychania od własnych wód terytorialnych „torpedowych” okrętów podwodnych, wykonujących misje rozpoznawcze lub specjalne. Rosjanie zdają sobie sprawę, że szukając nowoczesnych okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi trzeba już wyjść dalej na morze, a tego nie mogą zrobić starej generacji jednostki pływające, bez odpowiedniej obrony przeciwlotniczej.

Trudno jest nawet przypuszczać, by rosyjscy wojskowi zaakceptowali obecność na Bałtyku trzech trudno wykrywalnych okrętów podwodnych, mogących przebywać pod wodą przez ponad dwa tygodnie, które dzięki temu, z niewiadomego miejsca i w niewiadomym czasie, będą mogły odpalić salwę nawet 40 rakiet manewrujących o zasięgu ponad 1000 km. A ten zasięg oznacza, że Orki ze wschodniego Bałtyku będą miały w swoim zasięgu również rosyjskie budynki rządowe w Moskwie.

Do tego Rosjanie na pewno nie będą mogli dopuścić. O ile mogą więc zrezygnować z bałtyckich linii komunikacyjnych, to na pewno nie zlekceważą obecności tam okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi. Przy tym zbudowanie nowoczesnych sił ZOP na Bałtyku będzie dla nich jednoznaczne z obcięciem i tak skąpych funduszy na rosyjską armię lub w najlepszym przypadku z kanibalizowaniem innych flot rosyjskiej marynarki wojennej. I to dlatego gwałtowna wolta Ministerstwa Obrony Narodowej od Orki w stronę fregat mogła wywołać we Flocie Bałtyckiej tylko radość.

Różni „eksperci” przez kolejne lata „urabiają” polskich polityków, lub blokują podjęcie dobrych decyzji co do kształtu Marynarki Wojennej RP. W efekcie, co kilka miesięcy pojawiają się kolejne pomysły na jej uzdrowienie, jednak bez strategii i analizy. Może już czas na działania, które rzeczywiście poprawią bezpieczeństwo Rzeczypospolitej a nie tylko będą uruchamiały wyobraźnię, której horyzont kończy się na wyborze sprzętu pod kątem parady na kolejne święto?

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 159
Reklama
cenzor
czwartek, 21 listopada 2019, 21:19

A może by lepiej nie ujawniać publiczne jakichkolwiek planów modernizacyjnych? To powinno być tajne, nawet dla nas, internatów. Najlepsza obrona to niewiedza przeciwnika. Niech myśli, że jesteśmy trochę słabsi, a w rzeczywistości powinniśmy mieć wszystkiego 2 razy więcej niż myśleli. A do mediów można ujawniać jakieś zmienione lub zaokrąglone dane, liczby, nazwy aby wywołać dezinformację. Np. zamiast pisać, że chcemy zakupić 24 helikoptery Apache, trzeba pisać że zastanawiamy się nad zakupem kilku helikopterów. I to wystarczy. Nikt z nas internautów przecież ich później nie zobaczy i nie policzy. To jest sztuka przekazu informacji.

condor71
sobota, 16 marca 2019, 20:24

Bardzo trafna analiza!

Włodek
czwartek, 21 lutego 2019, 13:13

W sumie sprawę załatwiło by posiadanie kilku okrętów podwodnych z bronią atomową plus więcej mobilnych wyrzutni NSM. Jaki sens jest pakować kasę w jednostki nawodne jeśli są łatwym celem dla Rosjan. Okręty podwodne to moim zdaniem priorytet dla naszej marynarki.

andys
sobota, 16 lutego 2019, 13:23

Mysle, że przyjemniej byłoby czytać artykuł pod tytułem, np "Wpływ współpracy z Obwodem Kaliningradzkim na rozwój społeczno-gospodarczy Warmi, Mazur i Pomorza Gdańskiego".

cxz
czwartek, 14 lutego 2019, 23:11

@Marek Zgadza się, ale takie były ówczesne realia. Plany tylko i wyłącznie pasywnej obrony na własnym terenie.

Marek
czwartek, 14 lutego 2019, 16:01

@cxz Odpowiadałem na zarzuty ze strony kolegi Gustlika, który podważa sens posiadania marynarki wojennej przez Polskę. Zgadzam się z częścią Twojej wypowiedzi. Choć uważam, że zamiast na siłę próbować rozwalić stojącego w porcie Schleswiga, lepiej by było, skierować część okrętów podwodnych do monitorowania tego, co pływa między Niemcami, Finlandią i Szwecją. Gdyby tak przy okazji po 17 września jakiegoś Sowieta zatopić, też byłoby bardzo dobrze.

ingwala
czwartek, 14 lutego 2019, 13:53

Ponawiam PYTANIE! Mam pytanie do Panów ekspertów. Może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego uzbrojenie i wyposażenie dla polskiej armii, Wojsko Polskie kupuje od pośredników prywatnych a nie realizuje samo zakupów, płacąc tym samym, przynajmniej o 70-100% więcej, niż wyniosły by zakupy bezpośrednio od producenta?

anda
środa, 13 lutego 2019, 21:22

Oj Panowie stratedzy a kto będzie pływał podczas W po Bałtyku i w jakim celu? Rosjanie a poco, NATO a poco skro mają jedni i drudzy drogi lądowe. Kraje Bałtyckie padną w ciągu kilku godzin, Szwecja i Finlandia zachowają neutralność i Rosja ma kontrolę nad większą częścią Bałtyku. Parę rakiet i zniszczone mosty nad cieśninami w Dani i trasa na Bałtyk zablokowana, to samo dotyczy Kanału Kilońskiego. Polański popatrz jakie jednostki są umieszczone na trasie do Moskwy a potem wypisuj głupoty. Jest to najbardziej nasycony w opl teren na świecie i z duża dozą prawdopodobieństwa ujęty w jednolity system obrony przeciwlotniczej. A od kiedy to rakiety latają na wysokości 10 m? slalomem między drzewami? a na dolocie do Moskwy jest przynajmniej kilkaset km lasów. System A-135 służy do obrony przed rakietami balistycznymi a nie rakietkami. A o systemie Nudol to słyszałeś?

Tuńczyk
środa, 13 lutego 2019, 17:59

Panie Maksymilianie, Proszę stosować w swoich publikacjach nazwę Cieśniny Bałtyckie, zamiast Cieśniny Duńskie. Cieśnina Duńska (jedna, a nie kilka) znajduje się trochę bardziej na zachód. :)))

dfg
środa, 13 lutego 2019, 14:14

@ MAZU dziwniejsze jest to, że torpedy nie eksplodowały. Czy stosowane obecnie przez MW torpedy/rakiety są skuteczne? Kiedy ostatni to sprawdzano? Jedyne strzelanie prawdziwie bojowe jakie pamiętam to próby NSM w Norwegii.

Polanski
środa, 13 lutego 2019, 12:44

Panie Andretti, a co z satelitami GEO? Kto je zestrzeli albo uszkodzi? Wie Pan jaka jest różnica w dotarciu na orbitę LEO i GEO?

Polanski
środa, 13 lutego 2019, 12:39

Panie sża ( skrót od sierżant?), czy naprawdę na tym forum trzeba wszystko wykładać jak krowie na rowie? Jedynym systemem jakim dysponuje Rosja do obrony Moskwy to te A-135 czy jak im tam z głowicami nuklearnymi. Jak zaczną je naprowadzać na lecące na wysokości 10m JASSM to będzie 40 grzybków atomowych w okolicach Moskwy. Paniatno? Odwetem ma być atak atomowy na Warszawę? W odwecie za co? Za zdetonowanie własnych ładunków nad Moskwą? Paradne.

Andrettoni
środa, 13 lutego 2019, 01:02

Panie Polansky od 40 rakiet do 40 grzybków atomowych jest bardzo daleka droga i my jej długo nie odbędziemy, zaś Rosja nie potrzebuje głowic jądrowych do zestrzelenia 40 rakiet. Jeżeli przyjmiemy, że Rosja zaatakuje pierwsza, to jest pewne że będą w pełnej gotowości i włączą wszystko co mają. Mam nadzieję, ze jednak pociski samosterujące da się zestrzelić, bo Rosja ma ich więcej niż 40 i po ataku na Moskwę raczej nie zostawi ich bezczynnie. Okręty to droga rzecz, a 40 rakiet to bardzo niewiele. Wolałbym 400 bazowanych na lądzie, bo to mniej więcej jest taka różnica w cenie. Jak coś jest na wodzie lub pod nią to kosztuje wielokrotnie więcej niż na lądzie. Swoją drogą wypadałoby się przed wojna zastanowić jak będzie wyglądać i przeprowadzić "gry wojenne". Moim zdaniem Rosja wykorzysta odpowiedni moment i jeżeli nie użyje broni jądrowej w celu dokonania wybuchu na niskiej orbicie okołoziemskiej w celu usmażenia wszystkich satelitów oraz sieci energetycznych to zrobi to w momencie burzy słonecznej, która zakłóci i ograniczy działanie satelitów. Pierwszy atak pójdzie na nasze najcenniejsze zasoby, właśnie okręty, radary, lotniska i systemy plot dalekiego zasięgu. Ze względu na zwiększoną aktywność na Słońcu systemy radarowe i łączności będą częściowo ogłuszone. Niewątpliwa przewagę trzeba jakoś zneutralizować, przecież nikt nie wybiera najgorszego dla siebie momentu ataku. Skoro USA, a co za tym idzie NATO ma najlepsze satelity to trzeba je zniszczyć lub wykorzystać moment, że są mniej skuteczne. Rosja ma mniej nowoczesne, ale bardzo liczne środki walki, więc nie będzie bawić się w precyzję tylko kopnie z całej siły, żeby przesilić systemy opl i uda się jej to. Naszą rolą nie jest to, żeby atak uniemożliwić tylko możliwie najbardziej zneutralizować i skutecznie odpowiedzieć, a to oznacza, że musimy mieć liczne środki, nie liczone po kilka czy kilkadziesiąt tylko po kilkaset lub kilka tysięcy sztuk. Do ataku na obwód kaliningradzki nie potrzeba 40 sztuk tylko kilkuset-kilku tysięcy sztuk rakiet o mniejszym zasięgu. Można to zrobić tez taniej - używając artylerii, czołgów i piechoty. Trochę bez sensu używać drogich rakiet o zasięgu 1000 km jak można rzucić granatem, czy czymkolwiek innym - rakietami o zasięgu 300km, 100km czy dział o zasięgu 15 km. Dodam, ze jakikolwiek atak na Moskwę miałby wydźwięk wyłącznie terrorystyczny, bo jak Rosja zaatakuje, to Putin i wszystkie sztaby będą w schronach, a nie na dachach. Dokonywanie drogich i nic nie przynoszących ataków po prostu nie ma sensu.

sża
wtorek, 12 lutego 2019, 21:46

Panie Polanski, a "40 grzybków atomowych" wokół Warszawy, tak w rewanżu za Moskwę, to też będą "fajnie wyglądały", czy niekoniecznie?

normalny
wtorek, 12 lutego 2019, 15:20

Pierwsze uderzenie z pewnością pójdzie w okręg kaliningradzki więc sporo środków kontroli morza Rosjanie utracą ...

Polanski
wtorek, 12 lutego 2019, 09:58

Panie Andreotti Moskwy nie broni żaden system przeciwko pociskom samosterującym lecącym na wysokości 10m. A poza tym fajnie wygląda 40 grzybków atomowych wokół Moskwy.

Andrettoni
wtorek, 12 lutego 2019, 00:28

Rzadko się zdarza, że zgadzam się tak bardzo z jakimś artykułem. Ale nawet tutaj muszę wytknąć istotny błąd.Naszym zadaniem powinna być uniemożliwienie wyjścia floty rosyjskiej poza Bałtyk, a nie wielkie operacje morskie czy działania oceaniczne. Do tego potrzebujemy mobilnych wyrzutni rakiet oraz lotnictwa - zarówno samolotów jak i śmigłowców. Na morzu potrzebne są tylko małe okręty. Jeżeli idzie o flotę podwodną, to postawiłbym na uzbrojone drony podwodne. Stosunkowo trudne do wykrycia ze względu na małe rozmiary, stosunkowo tanie i mogące stosunkowo długo operować. Okręty podwodne o wiele łatwiej monitorować gdzie są i w razie wojny byłyby jednym z głównych celów ataku. A 40 rakiet? Nie bądźmy śmieszni. Moskwa jest od wielu lat najlepiej chronionym miastem na świecie przeciwko atakom rakietowym. Gdyby to było 400 rakiet wystrzelonych z 300 km, to tak, ale 40 rakiet z 1000 km nie ma szans. Moskwa to nie jest miasto, które jest "chronione", tylko miasto, które jest paranoicznie chronione. Przypomnę tylko o systemie S-200 z głowicami specjalnymi, czyli jądrowymi o sile 25 kiloton. Do Moskwy nic nie doleci nawet jeżeli Rosjanie będą musieli spalić teren 100 czy 200 km od miasta. Są to rakiety, które chroniły Moskwy w latach 60tych, a od tego czasu powstawały kolejne jądrowe systemy przeciwlotnicze.

kamyk
wtorek, 12 lutego 2019, 00:16

Marek, ty jak zwykle 70 lat w tyle. To już jest nudne.

185
poniedziałek, 11 lutego 2019, 23:38

"Obiektywną oceną wartości Programu Modernizacji Technicznej Marynarki Wojennej RP powinna być reakcja Floty Bałtyckiej.... ." Dotychczas rosyjskie fora internetowe (także te półoficjalne) gwałtownie zareagowały tylko raz - gdy Polska była bliska sprowadzenia dla MW fregat typu Adelaide.

Napoleon
poniedziałek, 11 lutego 2019, 23:11

A Burek? Czego się tak dołujemy jak ostatnie pierdoły. Stać nas na jednego 96 VLS i gitara można tam wsadzić co zechcemy. 384 rakiety ESSM lub troszku mnij z Standardami. Po prostu bajka dla adehadowców.

cxz
poniedziałek, 11 lutego 2019, 21:52

@Marek Skuteczność okrętów była mierna, bo po pierwsze dowództwo do ostatnich chwil nie dowierzało w możliwość wojny, więc przewaga zaskoczenia i pierwszego wystrzału była po stronie agresora. Żadnego znaczącego okrętu nie zatopiono, bo dowódcy trzymali się kurczowo bezsensownych planów wojennych typu "Worek", i zamiast posłać na dno Schleswig-Holstein'a ostrzeliwującego Westerplatte pilnowali swoich sektorów, w których niczego nie było do pilnowania. Niemiecki pancernik stał w Wolnym Mieście Gdańsk, czyli poza Polskimi wodami, których plany obronne nie obejmowały. Dowódca OP zapewne nie chciał łamać rozkazów i dlatego niczego konkretnego nie zatopiono. Orzeł nawet nie miał na wyposażeniu szumonamiernika, więc jego skuteczność była zerowa. OP czekały bezczynnie w swoich sektorach, a zatapiane były przez lotnictwo przy wynurzaniu się aby ładować akumulatory, lub po powrocie do bazy po zapasy. Dowódcy jeszcze długo trzymali się pierwszowojennych anachronicznych zwyczajów, że okręt podwodny musiał się wynurzyć przed salwą. Głupotę ówczesnego dowództwa można wymieniać długo, ale to nie znaczy że sama MW była zbyteczna. Agresor ZAWSZE będzie miał przewagę zaskoczenia i siły, bo gdyby jej nie miał to by nie atakował.

lol
poniedziałek, 11 lutego 2019, 21:36

Rozwiązanie jest "proste". Nasze fregaty muszą mieć bardzo silne uzbrojenie przeciwrakietowe w pierwszej kolejności. Następnie uzbrojenie przeciwlotnicze i na końcu przeciw okrętowe. To są bzdury i mrzonki, że Rosji wystarczy kilka rakiet więcej żeby pozbyć się kilku fregat niezależnie od ich uzbrojenia. Jeśli fregaty nie będą posiadały porządnych systemów CIWS, to faktycznie wystarczy na jeden okręt jedna rakieta. Ale jeśli będą uzbrojone w większą ilość systemów CIWS uzupełniających się nawzajem zasięgiem i skutecznością, to tak łatwo Rosja nie zniszczy tego okrętu. Oprócz artyleryjskich systemów typu goalkeeper czy phalanx, potrzeba również systemu rakietowego o większym zasięgu - SeaRAM. To fakt, że sąsiadując z Kaliningradem nasze okręty będą bardziej narażone od innych, ale nie oznacza to że będą bezbronne i zbyteczne, co próbują nam tu wmówić sąsiedzi ze wschodu. SeaRAM + kilka wieżyczek artyleryjskich CIWS, + działo główne z możliwością strzelania pociskami przeciwrakietowymi(jest kilka takich rozwiązań m.in. OTO Melara, czy Bofors'a), Oerlikon millenium, Goalkeeper(naszego trytona pominę milczeniem, bo niewiele wiadomo o jego skromnych możliwościach i skuteczności). Także jest w czym wybierać, żeby zabezpieczyć się przed tymi "paroma rakietami więcej" po rosyjskiej stronie. Fregaty mieć musimy, bo obowiązki wobec NATO musi wypełniać każdy, my też.

WMM
poniedziałek, 11 lutego 2019, 19:25

Nam nie są potrzebne na Bałtyku żadne okręty nawodne. Wszyscy razem z DMW zdają sobie sprawę, że przeżywalność takich okrętów jest żadna, aby ustanowić system antydostępowy dla Rosji wystarczy zaminować jedną zatokę i ewentualnie zakupić 4-5 OP z napędem konwencjonalnym. Oczywiście wiedza ta jest ogólnodostępna tylko zrozumienie jej jest żadne. Proste pytanie w warunkach przewagi powietrznej Rosji w pierwszych tygodniach wojny jak będzie przeżywalność jednostek nawodnych ? Żadna !!. Oczywiście może je sobie kupić bo są drogie i bezsensowne i np. konwojować gazowce po atlantyku itp. W warunkach narastającego konfliktu ŻADNA WYDZIELONA GRUPA OKRĘTOWA USA NIE WEJDZIE NA BAŁTYK, BO NATYCHMIAST ZOSTANIE ZNISZCZONA PRZEZ LOTNICTWO I NABRZEŻNĄ AR.

Marek
poniedziałek, 11 lutego 2019, 10:41

@Gustlik" Przypomnę tylko, że w 1939 roku mieliśmy wspaniałą i nowoczesną flotę nawodną i podwodną za gigantyczne pieniądze. A jakie były jej osiągnięcia wobec kompletnej dominacji Niemców w powietrzu? ŻADNE. Nie zatopiono ani jednego liczącego się okrętu. To ja przypomnę o tym, że polska przedwojenne flota w żadnym wypadku nie była przewidywana na wojnę z Niemcami. Nie była z tego samego powodu, dla którego akwen bałtycki jest bezużyteczny dla Rosjan obecnie. I dlatego zresztą podjęto decyzję, żeby wyprowadzić niszczyciele z Bałtyku. Ponadto przypomnę, że podczas Kampanii Wrześniowej żaden polski okręt nie został zatopiony przez niemieckie lotnictwo wtedy, kiedy operował na morzu. Niemieckie lotnictwo osiągnęło tylko tyle, że z rozkazu kapitana Łomidze wywalono za burtę miny morskie z Gryfa. Przypomnę także, że z Rzeszy do Prus Wschodnich przez cały czas trwania kampanii nie popłynął ani jeden statek. Ciekawe dlaczego? Czyżby jednak pięć okrętów podwodnych, które co prawda nie zatopiły wówczas niczego na coś się przydało?

Ziom
poniedziałek, 11 lutego 2019, 10:06

OP można kupić tylko od Francuzów ponieważ to jedyna oferta na świecie spełniająca nasze wymagania. I kupimy tylko wtedy, gdy decyzję o tym zakupie będzie można przehandlować za jakiś profit polityczny. Póki co nie ma ku temu okoliczności.

Dalej patrzący
niedziela, 10 lutego 2019, 14:44

Na Bałtyku to, co pływa, musi mieć nadrzędny parasol obrony przeciwrakietowej, a także odciętego 'przy okazji" z tejże obrony przeciwrakietowej, kuponu obrony przeciwlotniczej. Dlatego PRIORYTET nie tylko dla PMW, ale dla całego Wojska Polskiego - to budowa strategicznej strefy A2/AD Tarczy Polski, która zapewni zgniecenie A2/AD Kaliningradu i wkrótce A2/AD Białorusi. Od wojny podwodnej to są 4 linie blokadowe, drony z sensorami i efektorami - i rakietotorpedy naprowadzane na sektor wykrycia. W spięciu sieciocentrycznym. Z brzegu, czy z ekstremalnie małych prymitywnych nosicieli - przeznaczonych tylko do przeniesienia i odpalenia - bo C4iSR i pozycjonowanie efektorów precyzyjnych to sprawa rozległej sieciocentryczności we wszystkich domenach. Czas zintegrowanych kombajnów rodem z zimnej wojny przeminął - teraz jest rozproszona zdronizowana [w nosicielach] i zautomatyzowana sieciocentryczność sensorów i efektorów - i nadrzędna kalkulacja koszt-efekt. Bez A2/AD Tarczy Polski jesteśmy zgnieceni i prześwietleni jako gotowa, aktualizowana real-time lista celów do odstrzelenia - czyli jesteśmy przegrani przed pierwszym strzałem, a wybicie gros aktywów [zwłaszcza sprzętowych] całego Wojska Polskiego nastąpi zasadniczo w przeciągu 1 dnia - w tym tych najważniejszych - w przeciągu 1 godziny. Bez A2/AD Tarczy Polski jesteśmy na patelni celem pokazowego jednostronnego "turkey shoots" - izolowani i bez nadziei na jakąkolwiek pomoc. Stąd wszelkie rozważania na poziomie NATO o "utrzymaniu się Polski przez pierwsze 30 dni" mają charakter dekoracyjny i abstrakcyjny - całkowicie oderwany od realiów. Po rozłożeniu i wybiciu aktywów WP po 1 dniu nawet nie trzeba deeskalacyjnego uderzenia jądrowego dla wymuszenia kapitulacji Polski. I odwrotnie - jeżeli mamy A2/AD Tarczę Polski, zgnaitająca wrogie A2/AD Kaliningradu i Białorusi, to wartość operacyjna naszych SZ RP wzrasta o rzędy wielkości - utrzymujemy komunikację strategiczną z sojusznikami - morzem, powietrzem - ale także lądem [bo Berlin w zasięgu naszej A2/AD Tarczy Polski "nagle" i "niespodziewanie" stanie się skory do współpracy. A2/AD Tarcza Polski ZMIENIA WSZYSTKO o 180 stopni. Przy saturacji sił rozgrywka jest faktycznie rozstrzygnięta przed pierwszym strzałem. I do tego zwycięstwa bez wojny musimy dążyć za wszelką cenę. Nie będzie stanów pośrednich - tylko pulą gry jest "all or nothing" - czyli skrajnie "albo - albo". Dokładnie rozumieli nasze położenie w strefie zgniotu i wobec saturacji strategicznych działań i Piłsudski i Dmowski już w czasach międzywojnia - obaj bez złudzeń mówili to samo" "Polska będzie albo wielka i silna - albo nie będzie jej wcale". Teraz sytuacja stała się tylko jeszcze bardziej skrajna przez postęp technologiczny i saturację projekcji siły - mamy 15 lat max na stanięcie na własnych nogach z A2/AD Tarczą Polski i głowicami strategicznego odstraszania - potem, jeżeli tego nie zrobimy, będzie "game over" - bo USA wyjdą z Europy na Pacyfik - z "Good bye, Poland" na pożegnanie. Co jasno i jednoznacznie zadeklarował gen. Breedlove podczas Warsaw Security Forum 2018 - 24-25 października 2018. Zresztą - i bez tej otwartej deklaracji to tylko oczywista i nieunikniona rzecz, jedna z wielu, które od 2014 zapowiadam. Oby nie jako ten wołający na puszczy. Mogę tylko powtórzyć - albo stworzymy asymetryczną strategiczną A2/AD Tarczę Polski i strategiczne asymetryczne odstraszanie głowicami dla operacji specjalnych - plus ukompletowanie reszty SZ RP komplementranie podpięte pod sieciocentryczna bazę A2/AD Tarczy Polski - czyli zbudujemy system spełniający zewnętrzne BEZWZGLĘDNE wymagania, jakie narzuca nam nieprzyjaciel i układ geostrategiczny - albo znikniemy w ramach łańcucha Białoruś- Bałtowie-Polska. Bo Rosja NA PEWNO nie odpuści za nic projektu zbudowania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku, bo ten projekt zapewnia Rosji pozycję nr 1 i globalna hegemonię i zepchniecie w rywalizacji i USA i Chin. A Polska - jak kluczowy styk Rimmlandu i Heartlandu Eurazji - jako państwo zajmujące przesmyk bałtycko-karpacki, niezbędny dla pełnoskalowej trwałej lądowej projekcji siły i połączenia ww Rimmlandu i Heartlandu - jest w optyce Kremla celem BEZALTERNATYWNYM i STRATEGICZNIE PRIORYTETOWYM.

MAZU
niedziela, 10 lutego 2019, 11:34

@sd - "Co ze zwalczaniem lotnictwa za pomocą rakiet 122mm ?" Odpowiadam. Cały czas pracujemy nad tym projektem w 7M. Zasięg rakiety "z komputera" to 20 km w poziomie i 12 km w pionie. Rakieta odpalana jest z nowego podwójnego prostokątnego kontenera, na początek zintegrowanego z 9K33 Osa. I co ważne, jest tania. Resztę niedługo zobaczycie. Pozdrawiam, M

Extern
niedziela, 10 lutego 2019, 11:33

@Lbn: Teoretycznie nas INF racja nie obowiązywał. Ale każda próba samodzielnego opracowania czegoś takiego przez nas, skończyła by się interwencją naszego najlepszego sojusznika. Więc realnie tylko możemy coś takiego kupić, bo wiadomo że my nie możemy mieć niezależnej prawdziwej broni. A kupić lądowej wersji nie mogliśmy bo jej nie było przez INF.

MAZU
niedziela, 10 lutego 2019, 10:50

Plan WOREK. "Do realizacji planu przystąpiono jeszcze w dniu 1 września 1939 roku. W kilka godzin po ataku III Rzeszy na II Rzeczpospolitą Polską drogą radiową rozkazano dowódcom polskich okrętów podwodnych otwarcie kopert zawierających plan działania o kryptonimie „Worek”. Najpóźniej, bo pod wieczór 1 września, do swego odległego sektora przybył ORP „Sęp”. Wszystkie okręty dokonały kilku prób ataku na siły wroga, jednak wobec przewagi nieprzyjaciela i silnego zagrożenia ze strony niemieckiego lotnictwa były one zupełnie bezskuteczne. Polskie okręty były wielokrotnie atakowane bombami głębinowymi. Skuteczność działania polskich okrętów została poważnie ograniczona ze względu na usunięcie z nich aparatury nasłuchowej, przez co pozostawały one narażone na przypadkowy kontakt z przeciwnikiem np. przy wynurzeniach. Dodatkowym ograniczeniem był zakaz atakowania mniejszych okrętów, rzekomo spowodowany relacją kosztów torped do wartości atakowanego celu. W wyniku tego jedynie ORP „Sęp” wykonał nieudany atak na niemiecki niszczyciel. Rozkaz ataku na niemieckie pancerniki dla ORP „Orzeł” nie dotarł z powodu zanurzenia okrętu. W wyniku zaminowania akwenów przez polskie okręty (ORP „Żbik”, „Ryś” i „Wilk”) zatonął trałowiec M-85 na północ od Helu pod koniec obrony tego portu. " REASUMUJĄC. Wystarczy kilku obcych agentów w dowództwie, aby skutecznie sabotować możliwość obrony Polski. Cze aby tak właśnie nie jest teraz? Skąd te "uśmiechy" rosyjskich generałów komentujących "modernizację" polskiej armii? Najpierw trzeba wykopać krety. Cała reszta potem. M

asd
sobota, 9 lutego 2019, 17:16

@stach Ówczesny Orzeł nie miał na wyposażeniu tak podstawowego urządzenia jak szumonamiernik, więc jest wartość bojowa była wątpliwa. Drugą przyczyną jego niskiej skuteczności były rozkazy dowództwa, plan "Worek", dzięki czemu załoga mogła sobie pooglądać jak niemiecki pancernik ostrzeliwuje Westerplatte, ale nie mogli go zatopić, bo mieli pilnować tylko wyznaczonej strefy...

Bla bla bla
sobota, 9 lutego 2019, 14:07

Marynarka wojenna, jaka marynarka to jest kupa złomu i nic więcej z bardzo małymi wyjątkami. Trzeba wydawać na Armie 40-50 miliardów dolarów rocznie to i będzie marynarka wojenna i Armia jakości całość będą samoloty śmigłowce czołgi okręty i żołnierze wyszkoleni a tak to można parę kajaków na Bałtyk kupić i utrzymywać bez końca 60 letnie bwp. Tyle w temacie.

Edmund
sobota, 9 lutego 2019, 13:11

Do Państwa uwagi przytaczam fragment wywiadu z Gen. Wasilij Bystrow, ekspertem z Wojskowej Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, który udzielił czasopismu „Arsenał Otieczestwa”. Wnioski proszę wyciągnąć samemu. ,,Polska to ciekawy przypadek. Trump ją stawia za wzór, tymczasem mimo tych 2 proc. wydatków, polskie rządy dość opieszale unowocześniają armię. Np. ich Marynarka Wojenna jest bardzo słaba. Warszawa od lat zapowiada zakup trzech okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi. Od lat toczy w tej sprawie negocjacje z Francją, która oferuje okręty wraz z pociskami manewrującymi o dużym zasięgu, bo 1 tys. km, z Niemcami oferującymi okręty bez takich pocisków, z Norwegią, Szwecją... W sumie to nie wiadomo, kiedy Polska kupi te wszystkie trzy okręty (uśmiech), czy kupi je od razu z pociskami manewrującymi czy bez pocisków, które dopiero później będzie dokupować. Miała okręty nabyć lada moment, ale zmienił się polski minister obrony i kontraktu znów nie podpisano. W najbliższych, a może i późniejszych latach, Polska na morzu w praktyce nie będzie się liczyła. Inny przykład – śmigłowce. Polacy mieli kupić kilkadziesiąt sztuk. Póki co, od lat wymieniają koncepcje zakupu a nie flotę śmigłowcową (uśmiech). Oczywiście Polska zawarła kontrakt na system Patriot. Jednak on sam, podobnie jak wzmacnianie innych systemów obrony powietrznej krótkiego i średniego zasięgu czy systemów artyleryjskich, nie zastąpi modernizacji całych Sił Zbrojnych. A przede wszystkim te systemy nie są bronią odstraszania, mogącą w głębi lądu skutecznie razić strategicznie ważne cele, na przykład infrastrukturalne lub militarne. Mówiąc żartem to chciałbym, aby państwa NATO wzięły sobie słowa Donalda Trumpa do serca i tak modernizowały swoje armie, jak swoją modernizuje Polska (uśmiech)."

BUBA
sobota, 9 lutego 2019, 12:05

Załóżmy że mamy już flotę marzeń forumowiczów i komandora Dury. Mamy fregaty, korwety op itp. I co dalej?........................................................................................................................................................................... Rakietowa artyleria nabrzeżna i Lotnictwo Floty Bałtyckiej będzie głównym przeciwnikiem tych okrętów. Jeden z forumowiczów wspomina że nie mamy tak małego wybrzeża jak 1939, tak ale w 1939 baza na Helu pozostawała poza zasięgiem naziemnej artylerii. Atakowały ja tylko samoloty i okręty. Pogrom polskiej floty dokonały samoloty. Obecnie polska flota zostanie zniszczona przez Lotnictwo Floty Bałtyckiej a zatoka gdańska sparaliżowana ogniem systemów nabrzeżnych naprowadzanych przez BSL. F-16 jest za mało i ni maja nowoczesnej amunicji, MiGi pozbawiono celowo nowoczesnej amunicji. Zrezygnowano z Adelaid z bardzo silną OPL które można było przerobić na okręty OPL rzażce cele powietrzne w odległości około 200 km za pomocą SM-2. Po wpięciu Adelaid w IBCS mieli byśmy OPL sięgającą w głąb morza na dalej niz 20/30 km. Jak chcecie obronić okręty? Jak chcecie obronić kotwicowiska? 40 letnimi fregatami OHP? Gawronem za pomocą trytona lub Groma? Jakie macie środki OPL by odeprzeć zmasowany atak systemami Kalibr NK gdzie pociski atakujące polska flotę i JEJ BAZY można wystrzelić spod Moskwy?........................................ .................................................................................................................................................................................Wyobraźcie sobie nowiutkie fregaty, OP, korwety zacumowane w słabo bronionym porcie. Część w Gdyni i w Gdańsku, część w innych portach........................................................................................................................ .................................................................................................................................................................................. My nie zaatakujemy pierwsi. Przeciwnik może sobie ustawić garnizon na samej granicy bo on otworzy ogień jako pierwszy ma już przewagę nad nami tak jak w 1939. My nie wiemy gdzie uderzy..................... .................................................................................................................................................................................. Właśnie polskie okręty są tankowane, uzbrajane, remontowane, ich systemu są niesprawne w czasie remontu, przeglądu, konserwacji. Załogi rozpełzły się po mieście. Kotwicowisko nie ma silnej OPL, marynarka nie ma ani jednego samolotu bojowego klasy MiG-29/F-18. Same Bryzy. Nadlatuje 100 pocisków systemu Kalinr NK w pierwszej fali ataku. Jednocześnie BSL Floty Bałtyckiej wykrywają i śledzą spoza zasięgu OPL pozostałych okrętów uzbrojonych jedynie w pociski CAMM p i rozpoczyna się na nie skoordynowany atak samolotów Su-34 za pomocą Ch-31. Bo mogą sobie przy słabej OPL na to pozwolić. Do tego systemy nabrzeżne otwierają ogień z Kaliningradu. Jaki widzicie obraz po ataku? w tym czasie lotniska F-16 są atakowane przez systemy Iskander i uderzenia samolotów Su-30, Su-35 i Su-34...................Na szczęście przewidujący polski MON wyposażył polską armię w kapliczki polowe. To ratuje sytuację wraz z "zmodernizowanymi" stalowymi hełmami.....

Davien
piątek, 8 lutego 2019, 20:43

Nemo i po co zmyslac:) Nie ma zadnych obecnie wersji JASSM poz lotniczymi i nie sa przewidywane, do wyrzutni Mk-41 beda natomiast dopasowane LRASM-y. Nie ma lądowych Tomahawków i USA nie przewiduja powrotu do nich. Może jakies dowody podasz?:)

stach
piątek, 8 lutego 2019, 19:30

Proszę sobie przypomnieć jak kłopotliwa dla Niemców i dezorganizująca ich działania na Bałtyku była obecność w '39 "Orła" i naszej floty podwodnej. Okręty podwodne to dla nas priorytet, co do którego się zgodzono i próby jego wyciszenia nie można rozpatrywać inaczej niż w kategoriach sabotażu. Analiza przeprowadzona w powyższym artykule jest tego dobitnym dowodem. Jeśli zaś chodzi o zabezpieczenie plot Polski od strony Wybrzeża, to o wiele taniej i bezpieczniej można to zrealizować przy pomocy wyrzutni naziemnych niż nowych czy używanych fregat.

pragmatyk
piątek, 8 lutego 2019, 19:06

Autor ma rację ,małe trudno wykrywalne i bardzo skuteczne jednostki to podstawa na Bałtyku ,juz podczas II wojny światowej zbombardowanie Gdyni przez aliantów spowodowało likwidację połowy dużych Hitlerowskich okrętów i zniszczenie portu. Czyżby od tego czasu Bałtyk sie powiększył ,a rozpoznanie poszlo do lamusa. Skąd takie wiadomości panowie od polityki.

Ingwala
piątek, 8 lutego 2019, 17:15

Mam pytanie do Panów ekspertów. Może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego uzbrojenie i wyposażenie dla polskiej armii, Wojsko Polskie kupuje od pośredników prywatnych a nie realizuje samo zakupów, płacąc tym samym, przynajmniej o 70-100% więcej, niż wyniosły by zakupy bezpośrednio od producenta?

SZACH-MAT
piątek, 8 lutego 2019, 15:45

ilu marzycieli ...wszystko fajnie pod warunkiem że plan modernizacyjny floty rozłoży się na 50 lat ....a na najbliższe lata udawajmy że problemu niema i tuszować stan rzeczy politycznym bełkotem " wybrańców narodu" wplatając etos patos , kukuryku no i wyjdzie nam politycznie poprawnie ...i zachowana tradycja naszego słynnego narodowego produktu "GLORIA VICTIS"

mc.
piątek, 8 lutego 2019, 10:53

Patrzę w "szklaną kulę" i widzę: 3 NDR w okolicy Kołobrzeg - Szczecin, druga bateria Patriotów stojąca w okolicach Piły (strzegąca terminalu LNG, Poznania i bazy w Powidzu), drugi Gawron-Ślązak, dozbrojenie obu okrętów (Ślązaków), odkupienie 636 od Rumunii i naprawa obu (czyli także naszego "Orła") OP we Francji.

asdf
piątek, 8 lutego 2019, 10:19

o ile nie beda to rakiety z glowiacami masowego razenia (bron chemiczna bo o atomowej nie ma co marzyc) 40 rakiet to jest pierd nie warty swieczki

Nemo
piątek, 8 lutego 2019, 06:39

Damien, ladowe wersje JSSM sa juz obecnie projektowane. Za sześć miesięcy będzie je można testować więc wtedy się o nich więcej dowiesz. Decyzja o ladowych Tomahowkach jeszcze nie zapadła ale ze względu na ich dużo większy zasięg też pewnie zapadnie wkrótce.

sd
piątek, 8 lutego 2019, 01:47

Orka ? jak najbardziej ale 2gi etap Wisły (60 mld zł) topi kosztowo wszystko. Tymczasem wciąż nie ma ani Narwi ani Homara. Nie oszukujmy się, żaden fort Trump nas nie obroni, żadne zakupy na sztuki po FMS nas nie uzbroją na tyle aby odstraszać Rosję. Wojna (ostrzał za pomocą amunicji precyzyjnej) może trwać pół godziny i nie zginie żaden amerykański żołnierz - USA uzna że nic się nie stało. Musimy sami zbudować potencjał odstraszania a mamy ku temu technologiczne zdolności. Co ze zwalczaniem lotnictwa za pomocą rakiet 122mm ? zwalczaniem AWACSów za pomocą rakiet balistycznych, własną kierowaną artylerią rakietową i pociskami samosterującymi ? Jeśli mamy odstraszyć Rosję to nie pojedynczymi JAASMami za miliony dolarów a zdolnościami do saturacji i starcia z powierzchni ziemi Obwodu za pomocą setek rakiet balistycznych. Homar to podstawa, z produkcją i rozwojem rakiet w Polsce. ILR33 jako demonstrator już dziś oferuje o wiele większe możliwości niż klasyczny ATACMS (szybszy, większy zasięg, możliwość instalacji własnych głowic, modyfikacji efektora w zależności od rodzaju rażonego celu). Musimy produkować imitatory pozorujące atak które przeciążą rosyjską radiolokację. Tylko odstraszanie bo Wybrzeże w zasięgu Tornado-S oznacza że żaden system antybalistyczny (Wisła) nie pomoże ani nie ochroni polskich portów. Kluczowa jest także osłona radiolokacyjna i bojowa newralgicznych punktów takich jak gazoport, elektrownie, lotniska, bazy. Polskie Homar (ogień kontrbateryjny) i Narew (osłona) to podstawa. Inwestujmy w systemy pasywne i autonomiczną sieć posterunków z krajową optoelektroniką (rakietami Piorun ?) która pasywnie wykryje zagrożenia i będzie miała zdolność do ich likwidacji. Zapomnijmy o mżonkach typu IBCS dla Homara i skupmy się na pozyskaniu podstawowych zdolności do odstraszania i obrony. Okręty podwodne ? jak najbardziej ale 2gi etap Wisły "zatopi" Orkę na wiele wiele lat. A można było wystartować z krajową Narwią i Orką to i rakiety dla Ślązaka i polskich korwet by się znalazły. W ramach offsetu można by było coś utargować.

puchatek
czwartek, 7 lutego 2019, 22:11

MON ma swoje priorytety polityczno - defiladowe: WOT 0,5 mld, w kolejnych latach powyżej 1,5 mld czyli za 3 lata ok 4mld , kupno węgla 200 mln, transfer środków do MSW 500mln, drogi samorządowe prawie 600 mln rocznie od tego roku z wcześniejszych ok 70mln w latach ubiegłych, samoloty VIP ponad 3 mld, masa innych zbędnych wydatków: ławki, przekroje, renowacja zabytków i dziwne krajowe wynalazki... razem przez 4 lata ok 10 mld PLN!!! Wystarczyłoby Orki. No ale są wybory do wygrania.

Marek1
czwartek, 7 lutego 2019, 22:03

Jak zwykle b. dobry tekst p. Maksymiliana. Może w końcu dotrze cośkolwiek z artykułu(oby)do impregnowanych na podst. logikę głów różnej maści "geniuszy" marzących o fregatach/korwetach prujących fale Bałtyku pod łopocąca biało-czerwoną. Widok piękny, zgoda, ale nas NIE stać na takie marnotrawstwo i tak skąpych środków. Tak wiec panie i panowie ORKA, ORKA i raz jeszcze ORKA z rakietami klasy cruise(min. 1000 km). A wszyscy "fachowcy-marynisci" z Klonowej, Podlasia, Śląska lub Podkarpacia, co to morze oglądają wyłącznie z plaży, niech przestaną bredzić, ze Bałtyk to nie akwen dla OP. Własnie dlatego, ze jest on płytki, niewielki, o zmiennym zasoleniu, licznych termoklinach i prądach jest własnie IDEALNY dla niewielkich, dedykowanych na war. bałtyckie OP z sekcją 6-8 pionowych wyrzutni rakiet manewrujących. I nie ma znaczenia, że taki OP będzie miał np. tylko 2 wyrzutnie torpedowe. I tak NIE będzie miał do czego z nich strzelać w razie W. Samo ich istnienie zaś zmusi Moskwę do wydatkowania wielu mld. i jeszcze głębsze zastanowienie się nad opcją siłową w sporach z W-wą. Oczywiście o wiele tańszym rozwiązaniem niż OP byłoby pozyskanie 20-30 mobilnych wyrzutni lądowych klasy cruise(np. w standardowych kontenerach 40st.) z kilkudziesięcioma rakietami, ale na taka opcję NIE zgodzi się nasz obecny hegemon zza Oceanu. I to nawet pomimo, ze nie istnieje już układ INF. Niestety, ale Moskwa, Berlin, Bruksela, Paryż podniosłyby taka wrzawę, że nasze "orły" polit. zagranicznej nawet boja się POMYŚLEĆ o nieoficjalnym, acz skutecznym pozyskaniu własnych, suwerennych zdolności rakietowych(jak np. Iran, Pakistan, Korea Płn, czy Turcja) - po prostu brak im i cochones i rozumu ... Ps. 1. P. kmdr, może Pan spróbuje się cokolwiek dowiedzieć, czy w końcu po latach zaczęto cokolwiek robić dla realnego pozyskania pozahoryzontalnych sr. rozpoznania dla NDR-ów ?? 2. Czy w końcu MW ma zamiar włączyć w sieć sensoryczną NDR nabrzeżnych post. radiolok-obserwacyjnych MW/SG ?? 3. Czy ktoś w końcu w MW zaczął tworzyć bazę danych dot. termicznych charakterystyk jednostek pływających floty bałtyckiej dla rakiet NSM ?? 4. Czy sa przeprowadzane jakiekolwiek choćby symulacje dot. strzelać NDR-ów do stacjonarnych celów lądowych ??

Mobilny Socjalista
czwartek, 7 lutego 2019, 21:52

Wychodzi na to ze warto inwestowac w artylerie nadbrzezna i OP. Mysle ze dobrze byloby tez reaktywowac dywizjon morski oparty np. na F-18. Duze jednostki nawodne bym sobie podarowal.

kbks
czwartek, 7 lutego 2019, 21:48

Dobry tekst, i faktycznie największy problem z Orka dla obecnej ekipy jest taki, ze kiepsko wyglądają na defiladzie. A to ekipa mocno defiladowa, same VIPy... Możliwość skrytego odpalenia salwy 40 rakiet manewrujących o zasięgu ponad 1000 km z morza jest bezcenna, nawet przy możliwości operowania rakietami z lądu. A środki które utopi Rosja na wątpliwe przeciwdziałanie... O to właśnie chodzi, trzeba ich jednocześnie cisnąć gospodarczo!

df
czwartek, 7 lutego 2019, 21:39

Autor ma rację pytanie o koszty/zysk. Całkowicie zarzucono polskie projekty rakietowe a przecież budowa polskiego pocisku samosterującego jest w polskich możliwościach technologicznych. Projekt Pirania zbliżony możliwościami do izraelskiego Delilah jest realistyczny a do tego można myśleć o większych projektach także balistycznych na bazie Bursztyna i innych. Gdyby małą część środków na Orkę przeznaczyć na polskie projekty rakietowe i inwestycje w mobilne lądowe wyrzutnie rakiet i pocisków samosterujących nie trzeba byłoby odpalać rakiet z Bałtyku a dowolnego miejsca np z Łotwy z której do Moskwy to już kilkaset a nie 1000km. Kupowanie Orki za miliardy by odpalić kilkanaście rakiet jest bez sensu. Wyrzutnie Piranii z funkcją zwalczania okrętów w promieniu 300km można instalować na Orkanach, Ślązaku, Kaszubie i innych polskich okrętach. Oczywiście OP jest trudniejszy do wykrycia ale nie oszukujmy się kilkanaście rakiet samosterujących nie sterroryzuje Moskwy mającej najgęstszą sieć rozpoznania radiolokacyjnego nie mówiąc o dyżurach awacs A50 i innych systemach. Słowem inwestujmy w polską balistykę i polskie projekty tanich pocisków samosterujących by posiadać zdolność do saturacyjnego uderzenia we wroga. Powinniśmy rozwijać imitatory rakiet balistycznych które obciążą rosyjską OPL wróg nie będzie wiedział co jest realnym celem i wypstryka się z antyrakiet. Tak samo rakiety do zwalczania AWACSów - idealny byłby barakopodobny projekt na bazie Bursztyna.

Jassm158
czwartek, 7 lutego 2019, 19:29

Co nam z planów najbardziej korzystnych i najbardziej korzystnego z punktu militarnego oraz psychologicznego wariantu zakupu okrętów podwodnych z rakieta typu Tomahawk jak nasi decydenci nie będą mieli woli mieć do podpisania zakupu OP to pozostaje nam tylko! Pisanie! Zgadzam się iż najlepszym wyjściem dla MW będzie inwestowanie w OP

Napoleon
czwartek, 7 lutego 2019, 18:14

MW Polski wpływu nie ma i nie będzie miała. Jedyne co w tej chwili można to podpisać umowę na kolejnego Ślązaka, remont Orkanów i trałowców. Tylko yyle i aż tyle. Może z czasem ktoś sprawę przemysli to doczekamy się 3 Ślązaka. Pomyśleć o jakimś SeaRam i odchaczyć modernizacje MW na kilka lat. RBS i torpedy z magazynów. Dodać jakiego VDS i po sprawie. Jak najbardziej do zrealizowania.

Lbn
czwartek, 7 lutego 2019, 17:49

Do extern.Polska mię była strona tego traktatu i nas te ograniczenia nie obowiązywały.

bender
czwartek, 7 lutego 2019, 17:33

Zgadzam się z przedmówcami, że nowe, latające środki rozpoznania dla MJR a może i całej MW to priorytet, ale proszę przestać rozpowszechniać dezinformacje, że nasze NSMy są ograniczone zasięgiem horyzontu radiolokacyjnego radarów TRS-15M. W 2016 braliśmy udział w strzelaniach w Norwegii gdzie polski pocisk NSM po przebyciu około 150 km precyzyjnie trafił w cel wstępnie namierzony z Bryzy M-28. Pamiętajmy, że NSM to skomplikowana zabawka wyposażona w kilka metod naprowadzania i namierzania celów.

sża
czwartek, 7 lutego 2019, 16:58

Wpływ naszej MW na rosyjską, jest mniej więcej taki, jak wpływ zorzy polarnej na miesiączkę u pingwinów. A teraz już całkiem serio - w pierwszej kolejności powinniśmy zapewnić możliwość dalekiego rozpoznania dla tego co już posiadamy [NSM, JASSM], a dopiero później myśleć o nowych środkach - w tym przypadku zgadzam się, że OP będą lepsze niż fregaty, bo te ostatnie są dobre na Atlantyk, a nie na Bałtyk. Swoją drogą dziwi mnie, że nawet niektóre kraje afrykańskie jest stać na zakup własnego satelity rozpoznawczego, a trochę bogatszej Polski nie jest stać na taki wydatek? Podobnie jestem mocno zdziwiony, że do tej pory nie posiadamy własnych mini - awacsów, jakie np produkują Szwedzi. Bo bez własnego rozpoznania dalekiego zasięgu, to te wszystkie pomysły, to tylko takie rozważania z gatunku "ile diabłów mieści się na ostrzu szpilki".

Maciek
czwartek, 7 lutego 2019, 16:35

Wszystko fajnie z tymi op, tylko po co? Trzy op to 200os. Załogi + wsparcie z brzegu. Wyrzutnie lądowe dla takiej same liczby tomahawkow obsłuży 20 chłopa a utrzymanie będzie wielokrotnie tańsze. Kłopot dla sowietów również większy bo musieliby stworzyć ciągłą linię dozoru radilokacyjnego do wykrycia obiektów niskolecących o dł. ponad tysiąc km. Nierealne!

KrzysiekS
czwartek, 7 lutego 2019, 16:16

Ciekawe dlaczego MW nie chce PANCERNIKA pływał by on w eskorcie LUBLINÓW. Przecież nie ważne są zdolności MW tylko etaty i idące za tym pieniądze.

Dalej patrzący
czwartek, 7 lutego 2019, 16:10

Zgadza się - wyjście z INF - oraz bliski anschluss Białorusi i wkrótce po tym ustanowienie strefy antydostępowej A2/AD na Białorusi - która ze strefą z A2/AD Kaliningradu stworzy zasadniczo jedną ciągłą strefę antydostępową, z pełnym panowaniem nad Przesmykiem Suwalskim [i nad Polską generalnie też] - razem to CAŁKOWICIE wywróci obecny stolik gry, sytuację geostrategiczną i ustawi nowe, znacznie wyższe wymagania Polskiego Teatru Wojny - skoncentrowane bardziej na lądzie - chociaż jednocześnie i poprzeczka wymagań nad Bałtykiem wzrośnie - bo po dołączeniu A2/AD Białorusi siły nawodne, ale i lotnictwo Polski i NATO będzie wymiecione na Bałtyku [lotnictwo nad Polska też - to a propos oderwanych od realu pomysłów z Harpią, która nawet ze wsparciem NATO godziny w Polsce i nad Polską nie wytrzyma w TAKICH warunkach] - chyba, że zbudujemy A2/AD Tarczę Polski - silniejszą od tych połączonych stref rosyjskich. Wtedy nasza A2/AD Tarcza Polski wymiecie i niebo nad Polską, wymiecie potężny kontrolny bufor nad Bałtykiem i nad Rosją - i wtedy W OGÓLE będzie można prowadzić operacje militarne i przede wszystkim - obronić się. Potrzebny pilnie nowy realistyczny SPO i na nim od podstaw zbudowany nowy PMT 2019 - podkreślam: zbudowany od podstaw - i mający mało wspólnego z PMT 2013 narzuconym nam przez hegemona dla budowy z WP poręcznej dla hegemona armii ekspedycyjnej na Ukrainę i do Bałtów. Nowy PMT 2019 - z rdzeniem A2/AD Tarczy Polski jako programu strategicznego numer 1, który pochłonie 3/4 budżetu PMT, a reszta specjalistycznych systemów domenowych komplementarnie do niego dopięta - z jednym wielodomenowym C4ISR i z jedną połączoną bazą sensorów i efektorów. Sieciocentryczność i pozahoryzontalne C4ISR i pozycjonowanie, dronizacja, bronie precyzyjne - w sumie RMA uszyty pod strategiczną, zasadniczo asymetryczną obronę Polski na atak saturacyjny konwencjonalny i jądrowy. Z "buławą zabójcy" z odciętych kuponów zdolności ofensywnych dla środków zasadniczo defensywnych. Plus głowice asymetrycznego odstraszania strategicznego dla ewentualnych działań specjalnych na terenie wroga. Maksymalna obrona i maksymalnie dolegliwe uderzenia - czyli optymalnie i celowo wg kalkulacji koszt-efekt. Celowo - czyli dla NASZYCH celów. Dla strategicznej obrony Polski - uzyskania strategicznej suwerenności i de facto neutralności zbrojnej. I nie żałować pieniędzy w zakup technologii high-tech - zwłaszcza naszych rezerw 120 mld dolarów. Jak nie zainwestujemy na całego w przyszłość - to przyszłości dla Polski i Polaków nie będzie. Zostało nam najwyżej 15 lat do wyjścia USA z Europy na Pacyfik i do BEZALTERNATYWNEGO STANIĘCIA NA WŁASNYCH NOGACH - zegar tyka - odliczanie już trwa.

kupa śmiechu
czwartek, 7 lutego 2019, 15:50

marynarka przeniosła się na ląd w postaci NDR

jurek5551
czwartek, 7 lutego 2019, 15:41

Okręty podwodne są Polsce potrzebne, ale ich zakup wraz z pociskami manewrującymi jest bardzo kosztowny i mało racjonalny z powodu małej ilości zabieranych rakiet, które dodatkowo zmniejszają liczbę innego uzbrojenia. Lepiej kupić mniejsze, tańsze i bardziej dostosowane do Bałtyku jednostki. USA wychodzi z traktatu INF i być może za parę lat będą dla nas dostępne lądowe wersje tomahawka czy jassma na ciężarówce. Po co je pchać w mizernej ilości na kosztowne OP? Co do fregat to jest to jedyny okręt zdolny przetrwać rosyjski atak, na czyms mniejszym nie ma po prostu miejsca na odpowiednie uzbrojenie i wyposażenie. Po prostu nie trzeba nimi pływać w czasie W po zatoce gdańskiej narażając na zmasowany atak, przecież mamy ponad 400km wybrzeża. To okręty bardzo przydatne bo mogą wykonywać zadania niedostępne dla innych, mniejszych jednostek. Próbujący nam obrzydzić fregaty prawdopodobnie obawiają się że zabraknie nam pieniędzy na OP z rakietami manewrującymi.

Davien
czwartek, 7 lutego 2019, 15:15

Extern, USA nie ma zamiaru sie bawic w opracowywanie ladowych wersji Tomahawków czy JSSM, bo i po co , maja pod dostatkiem okretów i samolotów by je przenosić . Natomiast jest praktycznie pewne ze nowy pocisk do MLRS bedzie miał ponad 500km zasięgu i poteżna głowice.

Observer
czwartek, 7 lutego 2019, 14:54

Podziwiam intelekt autora i zwracam uwage, ze ma abosolutna racje! Kiedy trwala zimna wojna panstwa ówczesnogo bloku NATO chwalily sie utrzymywaniem przewagi technologicznej i wydaje sie, ze wobec zmian jakie zaszly po roku 2014 ich doktryna zaopatrzeniowa armii wyglada podobnie. Polska byla po zlej stronie zelaznaj kurtyny a jak oglnie wiadomo nigdy nie brala udzialu w realnej rywaliazji tachnologicznej z "zachodem". Dzisiaj sytacja jest z gola inna i jestesmy panstwem NATO dla tego powinnismy wyciagnac wnioski z przeszlosci i stosowac mozliwie najszerzej doktryne przwagi technologicznej dla calego naszego systemu obronnosci.

Polon64
czwartek, 7 lutego 2019, 13:44

A niby po co Rosjanie mieliby atakować tzw. Zachód który jest wielokrotnie mocniejszy gospodarczo i militarnie. Chodzi tylk o to żeby szerzyć strach i kupowac amerykanska bron

Jan
czwartek, 7 lutego 2019, 13:21

@filozof234 prawdziwy z ciebie filozof ;-) Polska nie jest w stanie utajnić zakupy. To nie syberia do której dostęp rozpoznawczy mogą mieć jedynie USA lub Chiny co nie jest pewne, a jeśli nawet to niekoniecznie się podzielą danymi z innymi. Nie jesteśmy Rosją której penetracja wywiadocza obcych sił jest utrudniona i gdzie opierają się o swój przemysł zbrojeniowy. Powinniśmy robić zakupy, a zrezygnować z parad wojskowych.

Realista
czwartek, 7 lutego 2019, 12:59

Panie Maksymilianie Dlaczego nie uwzględnił Pan Bojowego Lotnictwa Rosji oraz możliwości przebazowania okrętów z innych Flot Rosji ?

Polanski
czwartek, 7 lutego 2019, 12:57

Panie say69mat, dzisiaj Macron zapowiedział Merkel, że zgodzi się na Nord Stream 2 tylko pod warunkiem przekazania mu na własność infrastruktury. Zapewne zaraz po przejęciu zlikwiduje te wszystkie pasywne środki detekcji. I tyle po tych strategicznych mrzonkach.

Extern
czwartek, 7 lutego 2019, 12:20

Ponieważ USA wyszło z INF straciło nagle dla nas sens kupowanie okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi. Można będzie (o ile sprzedadzą) kupić parę lądowych wyrzutni tych pocisków i poutykać po kraju. Taniej i lepiej, wiec po co przepłacać. W tej nowej sytuacji nawet kłopotliwe w użyciu pociski JASM tracą na znaczeniu.

Edmund
czwartek, 7 lutego 2019, 11:59

Brakuje nam tego, co ma państwo Izrael. Maksymalizacji efektów do posiadanych środków, trzeźwej obiektywnej oceny sytuacji, odporności na lobbing, unikania "dialogów" a zamiast tego przemyślanej strategii a nie odbijanie się od "koncepcji" do "koncepcji", konsekwencji w działaniu. Jak wynika z przedstawionej analizy, zarówno fregaty, jak i korwety NIE SĄ NAM POTRZEBNE do działań na Bałtyku. Wojsko nie powinno zajmować się ,,wymyślaniem koła na nowo". Ci co nie wiedzą, niech ustąpią miejsca tym co wiedzą. Bierni niech ustąpią miejsca aktywnym. Wojsko nie powinno zajmować się także ,,ochroną miejsc pracy" czy zapewnieniem profitów dyrektorom i prezesom PGZ.

filozof234
czwartek, 7 lutego 2019, 11:43

Moim zdaniem, w zbrojeniach trzeba myśleć tak jak podczas gry w szachy. Tzn. trzeba pomyśleć jak nasze działania mogą wywołać przeciwdziałania naszych przeciwników. W tej grze mamy na razie słabe 'figury'. Więc lepiej wprowadzać przeciwnika w błąd. Niech myśli, że jesteśmy słabsi niż na prawdę jesteśmy. Nie chwalmy się jaki sprzęt mamy i jakie plany na modernizację tworzymy. To powinno być tajne. Różne analizy i strategie powinny być przeznaczone dla wąskiego grona naszych wojskowych. Jeśli chcemy ich odstraszać, to np. mówmy w internecie, że będziemy budować 2 małe okręty, które mają jakieś zagrożenie dla nich, ale niewielkie. A faktycznie budujmy ich 10 małych i 3 średnie. Nie piszmy o tym w internecie. Wszelkie liczby nazwy sprzętu powinny być uproszczone, aby były nieprecyzyjne. Internauci nie mają nic do gadania. Z resztą ciekawość internautów, piszących tu komentarza jak ja, jest zawsze nieograniczona. Ja proponuję, zamiast taktyki odstraszania (z którą i tak nic nie zyskamy, bo oni wszystkiego mają 10 razy więcej), to lepiej rozwijać jest taktykę dezinformacji i zaskoczenia. Dla porównania, jeśli mamy w domu drogocenne rzeczy np. biżuterię, to oprócz systemów ochrony domu, po prostu nie chwalmy się wszystkim, nawet znajomym i rodzinie, co mamy i gdzie to trzymamy. Potencjalny złodziej to prawdopodobnie nasz znajomy lub członek rodziny, a nie obcy. Niewiedza przeciwnika to lepsza obrona niż super systemy ochrony.

Szymon
czwartek, 7 lutego 2019, 11:16

#W zasadzie, zgodziłbym się z większością tez, zawartych w tekście. Pewne uwagi mam jedynie, co do zasadności uzbrajania OP w rakiety. My nie chcemy podpłynąć znienacka pod Chiny i przywalić im rakietami. My będziemy walczyli z Rosją - takie same rakiety można zainstalować na lądzie, i będzie taniej i bezpieczniej. Gdybyśmy mieli broń jądrową, to co innego, wtedy OP z rakietami byłoby absolutnie kluczowe. # # Bardzo duży plus dla autora, że zebrał informacje w jeden spójny tekst - coś, czego brakuje w polskiej "dyskusji" o MW. Dyskusji jako takiej nie ma, są tylko coraz to nowe pomysły polityków pod publiczkę, bez żadnej myśli za tym stojącej.

staszek
czwartek, 7 lutego 2019, 10:57

zgadzam się z autorem co do bezsensu posiadania na Bałtyku fregat przez PMW, ale rozumiem, że konkluzja autora na skuteczną i efektywną MW to posiadanie trzech trudno wykrywalnych okrętów podwodnych, mogących przebywać pod wodą przez ponad dwa tygodnie z rakietami manewrującymi o zasiegu ponad 1000 (Orka) ..... Jednak obecnie tylko Scorpene jest Polsce oferowane z rakietami cruise missle. Problem w tym, że na płytkim Bałtyku francuskie Scorpene o stalowych kadłubach (czyt. łatweo wykrywalnych przez systemy do wykrywania anomali magnetycznych) i niewydajnym systemie AIP (MESMA) nie należą do trudno wykrywalnych OP. Jedynie U212 ze stali amagnetycznej i z epokowym AIP daje takie możliwości, ale Francuzi nam bronią swoich rakiet do niefrancuskich OP...... Skoro tak to może najlepszym rozwiązaniem będzie dokończenie programu Gawron i ukompletowanie 6-7 (licencja MEKO juz kupiona) korwet. Gdzie każda korweta powinna mieć co najmniej 32 rakiety Camm-er (45 km zasięgu), Oto Melarę 76 mm , Trytora 35mm oraz zestaw Piorunów (coś jak niemieckie RAM), torpedy, sonary i jeden Heli do ZOP. Nota bene sam autor napisał kiedyś na tym portalu ciekawe artykuły o tyleż tanim co skutecznym dozbrojeniu Slązaka w m.in. Camm-er, sonar, wyrzutnie torperd oraz osiem pocisków manewrujących. Wystarczy pomnożyć 8 CM razy 7 korwet i wyjdzie już przecież niezła bateria pocisków manewrujących :)

say69mat
czwartek, 7 lutego 2019, 10:32

Jaka jest zasadnicza różnica w zdolności do przetrwania na polu walki, w realiach M. Bałtyckiego. Pomiędzy okrętem klasy fregata, uzbrojonym w 16/24/32/48 komorową strike VLS, oraz defensywnymi systemami uzbrojenia. W tym przeciwpociskami zdolnymi do niszczenia pocisków manewrujących i balistycznych. A typowym OP, dowolnej klasy, uzbrojonym - z reguły - jedynie w 6/8 wyrzutni torped przystosowanych do wystrzeliwania pocisków manewrujących. Okrętu działającego w realiach akwenu M Bałtyckiego, czyli wystawionego npt. na środki pasywnej detekcji, zintegrowane z licznymi elementami infrastruktury cywilnej znajdującej się w obszarach dennych Morza Bałtyckiego.

olo
czwartek, 7 lutego 2019, 10:31

Cały Obwód Kaliningradzki będzie w zasięgu Homara tylko trzeba mieć dobre rozpoznanie. Jesteśmy w stanie zneutralizować większość rosyjskiego potencjału przeciwrakietowego. Do obrony wybrzeża warto dokupić Spiki o zasięgu 30 km na małe łodzie desantowe i kutry. Na Bałtyk do tego co mamy potrzeba 3 op z rakietami i Gawrona dozbroić na misje NATO. Oszczędzone pieniądze inwestować w obronę przeciwlotniczą, rozpoznanie oraz artylerię.

Lbn
czwartek, 7 lutego 2019, 10:19

Do gustu. Nie porównuj sytuacji i uzbrojenia oraz technologi do tej z czasów 2 WŚ bo to nie ma sensu. To były zupełnie inne czasy inne sojusze i technologia.

2zddk
czwartek, 7 lutego 2019, 09:46

@Troll i to wredny Od dawna to powtarzam Hyunmoo 3c to byłaby świetna opcja dla Polski.

Akanios
czwartek, 7 lutego 2019, 09:33

@Troll i to wredny. A jak już to wszystko będziesz miał to co wtedy??? F16 staną w zawisie nad polskim morzem żeby go pilnować, a do naruszających nasze obszary morskie będziesz strzelał rakietami itd...?? Morze to jest klucz do bezpieczeństwa każdego państwa, które ma do niego dostęp. Bardzo często na tym forum wypowiadają się internauci oceniając sytuację z punktu widzenia 1939 r. i II wojny światowej. Nie mamy dziś wrogów dookoła, nie mamy 72 km. wybrzeża i szczątkowych wód terytorialnych tylko 440 km. i 33 tys. km. kwadratowych polskich obszarów morskich. Rakietami za kilka milionów szt. nie będzie się strzelać do byle kutra a śmigłowcami czy myśliwcami nie da się "rządzić" na morzu - od tego są okręty, wspierane co najwyżej przez lotnictwo! Miejmy nadzieję że żadnej wojny nie będzie - ale by być tego pewnym Polska musi posiadać silną flotę i sama dbać o swoje morskie interesy i bezzpieczeństwo!!!

WojtekMat
czwartek, 7 lutego 2019, 09:17

Głos rozsądku. Niestety wątpię aby został wysłuchany.

rowi
czwartek, 7 lutego 2019, 08:17

NDR ma chyba znaczenie symboliczne bez systemu rozpoznawania i wskazywania celow oraz przadnych rdarow? chyba strzelilismy sobie w kolano inkorporujac polskie radaty (zasieg NDR-u to 50 km, zamiast 300 km?). Realizujac opcje: polskie -najlepsze chyba nie zajdziemy daleko. Kolo juz zostalo wynalezione, nie ma sensu odkrywac go na nowo?

Polak I
czwartek, 7 lutego 2019, 07:19

Marynarka wojenna Polsce jest potrzebna. Jednak dobre wojska pancerne lotnicze jak i rakietowe są ważniejsze.

Nemo
czwartek, 7 lutego 2019, 04:50

Po co wydawać wielkie pieniądze na Orki????? Za 2-3 lata Amerykanie będą mieli nowe wyrzutnie naziemne dla Tomahowków które będzie można kupić za 1/20 ceny okrętów podwodnych i łatwo schować w lasach.

Jkoo
czwartek, 7 lutego 2019, 01:19

Po co inwestowac miliardy w okrety podwodne z rakietami manewrujacymi? wystarcza same rakiety za 0 tej sumy + pare dronow do wysadzenia nord strem w razie wojny.

Bardzo Jasnowłosa
czwartek, 7 lutego 2019, 00:38

Do myślenia daje więc: 1. przedłużanie okresu gdy jest NSM a nie ma radarów pozwalających na pełne wykorzystanie możliwości tego systemu 2. ostre parcie jakichkolwiek grup w MW czy w MON do inwestowania w duże jednostki nawodne 3. faktyczne wyzerowanie, i to jako pierwszego elementu naszej MW, właśnie dywizjonu OP, ze ciekawym wieloletnim chocholim tańcem, a może raczej danse macabre - remontem Orła

mc.
czwartek, 7 lutego 2019, 00:35

P.S. Rzucając pomysł zamontowania wyrzutni rakiet (dużej ilości) na okrętach 767 (desantowych), nie napisałem o jednym - one nie potrzebują "obrony", a właściwie ta "obrona (przed rakietami przeciwnika) może być na lądzie. Wystarczy by te pływające platformy startowe rakiet, pływały po... Zalewie Szczecińskim. Są wtedy jednostkami pływającymi, zamontowanych tam rakiet nie ograniczają żadne międzynarodowe układy.

mc.
czwartek, 7 lutego 2019, 00:26

Szanowny Panie Maksymilianie - po raz n-ty, powtarzam pytanie: Czy DMW wie jakie zadania chce wykonywać w czasie pokoju a jakie w czasie wojny ? I czy w ogóle będzie "w stanie wojny" działać (czyli czy nie zostanie zniszczona w ciągu pierwszych 48 godzin) ? Jeszcze jedno - czy na "rurociągach" (czyli NS1 i NS2) mogą być zainstalowane wykrywające - szpiegujące ruch podwodny, i w jakim zasięgu ? Bo jeśli TAK, to żaden OP nam nie pomorze. I jeszcze coś - trzeba być bardziej sprytnym niż przeciwnik. Jeśli 3 OP mogą zaatakować cele przeciwnika rakietami w ilości 40 szt, to może warto na jednostkach 767 (desantowych) zamontować dużą ilość wyrzutni rakiet - bo wtedy nie są objęta zakazami, czyli rakiety wykorzystywane na lądzie max. zasięg 500 km zgodnie ze stosowną konwencją - taka sama rakieta zamontowana na okręcie nie ma ograniczeń zasięgu.

BUBA
czwartek, 7 lutego 2019, 00:17

Nie zgodzę się. Kwestia lokalizacji okrętu to sprawa położenia okrętu klasy fregata względem systemu rozpoznania. Nie mając MiGów-29 Marynarka Wojenna nie jest w stanie niszczyć rozpoznawczych BSL poza strefa działania OPL z brzegu. Dziś do 20/30 km od brzegu w głąb polskich wód terytorialnych. Dalej rozpoznawcze BSL Rosji są bezpieczne. I bez ich przechwytywania budowa Marynarki Wojennej to droga pomyłka......................................................................................................................................................................... Po pierwsze Polska Marynarka Wojenna nie ma zabezpieczonego dobrze przez OPL ŻADNEGO kotwicowiska w Polsce. To pierwszy powód do zaprzestania bajek o Miecznikach i OP. Gdyby Swinoujście i Zalew Szczeciński uznać za główna bazę Marynarki Wojennej należało by zabezpieczyć ja przed napadem powietrznym i tu pada pytanie: Najpierw budować okręty czy bezpieczną bazę?............................................... Na razie nikt nie mówi o podstawach a dąży się do sytuacji z 1939 gdzie nowoczesne okręty naszej floty za grube pieniądze nie posiadały zabezpieczenia w postaci nawet JEDNEJ eskadry P-11C Marynarki Wojennej a port wojenny na Helu nie osłaniała silna OPL. Po pogromie floty na Helu na który zapracowali sami Polacy nadal brniemy w ta sama paranoję.......................................................................................................................... ........................................................................................................................................................................................ Dużo drogich okrętów bez osłony OPL w bazach i silnego lotnictwa myśliwskiego morskiego........................ ....................................................................................................................................................................................... Dlaczego po wprowadzeniu Narwi nie zmodernizować Newy oczy KUBa o nowe efektory i nie oddać MW? najtańszy sposób na stworzenie strefy antydostępowej na zapleczu WP do baz i magazynów WP. Druga linia obrony nie będzie zmagać się z takim zagrożeniem jak pierwsza linia obrony a musi istnieć. ....................................................................................................................................................................................... Panie komandorze podstawowa zasada wojny z Rosją jest taka - Rosja otwiera ogień pierwsza. Gdy Niemcy w 1939 wykonali pierwsze uderzenia lotnicze na obiekty w Polsce o 4 rano zaskoczenie było ogromne skutecznością Ju-87. W dniu "W" część drogich i nowoczesnych OP i fregat będzie przy niebronionych iprzez OPL nabrzeżach.

LLd
czwartek, 7 lutego 2019, 00:11

Niech mi ktoś wyjaśni jaki skutek odniosłaby salwa nawet tych 36 tomahawków. Przecież na jedną bazę w Syrii poleciało ponad 50 a baza następnego dnia działała. I to wszystko za pewnie 10-15 mld PLN??? To już lepiej dokupić jeszcze kilkadziesiąt JASSM-ER! Na bałtyk trałowce,morskie samoloty patrolowe, drony rozpoznawcze MALE, HALE lub aerostaty, śmigłowce ZOP i nadbrzeżne baterie. Przy takim układzie mamy maksimum korzyści i relatywnie mały koszt. Wydawanie kasy na OP, Fregaty itp to marnowanie gigantycznych pieniędzy,które przydadzą się gdzie indziej. Pomyślcie co można by zrobić za takie kilkanaście miliardów! Autor od lat lobbuje za różnymi pomysłami na zatrudnienie naszych stoczni, ale uważam, że nie jest to warte wydawania tak ogromnych pieniędzy,tym bardziej że pospawanie kadłuba to niewielka część kosztów,większość to systemy walki i inne oprzyrządowanie gołego kadłuba więc w Polsce zostanie niewiele pieniędzy z tych kilkunastu miliardów.

lolek4545
środa, 6 lutego 2019, 23:26

a ruski to wszystko ma tylko dla swojej obrony co ? Też czasem pomyśl ... Jak ktoś napada to powinien też w łeb dostać :)

Willgraf
środa, 6 lutego 2019, 23:11

jakiej Marynarki ??? RP ??? obecnie nie ma żadnej Marynarki RP jest skansen i holowniki

Polanski
środa, 6 lutego 2019, 23:07

Panie Maksymilianie wszystko to prawda tylko że nie bierze Pan pod uwagę do czego mają służyć te fregaty. One mają służyć do organizacji likwidacji tych Bałów i Bastionów w Królewcu. Problem polega na tym, że to nie II WW i front wschodni, a nasza niezwyciężona Marynarka to nie Armia Czerwona. Rozpoznanie bojem nie wchodzi w grę. Ale jest jeden znany od wieków wojenny fortel który nazywa się pozoracja. Budujemy wraz z fregatami identyczne drony za 1/3 ceny fregaty. Takie drony pływają sobie tu i tam i wcale się nie kryją. Wraz z prawdziwymi fregatami, a czasem samodzielnie. W razie "W" wypływają i podpływają pod brzegi Królewca i wabią ruskie rozpoznanie. Sposobów jest wiele. Rosjanie stosują taktykę saturacyjną a nasze Kraby już czekają. Przecież chodzi o to żeby okręty NATO swobodnie eskortowały konwoje z pomocą do państw bałtyckich. Oczywiście oczyszczenie ma zapewnić polska MW i WL. Oni bardzo chcą wojować. Tylko bez strat własnych.

jj
środa, 6 lutego 2019, 22:54

Szanowni Państwo , Mon nie ma pieniędzy na cokolwiek i jeszcze będzie zasilał budowę dróg za 500 mln rocznie, Co można kupić za 500 mln i dlaczego ze względów politycznych się nie kupi

Edmund
środa, 6 lutego 2019, 22:37

Proponuję w ramach umowy dwustronnej ze Szwecją, przy wsparciu NATO rozmieścić niewielkie, składające się zaledwie z kilkunastu żołnierzy zespoły zadaniowe do wskazywania celów dla artylerii nadbrzeżnej i ataków z powietrza rakietami dalekiego zasięgu (JASSM). Wtedy artyleria może razić cele na pełnej odległości 200 km, a JASSM - 370 km. Artyleria ta musi mieć jednak własna ochronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, być stale w ruchu oraz korzystać z jednostek wsparcia lądowego.

MAZU
środa, 6 lutego 2019, 22:13

Realne odstraszanie to możliwość atakowania celów w Moskwie. Jak to zrobić? Czekam na sugestie M

Witek
środa, 6 lutego 2019, 22:06

BINGO!!! I NIE TRZY ALE SZEŚĆ OP Z MOŻLIWOŚCIĄ ODPALANIA RAKIET I DZIAŁANIA NA MORZACH ARKTYCZNYCH!!! TO DOPIERO BYŁBY BÓL GŁOWY!!!

Ernst Junger
środa, 6 lutego 2019, 22:03

Ktoś tutaj wie ile Scorpene jest w stanie zabrać pocisków manewrujących? I czy rzeczywiście zapas pocisków manewrujących zabierany przez 3 OP będzie w stanie wyrządzić większe szkody? Śmiem wątpić. Po drugie, wyrzutnie pocisków przeciwokretowych w Kaliningradzie też można wyeliminować, choćby z powietrza. Po trzecie, fregata plus np: pociski Camm nie jest bezradna jak to w artykule to przedstawiono.

Enki
środa, 6 lutego 2019, 21:40

1. Fregaty i korwety są nie do obrony. Wszystkie kraje NATO uciekają z Bałtyku przed systemami AB w razie konfliktu. 2. Jednak wystarczy zaminować Zatokę Fińska, żeby mieć problem statków bojowych przeciwnika z głowy, resztkę w Kaliningradzie roznoszą nasze ewentualne systemy antydostępowe. 3. 3-5 okrętów podwodnych z rakietami i ruscy (zakładając pkt. 1) są ostatecznie pozamiatani na Bałtyku plus mają odsłonięte wrażliwe wszystkie miejsca blisko brzegu. 4. Największym wyzwaniem dla nas jest unicestwienie systemów antydostępowych w Kaliningradzie (po to nam Kraby i Homar). 5. Odpowiednio silne systemy antydostępowe (Wisła, Narew + kolejne NDR) u nas i siła rosyjskiego lotnictwa i artylerii jest niwelowana przez jakiś czas. Ergo: Rosjanie muszą uderzyć drogą lądową i to z kilku kierunków jak za I i II WŚ. Wg mnie po okrętach podwodnych dopiero należy inwestować w lotnictwo (Kruk, Harpia), i dopiero potem siły pancerne (Wilk, Borsuk). Chore i nieodpowiedzialne jest dla mnie inwestowanie miliardów PLN w statki nawodne, które zostaną unicestwione w pierwszych minutach konfliktu.

Cezary
środa, 6 lutego 2019, 21:39

Kupmy modulowe szwedzkie A26 z tomahawkami. https://www.defence24.pl/szwedzki-okret-podwodny-a26-z-wyrzutniami-tomahawkow

Pa
środa, 6 lutego 2019, 21:38

Pieniądze z programu orka zostały przesunięte na drogi gminne ..... tak wyglada modernizacjia armi To jest śmieszne i widać jak mon traktuje bezpieczeństwo Polaków P

alkaprim
środa, 6 lutego 2019, 21:36

cyt....Do zneutralizowania polskich okrętów podwodnych „Orka” z rakietami manewrującymi nie wystarczy Rosjanom sześć ponad trzydziestoletnich korwet ZOP projektu 133....A ja się pytam jakich polskich okrętów?-przecież tych okrętów nie ma i długo nie będzie,więc rosjanie nie potrzebują nawet 50letnich korwet na nieistniejące polskie okręty podwodne.

Troll i to wredny
środa, 6 lutego 2019, 21:28

Rzadko to piszę, ale bardzo merytoryczny tekst. Naprawdę dobry artykuł. Wracając do meritum - może warto pójść drogą rozumowania Rosjan. Gdyby rząd RP dogadał się np. z Koreańczykami z Południa i kupił produkcję licencyjną Hyunmoo-3C (zasięg 1500 km, Mach 1,2) ...i umieścilibyśmy je w kontenerach (ros. KLUB-K Container Missile System). To... moglibyśmy ustawić zaporę neutralizującą militarny ruch w obrębie Białorusi i Kaliningradu (w tym aktywność na lotniskach i w portach). Zamiast korwet i fregat zainwestował bym w samoloty (dokupić samoloty przełamania radioelektronicznego i dodatkową ilość pocisków o niskich sygnaturach , min. 1000 km zasięgu). Okręty na płytki Bałtyk, to średni pomysł. Kilka sztuk op z pociskami manewrującymi, to sto zmodernizowanych do najnowszego standardu (używanych) F-16. Nawet uzbrojone w pociski Taurus KEPD-350, to już poważna siła o uniwersalnym zastosowaniu. Pieniądze należy wydawać, a nie wyrzucać.

Takeha
środa, 6 lutego 2019, 21:28

Bardzo dobry artykuł. Jednak w polskiej sytuacji, potrzeba aby ktoś, decydenci polityczni, może sztab floty, powiedział wyraźnie po co Polsce Marynarka Wojenna i potem według tego założenia stworzył i realizował plan rozwoju. Jeśli MW ma bronić jedynie wybrzeża i szlaków komunikacyjnych, to flota oparta o kutry rakietowa i korwety w zupełności wystarczy (da się w miare sensowną flotę stworzyć - vide Izrael) uzupełniona o małe okręty podwodne (najlepiej z pociskami manewrującymi, ale nie jest to warunek konieczny). Jeśli natomiast chcemy w działać na ocenach wraz z sojusznikami z NATO, to potrzebujemy okrętów wiekszych z większą autonomicznością, czyli minimum fregat, większych okrętów podwodnych (pociski manewre nawet wiekszych okrętów desantowych (tak dla co najmniej batalionu), flotę przybrzeżną tworzono by w ramach uzupełnienia możliwości działania większych jednostek. Nie da się tworzyć obu opcji naraz, nie przy naszym budżecie. Ktoś może by w końcu zdecydował co robić z MW? Na razie nie robimy nic.

Lord Godar
środa, 6 lutego 2019, 21:28

Artykuł ogólnie ciekawy , sensowna analiza , ale już już kilka osób z kilkoma zastrzeżeniami . Otóż zarówno my jak i Rosjanie musimy mieć odpowiednie rozpoznanie dla użycia pocisków przeciwokrętowych na dalszym zasięgu . Co z tego , że Rosjanie mają P-800 o zasięgu ponad 500 km , skoro na takim zasięgu celu nie wykryją , nie podadzą jego koordynat i nie będą mogli ich użyć skutecznie. 300-400 km od ich terenu ich bańka antydostępowa ich nie ochroni , a co tam poleci im prowadzić rozpoznanie? Te rozpadające się Tu-22 ? Czy Suchoje ? Na takim dystansie NATO ma do zadysponowania AWACSY i F-35 , z których może stworzyć rozpoznawczą barierę antydostępową za którą mogą pod osłoną myśliwców pływać konwoje i większe okręty. Rosyjska flota w Kaliningradzie jest w czarnej du..e , więc nic tam większego nie dadzą bo to nie ma sensu . Dla nas istotne jest odstraszanie i wymuszanie na Rosji niewskazanych strategicznie i finansowo dla niej posunięć w tym rejonie jeśli chodzi o przeciwdziałanie . Dlatego wprowadzenie 3-4 OP z rakietami manewrującymi o zasięgu ponad 1 000 km jest koniecznością plus 1-2 jednostek z podobnymi pociskami bazowania lądowego , a to choćby z tego powodu , że kupując takie pociski i tworząc całe zaplecze z tym związane , szkoda by było aby w sytuacji gdyby okręty nie mogły wszystkich ich wykorzystać ( nie ważne z jakiego powodu ...) , to zrobiła by to rezerwowa w tym przypadku jednostka bazowania lądowego , a i zasięg oddziaływania tych pocisków znacznie by się rozszerzył w kierunku wschodnim i południowo-wschodnim . Drugi temat to wielkość i klasy okrętów jakie należy wprowadzić . Po pierwsze ile my mamy portów / baz z których mogą działać okręty o wielkości fregat i wyporności 3500-4000 ton czy więcej? Gdańsk / Gdynia , Szczecin / Świnoujście ... i jakie jeszcze ? No to praktycznie zostają nam tylko te na zachodzie , bo ulokowanie ich na czas wojny w Zatoce Gdańskiej to ich koniec ... Czy potrzebujemy dużych korwet , czy małych fregat ? A może jest inne rozwiązanie , które być może rozwiąże ten problem ? Dysponowanie 3-4 okrętami typu korweta/patrolowiec na sterydach z rozbudowaną opl o wyporności 1500-2000 ton jest wskazane i one mogą zawinąć np do Kołobrzegu . Natomiast zastanawia mnie możliwość wybudowania zamiast fregat okrętów w oparciu o układ trimarana w technologii stealth , kadłub główny i dwa boczne mniejsze , które to dysponowały by odpowiednią powierzchnią i kubaturą pod systemy opl , woda-woda , lądowiskiem pod duże ciężkie śmigłowce , czy nawet pod drony, śmigłowce-drony czy nawet dla zwiększenia możliwości rozpoznania pod sterowiec z systemem radarowym czy/i systemem SIGINT czy innym "cichego/pasywnego" wykrywania . Takie okręty bazujące w Szczecinie mogły by stanowić linię osłony (powiedzmy od Bornholmu) na zachodniej części naszego wybrzeża i między innymi gazoportu i szlakom komunikacyjnym . A dzięki swoim systemom rozpoznania i długim rękom mogły by wspierać działania na wschodniej części. Prawdopodobnie koszt takich jednostek był by większy , ale zalety takich jednostek też były by duże. Duża powierzchnia pokładu do wykorzystania , ewentualna możliwość przenoszenia małych okrętów dronów/ wabików czy specjalnego przeznaczenia np. przeciwminowych czy wykrywania OP, dla jednostek specjalnych . Temat jest do przemyślenia ... Można być awangardowym , a nie tylko powielać stare klasyki ...

Tera k..my.
środa, 6 lutego 2019, 21:26

Okrety podwodne z rakietami manewrujacymi mają być po to żeby wyeliminować radary i wyrzutnie rakiet wroga i pozostać w ukryciu. Przy 3 okretach to około 40 rakiet i tym można trzymać wroga na odległość i czekać na sojusznika bo wiadomo ze nawet jakbyśmy mieli 10 razy więcej broni to i tak sami nie damy rady się obronić.

As
środa, 6 lutego 2019, 21:15

A niby jaki wpływ na marynarkę Rosji może mieć brak marynarki w RP ? Zdaje się, że to my powinniśmy gonić.

Arado
środa, 6 lutego 2019, 21:02

Nareszcie dobra i logiczna analiza,brawa dla redaktora,tylko czy go ktos kto decyduje bedzie go sluchal...

hmm
środa, 6 lutego 2019, 20:56

Na pewno zamiast budować fregaty, lepszym rozwiązaniem byłoby zbudowanie wielu małych jednostek i dronów podwodnych ze zdolnością detekcji i ataku. Włącznie z kilkoma tajnymi stałymi punktami na dnie morza, gdzie te obiekty mogłyby być zaopatrywane bez wchodzenia do portów. Hasło rozproszenie i trudna wykrywalność celu.

Ułan1981
środa, 6 lutego 2019, 20:53

Kupić trzeci dywizjon rakietowy. Koniecznie drony o zasięgu ok 200km. Starsze okręty mogą pływać do zezłomowania bardziej jako patrolowe z racji wyposażenia. Ślązaka na ile pozwala jego wyporność uzbroić. Kupić 4-5 okrętów podwodnych. Jeśli 5 to pierwszy i piąty kupiony zagranicą, a 2,3 i 4 wybudować w Polsce bod nadzorem wybranego producenta OP. Budując ileś okrętów w kraju przysposobimy wiedzę by dokonywać napraw i przeglądów w kraju. Zamiast fregat czy mieczników lepiej kupić eskadrę myśliwców (nawet F-16), która by mogła stacjonować w Świdwinie. Pomagała by w operacjach nad Bałtykiem i na lądzie. Polska to kraj lądowy i tu trzeba ulokować środki.

Gustlik
środa, 6 lutego 2019, 20:52

Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że na tym forum piszą przede wszystkim rosyjskie trolle usiłujące wpuścić Polskę w kompletnie do niczego niepotrzebne inwestycje w MW. Tak jak napisano w artykule, Bałtyk nie będzie się liczył w przypadku pełnoskalowej wojny. Będzie martwy. Może z wyjątkiem nocnych rajdów komandosów kilkoma łodziami żeby zasiać trochę paniki na wybrzeżu. A skoro nawet Rosjanie uznali że NIC nie będzie pływało po Bałtyku to czego tu bronić? Piasku? Chcecie kupować okręty, które pójdą na dno w ciągu pierwszej godziny od rozpoczęcia działań? Czy okręty podwodne, które wystrzelą swoich kilka rakietek i będą zmykać do Szwecji lub UK tak jak w 1939 roku? To są niewyobrażalne bzdury. Szczęśliwie wygląda na to że obecna władza to wie bo żadnych kroków w tym kierunku nie widać. I chwała Bogu. Przypomnę tylko, że w 1939 roku mieliśmy wspaniałą i nowoczesną flotę nawodną i podwodną za gigantyczne pieniądze. A jakie były jej osiągnięcia wobec kompletnej dominacji Niemców w powietrzu? ŻADNE. Nie zatopiono ani jednego liczącego się okrętu.

Wojciech
środa, 6 lutego 2019, 20:40

Ludzie, wybijcie sobie wreszcie z głowy te rakiety manewrujące na OP!!! Po co kupować mega drogie OP jeśli te same rakiety manewrujące można odpalić z lądu czy samolotu? Myślicie, że Putin przestraszy się 12 czy 16 rakiet konwencjonalnych manewrujących? Bez żartów! III Rzesza zrzuciła na samą Moskwę kilkaset POCIĄGÓW bomb i pocisków a się nie poddali. Szalony Antoni zaszczepił wam kompletnie odjechany pomysł a wy jak ślepe kociaki czepicie się tych kilkunastu rakiet. Owszem, gdyby to były rakiety z głowicami jądrowymi po 50kT to miałby problem i to spory ale nie będzie takich głowic! Polsce potrzebne są zdolności przeciwrakietowe, przeciwlotnicze i przeciwpancerne a nie jakieś chore fregaty czy okręty podwodne za dziesiątki miliardów!

Lord Godar
środa, 6 lutego 2019, 20:39

Panie Papuga ... brednie Waść piszesz . Poczytaj sobie o czymś takim jak moduł MESMA , który można zamontować na Scorpene , a dopiero potem pisz o tym okręcie w kwestii AIP.

JSM
środa, 6 lutego 2019, 20:31

I to jest to o czym piszę od dwóch lat. Żadnych inwestycji w okręty bo to bezsensowne topienie pieniędzy. Jeśli Amerykanie chcą żebyśmy z nimi ganiali po oceanach to niech nam podrzucą ze 2 niszczyciele i będzie OK. A do blokowania jakiegokolwiek ruchu na Bałtyku, który jest małą i płytką kałużą wystarczą systemy rakietowe byle tylko te systemy były dobrze skonfigurowane a nie tak jak MJR za którą ktoś powinien stanąć przed sądem wojskowym. Użycie wielkich radarów trójwspółrzędnych do wyszukiwania okrętów nie jest głupie. To sabotaż na pograniczu zdrady. Od tego są radary RM-100. Poza tym współpraca z dronami, współpraca z całym systemem radarów nadbrzeżnych i tych na okrętach MW i SG. Współpraca z sojuszniczymi AWACS-ami. TEGO NIE MA! Ta jednostka jest odcięta od jakichkolwiek danych pozyskiwanych z innych źródeł niż własne radary, które są wielkie jak tarcze na strzelnicy i świecą jak choinki. TRS-y zostaną zlikwidowane w kilkadziesiąt minut i cała MJR może się rozformować i udać do domu.

SZACH-MAT
środa, 6 lutego 2019, 20:26

Ok artykuł świetnie prezentuje coby było gdyby ...jak sami państwo widzicie Bałtyk jest za mały by epatować dużymi jednostkami ..zawsze je widzą i słyszą oczy i uszy z brzegu ..w rejonie Bałtijska znajdują się dwie jednostki walki radioelektronicznej centrum WRE oraz jego ruchoma struktura pułk WRE ( 110 km od Gdyni i 80 km od Elbląga - apropo miejsca dowodzenia) które mają za zadanie rozpoznanie zlokalizowanie interesujących ich jednostek czy obiektów i na tej podstawie mają połapanych cały ruch na Bałtyku i okolicy (mówiąc okolica mam na myśli Polska i sąsiedzi) który w przypadku jednostek pływających rozpoznawany jest po pracy urządzeń na danych jednostkach a że jednostki charakteryzuje pewna "stała" pracy urządzeń ( maszynownia ,śpiew radiostacji czy innych czujników) mają biblioteki danych radioelektronicznych na temat interesujących ich obiektów ...potężny okręt (mówię tu jak na warunki polskie 3- 5 tyś) gdyby chciał realizować zadanie bojowe ..zneutralizowany zostałby przez nadbrzeżne systemy rakietowe (świetnie ujęte w artykule) npla i tyle byłoby z jego wojaczki ...dlatego powtarzam jeśli chcemy panować na swoim Bałtyku ..to tylko zmodernizowane okręty klasy Orkan wzmocnione systemem rakiet plot i wspomagającego je uniwersalnego działka 35 mm i to wszystko zamontować w miejscu armaty 76 mm (która na Orkanie nie ma racji bytu chyba że do konfrontacji samobójczej ) ..Okręty te powinny mieć zestaw modułów które zmieniałyby ich charakterystykę /kształt .... i takie "licha" morskie -bo małe to mogłyby być "lekceważone " przez potencjalnego przeciwnika zarazem tak uzbrojone by mogły likwidować wszystko ...to powinny być typowe "rajdery " o możliwościach maskowania ich na statki cywilne ..kutry rybackie itp... to tyle jeśli chodzi o nasz Bałtyk czy Morze Północne ....a jesli chodzi o okręty podwodne to w przyszłości za lat 15 OP oprzeć o koreańskie małe uniwersalne okręty KSS 500A - ( nowe nowoczesne wersje Kobenów )

Piotr Kalinowski
środa, 6 lutego 2019, 20:17

Innymi słowy : Bałtyk to taka kałuża ,że każdy widzi wszystko, a najlepszą strategią jest brak dużych tłustych pływających celów.Ps NDRy daja to że Rosjanie zgłupieli ,i ze nie widzą gdzie celować. Wybudujmy wielkie drogie ładne okręciki,a Rosjanom aż slinka cieknie .Takie wielkie tłuste,......

Orka
środa, 6 lutego 2019, 19:53

1 rok 500 plus i było by z 6 orek i do tego że 2 korwety. A my czas marnujemy na głupoty.

Ok bajdur
środa, 6 lutego 2019, 19:40

Trzy lata rządów i wracamy do programu, który od zawsze był priorytetem. Jedyny poważny partner to Naval Group. Oferują op z rakietami i dają perspektywę budowy skutecznych frgat, Korwet z tym samym systemem rakietowym. Zarówno fremm jak i Gowind są warte uwagi. Polskę stać na te okręty ale nie mogą być one kupione z budżetu mon. Konieczna oddzielna ustawa.

dim
środa, 6 lutego 2019, 19:11

Uważnie przeczytałem wszystkie Państwa opinie... - jakoś nikt nie wspomina o okoliczności, że bałtycka "głębia" już niedługo stanie się z zupełnie przejrzysta. Chińczycy już dziś podają, że niedługo będą mogli obserwować z kosmosu do 500 m. poniżej powierzchni oceanu. Gdy Bałtyk, to większa kałuża, zwłaszcza tu przy polskich brzegach. Drugie, czego nie rozumiem zupełnie, to skąd pan Maks wziąć zamierza głowice do tych rakiet ? Gdyż nawet (jakim cudem ???) gdyby byłaby to salwa 40 pocisków, ale z małymi głowicami konwencjonalnymi, na ile taka imperium Rosji zaszkodzi ? Czy opóźni choć o pół dnia atak od tradycyjnej strony - od Brześcia ? - jasne, że nie !

chateaux
środa, 6 lutego 2019, 18:31

@asf A te Kormorany to jask sie obronią, albo co je obroni? Ręczne manpady Grom na pokładzie?

chateaux
środa, 6 lutego 2019, 18:29

@jurek5551 Sam pomyśl. Obrona nie polega tylko na odpychaniu napierającego przeciwnika, lecz także na uderzeniach ofensywnych w jego czułe punkty.

Dalej patrzący
środa, 6 lutego 2019, 18:25

Pierwszy, absolutnie "na wczoraj" krok dla PMW to rozszerzenie rozpoznania/identyfikacji i pozycjonowania i całej świadomości sytuacyjnej i C4ISR na min 250 km dla NDRów - i dla RBS-15 Mk.3 na Orkanach. Sieciocentrycznie - real-time. Druga to amunicja i pozycjonowanie artyleryjskie Vulcano-Dardo plot/prak [na manewrujące przeciwokrętowe rakiety uskrzydlone] dla Ślązaka. Trzecie to 4 działa OTO Melara 76 mm [też z APR] i pozycjonowanie artyleryjskie dla 3 Orkanów i Kaszuba. Albo 57 mm Boforsa [bo nie znam wysokości i wrażliwości metacentrycznej Orkanów i Kaszuba]- chociaż takie łaciate uzbrojenie PMW burzy standaryzację. Przydałaby się też APR do 76 mm OTO Melara na naszych OHP - o ile jest sens w dalszym użytkowaniu. Czwarte to doprowadzenie Orła do stanu używalności. Żeby chociaż się zanurzał i symulował zdolności bojowe. Jako "fleet in being" do kalkulacji przez Flotę Bałtycką FR. Jak nie da rady - sprzedać np. Wietnamowi jako okręt szkolny dla ich Warszawianek. Rosja Wietnamowi części sprzeda - nam nie. Piąte - to modernizacja posiadanych trałowców w Diesle i dołożenie im sonarów [choćby holowanych lub dronowych] i dronów podwodnych dla walki przeciwminowej i dla ZOP. Choćby te drony i sonary nie były zbyt rewelacyjne - ale to i tak lepiej, niż żadne. Jeżeli brakuje stateczności na dołożenie dronów - zdjąć Wróble i zostawić na uzbrojeniu MANPADS Pioruny i ew. 12,7 mm dla minimum zabezpieczenia. Albo dołożyć zewnętrzne zbiorniki paliwa w konforemnych "bulges". Te kroki minimalnym wysiłkiem dają maksymalny, skokowy efekt in plus. Prawdę mówiąc - wszystkie te kroki powinny być już przeszłością, a powinniśmy robić kolejne etapy. Pisałem tyle i o A2/AD Tarczy Polski i o skalowalnej dronizacji 4 linii blokadowych i o wspólnym użytkowaniu OP ze Szwedami i o rozwoju lekkich sił morskich specjalsów i o potrzebie budowy 200 uniwersalnych mini-Diugoni z modułami zadaniowymi, ale także dla desantu i dla szybkiego transportu rozproszonym mostem - że tylko polecam artykuł i wpisy np. na https://www.defence24.pl/ile-beda-kosztowaly-fregaty-dla-marynarki-wojennej-rp-opinia

Obywatel_RP
środa, 6 lutego 2019, 18:15

Bardzo dobry artykuł. Z względu na głębokość Bałtyku dobrze by było jakby te op były w stanie osiąść na dnie z wyłączonym silnikami i być dalej operacyjne czekając na rozkaz do ataku. Wyeliminowano by większość źródeł zdradzają y h jego obecność pozostając w ukrycie. Atak na iskandery z tej strony mógłby być kluczowy.

Davien
środa, 6 lutego 2019, 18:12

Panie Papuga,najpierw zdobadz te pociski bo akurat my ich nie mamy i ani Niemcy ani Dania ci ich nie sprzedadzą.

miras
środa, 6 lutego 2019, 18:12

Dla czego nie mieć fregat rakietowych i orki z pociskami manewrującymi plus trzech NDRów

realizm
środa, 6 lutego 2019, 18:09

Bardzo dobra analiza! Rzeczowo, zwięźle, zrozumiale. Brawo!

Lbn
środa, 6 lutego 2019, 18:04

Orka to nie tylko obroni terytorium kraju ale także misje na Morzu Północnym I Atlantyku. 2 okrety powinny być na Bałtyku 1 na Morzu Północnym a jeden odpoczywać w dokach. Rotacyjne powinni się zmieniać. Rakiety manewrujace to podstawa w obecnych czasach jeśli wydajemy tyle pieniędzy.

Core i5
środa, 6 lutego 2019, 18:02

To prawda Orki zamówić już teraz. !!! Na co czekamy. !!! Panie Prezydencie Duda i generałowie...!!! Orki zamawiać i ile jeszcze czasu mamy marnować.. !!

bmc3i
środa, 6 lutego 2019, 17:50

@zdegusto I słusznie. Okrety podwodne bowiem stanowią najskuteczniejszy środek zwalczania okrętów podwodnych Floty Bałtyckiej, ale potrzebują w tym wsparcia ze strony zdolnych do samoobrony jednostek nawodnych - czyli fregat z systemem Aegis lub innym równie sprawnym. Podobnie jak nasze okręty wojny minowej typu Kormoran II, które bez wsparcia i ochrony ze strony jednostek typu Kormoran II, będą jedynie łatwymi celami. A chyba nikt nie twierdzi, że nie potrzebujemy okrętów wojny minowej.

bmc3i
środa, 6 lutego 2019, 17:44

Diabeł tkwi w szczegółach. W wielu punktach ten artykuł przedstawia słuszne wnioski, jednak nie w każdym aspekcie. Te polskie NDR-y bez systemu rozpoznania wykraczającego poza zasięg rzutu kamieniem z większego rozmachu, nie stanowią zagrożenia o jakim napisano w artykule. Co bowiem po systemie zdolnym strzelać na drugi brzeg Bałtyku, który nie będzie potrafił znaleźć celu i określić namiaru bojowego na odległość większą niż 40-50 km od polskiego brzegu? W efekcie rosyjskie jednostki nawodne dowolnej wielkości i przeznaczenia, będą mogły swobodnie pływać po niemal całym akwenie Morza Bałtyckiego, bez jakiegokolwiek zagrożenia z ze strony polskich wyrzutni NDR. Rola strategiczna cichych okrętów podwodnych na Bałtyku jest oczywista, jednak powszechnie nierozumiana i dla wielu - o ile nie dla większości - całkowicie nieoczywista. Dlatego artykuł dobrze ją podkreśla. Dyskutować natomiast można w sprawie korwet i fregat. Jednostki wielkości korwety są rzeczywiście trudne do obrony na Bałtyku, gdyż z uwagi na małą wyporność i wielkość, są po prostu zbyt małe i brakuje w nich miejsca na skuteczne systemy samoobrony. Inna natomiast sprawa w przypadku klasycznych fregat. To już większe jednostki, które zdolne są do pomieszczenia sprawnego systemu samoobrony, zarówno przeciwrakietowej jak i przeciw-podwodnej. Rosjanie nigdy nie zrezygnują z floty podwodnej na Bałtyku, trzeba więc czymś wspierać polskie okręty podwodne w ich zwalczaniu - choć ich rola w ASW będzie jedynie rolą wsparcia. Aby mogły jednak skutecznie wspierać, muszą dysponować sprawnym i nowoczesnym systemem samoobrony przeciwrakietowej. Dlatego jak już wspomniałem, nie są do tego odpowiednie jednostki wielkości korwety. Poza tym, jeśli za pomocą jednostek typu Kormoran II Polska zamierza prowadzić działania wojny winowej (AmW), to tego rodzaju jednostki absolutnie nie mogą działać na Bałtyku bez wsparcia innych jednostek nawodnych, dających im osłonę przed atakiem z powietrza. Przecież Kormorany nie obronią się same za pomocą swoich ręcznych wyrzutni Grom. Ergo, jeśli nie zapewnimy Kormoranom II osłony ze strony nowoczesnych fregat przeciwlotniczych i ZOP, budowa i istnienie Kormoranów II jest bezcelowa i stanowi marnotrawnie środków. Jak wiec widać, to wszystko system naczyń połączonych, w którym kluczowe znaczenie maja okręty podwodne oraz nawodne wielkości fregaty wzwyż.

MIlton Friedman
środa, 6 lutego 2019, 17:38

Prawda jest taka, że gdyby nie utrzymywać całego muzealnego żelastwa desantowo-minowego ( proj. 767 ) nie pasującego do aktualnej doktryny, innego badziewia typu orkany, kaszuby i nie pchać sie w prawie muzealne OHP czy inne Adelaide'y to 3 nowoczesne okręty podwodne załatwiają nam sprawę na bałtyku. Pływanie poza bałtykiem w ramach misji sojuszniczych to juz inna para kaloszy, ale trzeba mieć priorytety.

w
środa, 6 lutego 2019, 17:26

fantastyka. Przeciez my nic nie mamy poza planami tworzenia planów. Po co Miecznik kiedy 7 Gawronów odpowiednio uzbrojonych wystarczy. Mania wielkosci

Maz Pod
środa, 6 lutego 2019, 17:22

Gratuluję i dziękuję Autorowi szczegółowej analizy, w domyśle nawet i syntezy tematu. Uprzejmie bym prosił nastepnym razem o podanie tekstów źródłowych. Pozdrawiam.

werter
środa, 6 lutego 2019, 17:07

Wpływ obecnej MW na flotę rosyjską jest żaden. Żaden nasz oket nie jest zdolny do samodzielnej obrony przeciwlotniczej a bez niej możliwości uderzeniowe małych oketów rakietowych są żadne. Fregaty OHP to pływające duże cele bez znaczenia, okety podwodne są tak stare że stanowią zagrożenie nawet dla swoich załóg, Ślązak to wielki okręt bez uzbrojenia, okety Lublin? - TO JUŻ KURIOZUM W NASZYCH REALIACH. Jedyną siłę stanowi NDR ale i tutaj jest słabo jeżeli chodzi o obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową. Generalnie cała nasza MW to zbiorowisko staroci bez kłów, kompletnie bez znaczenia. Nadaje się tylko do rozwiązania i zezłomowania. Równie dobrze moglibyśmy nie mieć żadnych oketów i wyszłoby taniej bo kasa nie szłaby na remonty trupów. Jeżeli chcemy mieć MW z prawdziwego zdarzenia to potrzebujemy wszystkich klas okrętów i wielkich pieniędzy których nie mamy. Naszą bolączką jest całkowity rozkład obrony przeciwlotniczej. Nasza pseudo obrona nie tylko nie jest w stanie osłonić okrętów ale nawet baz portów czy aglomeracji. Od tego trzeba zacząc. Należy również mieć silną rekę do wycofania tego złomu i wtej chwili postawienia tylko na sprawną straż graniczną. Z biegiem czasu i zasobności portfela nic nie będzie stało na przeszkodzi aby budować od podstaw nowoczesną MW. Nie jestem przeciwny MW i tez bym się cieszył z nowoczesnych fregat czy korwet pod naszą banderą ale nie oszukujmy się przy takiej ogólnej mizerii i szczupłości środków finasowych utrzymywanie MW w obecnym kształcie to iluzja i to dość kosztowna. Tak jak iluzja utrzymywania MIG29 SU22 T72M1 BWP1. Wydajemy szczupłe sirodki na utrzymywanie w jako takiej sprawności technicznej starych wzorów uzbrojenia kompletnie bez żadnego znaczenia na wpólczesnym polu walki. z takim podejściem to zawsze będziemy jak państwo III SWIATA z wielkim EGO i złomem na podwórku.

Pa
środa, 6 lutego 2019, 16:58

Ale głupoty .... Nie ma jednej broni która jest skuteczna 100 % Polska marynarka potrzebuje fregat oraz okrętów podwodnych i eskadry myśliwców aby zabezpieczyć się przed uderzeniem z Bałtyku ....

jurek5551
środa, 6 lutego 2019, 16:40

Kolejny artykuł sponsorowany przez producentów OP. Jest to broń ofensywna i mało skuteczna z powodu małej liczby rakiet a my chcemy Rosję atakować czy się bronić? Pomyślcie.

Jami
środa, 6 lutego 2019, 16:39

Dobry artykuł. Pewnie i tak zrobimy to co nam "brat" zza wielkiej wody powie, czyli misijna fregaty do zespołów NATO

asf
środa, 6 lutego 2019, 16:35

Bardzo dobry artykuł. Podstawą polskiej Marynarki Wojennej powinny być Orki i Kormorany!

zdegusto
środa, 6 lutego 2019, 16:29

Zwolennicy fregat po przeczytaniu tego artykułu pomyślą pewnie: "musimy kupić fregaty z Aegis ! ".

antymon
środa, 6 lutego 2019, 16:23

Czy ktoś w MON wysilił się żeby zrobić przynajmniej tak pobieżną analizę tematu, czy tam decyzje podejmuje kto wcześniej wstanie i umie głośniej krzyczeć.

papuga
środa, 6 lutego 2019, 16:21

Czyli jedyna opcja dla nas to Ivery i U212CD. Ivery mogą przenosić pociski manewrujące, a U212CD są - w przeciwieństwie do Scorpene - trudno wykrywalne i mają AIP.

Kl
środa, 6 lutego 2019, 16:20

Doskonałe. To chyba zrozumiałe czego potrzeba. Dziwne że mon tego nie widzi

Jacek
środa, 6 lutego 2019, 16:13

permanentny chaos decyzyjny od lat i brak strategii skłania do zadania pytania, czy leci z nami pilot..

tut
środa, 6 lutego 2019, 16:11

No cóż, pozostaje się podpisać pod artykułem i postawić łapkę w górę. Choć sam wydźwięk jest dość smutny. Chodzi mi o naszą niemoc i głupotę polityczną.

Flawiusz
środa, 6 lutego 2019, 16:08

Świetna analiza. Decydenci muszą zrozumieć, że nie liczy się wielkość i wygląd okrętów, a ich znaczenie na polu bitwy.

Qdłaty
środa, 6 lutego 2019, 16:04

Biorąc po uwagę brak jakichkolwiek decyzji dot. MW nie będzie ani fregat a ani okrętów podwodnych. Dobry artykuł polecałbym go wszystkim politykom zajmującym się naszą MW. Pewnie jakieś trolle rosyjskie zaraz napiszą że op są nam niepotrzebne ale tacy zawsze piszą.

taki jeden
środa, 6 lutego 2019, 15:59

Jak zwykle dobry art. Kmdr. Dury z celnymi uwagami. Wniosek, pod którym się w pełni podpisuję, jest taki, że fregaty w MW nie mają żadnej racji bytu. NATO na Atlantyku bez naszych fregat sobie poradzi, a my jak ci frajerzy nie musimy nimi ganiać po M. Śródziemnym i Atlantyku. Wystarczy nam 4-5 korwet uzbrojonych w dobrą opl pociski woda-woda (np. RBS). Konieczne natomiast są okręty podwodne, i to nie 3 ale nawet 4-5 z rakietami manewrującymi. Tyle, że skuteczność ich głowic jest raczej bardzo słaba (jak zwykła bomba) a na głowice jądrowe nie mamy najmniejszych szans. MON powinien się także zastanowić nad przyszłą rolą dywizji pomorskiej, bo w jakikolwiek desant dużego ugrupowania zmechanizowanego/pancernego na naszych plażach mogą wierzyć tylko nawiedzeni mitomani po rosyjskich akademiach wojskowych.

Rzyt
środa, 6 lutego 2019, 15:58

Ludzie a na co komu Bałtyk...nawer 1941-1945 nie było tak nie wiadomo czego...to taki front jak Norwegia. Ruskim bardziej by zależało na Atlantyku, morzu Śródziemnym i Pacyfik, Bałtyk artyleria można nakryć, flota nie jest potrzebna, jeszcze przy dzisiejszej infrastrukturze lądowej...zamykają ciesnine duńska i cześć. Kiedyś nasza flota ile 10 dni wytrzymała? To dzisiaj 2 dni i 90% floty znika

Rain Harper
środa, 6 lutego 2019, 15:55

Dobry artykuł dla Francuzów i ich oferty na Orkę ze zintegrowanymi wyrzutniami.

Dumi
środa, 6 lutego 2019, 15:53

Jedyny wpływ jaki Polaków interesuje to wpływ większych pieniędzy na roczny budżet modernizacji armii każdego roku o 3-10 mld więcej. Do tego co już zaplanowano...

Rzyd
środa, 6 lutego 2019, 15:52

Ale po 16 czy między 8 a 16?bo po 16 i przed 8 nie trzeba niczego niszczyć, wystarczy desant a wcześniej drogi dojazdowe zakorkowac

Sailor
środa, 6 lutego 2019, 15:46

Dość sensowna analiza i co najważniejsze wyłożona łopatologicznie. Tylko czy ktoś z naszych decydentów to przeczyta i się poważnie zastanowi to już inny temat.

Zatroskany
środa, 6 lutego 2019, 15:39

Nareszcie w miarę sensowny artykuł wskazujący na bezsens posiadania przez Polskę dużych okrętów nawodnych i zasadność realizacji „orki” jako nośników rakiet manewrujących. Ale i tak w Monie i Bbenie tego nie przeczytają, przynajmniej ze zrozumieniem.

DOP
środa, 6 lutego 2019, 15:36

Panie Komandorze, genialny w swojej prostocie, porażający celnością artykuł! Niestety, zaślepienie "fachowców" z "organu doradczego" spowoduje, że Pańskie tezy będą li-tylko głosem wołającego na puszczy. Co gorsza, różne gry i gierki spowodują, że będzie Pan atakowany przez przedstawicieli różnych obozów, nieraz całkiem przeciwstawnych. Apeluję do Pana - proszę częściej i głośniej pisać o rzeczywistych zagrożeniach, o potrzebach MW RP, o sposobach zaradzenia im. Serdecznie pozdrawiam

Gość
środa, 6 lutego 2019, 15:35

Rosjanie w swojej polityce z Kaliningradu ,myślą kategoriami obejmującymi Europę. Polska jest tylko małym pionkiem w tej polityce.

Tom97
środa, 6 lutego 2019, 15:31

Polska jak Rosja powinna przestać trwonić pieniądze na budowę floty bałtyckiej wystarczą 3-4 okręty jak np. duńskie okręty patrolowe typu Knud Rasmussen + parę trałowców z możliwością śledzenia okrętów podwodnych w rynnie na północ od Słupska i na zatoce Gdańskiej Jedno tylko zastanawia skąd 40 rakiet na pokładzie Orki. Na razie była mowa o ok.6 szt. wystrzeliwanych z wyrzutni torpedowych . Zastanawia mnie również na jakiej podstawie pan gen. Skrzypczak wysnuł wniosek że potrzebna nam piąta dywizja jako obrona wybrzeża przed Rosyjskim desantem.

Łukasz
środa, 6 lutego 2019, 15:30

Ten wpływ polskiej marynarki na rosyjską flotę jest kabaretowo-rozśmieszający.

M.
środa, 6 lutego 2019, 15:30

Maks jak zwykle celnie w punkt!

sony
środa, 6 lutego 2019, 15:27

Szacunek Panie Maksymilianie.

Smuteczek
środa, 6 lutego 2019, 15:25

Smutny i pesymistyczny artykuł. Nie wpisuje sie zbyt dobrze w propagand sukcesu "dobrej zmiany"

uiuiouip
środa, 6 lutego 2019, 15:23

Dobry artykuł, wjaśnia laikom bardzo wiele, w temacie modernizacji marynarki wojennej. Inna sprawa, czy my chcemy, żeby Rosja inwestowała we flotę bałtycką?

taka prawda
środa, 6 lutego 2019, 15:14

Podsumowując: wpływ Marynarki Wojennej RP na rosyjską Flotę Bałtycką jest głównie... rozśmieszający.

PiotrEl
środa, 6 lutego 2019, 15:11

Przed 1939 wszystkie polskie OP miały zwalczać okręty liniowe typu "Gangut" stąd gigantyczne rozmiary i nacisk na prędkość max na powierzchni. Teraz 40 pocisków, 3-4 salwy?? (dadzą radę?) powstrzyma Imperium Rosyjskie???

"ekspert"
środa, 6 lutego 2019, 15:05

Polska to kraj lądowy z dostępem do morza, ale postęp techniczny i uwarunkowania geograficzne uniemożliwiają stworzenie silnej floty nawodnej. Jedynie okręty podwodne i niewielkie jednostki uderzeniowe (nie godne rakiety przeciwokrętowej) maja dla nas sens! Wprowadzenie do służby w naszej MW nowych fregat czy korwet będzie jedynie wielkim prezentem dla Rosjan czy Amerykanów! Dla Rosjan dlatego, że z powodów geograficznych pojawią się dla nich wartościowe cele będące w ciągłym zasięgu ich rakiet przeciwokrętowych rozlokowanych w Kaliningradzie (na pokładach okrętów, na ciężarówkach czy to samolotach). Natomiast dla Amerykanów będą przydatne dla wsparcia Japonii w konwojowaniu zasobów z USA do Japonii w przypadku konfliktu z Chinami...Może dzisiaj brzmi śmieszno ale per analogia do II Wojny Światowej, kiedy eskortowaliśmy konwoje do Murmańska, za kilka lat może to być Okinawa... Myślmy w końcu o sobie a nie o sojusznikach i stwórzmy silną obronę powietrzną, artylerię rakietową i wojska cybernetyczne!

ekspert
środa, 6 lutego 2019, 14:54

Spokojnie. Nic nie zostanie wprowadzone więc Rosjanie nic nie muszą przeciwdziałać.

olo
środa, 6 lutego 2019, 14:52

A gdzie jest drugi NDR przecież umowa kupna tego kolejnego dywizjonu rakietowego, finalizowana była w 2015r. zaś do służby miał trafić w 2018r. ??

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama