Reklama
Reklama

Kwitnyk – precyzyjna amunicja artyleryjska z Ukrainy

17 stycznia 2016, 10:57
Fot. progres.inf.ua
Pocisk Kwintyk opracowano m.in. z myślą o użyciu w systemach artylerii samobieżnej 152 mm.Fot. mil.gov.ua.

Kwitnyk (kwietnik) to ukraiński pocisk kierowany, naprowadzany laserowo (metodą podświetlenia celu wiązką lasera) kalibru 152/155 mm. Przeznaczony jest dla systemów samobieżnych 2S19 Msta-S i 2S3 Akacja, opracowano także wersję z myślą o zachodnim kontrahencie kalibru 155 mm (standard NATO - Kwitnyk-E).

Kwitnyk został oficjalnie przyjęty na uzbrojenie SZU w grudniu 2012 r., jednakże produkcja seryjna, jeśli w ogóle była wdrożona, to była na minimalnym poziomie. Głównym problemem była oczywiście wysoka cena samego pocisku (200 tys. hrywien). Problem formalnego przyjmowania na wyposażenie armii nowych wzorów uzbrojenia, które jednakże nie były w rzeczywistości zamawiane przez wojsko, a co za tym idzie produkowane seryjnie, dotyczyło nie tylko pocisku kierowanego.

Siły Zbrojne Ukrainy (SZU) były chronicznie niedoinwestowane, a przemysł zbrojeniowy nakierowany na eksport. Mankamentem pocisku są także (były?) rosyjskie części, które z oczywistych powodów stały się niedostępne i musza zostać całkowicie zastąpione ukraińskimi komponentami.

Pocisk Kwitnyk (kwietnik) opracowały NWK Progress oraz biuro CKB Tocznist. Kwitnyk waży 48 kg, przy długości 120 cm (dla porównania analogiczny rosyjski Krasnopol waży ok. 50 kg, przy długości 130 cm). Pocisk naprowadzany jest półaktywnie laserowo, czyli z zastosowaniem podświetlania celu przez odpowiednie urządzenie. Samonaprowadzająca się głowica 9E421 waży 2,5 kg i pracować może w temperaturach w zakresie -40 do +50 stopni C. Zasięg pocisku mieści się w granicach 3-20 km. Pocisk może porażać różne cele, np. punkty dowodzenia, pojazdy pancerne w ruchu etc.

kwitnyk 2
Fot. progres.inf.ua

Pocisk korygowany jest dużo dłuższy niż klasyczny analog. Składa się z dwóch części, które szybko i łatwo można ze sobą scalić zaraz po wyjęciu ze skrzyni amunicyjnej. Po wystrzeleniu pocisku odstrzeliwana jest osłona głowicy naprowadzającej i rozkładają się elementy korygujące lot (skrzydełka i stateczniki). Po podświetleniu obiektu laserem pocisk uderza w cel i dochodzi do jego zniszczenia z użyciem głowicy odłamkowo-burzącej.

Pociski Kwitnyk 152 mm i Kwitnyk-E 155 mm przeszły w 2012 r. pomyślnie strzelania poligonowe. Ten ostatni prezentowany był na salonie IDEX-2007 r., w 2012 r. Odbyto nim strzelania w trakcie dużych manewrów “Perspektywa-2012”.

Z powodu skąpych informacji niewiele można powidzieć o szczegółach użycia bojowego pocisku w Donbasie. Nie ma ogólnie dostępnych informacji ani na temat ilości użytych pocisków, ani tym bardziej – co zrozumiałe - na temat jego efektywności. Latem 2014 roku  sztab ATO stwierdzał tylko ogólnie, że przeciwko terrorystom na wschodzie Ukrainy artyleria ukraińska stosuje amunicję kierowaną. “Wykorzystujemy “Kwitnyk”. Jeden wystrzał – koszt 200 tys. hrywien. Pocisk odłamkowo-burzący z laserowym naprowadzaniem. Drogo, ale efektywnie” - miał powiedzieć anonimowy członek sztabu ATO.

Znając realia konfliktu można być prawie pewnym, że strzelanie pociskiem kierowanym, jeśli rzeczywiście miało miejsce, to miało raczej charakter incydentalny. Nie można wykluczyć, że miało na celu sprawdzenie zachowania się pocisku w realiach bojowych. Zastanawia fakt, że nie podaje się do publicznej wiadomości (np. w formie kontrolowanego przecieku) informacji o użyciu tej precyzyjnej amunicji, a byłaby to przecież dobra reklama samego uzbrojenia i ważny element wojny informacyjnej.

Można się domyślać, że jeśli doszło do zastosowania bojowego pocisku Kwitnyk to cel dla artylerii został podświetlony np. przez pododdział specnazu. Problem jednak w tym, że w warunkach wojny o Donbas, wyposażenie sił specjalnych było słabe i chodzi tu m.in. o same wskaźniki celów, jak i elementy łączności. Barierą mogły być więc nie tylko stosunkowo nikłe zapasy amunicji kierowanej, ale także uwarunkowania taktyczne.

Trudno powiedzieć, czy w chwili obecnej pocisk jest produkowany seryjnie. Wiadomo tylko, że według doniesień prasowych jeszcze w kwietniu 2015 r. „Ukroboronprom” poszukiwał partnera w celu uzyskania potrzebnych komponentów. Z końcem listopada 2014 r. płk. Szostak z szefostwa planowania SZU stwierdził w jednym z wywiadów, że aż 70% komponentów pocisku Kwitnyk kal. 152 mm było pochodzenia rosyjskiego (analog Krasnopola), co spowodowało przerwę w produkcji (Szostak: z produkcji pocisku „przyszło zrezygnować”).

Osiągnięcia ukraińskich biur naukowo-technicznych, w tym NWK Progress, są także interesujące z polskiego punktu widzenia. W 2013 r. w trakcie MSPO-2013 nastąpiło zbliżenie polsko-ukraińskie. W prasie ukraińskiej pisano wówczas o przekazaniu Polsce licencji na produkcję pocisków Kwitnyk, co miało otworzyć dla firmy ukraińskiej rynek NATO-wski.

W trakcie MSPO-2014 Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem-Mesko prezentował projekt polskiej amunicji precyzyjnej kalibru 155 mm (dedykowanej dla Kraba i Kryla), który rozwijany jest oficjalnie we współpracy z ukraińską firmą Progress. Konstrukcja bazuje na ukraińskim “kwietniku”, który zresztą, jak wspomniano, przygotowywany był już wcześniej pod amunicję NATO – 155 mm.

Według dostępnych informacji Telesystem-Mesko planuje również wdrożyć urządzenie podświetlające wiązką laserową (LPC-1 z zasięgiem 5 km).

Użycie pocisków kierowanych słono kosztuje, poza jednak efektem bojowym (bardzo duża szansa zniszczenia celu punktowego) znacznie upraszcza także proces logistyczny. Na ten aspekt zwracał uwagę m.in. generalny konstruktor CKB Tocznist, który stwierdzał, że 16 pocisków Kwitnyk może wykonać zadanie, na które należałoby zużyć ok. 800 pocisków klasycznych.

Marcin Gawęda

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 30
WojtekMat
niedziela, 17 stycznia 2016, 11:50

I to jest kierunek w którym powinniśmy koncentrować działania. Mamy dobre wojska specjalne a taka amunicja zwielokrotniła by możliwości ich wykorzystania. Operator oznacza/oświetla cel a artyleria dalekiego zasięgu wystrzeliwuje pociski w zadany rejon. Dywizjon Krabów z odpowiednią amunicją i parę drużyn specjalsów jest w stanie w ten sposób sparaliżować przeciwnika w obrębie do 40 km od linii frontu. Na upartego do oznaczania celów można wykorzystać też drony. Niestety, obawiam się, że nasi decydenci myślący kategoriami II Wojny Światowej nie są w stanie tego zrozumieć. Dla nich w dalszym ciągu liczy się tylko ilość.

tryt
niedziela, 18 marca 2018, 21:35

Piszesz, że dywizjon krabów może dzięki takiej amunicji sparaliżować przeciwnika 40 km od linii frontu - bzdura. Po pierwsze, Kraby używając standardowej amunicji mają zasięg 40 km więc musiałyby strzelać z linii frontu a tego się nie praktykuje. Strzelają co najmniej z 10 km zza linii frontu. Po drugie chyba nie doczytałeś artykułu: \"Zasięg pocisku mieści się w granicach 3-20 km\" - więc skąd te 40 km, o których piszesz?

ddt
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 11:09

W tej koncepcji problemem jest konieczność podświetlania celu. W tej chwili wszystkie operacyjne czołgi i wiele innych pojazdów pancernych, a także ważne obiekty stacjonarne mają urządzenia ostrzegające o oświetleniu laserem. Urządzenie takie podaje także z grubsza informację, skąd nadbiega wiązka. Czas lotu pocisku 155 mm na odległość 40 km wynosi około minuty. Przez większość tego czas cel powinien być podświetlany. Trudno sobie wyobrazić, by pojazd (obiekt), który zostanie podświetlony wiązką, nie zareagował na to przez kilkadziesiąt sekund. A ma możliwości: od wezwania wsparcia śmigłowców, przez samodzielne ostrzelanie miejsca wysyłania wiązki z granatnika maszynowego po wystrzeliwanie granatów aerozolowych. A to oznacza poważne straty wśród grup podświetlających cele. W rosyjskim pierwowzorze tej broni, pocisku Krasnopol, zastosowano dodatkowo urządzenie synchronizujące, które skracało czas podświetlania do ostatnich 5 sekund przed uderzeniem, co rzeczywiście ograniczało możliwości reakcji celu. W tym artykule nie ma mowy o takim urządzeniu, więc nie wiadomo, czy licencja je także obejmuje, czy też nasi "inaczej myślący" decydenci, jak zwykle są niedoinformowani, i pozyskali tylko część technologii.

M.M
niedziela, 17 stycznia 2016, 17:01

Jak drogi i trudny w obsłudze jest taki podświetlacz laserowy? Dla mnie to brzmi, jak robota dla partyzantów z OT. Zamiast atakować czołgi z RPG-7 czy popełniać inne samobójstwa, mogli by z w miarę bezpiecznej odległości podświetlać cele. Ale musieliby myć wyposażeni w środki łączności.

kapralek
niedziela, 17 stycznia 2016, 15:11

Obawiam się że głównym problemem czy i z jaką stratą dla efektywności pocisku zastąpiono te "70% komponentów rosyjskich", patrząc na aktualne mozliwości ukraińskiego przemysłu jestem pesymistą... pzdr.

wokidoki
niedziela, 17 stycznia 2016, 14:34

Oczywiście że liczy się ilość. Jak ty sobie to wyobrażasz że Pan minister przyjeżdża na poligon a cała bateria oddaje 6 strzałów i zwija się bo amunicja za droga. Przecież to trzeba pokazać jacy silni jesteśmy. A że ma to mało wspólnego ze skutecznością to kogo to obchodzi. Ważne że Panowie z "naszaarmia" przyjadą i zrobią materiał jak to Kraby wspaniale strzelają. Swoją drogą ciekawe ile takich pełnych systemów (zmodernizowane armaty, amunicja, wskaźniki celów dla specjalsów) udało by się kupić gdyby tak np. zrezygnować z dwóch baterii Wisły i powiedzmy 20 śmigłowców wielozadaniowych. Jaki byłby wtedy współczynnik koszt-efekt. Powiedzmy że bierzemy kurs hrywny z 2013 (0,4zł za 1 hrywne) to daje nam pociski po 80 tyś PLN. Przeznaczmy na same pociski 2mld PLN to daje nam 25 000 pocisków kierowanych. Powiedzmy że uda nam się do wroga wystrzelić 20% zapasów amunicji czyli jakieś 5000 pocisków. Niech na zniszczenie celu potrzeba 3 pocisków daje nam to 1665 zniszczonych celów. Teraz niech co trzeci zniszczony cel to pojazd opancerzony bądź czołg o średniej (grubo zaniżonej!) wartościci 1 mln $. Daje nam to 555 mln $ czyli po obecnym kursie ponad 2 mld PLN. Oczywiście to tylko takie moje dywagacje pewnie dalekie od rzeczywistości bo liczba zmiennych jest porażająca. Ale daje to pewien obraz potencjału jaki tkwi w tym systemie.

fhn
niedziela, 17 stycznia 2016, 13:50

Dobra konstatacja, may względnie dobre wojska specjalne i tyle, cała reszta to relikt minionej epoki.

Vvv
niedziela, 17 stycznia 2016, 13:46

Tak tak, w klasycznym konflikcie bedziemy rzucać wojska specjalne by podświetlaly cel :) a ruskie beda głupie pomimo ze beda miec przewagę we wszystkim. Jest jeszcze amunicja naprowadzana przez gps i tutaj nie potrzebujemy żadnego opromieniowania

123
niedziela, 17 stycznia 2016, 12:12

20 km?! Chyba sobie jaja robią Nie po to inwestujemy w 155 L/52 by na 20 km strzelać... Ten kwitnyk to się do Dany nadaje...

Vertigo13
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 10:36

. Excalibur I, ten z GPS to ~$70k/sztukę Excalibur II ma dodatkowo laser sensor, ceny nie znam, pewnie droższy, Vulcano włoski/niemiecki pewnie w zbliżonej cenie niemożliwe by części rosyjskich nie dało się zastąpić czymś po tej stronie, 20 km to mało ale cena to ~$10-13k, należało by się mocno zdziwić gdyby Mesko było tym niezainteresowane ~

Viggen
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 09:03

Jakie są losy APR ?Czy to także był chwyt wizerunkowy- http://www.defence24.pl/news_amunicja-precyzyjna-przyszlosc-polskiej-zbrojeniowki

Kiks
niedziela, 17 stycznia 2016, 22:33

Hm, kupujemy pontony, namioty, mundury i.. kwietniki. Idzie dobre?

inżynierZ
niedziela, 17 stycznia 2016, 21:13

koszt tego pocisku jest tak wysoki ponieważ produkcja jest praktycznie prototypowa .W przypadku produkcji seryjnej koszt spada kilkakrotnie.Warto podjąć współpracę z ukraińcami mając w tle narastające kłopoty rosji ocierające się o bankructwo.Dziś 77 rubli za 1 dolara ropa pomiędzy 30-25 $ to pachnie krachem putinolandii.

Victor
poniedziałek, 19 marca 2018, 18:32

Możesz podać źródło? Bo na dziś to 55 rubli za dolara a nie 77. I ropa po 66 dolarów a nie twoje 30. Też bym życzył Rosji bankructwa, ale to myślenie życzeniowe nie poparte faktami.

dropik
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 09:35

realnie to nikt nie wie jaki jest koszt. Hrywna straciła znacznie na wartość stąd cena może wydawać się niska (dla porównania Excalibur ok 200-250 tys zł, a zwykła amunicja z meska ok 20000 zł). Jeśli będziemy produkować taką amunicję to z pewnością nie będzie to mniej niż 100000 zł za sztukę.

wqq
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 15:25

Idea pocisku naprowadzanego chyba nie jest już tajemnicą , pozostaje tylko zdolność pozyskania podzespołów elektronicznych wytrzymujących bardzo wysokie przeciążenia . Gdzie tam polskiemu przemysłowi obronnemu do takich wysublimowanych rozwiązań skoro nawet nie jest w stanie wykonać porządnego nie kierowanego pocisku pod kalibrowego do Leoparda?. NASZ przemysł obronny jest bardzo skuteczny w utrzymywaniu miejsc pracy ale nie koniecznie w produkcji zaawansowanej techniki wojskowej. Licencja na cokolwiek to nie wszystko ( patrz obecne perturbacje Ślązaka po wodowaniu) , trzeba jeszcze mieć sprzęt , doświadczenie i wiedzę a tego okazuje się że brak na każdym etapie planowania czy produkcji.

Obserwator
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 21:12

W czasie walk w Doniecku na małą skalę użyto artyleryjskich pocisków burzących kalibru 152 mm, naprowadzanych na cel podświetlony wiązka laserową 30F39 Krasnopol. Okazały się skuteczne wobec ukraińskiej techniki bojowej.

Pepe
piątek, 4 marca 2016, 23:53

Przecież was tam nie ma

dropik
wtorek, 19 stycznia 2016, 16:30

zwykła amu + XM1156 = najtansza amunicja precyzyjna. Niemcy swoimi haubicami osiągali 90% celność (5 m od celu) z 27km. Amerykanie 109tkami strzelali z celnością CEP =50-60m. Do 2018 mają to poprawić do 30m.

WojtekMat
środa, 20 stycznia 2016, 09:10

Problem jest nie tyle w celności co we wskazaniu celu. Strzał do z góry określonego celu ma sens wtedy , kiedy ten cel jest dokładnie określony i zlokalizowany i nie może się przemieszczać. Naprowadzanie laserowe ma tę zaletę, że to operator w końcowej fazie lotu pocisku wskazuje dokładnie miejsce w które pocisk ma trafić. Oczywiście warto mieć oba typy pocisków.

dropik
wtorek, 19 stycznia 2016, 16:14

która to zachodnia firma opracowała element sterujący dokręcany do zwykłej amunicji w miejscu zapalnika i zamieniający pocisk w kierowany przy pomocy gps. Podejrzewam że to najtańsza opcja na taką amunicję - pewnie. Nasi zapewne pracują nad podświetleniem z drona.

wvs
wtorek, 19 stycznia 2016, 20:56

Producent to Orbital ATK z USA, nazywa sie PGK (Precision Guidance Kit). Uzywane dla 155 mm jak rowniez jest wykonanie dla amunicji mozdziezowej 120 mm.

Opiekacz
niedziela, 17 stycznia 2016, 15:15

To wychodzi 30.000 płn za pocisk. Prawie darmo. Bardzo ciekawy koncept.

M.M
niedziela, 17 stycznia 2016, 21:38

Tak, gdybyśmy mieli kupować je na Ukrainie, z Rosyjskimi podzespołami, w cenach sprzed wojny. Ale my chcemy je produkować w Polsce ( za polskie a nie ukraińskie pensje), wykorzystując podzespoły powstałe na zachodzie, najlepiej w Polsce. One będą musiały być droższe niż te 200.000 hrywien, nawet bez kosztów licencji i badań nad zastąpieniem podzespołów z Rosji.

Rastafaraj
niedziela, 17 stycznia 2016, 14:51

Licencja?

dropik
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 12:28

Dobrze kombinuję, że taki pocisk wymaga stałego podświetlenia celu? Wszak podświetlający nie wiedzą kiedy pocisk zostanie wystrzelony, a leci on te kilkanaście lub więcej sekund. W jakiś sposób można to zautomatyzować ?

M.M
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 22:54

W angielskiej wikipedii jest artykuł o pocisku Krasnopol - wprowadzonym w 1985 pierwowzorze. Wedłu wiki działa to w ten sposób, że obserwator przez radio prosi o ostrzał podając namiar celu jak dla klasycznego pocisku. Detektor detektor wiązki laserowej w pocisku ma zasięg ok. 1 km. W momencie wystrzelenia jednostka artylerii automatycznie wysyła sygnał wzywający obserwatora do podświetlania. Lektura wiki uświadomiła mi, że wszyscy tu podniecamy się technologią, którą Rosjanie mają od 30 lat. I pozwolili skopiować ukruańcom dając im 70% swoich komponentów.

Extern
poniedziałek, 18 stycznia 2016, 13:44

Może synchronizują zegarki przed akcją :-). a tak poważnie to pewno przez radio. W końcu nie jest to broń taka prawdziwie frontowa tylko wymaga wcześniejszego przygotowania akcji, wysłania zwiadowcy, partyzanta, drona itp. z odpowiednim sprzętem w rejon celu. Swoją drogą to możliwości zastosowania tej broni nie są aż takie szerokie w czasie regularnych działań jak się wydaje w pierwszym zachwycie.

scifer
niedziela, 17 stycznia 2016, 14:11

A czy wiadomo jak daleko jest posunięty proces realizacji projektu w MESKO?

Dziuba
niedziela, 17 stycznia 2016, 13:33

200 tyś. hrywien to ok 33 tyś. zł. produkowane w Mesko pewnie 50 tyś. zł (i co trzeci eksploduje w magazynie), czyli 50 mln za 1000 pocisków. wcale nie tak drogo.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama