Ile będą kosztowały fregaty dla Marynarki Wojennej RP? [OPINIA]

1 lutego 2019, 12:00
Zdj Peter i US Navy
Fregata HDMS „Peter Willemoes” podczas współdziałania z lotniskowcem USS „George H.W. Bush” i okrętem wsparcia logistycznego USNS „Supply” na Morzu Śródziemnym w lutym 2017 r. Fot. M.Dura

Marynarka Wojenna RP przygotowuje się do zmiany wstępnych wymagań taktyczno-technicznych na okręty „Miecznik”, ponieważ nie chce już korwet, ale fregaty. Warto się więc zastanowić, o ile więcej będzie nas kosztowała ta decyzja oraz jakie programy modernizacyjne Sił Zbrojnych RP za to „zapłacą”.

Wstępne wymagania na fregaty „Miecznik” przygotowywane przez Marynarkę Wojenną nie są znane i nie można ich ocenić. Nie jest znany również budżet, jaki planuje się przeznaczyć na to zadanie. Zwolennicy zmiany klasy okrętów nawodnych uznanych za potrzebne polskim siłom morskim na fregaty uzasadniali swoje poglądy opierając się na kilku typach jednostek pływających, które analizowano nie tylko pod względem ich możliwości taktyczno-technicznych, ale również ceny. Ceny te są powszechnie dostępne, ponieważ znane są ogólne wartości kontraktów, a ponadto poszczególne stocznie reklamują się nimi chcąc zdobyć kolejne zamówienia. Jak się jednak okazuje nie odzwierciedlają one wszystkich kosztów, jakie trzeba ponieść, by pozyskać w pełni operacyjne okręty bojowe.

Jak wyliczyć koszty budowy fregat typu Iver Huitfeldt?

Faworytem medialnym, jeżeli chodzi o wzorzec powiększonego „Miecznika” w Polsce, jest niewątpliwie duńska fregata typu Iver Huitfeldt. Spróbujmy się więc przyjrzeć realnym kosztom tego typu jednostek pływających. Według oficjalnych informacji duńskich zbudowanie trzech okrętów typu Iver Huitfeldt miało kosztować Duńczyków 4,7 miliarda koron duńskich czyli około 1,02 mld dolarów. Zapłacono więc „tylko” 340 mln dolarów za jedną fregatę o wyporności 6640 ton. Okręt wydaje się więc być wyraźnie atrakcyjniejszy cenowo od swoich zagranicznych odpowiedników i to m.in. dlatego znalazł tak wielu zwolenników w Polsce.

Na bazie tej właśnie jednostki warto więc pokazać, w jaki sposób i w jakiej skali na całym świecie ukrywa się rzeczywistą cenę okrętów. W przypadku Iverów Duńczycy osiągnęli w tej skali mistrzostwo wykonując kilka bardzo prostych działań:

  • nie uwzględnili ceny rakiet, amunicji oraz śmigłowców;
  • zrezygnowali z montażu od razu całego, docelowego wyposażenia i założyli, że zostanie ono dostarczone dopiero w późniejszym terminie;
  • zastosowali w budowie fregat normy cywilne (tylko w wybranych dziedzinach!);
  • ograniczyli koszty prostych prac stoczniowych wykonując moduły kadłuba fregat za granicą (na Litwie - Baltija Shipyard i w Estonii - Loksa Shipyard) i dopiero później składając je w duńskich zakładach stoczniowych w Odense;
  • korzystali z wyposażenia zamówionego oddzielnymi umowami lub zdjętego z innych okrętów;
  • zapłacili cenę tak niską, że nie zwróciła ona kosztów produkcji stoczni Odense Staalskibsværft, która już w trakcie budowy fregat, w 2009 roku ogłosiła upadłość i została zamknięta w 2012 r.

Rezygnacja z montowania od razu całego, docelowego wyposażenia i założenie, że zostanie ono dostarczone dopiero w późniejszym terminie była możliwa, ponieważ decyzję w tej sprawie podejmowano w momencie, gdy poziom zagrożenia konfliktem na dużą skalę był oceniany jako bardzo niski. Teraz sytuacja się zmieniła, przede wszystkim z uwagi na działania Federacji Rosyjskiej i Polska musi zamówić w pełni wyposażone okręty, które od razu będą musiały realizować założone zadania.

image
Na fregatach typu Iver Huitfeldt” na pewno wykorzystano moduły Stan Flex z rakietami ESSM i Harpoon wykorzystywane wcześniej na kutrach Standard Flex 300 typu Flyvefisken. Fot. M.Dura

Tymczasem należy pamiętać, że standardowo koszt wyposażenia bojowego stanowi od 50 do 70% kosztów całego okrętu. W przypadku jednej fregaty typu Iver Huitfeldt było to ponad 64%, ponieważ według duńskiej marynarki wojennej około 207 milionów dolarów wydawano na systemy uzbrojenia, sensory i wyposażenie elektroniczne natomiast 133 miliony dolarów kosztowały kadłub, silniki i inne systemy mechaniczne.

Porównując tą sumę za wyposażenie bojowe okrętu oraz konkretne ceny za poszczególne elementy tego wyposażenia można ocenić, jaka ilość systemów musiała przez Duńczyków zostać wzięta z posiadanych zapasów lub kupiona w dodatkowych postępowaniach, nie wliczanych oficjalnie w cenę fregat:

  • oba główne radary oraz radary kierowania ogniem na jedną fregatę zostały wycenione przy budowie fregat na 73 miliony dolarów (219 milionów dolarów za cały kontrakt);
  • 32-stanowiskowa wyrzutnia pionowego startu Mk41 bez rakiet według cen z 2014 r. to około 20 milionów dolarów;
  • Jedna armata OTO Melara kalibru 76 mm Super Rapido to koszt minimum 5 milionów dolarów;
  • Dwie armaty Rheinmetall Oerlikon Millennium kalibru 35 mm według cen z 2014 r. to koszt 15 milionów dolarów;
  • Dwie wyrzutnie torpedowe to około 4 milionów dolarów;
image
Rodzina duńskich okrętów klasy StanFlex, korzysta z założenia ze wspólnego, modułowego wyposażenia. Fot. Royal Danish Navy

Tylko te wybrane systemy kosztują więc 117 milionów dolarów. Tak więc na zakup pozostałego wyposażenia (np. wyrzutni pionowego startu dla rakiet ESSM, systemów WRE, nawigacyjnych, łączności i sonarów), uzbrojenia (np. torped i rakiet), amunicji i śmigłowców pozostałoby Duńczykom jedynie 90 milionów dolarów. Przyjmując uśrednione koszty rakiet SM-2 w kwocie 2,1 mln USD za sztukę i ESSM w kwocie 1,14 mln USD za sztukę i wiedząc że jednostka ognia to 32 pociski Standard SM-2 oraz 24 ESSM, kwota ta nie będzie wystarczająca na jedną jednostkę ognia rakiet przeciwlotniczych, której koszt wynosi 95 mln USD. Nawet, gdyby realne wartości były nieco niższe, pieniędzy i tak zabraknie, bo oprócz samych rakiet trzeba kupić całą paletę wyposażenia (patrz wyżej).

Duńczykom pomogło wprowadzenie na swoich nowych fregatach przyjętego u nich w latach dziewięćdziesiątych standardu modułowego StanFlex. Dawał on im bowiem możliwość łatwego przenoszenia systemów uzbrojenia z jednego okrętu na drugi. W ten sposób elementy wyposażenia na Ivery bez żadnego problemu dobierano z zapasów przeznaczonych dla innych jednostek pływających: już wycofanych (np. małych okrętów typu Flyvefisken) lub nadal wykorzystywanych (okręty patrolowe typu Thetis). Efekt tego jest jednak taki, że każdy okręt ma z założenia więcej gniazd StanFlex niż zamontowanych kontenerów z uzbrojeniem. Wynika to prawdopodobnie m.in. z faktu, że Dania nie ma aż tylu modułów bojowych, ile jest potrzeba, a na ich dorobienie nie ma na razie środków.

image
Wyrzutnie pionowego startu na fregacie HDMS „Iver Huitfeldt”. Z lewej puste miejsce dla kontenera Stan Flex, w środku cztery moduły Mk41 a z prawej wpuszczony moduł Stan Flex z rakietami ESSM. Fot. M.Dura

To właśnie dlatego Marynarka Wojenna RP, jeżeli zamierza wprowadzić trzy w pełni wyposażone fregaty bazujące na Iverach, powinna do ich kosztu ujawnionego przez Duńczyków doliczyć także to, co od razu na ich okrętach nie zostało zrobione. Może to oznaczać konieczność zwiększenia bazowej ceny o co najmniej 30%, do 442 milionów dolarów. Suma ta będzie jeszcze większa, gdy zastosuje się duński manewr i część systemów wprowadzi się później. Wtedy koszty zwiększą się jeszcze o wartość prac związanych z postawieniem okrętu na stoczni, oraz przeprowadzeniem badań już zintegrowanego uzbrojenia oraz systemu walki. Pamiętać przy tym należy że na Iverach do dzisiaj nie wprowadzono rakiet przeciwlotniczych SM-2, a system naprowadzania rakiet ESSM trzeba będzie prawdopodobnie uzupełnić nowymi nadajnikami Mk 93 Mod 0 (co zaplanowano wykonać do 2021 roku).

Duńskie fregaty są też dowodem, że bardzo duży wpływ na cenę okrętów ma stopień odejścia od norm wojskowych na rzecz standardów cywilnych – stosowanych np. przy budowie kontenerowców. Duńczycy się zresztą do tego przyznają z zaznaczeniem, że liberalizacja przepisów dla obniżenia kosztów nie dotyczyła w żadnym wypadku odporności okrętu i jego zabezpieczeń (zabezpieczenia przed wstrząsami są zgodne ze STANAG 4142, 4137 i 4549, ochrona nuklearna, biologiczna i chemiczna jest zgodna ze STANAG 4447 oraz osłona balistyczna w strefie z załogą jest zgodna ze STANAG 4569). Wskazują również, że systemy cywilne wykorzystywano tylko wtedy, gdy uznano ich wydajność za zadowalającą, a odporność co najmniej równą urządzeniom wojskowym. Jak się okazało takich rozwiązań jest na rynku całkiem sporo.

Zakres tych zmian na duńskich fregatach nie jest jednak znany, a więc nie można określić dokładnie, na ile wpłynęło to na ostateczną cenę okrętu. Wiadomo jednak, że cena ta na pewno się zmniejszyła i to o kilka procent. Jeśli w przypadku Polski przyjmiemy tylko standardy wojskowe i założymy, że różnica wyniesie 5% ceny to rzeczywista koszt fregat znowu urośnie - do 446 milionów dolarów.

image
Zastosowanie radaru APAR zwiększa nie tylko możliwości okrętów, ale również ich ceną. Fot. M.Dura

Do pełnej sumy koniecznej do zarezerwowania na powiększone „Mieczniki” trzeba także doliczyć formalne koszty uzyskania kontraktu i jego przeniesienia do Polski (zaadoptowany ma być bowiem projekt zagraniczny). MON będzie więc musiał dołożyć środki np. na różnicę w podatkach (np. VAT i cło), koszty kredytowania, ubezpieczenie itd. Uwzględnienie tego wszystkiego może oznaczać zwiększenie ceny fregat nawet o kolejne 10%. Nie należy również zapomnieć o kilkuprocentowej marży dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która będzie pośredniczyła w uzyskaniu kontraktu dla stoczni PGZ Stocznia Wojenna. To będzie minimum kolejne 5%, czyli cena fregat urośnie o 15% - do 515 milionów dolarów.

Ostatnim ważnym parametrem koniecznym do uwzględnienia jest odpowiedni zysk dla podmiotu realizującego całe zadanie. Duńczycy najprawdopodobniej zbyt mocno ograniczyli marżę stoczni i owszem uzyskali „tanie” fregaty, ale jednocześnie doprowadzili o upadku zakłady stoczniowe Odense Staalskibsværft. Zakładając, że by temu zapobiec w Polsce, wystarczy zagwarantować zysk dla naszej stoczni na poziomie 10%, cena „polskiego Ivera” może przekroczyć już 550 milionów dolarów.

Ile rzeczywiście trzeba doliczyć do znanej ceny Iverów?

Jak widać doliczając wszystkie wymienione koszty i budując polskie okręty według standardów, jakie są stosowane na fregatach innych państw okazałoby się, że cena Iverów wcale nie jest tak atrakcyjnie niska. W rzeczywistości cena może być zdecydowanie wyższa od oficjalnie podawanej, i może dalej rosnąć w zależności od konfiguracji okrętów.

Co ciekawe analizy na temat rzeczywistych kosztów okrętów typu Iver Huitfeldt były wykonywane już kilkakrotnie – w tym głównie przez specjalistów amerykańskich próbujących zrozumieć duński „fenomen”. Zastanawiali się oni przede wszystkim nad tym, dlaczego ich okręty do działań przybrzeżnych typu LCS (Littoral Combat Ship) o wyporności 3400 ton kosztują do 550 milionów dolarów, podczas gdy duńskie fregaty o wyporności 6645 ton są o 200 milionów dolarów tańsze.

Amerykańscy eksperci w pierwszej kolejności wskazują na zastosowanie na Iverach uzbrojenia, które zostało poddane recyklingowi ze starszych okrętów wycofanych z eksploatacji. Według Amerykanów wykorzystanie najnowszej generacji  systemów uzbrojenia (np. armat typu OTO Melara wersji Super Rapido Strales) zwiększyłoby koszty fregat o co najmniej 50 milionów dolarów. Cena okrętów typu Iver Huitfeldt wzrosłaby więc do około 390 milionów dolarów, co i tak byłoby okazją w porównaniu do amerykańskich okrętów LCS.

image
Armata OTO Melara kalibru 76 mm na kutrze Standard Flex 300 typu Flyvefisken. Fot. M.Dura

 image

Armata OTO Melara kalibru 76 mm na fregacie typu Iver Huitfeldt. Fot. M.Dura

Ta różnica by zniknęła, gdyby Duńczycy dostosowali swój okręt do standardów stosowanych w amerykańskiej marynarce wojennej, wyposażyli swoje okręty w nowe uzbrojenie i wyposażenie elektroniczne produkowane w Stanach Zjednoczonych oraz wyprodukowali fregaty w mniej wydajnych i kosztowniejszych stoczniach amerykańskich.

Amerykanie szacują, że po zamontowaniu ich najnowszych radarów, rakiet oraz innych rozwiązań wojskowych cena fregat typu Iver Huitfeldt mogłaby wzrosnąć nawet do 700-900 milionów dolarów, czyli tyle ile kosztują np. francusko włoskie fregaty typu FREMM lub hiszpańskie typu F-105.

Krytyka i pochwała fregat typu Iver Huitfeldt w Stanach Zjednoczonych

O wątpliwościach Amerykanów w odniesieniu do słuszności rozwiązań zastosowanych na okrętach typu Iver Huitfeldt mógł świadczyć fakt, że projekt ten nie był początkowo brany pod uwagę w przetargu na nowe fregaty dla amerykańskiej marynarki wojennej. O ile więc europejskie stocznie produkujące fregaty typu FREMM i F-100/F-105 bardzo szybko znalazły potencjalnych, lokalnych partnerów w Stanach Zjednoczonych, to duński przemysł miał z tym początkowo problemy.

image
Wpuszczony w pokład moduł Stan Flex z rakietami przeciwlotniczymi ESSM na kutrze Standard Flex 300 typu Flyvefisken. Fot. M.Dura

 image

Wpuszczony w pokład moduł Stan Flex z rakietami przeciwlotniczymi ESSM na fregacie HDMS „Iver Huitfeldt”. Fot. M.Dura

Ostatecznie swoją wolę współpracy zgłosiły dwie stocznie: Bath Iron Works w Bath (stan Maine) oraz Ingalls Shipbuilding w Pascagoula (stan Missisipi) - wyspecjalizowane w budowie niszczycieli dla US Navy. Niewątpliwie pomogła w tym duńska akcja informacyjna – w tym wysyłanie z wizytą do Stanów Zjednoczonych w listopadzie 2018 r. fregaty HDMS „Peter Willemoes”. W bezpośrednim kontakcie Amerykanie zostali zaskoczeni duńskimi rozwiązaniami i to w pozytywnym sensie. Jednym z zarzutów wobec Iverów było bowiem zastosowanie do wybranych elementów fregat komponentów wykonywanych według standardów charakterystycznych dla rynku komercyjnego, formalnie odrębnych od tych - stosowanych przy budowie okrętów bojowych, co miało obniżyć ich koszty.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych przekonano się naocznie, że okręty typu Iver Huitfeldt nie są „cywilnymi”, ale bojowymi jednostkami, odpornymi na uderzenia dzięki m.in. systemowi walki zdolnemu do jednoczesnego zwalczania celów nawodnych, powietrznych i podwodnych oraz odporności na uderzenia (wodoszczelne przedziały, kewlarowe osłony i odporne na wstrząsy mocowania dla kluczowych systemów i urządzeń). Porównanie w tej dziedzinie Iverów oraz okrętów LCS wypadało wyraźnie na korzyść Iverów. Argumentem „za” był chociażby stalowy kadłub fregat zbudowanych przez Duńczyków, który okazuje się być o wiele odporniejszy niż aluminiowo-kompozytowe lub aluminiowe okręty do działań przybrzeżnych LCS.

Amerykanie wskazują również na możliwość łatwego wzmocnienia potencjału bojowego duńskich Iverów. Pozwala na to chociażby zastosowanie przez Duńczyków na swoich okrętach pełnowymiarowych wyrzutni pionowego startu Mk41. Daje to możliwość wykorzystania na fregatach typu Iver Huitfeldt całej gamy najnowszych, amerykańskich rakiet przeciwlotniczych (np. SM-3 i SM-6), jak również rakiet manewrujących typu Tomahawk. Takiej zdolności nie ma na obecnie budowanych okrętach typu LCS.

Z drugiej jednak strony Amerykanie podkreślają, że wykorzystywanie na fregatach typu Iver Huitfeldt komercyjnych komponentów rzeczywiście ogranicza koszty, ale wcale nie oznacza takiej samej wytrzymałości jak w przypadku systemów wojskowych. Komercyjne urządzenia działają więc długo i niezawodnie tylko w normalnych warunkach, jakie napotyka się na morzach i oceanach.

Przykładowo Bryan Clark jeden z głównych analityków amerykańskiego think tanku CSBA (Center for Strategic and Budgetary Assessments) przypomniał w jednym ze swoich wywiadów, udzielonym Breaking Defense, że „okręty US Navy mają o wiele wyższe OPTEMPO (tempo operacyjne) niż ich zagraniczne odpowiedniki. Oczekuje się, że będą one działać w środowisku o wyższym zagrożeniu i oczekuje się, że powrócą do służby po uszkodzeniu (w wyniku wypadków lub walki) lub naprawach… Okręt zbudowany zgodnie ze standardami wojskowymi USA będzie miał więcej usztywnień kadłuba, więcej przedziałów, zdublowane okablowanie i systemy sieciowe, itd. - wszystkie te elementy wymagają więcej roboczogodzin w czasie budowy… Jestem przekonany, że okręt zbudowany całkowicie według amerykańskich standardów wojskowych będzie droższy”.

W podobny sposób wypowiadał się historyk marynarki wojennej Norman Polmar, wskazując, że stal na budowę kadłubów jest najtańszą częścią okrętu, a najdroższa jest „elektronika, broń i systemy napędowe”. Dlatego zastosowanie nieamerykańskich projektów z nieamerykańskimi standardami może zmienić (w domyśle na gorsze) marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych. Być może to właśnie dlatego Amerykanie od czasu II wojny światowej nie kupili za granicą ani razu okrętu wyższej rangi.

 Ile trzeba zapłacić za „polskie” fregaty?

Powyższa analiza ceny, jaką trzeba by było zapłacić za zbudowanie w Polsce okrętów bazujących na typie Iver Huitfeldt nie jest oczywiście dokładna i dlatego nie powinna być brana pod uwagę w dyskusji „za” i „przeciw” wprowadzaniu fregat w Marynarce Wojennej RP. Ta decyzja należy bowiem tylko do Ministerstwa Obrony Narodowej. Decydenci powinni mieć jednak świadomość, że rzeczywiste koszty poniesione na budowę w Polsce fregat będą wyższe od tych, jakie można znaleźć w ogólnodostępnych źródłach o Iverach.

Uwzględnienie zapasu finansowego uchroni nas od powtórzenia w przypadku „Mieczników” tego samego, co mieliśmy w przypadku korwet Gawron. Wtedy okazało się, że nie stać nas na zbudowanie jednego okrętu o wyporności 2000 ton. Teraz mamy mieć pieniądze na wyprodukowanie trzech fregat o wyporności trzykrotnie większej. Dlatego MON powinien wcześniej zagwarantować na zmodyfikowany program „Miecznik” odpowiednie środki, przy okazji informując, jakie inne programy modernizacyjne zostaną zastopowane z powodu zmian wprowadzonych przez MW RP.

 Przy czym jest prawie pewno, że te zmiany dotkną nie tylko polskie siły morskie.

Reklama
Tweets Defence24