Reklama

Konflikt Turcji z Zachodem. "Wprost w objęcia Rosji" [ANALIZA]

26 lipca 2017, 18:53
Fot. kremlin.ru

Pogorszenie stosunków między Turcją a większością krajów europejskich nabiera tempa. Ma to również wpływ na spójność NATO, gdyż pogłębia się także spór między Turcją a USA dotyczący przede wszystkim współpracy amerykańsko-kurdyjskiej w Syrii. Turcja reaguje jak zwykle groźbami i zacieśnianiem stosunków z Rosją, ale działania te są coraz mniej skuteczne.

Stosunki między Turcją a większością państw europejskich, w tym przede wszystkim Niemcami, pogarszają się od 2015 r. Ten trend zaostrzył się po rozpoczęciu masowych czystek w Turcji, będących konsekwencją kontrowersyjnego „puczu” w lipcu 2016 r., ale totalny konflikt rozpoczął się w marcu 2017 r. Przyczyną tego ostatniego aktu był zakaz, jaki niektóre państwa europejskie, przede wszystkim Niemcy i Holandia, wydały tureckim politykom z obozu Erdogana, dotyczący planów prowadzania kampanii przedreferendalnej na terenie ich krajów.

Jednocześnie Turcja rozpoczęła aresztowania obywateli państw europejskich pod zarzutem szpiegostwa i propagandy terrorystycznej. Część z nich wciąż siedzi w więzieniu. Przedstawiciele władz tureckich, z Erdoganem włącznie, zaczęli również grozić Europie wojną religijną. Pogróżki te należy co prawda uznać za kwiecistą retorykę obliczoną z jednej strony na wewnętrzny użytek w Turcji, z drugiej zaś na czysto werbalną presję na Europę, jednak jest to równocześnie igranie z ogniem.

Problem polega bowiem na tym, że Turcja nie rozumie, iż stawia Niemcy, Austrię czy Holandię pod ścianą i nie daje tym krajom wyboru. Ponadto propaganda erdoganistyczna wzmacnia nastroje nacjonalistyczne i islamistyczne również wśród diaspory tureckiej, która dotąd raczej nie stwarzała problemów. Łatwiej jest jednak pożar wywołać niż go zgasić.

Turcja nigdy nie była krajem demokratycznym, jednak w latach 2002 – 2013, paradoksalnie po przejęciu władzy przez kierowaną przez Erdogana partię AKP z rąk kemalistów, doszło do reform względnie demokratyzujących ten kraj. Początkowo sprzyjało to negocjacjom w sprawie akcesji Turcji do Unii Europejskiej, jednak idea tureckiego członkostwa w UE zawsze była całkowicie nierealna, a tendencje zmierzające do islamizacji Turcji przez AKP, towarzyszące demokratyzacji, coraz bardziej to uwydatniały.

Dlatego już około 2009 r. negocjacje utknęły w martwym punkcie, a w Turcji zaczęła narastać z tego powodu frustracja. Zainteresowanie członkostwem w UE zaczęło gwałtownie maleć w tureckim społeczeństwie. Obecnie, wbrew retoryce rządu tureckiego, ani Erdoganowi ani większości Turków nie zależy na członkostwie w UE. Turcja jednak stara się rozgrywać tę kartę po to, by winić Europę i mieć element nacisku.

Europa popełniła błąd, stwarzając Turcji fałszywą perspektywę członkostwa w UE. W latach 2013 – 2015 Unia, a zwłaszcza te spośród krajów członkowskich mających u siebie najwięcej Turków (Niemcy, Francja, Holandia, Belgia i Austria), znalazły się w swoistej pułapce, wobec odwrotu od procesu demokratyzacji w Turcji i wzrostu napięć turecko-kurdyjskich. Ankara w tym czasie zaczęła też oskarżać Niemcy o wspieranie kurdyjskiej guerilli tj. Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), choć tak naprawdę rząd niemiecki był w tym zakresie bardzo ostrożny, mając świadomość, że około 30 proc. osób pochodzących z Turcji w Niemczech to Kurdowie, a środowisko tureckie jest coraz bardziej podzielone.

W 2015 r. zarówno proces demokratyzacji, jak i turecko-kurdyjski proces pokojowy w Turcji całkowicie się załamał, a w samej AKP doszło do czystek, polegających na usunięciu wszelkich niezależnych wobec Erdogana polityków. W tym samym czasie wybuchł kryzys migracyjny, w którego stymulacji Turcja odgrywała niebagatelną rolę. UE wybrała drogę kompromisu i zdecydowała się na zawarcie umowy z Turcją, z której nie mogła się w całości wywiązać (i znów było to oczywiste od samego początku).

Problemem UE było przy tym to, że Niemcy zagubiły się we własnej proimigracyjnej retoryce, karcącej Węgry i inne kraje Europy Środkowej za zamykanie granic i postulaty zaostrzenia polityki migracyjnej. Niemcy chciały z jednej strony utrzymać element nacisku na kraje Europy Środkowej, a z drugiej uwolnić się od presji ze strony Turcji i dlatego postanowiły zapłacić 6 mld euro (na pomoc uchodźcom w Turcji) i obiecały zniesienie wiz. Ta druga kwestia była oczywistym absurdem, a Austria, jako jedno z państw poniekąd „frontowych” wobec napływu migrantów z kierunku południowo-wschodniego szybko wyłamała się i zaczęła bronić swych granic oraz krytykować Turcję.

Czytaj więcej: Turcja: twarda gra mimo politycznego rozchwiania [WYWIAD]

To, czego w tym momencie Turcja nie zrozumiała, to natura demokratycznych rządów w Europie. Kryzys migracyjny, zagrożenie islamizacją i obraźliwa retoryka Ankary, wreszcie traktowanie krajów z diasporą turecką jak własnego terytorium, na którym tureccy politycy uprawialiby własną kampanię według własnych, mało demokratycznych reguł, wywołało sprzeciw społeczny i wzrost poparcia dla radykalnej, antyimigranckiej prawicy.

Dla Austrii sygnałem ostrzegawczym były wybory prezydenckie w 2016 r., które tylko nieznacznie przegrał kandydat uważanej za skrajną prawicę FPOe. Ale gdy wiosną 2017 r. kierownictwo w chadeckiej OeVP przejął szef austriackiej dyplomacji Sebastian Kurz, notowania tej partii wystrzeliły w górę z 18 proc. na początku 2017 r. do 33 proc. obecnie, a notowania FPOe spadły z 34 proc. do 24 proc. Wybory parlamentarne w Austrii odbędą się już w październiku. Kluczem sukcesu Kurza było zaostrzenie polityki imigracyjnej, walka z radykalizmem islamskim i brak tolerancji dla prób ingerencji Turcji w sprawy Austrii, a także ostra krytyka polityki Erdogana.

Podobnie było w przypadku Holandii, gdzie wybory parlamentarne odbyły się w marcu br. Kilka dni przed ich terminem grupa polityków AKP próbowała zorganizować wiece w związku z kampanią referendalną w Turcji. Gdyby premier Rutte na to pozwolił jego partia zapewne przegrałaby wybory, otwierając Geertowi Wildersowi, liderowi antyislamskiej partii PVV, drogę do władzy.

Turcja nie zrobiła jednak kroku w tył i nie wykazała jakiejkolwiek gotowości do kompromisu i wrażliwości wobec sytuacji wewnętrznej tych krajów. Zamiast tego oskarżyła je o rasizm i ogłosiła swoimi wrogami, a w przypadku Austrii w maju 2017 r. zablokowała dalszą współpracę tego kraju z NATO. W tym wymiarze jest to również cios w państwa Trójmorza, zważywszy na udział Austrii w tej inicjatywie.

Kraje europejskie nie mogły oczywiście pozwolić, by na ich terytorium prowadzona była kampania na rzecz nowej konstytucji tureckiej, wprowadzającej w tym kraju dyktaturę. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że stosunek do tej konstytucji głęboko podzielił obywateli tureckich zarówno w Turcji, jak i w diasporze. W Niemczech, Belgii czy Holandii dochodziło już do starć między Kurdami a zwolennikami Erdogana, a po tzw. puczu do ataków na instytucje powiązane z Gulenem.

Niemcy, które również nie zgodziły się, by Erdogan i jego ministrowie organizowali sobie wiece na swoim terytorium, próbowały równoważyć to innym zakazem tj. dotyczącym symboli używanych przez Kurdów tureckich i syryjskich. Turcja każde takie ustępstwo traktowała jednak jako słabość i żądała więcej, zaostrzając jednocześnie retorykę. W marcu 2017 r. Erdogan porównał obecne działania Berlina do tych z okresu nazistowskiego, co spotkało się z konsternacją rządu Merkel, a następnie ostrą krytyką tych słów.

Po ubiegłorocznym „puczu” Niemcy, podobnie zresztą jak szereg innych krajów europejskich w tym Polska, przyjęły ściganych przez Turcję gulenistów. Wśród tych, którzy znaleźli w Niemczech schronienie, było wielu oficerów, przeważnie z dużym doświadczeniem w pracy w strukturach NATO. To doprowadziło do kolejnego etapu eskalacji napięć.

Jeszcze przed „puczem” Turcja zablokowała dostęp niemieckim parlamentarzystom do bazy Incirlik, w której przebywało 260 niemieckich żołnierzy oraz samoloty Tornado uczestniczące w walce z Państwem Islamskim w Syrii. Gdy wiosną 2017 r. sytuacja się powtórzyła Niemcy postanowiły przenieść swe siły do Jordanii. Bundestag podjął decyzję w tej sprawie w czerwcu, a na początku lipca rozpoczęła się przeprowadzka do bazy Azraq w Jordanii.

Czytaj więcej: Niemieckie Tornado opuszczają Turcję

Niemcy obecni są jeszcze w bazie w Konya (ok. 20-30 żołnierzy), ale i tam delegacja Bundestagu nie została niedawno wpuszczona. Turcja próbuje w ten sposób wymusić na Niemcach wydanie im gulenistów co całkowicie skompromitowałoby wizerunkowo Niemców, a zatem jest wykluczone.

Turcja jednak postanowiła pójść krok dalej i uwięziła na swoim terytorium obywateli Niemiec: w lutym dziennikarza "Die Welt" Deniza Yucela (mającego podwójne obywatelstwo), któremu Erdogan na jednym z wieców osobiście zarzucił szpiegostwo; w maju dziennikarkę Mesale Tolu (też z podwójnym obywatelstwem); a w lipcu Petera Steudtnera, niemieckiego aktywistę oskarżonego o związki z tzw. FETO (akronim mający oznaczać domniemaną organizację terrorystyczną gulenistów). W tureckich aresztach siedzi też 6 innych obywateli Niemiec. W maju br. Turcja zatrzymała też, pod podobnymi zarzutami, francuskiego dziennikarza Mathiasa Depardona, ale wypuściła go po miesiącu.

Niemiecka cierpliwość wobec Turcji ma jeszcze jedno wyjaśnienie. Barcin Yinac, znana turecka dziennikarka, związana z opozycyjnym dziennikiem "Hurriyet", jeszcze w końcu maja twierdziła, że Niemcy potrzebują Turcji, by stworzyć w tramach NATO trójkąt Berlin – Paryż – Ankara, jako równowagę dla USA. Wiązałoby się to z pogarszającymi się jednocześnie relacjami europejsko – amerykańskimi i turecko – amerykańskimi, a także odmiennym w stosunku do USA spojrzeniem na prowadzenie interesów gospodarczych z Rosją. Mimo zarzutów o prorosyjskość stawianych Donaldowi Trumpowi, to Niemcy negocjują z Rosją Nord Stream-2, a Turcja – Turkish Stream. Rosja zaś chce realizacji obu tych projektów.

Czytaj więcej: Mniejszy Putin z Mniejszej Azji, czyli Erdoğan i energetyka [KOMENTARZ]

Na początku czerwca szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel udał się do Turcji na rozmowy ale spodziewana poprawa stosunków nie nastąpiła. Ankara znów nie była gotowa do kompromisu, będąc przekonana, że Niemcy nie sięgną po ostrzejsze narzędzia z obawy przed wznowieniem kryzysu migracyjnego. Problem w tym, że istnieją głębokie wątpliwości, czy powstrzymanie migrantów nastąpiło w wyniku umowy UE-Turcja czy też raczej dzięki twardej postawie Węgier, Austrii i państw bałkańskich, które pozamykały szlaki. Niemcy, choć krytykowały ten ruch, są jego największym beneficjentem, a Turcja boi się zerwać umowę, bo jeśli okaże się, że nie jest w stanie stymulować nowego kryzysu na miarę 2015 r., straci i obiecane pieniądze i narzędzie nacisku. Tymczasem Niemcy mają świadomość tego, że tureckie wpływy w ich kraju powoli zagrażają ich bezpieczeństwu narodowemu. Według niemieckiej prasy w tureckich meczetach w Niemczech może znajdować się aż 6 tys. agentów tureckiego wywiadu. 

W czerwcu Niemcy wspólnie z Kanadą i 17 innymi europejskimi krajami NATO zablokowały plan Turcji zorganizowania szczytu NATO w 2018 r. w Stambule, a 6 lipca Parlament Europejski wezwał do zawieszenia tureckich negocjacji akcesyjnych (które de facto i tak są zawieszone od kilku miesięcy). Ale to dopiero sprawa Steudtnera przelała czarę goryczy i skłoniła Sigmara Gabriela do zapowiedzi ostrych retorsji. Niemcy odradziły swoim obywatelom wyjazdy do Turcji, a także uznały, że kraj ten nie jest bezpiecznym miejscem dla inwestycji dla niemieckich firm.

Uderzenie gospodarcze to coś, czego Turcja się nie spodziewała i turecki premier Binali Yildirim zareagował natychmiast, wyrażając zaniepokojenie wypowiedziami Sigmara Gabriela, a także stwierdzając, że Niemcy wciąż są dla Turcji strategicznym partnerem, a kraj jest bezpiecznym miejscem dla niemieckich inwestycji. Turcy zaczęli też bagatelizować kroki podjęte przez Niemcy, twierdząc, że związane są one z niemiecką kampanią wyborczą. Nie zrobili jednak żadnego realnego kroku ku kompromisowi, zamiast tego znów grożąc zerwaniem umowy dot. migrantów. Ale wszystko wskazuje na to, że tym razem cierpliwość Niemiec naprawdę się skończyła i Berlin ma świadomość, że to w jego rękach są silniejsze karty.

Turcja dość skutecznie odczuła sankcje nałożone na nią przez Rosję w listopadzie 2015 r., których nie była w stanie zrównoważyć własnymi sankcjami. Berlin ma jednak znacznie więcej instrumentów. Wymiana handlowa Turcji z Niemcami wyniosła w 2015 r. 34,8 mld USD i była wyższa od wymiany Turcji z Rosją (31 mld USD), a inwestycje niemieckie w Turcji w latach 2002-2015 wyniosły 8,5 mld USD. Ponadto niemieccy turyści stanowią 15 proc. ogółu turystów przyjeżdżających do Turcji. Tymczasem Ankara ma ograniczone możliwości retorsji, gdyż uderzą one również w Turków mieszkających w Niemczech.

Czytaj więcej: Nowa odsłona napięć z Turcją. Niemcy sprawdzą zamówienia zbrojeniowe

Póki co Niemcy już zapowiedziały wstrzymanie kontraktów zbrojeniowych z Turcją. Warto przy tym zaznaczyć, że mimo napięć w 2016 r. Niemcy sprzedały Turcji broń o wartości 83,9 mln euro, a do kwietnia 2017 r. zatwierdzili kontrakty na 22 mln euro. Ankara prawdopodobnie straci również 700 mln euro rocznej pomocy przedakcesyjnej. Chyba że Turcja zrobi krok w tył, ale niewiele na to wskazuje. Erdogan przy pomocy takich antyeuropejskich filipik stara się bowiem utrzymać poparcie islamistów i nacjonalistów, a wyniki referendum pokazały, że poparcie dla niego w Turcji bynajmniej nie jest niekwestionowane.

Czytaj więcej: Referendum w Turcji: Zwycięstwo i znak słabości Erdogana [ANALIZA]

Niemcy i inne państwa europejskie to jednak nie jedyny problem Turcji. Po wyborze Trumpa na prezydenta Turcja miała nadzieję na reset w stosunkach z USA. Stało się jednak coś zupełnie innego. Erdogan długo czekał zanim Trump w ogóle z nim porozmawiał. Później Amerykanie co prawda powtarzali jak mantrę, że Turcja jest ich kluczowym sojusznikiem, ale odrzucili dwa główne oczekiwania Turcji: wydanie Gulena oraz zerwanie współpracy z syryjskimi Kurdami. Wręcz przeciwnie, Amerykanie zwiększyli wsparcie dla stworzonej przez Kurdów koalicji Syryjskich Sił Demokratycznych i założyli w Syrii kilka baz, w tym przejęli zdobytą na początku roku ważną bazę Tabqah.

Gdy Turcja próbowała rozbić ten sojusz, planując atak na tereny kontrolowane przez SDF, Amerykanie obsadzili granicę swoimi siłami i de facto zabezpieczyli przestrzeń powietrzną przed tureckimi bombardowaniami. Gwarancje te nie objęły kantonu Efrin, oddzielonego od reszty proklamowanej przez SDF Federacji Północnej Syrii. Jednak mimo ciągłych zapowiedzi ataku Turcja nie zdecydowała się na inwazję na Efrin własnymi siłami, bojąc się konsekwencji. Zamiast tego stara się atakować tę enklawę związanymi z sobą dżihadystami, którzy jednak niedawno ponieśli sromotną klęskę we wiosce Eyn Daqna. Turcja, a także wspierani przez nią dżihadyści syryjscy nie zdołała póki co zająć ani jednej wioski kontrolowanej przez SDF.

USA jednak nie chcą "palić za sobą mostów" w relacjach z Turcją. Dla Amerykanów najkorzystniejsze byłoby wznowienie procesu pokojowego między PKK a Turcją lub całkowite zerwanie relacji między SDF a siłami pro-odżalanowskimi (nie tylko PKK), ale obie opcje wydają się być póki co mało realne. Turcja nie chce negocjować, a SDF odcięło się wprawdzie od PKK, ale nie od ideologii i osoby Odżalana. O tym, że USA naciskają na „rebrending” SDF, powiedział niedawno dowódca amerykańskich sił specjalnych gen. Raymond Thomas. Przyznał też, że jeśli to nie nastąpi, relacje USA – SDF mogą w przyszłości napotkać na trudności.

Chodzi jednak o okres po pokonaniu Państwa Islamskiego, a to potrwa jeszcze wiele miesięcy. Tymczasem SDF ciągle dostaje coraz lepsze uzbrojenie i zyskuje poparcie wśród elit w USA. W przeciwieństwie do Turcji, która ma coraz gorszą opinię jako sojusznik, zbliżenie turecko-rosyjskie każe wielu komentatorom i politykom amerykańskim powątpiewać w ogóle w wartość Turcji w NATO.

Czytaj także: Konflikt turecko-niemiecki narasta. "Delikatna" interwencja NATO

Pod koniec czerwca tureckie media podały, że amerykański sekretarz obrony gen. James Mattis zasugerował w niejawnych rozmowach z władzami Turcji, że po zakończeniu wojny z Państwem Islamskim USA odbiorą Kurdom broń, którą im obecnie dostarczają. Problem w tym, że taki krok jest trudny do wyobrażenia i sam Erdogan uznał, że to blef. Wkrótce potem zresztą Mattis zapowiedział, że dopóki Kurdowie potrzebują broni, będą ją dostawać, bez względu na zastrzeżenia Turcji, a potem będą wspierani w taki sposób, jaki będzie niezbędny. Departament Stanu ostro potępił też lipcowe aresztowanie szefa tureckiego Amnesty International i innych obrońców praw człowieka.

Turcja na te działania USA, a także poniekąd Niemiec i innych krajów europejskich, odpowiada coraz większym zbliżeniem do Rosji, nie rozumiejąc, że jest to dla niej ślepa uliczka. To Rosja jest też najbardziej zainteresowana tym, by Turcja zaatakowała Efrin, aby w ten sposób skompromitować USA w oczach Kurdów lub doprowadzić do starć zbrojnych między USA a Turcją. Byłaby to dla Kremla sytuacja w której wszyscy wygrywają. Póki co Turcja boi się dokonać takiego kroku, zwłaszcza że jej postawa w kryzysie katarskim skonfliktowała ją również z Arabią Saudyjską, a ostatnie starcia w Jerozolimie doprowadziły do zamknięcia placówek dyplomatycznych Izraela w Turcji.

Turcja, idąc dalej tą drogą, zostanie zakładnikiem współpracy z Rosją i ewentualnie Iranem, przy czym na pewno nie zyska w tych krajach szczerych przyjaciół, a nawet lojalnych sojuszników. Ogłoszona na początku lipca decyzja o zakupie od Rosji systemu S-400 oznacza jednak, że Turcja tego nie rozumie. Wcielenie tego kontraktu w życie postawi całkowicie pod znakiem zapytania sens tureckiego członkostwa w NATO.

Czytaj także: Turcy zdradzają dyslokację amerykańskich wojsk w Syrii 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 54
Reklama
taką dobrą herbatę (miętową) parzą w "Damaszku"
środa, 26 lipca 2017, 22:07

Czy Turcja ma/miała w USA lojalnego sojusznika ?? Turcja zostanie "zakładnikiem" Rosji ? Była zakładnikiem USA. Czy Turcja miała/ma USA za przyjaciena ?!?! Zdarzyło się, że "ktos" próbował wywołać pucz przeciw Erdoganowi. Wszystkie ślady wiodą do "NATO" więc do "szczerych" przyjaciół, którzy okazali się wrogami. Nie ma przyjaciół, były i są tylko i wyłacznie interesy. Sensem Tureckiego członkostwa w NATO są cieśniny a więc "Dardanelle", uważa Pan, że NATO z powodu zakupu S400 obrazi sie na Turcję ?!?! :) Pragmatyka i interesy nie pozwolą na to, jeszce 1 rok a sytuacja zacznie sie normować, zacznie sie pacyfikowanie Kurdów, zakończona zostanie wojna w Syrii, Prezydent Trump "wyczyści" Pentagon i CIA z pozostałości "Hillary". ps. Rosyjscy żołnierze stacjonują na terenie Syrii u podnóży wzgórz Golan, czyli terenów Syryjskich, okupowanych przez Izrael, to jest właśnie karta przetargowa.

cynik
czwartek, 27 lipca 2017, 18:30

Wszystkie ślady związane z puczem raczej wiodą do ... Erdogana, który go zorganizował by przejąć władzę de facto dyktatorską i pozbyć się niewygodnych ludzi z partii i armii.

kawa też świetna
czwartek, 27 lipca 2017, 00:17

@apropos herbaty ... kto wydał rozkaz, aby "turecki" F-16 zestrzelił Rosyjski bombowiec nad Syrią ? Wszystko wskazuje na to, że to właśnie NA TO a nie Turcja :) Ta partia szachów trwa od dawna, a szchiści to liga światowa

DSA
czwartek, 27 lipca 2017, 00:17

obrazi się tak jak na Grecję za S-300 :) Turcy z pewnością użyją tego argumentu.

SZARIK
czwartek, 27 lipca 2017, 13:30

Turcja zamierza kupić od Rosji 4 baterie S-400 , w tym 2 gotowe a 2 mają być zmontowane w Turcji Turcja chce zbudować własny system obrony przeciw rakietowej i przeciw lotniczej w oparciu o technologię rosyjską i francuską . W przyszłości chce kupić od MBDA nowy SAMP'T i na tych dwóch systemach stworzyć własną , technologicznie zaawansowaną broń. Zakup S-400 nie oznacza zbliżenia z Rosją a tylko pragmatyczne podejście do militarnych inwestycji, żaden inny system nie jest tak tani i ławo dostepny

Ponda Baba
środa, 26 lipca 2017, 20:39

Następna w kolejności Polska.

DSA
środa, 26 lipca 2017, 20:36

Zachód popełnił błąd stawiając na Kurdów i mamiąc ich wizjami niepodległości. Turcja nie może tego zaakceptować z oczywistych przyczyn. Dlatego wspólny front z Iranem który ma podobny problem z mniejszością kurdyjską. Oczywiście w tle mamy kwestie gospodarcze - zależność gospodarki tureckiej od surowców energetycznych. Skoro polityka lądowego połączenia z krajami Zatoki jest mało realna to stawiają na to co mogą Iran i Rosję. Na dodatek ze względu na zablokowanie South Stream staną się gazowym hubem dla południa Europy.

Boruta
czwartek, 27 lipca 2017, 16:13

Nie, nie popełnił błędu.I nikogo nie mami. Naucz się odróżniać PYD od Barzaniego. Erdogan pluje się o współprace z PYD, której nie interesuje niepodległość, za to jej demokratyczne idee stanowią zagrożenie dla totalitarnych zapędów AKP Erdogana. Natomiast niepodległość to wizja KDP Barzaniego, która jest z Turcją w dobrych układach.

b
czwartek, 27 lipca 2017, 12:07

I dlatego Erdogan dobrze dogaduje sie z Barzanim. .....................

Wojciech
środa, 26 lipca 2017, 20:15

Erdoganowi odbiła mania wielkości. Po II WŚ tylko obecność wojsk USA uratowała Turcję przed finlandyzacją. Teraz Putin ogra Erdogana jak przedszkolaka a NATO straci bazy w tym rejonie.

racjus
środa, 26 lipca 2017, 20:13

Już kolejny świetny tekst tego autora.

Komentator
środa, 26 lipca 2017, 20:02

Ciekawe, jak będzie się nazywała Turcja wchodząca w skład ZSRR 2.0 , bo zdaje się nazwa Turkmenistan jest już zajęta. Osamotniona Turcja będzie idealną przystawką zdaną na łaskę i niełaskę Kremla. Chyba wyłania się coś na kształt nowego porządku - w tej części świata - Federacja Rosyjska, Turcja oraz Serbia stworzą zapewne jakiś ZSRR bis.

Whiro
czwartek, 27 lipca 2017, 10:50

Dlatego Europa musi się zbroic I być na tyle silna by zniszczyć Rosję zanim ona zniszczy nas. Rosja powoli otacza Europe i uzależnia ja energetycznie. Pacholki licznie szczekajace na tych forach twierdzą że to Rosja jest biedna otoczona, ale to tylko gra pozorów. Rosja ma tarczy, kombinuje, zastrasza. To zakała tego rejonu świata i nie tylko. Rosja rozumie jedynie punkt siły.

gru
czwartek, 27 lipca 2017, 19:37

Prawdziwy problem jest w tym ze wiekszosc populacji Turcji chce wprowadzenia kalifatu.

gts
środa, 26 lipca 2017, 19:04

Kluczem do tego jest po prostu narastajace pragnienie zostania dyktatorem u Erdogana. Pokazal juz wszystkim ze jest gotow krecic kombinowac i sponsorowac terroryzm zeby tylko zostac nowym Sulejmanem. Na starosc traci kontakt z baza i niestety raczej bardziej niz pewne jest to ze bedzie u niego to postepowac. Jedyne co mogloby go powstrzymac przed zmianami to rzeczywiscie odsuniecie go od wladzy przez kogos innego. Problem polega na tym, ze to turcy musza zrozumiec ze wiazac sie z Rosja straca na tym gospodarczo. Niestety, muzulmanska mentalnosc nie sprzyja mysleniu wiec szanse na to sa nikle. Wlasnie po to Erdogan radykalizowal spoleczenstwo, zeby potem mu nikt nie podskakiwal - mierni ale wierni takich obywateli sobie tworzy.

gru
sobota, 29 lipca 2017, 07:11

10/10

Are
czwartek, 27 lipca 2017, 12:13

B. dobra analiza ukazująca znaną zasadę, że jak się prowadzi politykę zewnętrzną na potrzeby polityki wewnętrznej to długofalowe efekty są opłakane. Dobrze by było gdyby nasi obecni decydenci mieli tego pełmą świadomość.

dimitris
czwartek, 27 lipca 2017, 13:55

Zgodność ! Niemniej poprzednio, czy nie było odwrotnie ? Nawet o mało co nie wpakowano Wam tej katastrofalnej potem dla ubezwłasnowolnionych waluty Euro, czyż nie tak ?

zenek
czwartek, 27 lipca 2017, 12:12

Historia pokazuje, że na sojuszu z USA niemal wszyscy zyskują, zaś na sojuszu z Rosją bezwzględnie wszyscy tracą. I tyle w tym temacie Panie Erdogan. Turcja zaczęła powoli tonąć. Szkoda, bo to naprawdę był fajny kraj.

*.*
czwartek, 27 lipca 2017, 12:01

Sytuacja jest skomplikowana a zależności obustronne. Nikt nie chce wypychać Turcji z NATO choćby ze względu na geopolitykę. Turcja, z przyczyn wewnętrznych, chce zyskać więcej niż by należało oczekiwać i sytuacja się komplikuje. Na terenie Syrii krzyżują się różne interesy strategiczne (Irańskie, Tureckie, Arabskie, Amerykańskie, Rosyjskie) w których strony raz bywają sojusznikami a raz przeciwnikami. Do tego dochodzi kwestia kurdyjska no i oczywiście ISIS. Sytuację skomplikowała też nierealistyczna postawa USA na początku konfliktu Syryjskiego. Amerykanie nie mogą bezwarunkowo poprzeć Turcji bo ich interesy strategiczne nie do końca się pokrywają. Sami też walczą w Syrii wg angielskiej koncepcji z XIXw. tzn. do ostatniego żołnierza swojego sojusznika, a w tym przypadku są to żołnierze SDF. Turcja natomiast o ile obawia się amerykanów o tyle Europę uważa za mięczaków i stosuje taktykę rosyjską, jak najwięcej urwać. Europa ma natomiast problem bo nie chce tracić Turcji i ma na swoim terenie turecką diasporę więc wysyła na razie sygnały ostrzegawcze tyle że, coraz większego kalibru. Najmocniejszym argumentem byłoby zamknięcie europejskiego rynku na tureckie towary al. do tego jeszcze jest trochę czasu.

PiotrEl
czwartek, 27 lipca 2017, 11:51

Turcja (w przeciwieństwie do innego kraju....) nie ma mentalności niewolnika! Tacy "sojusznicy" którzy po kolei unicestwiają sąsiadów Turcji - tworzą z nich państwa upadłe - nie są mile widziani! Szczególnie gdy jednocześnie kwestionują przynależność terytorialną 1/3 terytorium państwa, organizują zamachy stanu i wspierają wywrotowców. Rosja takich działań nie prowadzi, czyli stanowi lepszą alternatywę dla państwa Tureckiego....

cynik
czwartek, 27 lipca 2017, 15:57

Nie no skąd... Rosja tylko okupuje mołdawskie Naddniestrze, osetyńską część Gruzji i wschodnią Ukrainę... O jakichś japońskich wyspach nie wspominając, bo to stare sprawy. Nie?

Whiro
czwartek, 27 lipca 2017, 14:50

Jaja sobie robisz. A Ukraina, Gruzja, Czeczenii i naddniestrze to co? Rosja dopiero jest niepewna, zdolna do gróźb, terroru i bezwzględna nawet dla cywili. Poczytaj historie to zobaczysz ile Rosja zabrała innym choćby nawet Turcji.

dimitris
czwartek, 27 lipca 2017, 13:58

Za to ma mentalność kraju wciąż kolonialnego i wciąż opierającego się na wyzysku niewolników. Co faktycznie, że zbliża ją dziś mocno do Rosji. Wykluczając zarazem z kolejki do Unii.

Marek
czwartek, 27 lipca 2017, 11:17

"Na początku czerwca szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel udał się do Turcji na rozmowy ale spodziewana poprawa stosunków nie nastąpiła. Ankara znów nie była gotowa do kompromisu, będąc przekonana, że Niemcy nie sięgną po ostrzejsze narzędzia z obawy przed wznowieniem kryzysu migracyjnego." Do Niemiec w tym wypadku pasuje powiedzenie : "Nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał" Albo jak ktoś woli: "Volenti non fit iniuria."

Polak
czwartek, 27 lipca 2017, 11:15

To, że Turcja idzie na sojusz z Rosją to najlepszy dowód, że Rosja jest słaba. Gdy Rosja była silna, Turcja natychmiast przytulała się do zachodu.

Takeha
czwartek, 27 lipca 2017, 23:12

No może trochę logiki w tym jest ;) Gdyby Rosja była silna to Turcja by się jej bała, jak to było przez ostatnie jakieś 200 lat. Ideą fix jeszcze caratu było odzyskanie Konstantynopola, uzyskania wolnego dostępu do Morza Śródziemnego i rozszerzenia wpływów za Kaukazem. Skoro Turcja do niej lgnie to znaczy ze nie widzi w niej zagrożenia. No i nie wiem czy nie jest kolejny błąd Erdogana :)

polak duży
czwartek, 27 lipca 2017, 14:08

curiozum, jesli twierdzisz, że Turca idzie do silniejszego to własnie odpowiadasz na pytanie dlaczego Turcja idzie do Rosji ...

At
czwartek, 27 lipca 2017, 14:01

Chyba raczej na odwrót. Jak Ameryka rozdawała karty na bliskim wschodzie to Turcy grzecznie robili wszystko żeby tylko coś ugrać dla siebie. Rosja w Syrii pokazała że niestety trzeba się z nią liczyć, dołączył się do niej Iran, wybrane przez USA władze Iraku kupują broń od Rosjan to Erdogan zwęszył interes i możliwość zaistnienia w polityce bliskowschodniej. Jemu od zawsze marzył się kalifat i on jako wielki władca, przy Ameryce tego nie osiągnie. Przy Rosji też nie ale mania wielkości tego buca go zaślepia, nie pierwszy raz zresztą. Syria zostanie podzielona, przynajmniej na autonomie. Kurdowie dostaną swoją część choćby za to że nie walczą z armią syryjską, Chyba że znowu zachód się wtrąci i uzna że ich interes jest ważniejszy niż Kudowie, Co już raz zrobili.

jey
czwartek, 27 lipca 2017, 13:30

zero logiki

roman
czwartek, 27 lipca 2017, 17:57

Bardzo ciekawy artykuł. Niezależnie od wszystkiego Turcja to potężny kraj i nie tak łatwo na nią wpłynąć. Wątek Turków w Europie jest ciekawy, pytanie na ile proerdogan diaspora dostała prikazy mieszania w lokalnej polityce. Co do współpracy wojskowej Turc-Rosj, jak pisze dimitris to nie takie proste. tzn.turecki przemysł zbrojeniowy jest bardzo duży, z resztą widać to po ofertach w PL, jednocześnie został w istotnej części zbudowany w oparciu o amerykańską myśl techniczną. Rosj niewiele mają do sprzedania, będą musieli wypierać lokalne firmy a te związane są z rządem. Turystyka jest bronią, jak Rosjanie przestali przyjeżdżać to jednak to odczuli, prosto się mówi ale niektóre regiony są w 100% zależne od turystyki i nie będą kochać Erdog jak turyści przestaną przyjeżdżać.

dimitris
czwartek, 27 lipca 2017, 09:10

Jeszcze jedno: W artykule nie pada zdaje się ani słowo o tureckich roszczeniach terytorialnych wobec państw unijnych. Na razie Grecji i Cypru, w przyszłości także Bułgarii. O otwartym już nazywaniu greckich wysp "nielegalnie administrowanymi przez Grecję tureckimi wyspami" i pretensjach do połowy Morza Egejskiego, łącznie z wodami na Południe od Krety i połowy cypryjskiego, leżącego NA POŁUDNIE OD CYPRU szelfu gazowo-naftowego. Nawet w ogóle jakoś nie widzę tu, na tej stronie na tematy wojskowe, informacji o trzeci raz już w tym roku wenątrznatowskich napięciach na Morzu Śródziemnym, "rozstrzyganych" przez pojawienie się i pobyt amerykańskiego lotniskowca i jego wspólne ćwiczenia z Grekami. Ostatnio - około dwa tygodnie temu - na wodach Cypru i w towarzystwie dwóch francuskich najnowszych fregat i z samolotami Izraela na niebie i już także samolotami bojowymi Izraela na cypryjskich lotniskach wojskowych. Poprzednio Amerykanie z Grekami na Morzu Egejskim. Gdy francuskie, gigantyczne wiertło-statek wierci od tygodnia cypryjski szelf, działka nr.11 , Turcy ogłaszają, że to chodzi o ich terytorium ekonomiczne. Zespół USA włącza zakłócenia radioelektroniczne gdy w pobliżu wiertła pojawiają się tureckie F-16... - Ależ to ta jest rzeczywistość !

b
czwartek, 27 lipca 2017, 11:41

Dimitrii konflikt Cypryjski byl efektem glupoty popartej slabym przygotowaniem puczu przez Grecje, rzad w Atenach mial wszystkie atuty w reku, lacznie z niechecia, niufnoscia GB wobec Turkow. Gdyby wykorzystano casus Zeligowskiego Cypr bylby grecki.

Antykomunista
czwartek, 27 lipca 2017, 02:14

wojna Turcji z Rosja nieunikniona. Nie dajmy sie zwiesc pozorowanym sojuszom - Hitler ze Stalinem tez sie ukladali... oba kraje maja problemy budzetowe. Turcy chca rurociagow INNYCH niz Rosjanie, to po pierwsze, a dodatkowo Izrael bedzie naciskal na USA przeciw Erdoganowi, wreszcie Kurdowie nie zrezygnuja z tego co ostatnio wywalczyli, a na co czekali tyle lat.

Boruta
czwartek, 27 lipca 2017, 15:59

A gdzie będzie front tej wojny? Jakbyś nie zauważył, brakuje jednego drobiazgu - wspólnej granicy.

papuga
czwartek, 27 lipca 2017, 01:56

Erdogan prowadzi politykę typową dla bliskiego wschodu - fałsz, nagłe zwroty itp. byle tylko uzyskać doraźną korzyść. W artykule brak jest odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie - jaki jest faktyczny stan tureckiej gospodarki, w tym bilansu handlowego. Może być bowiem tak, że Turcja zacznie się sypać od środka.

Naiwny
środa, 26 lipca 2017, 23:48

Wydaj się jednak, że akurat jest zupełnie odwrotnie niż prognozuje autor. To UE i Niemc nie maja obecnie realnych mozliwości nacisku na Turcję (turyści to za mało a inwestycje już tam są). Również to NATO zależy na Turcji a nie odwrotnie. Alienacja Turcji rozpoczęła się po zamknięciu na kilkadziesiąt lat jej drogi do członkowstwa w UE. Proces przyspieszył po nieudanym puczu który wg wielu został zorganizowany prze USA i NATO (a przynajmniej miał akceptacje tych struktur). Kurdowie to już raczej reakcja USA na politykę Turcji (odpowiednik działań Rosji w Donbasie lub Osetii czy Abchazji) taka próba ratowania rozlanego mleka ale to dodatkowo utrwala determinację Erdogan. Erdogan jest wprawdzie nieprzewidywalny ale wizja wyjścia Turcji z NATO to już nie sf. A NATO bez Turcjii - więcej z Turcją w sojuszu z Rosją i Iranem to geopolityczna klęska dla "zachodu", coś niewyobrażalnego. To grsze niż przegrana wojna wietnamska. Niestety świat się zmienia a My jesteśmy ślepi na te zmiany. Zupełnie jak przysłowiowy bal na Titanicu.

cynik
czwartek, 27 lipca 2017, 16:04

Turcja poza NATO to Turcja bez Konstantynopola i kontroli nad cieśninami na Morze Czarne:P Putin by nie przepuścił okazji do zrealizowania wielowiekowego rosyjskiego marzenia. Niezależnie od konsekwencji. Świat się zmienia - ale nigdy tak jak chcą "przepowiadacze przyszłości".

b
czwartek, 27 lipca 2017, 11:28

Rosja i Turcja to od stuleci naturalni wrogowie, wystarczy popatrzec na Kaukaz. Zblizenie i sojusz militarno - polityczny to koniec planow Erdogana o "kalifacie " tureckim na BW. Zbyt wiele wysilku kosztowalo go zblizenie do np Barzaniego zeby to teraz przekreslic. Niemcy maja silna karte w tym ukladzie dzieki mozliwoscia gospodarczym (podobnie jak w Polsce ) , dotyczy to nie tylko turystyki, budownictwa czy zbrojeniowki ale tez technologii. Rosja moze zaproponowac Erdoganowi surowce czy zyski z ich transferu, kupowanie uzbrojenia ( nawet na kredyt )bedzie krokiem w tyl z punktu widzenia technologicznego. Autor ma racje, ze dzieki nieprzemyslanej polityce zagranicznej Turcja zapedzila sie w kozi rog, z tej sytuacji chetnie skorzysta chocby AS aby umocnic swoja pozycje w regionie. Trudno przewidziec kroki Izraela co tez zle prognozuje dla Erdogana, bo watpliwe zeby patrzyli przychylnym okiem na zaciesnienie wspolpracy z Iranem. Na te wszystkie problemy naklada sie tez efekt czystek i aresztowan wsrod oficerow AT, ktore doprowadzily do realnego oslabienia mozliwosci militarnych a na "wychowanie " oraz wyksztalcenie nowych kadr potrzeba kilku lat.

yaro
czwartek, 27 lipca 2017, 09:36

dobrze piszesz, gdby jeszcze Turcja zaczęła sie bratać z Chinami dodatkowo to całe USA z NATO na bliskim wschodzie nie miło by nic do powiedzenia i ciekawe czy Irak nie dołączył by do tego układu.

dimitris
czwartek, 27 lipca 2017, 07:53

Droga Turcji do UE warunkowana być miała jej postępem w stronę form funkcjonowania i traktowania obywateli, przyjętych przez Europę. Miała stanowić zachętę do ich wprowadzania. Zachęta działała krótko. Następnie Turcja uznała, że także Europie wystarczy konwergencja gospodarcza, gdy reszta to ozdobniki. W kręgach biznesu było tak faktycznie. Pytanie na ile Bruksela jest środowiskiem biznesowym ? Myślę, że w przeważającym stopniu. Czyli obu stronom wygodnie było z niedopowiedzeniami. Europie, gdyż zwalniało ją to od mocniejszego zajmowania stanowiska w kwestii prześladowań religijnych (spróbujcie znaleźć w Turcji czynne, chrześcijańskie seminarium duchowne ?), ciągłej wojny z Kurdami czy okupcji i faktycznego wcielenia Cypru. W szczególności, zauważcie, że to już zanim stosunki popsuły się, Turcja nie musiała nawet wypełniać, podpisanych swych zobowiązań administracyjno-handlowych wobec Cypru tj. otwarcia dla Greków portów morskich i lotnicznych. Choć miało to być jednym z wczesnych warunków "tureckiej drogi do Unii". Czyli to obie strony, od początku, potraktowały "kandydowanie" jako propagandę i osłonę zupełnie innych faktów. Przy czym Turcji stale płacono za udział w tej grze. Turcja zawsze targowała, ostatnio zaczęłą wymagać drastycznie zbyt wiele, Europa wciąż liczy na opuszczenie ceny swego spokoju. Gdy USA reprezentują (tu) interesy Izraela, targując, płacąc.

Stefan Kania
czwartek, 27 lipca 2017, 14:42

Z tego konfliktu {Turcja - NATO} Polska może odnieść korzyści, śmiem sądzić że proces "doceniania" Polski już się rozpoczął.

Fun funów z USA
środa, 26 lipca 2017, 23:28

"...Ogłoszona na początku lipca decyzja o zakupie od Rosji systemu S-400 oznacza jednak, że Turcja tego nie rozumie. Wcielenie tego kontraktu w życie postawi całkowicie pod znakiem zapytania sens tureckiego członkostwa w NATO" No to Panie Witoldzie wygląda na to, że "to się stało" bo dziś ponoć podpisano kontrakt na dostawę w/w systemu.

yaro
czwartek, 27 lipca 2017, 09:39

Rosjanie to troche prostują mówią, że podpisano dokument zasadniczy ale nie ostateczny, otóż Erdogan chce S400 produkować na licencji u siebie, ja mu nie zarzucam tego jako błędu ale Rosjanie moga nie pójść na taki układ i chyba dlatego sa takie tarcia z nimi.

Student
czwartek, 27 lipca 2017, 23:45

W mojej opinii problem z Turcją w NATO ma zdecydowanie starszy rodowód. Stany Zjednoczone właściwie jednostronnie "wepchnęły" ten kraj do sojuszu w '52 roku. Taka decyzja była zrozumiała w ówczesnej sytuacji geopolitycznej. Jednak jej długofalowe skutki uwidoczniły się dopiero kilka dekad później (problem Cypru, rozbijanie spójności Organizacji, czy wreszcie dzisiejsze zbliżenie z Rosją). Uważam, że kwestia przynależności Republiki Tureckiej do Paktu jest od początku kwestią problematyczna (kultura, mentalność, poziom cywilizacyjny odbiegający od "euroatlantyckiego") co nie zostało dostatecznie przemyślane, gdyż przeważyło strategiczne położenie tego państwa...

Are
niedziela, 30 lipca 2017, 12:54

Prawda (vide Cypr i konflikty z Grecją), tym niemniej czy jak już Turcja jest w NATO, to czy jej wyjście przyniesie dla państw NATO więcej korzyści czy więcej skutków negatywnych? Póki co, bez wątpienia to drugie. Może jak Erdogan dalej będzie brnął w zaparte, to trzeba będzie kwestie znowu przemyśleć.

Kiks
środa, 26 lipca 2017, 23:13

Byli najbliżsi współpracownicy Erdogana uważają go za czubka, który ciągnie Turcję na samo dno. Erdoganowi wydaje się, że jest potęgą, nie wiadomo tylko na jakim polu, a bez Europy i jej pieniędzy nic nie znaczą.

zaciekawiony
czwartek, 27 lipca 2017, 01:05

A jakie pieniądze Turcja otrzymuje z Europy?

Ansuz
środa, 26 lipca 2017, 23:11

Gdy 10 lat tempi pisałem podobne scenariusze wszyscy pukali się w czoło...

dimitris
czwartek, 27 lipca 2017, 14:09

Turcja jest z Rosją w taktycznym sojuszu. Ale nic więcej. R i T mogą wesprzeć się w legalizacji lokalnych agresji na państwta trzecie, ale główne, długofalowe interesy obu państw pozostaną rozbieżne i wzajemnie przeciwstawne. Przy tym Rosja jest krajem najbardziej w Europie zagrożonym islamską eksplozją demograficzną, plus exodus Rosjan. Usiłuje używać muzułmanów jako radykalnego, posłusznego narzędzia (przykład: doborowe oddziały czeczeńskie, w służbie FR), ale na dłuższą metę Rosja zacznie się bać. I kontakty z Turcją muszą wtedy stygnąć. Czyli sojusz przejściowy. Tak jest, istnieje już ten sojusz. Choć nie wiadomo jeszcze dokąd sięga geograficznie ?

dra
środa, 26 lipca 2017, 23:11

Piękny artykuł który absolutnie przekonał mnie że jedyni szczerzy i prawdziwi przyjaciele to USA i Państwa Zach. wszyscy inni to kanalie... Tylko jak wyjaśnić że ja jako obywatel Polski nie mogę am prawa pojechać do supersojusznika -Stanów Zjednoczonych bo obowiązują mnie wizy... W sojusz z Anglia i Francją pięknie wypadł w 1939 a i latach 1943-1945 -podobnie... Więc jak to jest z tymi fajnymi sojusznikami z Zachodu za TĘCZOWYM MOSTKIEM ...

cynik.
piątek, 28 lipca 2017, 12:08

1. Nie możesz jechać, bo nasi rodacy z "Polonią Amerykańską" na czele, wcześniej solidnie zapracowali na bardzo paskudną opinię. 2. 1939r. Trudno pomóc komuś, kto został w tydzień rozbity. 3. 1943-45 USA nie miały żadnych wobec nas formalnych zobowiązań. Realizowali [co prawda bardzo krótkowzrocznie] politykę nastawioną na własny interes. Kosztem Europy wschodniej, Francji [ci okazali się jednak sprytniejsi], Anglii itp.

Whiro
czwartek, 27 lipca 2017, 22:05

Wiz nie mamy z naszej winy nie usa. Są przepisy wizowe które kraj musi spełnić. Jest tam np ile w roku jest składanych podań i ile jest odrzucane how, ilu ludzi jedzie terminowo i później nielegalnie zostaje. My Polacy wiecznie kombinujemy i dlatego nie spełniamy warunków żeby nam wizy wycofać. Dodam że przepisy są takie same dla wszystkich. A w 1939 sojusz Niemcy i Rosja był nie do pobicia. Anglia ledwo co wytrzymała później inwazję samych Niemiec a Francja padła w miesiąc. Gdzie tu mówić o wyprawie ekspedycyjnej do Polski i starcie z 2 milionową armia rosyjsko niemiecką?

b
czwartek, 27 lipca 2017, 12:02

Tak serio? Ja tam jak chce jechac do USA to ide do ambasady amerkanskiej i to jest formalnosc. Mieszkam od dawna za granica, moze w Polsce jest inaczej, nie wiem. Patrzac juz zupelnie z boku co maja wizy do artykulu 5 ?

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama