Reklama

Jemen wciąż w ogniu. "Zastępcza wojna" Arabii Saudyjskiej i Iranu

30 stycznia 2016, 16:09
scud
Jemeńscy rebelianci używają rakiet rodziny Scud, jak i Toczka. Fot. US DoD/wikipedia

Pomimo ogłoszenia chwilowego zawieszenia broni na przełomie 2015 i 2016 roku w Jemenie nadal trwa wojna domowa, będąca starciem "proxy" pomiędzy koalicją pod kierownictwem Arabii Saudyjskiej, wspierającą reżim prezydenta Hadiego i oraz szyickimi rebeliantami Huti, wspomaganymi przez Iran. W starciach używane są lotnictwo z jednej strony oraz pociski balistyczne z drugiej. Wiele wskazuje na to, że konflikt nie zostanie rozwiązany w najbliższym czasie, a Jemen będzie nadal kolejnym z ognisk niestabilności na Bliskim Wschodzie - pisze dr Magadalena El Ghamari.

Wojna domowa w Jemenie trwa już od dłuższego czasu. Spowodowana jest dyktatorskimi rządami Alego Abd Salaha, który został obalony w 2011 roku przez społeczną rewoltę. Rządził państwem przez 22 lata. Aktualnie o władzę walczą zwolennicy obecnej głowy państwa Abda Rabbuha Mansura Hadiego i lojalni członkowie poprzedniego prezydenta, którzy należą do ugrupowania Huti.

W Jemenie koalicja państw arabskich pod wodzą Arabii Saudyjskiej bombarduje od marca pozycje szyickich rebeliantów z ruchu Huti, walczących o obalenie reżimu prezydenta Hadiego. Z ruchem Huti współdziałają oddziały wojskowe lojalne wobec poprzedniego prezydenta Jemenu Alego Abd Allaha Salaha. Obecny chaos w Jemenie jest spuścizną po wieloletnich dyktatorskich rządach Salaha, obalonego w 2011 roku przez społeczną rewoltę.

Warto przypomnieć, że porozumienie o zawieszeniu broni trwało od 20 grudnia minionego roku. Obejmowało strony konfliktu, tj. szyicki ruch Ansar Allah i prezydenta Hadiego, wspieranego przez monarchię Saudów oraz inne państwa Zatoki Perskiej. W trakcie walk doszło do licznych ataków na ludność cywilną, prowadzoną zwłaszcza przez saudyjskie lotnictwo. W grudniu na konferencji prasowej w Genewie rzecznik ONZ Ahmad Fawzi informował „Specjalny wysłannik sekretarza generalnego ONZ Ismail uld Szejk Ahmed ogłosił dziś wstrzymanie wszystkich działań wojennych w Jemenie, co uważa za pierwszy krok na drodze do stałego porozumienia pokojowego w tym kraju. Rozmowy pod auspicjami ONZ, które rozpoczęły się dziś, mają na celu wypracowanie trwałej odpowiedzi na jemeński kryzys. Te negocjacje powinny doprowadzić do stałego zawieszenia broni, zapewnienia poprawy sytuacji humanitarnej, a także do umożliwienia pokojowej i prawidłowej transformacji politycznej". Jak widać efekt tych postanowień okazał się mierny…

Ogłoszenie końca rozejmu w Jemenie było tłumaczone, jak podawały saudyjskie agencje informacyjne, „regularnymi naruszeniami” przez obie skonfliktowane strony. Chodzi zwłaszcza o wystrzelenie w ciągu ostatnich dwóch tygodni pocisków balistycznych na Arabię Saudyjską przez rebeliantów. Rozejm został wstrzymany w związku z kontynuacją „ataków rebeliantów”, a zwłaszcza wystrzeleniem w ciągu ostatnich dwóch tygodni pocisków balistycznych na Arabię Saudyjską – podała oficjalna agencja prasowa tego kraju SPA.

Szyiccy rebelianci Huti „kontynuują bombardowania mieszkańców i w miastach znajdujących się pod ich kontrolą zabijają oraz zatrzymują jemeńskich cywilów” – głosi deklaracja koalicji arabskiej. Zawieszenie broni miało umożliwić stronom konfliktu przeprowadzenie w Szwajcarii rozmów pokojowych pod auspicjami ONZ. W rozmowach uczestniczą przedstawiciele rządu jemeńskiego, a także rebelianci z ruchu Huti. Rozejm był już kilkakrotnie wcześniej łamany.

Przywództwo koalicji opowiedziało się za ogłoszeniem końca rozejmu w tym kraju 2 stycznia 2016. W skład koalicji oprócz Arabii Saudyjskiej wchodzą Bahrajn, Maroko, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Egipt i Sudan. Wcześniej tego samego dnia saudyjskie MSW ogłosiło, że dokonano egzekucji 47 osób oskarżonych o terroryzm i nieposłuszeństwo wobec władzy. Wśród straconych znalazł się m.in. wpływowy szyicki duchowny, szejk Nimr al-Nimr. Szyiccy przywódcy w Iraku, Kuwejcie, Libanie i Jemenie także ostrzegali przed konsekwencjami sobotnich egzekucji. W Indiach setki szyitów demonstrowały w zamieszkanym głównie przez muzułmanów Kaszmirze. Jeden z organizatorów protestów powiedział, że oskarżenia wobec al-Nimra były bezpodstawne. Premier Iraku Hajder al-Abadi napisał na swym profilu na Facebooku, że tłumienie głosów przeciwników i zabijanie ich "doprowadzi tylko do jeszcze większej destrukcji".

Zaniepokojenie wyraziły Stany Zjednoczone, o czym w wydanym oświadczeniu poinformował rzecznik Departamentu Stanu John Kirby. Jak zaznaczył, USA obawiają się, że stracenie wpływowego duchownego pogłębi napięcia na tle wyznaniowym w regionie. Zaapelował do rządu w Rijadzie o poszanowanie i obronę praw człowieka oraz pozwalanie obywatelom na pokojowe formy wyrażania sprzeciwu. Kirby podkreślił też, że wszyscy przywódcy w regionie muszą "podwoić wysiłki" na rzecz deeskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie.

Według saudyjskiej państwowej agencji  prasowej 30 grudnia ub. r. rozbił się bahrański myśliwiec F-16, uczestniczący w nalotach saudyjskiej koalicji na szyickich rebeliantów. Rozbił się w środę w Arabii Saudyjskiej Pilotowi udało się katapultować. Przyczyną katastrofy miały być problemy techniczne. Pilot wylądował w regionie Dżizan i bezpiecznie przedostał się do bazy - poinformowały siły koalicji, nie podając szczegółów zdarzenia.  Bahrajn bierze udział w trwających od dziewięciu miesięcy nalotach koalicji saudyjskiej na ruch Huti w Jemenie. Dziesiątki żołnierzy wojsk lądowych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej zginęło od początku konfliktu.

Czytaj więcej: Atak rakietą balistyczną w Jemenie. "Dziesiątki ofiar"

Zawieszenie broni miało umożliwić stronom konfliktu przeprowadzenie w Szwajcarii rozmów pokojowych pod auspicjami ONZ. W rozmowach uczestniczą przedstawiciele rządu jemeńskiego, a także rebelianci z ruchu Huti. Rozejm był już kilkakrotnie wcześniej łamany. Nowa runda rozmów między stronami konfliktu zbrojnego w Jemenie miała się odbyć 14 stycznia br., ale termin przełożono na początek lutego. Jemen to jeden z krajów, przez które przetoczyła się arabska wiosna ludów. Obalonego wówczas prezydenta zastąpił wiceprezydent Abu Mansur Hadi. Jednak we wrześniu 2014 r. szyici z grupy Huti zajęli jemeńską stolicę, zmuszając sunnicki rząd do ewakuacji.

Od marca 2015 roku trwa tam regularna wojna domowa, do której miesiąc później włączyła się Arabia Saudyjska. Jej celem było przywrócenie sunnickiego rządu do władzy. Dlatego Saudowie bombardowali pozycje Huti. Przeciwko tym działaniom protestował Iran, który wspiera tamtejszych szyitów, choć nie przyznaje tego oficjalnie. ONZ poinformował kilka tygodni temu, że od marca w jemeńskim konflikcie zginęło 3 640 osób, w tym 1 693 cywilów, ponad milion zostało zmuszonych do opuszczenia domów. Szacuje się, że wojna w Jemenie pochłonęła do stycznia 2016  prawie 6 tys. ofiar.

Dr Magdalena El Ghamari

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 5
Krystyna Szymczak
piątek, 12 lutego 2016, 22:34

Wszelkimi siłami trzeba zatrzymać rozlew krwi w Jemenie

AxelF
niedziela, 31 stycznia 2016, 16:10

Początek III wś ....tak kiedyś będą pisali w książkach do historii .... Te małe konflikty przetoczą się w jeden wielki ....kwestia około 10 lat .

Hmm
środa, 3 lutego 2016, 00:56

Tak beda pisali ale o Syrii.

Ot taki
poniedziałek, 1 lutego 2016, 08:32

Należy zwrócić uwagę, że w przypadku Jemenu nie mamy do czynienia z tak oczywistym podziałem w zakresie relacji sunnicko-szyickiej, jakby chciała tego Pani Doktor. Wystarczy spojrzeć na zawiłe relacje pomiędzy obalonym, w wyniku tzw. Arabskiej Wiosny, byłym prezydentem Salihem a rodziną al-Houthi. Również po drugiej stronie daleko od porozumienia i jednorodnych postaw względem Hadiego (nomen omen byłego wiceprezydenta w administracji Saliha), gdyż np. rodzina al-Ahmar rozgrywa własną grę o władzę. Dlatego można byłoby powiedzieć, że na obecną fazę konfliktu zwyczajnie nakładają się czynniki zewnętrze. Lecz jądro konfliktu jemeńskiego to jeszcze brutalna walka pomiędzy Południem i Północą po zjednoczeniu oraz pacyfikacje prowincji Sadaa w okresie władzy wspomnianego A.A. Saliha.

Capek
środa, 3 lutego 2016, 18:22

No i mamy jeszcze Al Kaidę i innych wahhabickich terrorystów, którzy wyrośli po wielu latach na poważnych graczy w Jemenie, kontrolując drugie największe miasto portowe al-Mukallę. Oni walczą głównie z lojalistami Hadiego - uważają ich za apostatów ( bo rzeczywiście w prawie islamskim są apostatami ), a dopiero później z rebeliantami Huti. Rząd Hadiego jest bardzo zagrożony przez wahhabickich terrorystów i nie da rady walczyć na dwa fronty - z szyitami i Al-Kaidą i Państwem Islamskim.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama