Kolejny blamaż rosyjskich stoczni: Tonie dok z okrętem podwodnym

15 grudnia 2019, 14:59
1024px-B-380
Okręt podwodny „B-360” na pływającym doku PD-16 w Sewastopolu przed wypadkiem. Fot. Pavlo1/Wikipedia

W Sewastopolu zatonął rosyjski dok pływający „PD-16”, na którym znajdował się wycofany z eksploatacji okręt podwodny B-380 z napędem diesel-elektrycznym. Na szczęście dla Rosjan okręt samodzielnie wynurzył się na powierzchnię.

Do wypadku doszło w nocy z 14 na 15 grudnia 2019 r. w Południowej zatoce portu Sewastopol. Na dużym pływającym doku PD-16 (o długości 113 m, szerokości 22,5 m oraz udźwigu 5000 ton) znajdował się wycofany ze służby okręt podwodny B-380 z napędem diesel elektrycznym projektu 641B (wg. NATO typu Tango) o długości 90,2 m i wyporności podwodnej 3600 ton. Jednostka ta działała od 1982 r. pod nazwą „Gorkowskij Komsomoliec” w składzie Floty Czarnomorskiej. W 2000 roku okręt B-380 skierowano do stoczni w Sewastopolu na remont kapitalny.

Przedłużające się prace ostatecznie przerwano i w 2009 roku zdecydowano się na wycofanie tej jednostki z linii i jej utylizację. Zadanie to odkładano – prawdopodobnie z powodu braku odpowiednich środków przez dziesięciu lat. Kiedy doszło do samozatopienia doku, na pokładzie okrętu nie było stoczniowców, dzięki czemu w czasie wypadku nikt nie został ranny. Sam okręt podwodny wynurzył się częściowo na powierzchnię, jednak ze względu na brak stateczności przechylił się na lewą burtę, opierając się kioskiem o jedną z częściowo wynurzonych ścian doku. Służby ratownicze rosyjskiej Floty Czarnomorskiej pracują w tej chwili nad ustabilizowaniem tej jednostki.

Przyczyną wypadku był stan techniczny doku „PD-16”, który oddano do użytku 2 lipca 1941 r. Rosjanie podkreślają, że nie należał on już do rosyjskiej marynarki wojennej i podobnie jak stojący na nim okręt podwodny również miał być utylizowany. Jego rozbiórka była jednak przekładana, co przy braku stałej obsługi (która normalnie powinna się składać z osiemnastu osób) oraz zaprzestaniu konserwacji prędzej czy później musiało doprowadzić do katastrofy.

Portal rg.ru przy okazji przypomniał, że ostatni wypadek tego rodzaju koło Krymu wydarzył się w październiku 2016 r. Dwie mile od wybrzeża na wysokości wioski Liwadija zatonął wtedy dźwig pływający płynący z Gurzufa do Sewastopolu. W katastrofie bez wieści zaginęło trzech z ośmiu członków załogi.

Reklama
Tweets Defence24