Reklama
Reklama

Kręta droga śmigłowcowych zakupów. Potrzebna jednolita strategia [ANALIZA]

4 września 2017, 14:29
Fot. szer. Jakub Stypczyński
W polskiej flocie śmigłowców istotną rolę odgrywają maszyny W-3. Fot. szer. Agnieszka Grzelak.
W ramach SPO jako priorytet uznano rozwój zdolności śmigłowców szturmowych. Fot. 49blot
Śmigłowce Mi-17 pozostaną w służbie jeszcze przez pewien czas. Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
HH-101A Caesar podczas pokazu w Warszawie - fot. J.Sabak
Fot. R. Surdacki/Defence24.pl.
Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Fot. Sekcja Wychowawcza 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych

W trakcie rozpoczynającego się Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego producenci będą prezentować oferowane polskim Siłom Zbrojnym śmigłowce. Jak na razie jednak żadne z postępowań się nie zakończyło, a na podstawie wniosków Strategicznego Przeglądu Obronnego, już po rezygnacji z pozyskania maszyn wielozadaniowych na wspólnej platformie, MON zmienił priorytety zakupu śmigłowców. Paradoksalnie rewizja założeń jest okazją do wypracowania długofalowego programu modernizacji parku śmigłowców, opartego o zdefiniowane potrzeby armii.

Liczne prezentacje śmigłowców na tegorocznym MSPO odbędą się w kontekście zmian, jakie zaszły, jeżeli chodzi o zakupy wiropłatów dla polskiej armii w ciągu ostatniego roku. Po zakończeniu niepowodzeniem rozmów w sprawie zakupu 50 maszyn Caracal resort obrony rozpoczął postępowania w celu zakupu wiropłatów specjalistycznych dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej. Następnie, w ramach Strategicznego Przeglądu Obronnego jako priorytet uznano zakupy wiropłatów szturmowych w programie "Kruk" (ich liczba ma zostać znacznie zwiększona w stosunku do pierwotnych planów), a pozyskanie maszyn wielozadaniowych ma być rozłożone w czasie. Na razie w żadnym z programów nie podjęto kierunkowej decyzji.

Problem floty śmigłowców Wojska Polskiego ma jednak znacznie szerszy zakres, i wymaga kompleksowego podejścia. Realizowane obecnie przez MON procedury zakupu śmigłowców dla Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych jedynie otwierają dyskusję na temat koncepcji floty śmigłowcowej Wojska Polskiego. Ważne jest, aby nie mówić o śmigłowcach wielozadaniowych czy uderzeniowych, ale raczej o programie śmigłowcowym Sił Zbrojnych RP jako całości.  

Kluczowe pytania nie powinny zatem dotyczyć tego, co zastąpi Mi-17 czy Mi-24, lecz tego, czy istnieje potrzeba zastąpienia czy też podzielenia funkcji. Które ze zdolności Polska musi najpilniej uzyskać lub odzyskać? Kolejne, wynikające z poprzedniego, pytanie brzmi: jak zrobić to najefektywniej zarówno dla Sił Zbrojnych RP, jak i budżetu oraz gospodarki?

Opublikowanie przez MON jawnej części Strategicznego Przeglądu Obronnego i powiązane z nim informacje dotyczące kierunków rozwoju floty śmigłowcowej sił zbrojnych są niejasne. Z jednej strony podjęto wreszcie uzasadnioną decyzję o pozyskaniu śmigłowców uderzeniowych, które w tej roli zastąpią Mi-24, niedysponujące już od lat uzbrojeniem kierowanym. 

Z drugiej jednak strony wiceminister Szatkowski w wypowiedziach medialnych odniósł się krytycznie do priorytetowego traktowania pozyskiwania śmigłowców wielozadaniowych. Cytowany przez PAP wiceszef MON stwierdził wprost, że „środki przerzutu dla jednego lekko uzbrojonego batalionu, kosztują miliardy", poddając w wątpliwość skuteczność przerzutu z użyciem śmigłowców w warunkach działania systemów przeciwlotniczych i lotnictwa przeciwnika.

Szatkowski wskazał alternatywę dla mobilnych sił kawalerii powietrznej: "zamiast tego postawimy na nasycenie terenu formacjami operacyjnymi działającymi przy wsparciu Obrony Terytorialnej". Rolę dla śmigłowców wielozadaniowych widzi – jak się zdaje – w formacji takiej jak 25. Brygada Kawalerii Powietrznej, traktowanej jako „specjalny odwód czy wojska ekspedycyjne”. To wzbudziło wśród części komentatorów wątpliwości, odnośnie traktowania wiropłatów w SPO.

Mi-24 Polska
Śmigłowce Mi-24 w Wojsku Polskim od wielu lat dysponują wyłącznie uzbrojeniem niekierowanym - fot. 49blot

Śmigłowiec na współczesnym polu walki

Aby zrozumieć rolę, jaką pełnią śmigłowce na współczesnym polu walki, potrzebne jest zarysowanie pewnych podstawowych zagadnień. Należy powiedzieć wprost – potrzeba pozyskania nowych śmigłowców uderzeniowych w miejsce szturmowych Mi-24 nie podlega dyskusji co najmniej od momentu wyczerpania przeznaczonych dla tych maszyn przeciwpancernych pocisków kierowanych. De facto od ponad dekady polskie Mi-24W nie dysponują żadnym uzbrojeniem zdolnym do zwalczania czołgów, a jedynie karabinami 12,7 mm i pociskami niekierowanymi. Mimo posiadanych możliwości nie podjęto też działań związanych np. z modernizacją awioniki i możliwością zastosowania pocisków kierowanych takich, jak choćby znajdujące się w arsenale Wojska Polskiego ppk Spike.

Czytaj więcej: AW101 – trójsilnikowy śmigłowiec do misji morskich

Ale śmigłowiec uderzeniowy to nie tylko platforma przenosząca uzbrojenie przeciwpancerne. Bardzo istotną rolą tych maszyn jest wykrywanie i identyfikacja celów dla innych środków rażenia, takich jak artyleria. To również rozpoznanie, eskorta i wsparcie ogniowe nie tylko innych śmigłowców, lecz także zgrupowań wojsk lądowych. Dlatego, co należy powiedzieć jasno, planowany zakup co najmniej 3 eskadr śmigłowców uderzeniowych to krok w dobrą stronę. Ale jedynie pierwszy krok.

Uzasadnione byłoby nie tylko odtworzenie poprzez zakup nowych maszyn obecnie istniejących zdolności eskadr należących do 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, lecz także – wzorem chociażby US Army – przydzielenie każdej brygadzie (lub co najmniej dywizji) samodzielnej eskadry śmigłowców uderzeniowych do bezpośredniego wsparcia działań.

Śmigłowce wielozadaniowe, czyli jakie?

Również jeśli chodzi o śmigłowce wielozadaniowe, de facto każdy związek taktyczny na poziomie dywizji powinien posiadać śmigłowce wielozadaniowe służące chociażby do zadań ratowniczych typu MEDEVAC, wsparcia czy rozpoznawczych. W tej ostatniej roli mogą one zostać zastąpione częściowo przez wysokie nasycenie bezzałogowcami, jednak nie całkowicie. Jest to dobrze widoczne szczególnie w misjach zagranicznych, gdzie pomimo powszechnego użycia bezzałogowców, w tym również uzbrojonych, zapotrzebowanie np. na lekkie śmigłowce rozpoznawczo-szturmowe jest duże.

Warto też powiedzieć krótko na temat, który szeroko został omówiony w jednym z wcześniejszych tekstów: śmigłowiec wielozadaniowy nie musi oznaczać maszyny służącej do wykonywania wszystkich misji. Maszyna wielozadaniowa może być różnie skonfigurowana: do zadań transportowych, MEDEVAC, C-SAR czy wsparcia pola walki. Nie może jednak pełnić kilku zadań jednocześnie.

Masa np. wsporników do montowania uzbrojenia, wyrzutni i broni lufowej oraz amunicji de facto niweluje możliwość transportu istotnych ilości żołnierzy czy ładunków. Nosze i sprzęt medyczny utrudniają lub uniemożliwiają realnie transport większej liczby żołnierzy itp. Oczywiście śmigłowiec taki można w czasie kilku-kilkunastu godzin rekonfigurować do innych zadań, ale realnie z wielu przyczyn uznaje się takie działanie za ostateczność.

Mi-17
Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Zarówno maszyny, jak i załogi, lepiej jest optymalizować pod kątem wybranej grupy zadań. Natomiast stosowanie jednej platformy ułatwia szkolenie i wsparcie eksploatacji oraz serwis. Znacznie też obniża koszty zakupu oraz obsługi technicznej. Łatwiej jest negocjować zakup 50 czy 70 śmigłowców w różnych wersjach i tworzyć zdolności do ich serwisowania niż eksploatować 3-4 odmienne typy.

To logika stojąca za znaczącym zakresem unifikacji maszyn, jak ma to np. miejsce z Mi-8 w Rosji czy UH-60 Black Hawk w US Army. Jednak próba zunifikowania wszystkich zadań w jednym typie może doprowadzić do sytuacji odwrotnej – jak miało to miejsce w Polsce z wyborem wspólnej platformy śmigłowcowej, jaką miał stać się H225M Caracal. Kumulacja sprzecznych często wymagań podnosi niepotrzebnie koszty, zamiast je obniżać. Nie jest to bynajmniej zarzut względem tej, a nie innej maszyny, ale logiki zakupu, która była już wielokrotnie krytykowana.

Czytaj więcej: Śmigłowcowa współpraca PGZ i Bell. Podpisano porozumienie

Z kolei unifikację o wiele lepiej i bardziej ekonomicznie uzyskuje się na poziomie kluczowych komponentów i zespołów, jak silniki czy awionika – które często są ujednolicone w zakresie jednego producenta lub w wymaganiach stawianych przez siły zbrojne. Na przykład śmigłowce amerykańskiej armii Black Hawk i Apache napędzane są takim samym silnikiem, stosowanym też np. w maszynach Viper i Venom piechoty morskiej. Wariantem tego silnika napędzane są też maszyny AW149 i projektowany obecnie następca szturmowego AW129 Mangusta oraz jeden z wariantów AW101 Merlin firmy Leonardo.

AW101 Warszawa
HH-101A Caesar podczas pokazu w Warszawie - fot. J.Sabak

Śmigłowiec a strategia antydostępowa

Ważnym elementem SPO i zawartej w nim zmiany koncepcji roli śmigłowca na współczesnym polu walki zdaje się być tak zwana „strategia antydostępowa” i doświadczenia z początkowej fazy konfliktu w Donbasie. Ze względu na wysokie nasycenie środkami obrony powietrznej, w tym nowoczesnymi systemami, takimi jak Pancyr czy Tor, ukraińskie siły zbrojne utraciły w początkowej fazie istotną liczbę śmigłowców bojowych.

Wiele z nich zostało zniszczonych lub poważnie uszkodzonych, z czego cześć analityków wyciągnęła daleko idące wnioski. Otóż w konfrontacji z przeciwnikiem takim jak Rosja, a więc dysponującym szeroką gamą systemów przeciwlotniczych, czyli właśnie „antydostępowych” dla lotnictwa, śmigłowce bojowe, poza uderzeniowymi, mają być ich zdaniem nieskuteczne. Zależy to jednak od sposobu wykorzystania wiropłatów.

Czytaj więcej: Rezygnacja z Caracali szansą dla Kruka 

Analiza doświadczeń z Donbasu, doprowadziła do zmiany taktyki znacznie poprawiającej sytuację. Piloci ukraińskich śmigłowców byli przyzwyczajeni do misji ONZ i innych działań w środowisku, w którym pułap zwiększa bezpieczeństwo. Podstawową metodą unikania trafienia w sytuacji, gdy przeciwnik nie dysponuje systemami OPL czy nawet wyrzutniami MANPADS, było pozostawanie na pułapie niedostępnym dla broni ręcznej.

Natomiast podstawową zaletą śmigłowca na współczesnym polu walki jest zdolność do operowania na minimalnej wysokości z wykorzystaniem rzeźby terenu i innych czynników, które w naturalny sposób ograniczają skuteczność środków antydostępowych przeciwnika. Lot na małej wysokości umożliwia operowanie poniżej tak zwanego „horyzontu radiolokacyjnego” radarów przeciwnika, ale też powoduje, że systemy OPL, w polu działania których znajdzie się maszyna, muszą w bardzo krótkim czasie ekspozycji celu dokonać jego identyfikacji, namierzenia i zniszczenia. Każdy system obrony powietrznej na małym pułapie posiada martwe strefy, które można wykorzystać.

Wynikają one np. z rzeźby terenu, która nawet w centralnej Polsce na terenie relatywnie płaskim umożliwia poruszanie się poza polem widzenia systemów przeciwnika lub przy ograniczonym narażeniu na ich działanie. Dotyczy to w szczególności niewielkich formacji śmigłowców, niekoniecznie przeznaczonych do desantowania na przykład pełnego batalionu, nie mówiąc już o większych jednostkach.

Black Hawk
Fot. R. Surdacki/Defence24.pl.

Warto też pamiętać, że luki w systemie OPL można poszerzyć poprzez wykrycie i eliminację jego elementów. Sprowadzając sprawę do najprostszego mianownika – od kiedy ukraińskie śmigłowce latają nisko, szybko, często korytami rzek i dolinami, ponoszone skutki działania systemów OPL tak zwanych „separatystów” zmalały de facto do poziomu sporadycznych uszkodzeń. Czerpiąc z tych doświadczeń, można skutecznie wykorzystać śmigłowce nawet na pierwszej linii, teoretycznie w polu działania systemów OPL przeciwnika przy odpowiednim rozpoznaniu i znajomości terenu.

Jakie śmigłowce dla polskiej armii?

Jeśli chodzi o śmigłowce uderzeniowe, to sprawa jest dość jasna. Obecnie dostępnych jest na rynku kilka konstrukcji, które mogą wypełnić zadania postawione przed programem „Kruk”. Decyzja zapadnie prawdopodobnie w równym stopniu w oparciu o względy taktyczno-techniczne, jak i polityczne. 

Podobnie jasna jest kwestia w zakresie maszyn morskich i przeznaczonych dla Wojsk Specjalnych. Tu nowy sprzęt musi być wprowadzony w okresie 2-3 najbliższych lat albo jednostki utracą zdolności. Procedury zostały już uruchomione i oferenci są znani.

O wiele bardziej złożony jest temat innych typów maszyn przeznaczonych zwłaszcza dla wsparcia Wojsk Lądowych i formacji aeromobilnych. Niedawno obchodziliśmy 50. rocznicę przyjęcia do służby śmigłowców Mi-2, które obecnie dochodzą do kresu swych możliwości. Są to lekkie maszyny o masie startowej 3,5 tony. De facto w jednostkach ich zadania od lat przejmują 6,5 tonowe W-3 Sokół, które najprawdopodobniej staną się niebawem najlżejszym typem stosowanym bojowo. Jest to zgodne ze światowym trendem do zwiększania masy śmigłowców kwalifikowanych jako lekkie. Na wstępnym etapie jest też plan zakupu lekkiego śmigłowca Perkoz.

Głuszec
Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Obecnie Sokoły i Głuszce nie wymagają pilnej wymiany, ale docelowo powinny zostać zastąpione przez znacznie nowocześniejszą konstrukcję, której udźwig będzie wyższy przy zbliżonej masie startowej. Przez kolejnych kilkanaście lat mogą też służyć śmigłowce Mi-17, które pełnią obecnie rolę ciężkich i średnich maszyn transportowych, śmigłowców ratowniczych czy wsparcia.

Czytaj więcej: 50 lat Mi-2 w Wojsku Polskim. Czas na następcę?

De facto poza transportem żołnierzy realizują one jednak zadania typowe dla śmigłowców lżejszych, bardziej zwrotnych, ekonomiczniejszych w eksploatacji, a przede wszystkim – nowoczesnych i zgodnych ze standardami NATO. Docelowo więc wojsko nie powinno wymienić Mi-17 i Mi-8, ale wprowadzić nową kategorię maszyn: średnie o masie startowej rzędu 8-10 ton i znacznie cięższe śmigłowce transportowe o masie co najmniej 15-20 ton. Otwartą kwestią pozostaje jednak poziom nasycenia sił zbrojnych tego typu sprzętem i proporcje w liczebności różnych typów maszyn.

Czego potrzebuje Polska?

Polska, ze względu na swój status państwa granicznego NATO, zagrożenie ze Wschodu i w porównaniu z przeciwnikiem małe siły zbrojne, powinna postawić na dużą siłę ognia i wysoką mobilność. Stan floty śmigłowcowej nie może być dziełem przypadku ani spuścizny historycznej. Powinien natomiast być oparty na gruntownej analizie, uwzględniającej konieczność wybrania śmigłowców dopasowanych do zadań Sił Zbrojnych RP.

Postawienie na możliwe dużą liczbę śmigłowców uderzeniowych powinno być priorytetem. Pierwotny Plan Modernizacji Technicznej przewidywał zakup do 32 silnie uzbrojonych śmigłowców uderzeniowych, choć optymalna byłaby liczba nie mniej niż 48 maszyn. W ramach SPO deklarowano znaczący wzrost liczby śmigłowców szturmowych przewidzianych do pozyskania, ale realizacja tych zapowiedzi będzie możliwa raczej w długiej perspektywie.

Otwarte jest pytanie, czy zdolności w zakresie śmigłowców uderzeniowych powinny zostać osiągnięte wyłącznie przez zakup nowych maszyn, czy też zarówno program Kruk, jak i modernizację Mi-24. Za tym ostatnim rozwiązaniem przemawia choćby dążenie do utrzymania nawyków pilotów i czas potrzebny na osiągnięcie gotowości przez nowe maszyny – kilka lat po ich dostawie do jednostek, choć z drugiej strony będzie to dodatkowy koszt. Zaniechanie utrzymania zdolności istniejących śmigłowców szturmowych może jednak prowadzić do utraty wyszkolonego personelu i dalszego wydłużenia odtwarzania zdolności już po wprowadzeniu maszyn Kruk.

Mi-24 polski
Fot. Sekcja Wychowawcza 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych

Jeśli chodzi o średnie i lekkie śmigłowce wielozadaniowe, to tutaj absolutne minimum powinny stanowić siły umożliwiające wsparcie działań bojowych wojsk aeromobilnych, czyli nie mniej niż 3-4 eskadry śmigłowców transportowych i wsparcia. Do tego należy dodać śmigłowce przeznaczone do zadań rozpoznawczych, poszukiwawczo-ratowniczych i ewakuacyjnych, czyli łącznie od 50 do nawet 100 śmigłowców średnich i nie mniej niż 30-40 lekkich lub lekko-średnich. W tej roli oraz w zadaniach wsparcia ogniowego przejściowo mogą służyć śmigłowce W-3 Sokół, zwłaszcza po podniesieniu do standardu W-3PL Głuszec, o ile zostaną wyposażone w przeciwpancerne pociski kierowane. Najmniej pilne, choć uzasadnione względami taktycznymi i strategicznymi, jest pozyskanie ciężkich śmigłowców transportowych.

W kontekście planowanej reformy systemu dowodzenia w każdej z trzech, a w przyszłości czterech, dywizji powinna znaleźć się brygada lotnictwa. Każda z nich powinna w optymalnej konfiguracji dysponować co najmniej 3 kluczami śmigłowców uderzeniowych, kilkoma eskadrami średnich i lekkich maszyn wielozadaniowych oraz kluczem ciężkich śmigłowców transportowych.

Czyniłoby to dywizję bytem w dużym stopniu samodzielnym pod względem realizacji działań lotniczych, takich jak wsparcie ogniowe, rozpoznanie, przerzut odwodów czy zadania MEDEVAC i C-SAR w sytuacji zwiększenia zapotrzebowania np. w wyniku szczególnie intensywnych walk skutkujących dużą ilością poważnie rannych wymagających pilnej ewakuacji. Posiadanie własnego, przypisanego lotnictwa zwiększałoby też elastyczność zastosowania i skracało czas użycia poprzez skrócenie drogi służbowej o kilka szczebli decyzyjnych. W razie potrzeby siły te mogłyby działać na rzecz innych związków taktycznych, prowadząc działania manewrowe nawet na terenie odciętym przez przeciwnika. To znacząco zwiększa zakres opcji dostępnych dla dowódców.

Równocześnie jednak powinno się bardzo poważnie wziąć pod uwagę zachowanie Kawalerii Powietrznej, a więc jednostek aeromobilnych mogących stanowić odwód o wysokiej mobilności dostępny dla dowódców szczebla operacyjnego. Pozostając poza strukturami dywizji, jednostki te powinny posiadać śmigłowce transportowe oraz maszyny wsparcia ogniowego a przewożone pododdziały należy nasycić bronią przeciwpancerną. Również ciężkie śmigłowce transportowe, gdy już zostaną pozyskane, powinny znaleźć się w co najmniej dwóch eskadrach o wysokiej autonomii. Tego typu formacje pozwalają na przerzut znacznej ilości sprzętu, w tym artylerii czy pojazdów, co powinno być prerogatywą dowództwa na wyższych szczeblach. 

Czytaj więcej: Ambitne plany MON. Koncepcja Obronna przełomem ilościowym i jakościowym? [ANALIZA]

Należy mieć przy tym świadomość, że analiza ta nie odnosi się do priorytetów w zakresie pozyskiwania sprzętu dla sił zbrojnych jako takich, ale wskazuje argumenty dotyczące liczebności i składu komponentu śmigłowcowego w głównej mierze w wojskach lądowych. Dokładne jego określenie i wyznaczenie kierunków modernizacji powinno być bazą do dalszych działań, zarówno dla instytucji odpowiedzialnych za przygotowanie zakupów sprzętu, jak i przemysłu który powinien budować moce produkcyjno-badawcze w taki sposób, aby móc spełnić zdefiniowane potrzeby Sił Zbrojnych RP.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 38
Reklama
tomek
poniedziałek, 4 września 2017, 22:42

Od 3 lat czytam , slucham i ogladam filmiki o zakupie smiglowcow. Kupic 30, 50, 70, a moze 100, moze 150. Nie wierze, ze kupimy cokolwiek w tej dekadzie. W przyszlej dekadzie pewnie zmiana SPO, jakis nowy skrot pewnie, zeby madrze brzmialo SPA, GCV, czy HTG. A piloci moga spokojnie myslec o karierach w cywilu.

pejter
piątek, 8 września 2017, 09:03

wyglada na to ze jeszcze takiego smiglowca nie wyprodukowano jaki mon potrzebuje.pozostaje jedynie analiza,synteza,debata

m
wtorek, 5 września 2017, 12:21

Poglądy p. Szatkowskiego nt. śmigłowców są zbyt radykalne i raczej opinia autora artykułu w tym względzie wydaje się bardziej trafna. 25 BKP powinna mieć 3 dywizjony po 2 eskadry do transportu nie 2, lecz 3 batalionów, do tego przynajmniej 1 eskadrą śmigłowców szturmowych, 1 eskadrę śmigłowców ciężkich oraz śmigłowce dowodzenia i walki elektronicznej, MEDEVAC (łącznie 2 eskadry). Sądze, że należy jednak rozważyć powrót do zakupu Caracala, chociaż na rozsądniejszych zasadach, np. z przekazaniem technologii i za mnijesze niż wtedy pieniądze. Następcą W3 w kolejnych latach mógłby być zarówno Blackhawk, jak i dopracowana wersja AW149, zaś śmiogłowców szturmowych powinno się kupić przynajmniej 4 eskadry: 3 dla 1 BLWL i 1 dla 25 BKP. Optymalnie byłoby dla 1 BLWL nie 3 eskadry, lecz 3 dywizjony, ale to nierealne finansowo - wtedy jednak ten związek mógłby wydzielać siły dla poszczególnych dywizji. Pomysł organicznego lotnctwa wielozadaniowego i uderzeniowego w ramach dywizji lądowych jest słuszny, ale finansowo nierealny i możliwy tylko dla najbogatszych państw tj. USA lub przeznaczajacych krocie na wojsko, jak Rosja. Uważam, że można stosunkowo łatwo zbudować 4 dywizję WL włączając do niej 21 BSP i dyslokując do centralnej Polski brygadę ze Złocieńca, zaś na Zachodzie pozostawiając brygady na Rosomakach (warto w nie przezbroić także 7 BOW). Z jednostek aeromobilnych można utworzyć Dywizję Powietrzno-Manewrową, jako odwód strategiczny, zaś w Żaganiu i Świętoszowie stworzyć Dywizję Rezerwową uzbrojoną w najbardziej wartościowy sprzęt wycofywany z Wojsk Operacyjnych tj. wszystkie PT-91, RM-30, Dana i znajdujące się w najlepszym stanie BWP-1/BWR. Można z nich sformować 2 skadrowane brygady pancerne i brygadę artylerii, zaś z 22 Batalionu Piechoty Górskiej 21 BSP ponownie sformować brygadę piechoty górskiej, jednostkę lekką, wyspecjalizowaną. W razie wojny może ona wejść w skład Dywizji Rezerwowej którą można przesunąć na granicę północną lub ukraińską celem jej ubezpieczania, a stamtąd przenieść brygady nowocześniej wtedy wyposażonych wojsk operacyjnych (miejmy nadzieję) do rejonu walk.Łącznie więc WP mogłoby mieć w chwili wzrostu napięcia międzynarodowego nie 3, lecz 6 dywizji, z czego 5 o dużym potencjalnie (o ile proces unowocześniania ruszy wreszcie pełną parą). Chcąc nie chcą musimy łożyć nie mało na wojsko, kłopot w tym, czy będziemy umieli wykorzystać dostępne środki racjonalnie.

Hub
wtorek, 5 września 2017, 12:15

Wlasnie z Glinnika do cywila odeszlo do cywilla 6 technikow od smiglowcow, wiec to mowi o faktycznym stanie lotnictwa w wojsku. W przyszlym roku bedzie jeszcze wiecej odejsc.

sojer
poniedziałek, 4 września 2017, 21:29

Kupowanie w oddzielnych postępowaniach jest dobre dla użytkownika (w tym wypadku poszczególnych rodzajów SZ), ale niekorzystne dla zamawiającego - MON (przy 4-8 szt. ciężko negocjować i trzeba kupować gotową konfigurację) oraz jest logistycznym koszmarem przy serwisie, jeżeli w rezultacie posiada się kilka różnych typów z różnych krajów i od rożnych dostawców.

AeroMechanic
poniedziałek, 4 września 2017, 21:15

Nie stać nas na AH-64 czy inne Tigery dlatego musi pilnie powstać polska konstrukcja uderzeniowa. PGZ posiada wszelkie kompetencje do stworzenia takiej maszyny - wszystkie elementy są właściwie produkowane w kraju. Centrum kompetencyjne należało by ustanowić w zakładach Autosan które doskonale poradzą sobie ze znitowaniem kadłuba. silnik z Andorji z turbinką Kowalskiego, pod kadłubem Opylica do porażania plus głowica z PCO, po bokach na teowniczku podwieszone Gromy, Pioruny, Feniksy i Baobab. Glascockpit z Sokola, Kadłub opitolony Erawą i do tego Obra na opromienianie a na topie zdolna do przerzutu Bystra. Łopaty z włókna da radę ulepić stocznia z Radomia i pozamiatane - Nocny Łowca może nam naskoczyć, a polski robotnik będzie miał pracę w polskich zakładach Autosancopters.

Max Mad
poniedziałek, 4 września 2017, 23:30

Nie stać nas na zakup gotowego produktu produkowanego seryjnie dlatego musimy za znacznie większe pieniądze poświęcić lata na próby opracowania własnej konstrukcji małoseryjnej w najlepszym wypadku. Sam sobie przeczysz. Choć zakładam że to wszystko to jedynie sarkazm.

Piotrek
poniedziałek, 4 września 2017, 21:14

Może MON wkońcu ogłosi coś na Targach MSPO o zakupach śmigłowców w końcu AW101 HH-101A Caesar już tam stoi.

sadd
środa, 6 września 2017, 17:53

Czy SW-4 Puszczyk nie może pełnić funkcji rozpoznania?

TomekTychy
poniedziałek, 4 września 2017, 21:03

Wszystko ładnie i pięknie ale obywatele oczekują działań od rządu który wywalczył bezwzględną większość! Przestraszyli się władzy? Będą analizować i debatować do końca kadencji byleby tylko nie podjąć żadnych istotnych decyzji!

roland
wtorek, 5 września 2017, 10:58

Świadczy to tylko o tym, że MON nie wie czego chce. Dlatego taki chaos przemieszany z nie kompetencją. Zdanie pilotów się w ogóle nie liczy.

krzysztof
wtorek, 5 września 2017, 14:40

to co MON wie a czego nie nie wynika z tekstu tej analizy - tu są postulaty a nie opis wiedzy resortu :) jakiś plan jest skoro informują że kupować będą bużo szturmowych a nie transportowych - postuat autora jest by brać maszyny od najlepiej jednego producenta bo ułatwi to ich późniejsze obsługiwanie bo mają wspólne podzespoły więc mechaników można do obsługi bardziej racjonalnie przygotować ale i pilotów też - nie mnożyć typów ponad miarę

Sami nie wiecie, co posiadacie
wtorek, 5 września 2017, 10:49

Sokół (zarówno W-3A, jak i W-3, zaś W-3PL Głuszec to tylko odmiana) jest jednym z najbardziej manewrowych śmigłowców świata i doskonale sprawdza się w lotach "z obrysem terenu". Jest w tym lepszy od Caracala, ustępuje tylko Lynxowi. W Iraku latał w parach z Mi-24 - Sokół z przodu, mniej zwrotny Mi-24 z tyłu. Sokół Brał na siebie pierwszy ostrzał i błyskawicznie uciekał w bok odsłaniając Mi-24, który oddawał salwę przed siebie. Natomiast wspomniane w tekście konstrukcje Bella (venom, Viper) mają manewrowość tratwy. Co z tego, że świetnie wyposażone w zaawansowane bronie, jeśli łatwe do zestrzelenia (chyba, że ostrzeliwuje cel rakietami z odległości 50 km...).

artur
środa, 6 września 2017, 20:51

o czym Ty piszesz?! Sokoły powinny być już dawno wycofane. To prymitywny śmigłowiec i inwestowanie w ten fajans to wyrzucone pieniądze w błoto. Nie nadaje się do niczego. Nie mają żadnych szans na przetrwanie na współczesnym polu walki. A co do vipera, to go nawet nie widziałeś w locie, to bardzo zwrotny śmigłowiec, widziałem go w USA.

Ciężkie ś-ce do ZOP to pomyłka
wtorek, 5 września 2017, 10:48

Używanie ciężkich ś-ców do działań ZOP to anachronizm. 40 lat temu faktycznie jak ś-c namierzył okręt podwodny, to miał go "na widelcu". Obecnie wszystko się odwróciło. Okręt podwodny jest "stealth" - niewidzialny, za to sam wie wszystko. Już nie ma peryskopu, jest znacznie mniej widoczny maszt fotoniczny. Może być w głębokim zanurzeniu, a mimo to mieć pełne rozeznanie sytuacji. Ma hydrofony, które usłyszą śmigłowiec, ma nawodne i powietrzne drony, jego "oczami" są satelity. Wystrzeliwuje kapsułę z rakietą, kapsuła najpierw płynie kilometr w bok, by nie zdradzić położenia okrętu podwodnego, na powierzchni uwalnia rakietę i kilkanaście sekund później śmigłowiec zamienia się w kulę ognia. "Latające krowy" za kilkanaście milionów mogą sprawdzać się w transporcie, gdzie są o kilkanaście procent tańsze od kilku mniejszych śmigłowców, ale nie tam, gdzie jest narażenie na ostrzał. Jedyna taktyka to rój ś-ców tak małych, by nie były droższe od rakiety przeciwlotniczej. Wtedy dowódca łodzi podwodnej mocno się zastanowi, czy marnować rakiety, których ma ograniczoną ilość.

gegroza
poniedziałek, 4 września 2017, 20:30

bardzo dobra analiza. Tylko czynów brak

krzysztof
wtorek, 5 września 2017, 10:03

co do możliwości wykorzystania śmigłowców przy dużym nasyceniu ręcznymi systemami przeciwlotniczymi to warto zwrócić uwagę na uzbrojenie by miało jak największy zasięg - spiki nlos na przykład z ich 25 km zasięgu i naprowadzaniem z drona dają możliwość atakowania nie wchodząc w zasięg rażenia tych ręcznych wyrzutni które znacznie łatwiej ukryć niż duże buki na ciężarówkach - słowem im większy zasięg broni śmigłowca tym dłużej powalczy - żebyśmy nie kupili jednorazowych...

Victor
poniedziałek, 4 września 2017, 19:51

Nie będzie pieniędzy na śmigłowce. Zostały już wydane. W związku zczym nie będzie śmigłowców. Będą działania zastępcze.

sojer
poniedziałek, 4 września 2017, 21:32

Marketing na poprawienie wizerunku z powodu braku śmigłowców jest tańszy niż jeden śmigłowiec... a skoro potrzeba ich kilkadziesiąt to arytmetyka jest bezlitosna - lepiej przez 8 lat udawać chęć zakupu śmigłowców niż faktycznie cokolwiek kupić. Macierewicz robi to samo co przez 4 lata Siemoniak - tak prowadził przetargi, aby ogłosić zakup przed wyborami, ale nigdy ich nie sfinalizować.

b
wtorek, 5 września 2017, 06:47

W tym momencie smiglaki szturmowe to kasa wywalona w bloto, bez wlasnej OPL i mozliwosci zwalczania jej u przeciwnika beda albo lataly na zapleczu albo poleca raz. Zastanawiam sie czy istnieje mozliwosc i jakie bylyby koszty zintegrowania Mi24 z ciezkimi ppk o zasiegu powyzej 10 - 12 km tak aby mogly razic cele pancerne bedac oslonietym dzieki zurbanizowaniu lub warunkom naturalnym ile takich ppk moglby jeden przenosic? Stworzenie takich latajacych niszczycieli skraca czas reakcji na zagrozonym odcinku a jednoczesnie nie wiaze sie z duzym ryzykiem utraty. Wiadomo, ze to bron typowo defensywna ale moze byc skuteczna. Pozostaje pytanie o koszty, moze we wspolpracy z Ukraina byloby relatywnie tanio zintegrowac jakis ich ppk. ZOP tu chyba najlepiej wypada AW 101 (wysokie koszty eksploatacji ) dla specjalsow BH. Do transportu na tylach wystarcza Mi 17, Sokoly czy Mi 8 od biedy mozna M2 uzywac jesli beda mialy zdolnosci do lotu. Do CSAR mozna wykorzystac Mi24 duzo miejsca dobrze opancerzone.

Qwe
poniedziałek, 4 września 2017, 19:39

Szatkowski wskazał alternatywę dla mobilnych sił kawalerii powietrznej: "zamiast tego postawimy na nasycenie terenu formacjami operacyjnymi działającymi przy wsparciu Obrony Terytorialnej". Jak można porównywać zawodowych wojskowych biorących udział w misjach zagranicznych do WOT? i jeszcze twierdzić, że można zastąpić jednych drugimi ! Nie wiem, czy Caracale były dobre czy złe, ale byłyby. Trzeba pamiętać, że WP pełni swoje zadania także w trakcie klęsk żywiołowych, katastrof, wypadków, czym wyleci lotnictwo MW kiedy na Bałtyku dojdzie do awarii na promie? Z czym wojsko wyleci do powodzian? Czym latać będą żołnierze po Afganistanie? A tak wiem, teren nasycimy WOT i pokonamy Specnaz i VDV, chyba w snach decydentów.

zeus89
wtorek, 5 września 2017, 13:59

Działasz jak niektóre media. Wyciągnąłeś ze zdania jedną frazę i zupełnie zmieniłeś jego sens. "Nasycenie terenu formacjami operacyjnymi działającymi" I TU SŁOWO KLUCZ "przy wsparciu" i ciąg dalszy "wojsk obrony terytorialnych"

De Retour
poniedziałek, 4 września 2017, 18:48

Duży plus za ogólny przekaz analizy. Szkoda, że całkiem pominięto różnice w "wykrywalnosci" między starymi i nowymi konstrukcjami(radar, termowizja, dźwięk), systemy obronne.,  zdolności do lotu taktycznego(poniżej 50 m), lotu w nocy itd. W Donbasie mogą sobie latać nad wodą i w dolinach. Ich problem. Jak konflikt się zaostrzy, to zaczną spadać. To jest ABC. Organizacyjnie (i doktrynalnie) mamy wzór Amerykański, Brytyjski i Francuski w NATO( kazdy "trochę" inny, ) plus Izrael i.... Rosję. Moim zdaniem Brygada Kawalerii Powietrznej organicznie zwiazana ze śmigłowcami, plus uwzglednienie w szkoleniu operacji aeromobilnych dla reszty i jest dobrze. O gluszcach, Mi 24 itd, na lini frontu w konflikcie symetrycznym można zapomnieć. No, ale my będziemy "nasycac, w oparciu o OT..."

oj tam
wtorek, 5 września 2017, 14:36

Droga jest długa, tak kręta, że nawet horyzontu nie widać. Jedyne co pewne- lada moment WP nie będzie miało żadnych śmigłowców. A rakiety p- panc do nich to zupełnie inna bajka i ta ostatnia wcale nie ma dobrego zakończenia.

Zbulwersowany podatnik
poniedziałek, 4 września 2017, 17:27

Śmigłowce transportowe - Venom Śmigłowce szturmowe - Viper Zyskujemy w ten sposób redukcję kosztów utrzymania poprzez uproszczoną logistykę (dużo wspólnych części). Śmigłowce wielozadaniowe - AW101 ze względu na gabaryty, chociaż BH też byłby dobrym wyborem gdybyśmy nie dostali cywilnej wersji (S70i). Pamiętajmy, że nasze śmigłowce to nie tylko 30 Kruków i trochę do zadań SAR/ZOP ale wymiany będą wymagać kolejne w przeciągu następnych lat. Łącznie to ponad 300 maszyn...

Aber
poniedziałek, 4 września 2017, 21:31

BH to śmigłowiec wielkości(względem możliwości) Venom, nie ma startu do AW101.

Michał K
poniedziałek, 4 września 2017, 20:12

Zgadzam się .Venom i Viper w dużej ilości będzie słusznym wyborem.

czołgista
poniedziałek, 4 września 2017, 17:27

Identyczne dywagacje czytałem 10 lat temu i obawiam się że przeczytam za następne 10 lat a śmigłowców jak nie było tak nie ma.

Marek1
poniedziałek, 4 września 2017, 17:14

Najważniejsze, że będzie otwarta kolejna faza dyskusji nad celowością posiadania takich, czy innych śmigłowców. Dyskusja potrwa zapewne kolejnych kilka lat w ciągu których MON będzie mógł co kilka m-cy epatować elektorat kolejnymi bajkami o polsko-ukraińskich śmigłowcach, "pilnym" zakupie maszyn ZOP, SAR/C-SAR, pozyskiwaniem systemów ppk dla nieistniejących nosicieli, itp. medialnymi bredniami mającymi stworzyć pozory ..."intensywnej pracy" ministerialnej wierchuszki.

m
wtorek, 5 września 2017, 13:36

ad. Organiczne lotnictwo śmigłowcowe poszczególnych dywizji to maksymalnie dywizjon bsl przeznaczonych do funkcji szturmowych, rozpoznawczych, uzbrojonych w relatywnie tanie bronie tj. npr, kierowane laserowo wersje pocisków 70mm Hydra, oraz powiedzmy eskadra dyspozycyjno-łącznikowa na lekkiej maszynie tj. SW4.

Arczi
poniedziałek, 4 września 2017, 16:56

Zgadzam się z poglądami autora. Jeśli chodzi o śmigłowce dla kawalerii powietrznej to wydaje się być to realistyczne finansowo, ale żeby każda dywizja miała swoją tak rozbudowaną brygady lotnictwa to mam obawy, że to niestety może być nie na naszą kieszeń.

wojtek
poniedziałek, 4 września 2017, 16:54

uff... już myślałem, że coś w końcu kupimy, a to by oznaczało ryzyko dla decydenta. Szczęśliwie jest mowa o analizie, czyli tym co robimy najlepiej (ilościowo oczywiście). Jeśli chodzi o analizę to jestem spokojny na pewno wszyscy decydenci będą "za".

X
poniedziałek, 4 września 2017, 16:50

Problem transportowy, najchetniej rozwiązałbym poprzez zakup w miarę dużej ilości tanich śmigłowców. I mam tu na myśli nowe mi-17, albo nawet mi-38. Wytargować montownię (byłaby prawdziwiepolska fabryka ;), maksymalnie spolszczyć, silniki oryginalne (licencja?) albo Ukraińskie lub zachodnie. A tam, gdzie potrzeba hi-techu, to kupić wyroby zachodnie.

Łukasz Gdynia
poniedziałek, 4 września 2017, 23:33

W tej chwili najpilniejsza potrzeba jest zakupu dla Marynarki Wojennej, a tu spełnia wszystkie wymogi AW101.

Miłośnik AW101
wtorek, 5 września 2017, 03:25

Szczególnie 3 razy wyższe koszty eksploatacji AW101 niż Caracala przemawiają za AW101. AW101 zużywa na godzinę lotu ok. 700 kg paliwa, przy ładowności mniejszej niż Caracal (AW101 ma 3 silniki, które sporo ważą). Tak duże zużycie paliwa tylko pozornie zwiększa koszty, bo zapobiega ono używaniu AW101, który stojąc w hangarze nie powoduje żadnych kosztów. Po prostu przy każdym starcie AW101 podatnicy wybuchają płaczem, a więc tych startów się unika, a Polacy żyją jak w czasach przed wynalezieniem helikoptera. Loty na defiladę można sfinansować sprzedając wyposażenie Centrum Zdrowia Dziecka. Inną zaletą AW101 jest, że Polska znalazłaby się od razu w klubie najbogatszych państw świata, bo tylko one kupują AW101.

gts
poniedziałek, 4 września 2017, 16:20

Artykul zdaje sie byc synergia wczesniejszych artykulow i komentarzy z ktorych wynikalo wiele logicznych mysli na temat smiglowcow w Polsce. Znamienne wydaje sie wreszcie zrozumienie ze maszyna wielozadaniowa to nie maszyna, ktora jednoczesnie spelnia zadania z przeciwleglego konca wymagan, a po prostu jej konstukcja umozliwia odpowiednia zabudowe (najczesciej na stale) o roznych wymaganiach, jak wlasnie SAR, MEDEVAC, ASW czy jeszcze innej. Drugie to z kolei to o czym pisalem wielokrotnie. Nie najtansze elementy tej ukladanki powinny byc wspolne, ale te ktore generuja najwyzsze koszty (albo jest ich najwiecej albo sa najdrozsze), a ktore podelgaja przegladom lub wymianie. Wazna wiec jest unifikacja w obrebie napedu i awioniki, a nie w obrebie "kol czy foteli". Chcialoby sie rzec, ze jeszcze wczoraj przy okazji zastapienia Su-22 pisalem ze karuzela zaraz wroci do smiglowcow, no i sie nie mylilem. Trace juz rachube ktory to juz raz zaliczylismy obrot na tej calej karuzeli. Nie ma tego zlego... przynajmniej ciagle szerzymy wiedze i sami uczymy sie nowych rzeczy z gatunku uzbrojenia. Zaraz spora ilosc czytelnikow defence24 bedzie posiadala wieksza wiedze niz panowie od dialogow technicznych . Na dzien dzisiejszy wiele osob, ktore zaczely tu zagladac zglebily juz wiedze z zakresu roznic pomiedzy T-72M, a T-72B3, F-16 block 52+, block 60 i block 70, czy polskim 60mm, a NATOwskim 60mm...

jurgen
poniedziałek, 4 września 2017, 19:15

zgadza się

Zbulwersowany podatnik
poniedziałek, 4 września 2017, 15:52

Dość! DOŚĆ!! Jak długo jeszcze będą robić z nas idiotów? Analizy, analizy, gadanie, wizje, uruchamianie i anulowanie przetargów, ładne uśmiechy w tv i zdjęcia na tle Rosomaków a jak staliśmy w miejscu tak stoimy dalej. Gawron, Orka, Miecznik, Czapla, rozpoznanie satelitarne, tysiące dronów, mbt, bwp, integracja Rosomaka ze Spike, nowa wieża od HSW, Homar, Kryl, amunicja do Leo i Langust, Kruk, 50-100 nowych F-16/F-35, latające cysterny, awacs, samoloty dozoru morskiego, karbala, pirat, pegazy, muatangi... Ile będą mydlić ludziom oczy? Analizowaliście od zawsze i nic z tego nie wynika, w końcu zacznijcie działać.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama