Kryzys wewnętrzny na Ukrainie. Ekspert: "Aktywizacja środowisk prorosyjskich"

13 kwietnia 2016, 10:59
Poroszenko
Fot. president.gov.ua.
Reklama

Obecny kryzys polityczny na Ukrainie to kolejne stadium rozwoju postrewolucyjnej sytuacji nad Dnieprem. Choć na razie nie wynikają z niego poważne implikacje dla bezpieczeństwa kraju, to w dłuższej perspektywie zagrożenia w tym zakresie będą wysoce prawdopodobne. Na ukraińskiej scenie politycznej karty wciąż rozdaje prezydent, ale jego pole manewru dynamicznie się kurczy, co może dodatkowo utrudniać zachowanie stabilności w kraju - o sytuacji na Ukrainie w analizie dla Defence24.pl pisze Paweł Kost, członek Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie.

Prawdopodobne powołanie nowego rządu Wołodymyra Hrojsmana nie oznacza końca kryzysu politycznego na Ukrainie. Jest to tylko jego kolejna odsłona, przy czym nie ostatnia. Wynik głosowania nad zatwierdzeniem nowego premiera stoi pod dużym znakiem zapytania, a uzgadnianie poszczególnych kandydatur do nowego gabinetu ministrów odbywa się w dużych bólach nawet w obrębie partii prezydenta. Kluczowym czynnikiem, który nakazuje wątpić w trwałość nowego układu politycznego jest kruchość większości parlamentarnej, co  sprowokuje jeszcze nie jeden kryzys. To podstawowe założenie, określające wydarzenia na ukraińskiej scenie politycznej na najbliższe miesiące.

Główna siła polityczna w kraju – Blok Petro Poroszenki (BPP) - rozważa dwa warianty przebiegu wydarzeń, oba są dla obozu prezydenta bardzo ryzykowne. Pierwszy zakłada kilkumiesięczne próby poprawy wizerunku Poroszenki i partii Solidarność, przy jednoczesnym dalszym kanalizowaniu niezadowolenia społecznego w pożądanym kierunku (czyli w stronę na razie umownego ugrupowania Saakaszwiliego), które zakończy się jesienią lub późnym latem rozpisaniem przedterminowych wyborów parlamentarnych. Zgodnie z tą koncepcją poprawa wizerunku ma być osiągnięta dzięki tradycyjnej taryfie ulgowej podczas pierwszych 100 dni rządu. Ponadto w obozie prezydenta rozważane są plany wprowadzenia kilku reform oczekiwanych przez obywateli (zmiany w prokuraturze, reforma służby publicznej), które będzie można ładnie zaprezentować społeczeństwu.

Podreperowanie obrazu obozu rządzącego pozwoliłoby uzyskać stosunkowo dobry wynik podczas wyborów przedterminowych, co pozwala mieć nadzieję na korzystne dla Poroszenki przeformatowanie sceny politycznej nad Dnieprem, wykonane jeszcze w momencie posiadania przez BPP pewnego poparcia społecznego. Oczywiście, to rozwiązanie jest ryzykowne ze względu na niestabilność bazy elektoralnej – ostatnie wybory pokazały, że wyborcy są skłonni do podejmowania nieprzewidywalnych decyzji. Ponadto sporym ryzykiem jest obarczony i tak kruchy sojusz z Saakaszwilim. Co więcej, wobec konieczności podejmowania niepopularnych decyzji, wymaganych przez międzynarodowe instytucje finansowe, trudno będzie skutecznie poprawiać wizerunek partii.

Drugi scenariusz zakłada trwanie przy obecnym składzie parlamentu i nowego rządu nawet w przypadku oczywistych problemów z zebraniem niezbędnych 226 głosów. Taki przebieg wydarzeń nieuchronnie doprowadzi do pogorszenia notowań społecznych prezydenta i BPP. Konieczność podjęcia współpracy z byłymi politykami Partii Regionów będzie w takiej sytuacji - prędzej czy później - nieunikniona. Ponadto oznacza to podgrzanie i tak napiętych nastrojów społecznych i w nieunikniony sposób przyczyni się do wzrostu popularności sił populistycznych („Batkiwszczyna” i Radykalna Partia Ołeha Laszki) oraz ugrupowań pozostałych na skutek rozpadu Partii Regionów – Bloku Opozycyjnego, Odrodzenia i Woli Narodu. To rozwiązanie raczej nie pozwoli Poroszence uniknąć przedterminowych wyborów, a jedynie przełożyć je na późniejszy termin – maksymalnie do wiosny przyszłego roku. Wtedy jednaj druzgocąca porażka BPP będzie bardzo realna.

Logicznym jest zatem, że ekipa Petro Poroszenki wybierze realizację pierwszego planu, który - choć obarczony dużym ryzykiem – jest rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Warto jednak pamiętać, że dotychczasowe decyzje prezydenta nie zawsze dawały się logicznie wyjaśnić (np. nieudolne próby zdymisjonowania rządu Jaceniuka poprzez głosowanie w parlamencie), co nie pozwala wykluczyć drugiego scenariusza.

Następstwa

Względna, ale tymczasowa stabilizacja. Stosunkowa stabilizacja sceny politycznej otworzy drogę do porozumienia dotyczącego kolejnej transzy kredytu MFW. Na tle wstępnych uzgodnień z Waszyngtonem, dotyczących wydzielenia Ukrainie 1 mld. dol., będzie to kolejny dobry sygnał, oznaczający mały krok na drodze do unormowania sytuacji makroekonomicznej.

Trudno jednak będzie oczekiwać przyspieszenia reform, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę stopniowy wzrost napięć społecznych, wywołanych podwyżkami opłat za usługi komunalne i zubożeniem społeczeństwa. Nowy rząd będzie potrzebował nowego „sztandaru reform”, którym będzie mógł pochwalić się przed wyborcami i partnerami zagranicą. Takim kierunkiem, obranym pod wpływem nacisków z zewnątrz i oczekiwań społecznych, może być reforma prokuratury lub, szerzej, modernizacja służby państwowej w połączeniu z nowymi, bardziej widocznymi i zintensyfikowanymi w stosunku do dotychczasowych działaniami antykorupcyjnymi. Kijów może realnie rozpocząć implementowanie tych zmian, co teoretycznie da siłom proprezydenckim szansę na poprawę notowań w oczach obywateli i kontynuowanie współpracy z zagranicznymi donorami. Mogą one też zwiększyć paletę możliwości bloku prezydenckiego jesienią.     

Sektor bezpieczeństwa. Powyższe wydarzenia stanowią tylko tło dla ewentualnych ruchów w obrębie  bloku siłowego, nie mają też praktycznie żadnego odzwierciedlenia w sektorze bezpieczeństwa. Posady w resortach siłowych to od dawna prerogatywa głowy państwa. Sądząc po doniesieniach medialnych, prezydent nie ma zamiaru dokonywać w tym zakresie żadnych gwałtownych ruchów. Sytuacji tutaj nie zmienia także utworzenie nowego stanowiska - wicepremiera ds. reintegracji terytoriów okupowanych. Nie są znane ani szczegółowe prerogatywy, ani jego zakres działalności. Oczywistym jest, że jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom społecznym, mające na celu poprawę wizerunku rządu w oczach społeczeństwa w zakresie szeroko rozumianej problematyki związanej z okupacją części terytorium państwa (reintegracja, przesiedleńcy).

Struktura podejmowania decyzji w sektorze bezpieczeństwa pozostanie nienaruszona. Prezydent i tak w jej ramach odgrywa kluczową rolę, co jest zresztą swoistym paradoksem, przyczyniającym się do marazmu instytucjonalnego Ukrainy, bowiem za implementację polityki odpowiada rząd, pozbawiony, de facto, wpływu na najważniejsze decyzje, w tym kadrowe. Pozytywną implikacją zmiany na czele rządu może być łatwiejsza komunikacja na linii prezydent-rząd z uwagi na dobre relacje Poroszenki z Hrojsmanem. Ponadto wydaje się, że pozostawienie w rządzie Arsena Awakowa oraz utrzymanie w orbicie prezydenta stanowisk takich jak ministerstwo obrony i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy świadczyć będzie o kontynuacji dotychczasowego kursu Kijowa w strukturach siłowych. Zmian można za to oczekiwać w Prokuraturze Generalnej, nie tyle zresztą z uwagi na zastąpienie Szokina przez inną z bliskich prezydentowi osób, a ze względu na naciski społeczności międzynarodowej i obywateli. Wbrew sceptykom, może to być początek realnych przemian w tej strukturze. Ostatnim elementem obrazu jest jeszcze pracująca bez rozgłosu medialnego Rada Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony, której sekretarz Ołeksandr Turczynow stopniowo, choć powoli, stabilizuje pracę resortów siłowych. Na działania Rady kryzys nie wpływa prawie wcale.    

Reakcja Rosji. Tradycyjnie, wydarzenia nad Dnieprem są aktywnie komentowane w Rosji. Już sama dymisja Jaceniuka stała się powodem do ogłoszenia informacji o „fiasku majdanowej Ukrainy”. Nie ma wątpliwości, że dalszy rozwój wydarzeń na Ukrainie również będzie pożywką dla rosyjskich środków masowego przekazu. Warto jednak zauważyć, że głównym odbiorcą tych wiadomości będzie społeczeństwo rosyjskie. Kreml rozumie, że zmiana rządu jest tylko etapem przejściowym i liczy na większe perturbacje w najbliższych miesiącach.

Moskwa liczy, że ostatecznie doprowadzi to do powrotu do władzy sił powstałych na zrębach Partii Regionów lub do niepokojów społecznych, zwłaszcza w takich newralgicznych ośrodkach jak Charków i Odessa. Jest to możliwe, ale do urzeczywistnienia się tego scenariusza jest jeszcze bardzo daleko. Zwraca uwagę, że w ostatnich tygodniach zaktywizowały się siły tradycyjnie prorosyjskie w Odessie (skoncentrowane wokół mera Hennadija Truchanowa i deputowanego Serhija Kiwałowa). Na początku tygodnia doszło nawet do niewielkich starć ulicznych. Okazją do podobnych prowokacji może być kolejna rocznica wydarzeń z 2 maja 2014 roku, gdy w wyniku starć ulicznych i pożaru w budynku związków zawodowych w Odessie zginęło ponad 40 osób.

Innym potencjalnie niebezpiecznym z punktu widzenia stabilności wydarzeniem jest oczekiwany mecz na szczycie ukraińskiej Premier Ligi pomiędzy Szachtarem Donieck i kijowskim Dynamem. Choć Szachtar rozgrywa mecze jako gospodarz we Lwowie, zapowiedziano już, że z Dynamem zagra w innym mieście. Jednym z alternatywnych miejsc rozgrywki jest właśnie stadion w Odessie. Władze Premier Ligi ustalają właśnie zmiany w kalendarzu spotkań i nie wykluczone, że mecz może się odbyć 2 maja, co byłoby szczytem braku wyobraźni. Ponownej aktywizacji uległy też prorosyjskie media i komentatorzy na Ukrainie, co ma służyć podgrzewaniu nastrojów społecznych.

Rosja będzie wykorzystywać kryzys polityczny nad Dnieprem także do gier dyplomatycznych, związanych z porozumieniami mińskimi. Z pewnością zacznie wysyłać sygnały o tym, że Kijów nie implementuje ustaleń ze stolicy Białorusi m.in. z uwagi na wewnętrzny kryzys polityczny. W założeniu ma to odwrócić uwagę od własnych grzechów i zwiększyć presję na Ukrainę w zakresie reintegracji Donbasu na warunkach proponowanych przez Kreml.

Dla Moskwy obecny kryzys polityczny w Kijowie jest, w pewnym sensie, potwierdzeniem, że taktyka obrana wobec Ukrainy po porozumieniach mińskich jest właściwa. Utrzymywanie konfliktu zbrojnego o niskiej i zmiennej intensywności, presja ekonomiczna, wojna informacyjna, ataki cybernetyczne i podsycanie napięć społecznych – wszystko to nie odegra decydującej roli w przebiegu wydarzeń nad Dnieprem, ale może być elementem dopełniającym do osiągnięcia swoich celów. Obecny kryzys polityczny, niezależnie od jego wyniku, oznacza osłabienie władz w Kijowie, a jego kontynuacja w niedalekiej przyszłości da Kremlowi dodatkowe możliwości wpływu.

Burzliwy okres przejściowy

Zmiana rządu w Kijowie oznacza, że Ukraina de facto wkracza w kolejny etap przejściowy. Nowy rząd niemal na pewno pozostanie u władzy do przedterminowych wyborów parlamentarnych, których przeprowadzenie wydaje się nieuniknione jesienią lub najpóźniej wiosną przyszłego roku.    

Dalsze działania władz będą w dużym stopniu determinowane przez dynamikę nastrojów społecznych, zwłaszcza w zakresie poparcia elektoralnego dla poszczególnych sił. Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem przebiegu wydarzeń w ciągu najbliższych miesięcy będzie próba realizacji przez obóz Poroszenki opisanego wyżej pierwszego scenariusza działań. Jest jednak mało prawdopodobne, by osiągnięto wszystkie cele stawiane przez prezydenta.  Miernikiem sukcesu tych wysiłków będzie sukces i odbiór społeczny reform, które zostaną przedstawione jako sztandarowe. Biorąc pod uwagę oczekiwania społeczne, może to być, jak już wspomniano, reforma prokuratury lub - szerzej - instytucji publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem działań antykorupcyjnych.

Warto jednak dodać, że zarówno Ukraina, jak i osobiście jej prezydent, ma już niezwykle ograniczone pole manewru w działaniach wizerunkowych. Petro Poroszenko jest wciąż jeszcze głównym rozgrywającym i posiada możliwości trwałego ustabilizowanie sytuacji, ale szybko się one kurczą. Potrzeba niestandardowych rozwiązań jest oczywista. Dla władz musi to oznaczać znaczące przewartościowanie własnej polityki, polegające na ostatecznym przecięciu związków biznesu i polityki. Są jednak olbrzymie wątpliwości, czy elity rządzące są do tego gotowe – staje się to tym bardziej jasne, gdy obserwuje się negocjacje dotyczące składu rządu.

Z tego powodu, najprawdopodobniej, starania ekipy Poroszenki nie odwrócą negatywnych dlań tendencji spadkowych. Powoli nastaje czas grającej populistycznymi hasłami Batkiwszczyny oraz prorosyjskich niedobitków po Partii Regionów. Choć dziś sektor bezpieczeństwa znosi kryzys polityczny z zadziwiającym dystansem, to kolejna odsłona impasu może mieć już znacznie poważniejsze reperkusje. I oczywiście aktywniejszy akompaniament z Moskwy.

Paweł Kost – członek Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Reklama
Maciej Wasilewski
poniedziałek, 18 kwietnia 2016, 17:35

Ja się zastanawiam, kiedy zostanie zrealizowany projekt "Noworosja" Mogę tylko zgadywać, ale w momencie, kiedy duża część ludności w danym mieście stwierdzi, że lepiej im będzie pod protektoratem Rosji, na jego ulicach pojawią się zielone ludziki w BTR znalezionych u dziadka w garażu. Zwróćmy uwagę, że na "przejętych" przez Rosjan terytoriach nikt za bardzo nie protestuje. W Osetii, Naddniestrzu, Donbasie duża część mieszkańców jest albo zadowolona ze stanu rzeczy, bądź jest im to obojętne. Przeciwnicy są w mniejszości i siedzą cicho. To jest efekt nie tylko rosyjskiej propagandy, ale wychowania i kultury. Rosja nie potrzebuje nowych terytoriów, tylko lojalnych obywateli. Jeśli akurat mieszkają w pobliżu cennych złóż (np. uranu, tytanu) albo ważnych punktów strategicznych (np. Sewastopol, Mariupol) to matuszka Rosja chętnie się nimi zaopiekuje.

lukas333
piątek, 15 kwietnia 2016, 13:58

3 majdan?? Mogli by już dać tym spokój... Tylko pogorszą swoją sytuację..

tak tylko...
środa, 13 kwietnia 2016, 12:02

Bardzo dobra analiza. Ukraina ma niezwykle trudną sytuację, to młode, całkowicie niedojrzałe państwo, trzymam za Ukrainę kciuki, bo wolna od rosyjskich wpływów Ukraina to bezpieczeństwo dla Polski. Niestety Ukraina vs. Rosja, to walka Goliata z Dawidem. Rosja to regionalne mocarstwo z długimi tradycjami państwowości. Ukraina, to dopiero raczkujące dziecko, niedojrzałe społeczeństwo, klasa polityczna. Ukrainie brakuje tych kilkuset lat własnej państwowości, zawsze byli podmiotem rozgrywek, więc kiedy się mieli uczyć? Rosja rozgrywa Ukrainę jak chce, jedyna szansa Ukrainy, to rozpad Rosji, ale i wtedy nie będzie pewności, czy Ukraina wygra sama ze sobą. Oligarchowie i totalna korupcja, która jest częścią systemu tolerowanego przez władze. Podam przykład. Jeździłem trochę motocyklem po Ukrainie, wracając, na granicy celnik ukraiński przyczepił się do mnie, najwyraźniej chcąc łapówkę. Wkurzyłem się, a on do mnie z pretensją, że jego pensja to 100$ i on musi jakoś dorabiać! On mi to mówił z przekonaniem i pasją, tłumaczył, że skoro państwo mu niewiele płaci, to on musi mnie okraść. Ten przykład pokazuje skalę patologii na Ukrainie. Całych pokoleń trzeba, aby to zmienić, Rosja niewiele musi robić, by Ukrainę trzymać na dnie.

Geoffrey
czwartek, 14 kwietnia 2016, 14:40

tak tylko - a jesteś świadom tego, skąd bierze się totalna korupcja na Ukrainie? To jest sto lat komunizmu, sto lat selekcji negatywnej, kiedy osoby z inicjatywą i energią były wysyłane na Sybir i rozstrzeliwane. Wielki Głód nie tylko zmasakrował Ukrainę demograficznie: milionami umierali chłopi - ludzie, którzy mieli jakąś inicjatywę, samodzielność, potrafili sobie sami radzić. Natomiast klasa robotnicza, która nie umie i nie rozumie niczego - nie ucierpiała. Wyobraź sobie kraj, któremu wymordowano górną ćwiartkę populacji - nie tylko inteligencję, ale i bogate chłopstwo, mieszczaństwo, pozostawiając biedotę i robotników najemnych. Wyobraź sobie np USA pozbawioną całkowicie inteligencji i przedsiębiorców. Polska straciła w Katyniu 17 tysięcy ludzi z górnej półki i to już były straty społeczne nie do odrobienia. Niestety, na Ukrainie musi wyrosnąć nowe pokolenie ludzi, nie skażonych komunizmem. To jest o tyle trudne, ze po 91 roku de facto nic się na Ukrainie nie zmieniło, dalej był system sowiecki, ci sami ludzie z aparatu KPZR, KGB. "Pokojowe" zmiany to mrzonka, wolność trzeba okupić krwią. I Ukraińcy robią to dopiero teraz.

Kiks
środa, 13 kwietnia 2016, 12:43

Wszystko fajnie, można zgodzić się z tym co napisałeś z jednym, dużym "ale". Wszystkie te łatki spokojnie można przypiąć Rosji. Rosja i długie tradycje państwowości? Jeżeli w ogóle można mówić o państwie w tym przypadku, to układ który obecnie tam istnieje jest bardzo młody i niezwykle patologiczny. Rosja to taka bogatsza i bardziej uporządkowana Ukraina mocno upudrowana pozorami. Dlatego współczuję Ukrainie. Oni mają ze sobą więcej wspólnego niż nam wydaje się.

olo
środa, 13 kwietnia 2016, 11:47

Partia Regionów czy to co z niej zostało nigdy już nie będą samodzielną większością po odpadnięciu Krymu i części Donbasu. Teraz może być jak jest albo bardzie skrajnie w prawo innej politycznej opcji nie ma.

beowulf
środa, 13 kwietnia 2016, 14:25

Nie o tym mowa. Pozostalosci Partii Regionow maja male, ale zauwazalne poparcie. Dramat Poroszenki polega na tym, ze: a) wiekszosc mu "wycieka" b) opozycja rosnie c) nie moze przyjac do koalicji radykalow ze wzgledu na reakcje "Zachodu" i mozliwe zakrecenie kurka z pieniedzmi d) nie moze przyjac do koalicji tychze niedobitkow Partii Regionow ze wzgledu na reakcje radykalow i czesci swojego zaplecza oraz stojacych za nimi wyborcow Na to wszystko naklada sie bieda i beznadzieja. Oligarchowie plywaja w luksusie, a biedacy emigruja, wegetuja i czesto gina w obronie ojczyzny. Pewnie niejeden mysli, czy walczy o swoje, a moze po walce znow zostanie to zagarniete przez przyjaciol krolika? W te tony bedzie uderzac ruska propaganda, aby rozbic kraj od srodka.

życzliwy im
sobota, 28 maja 2016, 09:47

Zło płynie na Ukrainie z celowego sabotowania przebudowy społecznej przez Rosję, to oczywiste. Ale jednocześnie najsilniej hamowane są te przemiany przez struktury władzy związane z oligarchami jak też oligarchów trzymających się władzy politycznej jako gwarancji zachowania zdobyczy materialnych. W sumie mamy rewolucję społeczną na pół gwizdka i trzymanie się ukraińskiej racji stanu też nie w pełni. Czyli prywata!

tagore
środa, 13 kwietnia 2016, 17:57

Autor opisuje tą sytuacje jak z podręcznika. Oligarchowie przejmują stopniowo kontrolę nad Państwem i teraz spróbują dogadać się z Putinem by zabezpieczyć swoją władzę.

Geoffrey
czwartek, 14 kwietnia 2016, 14:22

Oligarchowie nie mają czego przejmować, bo to oni od dwudziestu lat rządzą Ukrainą. Problem jest gdzie indziej: w grupę oligarchów wciskają się osoby, które reprezentują interesy Moskwy. Do tej pory istniał pewien konsensus na Ukrainie, który do skutecznego "robienia interesów", czyli grabienia Ukrainy, wymaga jej niepodległości. Utrata niepodległości na rzecz Moskwy, oznacza dla oligarchów koniec interesów i zagarnięcie zysków przez Moskwę, przez ludzi Putina. Jedynym ludziom, komu na tym zależy, są właśnie ludzie Putina - Medwedczuk, Achmetow i jego projekt: Janukowycz. Jak to w Rosji jest już zasadą, nazwy mają mylić : Partia Regionów jest de facto partią Moskwy. Dlatego pozostali oligarchowie, w tym Poroszenko, przyłączyli się dwa lata temu do Majdanu: żeby zachować niepodległość Ukrainy, zachować wolność (w tym wolność grabienia) od moskiewskiej mafii.

Poroshenko
piątek, 15 kwietnia 2016, 15:12

Jak zwykle wszystkiemu jest winna Rosja a nie ukrainska korupcja burdel i niegospodarnosc. Mysle ze obrazem tego kraju jest Ukransko Chorwacki kontrakt na remont Migow 21 przez Ukraine. Chorwaci dostali spowrotem Migi 21 ale jemenskie posladane z czesci z calego swiata z zamazanymi numerami seryjnymi...

Darek S.
piątek, 15 kwietnia 2016, 01:34

Oj boję się, że Ukraińcy niedługo wkurzą się na maksa.

Nemo
środa, 13 kwietnia 2016, 14:56

Prorosyjskich? Może. Z pewnością tych które zdały sobie sprawę że Unia ich olała na całej linii. Po deklaracji Holandii Ukraińcy mają jasność w kwestii swojej przyszłości. Zatem siłą rzeczy szukają wyjścia z matni w którą zostali wepchnięci. Kolejny ruch będzie zdaje się należał do nacjonalistów. Teraz zmiana władzy będzie bardziej radykalna i niejedna "błękitna sotnia" będzie znowu opłakiwana.

ja
czwartek, 14 kwietnia 2016, 10:52

To już nie pamiętasz , że gdy Polska wchodziła do UE to nastroje na Zachodzie były podobne. Przy mniejszej frekwencji też zawetowaliby nasze wejście. Nastroje na Zachodzie były podobne jak dziś wobec Ukrainy. Zastanawiano się po co przyjmować biedaków ze wschodu? Same kłopoty. Francuzów straszono polskim hydraulikiem, Niemców polskimi złodziejami samochodów i rowerów a co poniektórzy politycy głośno mówili, że narody ze wschodu nie nadają się do demokracji. Podobnie mówili Rosjanie. Po co wam te demoludy. Będą tylko destabilizować całą wspólnotę. Patrząc na dzisiejszą sytuację w Polsce ci ostatni chyba mieli rację. Kłopoty z Węgrami, kłopoty z Polską.... Dziś młodzi myślą, że nas tam witano z otwartymi ramionami. A to bzdura. Podobnie jak członkostwo w NATO musieliśmy sobie wychodzić i wyprosić. Weszliśmy dzięki Niemcom, którzy ciągnęli nas za uszy a dziś ładują kasę po to by mieć przewidywalnego sąsiada za wschodnią granicą

tak tylko...
środa, 13 kwietnia 2016, 15:36

Ukraińcy w coś zostali wepchnięci? Takie teorie głoszą na Kremlu. Mechanizm rewolucji jest o wiele prostszy. Ukraińcom kiedyś żyło się lepiej jak Polakom, dzisiaj ich zarobki i dochody państwa są 5-6 krotnie niższe niż nasze. Oni też tak chcą, więc pragną zbliżenia z UE. To proces nieodwracalny, powolny i rozłożony na dziesięciolecia, ale nieodwracalny. Ukraina może się orientować na wschód, albo na zachód, innej opcji nie ma. Na przykładzie Polski, gdzie przyjeżdżają na zarobek, widzą że opcja zachodnia jest korzystniejsza. Rosja nie zapewni im tego standardu, gdyż sama sobie nie może zapewnić.

Tweets Defence24