Reklama

Lekkie pojazdy „Żmija” w Wojsku Polskim. Jakie miejsce w systemie rozpoznania? [OPINIA]

25 czerwca 2016, 11:30
Fot. mł. chor. Rafał Mniedło
W celu przerzutu lekkich pojazdów pożądane jest posiadanie ciężkich śmigłowców, jak np. CH-53 - na zdjęciu w niemieckich barwach - fot. ©Bundeswehr/Mandt
Lekki pojazd jednostki powietrznodesantowej podczas ćwiczeń Anakonda. Fot. M.Dura.
Fot. J. Sabak/Defence24.pl.

Wojsko Polskie zamierza pozyskać ponad 100 lekkich pojazdów rozpoznawczych Żmija, zdolnych do przerzutu drogą powietrzną. Istnieją jednak wątpliwości, czy założenia na podstawie których zdecydowano o realizacji programu prawidłowo wpisują się w potrzeby i możliwości modernizacyjne Sił Zbrojnych RP. W szczególności dotyczy to funkcjonowania kompleksowego systemu wsparcia rozpoznania, bez którego trudno będzie w pełni wykorzystać ich zdolności – pisze Marek Dąbrowski.

Program o kryptonimie Żmija zakłada pozyskanie w latach 2016-2022 118 sztuk pojazdów rozpoznawczych dla pododdziałów dalekiego rozpoznania. W marcu br. Inspektorat Uzbrojenia poinformował, że warunki udziału w postępowaniu spełniło trzech wykonawców, a w zasadzie trzy konsorcja - są to Polski Holding Obronny sp. z o.o. (będący liderem konsorcjum w skład którego wchodzi także spółka Concept), Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. (lider konsorcjum z Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi S.A.) oraz JLR Warszawa (lider konsorcjum z AMZ Kutno Sp. z o.o.).

Założeniem programu jest pozyskanie rozpoznawczych pojazdów wysokiej mobilności w układzie napędowym 4x4, o dopuszczalnej masie całkowitej (DMC) nie przekraczającej 2600 kg a zarazem zdolnych do przewozu trzech żołnierzy, uzbrojenia, sprzętu specjalistycznego i ładunku o masie minimum 900 kg. Tak skonfigurowany pojazd ma pozwolić na autonomiczność prowadzonych działań przez co najmniej 7 dni.

Ponadto pojazd powinien być dostosowany do transportu lądowego (koleją), morskiego i powietrznego (w tym w ładowni C-130E Hercules i na zawiesiu zewnętrznym śmigłowca) oraz desantowania metodą spadochronową. Powinien on też być wyposażony w klatkę kapotażową i elastyczne osłony balistyczne podłogi, dające mu odporność przeciwminową na poziomie I wg STANAG 4569 Aneks B. W terenie wymaga się zdolności do pokonania brodów o głębokości co najmniej 0,5 m (bez przygotowania pojazdu), rowów o szerokości 0,6 m i ścianek pionowych o wysokości 0,3 m.

Napędem powinien być silnik o mocy maksymalnej nie niższej niż 90 kW (123 KM) przystosowany do krótkotrwałej pracy (15 minut) przy wzdłużnych (350) i bocznych (250) przechyłach pojazdu oraz umożliwiający okresową pracę na biegu jałowym z oporami wydechu co najmniej 78 kPa. Koła pojazdu powinny mieć średnicę osadzenia nie mniejszą niż 15” i powinny być wyposażone we wkładki typu run-flat, a jednym ze standardowych elementów wyposażenia ma być wyciągarka do samoewakuacji z silą uciągu nie mniejszą niż 65 % DMC.

Lekki pojazd uderzeniowy

Wcześniej, bo w maju 2012 roku Inspektorat Uzbrojenia (IU) opublikował Request For Information (RFI) dotyczącą możliwości pozyskania Lekkiego Pojazdu Uderzeniowego (LSV) dla Wojsk Lądowych. Wówczas to przedstawiono również zasadnicze parametry techniczne, osiągi i wymogi operacyjne wobec oczekiwanego przez wojsko pojazdu. Do najważniejszych zaliczało się zastosowanie napędu 4x4 i niezależnego zawieszenia kół, masy własnej do 1700 kg, zasięgu 800/400 km po drogach utwardzonych/nieutwardzonych (pożądane wartości 1200/600 km), prędkości maksymalnej 100/60 km/h również po drogach utwardzonych/nieutwardzonych (pożądane wartości 120/70 km/h).

Pojazd lekki
Lekki pojazd jednostki powietrznodesantowej podczas ćwiczeń Anakonda. Fot. M.Dura.

Pojazd powinien być uzbrojony w 7,62 mm km lub wymiennie 12,7 mm wkm czy 40 mm granatnik automatyczny, a na stanowisku dowódcy dodatkowy 7,62 mm km. W skład systemu ochrony wchodzić miała klatka bezpieczeństwa, czteropunktowe pasy, siedziska absorbujące energie wybuchu i opancerzone podwozie. Podobnie jak w ostatecznych wymaganiach wobec LSV, założono konieczność zapewnienia transportu kolejowego, morskiego i powietrznego oraz desantowania metodą spadochronową.

Zapytanie spotkało się z dużym zainteresowaniem wielu firm ale zdecydowana większość pojazdów nie spełniała w 100% ówczesnych polskich wymagań. Dotyczyło to głównie masy własnej wozu.

Geneza powstania pojazdów LSV i ASLV

Pojazdy Light Strike Vehicle (LSV) oraz Advanced Light Strike Vehicle (ASLV) koncepcją, sposobem użycia a przede wszystkim dostosowaniem do rozwijanej taktyki działań specjalnych wywodzą się od Willysa MB czy Chevroleta 30 CWT - stosowanych przez brytyjski SAS i LRDG (Long Range Desert Group) podczas działań w Afryce północnej w czasie II wojny światowej.

Kolejnym pomysłem wprowadzenia do wojska maszyn typu buggy był program prowadzony w US Army w latach osiemdziesiątych, mający na celu stworzenie Fast Attack Vehicle (FAV), w oparciu o zmilitaryzowaną wersję pojazdu rekreacyjnego. Wyposażone w niego jednostki miały dokonywać szybkich rajdów na tyły przeciwnika lub ataków na jego skrzydła. Ostatecznie, sprawiające dużo problemów eksploatacyjnych FAV zastąpiono nowo wprowadzanym Humvee.

Wówczas to koncepcją pojazdu zainteresowały się wojska specjalne, które przyjęły go do wyposażenia i nadal rozwiały. W konsekwencji powstał Desert Patrol Vehicle (DPV) a później LSV i ASLV. Producentem większości z tych pojazdów była amerykańska firma Chenowth Racing Products. Jednocześnie w wielu krajach powstały liczne, lokalne klony. Innym znanym producentem takiego wozu jest singapurska ST Engineering oferująca pojazd o nazwie własnej Spider. W Polsce prototyp takiego pojazd pod nazwą LPU-1 Wirus, zaprezentował PHO w 2014 roku.

Wirus
Fot. J. Sabak/Defence24.pl.

Wymogi a rzeczywistość

Większość z dostępnych na rynku konstrukcji dysponuje ładownością rzędu 600÷1200 kg przy masie własnej wynoszącej do 1600 kg. W zasadzie, im większa ładowność, tym cięższy i większy pojazd, przy czym sama ładowność wynosi 50 lub więcej procent masy całego wozu. Tylko w nielicznych konstrukcjach ten wskaźnik jest prawie równoważny. I tak np. International SOTV, przy masie własnej 3040 kg oferuje ładowność 2903 kg.

Należy przy tym pamiętać, że samo zdefiniowanie ładowności - poprzez podanie żądanej masy - to jedno, a zapewnienie odpowiedniej kubatury do przewozu amunicji, żywności, dodatkowego paliwa, wody sprzętu i wyposażenia na wykonywanie autonomicznej operacji przez 7 dni walki - to drugie. Należy również pamiętać, że tak obładowany wóz ma być jeszcze zdolny do działań/walki.

Zastosujemy wymaganego poziomu opancerzenia, zabezpiecza przed wybuchem granatu czy niewielkiej miny (innego małego ładunku). W tym przypadku zastosowanie foteli przeciwwybuchowych nie będzie miało większego znaczenia. Natomiast, w przypadku większego ładunku lub miny, nastąpi zniszczenie całego pojazdu i również wówczas fotele nie zapewnią żadnej poprawy stopnia ochrony przewożonych żołnierzy. Ich jedyną funkcją w takim pojedzie będzie więc generowanie zbytecznej masy.

Jednocześnie zwiększając poziom zapewnianej ochrony zmniejszamy ładowność lub zwiększamy DMC a przez to ograniczamy mobilność taktyczną i operacyjną (głównie dotyczącą transportu drogą powietrzną).

Inną kwestią techniczną jest rozwiązanie sposobu przekazywania danych rozpoznawczych. Problem związany jest z faktem, że takie pojazdy - operujące na głębokości 100÷150 km, będą niewątpliwie źródłem promieniowania elektromagnetycznego, z zamontowanego na nich sprzętu np. łączności czy rozpoznania (ale również innego rodzaju promieniowania emitowanego przez np. głowice optoelektroniczne). Mogą być zatem dla przeciwnika, łatwym do namierzenia celem.

Oprócz kwestii czysto technicznych dotyczących konstrukcji pojazdu warte przedyskutowania są również te związane z taktycznym wykorzystaniem go w działaniach prowadzonych przez poddział/grupy dalekiego rozpoznania.

CH-53G
Śmigłowce CH-53G jeszcze przez lata pozostaną "koniem roboczym" niemieckich sił zbrojnych, pozostając w służbie już cztery dekady - fot. ©Bundeswehr/Mandt

Przerzucenie grupy rozpoznawczej i jej wyposażenie do wymaganego rejonu działań powinno być poprzedzone operacjami dokładnego rozpoznania, obezwładnienia środków obrony przeciwlotniczej i WRE przeciwnika na całej trasie lotu, zapewnienia wsparcia lotniczego, CSAR i skutecznego systemu przekazywania oraz analizy danych w czasie rzeczywistym.

Planując przerzut drogą powietrzną należy ustalić jej przebieg nad terenem utrudniającym przeciwnikowi oddziaływanie za pomocą różnych środków. Sam przelot (szczególnie śmigłowcami) jest związany z trudnym manewrowaniem w celu ominięcia przeszkód terenowych czy zabudowy. Przy czym takie loty nie sprzyjają transportowi sprzętu na zawiesiu zewnętrznym. Wymagają więc użycia ciężkich śmigłowców transportowych, zdolnych do przenoszenia ładunku wewnątrz kadłuba (co wpływa też na polepszenie manewrowości - zewnętrznie zaczepiony ładunek wręcz utrudnia manewrowanie śmigłowcem podczas lotu).

Problem polega jednak na tym, że SZ RP ciężkich śmigłowców na razie nie posiadają. Również wydzielenie odpowiednich sił do zabezpieczenia takiego przerzutu jest raczej poza naszymi możliwościami. Niezależnie czy transport odbywa się śmigłowcem czy samolotem transportowym, jego organizacja wymaga zaangażowania samolotów czy śmigłowców zabezpieczających przelot (wsparcia i osłony), odpowiednich systemów WRE i rozpoznania, przekazywania i odbioru danych. Wydzielenie takich środków na potrzeby np. dwóch załóg i pojazdów, w czasie prowadzenia dynamicznych działań wojennych i przy pilnych innych potrzebach wydaje się obecnie mało realne. Do tego dochodzi kwestia ewakuacji danej grupy, po wykonaniu wyznaczonej misji.

Już teraz mamy pewne doświadczenie związane z eksploatacją w wojskach rozpoznawczych pojazdów typu quad które wykazują się ograniczoną przydatnością do realizacji stawianych im zadań. Może powinno ono stanowić podstawę do oceny, czy stawiane przed nim zadania będzie w stanie w pełni spełaniać LSV?

Z drugiej strony pojazdy tej klasy znajdują się na uzbrojeniu armii sojuszniczych. Wprowadzenie ich ma więc szansę zwiększyć możliwości działania we współpracy z sojusznikami dysponującymi ciężkimi śmigłowcami. Pytanie tylko, czy w obecnej sytuacji jest to priorytet dla wojska.

Sama taktyka działania takiej grupy jest zasadna tylko na niektórych obszarach (np. w Afryce) i podczas prowadzenia konfliktu o niskiej czy średniej skali intensywności, w sytuacji dysponowania przewagą lub pełnym panowaniem w powietrzu. Sytuacja była by zgoła odmienna przy konflikcie o dużej skali intensywności, prowadzonym z przeciwnikiem o porównywalnym lub większym potencjale i dynamicznie zmieniającej się sytuacji taktyczno-operacyjnej.

Podsumowanie 

Pomijając dyskusyjną kwestię skuteczności i zasadności prowadzenia dalekiego rozpoznania przez żołnierzy wyposażonych w LSV, pojawiają się dodatkowe problemy związane z technicznymi i taktycznymi założeniami dotyczącymi samego pojazdu, jak również sposobu wykorzystania go w walce. Niewątpliwie jeśli dojdzie do ostatecznego wyboru, powstanie pewna grupa zadań/problemów do rozwiązania zarówno przez wybranego producenta (dotyczące konstrukcji samego pojazdu), jak i przez wojska lądowe (dotyczące wypracowania właściwych metod jego użycia).

Otwartym pozostaje pytanie, czy właściwszym kierunkiem wobec obecnych i przyszłych zagrożeń pola walki oraz naszych realnych możliwości nie byłoby rozwijanie bezzałogowych systemów dalekiego rozpoznania, które mogły by zostać rozrzucone w interesujących nas obszarach (lub wcześniej tam być pozostawione) i zbierać dane na sygnał pozostając przez okres oczekiwania w stanie uśpionym/czuwania.

Co zaś do samej konstrukcji pojazdu, to ciekawym rozwiązaniem (zmniejszającym koszty pozyskania i przyszłej eksploatacji) mogło by być wykorzystanie do budowy polskiego LSV wspólnego podwozia z wozem wybranym w programie następcy Honkera, o kryptonimie Mustang.

Marek Dąbrowski 

 

 

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 34
Reklama
zLoad
wtorek, 28 czerwca 2016, 13:55

I O TO CHODZI. Nie ma nawet jeszcze zdjec a juz wiadomo ze sa konieczene, ze sa niezbedne. Na obcych planach dojedziemy max do nastepnej wojny

Jaksar
niedziela, 26 czerwca 2016, 10:52

Pojazdy są tańsze od sprzętu który nasza armia potrzebuje naprawdę a na który nas nie stać a każdemu rządowi zależy by w każdym sektorze państwowym coś przypoisać sobie. Pojazdy te są potrzebne macierewiczowi na pokazy i defilady, w konflikcie zbrojnym bez posiadania ciężkich śmigłowców (może dostaniemy od amerykanów coś ze złomu od lat rdzewiejącego na pustyni w Meksyku i będziemy się cieszyć) jest bez sensu. Z tego co widać nasz MON nie ma wogóle opracowanej stratergi wkorzystywania polskich sił zbrojnych w razie konfliktu, wzoruje się jedynie na poligonowych pokazach krajów europy zachodniej!

Afgan
poniedziałek, 27 czerwca 2016, 19:42

Osobiście uważam taki pojazd do zadań typowo zwiadowczych za bezsensowny. Brak opancerzenia, brak jakiegoś sensownego uzbrojenia p-panc. i tak dalej. Można wykorzystać zwiadowców na quadach, a jeszcze lepiej drony. Jeżeli chodzi o jakieś rajdy daleko za linie wroga, to fajnie to wygląda w filmach typu "Rambo" jednak w rzeczywistości to wielkie ryzyko dla żołnierzy biorących udział w takich misjach. Zakup tego pojazdu tylko do zwiadu to wydatek co najmniej dyskusyjny. Gdyby to cudo jeszcze strzelało jakimiś PPK to ewentualnie, do jakiegoś szybkiego ataku z ukrycia i natychmiastowej ucieczki by się mogło nadać, jednak do tego lepiej się sprawdzają śmigłowce bojowe.

tj
sobota, 25 czerwca 2016, 21:42

W "bojowych" Honkerach można było na drzwiach zawiesić kamizeli kuloodporne, tu nawet tej możliwości nie ma. Jedna seria z boku wybija całą załogę. O zastosowaniach zimowych tego wynalazku nie ma co marzyć.

SAS
sobota, 25 czerwca 2016, 21:24

Jak zwykle jakieś wydumane zakupy w ramach wydumanych koncepcji zamiast kompensacji funduszy w konkretny program jak BWP. Mniej wydano na prace koncepcyjne w zakresie BWP niż na toyoty Hillux nie mające żadnej wartości bojowej.

MadMax
wtorek, 28 czerwca 2016, 22:56

Pytanie podstawowe: Żmija dla ZWIADU? = sens niewielki. Czy Żmija dla WOJSK POWIETRZNODESANTOWYCH = sens wysoki.

GPAS
sobota, 25 czerwca 2016, 20:47

Że nawiążę do pierwszego foto. Kiedyś mówiono modernizacji wszystkich beryli do wersji Pomysł zechł ???

dwadad
sobota, 25 czerwca 2016, 23:50

Wszystkie kolejne beryle kupowane przez MON są w wersji 96c ze zdjecia, ostatnie negocjacje dot. 17 tys karabinkow

Jan53
sobota, 25 czerwca 2016, 18:58

Czego to nie mamy.......na papierze jak zawsze jesteśmy mocarstwem

siemowit
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 10:11

ten pojazd ma zalete - zainstalować na nim wrzutnie przecwpancerną - szybki zwinny strzela i zmienia pozycje. Ja bym dodal do niego silnik elektryczny zeby byl cichy.

Jas
piątek, 1 września 2017, 00:41

LPU Lekki pojazd udupczony jaki teren my mamy nim rozpoznawać? Z łodzi nad morze? Kolejna machloja

frankie
sobota, 25 czerwca 2016, 17:46

na ten moment zupełnie zbędny zakup

tak tylko...
sobota, 25 czerwca 2016, 17:21

Według mnie odpowiedź na pytanie: drony dalekiego rozpoznania, czy samochody, jest prosta. Jedno i drugie. Im większe bogactwo możliwych do użycia środków, tym trudniej będzie przeciwdziałać wrogowi. Nie ma środków walki doskonałych, prędzej, czy później przeciwnik nauczy się je zwalczać, im będzie ich więcej, tym więcej zabierze mu to czasu. To właśnie różnorodność i współdziałanie różnych rodzajów broni daje przewagę na polu bitwy. Czy jest to opłacalne? Co zrobi większy bałagan na zapleczu wroga: jeden Rosiek, czy 30 takich samochodów?

olo
niedziela, 26 czerwca 2016, 21:19

Do AMATORÓW piszącym brednie pod tekstem. Tymi maszynami nie będziemy walczyć tylko będą potrzebne żołnierzom zwiadu aby szybko się przemieszczać patrz motocykle czy quady. Czy waszym zdanie żołnierze zwiadu mają piechotą zapylać czy w Leonie jeździć ? To mają być małe łatwe do ukrycia a zarazem silne maszyny aby pomogły żołnierzom sił specjalnych czy zwiadowi do przemieszczania się w trudnym terenie wraz z ekwipunkiem.

zLoad
piątek, 1 lipca 2016, 23:29

To ja Ci odpowiem ze produkcje trzeba od czegos zaczac. Rosomaki to jest obca technika (mimo ze produkowana przez nas). idealny stary SPECJALISTO. Jak bys nie zawuazyl to NIE MAMY NIC

Afgan
wtorek, 28 czerwca 2016, 00:25

Te zadania mogą wykonać zwiadowcy na quadach, drony (zarówno powietrzne jak i lądowe bezzałogowe pojazdy zwiadowcze), śmigłowce którymi można przerzucić oddział na tyły wroga, satelity obserwacyjne i wiele innych dostępnych środków. Są ważniejsze potrzeby dla wojska niż pojazdy z filmu "Mad Max".

Antex
poniedziałek, 27 czerwca 2016, 03:02

między piechotą a Leonem, może być coś pośredniego ... np w rodzaju Honkera (mam na myśli klasę pojazdów anie ten konkretny model). Narzekacie na wzrost liczby kalibrów w artylerii, MW itp, na więcej typów maszyn w lotnictwie ... a teraz coś takiego ciepłą rączką ..

Tor
niedziela, 26 czerwca 2016, 20:58

Nie jestem specjalistą od wojskowości, ale interesuję się tym. Chciałem tylko zwrócić uwagę na mylący tytuł artykułu. Lekki pojazd Żmija w WP. Mześle sobie, kurczę, nigdy o takim pojeździe nie słyszałem. Wpisuje w Google, nic, tylko ten artykuł... No wiec czytam. Okazuje sie ze taki pojazd nie istnieje, jest tylko program Żmija, który przewiduje powstanie lekkiego pojazdu. Moze detal, ale myśle, ze na takim portalu, który bardzo lubię i szanuje, powinno być troszkę więcej precyzji i dokładności w przekazywaniu informacji...

Marek
poniedziałek, 27 czerwca 2016, 01:40

Sugerowałbym więc czytanie ze zrozumieniem. Pomijając sensowność bądź brak sensowności dotyczącej tego typu pojazdów, "żmija" nie jest pojazdem tylko nazwą czegoś, co zamierzamy w ramach tego programu pozyskać. Pojazdów zaś, które spełniają te wymogi jest na świecie zaś do cholery. Rzecz w tym, coby wybrać sobie taki, który spełnia wymogi zamawiającego.

rcicho
sobota, 25 czerwca 2016, 14:57

W naszych warunkach klimatycznych (zima śnieg, mróz do -20 C) każdy tego typu wóz powinien być zabudowany z jakimś tam ogrzewaniem a nie wozy otwarte dobre na eskapady terenowe w tropiku.

ziom
sobota, 25 czerwca 2016, 14:02

Dyskusyjna przydatność odkrytych pojazdów w naszych warunkach geograficznych. Honker daje radę, a za te żmije zapłacimy jak za złotego rolls-royce'a - i oby tylko tyle. Są ważniejsze zdolności i potrzeby, które należy wspierać.

No Doubt
sobota, 25 czerwca 2016, 12:58

"quad które wykazują się ograniczoną przydatnością do realizacji stawianych im zadań" Nie zgodzę się z tą opinią, oczywiście quady mają swoje wady, są nimi przede wszystkim mały zasięg i głośność napędu. Natomiast przekraczalność terenu i ładowność są b. dobre. Na pierwszych tego typu pojazdów w WP jednoosobowych Hondach bez problemu jeździły 2 osoby i sporo sprzętu, mimo najsłabszego silnika w tym typie dawał sobie radę, warte wspomnienia są również metody pływania opracowane swego czasu w Siedlcach. Moim osobistym faworytem w tym przetargu są Polarisy znane z użytkowania w SF.

WojtekMat
niedziela, 26 czerwca 2016, 09:58

"mały zasięg i głośność napędu" Te 2 wady je dyskwalifikują. Zwiad z definicji wymaga większego zasięgu i dyskrecji. Wykorzystanie quada w zwiadzie : cichy holownik dowozi (niezauważenie) quad w pobliże przeciwnika po czym uruchamia się głośnego quada aby zbadać trudniejszy teren (czyli krzaki gdzie i tak nic nie wjedzie) ? I dyskrecję diabli biorą.

poznaniak
niedziela, 26 czerwca 2016, 14:41

Po co kupować następny rodzaj pojazdów o raczej znikomym znaczeniu bojowym w naszych warunkach.To nie Afryka czy bananowe republiki,ewentualny konflikt u nas to będzie starcie czołgów, bwp i artylerii.Szukamy następcy Honkera więc dlaczego nie wybrać takiego pojazdu,który będzie można tak skonfigurować,by spełniał kilka funkcji-w tym w razie nagłej potrzeby również rozpoznawczą.Generalnie w naszych warunkach zwiad należy oprzeć na dronach w wielu konfiguracjach w tym z uzbrojeniem.Ciągle jestem zdania ,że konflikt na wschodzie Europy zawsze kieruje się swoimi specyficznymi prawami,choćby ze względu na to ,że Rosja nigdy nie szanowała życia swoich żołnierzy,no i strasznie lubuje się w sile ognia no i ilości żołnierzy i wozów bojowych.

Marek
poniedziałek, 27 czerwca 2016, 02:09

Ze stawianiem wszystkiego na drony byłbym bardzo ostrożny. W republikach bananowych jest to co prawda bardzo użyteczny sprzęt, który nie tylko minimalizuje własne straty ludzkie, ale także pozwala na zadawanie strat przeciwnikowi przez operatora, który popija sobie za pulpitem w komfortowych warunkach kawę. Tyle tylko, że jeśli nie daj Panie Boże u nas dojdzie do wojenki, to będziemy mieli za przeciwnika nie prymitywów z buszu, tylko ludzi, którzy wiedzą, co z dronami przeciwnika należy zrobić. Znacznie lepiej niż służby, które uziemiają hobbystyczne drony przy cywilnych lotniskach, Tak więc w tym miejscu gdzie jesteśmy klasyczne metody rozpoznania wcale nie tracą na znaczeniu. Dron owszem. Użyteczna rzecz. Ale tylko jako część składowa całego systemu. No i jeszcze jedno. Dron może posłać komuś "przesyłkę". Może rozpoznać teren. Ale nie przyprowadzi nikogo do miejsca, w którym specjaliści od wywiadu udzielają lekcji śpiewu przy pomocy "soku kanarkowego". A informacje uzyskiwane przez takich ludzi są bezcenne.

m
niedziela, 26 czerwca 2016, 21:19

Fakt

Paweł K. Malicki
niedziela, 26 czerwca 2016, 12:54

"Lekki pojazd jednostki powietrznodesantowej" (konkretnie 82 dywizji) to Polaris Dagor

ucho
niedziela, 26 czerwca 2016, 11:50

"Mogą być zatem dla przeciwnika, łatwym do namierzenia celem." Czysta teoria nie poparta żadnym doświadczeniem. Krótka cyfrowa transmisja przykryta kryptograficznie realizowana w różnych porach z różnych miejsc w rejonie działalności operacyjnej pododdziałów przeciwnika jest wykrywalna ale nie możliwa do namierzenia. Wyobrażenie potęgi WE w zetknięciu z nowoczesnymi środkami łączności (przy ich właściwym wykorzystaniu) to MIT.

zLoad
wtorek, 28 czerwca 2016, 14:05

Lekka zmechanizowana armia,dynamiczna, jakis 60% takiego uzbrojenia do tego zaawanzowaner uzbrojenie jak MBT = ktos zaczal powaznue myslec o wojsku

zLoad
piątek, 1 lipca 2016, 23:58

Oczywiscie procetnowo, 15% jedego rodzaju ,25 innego itp.

zLoad
piątek, 1 lipca 2016, 23:34

Oczywiscie jest to dopiero poczatek prac ktore polegaja na zaplanowaniu przez inzynierow schematow ktore zbrojeniowka zrealizuje ale, bez lekkich maszyn nie dojdziemy do ciezszych. Nie zbudujemy Krazownika jesli nie umiemy robic kutra. Technologia moze pojsc do cywila i do produkcji aut (daleka droga ale o tym mogl mowic ten premier rozwoju czy Morawiecki). I tu widac plany PiS. Tak wiec najpierw nabierzemy doswiadczenia na lekkich maszynach zeby miec wprawe przy ciezszych. Budowa czolgu to jest ogrom pracy, cala masa elementow do poskladania takich samych jak przy lekkich pojazdach - podstawowe elementy skladowe sa takie same (kola , os, naped) tylko stopien zaawansowania duzo wiekszy.

Emeryt z Intelligence
niedziela, 26 czerwca 2016, 11:27

Najwyższy czas Panie Macierewicz odsunąć od decyzji miłośników wojsk ekspedycyjnych. Naszym jednostkom dalekiego rozpoznania potrzebne są drony, dostęp do rozpoznania satelitarnego, niezawodne środki łączności i nawigacji. Na początek to dajmy im to i dobre lornetki. Czy my zamierzamy zaatakować Rosję? Gdzie im zrzucimy te pojazdy? Na Syberii?

zLoad
piątek, 1 lipca 2016, 23:56

A ja uwazam ze podstawa to logistyka, mozliwosci przesylu wojska (oczywiscie najpierw jego posiadania bo uwazam ze go nie mamy) w kazde miejsce globu. Zorganizowanie transportu zaopatrzenia slowem logistyka. Wiec transport powietrzny. Utworzenie go ale razem ze srodkami walki (sa juz przygotowywane lekkie pojazdy wojskowe - na poczatek). Ale najpierw gospodarka. Potem wszystko inne. Gospodarka musi sfinansowac badania militarne, potem technologia do niej wrocic, zarobic w niej pieniadze i dac kase na zbudowanie armii. I potem cala reszta. Prace nad badananiami caly czas.

m
niedziela, 26 czerwca 2016, 21:22

Dostęp do rozpoznania satelitarnego WP ma już od paru lat - kwestia udostępniania tych danych na niższe szczeble w czasie rzeczywistym, Swoją drogą, nie prościej napisać:' Bezpieczniak z WSI" ? To bardziej swojsko i bliżej prawdy .....

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama