Komandos Delta Force w Krakowie: "Długi cień klęski w Mogadiszu" [RELACJA]

27 maja 2017, 13:09
Fot. Defence24.pl
Fot. US Army
Fot. PHC (AW/NAC) Edward G. Martens

Command Sergeant Major James C. Faris jest bez wątpienia jednym z najciekawszych prelegentów, którzy w ostatnim czasie zawitali do naszego kraju. Mając za sobą służbę w 75th Ranger Regiment, US Army Special Forces (Green Berets), jednostce Delta, JSOC i USSOCOM brał bezpośredni udział zdarzeniach, które tworzą najnowszą historię operacji specjalnych. Portal Defence24 objął patronatem medialnym spotkanie z oficerem amerykańskich jednostek specjalnych, które odbyło się na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Command Sergeant Major James C. Faris podzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem z przedstawicielami środowiska naukowego i pracownikami Dowództwa Komponentu Sił Specjalnych, na których zaproszenie przyjechał do Polski. Spotkanie z nim odbyło się 25 maja 2017 r. w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego.  

Motywem przewodnim prelekcji była analiza wydarzeń, mających miejsce w Somalii na początku lat 90. ubiegłego wieku, oraz ich późniejszy wpływ na planowanie i przebieg operacji specjalnych. Faris na samym początku zaznaczył, że wspólnym problemem współczesnych działań bojowych jest opieranie ich założeń na teoriach i wiedzy, które nie zawsze są sprawdzone, bądź poparte faktycznymi doświadczeniami. Ceną za błędy wynikające ze złej analizy stanu faktycznego lub wykorzystanie nierzetelnych informacji jest krew żołnierzy, wykonujących swoje obowiązki w różnych częściach globu.

Fot. PHC (AW/NAC) Edward G. Martens

3 października 1993 roku w stolicy Somalii Mogadiszu przeprowadzono operację pojmania osób, zajmujących kluczowe stanowiska w strukturze milicji dowodzonej przez Mohameda Farrah Aidida. Operacja ta zakończyła się największą bitwą stoczoną przez amerykańskie siły zbrojne od czasów wojny wietnamskiej. Mimo obrazu wykreowanego w mediach, jej finał uznać należy za militarny sukces. Grupa bojowa składająca się żołnierzy kilku jednostek specjalnych wykonała postawione zadanie i zadała przeciwnikowi potężne straty (w zależności od źródeł: śmierć każdego z osiemnastu Amerykanów, kosztowała życie 16-111 somalijskich bojówkarzy).

Czytaj też: Amerykanie na wojnie z terrorem. "Złoty wiek" operacji specjalnych?

Obraz klęski wynikał z faktu, że opinia publiczna nie była gotowa na zaakceptowanie licznych ofiar, a poczucie dotkliwej porażki podsycane było przez relacje medialne, obfitujące w makabryczne sceny bezczeszczenia ciał amerykańskich żołnierzy. Faris, który jako operator SFOD-D (Special Forces Operational Detachment-Delta) brał bezpośredni udział walkach, aby zobrazować ich intensywność przytoczył następujące wydarzenie:

W nocy kończyły się nam zapasy amunicji i środków opatrunkowych. Podjęto więc decyzję, aby uzupełnić je drogą lotniczą. Black Hawk, który wykonywał to zadanie, był wyposażony w dwa napędowe karabiny Minigun, które prowadziły nieprzerwany ogień. Mimo iż znajdowałem się blisko śmigłowca, to minigun'ów nie było w pewnym momencie w ogóle słychać - zagłuszyły je dziesiątki, bądź setki luf kałasznikowów, strzelających do nas z każdego miejsca. Black Hawk przyjął wtedy mnóstwo pocisków.

James C. Faris, Command Sergeant Major

Wpływ wydarzeń z Somalii na późniejsze działania bojowe amerykańskich sił zbrojnych odczuwalny był przez następne kilkadziesiąt lat. Faris jest zdania, że piętno „porażki” poniesionej w Rogu Afryki skutkowało brakiem stanowczej reakcji na ludobójstwo w Rwandzie czy w Bośni - obawa przed powtórką tamtej sytuacji była silniejsza, niż oczywista potrzeba interwencji. W 2011 roku, podczas planowania operacji Neptune Spear (operacja likwidacji Osamy bin Ladena), również silne były głosy, które oceniały ją krytycznie, ponieważ w jej scenariuszu odnajdowano analogie do wydarzeń z Mogadiszu. 

Przy okazji omawiania tego zagadnienia, prelegent podzielił się ze słuchaczami niezwykle ciekawymi detalami. Pełniąc w tym czasie służbę w JSOC (Joint Special Operations Command), był jedną z osób, biorących udział w planowaniu akcji w Abbottabadzie. Według jego relacji, możliwość rozbicia się wykonanego w technologii stealth i nieujawnionego publicznie do dziś śmigłowca z operatorami DEVGRU (United States Naval Special Warfare Development Group - Seal Team Six) na pokładzie, była rozważana od samego początku, ponieważ posesja na której terenie zamieszkiwał bin Laden, charakteryzowała się wyjątkowo niekorzystnym układem wysokich murów i ścian budynków, powodujących zakłócenia wytwarzania siły nośnej przez wirniki śmigłowców. Zaznaczył również, że Amerykanie byli gotowi na opór ze strony pakistańskich sił zbrojnych i ich sił powietrznych, dlatego w ciągłym pogotowiu pozostawało kilka F-16 gotowych do prowadzenia operacji myśliwskich.

Fot. Defence24.pl

Wizyta Jamesa C. Farisa była możliwa do zrealizowania dzięki kontaktom pracowników DKWS i ich współpracy z Wydziałem Stosunków Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Portal Defence24.pl objął wizytę amerykańskiego komandosa w Polsce patronatem medialnym. 

Aleksander Dybiec

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
r44
poniedziałek, 29 maja 2017, 09:26

największa bitwa od czasu Wietnamu, myślałem że miały miejsce w czasie wojny w Kuwejcie

pytacz
niedziela, 28 maja 2017, 14:37

Ja nie rozumiem czemu to była "klęska" ? co prawda zginęło 19 żołnierzy usa przy koło 1000 przeciwnika oraz wszystkie cele zostały osiągnięte... stosunek strat był 50 do 1

Szymon
poniedziałek, 29 maja 2017, 13:42

Somalijczyk kosztował wtedy tyle co kałasz i amunicja do niego. A w specjalsa włożono więcej pieniędzy, niż jakby odlano go ze srebra

Gall Anonim
poniedziałek, 29 maja 2017, 08:52

Stosunek strat 50 do 1 to wersja najbardziej dla USA optymistyczna. Poza tym jeśli wziąć pod uwagę wartość tych amerykańskich specjalistów w porównaniu do somalijskich bojówkarzy, to nawet przy najbardziej korzystnym dla Amerykanów wskaźniku wygląda to już raczej na pyrrusowe zwycięstwo. Szczególnie jak uwzględnimy straty w sprzęcie jakie poniosła w tym starciu US Army. Poza tym do strat amerykańskich trzeba jeszcze dodać straty wojska malezyjskich i pakistańskich, które przyszły amerykanom na ratunek.

wojownik tup tup
sobota, 27 maja 2017, 17:09

Klęska i jeszcze raz klęska i czym tu ma się szczycić ? Dziś ten region wypalony - chwały żadnej w dłuższej perspektywie ? Pokażcie mu chociaż ołtarz w kościele Mariackim - będzie miał pożytek ? To tak jak z Wietnamem - niby sukces i weterani , a wojna przegrana ? Z resztą w obecnej sytuacji maluje się Afganistan - weterani a wojna nadal trwa ? I tyle tej chwały sił amerykanów oraz tej wielkiej technologii . My chociaż sprzętu nie mamy i zawsze możemy zwalić że amerykanie nam dali szmelc do swojej dyspozycji .

pacodegen
poniedziałek, 29 maja 2017, 08:48

zbawcami świata nie są, dzięki interwencjom USA w Afryce, Azji itd, do których tak ochoczo się przyłączaliśmy, mamy terroryzm w Europie, który dotyka nas mocno a przecież to początek. Demokracji nie da się wprowadzić w krajach do tego zupełnie nie przygotowanych, ale foresty są najmądrzejsi a dzisiaj są gotowi nas zostawić z tym bajzlem, który rozpętali. Trump nie ma sentymentów i zobowiązań, typ biznesmena tak ma.

Barkas
poniedziałek, 29 maja 2017, 19:00

To jest CSM (Command Sergeant Major) a nie żaden chorąży!!! Wcześniej CSM Delta Force, a później do 2015r. CSM US SOCOM. Pomyłka w druku. Ale można sprawdzić jego bio w Google. Poza tym operacja zakończyła się jak najbardziej sukcesem (cele zostały zrealizowane), mimo krwawej bitwy bilans i tak wychodzi zdecydowanie na korzyść US SF.

Laik:)
poniedziałek, 29 maja 2017, 08:40

Jak zrozumiałem po lekturze, w armii amerykańskiej chorąży przynależy do korpusu oficerskiego...Nie znam się na tym, ale piszcie proszę, co wiecie na ten temat...

Zoom
poniedziałek, 29 maja 2017, 09:45

Amerykański chorąży (warrent officer) nie należy do korpusu oficerskiego. Jednak samodzielność w podejmowaniu decyzji dowódców zespołów SOC oraz w realizowaniu zadań wygląda zupełnie inaczej w wojskach specjalnych, niż w regularnych siłach zbrojnych. Ponadto samodzielność i rola podoficerów US Army w wykonywaniu zadań jest zupełnie inna od tej niesamodzielnej i często pozbawionej odpowiedzialności roli podoficerów i chorążych w SZ RP. Dużo by na ten temat...

ito
sobota, 27 maja 2017, 14:09

Jeśli wziąć pod uwagę, że dane o siłach i stratach somalijskich to szacunki a nie rzetelna wiedza, że rzecz się działa w środku wielkiego miasta i trudno powiedzieć ile ofiar po stronie somalijskiej to cywile, a ponadto średnia wieku somalijskich bojówkarzy to jakieś 14-15 lat trudno się oprzeć wrażeniu, że obraz wykreowany przez media jest bliższy prawdy niż podpadające pod propagandę sukcesu twierdzenia armii.

R3r
sobota, 27 maja 2017, 22:05

A jakże. Musiał się znaleźć jakiś wybitny analityk

Fok.
sobota, 27 maja 2017, 21:52

- Pamięć poległym! Żeby krytykować trzeba było tam być. Lepiej daj spokój.

czuba
sobota, 27 maja 2017, 20:50

...czyli twierdzisz, że dane dotyczące ilości ofiar są nierzetelne, za to rzetelnie można stwierdzić że średnia wieku. (tych ofiar których nie da się rzetelnie policzyć) to 14-15 lat?

Mirkuw 1104
niedziela, 28 maja 2017, 11:31

hm...ciekawe...w Burundi i Rwandzie w ciągu tygodnia zabito milion ludzi za pomocą...maczet, a straszy chorąży myśli, że dałby radę ich obronić z kilkoma innymi komandosami? ? ?

tak to chyba wygląda
niedziela, 28 maja 2017, 12:39

A gdzie jest napisane, że chorąży chciałby tam wjechać z "kilkoma" komandosami? Jest mowa o oczywistej potrzebie interwencji przez co zapewne należy rozumieć jakiś kontyngent lub coś w tym stylu.

Oli
niedziela, 28 maja 2017, 11:27

Od kilkunastu lat obserwowana jest jakaś ogólna podnieta siłami specjalnymi jakby były panaceum na każdego wroga. U nas już niemal lotnictwo , rakietówke i MW rozformowali bo mamy jakiś tam grom, który w prawde mówiąc jest wojskiem eksportowym dla usa

m
sobota, 3 czerwca 2017, 15:16

Dobrze, że pojawiają się takie szczere relacje. Siły specjalne są otoczone mitologią współtworzoną aktywnie przez periodyki "specjalistyczne", "branżowe" itd. adresowane głównie do młodych ludzi. Tymczasem rzeczywistość wygląda nieco mniej idealnie, niż można się spodziewać po lekturze w/w. Młodzi adepci profesji żołnierskiej powinni korzystać z takich okazji, aby lepiej zrozumieć na co się decydują aspirując do takich formacji.

Naleczxxx
sobota, 27 maja 2017, 22:29

Dostali rozkaz i tyle gadania. Weszli w mrowisko amo brak a bronić się trzeba jeden choper spadł i następny itp. Zgodzę się ,że kto tam nie był to może sobie tylko pogadać o tym co by było.

Tweets Defence24