Konfrontacja w Wenezueli

28 czerwca 2017, 16:09
Fot. Efecto Eco / Wikimedia Commons / CC 3.0.
Reklama

Kryzys polityczny i humanitarny w Wenezueli może w najbliższych dniach przerodzić się w zamach stanu, rewolucję lub wojnę domową. 27 czerwca doszło do zbrojnego incydentu polegającego na ostrzelaniu i obrzuceniu granatami przez policyjny helikopter budynku Sądu Najwyższego w Caracas. Prezydent Nicolas Maduro nazwał to atakiem terrorystycznym, choć znacznie więcej wskazuje na prowokację wenezuelskiego reżimu. 

Oscar Perez, który dokonał tego ataku, podając się za dowódcę koalicji zbuntowanych oddziałów policji i wojska, zdeterminowanych by przywrócić w Wenezueli demokrację, to aktor i producent filmu sensacyjnego zrealizowanego w 2015 r. Wcześniej Nicolas Maduro zapowiedział, że jeśli jego obóz polityczny nie może utrzymać się u władzy za pomocą głosów, to zrobi to za pomocą broni.

Nicolas Maduro doszedł do władzy w Wenezueli w kwietniu 2013 r., po śmierci swego poprzednika, lewicowo-populistycznego i wrogo nastawionego do USA prezydenta Hugo Chaveza. Chavez, który  został prezydentem w 1999 r., inspirował się kubańskim reżimem Castro, zmienił konstytucję i ogłosił „rewolucję boliwariańską”. W przeciwieństwie do Kuby demokracja w Wenezueli nie została jednak zniesiona (choć politycy i media opozycyjne poddawane były represjom), a wybory odbywały się zgodnie z konstytucją.

Do 2010 r. opozycja przegrywała w nich z kretesem, gdyż wysokie ceny ropy, głównego surowca Wenezueli, zapewniały Chavezowi finansowanie jego socjalistycznych projektów społecznych. W 2013 r. zaczęły się jednak problemy zarówno gospodarcze dla kraju, jak i polityczne dla obozu rządzącego. W przyśpieszonych wyborach prezydenckich Maduro minimalnie wygrał z kandydatem zjednoczonej opozycji Henrique Capriles Radonskim, a w 2015 r. opozycyjny blok Akcji Demokratycznej zdecydowanie wygrał wybory parlamentarne.

Spadające ceny ropy oraz złe zarządzanie krajem spowodowały, że od 2014 r. Wenezuela zaczęła się staczać w przepaść głębokiego kryzysu finansowego. Proces ten nabrał tempa w 2016 r. gdy recesja osiągnęła 18,6 proc. PKB, inflacja 475 proc., a liczba osób żyjących poniżej granicy ubóstwa osiągnęła 80 proc. W 2017 r. zaczęło brakować żywności i leków, a w masowych protestach zginęło co najmniej 75 osób. Protestujący domagają się m.in. przyśpieszonych wyborów prezydenckich oraz otwarcia korytarzy humanitarnych.

Tymczasem w marcu, podporządkowany Maduro Sąd Najwyższy ogłosił, że przejmuje kompetencje parlamentu. Co prawda kilka dni później wycofał się z tej decyzji ale za to ogłoszono wybory Zgromadzenia Konstytucyjnego na 30 lipca. Nie mają to być jednak wybory powszechne, lecz selekcja dokonana przez popierające władzę organizacje społeczne. Ruch ten ma najprawdopodobniej doprowadzić do likwidacji demokracji w Wenezueli.

Nie jest pewne czy struktury siłowe są już gotowe do wystąpienia przeciw Maduro i czy rzeczywiście doszło w nich do rozłamu. Wiadomo jednak, że przytłaczająca większość Wenezuelczyków jest coraz bardziej zdesperowana, by obalić obecny reżim. Maduro zaś jest równie zdesperowany, by siłą utrzymać się u władzy. Zanosi się zatem na krwawą i być może długą konfrontację.

Witold Repetowicz

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Reklama
Afgan
czwartek, 29 czerwca 2017, 09:10

Wenezuelskie zasoby ropy naftowej są jednymi z największych na świecie, ponadto kraj ten ma spore złoża diamentów, a 80 procent ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. To przestroga dla innych, czym się kończą utopijne rządy lewaków i populistów.

grundy
czwartek, 29 czerwca 2017, 13:27

Co z tego skoro wenezuelskie złoża to ciężka ropa, która nie jest tak pożądana jak lekkie węglowodory bliskowschodnie. Krótko mówiąc mają pełno towaru na który jest niewielu chętnych. Bujało to się tylko ze względu na absurdalnie wysokie ceny ropy. Opieranie gospodarki tylko na wydobywaniu i sprzedaży surowców (bez budowania alternatywy) zawsze kończy się w którymś momencie katastrofą do tego nie trzeba socjalizmu. Tak to działa i w małych skalach lokalnych jak i ogólnokrajowych.

leming
środa, 28 czerwca 2017, 20:20

Wenezuelczycy są w pułapce. Sama zmiana reżimu na inny reżim nic im nie da. A nawet może przynieść długotrwałą wojnę domową. Dla tego kraju kluczowe znaczenie maja ceny ropy naftowej.Lepszy byłby model powolnej ewolucji w kierunku bardziej wydajnej gospodarki, ale nie maja na to szans, zewnętrzne wpływy nie pozwolą.

autor komentarza
czwartek, 29 czerwca 2017, 01:26

Zewnętrzne wpływy? Czyje? Wenezuela to świetny przykład, że socjalizm (który jest tylko wstępem do komunizmu) zniszczy wszystko. Wenezuela posiada największe zasoby ropy ze wszytkich państw na świecie. Z takim potencjałem mogliby kręcic całym rynkiem ropy i gazu, a na stacjach benzynowych mieć dystrybutory ze zlota. Wybrali socjalizm, i 80% społeczeństwa głoduje.

adam114
czwartek, 29 czerwca 2017, 13:10

Wenezuelczycy są mordowani i torturowani.To rządy bezprawia.Myślę,że jedynie wojskowy zamach stanu mógłby uratować Wenezuelę.Ciekawe jakie są nastroje w armii i w jej dowództwie.

mamaq
środa, 28 czerwca 2017, 23:12

Pani Witoldzie nich pan coś napisze o przyszłości francji lub szwecji. (nie przypadkowo z małej litery) Mam 3,5 letniego synka i nie wiem czy mam go wychowywać do życia w świecie takim jaki mamy obecnie czy takim jak z Mad Maxa. Jaki będzie miało na Polskę ewentualne opanowanie np. francji przez islam.

Tweets Defence24