Katalonia: Madryt przejmuje kontrolę

30 października 2017, 12:17
Fot. Ivan Mlinaric / Flickr.com / CC 2.0.

Piątkowa decyzja hiszpańskiego Senatu o ograniczeniu katalońskiej autonomii pociągnęła za sobą dymisje na szczeblach regionalnej administracji. W niedzielę w Barcelonie odbyła się wielotysięczna demonstracja przeciwników secesji Katalonii. 

Odwołanie urzędników wynika z decyzji hiszpańskiego Senatu, opublikowanej w internecie w nocy z piątku na sobotę przez rząd Mariano Rajoya, w sprawie zastosowania artykułu 155 konstytucji, który ogranicza autonomię Katalonii. Wśród odwołanych osób jest nie tylko premier Carles Puigdemont i 12 ministrów jego rządu, ale też szef katalońskiej policji oraz ponad 130 wysokiej rangi urzędników.

"Odwołane osoby piastowały różne funkcje, zazwyczaj na podstawie nominacji autonomicznego rządu Katalonii. Są wśród nich m.in. doradcy, szefowie gabinetów, a także pracownicy biur prasowych, którzy wraz z dymisją przełożonych będą musieli opuścić swoje stanowiska" - ujawnił kataloński dziennik "La Vanguardia".

W przypadku gdyby zwolnieni urzędnicy nie zastosowali się do decyzji rządu centralnego w Madrycie, mogą zostać oskarżeni o uzurpację. Zgodnie z kodeksem karnym, groziłaby im wówczas kara do trzech lat pozbawienia wolności.

W sobotę rano rząd Rajoya przejął bezpośrednią kontrolę nad Katalonią. Nastąpiło to kilkanaście godzin po opowiedzeniu się przez parlament Katalonii w tajnym głosowaniu za ustanowieniem niezależnej od Hiszpanii Republiki Katalonii. Przygotowaną przez dwie główne katalońskie partie proniepodległościowe rezolucję w sprawie utworzenia "Republiki Katalonii jako niezależnego i suwerennego państwa" przyjęto bez określenia terminu proklamowania niepodległości.

Czytaj także: Katalońskie referendum wzmocni podziały w Europie. Niebezpieczna okazja dla Moskwy [KOMENTARZ]

Carles Puigdemont, odwołany przez rząd Hiszpanii ze stanowiska premiera Katalonii, w telewizyjnym wystąpieniu w sobotę zaapelował do mieszkańców regionu o pokojowe przeciwstawianie się dążeniom władz w Madrycie do przejęcia kontroli nad Katalonią. W wystąpieniu, które zostało zapowiedziane z zaledwie kilkuminutowym wyprzedzeniem, Puigdemont nie powiedział jasno, czy uznaje pozbawienie go funkcji premiera przez Madryt. "W warunkach demokratycznych tylko parlament ma prawo powoływać i odwoływać rząd" - podkreślił Puigdemont w wystąpieniu transmitowanym ze swojego rodzinnego miasta Girony.

Polityk zaapelował do mieszkańców Katalonii o "demokratyczną opozycję" wobec piątkowego zatwierdzenia przez hiszpański Senat artykułu 155. konstytucji, który ogranicza autonomię regionu. "Naszą wolą jest dalsza praca nad wypełnianiem demokratycznego mandatu, a równocześnie dążenie do zapewnienia jak największej stabilizacji i spokoju" - powiedział Puigdemont.

Dotychczasowy premier Katalonii wezwał mieszkańców regionu do przyjęcia w najbliższym czasie postawy nacechowanej "cierpliwością, wytrwałością i nadzieją". Dodał, że po długiej walce o niepodległość "należy kontynuować pracę nad budową wolnego kraju". Puigdemont zaapelował do Katalończyków o postawę pokojową, która - jak przekonywał - może uczynić ich "zwycięzcami". Wezwał też do poszanowania opinii sprzecznych z niepodległościowymi dążeniami Katalończyków.

Czytaj także: Separatystyczne domino w Europie. Po Hiszpanii czas na Włochy? [KOMENTARZ]

W sobotę w ponad 20 hiszpańskich miastach odbyły się manifestacje poparcia dla gabinetu Carlesa Puigdemonta i protesty przeciwko niemu. Wcześniej tego dnia Puigdemont został odwołany przez Madryt z funkcji szefa katalońskiego rządu. Największa manifestacja, w której wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, odbyła się w godzinach popołudniowych w Madrycie w okolicach placu Kolumba. Część manifestantów żądała osadzenia w więzieniu Puigdemonta oraz członków jego rządu.

"Nazajutrz po dokonanym zamachu stanu jego autorzy wciąż są na wolności, śpią w swoich domach" - powiedział do zebranych Santiago Abascal, szef Fundacji Obrony Narodu Hiszpańskiego (Denaes), wzywając hiszpański wymiar sprawiedliwości do osądzenia władz Katalonii. W proteście wzięły udział m.in. skrajnie prawicowe oraz neofaszystowskie organizacje z całej Hiszpanii.

Ok. 300 tys. zwolenników jedności Hiszpanii zgromadziło się na marszu w centrum Barcelony w niedzielę, dwa dni po głosowaniu katalońskiego parlamentu, który opowiedział się za niepodległością regionu - podała policja. Organizator demonstracji - obywatelskie stowarzyszenie Societat Civil Catalan - ogłosił, że marsz pod hasłem "My wszyscy jesteśmy Katalonią. Rozsądek na rzecz współistnienia" ma na celu obronę jedności Hiszpanii i odrzucenie "bezprecedensowego ataku w historii demokracji".

Czytaj także: Problem Katalonii wykracza poza granice Półwyspu Iberyjskiego [OPINIA]

"Późno się zorganizowaliśmy, ale przyszliśmy tu, by pokazać, że istnieje większość Katalończyków, która przestała już milczeć i która nie chce być już uciszana" - powiedział szef organizacji Alex Ramos. Według jego stowarzyszenia niedzielny przemarsz przyciągnął aż 1,1 mln osób.

Dziesiątki tysięcy demonstrantów zgromadziły się na centralnym placu Barcelony; wielu trzymało flagi Hiszpanii, Katalonii i Unii Europejskiej. Nastrój wśród uczestników - jak pisze agencja AP - był uroczysty i radosny, nie odnotowano żadnych incydentów. Udział w niedzielnej demonstracji wzięli m.in. przywódcy ugrupowań politycznych przeciwnych podziałowi kraju, w tym rządzących konserwatystów oraz liberałów i socjalistów, a także członkowie rządu w Madrycie, w tym minister zdrowia Dolors Montserrat i Enric Millo, przedstawiciel rządu centralnego w Katalonii.

W kilkunastu innych miastach, m.in. w Lleidzie i Geronie w Katalonii, w Walencji oraz w Bilbao w Kraju Basków, odbyły się w sobotę manifestacje poparcia dla dążeń niepodległościowych władz Katalonii. W sobotę przed południem minister spraw wewnętrznych Hiszpanii Juan Ignacio Zoido mianował Ferrana Lopeza szefem katalońskiej policji. Dotychczasowy jej dowódca Josep Lluis Trapero wezwał swoich kolegów do podporządkowania się nowemu kierownictwu.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Reklama
wed
wtorek, 31 października 2017, 08:08

to dlaczego 90 % wypowiedziało sie za odłączeniem Katalonii. jak "większość" [na manifestacjach]woli płacić na nierobów Hiszpańskich?

Davien
wtorek, 31 października 2017, 11:35

Sprawdź najpierw jaka byłą frekwencja na referendum, a dopiero potem patrz na %.

Tweets Defence24