Reklama

Królikowski: powołanie Dowództwa Sił Połączonych będzie oznaczało dwuwładzę [WYWIAD]

3 września 2017, 12:06
Hubert Królikowski, fot. archiwum prywatne
Hubert Królikowski, Fot. Defence24.pl.
Koncepcja Obronna RP o systemie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi (str. 60)
Hubert Królikowski. Fot. Defence24.pl.

W pracach nad Strategicznym Przeglądem Obronnym za najbardziej optymalne uznano zorganizowanie jednego dowództwa na poziomie strategicznym, a nie tworzenie większej liczby dowództw o sztucznie i niefunkcjonalnie podzielonych kompetencjach - powiedział w rozmowie z Defence24.pl prof. Hubert Królikowski z MON. Jego zdaniem utworzenie proponowanego przez BBN Dowództwa Sił Połączonych doprowadzi do dwuwładzy w wojsku.

Rafał Lesiecki, Defence24.pl: W ramach reformy systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi MON proponuje utworzenie Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia, podczas gdy BBN uważa, że lepiej powołać Dowództwo Sił Połączonych. Jakie ma pan argumenty, żeby przekonać prezydenta Andrzeja Dudę i jego współpracowników.

Doradca pełnomocnika MON ds. SPO i zastępca dyrektora Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych MON prof. Hubert Królikowski: Raport SPO przedstawił wypracowaną w trakcie przeglądu propozycję nowego Systemu Dowodzenia i Kierowania (SKiD) SZ RP, który uwzględnił zasady i funkcje dowodzenia obowiązujące w sztuce wojennej. Najważniejsza z nich wyraźnie zaznacza sprawę jednoosobowego dowodzenia i z tą zasadą związana jest jednoosobowa odpowiedzialność za przygotowanie i użycie SZ RP w sytuacji potencjalnej agresji przeciwko Polsce.

Nowy system dowodzenia odzwierciedla funkcje dowodzenia obowiązujące w NATO w zakresie planowania, organizacji, wykonania i nadzoru. Przy tym należy wyraźnie zaznaczyć, że odpowiedzialny za realizację tych czynności jest zawsze jeden dowódca bez względu na jakim poziomie sprawuje swoje funkcje dowódcze czy to na poziomie strategicznym, operacyjnym, czy taktycznym. Ponadto wzięto pod uwagę geostrategiczne położenie Polski, dynamikę podejmowania decyzji politycznych przez sojusznicze władze odnośnie sposobu i czasu zaangażowania w odparcie agresji, stan gotowości bojowej – generalnie niezbyt wysoki – NATO-wskich struktur wojskowych. Musimy też pamiętać, że kilkanaście lat temu zadania systemu dowodzenia NATO ewoluowały w kierunku ekspedycyjnym. Z powodów doktrynalnych dowództwa te nie dysponują bezpośrednio podporządkowanymi siłami, są one tworzone w ramach generowania sił i sojuszniczego planowania operacyjnego. Wyżej wymienione argumenty sugerowały utworzenie prostego i spłaszczonego systemu dowodzenia, umożliwiającego sprawną i szybką współpracę z natowskimi władzami politycznymi, Dowódcą Połączonych Sił Zbrojnych NATO (ACO) oraz innymi elementami sojuszniczej struktury dowodzenia podczas pokoju, kryzysu i wojny.

Dlatego też za najbardziej optymalne uznano zorganizowanie jednego dowództwa na poziomie strategicznym oraz jasne rozgraniczenie kompetencji na kolejnych poziomach, a nie tworzenie większej ilości dowództw o sztucznie i niefunkcjonalnie podzielonych kompetencjach. Ma to szczególne znaczenie w kontekście struktury i sprawnego działania stanowisk dowodzenia.

Uważam, że propozycja utworzenia w Siłach Zbrojnych RP Dowództwa Sił Połączonych, mimo, że nie podważa zasady hierarchiczności w łańcuchu dowodzenia, sankcjonuje obecnie istniejącą "konkurencję", zasadę pożądaną na wolnym rynku, ale nie w dowodzeniu siłami zbrojnymi. Wydłuża łańcuch dowodzenia, a tym samym zwiększa czas rekcji. Ma to zasadnicze znaczenie z punktu widzenia przemieszczenia (manewru) i użycia wojsk w wyniku nowopowstających sytuacji operacyjnych w obszarach odpowiedzialności poszczególnych dowództw szczebla operacyjnego na obszarze kraju w czasie wojny.

Efektem może być budowa systemu, który sankcjonuje uchylanie się od wyraźnej odpowiedzialności za przygotowanie SZ RP do obrony kraju i rezultatów tych działań. Byłoby to więc powtórzenie ułomności modelu SKiD, który był stworzony według dyrektyw gen. bryg. prof. Stanisława Kozieja i gen. broni Mirosława Różańskiego.

Przy rozpatrywaniu propozycji BBN należy zauważyć, że mimo rzekomej akceptacji dowódczej roli szefa SG WP przez BBN, to i tak w propozycji BBN rola szefa Sztabu skupia się na planowaniu, bez wpływu na szkolenie SZ RP ze względu na to, że dowódcy rodzajów sił zbrojnych w tej koncepcji będą podlegać pod, proponowanego przez BBN, Dowódcę Sił Połączonych. Wyraźnie przeczy to zasadom i funkcjom dowodzenia. Na przykład zasadzie "ćwicz jak będziesz walczył, walcz jak ćwiczyłeś".

To bardzo wyraźnie pokazuje, ideę utworzenia dwóch „konkurencyjnych” organów dowodzenia o nakładających się kompetencjach. W takim rozwiązaniu szef SG WP byłby doradcą dla władz cywilnych, reprezentowałby Polskę w NATO, ale jego wpływ na dowodzenie znowu byłby iluzoryczny. W sumie obecna "trójwładza" zostanie zastąpiona "dwuwładzą". Jest to przypuszczalnie pochodną błędnej wizji rozdziału funkcji dowodzenia od doradztwa - niezgodną z natowskim standardem. Może to też wynikać z niezrozumienia zasad cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi, gdzie funkcja doradcza powinna spocząć na barkach stosownych pionów MON czy także, w pewnym zakresie, BBN.

NATO właśnie zmienia swoją strukturę dowodzenia. Jeszcze nie wiadomo, jak będzie ona wyglądała.

Tak, do końca nie wiadomo, jaki będzie finał tych zmian. Wiemy, że system dowodzenia NATO ma być zdolny do skutecznego dowodzenia w wypadku agresji o dużej skali. Proponowane przez nas zmiany wpisują się też w tą filozofię. Jednocześnie ważne było dla nas zachowanie roli i zdolności narodowego systemu i łańcucha dowodzenia w ramach operacji sojuszniczej i koalicyjnej.

Trudność w uzasadnieniu propozycji MON w publicznej debacie stanowi jej niejawny charakter. Sprzyjającą efektywności prostotę, jak też funkcjonalność proponowanego w SPO rozwiązania widać naprawdę w przypadku kryzysu i wojny.

BBN argumentuje, że dowódca na poziomie strategicznym będzie miał tyle innych zadań na poziomie politycznym i międzynarodowym, że potrzebny będzie ktoś, kto go wyręczy w prowadzeniu operacji.

Czytaj więcej: Wiceszef BBN dla Defence24.pl: SPO to jedynie wstęp do dyskusji

Tak jak zaznaczałem wcześniej, w dowodzeniu obowiązuje zasada, że ten, kto szkoli, ten później dowodzi i rozlicza swoich podwładnych i sam też jest rozliczany. Gdyby istniało Dowództwo Sił Połączonych, szef SG WP musiałby uzgadniać plany nie tylko z sojusznikami, ale także z dowódcą sił połączonych. To wydłuży czas podejmowania decyzji i nie będzie funkcjonalne. Nie jest to więc kwestia tego, czy będzie dodatkowe dowództwo, tylko jak zostanie zorganizowana praca i stanowisko dowodzenia Naczelnego Dowódcy. Tworzenie dodatkowego szczebla tylko to komplikuje.

Czy takim dodatkowym szczeblem nie będzie Inspektorat Szkolenia i Dowodzenia?

Nie będzie dodatkowym szczeblem. To będzie narzędzie szefa SG WP, za pomocą, którego będzie on wdrażał swoje prerogatywy w zakresie połączonego szkolenia wojsk na szczeblu strategicznym i operacyjnym i wypracowaną przez SG WP doktrynę szkolenia. Tak naprawdę jest to wsparcie dla szefa SG WP, a nie dodatkowy "konkurencyjny" szczebel, czy współdowódca, z którym szef SG WP musi uzgadniać stanowisko.

To po co wydzielać taką strukturę?

Do realizacji bardzo ważnych funkcji, które muszą być realizowane przez szefa SG WP i jednocześnie Naczelnego Dowódcę. Do tej pory były one w gestii dowódców generalnego i w części operacyjnego. Szef SG WP potrzebuje w tym zakresie wzmocnienia i odpowiedniego narzędzia. Zwróćmy też uwagę, że SG WP jest częścią urzędu MON, czyli częścią administracji rządowej. Przypisanie tej funkcji bezpośrednio do SG WP, a tym samym zwiększenie liczby personelu pracującego i służącego w tej instytucji, rozdmuchałoby administrację rządową. Z powodów pragmatycznych i uwarunkowań administracyjnych byłoby to trudne do przeprowadzenia.

Koncepcja Obronna RP o systemie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi NOWE
Koncepcja Obronna RP o systemie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi (str. 60)

Dlaczego z nowej struktury zniknie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych? Istniało ono, w innej formule, jeszcze przed wprowadzeniem obecnego systemu kierowania i dowodzenia.

Inspektorat Szkolenia i Dowodzenia ma w dużej części powstać na bazie DORSZ. To nie będzie rozformowanie tylko praktycznie przeformowanie i zmiana podległości jego dowódcy. W odróżnieniu od obecnego modelu SKiD DORSZ nie będzie elementem łańcucha dowodzenia.

Czy inspektora szkolenia i dowodzenia będzie mianował prezydent? W przeszłości szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych też do pewnego momentu mianował prezydent.

Wcześniej tego typu uwaga czy pytanie nie wpłynęło z BBN. O tej kwestii dowiedzieliśmy się dopiero z mediów. Nie mam więc pewności, czy jest to oficjalne stanowisko. Możliwość mianowania przez Prezydenta oficerów stojących na czele proponowanych przez nas inspektoratów (Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych czy Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia) wymagałaby podjęcia analizy jej zgodności z konstytucją, ponieważ prawdopodobnie tworzyłoby to konieczność rozszerzenia konstytucyjnych uprawnień Prezydenta RP.

BBN uważa, że prognozy finansowania sił zbrojnych mogą być zbyt optymistyczne. Na jakiej podstawie one powstały?

Ponownie jesteśmy zaskoczeni, że taka krytyka się pojawia dopiero teraz i za pośrednictwem mediów. Nie otrzymaliśmy takiej uwagi wcześniej w drodze oficjalnej, mimo że w tym celu BBN otrzymał od nas raport.

Opieraliśmy się na prognozach Ministerstwa Finansów co do wzrostu gospodarczego oraz projekcie nowelizacji ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej sił zbrojnych, który przewiduje wzrost wydatków obronnych, i został przecież wsparty publicznie przez pana prezydenta. Jeżeli BBN posiada inne prognozy wzrostu gospodarczego czy chciałoby zaproponować inne wytyczne odnośnie finansowania obronności, niż te przyjęte przez Radę Ministrów, to nie tylko z powodu rzetelności badawczej, jesteśmy ich analizą zainteresowani.

(Na końcu wywiadu publikujemy tabelę z przyjętą w pracach nad SPO prognozą produktu krajowego brutto oraz wydatków obronnych w latach 2017-2032 – red. Defence24.pl)

Wiceszef BBN Dariusz Gwizdała powiedział Defence24.pl, że raport ze Strategicznego Przeglądu Obronnego to dokument wewnątrzresortowy, niewiążący dla prezydenta. Tymczasem wdrożenie przynajmniej części wniosków z SPO będzie wymagało ustawowych i podpisu prezydenta, zwierzchnika sił zbrojnych.

Tak, SPO jest dokumentem wewnątrzresortowym i wynika z uprawnień Ministra Obrony Narodowej, który jak najbardziej może podpisać się pod rekomendacjami. Ostatni proces SPO był, w mojej ocenie, najlepiej oprzyrządowany i obiektywny. Wynikało to między innymi z ostrej krytyki braku systemu analizy operacyjnej i budżetowej w MON w sporządzonym w 2015 r. i niestety utajnionym raporcie NIK. W pracach nad SPO uczestniczyli jednak nie tylko przedstawiciele MON, wszystkich najważniejszych dowództw i służb specjalnych, ale także innych resortów, uczelni, instytucji takich jak Polski Instytut Spraw Międzynarodowych i Ośrodek Studiów Wschodnich.

W Zespole i pracach SPO uczestniczyli, w końcu też przedstawiciele BBN.

W konsultacjach wsparli nas też wiodący eksperci zagraniczni m.in. uznany specjalista w zakresie systemów dowodzenia w Europie Wschodniej i Centralnej dr Thomas-Durell Young. Gen. broni H. R. McMaster, wówczas postać tworząca przyszłość US Army, koledzy z Departamentu Obrony USA, którzy kierują tworzeniem amerykański odpowiednik SPO, a także systemu analizy operacyjnej i budżetowej. W trakcie kilku sesji pracowaliśmy nad metodologią. W tym zakresie, konsultowaliśmy się także z ekspertami z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii i Niemiec.

SPO jest więc takim "zapalnikiem", który wyzwala dalsze działania w odniesieniu do sił zbrojnych. Na jego podstawie powinny być opracowane "Szczegółowe kierunki przebudowy i modernizacji SZ RP" oraz "Plan Modernizacji Technicznej SZ RP". W sposób oczywisty powinien mieć też wpływ na kolejną edycję "Głównych Kierunków Rozwoju SZ RP", wydawanych przez Prezydenta RP na wniosek Ministra Obrony Narodowej.

Skoro prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, to bardzo to szanujemy. Chcemy jednak żeby ta dyskusja miała wymiar merytoryczny, i skupiała się na rozwiązaniach, zamiast na tym kto wydał jaki dokument. Wierzę, że problem nie leży w ambicjach uczestników dyskusji, tylko w realnej trosce o Polskę.

SPO było najlepszą platformą do podjęcia tej dyskusji. Każdy miał możliwość przedstawienia swojej koncepcji i poddania jej równym dla wszystkich regułom weryfikacji.

Co dalej?

Uwagi, które do tej pory wpłynęły do MON z BBN, nie dotyczyły do tej pory stricte raportu SPO, ale związanego z nim projektu ustawy dotyczącej reformy systemu dowodzenia. Nie dotyczyły niestety np. ani sił morskich, ani prognoz budżetowych. Odpowiedź MON została już przesłana. Teraz jest czas na rozstrzygnięcia decydentów politycznych. Minister Antoni Macierewicz podtrzymuje gotowość do przeprowadzenia prezentacji z udziałem autorów SPO. Jestem przekonany, że warto wysłuchać autorów i zadać im pytania w tak ważnych dla nas wszystkich kwestiach. Jest to ważne także ze względu na wysiłek wszystkich osób uczestniczących w przeglądzie a także na fakt, że nie powinniśmy dłużej czekać z działaniami reformującymi Siły Zbrojne.

Wiceminister obrony Tomasz Szatkowski nieraz mówił, że chciałby przedstawić raport z SPO bezpośrednio prezydentowi. Wiceszef BBN Dariusz Gwizdała oświadczył, że prezydent uznał, że na tym etapie dotychczasowe konsultacje BBN i MON w sprawie SPO są w pełni wystarczające.

Minister Szatkowski odnosił się do deklaracji Ministra Macierewicza i jego propozycji szerokiej prezentacji przy udziale autorów SPO. Dalej, to już jest niezależna decyzja prezydenta, ale moim zdaniem byłoby to jak najbardziej wskazane i ważne dla SZ RP, a nawet więcej – dla polskiej racji stanu.

Czytaj więcej: Szef MON chce rozmawiać z prezydentem o SPO

Na relacje między prezydentem a MON niewątpliwie wpływa sprawa szefa Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w BBN gen. bryg. Jarosława Kraszewskiego, któremu zawieszono dostęp do informacji niejawnych. Jak z punktu widzenia MON wpływa na relacje z BBN?

Jest to sprawa służb, ich prerogatyw i kompetencji. Wierzę, że takie działania zostały podjęte, bo są konieczne. Jednak jeśli jeden generał jest wyłączony z dyskusji, to nie powinno to jej uniemożliwiać i wyczerpać zdolności analitycznych BBN.

Koncepcje MON i BBN zderzają się w zakresie rozwoju sił morskich. Strategiczny Przegląd Obronny inaczej widzi rozwój Marynarki Wojennej niż opublikowana pod auspicjami BBN Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego.

Również ta kwestia też nie była wcześniej zgłaszana oficjalnie przez BBN. W samej Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego (SKBM) zaznaczono, że jest to głos w dyskusji. To głos interesujący. Mimo że stworzony bez dostępu do danych niejawnych, niezawierający analizy operacyjnej i ekonomicznej opisywanych rekomendacji. Wzięliśmy go pod uwagę w pracach dotyczących zdolności SZ RP. W ramach SPO badaliśmy model rozwoju Marynarki Wojennej w konfiguracji podobnej do proponowanej w Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego.

W SPO, zdolności SZ RP analizowaliśmy jako całość, a nie jako "udzielne księstwa" poszczególnych rodzajów Sił Zbrojnych. Analiza była oparta o równe dla wszystkich wariantów, te same i obiektywne kryteria oraz wskaźniki, takie jak m.in. zdolność do zadania strat przeciwnikowi, zdolność do przetrwania i oczywiście koszt. W procesie tym uczestniczyli oficerowie Marynarki Wojennej. Korzystaliśmy z gier wojennych, narzędzi informatycznych, w tym tak złożonych jak Joint Theater Level Simulation.

Wyszliśmy z następujących założeń: Marynarka Wojenna powinna być skutecznym narzędziem militarnym, które wzmacnia potencjał obronny państwa, a nie „flotą reprezentacyjną”; potencjał MW powinien pozwalać na realizację zobowiązań sojuszniczych; a siły morskie powinny stworzyć warunki do przyjęcia sił wzmocnienia. Doszliśmy do wniosku, że wariant rekomendowany w Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego nie był , w przewidywanym horyzoncie do 2032 r. optymalny pod względem "koszt-efekt", ani pod względem znaczącego wzmocnienia zdolności obronnych Polski.

Jako najbardziej efektywny na końcu wybraliśmy wariant rozwoju MW, którego pierwszoplanowymi elementami są okręty podwodne, jako platformy rozpoznawcze i antydostępowe, ale wyposażone także w systemy uderzeniowe, nadbrzeżne rakietowe środki przeciwokrętowe, morskie zdolności do prowadzenia wojny minowej i lotnictwo. Jest to pójście w kierunku budowania własnej strefy antydostępowej na Bałtyku, czyli utrudniania działań przeciwnika i ułatwiania wejścia na teren operacji sojusznikom. Jest to związane ze wzrostem zasięgu sensorów i efektorów, przy spadku ich ceny, wraz ze wzrostem kosztu i wrażliwości na zniszczenie dużych platform – zjawisko znane amerykańskiej koncepcji Air Sea Battle. Te trendy zamienią Bałtyk, w razie konfliktu, w strefę śmierci, zwłaszcza dla dużych nawodnych platform.

Oczywiście nie oznacza to, że w przyszłości nie powinny być rozwijane zdolności MW, także w tych obszarach rekomendowanych przez SKBM.

Wiceszef BBN Dariusz Gwizdała w rozmowie z Defence24.pl zwrócił uwagę na włączenie okrętów do systemu obrony powietrznej. Poza tym zwolennicy rozbudowy sił nawodnych wskazują, że okręty mają zadania nie tylko wojenne, ale także na czasu pokoju, np. prezentowanie bandery lub wypełnianie zobowiązań sojuszniczych.

Rozpatrywaliśmy różne warianty w oparciu o pełne dane i obiektywne kryteria. Stawialiśmy pytania o relację "koszt-efekt". Czy tańsze są mobilne, naziemne zestawy przeciwlotnicze średniego zasięgu czy okręty nawodne, nieporównywalnie droższe i będące jednocześnie wartościowym celem dla przeciwnika? To kwestia wyboru.

Po drugie, pierwszoplanowym, konstytucyjnym zadaniem sił zbrojnych, których częścią jest Marynarka Wojenna, jest obrona integralności terytorialnej państwa i nienaruszalności granic. Jeżeli będziemy mieli zdolność do obrony terytorium, to również będzie można wiarygodnie reprezentować banderę. Jeżeli już na wstępie skupimy się na pokazywaniu obecności, nie będziemy mogli wiarygodnie wypełniać podstawowej funkcji. To nie jest tak, że proponujemy wyzbycie się jednostek nawodnych, rozwijamy, ale te, które są najistotniejsze np. okręty przeznaczone do prowadzenia wojny minowej.

To nie MON w SPO pozbywa się jednostek nawodnych, to upływający czas za chwilę się ich pozbędzie. Średnia wieku okrętów bojowych do 33 lata.

Ten stan jest efektem zmiksowania "mocarstwowych planów" z realiami budżetowymi, braku jasnej i konsekwentnie realizowanej koncepcji rozwoju.

Chętnie byśmy uwzględnili i plany rozbudowy floty, i rozwoju lotnictwa, i każdego innego rodzaju sił zbrojnych. Ale mieliśmy też taką niewdzięczną rolę, że musieliśmy dokonać wyboru wobec ograniczonych środków budżetowych. Dla nas priorytetem była obrona terytorium państwa. Według zasady: najpierw zbudujmy zdolności, które są kluczowe, później będziemy rozwijać inne.

Warto też dodać, że SPO nie faworyzowało żadnego "lobby" – morskiego, powietrznego, lądowego, specjalnego, ani terytorialnego. SKBM jest produktem środowisk, którym morze jest bliskie, takich jak Rada Budowy Okrętów, w sumie "lobby morskiego", którego wizja MW jest imponująca. Nie umniejsza to jego roli i wartości, ale nie oznacza, że nie może być weryfikowana i oceniana, przy szerszych kryteriach i bardziej zaawansowanej metodologii.

W pracach SPO uczestniczyli przedstawiciele wszystkich rodzajów sił zbrojnych i pojawiło się wiele koncepcji, często dość rewolucyjnych, które też były weryfikowane, np. w odniesieniu do lotnictwa, (w tym śmigłowców), sił lądowych (np. kwestia pływalności wozów bojowych), Wojsk Obrony Terytorialnej, czy Wojsk Specjalnych. Były one weryfikowane w oparciu o te same wspólne dla wszystkich kryteria i te same narzędzia.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Lesiecki

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
oskarm
poniedziałek, 4 września 2017, 22:44

@ Hubert Królikowski, 1) Odnośnie złożoności JTLSa. Tak to jedna z najbardziej złożonych symulacji, ale jej algorytmy nadają się do symulowania wielkich działań pod warunkiem, gdy jest on systemem nadrzędnym nad symulacjami oddającymi bez nadmiernych uproszczeń fizyczność. Dla przykładu: - WE jest symulowana tylko jako porównywanie mocy sygnału zakłócającego, radaru i sygnału odbitego od celu. Przy takim podejściu stary radar z lat 60-tych będzie bardziej odporny na zakłócenia niż współczesny AESA ale o mniejszej mocy wiązki. - Dopiero w listopadzie 2014 roku dodano zależność od głębokości akwenów w zasięgach sonarów. A gdzie uwarstwowienie wody, poziom falowania, typ i kształt dna, hałas fauny i działalności człowieka, rzek itd. To są podstawy symulowania wojny na morzu. Jeśli do symulacji walk na morzu był używany goły JTLS, to równie dobrze astrologię można używać do leczenia zaburzeń psychicznych! 2) Sprawa efektywność kosztowa. Amerykańska bateria Patriota (pół naszej baterii) dla US Army w 2009 kosztował bez pocisków około 337 mln USD. Obecnie z ogłoszenia DSCA dla Rumunów (odliczając ceny pocisków po kosztach dla US Army) koszt sprzętu baterii to około 400 mln USD. Dla porównania fregata typu Iver Huitfeldt po doliczeniu kosztów uzbrojenia, które Duńczycy sobie wyciągnęli z magazynów lub przenieśli ze starszych okrętów, kosztowałaby 2,1 mld DKK co daje po dzisiejszym kursie 337 mln USD. Do cen baterii i okrętu należałoby dodać koszt jednostki ognia. Obecna wersja Patriota może zwalczać do 9 celów jednocześnie, a fregata Iver Huitfeldt 16 przy pociskach z półaktywnym naprowadzaniem (przy aktywnym więcej). Do tego może wykonywać kupę innych zadań niż tylko OPL/OPR. Wiec gdzie tu niekorzystna relacja koszt efekt? Zakładam, że rozmieszczenie aktywnych lotnisk rosyjskich Pan zna. 3) Mam nadzieję, że ma pan świadomość zaistnienia takich wydarzeń jak: - stratach tankowców państw NATO zanim wprowadzono konwoje czy o tym ile statków zostało porwanych w Rogu Afryki nim NATO podjęło działania, - zatopieniu Rainbow Warriora czy Cheonana, - sprawie porwania Arctic Sea, - wojnach dorszowych, - o zatrzymaniu tureckiej flotylli do Strefy Gazy, - o przejęciu ukraińskich platform wiertniczych przez Rosjan (ukraiński patrolowiec musiał zrejterować przed rosyjską fregatą). itd. Oczywiście możemy zrezygnować z MW, tylko wtedy nie zdziwmy się, że cała dywersyfikacja dostaw ropy i gazu może pójść się... A my będziemy musieli płacić po 100 USD więcej niż nasi sąsiedzi za 1000 m^3 i na żądania Putina odpowiadać: "Tak jest! Jak Pan sobie życzy."

MK
wtorek, 5 września 2017, 10:13

1. Trochę niedociągnięć w tym porównaniu kosztów, Duńczycy może ściągną trochę uzbrojenia ze starszych okrętów lub zapasów, nasza MW nie. Musimy dokupić. Powinieneś też porównać koszty eksploatacji (m.in. remonty, modernizacje) i utrzymania załogi. Wyliczenie fajne ale nie do końca pełne. 2. Z tego co wyczytałem, to korzystali nie tylko z JLTS, ale też z innych urządzeń i form symulacji, ćwiczeń. 3. Poza tym analiza doświadczeń historycznych też jest ważna. Piszesz o tym, ale nie o wojnie obronnej z września 1939 r., gdzie udział MW można podsumować słowami heroiczny i symboliczny.

Polak
niedziela, 3 września 2017, 18:30

Kiedy MON wreszcie kupi obiecane rok temu śmigłowce, rakiety patrioty, łodzie podwodne, 1000 dronów i 100 egzemplarzy samolotu F -16! Na razie TYLKO GADAJĄ o modernizacji i przyspieszeniu, a nic nie robią z podpisywaniem kontraktów zbrojeniowych!

MadMax
niedziela, 3 września 2017, 18:14

Cytat: "W odróżnieniu od obecnego modelu SKiD DORSZ nie będzie elementem łańcucha dowodzenia." I tu jest pies pogrzebany. Więc obrazowo jak dziecku - każde dowództwo Rodzaju Sił Zbrojnych tworzy sobie pewien obrazek wojny na danym obszarze. Zacznijmy od tego, że żaden RSZ nie widzi obrazka innego RSZ, więc na wstępie mamy 5 niespójnych ze sobą obrazków planu wojny. Pięć niespójnych, bo nie ma Joint Command. Następnie komuś się wydaje, że SG usiądzie i w zastępstwie Joint Command będzie nakładał na siebie tych 5 powstałych zupełnie niezależnie obrazków, SG wychwyci wszystkie w nich błędy i każe te obrazki poprawiać do poziomu szczebla taktycznego włącznie, by były ze sobą zgodne i po nałożeniu na siebie 5-ciu obraz był spójny, przy czym SG będzie koordynować proces tej poprawy, bo tylko SG będzie miał wiedzę, jak wygląda to w całości (bo nikt inny nie widzi wszystkich obrazków). Zmiany w obrazkach SG każe zaś zrobić Inspektoratowi Szkolenia i Dowodzenia, który w ogóle nie jest elementem w łańcuchu dowodzenia. Więc Inspektoratowi, który może z tych obrazków tworzyć wizje gwiezdnych wojen i opanowania Marsa, bo nie odpowiada w żaden sposób za dowodzenie. Tyle można wyczytać z artykułu.

Stary Ale Jary
poniedziałek, 4 września 2017, 10:54

Szanowny Szalony Maxie, powinieneś uważniej przeczytać tekst, który komentujesz. Widać tęsknotę za DORSZ, ale to nic złego bo pewnie jesteś żołnierzem z DORSZ. Z proponowanego modelu wynika, że będzie więcej pracy w zakresie szkolenia wojsk, dowództw i sztabów na poziomie strategiczno-operacyjnym. A to nie bajka, tylko olbrzymia odpowiedzialność i ogrom pracy. Co ma inspektor robić w czasie pokoju to jest jasne. W czasie wojny to można się domyślać, ale łatwo zgłaszać krytyczne uwagi, bo wojenny system jest niejawny. O ile dobrze rozumiem intencje autora, tak to Szef SG WP powinien składać te pięć obrazków i ma do tego narzędzia - jeśli nie to jest niepotrzebny. Składać obrazki mogą oficerowie i generałowie o dogłębnym wykształceniu, dużym doświadczeniu, wysokim poziomie intelektualnym i wiedzy operacyjnej i strategicznej, przetarci w relacjach na poziomie politycznym i międzynarodowym.

Leszek
poniedziałek, 4 września 2017, 01:27

Propozycja prof. Marka jest bardzo interesująca i przemyślana. Daje szansę pogodzenia wody z ogniem czyli MON i BBN a konkretniej ich ambicji udowodnienia jednej i tylko jednej racji, przy której twardo odstaje. A jak wiadomo: gdzie dwęch się bije tam trzeci korzysta

brabbit
poniedziałek, 4 września 2017, 14:10

Rzadko się zgadzam z PISowskim podejściem do armii, ale tutaj muszę przyznać rację jeśli chodzi o MW. OP powinny być jej podstawowym ramieniem. MW jest od walczenia a nie paradowania. Najpierw trzeba zapewnić jej podstawowy oręż a potem martwić się o prezentacje bandery. 4-6 op, małych rodzaju u212, bez wodotrysków typu wyrzutnie pionowe, które przy planowanej ilości nie będą ŻADNYM odstraszeniem, a jedynie zbędnym wydatkiem. Równie dobrze można powiedzieć, kupmy 4 F-35 i każdy nas się będzie bał - bez sensu. Potem inwestycja w okręty nawodne, przede wszystkim minowanie i rozminowywanie.

oskarm
poniedziałek, 4 września 2017, 22:05

@Brabbit, Czy ty wiesz jak dzialaja wspolczesne OP? Prosze wskaz rejony dzialania chociaz dla 4 z nich jednoczesnie w czasie W ma Baltyku. Zrob to majac na uwadze, ze w morzu moga byc tez niemieckie, szwedzkie i rosyjskie OP.

tak tylko pytam...
niedziela, 3 września 2017, 23:15

Jaka jest metodyka obliczania PKB? Z załączonej tabelki wynika, że roczny wzrost PKB będzie 5-6%. Przecież to nierealne, rewelacyjnym wynikiem będzie wzrost 3-3,5%. O 5-6% to nawet mowy nie ma, to byłby cud gospodarczy...

Widelec
poniedziałek, 4 września 2017, 10:03

Możesz sprawdzić w dwóch dokumentach: 1. Wytyczne dotyczące stosowania jednolitych wskaźników makroekonomicznych będących podstawą oszacowania skutków finansowych projektowanych ustaw, ostatnia aktualizacja z 12 maja br. 2. Projekt ustawy o zmianie ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Oba dokumenty są do znalezienia przez wyszukiwarkę po wpisaniu tytułu, skan tego drugiego jest też na Defence24. Pozdrawiam

lef
wtorek, 5 września 2017, 08:59

Obawiam się, że jedyną przyczyną zmiany systemu dowodzenia jest, nie poprawa skuteczności, przejrzystości i przybliżenia do rozwiązań natowskich, lecz zmiana tego co wypracowali poprzednicy. Sadzę, że tak jak przy poprzedniej reformie zagubi się najlepszą kadrę, a powstałe dowództwa i przybudówki stworzą czapę w której będzie więcej wodzów niż Indian.

oskarm
wtorek, 5 września 2017, 14:19

@lef Nie, stary system byl niewydolny w wielu sytuacjach nawet w czasie P a co dopiero w czasie W!

De Retour
poniedziałek, 4 września 2017, 19:10

W 21 wieku działania są połączone, to i dowództwo powinno być. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zajmowało się szkoleniem, planowaniem i prowadzeniem operacji. Jak do "historycznego" uzbrojenia dodamy "prahistoryczny" system dowodzenia, to juz będzie naprawdę kiepsko.

ty
czwartek, 7 września 2017, 11:42

czyli będzie to tak-SSG będzie zajmował się z jednej strony problemami strategicznymi a jednocześnie będzie dowodził poszczególnymi dywizjami - pogratulować , dublowanie kompetencji -co stoi na przeszkodzie porządnie je rozdzielić , wszystkim zainteresowanym polecam lekturę COPD/ Comprehensiv operational planing directive/ dokument normujący proces planowania i dowodzenia w NATO , dostępny w sieci i pięknie określa rolę dowódców na poszczególnych poziomach od Dowódcy sił NATO

Marek
niedziela, 3 września 2017, 20:03

A może by tak zastanowić się nad pewnym kompromisem między BBN a MON, w którym miałaby miejsce unia personalna, w ramach której Szef Sztabu Generalnego WP byłby równocześnie z urzędu (a więc oczywiście ustawowo, nie umownie) Dowódcą Sił Połączonych? Wyobrażam sobie, że: 1) Szef SG WP sprawowałby efektywne zwierzchnictwo zarówno nad siłami połączonymi, jak i nad SG WP dzięki współpracy z I Zastępcą Szefa SG WP, który byłby jednocześnie Zastępcą Dowódcy Sił Połączonych i w zależności od sytuacji płynnie wymienialiby się obowiązkami. Na przykład w czasie pokoju Szef SG WP odpowiadałby za szeroko rozumiane planowanie strategiczne, a jego I Zastępca koordynowałby procesy szkoleń, ćwiczeń i przygotowania operacji obronnych. Za to w sytuacji wojny Szef SG WP przejąłby obowiązki Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, bezpośrednio dowodząc armią, a jego I Zastępca skupiłby się na nadzorze nad organizacją, planowaniem i tak dalej. 2) Dodatkowo - już tylko w ramach SG WP - funkcjonowałoby kolejnych dwóch "zwykłych" Zastępców Szefa SG WP, którzy sprawowaliby stały merytoryczny nadzór nad poszczególnymi komórkami organizacyjnymi SG WP, a także koordynowaliby kwestie nadzoru nad 5 dowództwami rodzajów sił zbrojnych (lub 6 w przypadku wyodrębnienia wojsk cybernetycznych i radioelektronicznych, co być może będzie miało kiedyś miejsce). 3) Organami pomocniczymi w procesie koordynacji sił zbrojnych byłyby w takim modelu: - Inspektorat Wsparcia podlegający bezpośrednio tandemowi Szef SG WP - I Zastępca Szefa SG WP, który zgodnie z SPO powstałby na bazie Inspektoratu Rodzajów Wojsk DG RSZ i Inspektoratu Wsparcia SZ, odpowiadając za zabezpieczenie działań wykonywanych przez jednostki podlegające dowództwom poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, - Inspektorat Szkolenia wydzielony z rozformowanego DG RSZ również pod bezpośrednim nadzorem owego tandemu, który za jego pośrednictwem dbałby o jakość szkolenia i koordynowałby szkolenia, w ramach których poszczególne rodzaje sił zbrojnych kooperowałyby ze sobą. 4) Nie powstałoby postulowane przez BBN Dowództwo Sił Połączonych. Zapleczem dla Szefa SG WP i jego I Zastępcy w zakresie koordynacji działań połączonych byłyby Inspektorat Szkolenia oraz odpowiednie komórki SG WP powstałe na bazie rozformowanego DO RSZ To oczywiście swego rodzaju szkielet nowego SKiD, model do dyskusji, który można byłoby uzupełnić chociażby dodatkowymi procedurami zapewniającymi efektywne współdziałanie, a także bezpośrednim podporządkowaniem Służby Wywiadu Wojskowego względem SG WP. Można byłoby także rozważyć utworzenie jednego Inspektoratu Infrastruktury, który odciążyłby dowódców poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, umożliwiając im skupienie się na dowodzeniu i szkoleniu. Ale podstawowe elementy tego modelu powinny pozostać niezmienione. Uważam bowiem, że z jednej strony eliminowałby rzeczywiście dualizm zawierający się w koncepcji BBN, a z drugiej strony zapewniłby efektywne współdziałanie poszczególnych segmentów SKiD i w przeciwieństwie do propozycji MON byłby o wiele bardziej przejrzysty, bez dziwnych pomysłów w rodzaju Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia. Byłby to także lepszy model niż prosty powrót do starego systemu, w którym koordynacja działań połączonych zależała tylko od dobrej woli dowódców poszczególnych rodzajów sił zbrojnych.

czyt
niedziela, 3 września 2017, 19:52

Hmm co by nie mowic nasza zbyt dlugo przechodzi roznego rodzaju nowelizacje-modrnizacje ale de facto nie w tak duzym % uzbrojenia i technologii pola walki ale stalych zabaw odnosne kompetencji cenrtow dowodzenia i roznego rodzaju szczebli z tym powiazanych.To sluzy tylko jednemu celowi- prestizowe etaty,tytuly,fotela, przywilej i kasa a de facto na polu walki i trakcie cwiczen spory,spory ,spory komptencji .W koncu juz sami d-cy sie gubia kto kim,czym dowodzi i komu ma raportowac ...!!!!!!! RP nie jest tak duzym krajem z tak licznym potencjalem ludzkim aby tworzyc jakas wielka armie bo to kosztuje krocie a my de facto jestesmy zbyt biedni i zadne klamilwe glupty tego nie zmienia.Musi miec armie sprawna ,mobilna ,wyposazona w dobra bron strzelecka,srodki wspracia w postaci broni panc ,smiglowcow pola walki a takze pasywnej broni zwalczania broni i oddzialow panc,wroga , przenosna bron pploti bezp.cyfrowa lacznosc. Wpychanie na sile i mieszanie roznych generacji uzbrojenia to tworzenie balaganu i jakies chorej ,maniakalnej iluzji ale dla kogo i po co.W obecnej chwili wiadomo glowna potrzeba armii i kraju jest system obrony pplot i antyrakietowej bo rodzimy przemysl moze produkowac tylko systemy o ograniczonym polu razenia czyli dystansie. Definitywny brak smiglowcow wsparcia na polu walki i dla oddzialow spec to drugi z wielkich brakow i zostaje kwestia okretow MW tych nadwodnych i podwodnych.Czas mija procedury dlugie a brak uzbrojenia i wizji uplywa czyli lipa.Zobaczymy jak szybko,zdecydowanie swoj potencjal o sprzet i technologie rozwineli Turcy dlatego tez tak glosno o nich na scenie miedzynarodowej ale wiedza ,ze realna sila budzi lek zachodu a Rosja idzie na kazdy uklad aby miec ich po swoeje stronie i sprzedjae sprzet ten topowy.A my co bawimy sie tworzenie nowych szczebli dowodzenia i co bedzie przerost oficerow dowodzacych ale kim chyba soba bo juz jest ich nadwyzka.

Fxx
niedziela, 3 września 2017, 19:27

BBN wie że dane przychodzące z MF są lipne i próbuje się przygotować na nieunikniony moment kiedy okaże się że kasa jest jednak pusta.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama