Czy ruszy rakietowy wyścig? Konsekwencje wycofania się USA z traktatu INF [OPINIA]

27 października 2018, 08:34
Analiza sobota
Pod koniec zimnej wojny USA rozmieściły w Europie rakiety balistyczne MGM-31 Pershing II oraz wyrzutnie pocisków manewrujących BGM-109G Gryphoon (na zdjęciu). Na mocy traktatu INF broń ta została zlikwidowana do 1991 roku. Fot.TSGT ROB MARSHALL/Wikipedia Commons/Domena publiczna

20 października 2018 roku prezydent Donald Trump zapowiedział jednostronne wycofanie się Stanów Zjednoczonych z układu  INF z 1987 roku (Intermediate-Range Nuclear Forces) o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu. Waszyngton argumentuje to nie tylko tym, że INF od dłuższego czasu jest systematycznie naruszany przez Rosję, ale również faktem, iż stroną porozumienia zawartego w czasach zimnej wojny przez Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa, nie są Chiny, które posiadają potężny arsenał rakiet o zasięgu objętym przez zapisy INF (w stosunku do Rosji i Stanów Zjednoczonych). Zdaniem doradcy ds. bezpieczeństwa Johna Boltona INF nie reguluje „strategicznych zagrożeń teraźniejszości”, takich jak Iran czy Korea Północna.

Przypomnijmy, że INF to dokument zakazujący posiadania systemów rakietowych (nie tylko z głowicami termojądrowymi) ziemia-ziemia o zasięgu od 500 kilometrów do 5,5 tysiąca kilometrów. Dawały one bowiem możliwość błyskawicznego ataku na nieprzyjaciela, który nie miał czasu na reakcję. Zaburzało to fundament zimnowojennej równowagi. W latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych doszło jednak do proliferacji technologii rakietowych i takie systemy znalazły się na wyposażeniu państw niebędących stroną INF, w tym Chin, Indii, Iranu, Pakistanu, Korei Północnej, Korei Południowej, czy Arabii Saudyjskiej. Co gorsza, w ostatnich latach pojawiły się wiarygodne doniesienia o rosyjskich naruszeniach, związanych z wystrzeliwanym z lądu pociskiem manewrującym 9M729. Gdy sprawa wynikła w czasach administracji Baracka Obamy, ten postanowił jedynie na Rosję naciskać i apelować, by ta wróciła do postanowień INF. W ostatnich latach Stany Zjednoczone dodatkowo nałożyły sankcje na firmy pracujące nad projektem 9M729.

Donald Trump przyjął dużo bardziej stanowczą retorykę. Należy jednak z całą stanowczością podkreślić, że Stany Zjednoczone nie wycofały się jeszcze z INF. Słowa Trumpa padły na wiecu politycznym w Newadzie, a spotkania z wyborcami rządzą się swoją własną logiką. Biały Dom – jedynie lub aż – ogłosił swoje intencje w tym zakresie. „Deklaracje, szczególnie tej administracji, nie zawsze zamieniają się w czyny” – zauważa w rozmowie z Defence24 dr Schuyler Foerster, amerykański analityk i były wojskowy, swego czasu polityczno-militarny doradca cywilnych i wojskowych decydentów (także przy negocjacjach CFE) – „wielu członków Partii Republikańskiej w Kongresie ma zupełnie inne zdanie w tej kwestii niż prezydent Trump. Na Kapitolu podjęto już działania, które mają ograniczyć możliwość prezydenta jednostronnego wycofania się z INF, który został ratyfikowany za radą i zgodą Senatu”.

Niepokojące konsekwencje

Austriacki ekspert Gustav Gressel (European Council on Foreign Relations) zwraca uwagę na negatywne konsekwencje dla polityki wywierania presji na Rosję. W rozmowie z Defence24 Gressel stwierdził:

„Wycofanie się Stanów Zjednoczonych oznaczałoby legalizację post factum naruszeń INF przez Rosję. Nikt nie będzie już mówił o rosyjskich naruszeniach porozumienia, bowiem wszyscy skoncentrują się na wycofaniu się Stanów Zjednoczonych. Będzie to wielkie propagandowe zwycięstwo Putina. Bez wątpienia sytuacja wokół INF jest niepokojąca, a rosyjskie naruszenia były i niezmiennie są poważne. Gdyby jednak Amerykanie postawili sprawę inaczej, stwierdzili, że albo Rosjanie powrócą do mechanizmów weryfikacyjnych, albo dopiero wtedy z INF się wycofają, dyplomatyczny wydźwięk byłby inny. Musimy zepchnąć Rosję do narożnika, ale póki co to Rosja zepchnęła nas. Sposób, w jaki postąpił w tej sprawie Trump był bardzo nieprofesjonalny i Putinowi tylko pomoże. Nie skonsultował się nawet z sojusznikami”.

Chociaż do wycofania się Stanów Zjednoczonych z INF daleka droga, a biorąc pod uwagę łatwość, z jaką prezydent Trump rzuca groźby i zapowiedzi, być może w ogóle to nie nastąpi, to eksperci już teraz zastanawiają się nad możliwymi konsekwencjami takiego ruchu. Gustav Gressel słusznie zauważa, że Rosja będzie mogła wykorzystać ten fakt propagandowo – na retorykę Kremla bez problemu złapią się liczni pożyteczni idioci, których w Europie i Stanach Zjednoczonych nie brakuje. Tym bardziej, że decyzja Trumpa da im mocny ku temu argument. „Rosja będzie wówczas mogła otwarcie rozmieścić rakiety zasięgu pośredniego i wykorzystywać je do gróźb” – dodaje Gressel – „podczas gdy Stany Zjednoczone pozostają w tyle i nie mają podobnych sił. Nie mają bowiem żadnych rakiet zasięgu pośredniego i lądowych rakiet manewrujących z głowicami termojądrowymi. Oznacza to dominację Rosji na tym polu. Nie spodziewam się jednak wyścigu zbrojeń, bowiem Zachód nie ma niczego, co umożliwiłby mu ściganie!”

Stany Zjednoczone nie mają żadnych konkretnych planów budowy broni, która obecnie jest ograniczana na mocy INF. Oznacza to, że decyzja Waszyngtonu da zielone światło do zbrojeń jedynie Rosji. przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej. Ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z INF nie można porównywać z decyzją Waszyngtonu z 2001 roku o jednostronnym wycofaniu się z traktatu ABM z 1972 roku o systemach antyrakietowych, który wówczas stracił moc obowiązującą, bowiem decyzja administracji George`a W. Busha wiązała się z konkretnymi planami budowy tarczy antyrakietowej. W tym przypadku jest jednak inaczej, chociaż     - jak zauważa Foerster – „administracja Trumpa w Nuclear Posture Review odnosiła się do możliwości powstania nowego systemu, który miałby znaleźć się na wodzie. Gdyby ostatecznie doszło do prac w tym zakresie to należy spodziewać się politycznych problemów w relacjach z sojusznikami z NATO”.

Innymi słowy, bezpośrednia konsekwencja ewentualnej decyzji będzie bardziej polityczna niż strategiczna. Dojdzie do nie tylko do osłabienia międzynarodowych mechanizmów regulacji zbrojeń, ale także do osłabienia i tak już wątłej jedności w NATO wobec działań Rosji, która będzie z większą łatwością przedstawiać Stany Zjednoczone jako wroga kontroli zbrojeń i rozbrojenia. „Taka rosyjska narracja będzie oczywiście hipokryzją” – dodaje Foerster – „ale co z tego, skoro spotka się to ze zrozumieniem europejskiej opinii publicznej. Decyzja taka podzieli sojuszników. Jeśli tak się stanie to Stany Zjednoczone raz jeszcze wykonają jednostronny krok, który osłabi żywotne interesy NATO”.

Amerykańskie zbrojenia?

Należy mieć na uwadze, iż administracja Donalda Trumpa zapowiedziała już plan modernizacji posiadanego arsenału strategicznego, na co zapewne składa się stworzenie nowych systemów lub reaktywację wycofanych w ramach INF. Według raportu Kongresowego Biura Budżetowego z października 2017 roku, plan Trumpa ma kosztować w ciągu 30 lat około 1,6 biliona dolarów. Jednocześnie w poniedziałek prezydent Trump zapowiedział zwiększenie arsenału termojądrowego aż inne państwa „pójdą po rozum do głowy”. Jak stwierdził Trump, jego słowa „to ostrzeżenie wobec kogo tylko chcecie. Dotyczy to Chin, dotyczy to Rosji. Dotyczy to każdego, kto chce z nami grać. Nie dacie rady. Nie wygracie ze mną tej gry”.

Według amerykańskich analiz wycofanie się Stanów Zjednoczonych z INF dawałoby temu państwo kilka możliwych kierunków modernizacji. Pierwszym jest modyfikacja już istniejących systemów taktycznych, takich jak MGM-140 ATACMS, chociaż na chwilę obecną nie jest to brane pod uwagę. Druga to rozmieszczenie lądowych wyrzutni z rakietami manewrującymi (GLCM, Ground-Launched Cruise Missiles) w oparciu o już istniejące systemy. Amerykanie mogliby powrócić do konstrukcji BGM-109 GLCM, która stanowiła lądową wersję morskiego wariantu, a która została wycofana w całości ze służby na mocy INF. Rakiety te mogłyby znaleźć się w wyrzutniach Mk 41 VLS (Vertical Launch System), które stanowią element montowanego w Polsce i Rumunii systemu Aegis Ashore.

Opcja trzecia to budowa nowych rakiet zasięgu pośredniego. Byłyby one „kontynuatorem tradycji” taktycznych rakiet średniego zasięgu (około 1,8 tysiąca kilometrów) MGM-31 Pershing II, które zlikwidowano w ramach INF.  W lutym 2018 roku zarekomendowano prace nad nowym, nuklearnym pociskiem samosterującym, wystrzeliwanym z morza (najprawdopodobniej z okrętów podwodnych). Wcześniej Kongres upoważnił Departament Obrony, by rozpoczął prace nad nową rakietą manewrującą, wystrzeliwaną z lądu, ale po protestach polityków nie przyznano na ten cel wymaganych funduszy.

Warto w tym kontekście wspomnieć rozwijany przez Amerykanów system PRSM (Precision-Strike Missile), wcześniej znany jako LRPF (Long-Range Precision Fire). PRSM ma mieć zasięg – aby pozostać w zgodzie z INF – 499 kilometrów. Ma stanowić uzupełnienie, a w przyszłości następcę, pocisków ATACMS. W ramach programu US Army rywalizują dwa koncerny – Lockheed Martin i Raytheon. Testy poligonowe przewidziane są na przyszły rok. Prototyp ma pojawić się na przełomie 2019 i 2020 roku, a do służby miałby wejść pomiędzy 2022 a 2024. Docelowo Amerykanie mogliby wyposażyć je w głowice termojądrowe i wydłużyć zasięg. Pozostaje jednak pytanie – gdzie je rozmieścić?

 „Nawet gdyby Amerykanie podjęli decyzję o budowie i rozmieszczeniu takich systemów to jest mało prawdopodobne, aby amerykańscy sojusznicy – czy to w Europie, czy w Azji – zgodzili się przyjąć je na swoje terytorium” – prognozuje Foerster – „dlatego też zapowiedź Trumpa jest krótkowzroczna. Nic na tym nie zyskujemy. Niektórzy politycy, jak republikański senator Bob Corker, uważają, że słowa Trumpa to próba zmuszenia Rosji do powrotu do zapisów INF, ale ja tego tak nie widzę. Moim zdaniem dajemy Putinowi prezent”.

Efekt śnieżnej kuli?

Prezydent Trump jako jeden z powodów swojej zapowiedzi podał Chiny, które od lat rozwijają swoje arsenały różnego zasięgu, wystrzeliwane tak z morza jak i z lądu i powietrza. Uważa się, że niektóre z nich nie mają one głowic termojądrowych, ale jeśli Stany Zjednoczone wycofają się z INF i rozpoczną modernizację arsenałów strategicznych, a Rosja będzie rozmieszczać nowe systemy, Chiny najprawdopodobniej zdecydują się na taki krok. Doprowadzi to do zaburzenia nie tylko równowagi globalnej, ale także i regionalnej – w Azji, gdzie relacje są bardzo napięte.

Kto wie, być może prawdziwą intencją Trumpa i jego doradców nie jest w cale kwestia Rosji, lecz właśnie Chin. Niektórzy komentatorzy uważają, że zdaniem Białego Domu INF utrudnia neutralizowanie wpływów Chin w Azji. Bez tego układu Amerykanom byłoby łatwiej – przynajmniej ich zdaniem – zwiększać presję na Pekin. Zwraca się uwagę, że Bolton przeciwko INF wypowiadał się już w 2011 roku, kiedy to Rosja nie naruszała postanowienia.  Jak wówczas napisał, „Moskwa i Waszyngton mają wspólny interes w tym, aby nie być ograniczanym przez traktat, który wiąże tylko ich”. Szukając bardziej spiskowych hipotez można stwierdzić, że być może Trump nie chce wypowiedzieć INF, ale chce doprowadzić do jego upadku na drodze obustronnego wycofania się Waszyngtonu i Moskwy. Wówczas oba państwa miałyby wolne ręce w polityce militaryzacji – w tym Amerykanie w Azji.

Ewentualna decyzja Stanów Zjednoczonych wywoła reakcję ważnych sojuszników, takich jak Niemcy, które z jednej strony są mocno prorosyjskie, ale z drugiej niezmiennie stanowią czołowe państwo tak w NATO jak i Unii Europejskiej. Wyścig zbrojeń może utrudnić Berlinowi ziszczenie się strategicznego i stałego celu – normalizację relacji z Moskwą i powrót do „business as usual”. Na chwilę obecną niemieccy komentatorzy i decydenci zdają się być zmieszani, ale w dłuższej perspektywie retoryka będzie raczej prorosyjska. Zrozumienia wobec decyzji Trumpa nie należy się spodziewać.

„W Niemczech już teraz bardzo mocno widać efekty rosyjskiej propagandy” – zauważa Gressel – „Putinversteher (apologeci Putina) wszystkich poziomów i barw już atakują Trumpa. Kwestia rosyjskich naruszeń INF znikła z niemieckiej debaty. Media ochoczo przeprowadzają wywiady ze starymi dyplomatami z lat osiemdziesiątych, którzy stali się później sympatykami Putina. Będzie bardzo trudno zdusić tę nonsensowną sprawę. Debata publiczna jest zatruta, a biorąc pod uwagę wyborcze straty rządu trudno mi założyć, że Merkel będzie na tyle silna, by postawić się w tej kwestii opinii publicznej. Relacje ze Stanami Zjednoczonymi stały się problemem w polityce wewnętrznej i to pomimo faktu, iż Stany Zjednoczone pozostają kluczowym elementem bezpieczeństwa Niemiec”.

„Chiński argument jest wyjątkowo niedorzeczny i błędny” – uważa Gressel – „nie ma żadnych międzynarodowych dokumentów regulujących obecność amerykańskiej broni jądrowej w Japonii i Korei Południowej. Amerykańskie bazy wojskowe są względnie małe i narażone na chiński atak wyprzedzający. Aby zneutralizować skutki chińskiego uderzenia, Amerykanie musieliby rozmieścić swoje rakiety na całym obszarze Pacyfiku. Jest to dopuszczalne na mocy INF, więc nie trzeba go z tego powodu wypowiadać”.

Zdaniem Gressela amerykańskie stanowisko wobec INF to błąd, a „Bolton i Trump raz jeszcze dali się Rosji podejść. Obaj stawiają wewnętrzne kwestie ideologiczne za ważniejsze niż racjonalność w polityce zagranicznej. Ich pragnienie zniszczenia starego porządku i chęć konfrontacji z establishmentem góruje nad myśleniem strategicznym. Co więcej, zupełnie ich nie interesuje Europa”. Foerster uważa podobnie – „John Bolton nigdy nie cenił międzynarodowych traktatów kontroli zbrojeń, ani międzynarodowych instytucji. Trump natomiast zupełnie nie dba o spójność NATO. Taka decyzja przyczyniłaby się do dalszego pogłębienia alienacji sojuszników po dwóch stronach Atlantyku”.

Co z Polską?

Czy ewentualna decyzja prezydenta Trumpa może mieć negatywne konsekwencje dla Polski? Bez wątpienia nie przyniesie żadnych pozytywnych. Negatywne dla naszej ojczyzny będą wszystkie wskazane powyżej zagrożenia, w tym osłabienie międzynarodowych reżimów regulujących zbrojenia. Nawet jeśli te są ułomne, dziurawe i omijane to i tak są lepsze niż ich brak. Tym bardziej, jeśli ich brak lub osłabienie wzmocni państwo stanowiące dla nas największe zagrożenie. Po drugie, dalsze osłabianie spójności NATO również nie służy Polsce, której powinno zależeć na silnych relacjach transatlantyckich oraz mocnej obecności Stanów Zjednoczonych w Europie – oczywiście za zgodą i poparciem państw europejskich, w tym Niemiec, których polityka powinna wspierać natowskie i europejskie wysiłki, a nie być w kontrze w stosunku do Stanów Zjednoczonych.

Ewentualna decyzja o wycofaniu się Amerykanów z INF może negatywnie wpłynąć na relacje amerykańsko-niemieckie i w dłuższej perspektywie przyczynić się do wycofania wojsk Stanów Zjednoczonych z Niemiec, które uzyskają wówczas zielone światło i mocny impuls do tego, by zwiększyć swoją polityczną i militarną pozycję w Europie. Sytuacja, w której z jednej strony będziemy mieć zbrojącą się bez żadnej międzynarodowej kontroli Rosję i nieobecne militarnie w Europie Stany Zjednoczone, a z drugiej dążące do większej samodzielności, prorosyjskie i antyamerykańskie Niemcy, to czarny scenariusz dla Polski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 33
gawron
niedziela, 4 listopada 2018, 09:43

Długo za długo USA dawały się wodzić za nos. Wypowiedzenie traktatu to jedyne rozsądne wyjście. Umowy z Sowietami mają wartość papieru na którym zostało napisane.

chateaux
sobota, 3 listopada 2018, 22:07

@Davien Rzecz w tym, ze MTCR nie jest zadnym traktatem, zwlaszcza nie takim ktory czegokolwiek zakazuje. MTCR to dosc luzne stowarzyszenie ktorego celem jest KONTROLA handlu i rozprzestrzeniania sie technologii, nie zakazuje zas ani nie ogranicza transferu. Nadaje mu tylko okreslone ramy proceduralne, ktorym taki transfer podlega.

trust
wtorek, 30 października 2018, 06:44

2 listopada do Moskwy przylatuje przydent Cuby na rozmowy o unowocześnieniu armii. W tle rozmowa o rozmieszczeniu systemów Iskander na Cubie. Rosjanie mówią "szach" jeśli wyjdziecie z INF my wam pod sam nos wsadzimy rwkiety z głowicami których nie zestrzelicie.

Ok bajdur
poniedziałek, 29 października 2018, 20:29

Ponad dwa tysiące lat temu Filip Macedoński zapomniał poinformować swoich przeciwników, że jego armia walczy długimi wlóczniam - podbił Grecję. sześćset lat temu Władysław Jagiełło nie uprzedził zakonników o tym, że jego armia ma kopie i krótki sulice nie są najlepszym pomysłem. A teraz my mieszkańcy państw zachodu udajemy, że najnowsze rakiety Rosji są niespodzianką. Otóż nie są. Od chwili piblikacji kalibrów i testów Iskandera nikt nie ma prawa do złudzeń. Polska nie powinna mieszać się w międzynarodowe przepychanki, tylko kupować i kupować kolejne systemy opl, które zestrzelą wszystko cokolwiek wleci na nasz teren. mamy dużo manpads, ale co z CAMM, a jedli już je kupimy, to stare systemy też trzeba utrzymać. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś złamie kody i przublokuje te lepsze systemy. Exosset też przestały działać po pierwszych sukcesach...

dede
poniedziałek, 29 października 2018, 20:17

Zdecydowanie USA powinny zerwać "martwy" INF. Polska może tylko na tym zyskać, a rakiety ze wschodu i tak są w nas wycelowane, niezależnie od ruchu amerykanów. Głosy protestu przeciw planom USA tylko dowodzą, że na kremlu na samą myśl dostają gęsiej skurki, a argument o państwie frontowym /Polska/ cóż i tak zawsze nim byliśmy i zawsze będziemy, niezależnie od obowiązywania INF.

rob ercik
poniedziałek, 29 października 2018, 13:19

Oby nie okazalo sie ze w Kalinigradzie jest bron masowego razenia ( ta z Iraku oczywiscie ) i trzeba bedzie, prewencyjnie oczywiscie, w obronie wlasnej oczywiscie, ja zniszczyc ...

Davien
poniedziałek, 29 października 2018, 10:32

Panie Grzyb, system S-300 róznił sie od S-125 czy KuB-a a takie były systemy OPL w Bekaa praktycznie wszystkim, takze mowoczesnością, zasieg akurat miał mniejszy od np S-200 jakie posiadała tez Syria. Pierwsze S-300 weszły do uzytku w 1978r. Co do Doliny Bekaa to istotnie IAF obezwładnił OPL i zniszczył 86 maszyn syryjskich ale stracił od ognia OPL Skyhawka

Jusky
poniedziałek, 29 października 2018, 01:32

Rozwijać napalm!!!

Krzych
niedziela, 28 października 2018, 20:09

Bardzo dobry ruch Amerykanów, najprawdopodobniej rakiety średniego zasięgu zostaną umieszczone w Polsce (która stanie się celem ataku Rosjan), jednocześnie tego typu rakiety zupełnie nie zagrażają USA

Stary Grzyb
niedziela, 28 października 2018, 16:16

Do "Davien". System S-300 różnił się od systemów rozmieszczonych w Syrii nie tyle nowoczesnością, co zasięgiem. Owszem, zasięg ma swoje znaczenie, ale istoty rzeczy to nie zmienia - Izraelczycy za pomocą amerykańskiego sprzętu dokonali bezprecedensowego w dziejach pogromu sowieckich systemów OPL i samolotów (posiadanych przez Syryjczyków, ale z szeroką obecnością sowieckich "doradców"), niszcząc w jedno popołudnie całość (19 baterii) rozmieszczonych w Dolinie Bekaa systemów OPL i zestrzeliwując 84 samoloty wroga bez strat własnych. Szok, jaki to wywołało w Moskwie, był jednym z najistotniejszych powodów upadku Sowietów - nagle amerykańskie "wojny gwiezdne" i uderzenie ogławiające stały się zagrożeniem bardzo realnym, a próby przeciwdziałania (oprócz oczywiście blokady eksportu nowoczesnych technologii oraz współpracy Ronalda Reagana z Arabią Saudyjską w dziedzinie zdołowania cen ropy) doprowadziły Sowiety do ruiny. Co do technikaliów traktatowych i pocisków "Iskander" - teoretycznie racja, ale w odniesieniu do Rosji (tak jak przedtem w odniesieniu do Sowietów) domniemanie niewinności nie obowiązuje.

Davien
niedziela, 28 października 2018, 14:21

Anonim, Kinżał to ALBM powstały najprawdopodobniej z przebudowy Iskandera-M o zasiegu ok 600km. Jest tak samo grozny ak każdy Iskander-M.

Jello
niedziela, 28 października 2018, 13:54

Bardzo dobre posunięcie USA! Wycofanie się USA z tego układu wg. mnie jest celowym zamierzeniem. Rosja chcąc dotrzymać Amerykanom kroku, wykończą się gospodarczo i oczywiście nie dadzą rady. Wtedy, jak w latach 90-tych, padną na kolana.

Davien
sobota, 27 października 2018, 23:54

Panie Grzyb, tylko kilka sprostowań.: W dolinie Bekaa nie było najnowszych wówczas rosyjskich systemów OPL czyli S-300, były najnowsze jakie miała Syria. Takze Iskander-M może mieć teoretyczny zasięg i 1000km a dopóki go nie przetestuja na tym zasiegu to pod INF nie podpada( to dotyczy wszystkich pocisków balistycznych) choć juz RS-26 złamał ten traktat( test na 2000km) Natomiast z manewrujacymi to juz inna sprawa, tu wystarczy samo projektowanie takiego pocisku i juz się łamie INF. Dlatego np US nie ma nawet projektów pocisków manewrujacych odpalanych z ladu bo by złamali INF. Rosja za to pochwaliła sie odpaleniem 3M14 z ladu.

Davien
sobota, 27 października 2018, 23:48

Sailor, tyle ze Polska nie jest objeta INF, natomiast podpisała MTCR, a tego traktatu ściśle nawet Rosjanie przestrzegają. Mamy juz uzbrojenie o zasięgu ponad 500km (JASSM-ER) ale cos podpadające pod MTCR to musimy sami opracować.

hym108
sobota, 27 października 2018, 23:12

Mozliwe ze to jednak chodzi o Chiny, bo na Chinskich stronach wojskiwych sporo sie mowi o ewetuanej odpowiedzi.

kołalsky
sobota, 27 października 2018, 21:25

Rosja wywalczyła sobie pozycję Romów polityki. Wolno im łamać normy bo "oni tak mają". Ale gdy następują retorsje to "dzieje się krzywda" ...

Anonim
sobota, 27 października 2018, 21:03

Ciekawe na ile grozna jest ruska technologia kindżał ?

gegroza
sobota, 27 października 2018, 20:29

Do tej pory rakiety potencjalnie miały latać nad nami. Obecnie to my pchamy się na linię frontu. Skąd tylu idiotów chcących instalować rakiety bliskiego zasięgu w Polsce. Przypominam że wojny nuklearnej nie da się wygrać ! Nie warto umierać tylko po to zeby ruskim zrobić na złość ! Żaden patriota na coś takiego by nie poszedł.

Polak mały
sobota, 27 października 2018, 19:45

Traktat INF jest przestarzały dlatego lepiej gdy przestanie działać. W razie wojny z Rosja co za różnica czy zabije mnie głowica termojądrowa rakiety 9K723, czy 9M729 czy ewentualnie lądowa wersja X-102 (obecnie zakazana przez INF, ale przenoszona przez 885-M jako wersja morska).

Sailor
sobota, 27 października 2018, 17:41

Rosja przestrzega traktatów tylko przez przypadek albo gdy jest to Rosji na rękę. Taki tam maja klimat. Dlatego powinniśmy reagować w sposób symetryczny. Polska powinna dążyć do pozyskania uzbrojenia 500+. Można na przykład to zrobić wchodząc w kooperacje z Ukrainą, która rozwija technologie rakietowe i potrzebuje kasy, a w stosunku do Rosji stosować ich metody. Czyli udawać durnia i wszystkiego się wypierać.

Stary Grzyb
sobota, 27 października 2018, 16:50

Szanowni Państwo, jak już parę razy pisałem - trochę szacunku dla czytelników. Zaczynając od tytułu - ewentualne amerykańskie wycofanie się z traktatu INF będzie konsekwencją złamania tego traktatu przez Rosję. Co więcej, złamanie przez Rosję traktatu INF jest powrotem Kremla do zagrywki strategicznej Sowietów z drugiej połowy lat 70-tych XX wieku. Sowiety rozmieściły wtedy rakiety SS-20 o zasięgu 5.500 km zakładając, że wybiją NATO, a przede wszystkim Amerykanom, zęby, czyli że USA nie zdecydują się pełnoskalowe uderzenie jądrowe na Sowiety w odpowiedzi na sowiecki atak rakietami SS-20 tylko na Europę Zachodnią, co umożliwi zwasalizowanie Europy Zachodniej, wypchnięcie z niej USA i upadek światowej pozycji Stanów Zjednoczonych. Za mięczaka Cartera, owładniętego rojeniami o "detente", taki manewr miał szanse powodzenia. Na szczęście dla świata (i Polski) władzę w USA objął wielki Ronald Reagan, którego prawidłowy stosunek do Sowietów wyrażały słowa "Właśnie podpisałem ustawę delegalizującą Sowiety na wieczność. Bombardowanie rozpoczynamy za 5 minut". W ramach tego podejścia zostały przez USA rozmieszczone pociski "Cruise" (których startu, lotu i uderzenia w cel Sowiety nie były zdolne ani obserwować, ani skontrować, co zresztą, jak pokazują doświadczenia z Syrii, utrzymało się do dzisiaj), oraz rakiety "Pershing II", których czas lotu i punktowa celność uniemożliwiały Sowietom reakcję ("- Ile czasu potrzebuje najnowsza amerykańska technologia, żeby dotrzeć do Kremla? - Siedem minut od momentu odpalenia"). W sumie dało to USA zdolność zadania uderzenia ogławiającego, i z jednej strony zmusiło Sowiety do zjawienia się przy stole rokowań oraz poważnego prowadzenia negocjacji, a z drugiej znacząco przyczyniło się do upadku sowieckiego Imperium Zła jako całości (pogrom najnowocześniejszych wówczas sowieckich systemów OPL w Dolinie Bekaa w 1982 r. uświadomił Moskwie skalę amerykańskiej przewagi technologicznej, a rakiety "Pershing II" Amerykanie rozmieścili w Europie Zachodniej w roku 1984). Dokładnie ten sam gambit putinowska bolszewia próbuje (lub raczej, miejmy nadzieję, próbowała) rozgrywać obecnie. Łamiące traktat INF rosyjskie rakiety 9M729, Kalibr, czy Iskander (co do którego nie ma żadnych podstaw zakładać, że ma zasięg nieprzekraczający 500 km) pojawiły się wraz z wprowadzeniem do rosyjskiej doktryny pojęcia "uderzeń deeskalacyjnych" (w ramach manewrów "Zapad 2017" armia rosyjska ćwiczyła te "uderzenia deeskalacyjne" na Warszawę, Sztokholm i Amsterdam), czyli mających zapobiec próbom odbicia przez NATO terytoriów zajętych nagłym rosyjskim blitzkriegiem (np. Estonia, Łotwa, Litwa, płn.-wschodnia Polska), za pomocą najpierw punktowych, a w razie "potrzeby" także szerzej zakrojonych uderzeń atomowych na kraje Europy - bez atakowania terytorium USA. Znowu - za mięczaka Obamy, rojącego o "resecie" i kreślącego śmieszne "czerwone linie", których Obama bał się przestrzegać nawet wobec reżimu Assada w Syrii, taka zagrywka miała szanse powodzenia. Za prezydentury Hillary - również. Znowu na szczęście dla świata i Polski prezydentem USA został Donald Trump, który Ronaldem Reaganem (jak na razie) wciąż jeszcze nie jest, ale który ma pełną świadomość, że wszelkie rozmowy z Rosją mogą być prowadzone tylko wedle zasady prezydenta Theodore Roosevelta - "Zawsze mów cicho i grzecznie, a za plecami trzymaj ciężką pałkę". Innymi słowy, żeby Rosję zmusić do zaniechania marzeń o "uderzeniach deeskalacyjnych" konieczne jest odzyskanie przez USA zadania w odpowiedzi na nie uderzenia ogławiającego, tak jak dla zmuszenia Rosji do zaniechania blitzkriegów wobec krajów, które wydobyły się z moskiewskiego jarzma dzięki upadkowi Sowietów, konieczne jest stałe rozmieszczenie na wschodniej flance NATO odpowiednio silnych oddziałów wojsk amerykańskich. I tyle. Oczywiście przy okazji jak najbardziej pozytywne jest, że wobec gwałtownie wzmożonej groźby amerykańskiego uderzenia ogławiającego staną Chiny, Korea Płn., czy Iran.

Maciek
sobota, 27 października 2018, 15:59

Każde aktywne działanie USA wymierzone w Rosję jest korzystne dla Polski. Trudno sobie wyobrazić, że Ameryka wycofa się z Europy. Jak dotąd nie wycofała się z żadnego ze strategicznych obszarów. Jeśli opuszczą Niemcy to... przeniosą się gdzie indziej, może do Polski? A co do tego, że nie mają broni niezgodnej z inf: no i? To jest Ameryka. W ciągu roku zrobią sobie działający system z tomahawkiem, w ciągu trzech będą mieli kilka znacznie lepszych niż ruskie.

Buba
sobota, 27 października 2018, 14:52

Ciekawe Niemcom nie przeszkadza to ,że rosjanie nie przestrzegają traktatów. Im przeszkadza to ,że amerykanie chcą się z tego wycofać. Patrząc tylko przez pryzmat histori to jest to naturalna kolej rzeczy. Od wieków niemcy zawsze robili interesy na wschodzie. W tej swoistej symbiozie bez znaczenia było to czy byli to królowie prus,czy był to cesarz czy a.hitler tak już mają. Nadmienię tylko ,że drugiej stronie obojętnie kto rządził też to nie przeszkadzało. Natomiast w wyniku takiej współpracy przegranym zawsze była europa środkowo-wschodnia.

Senor Puto
sobota, 27 października 2018, 14:44

Płyną z tego bardzo pozytywne wnioski dla Polski, których autora nie widzi. Otóż Polska może teraz rozwijać sama własne pociski rakietowe, zaczynając od kupna jakiejś licencji na NCM, Tomahawk itd.

Fanklub Daviena
sobota, 27 października 2018, 14:29

"Rakiety te mogłyby znaleźć się w wyrzutniach Mk 41 VLS (Vertical Launch System), które stanowią element montowanego w Polsce i Rumunii systemu Aegis Ashore." - pamiętacie jak ten wredny kłamczuch Davien przekonywał, że wystrzeliwanie Tomahawków z wyrzutni Mk 41 VLS w Polsce i Rumunii jest fizycznie niemożliwe? I jeszcze bezczelnie łże, że INF nie zakazuje wyrzutni, a jedynie samych rakiet.

Strusiu
sobota, 27 października 2018, 13:55

Czyli Rosja może robić co chce ,i to nie jest niebezpieczne natomiast nawet stonowana reakcja na jej bezprawne i agresywne działania stanowi zagrożenie .Co za brednie.

Polish blues
sobota, 27 października 2018, 13:35

No ale, czy lepiej, żeby USA nic nie robiły i czekały, aż wyprzedzą je wszystkie wrogie im i Zachodowi (czyli także, jakby nie było, nam) kraje?

Smutny
sobota, 27 października 2018, 12:39

"niektóre z nich nie mają one głowic termojądrowych" bełku bełku... jakaś korekta przed publikacją? Oczywiście, że Trumpowi chodzi o Chiny, on już od dawna mówi o tym, że teraz głównym przeciwnikiem dla USA są Chiny. A przy obecnym poziomie technologii rakietowych załatanie dziury zrobionej przez INF to nie jest dla USA wielki problem.

Józuś
sobota, 27 października 2018, 12:36

"Czy ewentualna decyzja prezydenta Trumpa może mieć negatywne konsekwencje dla Polski? Bez wątpienia nie przyniesie żadnych pozytywnych" BZDURA! Jak długo można udawać, że dziesiątki rakiet bazowania lądowego łamiących INF nie jest wycelowana w nas? Może kolejny wyścig zbrojeń trochę ostudzi przyjaciół ze wschodu.

jaan
sobota, 27 października 2018, 12:11

Instalacja tych systemów w Niemczech będzie bardzo korzystna dla Polski. Nie możemy też pozwolić na ich instalację w Polsce tylko w Niemczech. To zmieni całkowicie relacje Niemcy Rosja. USA nie wycofają się z Niemiec.

Lk
sobota, 27 października 2018, 12:08

Zagrożenia płynące z wycofania się traktatu przez stany już istnieją. To wycofanie są szanse wzmocnienia stanów i Polski z rakietami pershing

tak tylko... (Michał Rakowski)
sobota, 27 października 2018, 11:48

Jest dokładnie tak jak twierdzi Gustav Gressel, Amerykanie i zachód dają się jak dzieci ogrywać Putinowi. Rosyjska retoryka i dyletanctwo Trumpa sprawiły, że wszyscy krytykują wypowiedzenie przez niego traktatu INF (bowiem to Trump jawi się jako ten, który łamie traktaty) a nie Rosja, która już dawno w praktyce to zrobiła. Przekaz i propaganda Amerykanów powinna brzmieć: W odpowiedzi na łamanie traktatu INF w każdą rosyjską rakietę łamiącą traktat INF wycelujemy nasze rakiety. Zmiana retoryki niby drobna, ale jednoznacznie wskazująca, że winowajcą jest Putin, Trump tak szumnie wypowiadając INF ustawił siebie na pozycji wichrzyciela...

sos
sobota, 27 października 2018, 11:29

A co za różnica czy Rosja zbroi się tajnie czy jawnie, efekt jest dokładnie taki sam. Niemcy od wieków marzą o wspólnej granicy z Rosją i nie jest to wina Ameryki. Oczywiście zwiększenie ilości tego typu rakiet w Europie, to bardzo zła informacja dla Polski i generalnie dla Europy.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama