Reklama

Kryzys spójności polityki transatlantyckiej? [RELACJA]

11 czerwca 2018, 16:45
IMG_4878 (1)
Fot. Marta Rachwalska/Defence24.pl

W cieniu debat o roli i znaczeniu flanki wschodniej, obecna polityka prezydenta Donalda Trumpa budzi wiele wątpliwości co do utrzymania spójności transatlantyckich więzów. Tego rodzaju obawy były widoczne w toku dyskusji ekspertów forum przygotowanego przez PISM oraz GMF w Warszawie. Co więcej, odbywało się ono w tle dyskusji Bukaresztańskiej Dziewiątki, a więc formatu istotnego dla spójności głosu tzw. flanki wschodniej przed zbliżającym się szczytem NATO.

W zeszły piątek eksperci, jak i najważniejsi politycy, dyskutowali o Bukaresztańskiej Dziewiątce w Warszawie, w ramach forum eksperckiego, przygotowanego przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) oraz The German Marshall Fund (GMF). Jednym z poruszanych tematów był stan współczesnych, strategicznych relacji transatlantyckich. Należy zauważyć, że przysłuchując się konkluzjom prowadzonych rozmów można uznać, że relacje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Europą pozostają nadal jednym z kluczowych wyznaczników patrzenia na współczesny świat. Jednak, wraz z pojawieniem się nowych czynników geopolitycznych, w postaci Chin czy też nowej i zupełnie inaczej działającej administracji prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, dotychczasowe narracje ulegają pewnym przeobrażeniom.

Znaczne pokłady optymizmu wśród ekspertów

Na wstępie można skoncentrować się na głosach, które dałoby się zaliczyć do zbioru pozytywnych sygnałów dotyczących całościowego obrazu relacji Europa-USA, szczególnie w formacie jaki oferuje od 1949 r. NATO. Karen Donfried z The German Marshall Found of the US niejako natchnęła optymizmem zgromadzonych w ramach warszawskiego forum, gdyż podkreślała fakt dalszego wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych dla Europy, przede wszystkim w kontekście najważniejszych gwarancji natowskich.

Co więcej, bardzo interesujące były spostrzeżenia co do oddziaływania Kongresu Stanów Zjednoczonych na problem polityki względem Rosji. Akcentując przy tym wysoki poziom konsensusu pomiędzy obiema głównymi partiami (tj. Republikanie i Demokraci) względem oceny aktywności rosyjskiej na Ukrainie oraz potrzeby odpowiedzi ze strony Zachodu. Było to szczególnie cenne, gdyż w Polsce dość często uwaga koncentruje się na ośrodku egzekutywy w Białym Domu, de facto niepotrzebnie minimalizując lub wręcz pomijając znaczenie Kongresu w kształtowaniu tak ważnych relacji sojuszniczych. Nie należy zapominać przy tym jakie stanowiska pojawiają się w różnych parlamentach europejskich, gdzie głosy lobby prorosyjskiego są całkiem dobrze słyszalne.

Urlich Speck, senior visiting fellow w berlińskim biurze GMF, wskazał, że rola Stanów Zjednoczonych nadal jest kluczowa dla bezpieczeństwa Europy - nie tylko w kontekście precyzyjnie określonych działań NATO, ale również szerzej, w kontekście konstruowania pewnego ujęcia strategicznego w dobie działań Rosji, a także rosnącej roli Chin na świecie. W tym przypadku należy zauważyć, iż nawet kierunek polityki obecnej administracji Białego Domu z perspektywy Europy nie wyparł amerykańskiego pierwiastka w tworzeniu podejścia do przyszłości. Szczególnie, że nawet Niemcy nie mogą w stu procentach ufać autonomii strategicznej, o której co raz częściej mówi się we Francji. Stąd rola Stanów Zjednoczonych może być podkreślana chociażby, gdy jest mowa o odstraszaniu atomowym. Taki rodzaj parasola atomowego może nadal rozciągnąć nad przestrzenią transatlantycką tylko i wyłącznie amerykańska triada atomowa. Tym bardziej, że z perspektywy Berlina, zdaniem eksperta, Stany Zjednoczone nadal nie są postrzegane jako państwo, które chce ograniczać rozwój Niemiec, co przekłada się również na oceny roli USA we wspomnianym powyżej wymiarze bezpieczeństwa. Zdaniem Specka można utrzymać Europę silną we współpracy z Francją i jej pomysłami na obronność kontynentu, ale jednocześnie bez dążenia do osłabiania NATO.

We wszystkich dyskusjach o relacjach transatlantyckich wyraźnie widać konstruktywną rolę jaką spełnia współcześnie Polska. Bartosz Wiśniewski, reprezentujący PISM, wskazał, że Warszawa rozpoczęła wydawanie znacznych sum na obronność jeszcze nim stało się to motywowane kwestiami zmian architektury bezpieczeństwa w Europie oraz na świecie, stając się tym samym państwem pokazującym potrzebę dostosowywania środków do potrzeb w NATO. Tym bardziej, że - jego zdaniem - Polska rozumie potrzebę działania na rzecz bezpieczeństwa również poza granicami Europy (uczestnicząc w operacjach w Afganistanie czy też dołączając do międzynarodowej koalicji sformowanej przeciwko Daish). Współpraca w jednym regionie w ramach NATO nie jest obecnie już możliwa. 

Zagrożenia, wyzwania i niepewne jutro

W wypowiedziach ekspertów forum dało się jednakże usłyszeć również pewne wątpliwości oraz diagnozę kluczowych wyzwań, przed jakimi stanęły NATO oraz współczesne relacje transatlantyckie. Karem Donfried podkreśliła, że pojawiają się obawy, iż zbyt mocno koncentrujemy się właśnie nad akcentowaną obecnie kwestią dążenia do 2 proc. PKB wydawanych na obronność w państwach NATO. To może przesłaniać efektywność wydawania tego rodzaju środków w przypadku budowy potencjału militarnego. Tego rodzaju obawy są obecne we współczesnej amerykańskiej dyskusji wokół relacji transatlantyckich. Ekspert zaznaczyła, że nie wolno redukować całej sprawy do obserwacji jednego czynnika.

Ten sposób myślenia zaakcentował także Marton Ugrosdy, który podkreślił jak wydawane są te 2 procent PKB na obronność. Szczególnie, że - jego zdaniem - pojawiają się ważne pytania jak podejść do potrzeb finansowych w momencie, gdy cały czas widzimy zapotrzebowania płynące de facto z nowych wymiarów bezpieczeństwa. Takim nowym wymiarem jest przede wszystkim kosztowny obszar cyberbezpieczeństwa, ale nie należy zapominać także o działaniach informacyjnych. Stąd też zdolności obronne członków NATO wymagają dokładnego przemyślenia kluczowych inwestycji. Inwestycje w same tylko samoloty bojowe czy też czołgi są relatywnie proste do oceny, ale pytanie czy będą skorelowane z wymaganiami nowych konfliktów.

Dla ekspertów zgromadzonych w Warszawie istotnym punktem do rozważań było również ulokowanie debaty na temat wspomnianych 2 proc. PKB względem najważniejszych filarów NATO i przestrzeni transatlantyckiej, jakimi dotychczas była świadomość solidarności i wspólnych wartości sojuszu. Karen Donfried celnie zwróciła uwagę, że prezydent Trump dość mocno odszedł od definiowania sojuszu z perspektywy „wartości”, podkreślając punkt widzenia zależny tak naprawdę od rachunku zysków i strat po stronie Stanów Zjednoczonych. Dziś podejście biznesowe nowej administracji w Białym Domu może być większym wyzwaniem niż nawet problemy budżetów obronnych w NATO.

Przy czym, co wskazał Urlich Speck, już za prezydentury Baracka Obamy pojawiały się pytania o relacje transatlantyckie, szczególnie w kontekście słynnego wtedy „zwrotu w kierunku Azji”. Tak czy inaczej, niewątpliwie, jego zdaniem, widzimy w ostatnim czasie gwałtowne zmiany w tej sferze, jednakże - co równie istotne - NATO pozostaje strukturą naprawdę solidną i nie powinniśmy zapominać o tym, nawet w kontekście występujących problemów.

Marton Ugrosdy dodał, iż relacje ze Stanami Zjednoczonymi chyba pierwszy raz w historii NATO są definiowane przez hasła w stylu „America first”. Stąd, aby niejako przypodobać się Trumpowi, pojawiają się pytania czy nie należy kupować w większej ilości np. amerykańskiego wyposażenia. Jednakże nie jest to takie proste, gdyż wszyscy zdają sobie sprawę, że na rynku jest jeszcze coraz silniejsza oferta europejska. Jego zdaniem to też może, i zapewne będzie budziło realne problemy w zakresie wydatkowania środków przeznaczanych na obronność.

Innym problemem jest pozycjonowanie Stanów Zjednoczonych w globalnych rozgrywkach i oddziaływanie tego rodzaju czynników na relacje transatlantyckie. Dla Karen Donfried, w tym kontekście, istotne mogą się stać chociażby problemy w zakresie wycofania się USA z porozumienia z Iranem, szczególnie jeśli administracja Trumpa używać będzie silnej presji na Europejczyków względem ich obecnych interesów z tym krajem.

Analogicznie sprawa wygląda w przypadku coraz bardziej skomplikowanej i napiętej sytuacji w relacjach handlowych pomiędzy Ameryką i Europą. Istnieje tu wiele możliwości podziału, i to nie tylko na linii Stany Zjednoczone – ich europejscy partnerzy, ale również w samej Europie. Podobne spostrzeżenia miał Marton Ugrosdy, który podkreślił, że problemy taryf oraz ceł w handlu to rzeczywiście pole do prawdziwych sporów w relacjach transatlantyckich. Zaznaczył przy tym, iż Amerykanie muszą również zrozumieć, jak niekorzystne są ich sankcje wobec Rosji czy też Iranu z perspektywy biznesu w Europie. Jedność w tych sprawach opierała się dotychczas właśnie na wspólnocie politycznej, co może, w przypadku znacznych przewartościowań w sferze myślenia o wzajemnych relacjach, szybko się zmienić. Tym bardziej, że - jak analizował Bartosz Wiśniewski - Europa staje się współcześnie przestrzenią dla rywalizacji nie tylko Rosji, ale również Chin.

Działania i konkluzje

Chociaż pojawiło się sporo wątpliwości co do wpływu polityki obecnej administracji w Białym Domu na wymiar relacji transatlantyckich, to konkluzje dla Polski są interesujące. Urlich Speck zwrócił bowiem uwagę na to, że Niemcy nie mogą myśleć o swoim bezpieczeństwie bez spojrzenia na problemy bezpieczeństwa w Europy Środkowej i Wschodniej. Nawet gdy Francja patrzy w znacznej mierze na południe i tam widzi strategiczne interesy, to nie musi być zbieżne ze sposobem myślenia w Berlinie. Stąd też Polska jest nadal dla kanclerz Angeli Merkel kluczowym kierunkiem konstruowania relacji w Europie.

Marton Ugrosdy wskazał, iż należy pracować nad poprawą reagowania w NATO. Szczególnie, że w przypadku jakiejkolwiek rosyjskiej akcji, zapewne nie dojdzie do powołania się na artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Rosja bowiem bardzo dobrze wie jak go obecnie omijać. Wobec tego trzeba dokładnie analizować potrzebę dostosowywania projekcji sił w warunkach „pokojowych” - dotyczy to chociażby przerzutu wojska, sprzętu, a także debaty o wzroście połączeń użytecznych do tego rodzaju przemieszczania się sił zbrojnych państw sojuszu. To samo dało się wywnioskować z wypowiedzi Bartosza Wiśniewskiego, który podkreślał znaczenie współpracy UE i NATO, jako niezaprzeczalnie potrzebnej oraz niejako naturalnej. Szczególnie w kontekście np. potrzeb w obrębie przemieszczania się wojsk po kontynencie.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Reklama
As
wtorek, 12 czerwca 2018, 07:56

Kontrowersji nie ma tylko wtedy, kiedy sojusz funkcjonuje lteoretycznie, a prawdziwe kontrowersje pojawią się wówczas, kiedy trzeba będzie uruchomić artykuł 5.

De Retour
poniedziałek, 11 czerwca 2018, 22:12

Zobaczymy na ile USA uwzględnią interesy Korei Płd. i Japonii podczas rozmów z Kimem. To nam pokaże na jakie realne wsparcie USA możemy liczyć. Ewentualne realne uzupełnienie (lub alternatywa) NATO powstanie poza ramami UE. Na przykład inicjatywa EI2. Możliwe, że bez udziału Niemiec. Francja jest zainteresowana wschodnią flanką sojuszu i aktywna np. w Gruzji, na Ukrainie. Dynamicznie rozwija się współpraca wojskowa z Estonią. Ale do tanga trzeba dwojga...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama