Reklama

Korekta, kontynuacja, niepewność. Polityka bezpieczeństwa i obrony nowego prezydenta Ukrainy

20 maja 2019, 10:46
5 (6)
Fot. ze2019.com

Solidny mandat społeczny Wołodymyra Zełenskiego i pogłoski o nominacjach kadrowych w sektorze bezpieczeństwa i dyplomacji stwarzają szansę na poprawę skuteczności polityki Ukrainy w tych obszarach. Jednak uwarunkowania o charakterze ogólnym stawiają pod dużym znakiem zapytania materializację ambitnych deklaracji nowego prezydenta. W dłuższej perspektywie turbulencje polityczne mogą grozić chaotyzacją polityki wewnętrznej i zewnętrznej Kijowa.

Uwarunkowania

Jakość polityki nowego prezydenta Ukrainy w jakiejkolwiek sferze będzie silnie zależeć od uwarunkowań, w jakich przyjdzie mu tę politykę realizować. Mimo znakomitego wyniku w wyborach nie są one sprzyjające. Głównym i właściwie jedynym aktywem Wołodymyra Zełenskiego jest formalnie mocny mandat społeczny. Jednak nawet ten, zdawałoby się, atut kryje w sobie szereg wątpliwości. Analiza elektoratu Zełenskiego pokazuje, że podstawową motywacją do głosowania był sprzeciw wobec Petra Poroszenki. Jeszcze gorzej dla nowego prezydenta, że jego wyborcy mają zawyżone oczekiwania, które są albo niemożliwe do spełniania w krótkim czasie, albo trudne do połączenia ze sobą. Są także podzieleni mniej więcej w połowie w spojrzeniu na kilka kluczowych w dyskusji publicznej zagadnień, w tym na te dotyczące spraw bezpieczeństwa. Przy czym, według badań służby socjologicznej Rating, aż 47% chce zobaczyć rezultat pracy prezydenta w ciągu najpóźniej pół roku, a kolejnych 25% w ciągu roku. Oznacza to, że mocny mandat społeczny uzyskany w wyborach będzie szybko topniał, choć ten „miesiąc miodowy” może zostać nieco wydłużony dzięki bardzo sprawnemu wykorzystywaniu technologii politycznych przez otoczenie Zełenskiego.

Oczywistym wyzwaniem dla realizacji polityki prezydenta będzie obecny i przyszły skład parlamentu. Obecnie Zełenski nie może liczyć na większość w Radzie Najwyższej, a kolejne wybory są zaplanowane na ostatnią niedzielę października, choć niewykluczone, że Zełenski spróbuje rozwiązać parlament i wyznaczyć przedterminowe wybory. Wszelkie prognozowanie jest w związku z tym obarczone wysokim ryzykiem, bo nie znamy ostatecznego składu parlamentu, a - jak pokazały ostatnie wybory - głosujący są skłonni do podejmowania niestandardowych decyzji przy urnach. Jednak możemy powiedzieć z całą pewnością, że nawet jeśli partia Sługa Narodu (de facto jeszcze nie istniejąca) uzyska większość w przyszłym parlamencie, to budowana w takim pośpiechu może przyjąć pod swoje skrzydła osoby o wątpliwej reputacji oraz reprezentujące różne grupy wpływu. Najprawdopodobniej zatem Zełenski będzie zmuszony do zawierania ciągłych kompromisów w parlamencie.

Ponadto nie jest tajemnicą trwająca walka o usytuowanie grup wpływu wokół nowego prezydenta. Ihor Kołomojski, Serhij Lowoczkin, Wiktor Pinczuk – to czołowi oligarchowie będący w otoczeniu Zełenskiego i roszczący sobie prawa do współdecydowania o przyszłości kraju. A jest jeszcze ambitny minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, o sprzeciw którego zęby połamał Petro Poroszenko. Dziennikarze śledczy „Bihus.info” mówią o kolejnych czterech ośrodkach wpływu wokół nowego prezydenta. Zaspokojenie apetytów każdego z nich bez szkody nie tylko dla deklaracji reformatorskich Zełenskiego, ale także szerzej – spójnej linii nowych władz, będzie ogromnie trudne. Do tego niewiele wiadomo o profilu psychologicznym samego prezydenta – na ile będzie on asertywny w odpowiedzi na nieuniknione apetyty otoczenia. Wszystkie te uwarunkowania będą mocno komplikowały spełnienie głównej obietnicy Zełenskiego, którą umownie określa się jako „złamanie kręgosłupa starego systemu”. W zasadzie oznacza to tylko dwa możliwe scenariusze. Imitację zmian przy jednoczesnej kontynuacji starych praktyk lub wypowiedzenie im wojny, która będzie oznaczała konflikt ze znaczną częścią otoczenia Zełenskiego i tendencje odśrodkowe osłabiające spójność zaplecza.

Co to oznacza dla przyszłości polityki zagranicznej i sektora bezpieczeństwa Ukrainy? Punktem wyjścia powinno być zrozumienie trzech zasadniczych elementów. Po pierwsze, Zełenski najprawdopodobniej odda pieczę nad armią i przemysłem zbrojeniowym oraz polityką zagraniczną w ręce specjalistów. Omawiane w kuluarach nazwiska na kluczowe stanowiska związane z bezpieczeństwem (Anatolij Hrycenko lub Ihor Smieszko jako sekretarz Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony, Ihor Kabanenko, Jurij Husiew lub Ołeksij Skrypnyk – minister obrony) i polityką zagraniczną (Bohdan Jaremenko, Serhij Korsuński), są bardzo dobrym sygnałem pozwalającym liczyć na realizację niezbędnych kroków w tych obszarach.

Po drugie, oznacza to, że tymi sferami zarządzać będą osoby nie związane bezpośrednio z otoczeniem nowego prezydenta. Ich możliwości lobbowania pożądanych decyzji (budżet, projekty ustaw czy aktów wykonawczych) będą ograniczone. Po trzecie, ważnym dorobkiem pozostawionym po rządach Poroszenki jest ustawa „O bezpieczeństwie narodowym Ukrainy”, która określa ramy prawne dla sektora bezpieczeństwa i jest swego rodzaju zabezpieczeniem przed odwrotem od reform sektora bezpieczeństwa. Inna sprawa, w jaki sposób dojdzie do jej implementacji.

Siły Zbrojne Ukrainy

Przy wszystkich powszechnie znanych i pozytywnych zmianach w armii, które zachodziły podczas „pięciolatki” Poroszenki, nie warto ich przeceniać. Mimo oczywistych postępów w budowie Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU), zwłaszcza w ostatnich dwóch latach wyraźnie zarysowały się granice tego postępu. Reanimowano sowieckie podejście do zastosowania bojowego armii, a proponowany budżet ministerstwa obrony jest zbyt mały, by plany modernizacji technicznej SZU można było w pełni urzeczywistnić. Co gorsza, nie widać gotowości do zmiany samych zasad wydatkowania. Wreszcie, mimo pojawienia się całej plejady nowych twarzy, które niejako automatycznie wygenerowała wojna, stare kadry „na górze” trzymają się dość mocno, co także blokuje podejmowanie niestandardowych i niezbędnych decyzji. Przez pięć lat zaledwie rozpoczęto proces naprawy Sił Morskich Ukrainy, a to najbardziej newralgiczny punkt armii.

Pożądane kroki w SZU i wokół nich są dobrze zdefiniowane. Chodzi o kontynuację programów realizowanych lub zatwierdzonych podczas rządów Poroszenki (Program Rozwoju SZU do 2020 roku, Program Rozwoju Uzbrojenia i Techniki Wojskowej do 2020 roku, Strategia Sił Morskich Ukrainy SZU do 2035 roku), zmiany personalne w Sztabie Generalnym, poprawa warunków finansowych i socjalnych służby w armii, profesjonalizacja SZU oraz przyspieszenie wysiłków nad tworzeniem obrony terytorialnej.

image
Fot. mil.gov.ua

Doradca Zełenskiego ds. bezpieczeństwa Iwan Aparszyn deklaruje chęć realizacji absolutnie każdego z nich. Według ocen eksperckich linia prezentowana przez niego jest niemalże bliską do ideału, co nie może nie napawać optymizmem. Można ją streścić jako kontynuacja wektora za rządów Poroszenki po uprzedniej eliminacji jego niedociągnięć.

Osobną kwestią jest to, na ile te deklaracje mają szanse zostać zrealizowane. Po pierwsze, tylko w bloku bezpośrednio związanym z ministerstwem obrony prezydent będzie musiał podjąć decyzję o kilku nominacjach kadrowych. Oprócz ministra chodzi o szefa Sztabu Generalnego, dowodzącego Operacją Sił Połączonych (OSP), wywiadu wojskowego – czyli stanowiska, które są obsadzane przez prezydenta samodzielnie lub na wniosek ministra. Zełenski będzie musiał zmierzyć się z kwestią wybudowania konstrukcji w zupełnie nieznanym dla siebie świecie wojskowych, w którym wirują ambicje i zakulisowa walka o posady. Decyzje o obsadzeniu stanowisk bezpośrednio związanych z resortem obrony powinny zresztą wpisywać się w szerszy układ zmian kadrowych w sektorze bezpieczeństwa – SBU, sekretarz Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony oraz (po planowanym utworzeniu) agencji ds. przemysłu zbrojeniowego i wicepremiera lub stosownego ministerstwa.

Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę brak ambicji w otoczeniu Zełeńskiego co do zarządzania sektorem bezpieczeństwa, skonstruowanie konfiguracji kadrowej bez szkody dla spójności polityki, będzie sporym wyzwaniem. Tym bardziej, że ostatnie tygodnie rządów Poroszenki obfitowały w nominacje kadrowe (dowodzący OSP na Donbasie) oraz liczne nagrody i awanse. Według ocen analityków Poroszence chodzi o utrudnienie życia nowemu prezydentowi poprzez umocnienie swych wpływów politycznych w armii i stworzenie wśród wysokich rangą wojskowych swego rodzaju grupy zwolenników Poroszenki.

Po drugie, część deklaracji wymagać będzie istotnego zwiększenia finansowania, co wydaje się w obecnych warunkach mało realne. Tym bardziej, że sektor bezpieczeństwa może mieć problemy z pozyskaniem skutecznych lobbystów wewnątrz władz. Warto też pamiętać, że Zełenski doszedł do władzy na hasłach pokojowych, co nie przystaje do ewentualnego zwiększania budżetu wojennego.

Przemysł zbrojeniowy

Sukcesy odnotowane w reanimowaniu przemysłu zbrojeniowego i zmiany w zasadach jego funkcjonowania w czasie rządów Petro Poroszenki mimo, że w oczywisty sposób pozytywne, należy uznać za doraźne. Gros problemów stojących przed rozwojem sektora Poroszenko pozostawił następcy. Archaiczne zasady zarządzania sektorem, technologiczne zacofanie, odpływ i starzenie się wykwalifikowanych kadr, faktyczne uniemożliwienie współpracy technologicznej z krajami wysoko rozwiniętymi.

Jak dotąd najpełniejszą wersję niezbędnych zmian przedstawił dyrektor informacyjno-consultingowej agencji Defense Express z Kijowa Serhij Zhureć. Poza wszelkimi wątpliwościami istnieje potrzeba utworzenia centralnego organu władzy wykonawczej, który będzie odpowiedzialny za prowadzenie polityki państwa w zakresie przemysłu zbrojeniowego i jego regulację. Ważne, by odebrać funkcje administracyjne Ukroboronpromowi, a nowo powstały organ-regulator nie zarządzał przedsiębiorstwami. Istotne także, by uniknąć obecnego rozmycia odpowiedzialności instytucjonalnej – sytuacji, gdy kilka instytucji jednocześnie odpowiada za sektor. Zhureć opowiada się za powołaniem ministerstwa, które miałoby szansę na skuteczne reprezentowanie interesów przedsiębiorstw zbrojeniowych. Z kolei Mychajło Samuś z Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem uważa, że lepszym rozwiązaniem byłoby powstanie agencji, ale z obowiązkowym powołaniem stanowiska wicepremiera ds. przemysłu zbrojeniowego. Każda z opcji ma swoje zalety i wady. Ważne, że nikt już nie poddaje w wątpliwość sensu powołania takiego organu.

Po drugie, wyzwaniem czasu jest restrukturyzacja przedsiębiorstw zbrojeniowych. Według ocen eksperckich pożądanym jest ich przekształcenie w spółki akcyjne lub pionowo zintegrowane przedsiębiorstwa tworzone pod konkretne projekty rozwojowe. Sam Ukroboronprom powinien zostać najpierw podzielony na klastery, co już zaczęto robić, a w dalszej przyszłości nie wyklucza się jego likwidacji. Taka transformacja wymaga co najmniej 3- 4 lat.

Po trzecie, niezbędnym krokiem jest odtajnienie znacznej części zamówienia obronnego oraz jego komercjalizacja. Chodzi np. o umożliwienie firmom korygowania wartości zamówienia pod wpływem wzrostu cen na surowce energetyczne, podwyższenie stawki dochodowej, która obecnie zmusza firmy do szukania dochodu w nielegalny sposób. Po czwarte, pożądanym jest także zniesienie zakazu tworzenia wspólnych przedsiębiorstw z zachodnimi koncernami. Zakaz powoduje, że nie może być mowy o transferze technologii.

Podobnie jak w przypadku SZU, także w zakresie zmian w obrębie przemysłu zbrojeniowego doradca Zełenskiego mówi jednym głosem ze środowiskami eksperckimi. Deklaruje, że wyliczone powyżej postulaty sektora są jak najbardziej uzasadnione i niezbędne do wdrożenia. Wiele zatem wskazuje, że pod rządami nowego prezydenta otworzy się szansa na kreację nowych impulsów rozwojowych dla ukraińskiej zbrojeniówki. Jest jednak kilka elementów mogących te kroki utrudnić.

Jednym z nich jest spadek po poprzednikach, którzy po skandalu wokół Ukroboronpromu uruchomili szereg działań formalnie reformatorskich. Pojawiające się projekty ustaw lub koncepcje są na ogół pozytywnym sygnałem, ale wszystkie z nich kryją w sobie spore ryzyko. Np. proponuje się utworzenie agencji, ale bez wicepremiera, co obniży rangę i siłę przebicia nowego organu. Jeszcze gorzej, że projekty planują oddelegowanie jej kompetencji zarówno w zakresie zarządzania przedsiębiorstwami, jak i regulowania rynku, co przekreśla sens zmian. Poza tym projekty obejmują tylko przedsiębiorstwa Ukroboronpromu, a nie cały sektor – to poważna luka, bo nie odpowiada na pytanie o miejsce prywatnych graczy, którzy mają coraz większy potencjał wciąż blokowany przez mało sprzyjające warunki.

Inną przeszkodą może się okazać ociężałość ukraińskich instytucji, która da o sobie znać przy tworzeniu nowego organu. Wówczas ofiarą ukraińskiej biurokracji mogłaby paść wydolność ministerstwa bądź agencji.

Sytuacja na Donbasie i relacje z FR

W warunkach zaistniałych po aneksji Krymu i okupacji części Donbasu (ORDLO, czyli Osobne Rejony Donieckiego i Łuhańskiego Obwodów; z tym, że "osobne" oznacza tu niektóre) Ukraina nie ma wielkiego pola manewru w polityce wobec FR i musi kontynuować wektor obrany przez Petra Poroszenkę (po ewentualnych korektach eliminujących jego wady). Linia to obejmuje starania o zwiększanie w perspektywie długoterminowej kosztów działań Moskwy, a wysiłki Kijowa mogą przynieść efekty tylko pod warunkiem stałego wsparcia Zachodu.

Kwestią fundamentalną dla przyszłości relacji ukraińsko-rosyjskich jest sprawa Donbasu i Krymu. Oczywiście, nie może być mowy o zwrocie półwyspu w dającej się przewidzieć perspektywie czasu, ale Ukraina powinna myśleć już teraz o opracowaniu strategii jego reintegracji i wzmóc zabiegi mające na celu powrót tematu Krymu do dyskusji na forach międzynarodowych.

Z Donbasem sytuacja jest nieco inna z uwagi na chęć Kremla oddania ORDLO pod kontrolę Kijowa na warunkach rosyjskich. Za punkt wyjścia do rozważań na temat przyszłości tego regionu warto wziąć fragment analizy ekspertów Centrum Razumkowa dotyczącej ORDLO, którzy w jednym zdaniu zawarli sedno problemu: „Na terytorium okupowanym ukształtowała się wroga Ukrainie zmilitaryzowana strefa, przesiąknięta ideologią „ruskiego miru”, wypełniona bronią, pokryta siecią agentury i rezydentury rosyjskich służb specjalnych, kontrolowana armią z rosyjskimi oficerami na czele. W tej strefie wysiłkami rosyjskiej propagandy, kontrolowanych mediów lokalnych wprowadzane są idee „ruskiego miru”, kultywowana jest agresywna alienacja od Ukrainy”. Biorąc to pod uwagę, reintegracja regionu będzie w interesach Ukrainy wyłącznie, jeśli dokona się z pozycji siły oraz przy niemożności reakcji ze strony Kremla. Do takich uwarunkowań jeszcze bardzo daleka droga. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest więc długofalowe zwiększanie kosztów agresji dla Rosji.

Rosja ma dużo większą swobodę w tym zakresie i kilka scenariuszy ją satysfakcjonujących, ale najbardziej pożądaną dla Kremla opcją jest implantacja pseudorepublik w struktury państwa ukraińskiego po zawarciu „kompromisu”. Oczywistym jest, że ważnym i nowym etapem taktycznym dla Rosji będzie zaś wykazanie jałowości obietnic Zełenskiego dotyczących rychłego osiągnięcia pokoju.

Sam Zełenski, a także jego doradca ds. bezpieczeństwa Iwan Aparszyn, deklarują pełne rozumienie powyższych uwarunkowań. Omawiane w kuluarach zmiany kadrowe w SZU (gen. Chomczak lub gen. Zabrodski jako kandydaci na szefa Sztabu Generalnego) i ministerstwie obrony, jeśli się potwierdzą, będą szansą na kontynuację przez Kijów wektora Poroszenki, ale w jego ulepszonej wersji. Ukraina nie rozpatruje możliwości przeprowadzenia operacji militarnej – w obecnych warunkach byłaby ona szaleństwem i sprowokowała FR do otwartej interwencji militarnej. SZU nadal będą umacniały swe pozycje obronne. Kijów będzie próbował włączyć do procesu mińskiego USA i Wielką Brytanię. Należy także oczekiwać intensyfikacji zabiegów Ukrainy o misję pokojową pod egidą ONZ na terenie ORDLO.

image
mil.gov.ua

Skutecznym i nowym elementem może zaś być początek systemowych działań Ukrainy mających na celu zwiększenie nacisków sankcyjnych na Rosję ze strony Zachodu. Przy czym dotyczyć to będzie nie tylko Donbasu, ale także Krymu. Właśnie szanse na powrót na wokandę tematu półwyspu, to kluczowa cecha spodziewanego nowego kursu Kijowa. Taki potencjał ma środowisko eksperckie związane z Bohdanem Jaremenką – szefem Majdanu Spraw Zagranicznych i jednym z kandydatów na stanowisko szefa dyplomacji. Inny kandydat na stanowisko ministra – Serhij Korsuński – jest także zwolennikiem takich działań i specjalistą od regionu czarnomorskiego (przez osiem lat był ambasadorem Ukrainy w Turcji).

Działania Rosji na Donbasie są łatwe do prognozowania – ciągłe nękanie Kijowa z krótkotrwałymi wybuchami aktywności na froncie, zadawaniem strat ludzkich wojsku ukraińskiemu, a w konsekwencji wykazywanie nieudolności Zełenskiego i jałowości jego pokojowych obietnic przedwyborczych.

Niewiele zmieni się także w szerszym kursie Moskwy wobec Kijowa: wojny handlowe, napięcia na Morzu Azowskim i Czarnym, prowokowanie sytuacji kryzysowych w energetyce, gry polityczne więzionymi w Rosji obywatelami Ukrainy. Celem taktycznym Rosji będzie pomoc w zyskaniu dodatkowej popularności siłom prorosyjskim nad Dnieprem – przede wszystkim Platformie Opozycyjnej – Za Życie. Szczególnej aktywności należy także oczekiwać w obwodzie odeskim, w którym sytuacja jest najmniej stabilna. Kreml nie zmniejszy presji, ale nowym składnikiem może być stosowanie oprócz „kija”, także „marchewki” – będzie mieć to na celu demonstrowanie „pokojowych” zamiarów i weryfikowanie poziomu gotowości Zełenskiego do „kompromisu”.

Wektor zachodni

Nie należy oczekiwać znaczących zmian w zakresie kursu Ukrainy wobec NATO, UE i USA. Przede wszystkim należy pamiętać, że rządy Poroszenki pozostawiły trwały ślad określający ramy tych relacji. Realizowane dotąd przez Ukrainę Roczne Programy Narodowe Współpracy z NATO, a także założenia zawarte w Strategicznym Biuletynie Obronnym będą kontynuowane. To samo dotyczy agendy ukraińsko-unijnej – baza prawna wyznaczająca ramy stosunków jest na tyle rozbudowana, że nawet przy dużej ochocie jej weryfikacji nie byłoby to łatwe zadanie. Kluczowym partnerem międzynarodowym Kijowa pozostaną USA. Wymieniane w kuluarach potencjalne nazwiska na szefa dyplomacji, jeżeli się potwierdzą, będą oznaczać kontynuację kursu wobec Zachodu.

Nowością w relacjach z Waszyngtonem może być intensyfikacja współpracy zbrojeniowej. Jeszcze na początku br. specjalny wysłannik Sekretarza Stanu USA w Kijowie odbył serię kuluarowych spotkań z czynnikami państwowymi i środowiskami eksperckimi Ukrainy, podczas których wyraził z jednej strony niezadowolenie praktykami korupcyjnymi w sektorze zbrojeniowym Ukrainy, a z drugiej gotowość USA do zwiększenia wsparcia wojskowego pod warunkiem ograniczenia nadużyć i zwiększenia kontroli nad obiegiem broni. Poroszenko nie był gotowy do spełnienia takich warunków, a zmiany kadrowe po wyborach taką szansę stwarzają.

Mimo wspomnianych wyżej pozytywnych sygnałów na przyszłość relacji Kijowa z partnerami zachodnimi destrukcyjny wpływ mieć będzie szereg czynników. Wymienione na wstępie tego materiału uwarunkowania są główną przeszkodą dla skuteczności polityki zagranicznej Ukrainy. Należy do tego dodać całkowity brak doświadczenia i nawet podstawowego rozeznania w tematyce międzynarodowej ze strony Zełenskiego. Nie wiadomo, w jakim zakresie sam Zełenski zechce kreować kurs zewnętrzny Ukrainy, a na ile odda tę sferę specjalistom. To będzie musiało rzutować na jakość ukraińskiej dyplomacji, choć mówi się, że nowy prezydent nie będzie nadto ingerował w działania MSZ.

Dużym ryzykiem dla trwałości wektora zachodniego będą ewidentne populistyczne ciągotki nowego głowy państwa. Z czasem może się zarysować tendencja do obniżenia wydatków na reformy sektora bezpieczeństwa, bo nie będzie ich wśród priorytetów społecznych.

Trudno o jakiekolwiek prognozy co do kursu Kijowa wobec Polski. Temat relacji z Warszawą praktycznie nie istniał podczas kampanii wyborczej Zełenskiego. Spośród osób zaliczanych do tzw. Ze-team tylko Rusłan Stefanczuk podejmował sporadycznie ten temat, ale jest on odpowiedzialny za reformowanie instytucji państwowych, a nie relacje z Polską.

Sporo nadziei mogą dawać nazwiska potencjalnego szefa dyplomacji. Korsuński i Jaremenko są bardzo dobrze usposobieni wobec Polski, a pierwszy z nich (obecnie dyrektor Akademii Dyplomatycznej Ukrainy) niedawno podpisał umowę o współpracy z Akademią Dyplomatyczną przy MSZ RP.

Wątpliwości z punktu widzenia Polski rodzi też ignorowanie tematu decentralizacji, w który Warszawa jest silnie zaangażowana. Ponadto oficjalna wzmianka w programie Zełenskiego na ten temat zawiera błędy merytoryczne. Być może to tylko rezultat priorytetowości technologii politycznych nad rzetelnością charakterystyczna dla okresu przedwyborczego, ale warto się bacznie przyglądać dalszym krokom Zełenskiego, zwłaszcza decyzjom kadrowym.

Wnioski

Uwarunkowania, o których mowa na wstępie, nie pozwalają na dokonanie precyzyjnej i długoterminowej prognozy rozwoju sytuacji w ukraińskim sektorze bezpieczeństwa i polityce zagranicznej. Przedstawione powyżej wektory rozwoju sytuacji dotyczą maksymalnie najbliższych 12 miesięcy. Dopiero po ostatecznym zakończeniu wyborów parlamentarnych i przetasowań pomiędzy grupami wpływu wykrystalizuje się układ sił, w oparciu o który będzie można prognozować scenariusze rozwojowe.

Zełenski zachowuje stosunkowo dobre pozycje startowe, a deklaracje jego doradcy określające ramy polityki zagranicznej i bezpieczeństwa są wysoko oceniane przez środowiska eksperckie. W perspektywie maksymalnie najbliższego roku rządów nowego prezydenta należy oczekiwać kontynuacji kursu Poroszenki w polityce zewnętrznej i bezpieczeństwa, ale po eliminacji charakterystycznych w ostatnich pięciu latach patologii. Nawet ewentualne wpadki Zełenskiego wynikające z braku doświadczenia w sferze dyplomacji i bezpieczeństwa nie powinny położyć się cieniem na ogólnym kursie Kijowa. Jednak wiele wskazuje na to, że w dłuższej perspektywie turbulencje polityczne oraz szereg wspomnianych w tekście przeszkód uniemożliwią sprawną realizację deklaracji. Kluczowym wyzwaniem dla trwałości wektora Kijowa będzie uniknięcie zagrożenia ewolucji od turbulencji politycznych do chaosu paraliżującego sprawne funkcjonowanie aparatu państwowego, co skrzętnie wykorzysta FR.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Reklama
JanKowalski
wtorek, 21 maja 2019, 13:44

Musimy uważnie i czujnie obserwować co się dzieje za naszą granicą gdyż nie jest to "jakiś" kraj po drugiej stronie globu ale faktycznie państwo buforowe oddzielające nas od Rosji dotychczasowa polityka Ukrainy była trudno przewidywalna od tworzenia wspólnej platformy dyplomatycznej w określonych tematach po wzajemne naskakiwanie na siebie i zbędne udowadnianie "kto jest ważniejszy" pierwsze posunięcia nowego prezydenta nie dają podstaw do optymizmu rozwiązanie parlamentu- wbrew konstytucji wskazuje na tworzenie władzy autorytarnej a co za tym idzie władzy załatwiającej 'swoje sprawy i interesy" poza naszymi plecami i ze szkodą dla nas, budzi to niepokój.

mm
czwartek, 23 maja 2019, 11:04

Państwo buforowe, to w zasadzie jedyny argument za Ukrainą w stosunkach z Polską. Byłby prawdziwy gdyby nie fakt, że z Rosją graniczymy. Na północy i na wschodzie poprzez Białoruś. Zastanawiałbym się na ile postrzeganie Polski wynika z czystej kalkulacji dyplomatycznej a na ile z niechęci i planów. W sytuacji kraju w stanie wojny zrozumiałe byłoby poszukiwanie bardzo dobrych relacji z sąsiadem. Tu tego nie widać. Spoglądamy na Ukrainę przez pryzmat naszej oceny Rosji. Obawiam się, że fałszuje to postrzeganie naszych stosunków i intencji.

man42
niedziela, 26 maja 2019, 13:46

Piekne to ujęte

sża
piątek, 24 maja 2019, 21:56

Ukraina przestała już nas nawet zauważać i to pomimo naszego sponsoringu. W Europie stawiają na Niemcy, a w polityce globalnej na USA. I ja im się nawet nie dziwię, dziwię się natomiast tej całej naszej polityce wschodniej, rodem z XIX-wieku.

sża
wtorek, 21 maja 2019, 18:39

@JanKowalski, piszesz nieprawdę, bo prezydent w ramach ichniej konstytucji, ma jak najbardziej prawo rozwiązać parlament, więc nie kłam. A czy mu się uda wyprowadzić Ukrainę na prostą? Osobiście jestem pesymistą, ale chciałbym się mylić...

Troll i to wredny
poniedziałek, 20 maja 2019, 16:51

Proszę sobie wyobrazić przez chwilę, że temat nie dotyczy Ukrainy, tylko Izraela. Czy kogoś bardzo by zdziwiło ,gdyby wszyscy odpowiedzialni za agresję na ten kraj zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach w perspektywie kilku miesięcy ?! To nie jest kwestia nominacji w resortach siłowych, to nie kwestia potęgi armii, to kwestia....motywacji. Chcesz chronić swój Kraj i Naród, albo wspierasz obce interesy kosztem tych ostatnich. Chcesz wygrać tę wojnę i jesteś zdeterminowany....to skończysz ją w miesiąc.

dsdrsafjhj
wtorek, 21 maja 2019, 12:38

Jest jeszcze mały szczegół ...zdolności.

Adam S.
wtorek, 21 maja 2019, 11:20

Analogia mało trafna. Wojny z Rosją nie da się skończyć w miesiąc. Poroszenko był bliski wygrania konfliktu w Donbasie w 2015 roku i ściągnął sobie na kark regularną rosyjską armię. A to jest armia nr 2 na świecie, z bronią jądrową i "doktryną deeskalacji", która określa sposób jej wykorzystania. Nieostrożność ze strony Ukrainy może kosztować bardzo drogo; kolejnego "rozstrzelanego odrodzenia" ten kraj i naród może nie przetrwać.

Zbigniew
poniedziałek, 20 maja 2019, 16:06

Wszystko jest ważne, ale dominować będzie czyhanie Rosji Putina na każdą możliwość "wpychania kija w szprychy" w mechanizmie działania Ukrainy, mogą być próby konfliktowania nas przy przybywaniu Ukraińców do pracy.

sża
poniedziałek, 20 maja 2019, 15:00

O Krymie mogą zapomnieć, ale na przyłączenie Donbasu, na zasadzie bardzo daleko posuniętej autonomii, mają szansę. Tyle, że takie rozwiązanie zapewne nie będzie pasować Amerykanom, a oni tam rozdają karty.

Aecjusz
środa, 22 maja 2019, 09:33

Tylko przyjęcie ot tak Donbasu może być podobne w skutkach do zawieszenia w domu gniazda szerszeni. Raz, jak wspomniano w artykule, rejon naszpikowany agenturą i nieprzychylnie nastawionymi mieszkańcami. Dwa - rejon zniszczony na różne sposoby, wymagający ogromnych wydatków na przywrócenie do sensownego funkcjonowania. A środków na to Ukraina nie ma chyba, że przyjdą z zewnętrznych źródeł. Z tego punktu widzenia lepiej dla Ukrainy z jednej strony markować intencje pokojowe i przeciągać temat, z drugiej zostawić Rosji ciężar finansowy i polityczny utrzymywania tego regionu (wydatki, skutki sankcji międzynarodowych, wpływ na opinię międzynarodową wskazującą na Rosję jako agresora) tak długo, aż stanie się gorącym kartoflem w rękach Putina. W przeciwieństwie do Krymu utrzymywanie przez Rosję Donbasu, oprócz doraźnych i stosunkowo krótkotrwałych korzyści politycznych dla Putina w polityce wewnętrznej nie przynosi Rosji już w tym momencie innych korzyści, jak utrzymywanie wrzenia w garnku ukraińskim - owszem, jakiś skutek to jest, ale na dłuższa metę kosztowny dla Rosji.

sża
środa, 22 maja 2019, 14:54

Zgadzam się z Panem, że dla Rosji Donbas jest gorącym kartoflem. Zresztą wcale nie chcieli go zajmować, ale po tym co stało się w Odessie musieli zareagować, bo inaczej Putin straciłby twarz w polityce wewnętrznej. Dla Ukrainy Donbas przynosi więcej korzyści, bo mogą głosić światu, że właśnie w Donbasie bronią Europy przed rosyjską inwazją. A więc musicie nas wspierać finansowo i nakładać sankcje na Rosję [to drugie jest zgodne z polityką USA]. Ale też są i straty, bo Donbas był dla Ukrainy najważniejszym okręgiem przemysłowym, o antracycie dla ich elektrowni już nie wspominając. Tak czy inaczej, obie strony są w klinczu.

Synek
środa, 29 maja 2019, 13:43

Wygląda na to, że Putin jest już skłonny oddać Donbas za zniesienie sankcji i to już było dogadane przed wyborami na Ukrainie. Tak jak piszecie, Donbas to teraz taka ziemia nie-chciana. Chcą jej obie strony, jednak rachunek jest dla obu zbyt wysoki...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama