Dowódca dywizji w Elblągu: mamy okno na świat dla naszych oficerów [WYWIAD]

10 grudnia 2018, 17:11
Krzysztof Motacki
Gen. dyw. Krzysztof Motacki. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Mamy okno na świat dla naszych oficerów, spełniamy wszystkie wymagania NATO – powiedział w rozmowie z Defence24.pl dowódca Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód w Elblągu gen. dyw. Krzysztof Motacki. Jego jednostka przeszła ostatnio sprawdzian i teraz zacznie koordynować bataliony NATO na wschodniej flance. Generał mówi m.in. o pozytywnych ocenach nowych wozów dowodzenia na podwoziu Rosomaka, choć dodaje, że można je poprawić.

W ubiegłym tygodniu, na zakończenie ćwiczenia Anakonda-18 dowództwo Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód (ang. Multinational Division North East, MND-NE) w Elblągu zostało oficjalnie certyfikowane, co oznacza, że potwierdzono, że sztab wraz jednostką wsparcia osiągnęły zakładany poziom gotowości. Tworzenie dowództwa rozpoczęło się po szczycie NATO w Warszawie w 2016 r. Polska jest w nim krajem ramowym, co oznacza, że wystawia większość personelu i wyznacza dowódcę. Certyfikacja była połączona z awansami generalskimi dla dowódcy dywizji gen. dyw. Krzysztofa Motackiego i szefa jej sztabu gen. bryg. Piotra Malinowskiego.

Rafał Lesiecki, Defence24.pl: Gratuluję panu awansu i gratuluję dywizji udanej certyfikacji. Na czym ona polegała?

Dowódca Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód gen. dyw. Krzysztof Motacki: Dziękuję. Mój awans to wynik ciężkiej pracy całego dowództwa i Pułku Wsparcia Dowodzenia Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód.

Certyfikację rozpoczęliśmy w ubiegłym roku. To był proces określony dokumentami NATO i podzielony na etapy. W czerwcu dostaliśmy zadanie i planowaliśmy działania bojowe. W październiku odbyła się pierwsza faza certyfikacji – w koszarach sprawdzano ukompletowanie, wyposażenie, procedury i przygotowanie ludzi. Druga faza, czyli sprawdzenie praktycznego działania, miała miejsce w ramach ćwiczenia Anakonda. Trzecią fazą był tzw. przegląd po akcji (ang. after action review), czyli omówienie, podczas którego podawana jest ostateczna ocena.

Szef MON Mariusz Błaszczak zdążył już powiedzieć, że dowództwo otrzymało ocenę doskonałą (ang. excellent). W dokumentach NATO odpowiada to wynikowi powyżej 90 proc.

Ocena była bardzo dobra, ale nie przywiązujemy się do nazw. Na pewno możemy być bardzo dumni z tego, co zostało osiągnięte. Poziom był bardzo wysoki.

Jakie zadania wykonywaliście na Anakondzie?

Prowadziliśmy operację obronną – osłonę granicy do pewnej linii, następnie działania opóźniające, załamanie natarcia przeciwnika i planowanie przejście do następnej fazy. Słowem, przećwiczyliśmy wszystkie rodzaje działań bojowych.

Jakiego obszaru broniliście?

Sytuacja była ćwiczebna. Sprawdzian polegał na tym, żeby dywizja była zdolna do działania niezależnie, w jakim miejscu się znajdziemy.

Na co dzień dowództwo znajduje się w Elblągu, w północno-wschodniej Polsce, niedaleko przesmyku suwalskiego, który jest newralgicznym punktem na mapie regionu. Jak najlepiej przygotować się do jego obrony?

Nie wiem, czy kryzys nastąpi w przesmyku suwalskim czy w innym miejscu. Dlatego dowództwo dywizji ma status zdolnego do przemieszczenia (ang. deployable), czyli możemy działać tam, gdzie będzie potrzeba.

Jakie teraz zadania przed dywizją?

Po pierwsze, jako certyfikowane dowództwo jesteśmy zdolni do wykonywania zadań dotyczących działań w ramach artykułu 5. traktatu waszyngtońskiego (mówi on o wspólnej obronie w NATO – przyp. red.).

Po drugie, przejmujemy sprawy związane funkcjonowaniem batalionowych grup bojowych, które są na wschodniej flance w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności (ang. enhanced Forward Presence, eFP). Tu zadania postawi nam dowódca Wielonarodowego Korpusu Północny Wschód w Szczecinie. Obejmują one dwa obszary – świadomość sytuacyjną i szkolenie. Bataliony ściśle współpracują z dowództwami brygad w poszczególnych krajach. Obecnie następnym elementem jest dowództwo korpusu w Szczecinie. Po certyfikacji będziemy szczeblem pomiędzy brygadami a korpusem.

Na wasze funkcjonowanie może wpłynąć powołanie dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północ, którą chcą stworzyć Dania, Łotwa i Estonia na bazie tzw. dywizji duńskiej. Jeżeli powstanie nowa dywizja wielonarodowa, przejmie część brygad z batalionami eFP.

Nie wiem, jakie zadania w przyszłości będzie miała dywizja północna. Dowódca dywizji duńskiej był u nas, znamy się osobiście. Obszar jest na pewno na tyle rozległy, że znajdzie się wystarczająco pracy dla nas dwóch.

Jaki jest poziom gotowości dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód po certyfikacji? Nie spotkałem żadnych konkretnych informacji na ten temat, a w przypadku przekształceń, jakie przeszedł w ostatnich latach korpus NATO w Szczecinie, czas na osiągnięcie gotowości do wykonywania zadań został skrócony ze 180 dni do 90 dni lub krócej. Jak jest w przypadku dywizji w Elblągu?

Ta informacja nie została podana do publicznej wiadomości i nie będę o tym mówił. Pewne sprawy na szczeblach taktycznych są znacznie bardziej konkretne niż uogólnienia na wyższych szczeblach. My jesteśmy częścią eFP i niech to wystarczy za odpowiedź.

Jaki jest stopień ukompletowania dowództwa?

Wysoki. Spełniamy wymagania.

W ubiegłym roku, gdy dywizja była tematem publicznie znanej korespondencji prezydenta Andrzeja Dudy z ówczesnym szefem MON Antonim Macierewiczem, można było się dowiedzieć, że docelowa wielkość dowództwa to 280 ludzi oraz że warunkiem osiągnięcia wstępnej gotowości jest obsadzenie 75 proc. stanowisk, czyli 220.

Mogę tylko potwierdzić liczbę 280.

Ilu pańskich podwładnych jest spoza Polski?

Kilkudziesięciu.

Ile państw jest zaangażowanych w dowództwo dywizji i które są najliczniej reprezentowane?

Łącznie z Polską państw jest 15. Z zagranicy mamy najwięcej żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych i Republiki Czeskiej.

Ma pan czeskiego zastępcę. Do dowództwa dywizji miała być także afiliowana czeska brygada. Co się dzieje w tej sprawie?

Afiliacja leży ponad mną, ale proszę wziąć pod uwagę, że dywizja dopiero uzyskała określoną zdolność do działania. Natomiast czeska 7 Brygada Zmechanizowana brała z nami udział w ćwiczeniach Saber Strike i Anakonda.

Jakie wymagania musiało spełnić dowództwo, żeby uzyskać certyfikację?

Lista wymagań liczy ponad 1300 pozycji. Każde z nich było oceniane w czterostopniowej skali. Żeby otrzymać najwyższą ocenę trzeba było spełnić co najmniej 90 proc. kryteriów określonych w dokumentach. Wymagania są pogrupowane w pięć obszarów – ogólny, operacyjny, wsparcia, łączności i spraw administracyjno-prawnych. Ostateczny wynik nie jest prostą średnią matematyczną. Nie osiągnie się statusu gotowości do działania (ang. combat ready), jeśli w którymś z obszarów ocena będzie niesatysfakcjonująca. Tak samo dyskwalifikujące jest, jeżeli dwa obszary zostałyby ocenione na poziomie marginalnym (ang. marginal), czyli od 50 do 65 proc., nawet jeżeli w pozostałych obszarach oceny będą najwyższe. Dlatego nie ma mowy, żeby odpuścić cokolwiek i liczyć, że się uda.

Ewaluację prowadził kilkudziesięcioosobowy zespół z różnych krajów. Obserwowali nas, zadawali pytania. Był to dla nas bardzo poważny egzamin międzynarodowy.

Który z tych obszarów był najtrudniejszy?

Trudne były wszystkie, natomiast najbardziej wymagający był obszar łączności, bo wymagał realnego sprzętu. Tuż przed ćwiczeniem dostaliśmy nowe wozy dowodzenia na bazie kołowych transporterów opancerzonych Rosomak.

Czy można powiedzieć, że bez tych wozów nie przeszlibyście certyfikacji?

Nie jest to takie proste. Równie dobrze można było użyć innych wozów i radiostacji przewoźnych. Natomiast na pewno opancerzone wozy dowodzenia są w naszym wypadku wartością dodaną.

Jest pan pierwszym użytkownikiem Rosomaków WD. Jakie są pierwsze spostrzeżenia?

Bardzo pozytywne. Jest to jakościowy przełom – i technologia, i sprzęt łączności.

Fot. Juliusz Sabak/Defence24.pl
Fot. Juliusz Sabak/Defence24.pl

To pierwsza seria. Na razie spełniają nasze wymagania, co nie znaczy, że uważamy je za rzecz doskonałą, bo wszystko można poprawić.

A ma pan już jakąś konkretną rzecz, którą chce pan poprawić?

To szczegółowa kwestia związana z transmisją łączności, pasmami itp. Nie jest tak, że musimy to poprawić, po prostu myślimy już o przyszłości.

Z wojska słychać pozytywne opinie o tych wozach, ale zastanawiam się, na ile wynikają one z tego, że ten sprzęt jest dobry, a na ile z tego, że od tak dawna był oczekiwany.

Pozytywna ocena wynika z tego, że zasadnicze wymagania, które zostały sformułowane u nas, spotkały się z szybką odpowiedzią przemysłu i możemy wprowadzać te wozy do linii. Pierwsze siedem sztuk trafiło do nas.

Jeśli wymagania wyszły z dywizji w Elblągu, to czy wyposażenie nie było uszyte na miarę tej dywizji?

Moim zdaniem na miarę każdej dywizji, bo każda dywizja polska jest też jest dywizją NATO w tym sensie, że jesteśmy w Sojuszu.

Różnica polega jedynie na tym, że Wielonarodowa Dywizja Północ-Wschód musi mieć trochę więcej sprzętu łączności, bo nie mamy stałej struktury. Nie wiemy, czy dowolna brygada z dowolnego kraju będzie miała w pełni kompatybilny sprzęt. Naszą rolą jest więc wysłać pewne elementy do nich. Tymczasem w Polsce wiemy, jaki jest sprzęt w brygadach.

Te wymagania sprawiły, że mamy pułk wsparcia dowodzenia, podczas gdy w polskich dywizjach są bataliony dowodzenia. Drugim powodem jest fakt, że musimy być gotowi do przemieszczania na większe odległości.

Na długo przed zakończeniem certyfikacji kilka razy usłyszałem publiczne wypowiedzi, że na pewno ją przejdziecie. Czyżbyście byli tak doskonale przygotowani, czy może pragnienie zakończenia tego procesu z sukcesem było tak wielkie?

O to, co kto miał na myśli, najlepiej pytać autorów tych wypowiedzi. Mogę powiedzieć, że z każdego etapu certyfikacji wynikały określone oceny. Poza tym dywizja już wcześniej brała udział w ćwiczeniach, np. Saber Strike. Opinie na temat naszego funkcjonowania zawsze były pozytywne. Tym niemniej do końca certyfikacji robiliśmy wszystko, żeby wypadła jak najlepiej. Jeszcze przed ćwiczeniem Anakonda przez dwa tygodnie prowadziliśmy treningi sztabowe na docelowym stanowisku dowodzenia, żeby solidnie się przygotować.

O pańskiej nominacji generalskiej dowidzieliśmy się oficjalnie jeszcze przed zakończeniem ćwiczenia.

Nie wiem, czy można to łączyć z certyfikacją. Na ćwiczeniu walczyliśmy do końca.

Z drugiej strony wiele się teraz mówi o tożsamości stopnia ze stanowiskiem, a w porównaniu z pozostałymi dowódcami dywizji długo musiał pan czekać na drugą "gwiazdkę".

Żołnierska to rzecz.

Ceremonia wręczenia awansów generalskich była inna niż zwykle. W czwartek, w Elblągu odbyła się w warunkach polowych. Pan jako jedyny ma możliwość porównania, bo awans do stopnia generała brygady odbierał pan "tradycyjnie", w Warszawie w 2009 r. Który ceremoniał bardziej się panu podobał?

Nominacja generalska jest zawsze ogromnym przeżyciem i trudno odróżnić, za którym razem emocje były większe. Ta ceremonia była po prostu wspaniała tym bardziej, że była związana z zakończeniem certyfikacji i osiągnięciem pełnej gotowości przez dowództwo dywizji.

Jakie były koszty osiągnięcia zdolności przez dowództwo dywizji? Pytam o pieniądze, czas, wysiłek itp.

Wysiłek był ogromny. Praktycznie było to półtora roku naszego życia. Pieniądze niemałe, same wozy dowodzenia kosztowały ok. 80 mln zł. Powstaje nowy budynek, do którego się przeprowadzimy. Plany przygotowała jeszcze 16 Dywizja Zmechanizowana. Kosztów nie znam, bo zajmuje się tym Rejonowy Zarząd Infrastruktury.

Niezależnie od tego chcę zwrócić uwagę, że sformowanie dowództwa dywizji, gdzie wiele stanowisk jest dla młodszych oficerów, którzy będą działać w środowisku międzynarodowym, to rzecz bezcenna dla nas jako kraju ramowego. Ci żołnierze spełniają standardy NATO. Dalszy rozwój tych ludzi na pewno przyniesie korzyści siłom zbrojnym.

Do kosztów należałoby jeszcze doliczyć konsekwencje przeniesienia do Białobrzegów dowództwa 16 Dywizji Zmechanizowanej, która mieściła się w Elblągu.

Nie mogę się do tego odnieść, bo nie wiem, jakie to są koszty. Faktem jest, że jeśli chodzi o Elbląg, to stan osobowy wielonarodowej dywizji jest większy niż polskiej, a pułk wsparcia dowodzenia jest większy niż batalion dowodzenia.

Ilu pańskich ludzi służyło w Elblągu, zanim zaczęło się formowanie wielonarodowej dywizji?

Kilkudziesięciu.

Są tacy, którzy twierdzą, że nową zdolność zbudowaliśmy kosztem innej zdolności i teraz musimy odtwarzać 16 DZ. Gdy w lipcu publicznie padły słowa o wyprowadzaniu wojska ze "strefy komfortu", to oficerowie z Białobrzegów nie mogli się nadziwić, bo pracowali w kontenerach jak by to była misja w Afganistanie. Nie zastanawiał się pan, czy przełożeni – bo to nie była pańska decyzja – wybrali najbardziej optymalny sposób budowy dywizji, którą pan dowodzi?

Odpowiadam za zbudowanie dowództwa i to zostało wykonane. Powstała Wielonarodowa Dywizja. Państwem ramowym jest Polska. Ocena bardzo wysoka. Spełniamy wszystkie wymagania NATO. Mamy okno na świat dla naszych oficerów.

Dziękuję za rozmowę.

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
???
środa, 12 grudnia 2018, 22:37

się nieśmiało zastanawiam, czy to tak trudno poprawnie napisać nazwę jednostki? Jest Pułk Wsparcia Dowodzenia Dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północny-Wschód, oraz Wielonarodowa Dywizja Północny-Wschód, a nie jakieś pomijanie i przekręcanie nazwy.

Aldona
wtorek, 11 grudnia 2018, 23:35

A ilu żołnieży jest w tej haha certyfikowanej dywizji? Dowódca i dówch zastępców z budżetem 100 mln złotych?

Harry 2
wtorek, 11 grudnia 2018, 17:30

Pomimo wielu "ciepłych" i pozytywnych słów pana oficera, nadal wychodzę z założenia, że kadra oficerska zainteresowana jest przede wszystkim awansami, gażami.... a nie stanem naszej armii. MON i jego decyzje w sprawie unowocześniania naszej armii, nadania jej "siły bojowej" jest tego też dobitnym przykładem.

PODATNIK
wtorek, 11 grudnia 2018, 14:33

zdekapitowano coś by stworzyć cuś.......gdzie energi na to cuś ..MON musiał przekazać 30%.....mam nadzieję że będą walczyć do końca ..a nie jak dowodzenie z 1939...uciekając ..zostawiając problem września rezerwistom i cywilom...

turpin
wtorek, 11 grudnia 2018, 13:32

Doskonały tytuł. Alegoria Czyli Metafora. Moga sobie na standardy NATO przez owo okno popatrzyć. A gdzie drzwi?

jarooth
wtorek, 11 grudnia 2018, 08:51

A co z oknem na świat dla podoficerów "kręgosłupa armii"???

rambo
wtorek, 11 grudnia 2018, 02:13

Certyfikaty nie walczą. Dlaczego jeden Naczelny Wódz uciekł z pola walki w 1920 r.w Bitwie Warszawskiej a drugi w 1939?

Willgraf
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 20:13

Wojsko to nie kariera tylko służba..jak widać polskim oficerom amerykanizacja przewróciła w głowie

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama