Interwencja lądowa w Syrii? „Potrzebne punktowe uderzenia”

16 listopada 2015, 15:58
Czołgi Leclerc raczej nie wezmą udziału w operacji przeciwko IS. Fot. EMA/Wojska lądowe Francji.
Reklama

Po zamachach terrorystycznych w Paryżu pojawiły się głosy o potrzebie przeprowadzenia w Syrii pełnoskalowej interwencji zbrojnej, z udziałem wojsk lądowych z krajów NATO. Bardzo wiele wskazuje jednak, że tego typu operacja mogłaby doprowadzić do dalszego zaognienia konfliktu, powodując przy tym nieproporcjonalnie duże koszty. Ponadto, przyczyniłaby się do osłabienia zdolności reagowania Sojuszu Północnoatlantyckiego w Europie Środkowo-Wschodniej.

Zamachy terrorystyczne w Paryżu sprowokowały dyskusję na temat ewentualnego przeprowadzenia pełnoskalowej operacji wojsk lądowych w Syrii, potencjalnie także z udziałem wojsk NATO. Część komentatorów wskazuje, że tylko takie rozwiązanie pozwoli na pokonanie tzw. Państwa Islamskiego. Okazuje się jednak, że istnieje wiele przesłanek przeciwko podejmowaniu działań wojsk lądowych, co w perspektywie może nawet pogorszyć sytuację.

Czytaj więcej: Atak w Paryżu. Przekaz terrorystów dla świata

1.    IS zjednoczy miejscową ludność przeciwko „najeźdźcom”

Po ewentualnym wprowadzeniu wojsk lądowych NATO do Syrii IS zyska ważny argument, pozwalając na zjednoczenie miejscowej ludności przeciwko obcym wojskom. Należy pamiętać, że siły międzynarodowe mogłyby być traktowane przez miejscową ludność jako agresorzy. Ich rozmieszczenie spowodowałoby więc nie tylko konieczność zniszczenia tzw. państwa islamskiego, ale też pełnienia długotrwałej i niezwykle kosztownej służby okupacyjnej (także z punktu widzenia utrzymania zdolności wojsk). Takie rozwiązanie wymusiłoby utrzymywanie dużych sił w rejonie działań przez znaczny okres czasu, i to bez gwarancji powodzenia, tak jak miało to miejsce w Iraku.

2.    IS ponosi porażki przeciwko lokalnym siłom lądowym

W ostatnim czasie w Iraku i Syrii siły tzw. Państwa Islamskiego poniosły szereg klęsk, opisanych na łamach Defence24.pl przez Witolda Repetowicza. Dotyczy to między innymi wyzwolenia miast Szengal w Iraku i Hawl w Syrii, a także działań ofensywnych prowadzonych przez szyickie milicje i wojska rządowe, między innymi w Bajdżi czy w Ramadi. Z kolei wspierane przez Rosję syryjskie wojska rządowe odblokowały bazę lotniczą w Kweirs, obleganą przez bojowników IS. Państwo Islamskie ponosi więc szereg porażek wobec sił lokalnych, i ich efektywne wsparcie umożliwiłoby osłabienie lub nawet zniszczenie sił Kalifatu. Przykładami są ostatnie operacje.

Czytaj więcej: Szengal, Hawl, Paryż – wspólna sprawa? "Ogromny cios dla terrorystów" [Relacja]

3.    W rejonie działań obecnych jest wiele organizacji, potencjalnie wrogich wobec USA.

Rozmieszczenie w Syrii koalicyjnych wojsk lądowych w celu zwalczania IS wymagałoby zbudowania zdolności do prowadzenia działań w obszarze, gdzie obecnych jest wiele innych grup zbrojnych również walczących z Kalifatem, ale potencjalnie wrogich wobec Stanów Zjednoczonych. Należy tutaj wspomnieć choćby o jednostkach irańskich czy siłach Hezbollahu, które odgrywają istotną rolę w starciach z dżihadystami. Wreszcie, w Syrii działania prowadzą rosyjskie wojska lądowe (np. artyleria). Ewentualna, nawet przypadkowa, konfrontacja sił NATO z wojskami Federacji Rosyjskiej mogłaby z kolei spowodować trudne do przewidzenia konsekwencje.

4.    Zniszczenie IS w Syrii i Iraku osłabi, ale nie zniszczy organizację i nie zapobiegnie wszystkim zamachom.

Specjaliści wskazują, że tzw. Państwo Islamskie ma już obecnie potencjał, pozwalający na przeniknięcie systemu dowodzenia do innego obszaru potencjalnego konfliktu (np. Libia). Jak wiadomo, dysponuje też aktywami w Europie. Nawet całkowite zniszczenie potencjału tej organizacji w Iraku i Syrii nie da więc gwarancji, że w kolejnych okresach nie będzie dochodziło do ataków terrorystycznych w Europie, w tym podobnych do tych jakie miały miejsce w Paryżu. Witold Repetowicz wskazywał na łamach Defence24.pl, że klęski IS mogą skłonić organizację do zwiększenia liczby zamachów na kontynencie. Oczywiście nie oznacza to, że nie należy dążyć do zniszczenia jej infrastruktury. Wręcz przeciwnie – trzeba to osiągnąć, ale nie za cenę niezwykle ryzykownego zaangażowania więcej niż stu tysięcy żołnierzy wojsk lądowych, w dodatku bez mandatu ONZ.

Czytaj więcej: Państwo Islamskie – czy jego klęska na Bliskim Wschodzie będzie początkiem w Europie?

5.    Interwencja „wydrenuje” NATO z sił zbrojnych. Co z Rosją?

Przeprowadzenie pełnoskalowej operacji lądowej w Syrii wiązałoby się na pewno z wydzieleniem znacznych sił lądowych, potrzebnych zarówno do samego uderzenia na IS, jak i późniejszej służby okupacyjnej. Oznaczałoby to, że szczupłe i obciążone innymi zadaniami wojska Sojuszu Północnoatlantyckiego de facto w dużej mierze utraciłyby zdolność wykonywania innych zadań. Dotyczy to choćby ewentualnej kolektywnej operacji obronnej w Europie Środkowo-Wschodniej, czy np. prowadzenia długotrwałych działań w Afganistanie czy Mali.

Jest przecież wysoce niepożądane, aby np. amerykańskie jednostki rozmieszczone w Europie czy elementy „szpicy” charakteryzujące się najwyższym stopniem gotowości bojowej były rozmieszczane w Syrii, zmniejszając i tak już ograniczone zdolności NATO do obrony kolektywnej. Z kolei francuska armia jest mocno zaangażowana w osłonę własnego terytorium kraju, również tutaj więc możliwości mobilizacyjne, zwłaszcza w krótkim okresie, są ograniczone. Dodatkowo po rotacji na misji konieczny jest – czasochłonny i kosztowny – proces odtwarzania gotowości bojowej, co jeszcze bardziej wydłuża czas, w którym dane siły nie są dostępne do innych zadań.

Co należy zrobić?

Sprzeciw wobec interwencji lądowej oczywiście nie oznacza, że nie należy zwiększyć zaangażowania w walkę z IS. Istnieje co najmniej kilka sposobów na wzmocnienie zdolności lokalnych sił, które – jak wskazywano wcześniej – już obecnie zadają ciosy terrorystom w Iraku i Syrii.

1.    Większe zaangażowanie sił specjalnych

Od dłuższego czasu komentatorzy postulują większe zaangażowanie sił specjalnych w działania lądowe przeciwko IS. W odróżnieniu od operacji „klasycznych” wojsk lądowych, nie mają one długotrwałego charakteru i nie powodują tak znacznych strat ubocznych (w tym rozumianych jako zmiany nastawienia ludności). Jednocześnie siły specjalne mogą efektywnie zwalczać punktowe cele, w dużej mierze w koordynacji z lokalnymi siłami walczącymi przeciwko IS. Podobne rozwiązanie postulował na łamach Defence24.pl poseł Marek Opioła.

Czytaj więcej: Czy Zachód wreszcie przyjdzie z pomocą?

2.   Ścisła koordynacja wsparcia lotniczego z siłami lokalnymi

Kolejnym elementem wzmocnienia dla sił walczących z IS, pośrednio powiązanym z poprzednim, jest rozmieszczenie w rejonie działań kontrolerów wsparcia lotniczego. W odróżnieniu od wielkich jednostek wojsk lądowych, ich obecność będzie jedynie niewielkim dodatkiem dla lokalnych sił, co pozwoli na uniknięcie efektu zjednoczenia lokalnej ludności przeciwko „najeźdźcom” z zewnątrz przez dżihadystów. Jednocześnie ścisłe współdziałanie sił powietrznych i lądowych przeciwko IS przyczynia się do skokowego wzrostu skuteczności nawet jednostek, które same nie dysponują zaawansowaną bronią ciężką, o czym świadczą ostatnie sukcesy Kurdów w Iraku i Syrii.

3.   Zwiększenie wsparcia logistycznego sił lokalnych

Kolejnym elementem, który może i powinien zostać wdrożony jest zwiększenie wsparcia logistycznego i transportowego sił lokalnych, zwalczających IS. Może to dotyczyć np. lotnictwa transportowego, niezbędnego w operacjach przeciwko rebeliantom czy terrorystom. Do podobnych wniosków prowadzi analiza przebiegu odbijania miasta Kunduz w Afganistanie. Jednocześnie udostępnienie np. kilku eskadr lotnictwa wojsk lądowych, na prośbę władz Iraku, nie jest równoznaczne z interwencją lądową, gdyż to iraccy żołnierze będą uczestniczyć w działaniach „na ziemi”.

Ewentualne przeprowadzenie pełnoskalowej operacji lądowej w Syrii stoi pod bardzo dużym znakiem zapytania, z uwagi na wątpliwą skuteczność, bardzo duże koszty interwencji oraz ograniczenie zdolności do reagowania na inne, potencjalne zagrożenia. Zamiast tego należy zintensyfikować działania, podejmowane we współpracy i na prośbę lokalnych sił, włącznie z rozmieszczeniem w rejonie operacji sił specjalnych i kontrolerów wsparcia lotniczego. Takie rozwiązanie pozwoli na uniknięcie efektu „zjednoczenia ludności wobec europejskich najeźdźców”, a o jego potencjalnej skuteczności świadczą chociażby  ostatnie sukcesy Kurdów, sił Assada oraz irackich wojsk rządowych w walce z IS.

Należy także pamiętać o konieczności znalezienia rozwiązania politycznego, i to nie tylko w długim okresie. Istotną kwestią wydaje się być uniknięcie konfrontacji poszczególnych stron zaangażowanych w walkę z IS - np. wojsk rządowych Assada oraz Syryjskich Sił Demokratycznych. Z kolei podejmowane działania zbrojne, w takim stopniu jak to możliwe, powinny być koordynowane z lokalnymi siłami.

Czytaj też: Po zamachach w Paryżu – będą zmiany w polityce bezpieczeństwa wewnętrznego

Czytaj też: Przed Francją i całą Europą czas decyzji. Pierwsze wnioski po zamachu terrorystycznym w Paryżu

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 19
Reklama
Are
poniedziałek, 16 listopada 2015, 18:46

Proponowane w artykule rozwiązanie polegające na wsparciu lokalnych organizacji nie jest proste. Obecnie Syria, tak jak i Irak, to obecnie tygiel różnych frakcji i interesów i jeden wielki chaos. Jedyne siły z którymi zachód może jako tako się dogadać i liczyć na ich przewidywalność, to Kurdowie i zawiązana przez nich koalicja z innymi lokalnymi, mniejszymi nacjami. Kłopot z tym, że ich wspieranie na większą skalę może powodować zdecydowaną kontrakcję innych graczy, takich jak np. sojusznicza Turcja, a w dalszej perspektywie Arabia i Kuwejt. Pomysł wspierania lokalnych organizacji sunnickich nie jest przecież nowy, i z perspektywy czasu odniósł totalną kompromitację. Wspieranie organizacji szyickich to wspieranie Assada i Iranu. Aby ten konflikt wygasić trzeba po pierwsze zrozumieć interesy wszystkich graczy w tamtym rejonie i tak zbalansować działania, by po pierwsze nie zaszkodzić perspektywom uspokojenia sytuacji. Wspieranie jednych kosztem drugich nie rozwiąże problemu, chyba że będzie to wsparcie bardzo poważne, łącznie z wpompowaniem miliardów na rozbudowę w dalszej perspektywie. A do tego obecnie nikt, ani z UE, ani z USA, ani z FR czy Chin, się nie pali.

ZET ZET
środa, 18 listopada 2015, 10:06

Kurdowie powinni MIEĆ SWOJE PAŃSTWO. Wtedy wzięli by za nie odpowiedzialność. I tak granice w tym rejonie były wytyczane "po uważaniu". Oczywiście Turcy nigdy się na to nie zgodzą, bo to Erdogan w dużej części uchodźcami, wspieraniem ISIS spowodował przyparcie Angeli do muru. Chociaż gdyby przywódcy w USA i Europie mieli jaja to może wymogli by to na Turcji.

Gość
poniedziałek, 16 listopada 2015, 18:17

Mi się coś wydaje że mamy do czynienia z wojną hybrydową na skalę światową. W takiej sytuacji przepisy NATO ciężko zastosować i niektóre kraje udają że tego nie dostrzegają, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

Piotr34
poniedziałek, 16 listopada 2015, 19:21

Zgadzam sie i tylkosie zastanawiam kto te wojne hybrydowa przeciw Europie prowadzi?Ja stawiam na Arabie Saudyjska.

Boruta
czwartek, 19 listopada 2015, 10:19

Brednie. 1. Nikogo nie zjednoczy. Tych, którzy byli podatni na propagandę dawno zjednoczył. Reszta wyzwolenie od ISIS przyjmie z ulga, o ile zapewni się bezpieczeństwo i porządek. Natomiast to co może faktycznie zjednoczyć, to kontynuowanie tylko nalotów, przy okazji których obrywają też cywile. 2. Kurdowie iraccy nie są zainteresowani walka poza terenami kurdyjskimi. Jaka będzie postawa YPG/YPJ po tym jak stały się de facto trzonem Syryjskich Sił Demokratycznych ciężko przewidzieć. Tak czy siak, to praktycznie lekka piechota z bardzo mizernym wsparciem ciężkiego sprzętu. Wygrywają, ale powoli. Na pewno potrzebują dozbrojenia, ale przeciwko remu będzie się buzył "kieszonkowy Adolf" znad Bosforu. Użycie zachodnich wojsk zmechanizowanych umożliwi szybkie zniszczenie ISIS. 3. Jak Hezbollach dostanie w tyłek przy okazji, to nic się nie stanie. Ani Iran, ani Rosja do wojny się nie pchają. 4. To się będzie ścigać niedobitki. 5. Nic nie wydrenuje. Za to pozwoli paru krajom odrdzewieć.

Ebert
poniedziałek, 16 listopada 2015, 17:05

Udział wojsk lądowych zachodnich armii (czy nawet rosyjskiej) w konflikcie z ISIS na terenie Iraku czy Syrii spowoduje ogłoszenie świętej wojny przeciwko niewiernym. Mechanizm jest prosty (pożądany przez ISIS): ściągnąć nas na Bliski Wschód, aby mogli ogłosić świętą wojnę, zwołując wszystkich muzułmanów na świecie. Wydaje się, iż pomysł użycia wojsk muzułmańskich (sunnickich) w wojnie z ISIS oraz kurdyjskich wspieranych nalotami koalicji zachodniej, może przynieść sukces. Tym bardziej trudno byłoby zrozumieć społeczeństwu, dlaczego "nasi chłopcy" mają ginąć w Syrii czy w Iraku, kiedy w Europie są tysiące młodych, zdrowych i silnych oraz zdolnych do służby wojskowej syryjczyków, którzy winni walczyć o swój kraj.

Boruta
czwartek, 19 listopada 2015, 10:30

Muzułmanie na świecie mają gdzieś co sobie ISIS ogłosi. Dotrze do tylko i wyłącznie do tych, do których i tak dociera propaganda ISIS. Resztę ruszy to tak jak kościół anglikański ogłoszenie krucjaty przez Rydzyka.

Piotr34
poniedziałek, 16 listopada 2015, 19:24

"spowoduje ogłoszenie świętej wojny przeciwko niewiernym. " To i tak sie stanie predzej czy pozniej.Lepiej wiec predzej(poki mamy przewage)i na ich terenie.Bo jesli nie teraz na Bliskim Wschodzie to bardzo mozliwe ze za 10 lat na ulicach Europy Zachodniej.

GUMIŚ
poniedziałek, 16 listopada 2015, 16:50

Wojska USA okupowały Irak do 2011 roku , walcząc z partyzantką sunnicka(Al-kaida i partyzantka BAAS) i szyicką. Przez wiele lat , od 2003 do 2011 roku, nie zdołała zdusić rebelii. Każda następna akcja militarna Zachodu skończy się taka sama katastrofą . Nowoczesna armia nie jest w stanie skutecznie okupować dużych krajów m.in. dlatego , że koszty jej aktywności bojowej są niezwykle wysokie a równocześnie nowoczesne siły zbrojne dysponują niewielką ilością żołnierzy , tymczasem do okupacji sporych terytoriów potrzebne są duże ilości ludzi , niekoniecznie posiadających spore umiejętności wojskowe. Do walki z rebeliantami najlepsze są siły lokalne.

Steve
poniedziałek, 16 listopada 2015, 22:38

USA m.in. przy pomocy jednostek specjalnych zdławiły rebelię i rozbiły Al Kaidę w Iraku. Spadek ofiar wśród żołnierzy był dramatyczny. Pozwoliło to na opuszczenie Iraku. Decyzja Obamy okazała się, jak widać, przedwczesna.

M@rcin
poniedziałek, 16 listopada 2015, 19:24

Najlepsze dlatego, że nie patyczkują się z przeciwnikiem, ludnością cywilną i nikt ich później nie oskarży o zbrodnie itd..?

bellator
poniedziałek, 16 listopada 2015, 23:55

Autor zapomnial, ze SAA i sojusznicy odzyskali ok 408 km2 w Aleppo... Rozumie. Rozumie, ze nie jest to mila informacja dla demokratow. Lacznie odzyskano ok 508 km2

chorąży
wtorek, 17 listopada 2015, 12:30

SAA wspierani pzrez lokalne "milicje" zbliżają się do Palmyr, odzyskują teren, do Syrii wracają uchodźcy, na terenach jeszcze okupowanych przez terrorystów z isis tworzy się "opór" pzrekazywane sa informacje , które stanowią podstawę ataków Syryjskich i Rosyjskich samolotów. Gen. Kasim Sulejman całkiem nieźle sobie radzi :) Rozumiem, że to nie jest dobra informacja dla "demokratów", dlatego w "polskich" mediach o tym cisza ?!

zdz
poniedziałek, 16 listopada 2015, 21:45

Pierwszoplanowym zadaniem powinno być znalezienie bazy poltycznej do zbudowania struktur przyszłej administracji , ale nie stworzenie jej w formie marionetkowej . Brak takowej przesądził o losach wojen począwszy od Wietnamu , przez Afganistan , Irak , Libię i teraz Syrię . I błędem było kreowanie demokracji na obraz i podobieństwo USA . Istotą wschodniego ładu społecznego jest dyktatura i demokracja po prostu się nie sprawdza. Przyznaję że nie jest łatwo znależć rozwiązanie w tym kotle , ale Amerykanie sami są sobie winni tworząc demony . Przy takiej bazie wystarczy brygadowa grupa zadaniowa Marines ze śmigłowcami plus skrzydło wsparcia lotniczego w ramach "ograniczonej operacji lądowo-powietrznej" . Resztę roboty powinni zrobić miejscowi , piechotą i na wozach bojowych . Nie jest problemem operacja wojskowa tylko to co będzie potem .

chorąży
wtorek, 17 listopada 2015, 12:32

Po co znajdować "bazę polityczną" jak takowa w Syrii jest ? Jest a w zasadzie są to legalne władze i Prezydent Assad, więc jaki problem ? Z takiej bazy skorzystali Rosjanie i wysłali "brygadową grupę bojową" i dlatego powoli Syria wstaje z kolan.

Wojmił
poniedziałek, 16 listopada 2015, 21:37

Bardzo dobry artykuł. Dodać jeszcze należy, że uchodźców nie należy przyjmować w Europie na stałe a uchodźcom w wieku poborowym zaproponować wstąpienie do organizowanych na terenie NATO oddziałów co będzie jeszcze większym wzmocnieniem sił lokalnych. Poza tym całkowicie zgadzam się z tezami artykułu. Zastosowane po raz pierwszy rozwiązania w Iraku oraz Afganistanie - czyli wzmacnianie sił lokalnych zamiast okupacji jest najlepszym rozwiązaniem.. Ja wiem - wtopy się zdarzają, nie idzie to potem łatwo i trochę trwa ale to lepsze niż kolejna misja która "wygra" szybko zajmując teren a utknie w okupacyjnej roli...

Kilo
wtorek, 17 listopada 2015, 09:38

" Zastosowane po raz pierwszy rozwiązania w Iraku oraz Afganistanie - czyli wzmacnianie sił lokalnych zamiast okupacji jest najlepszym rozwiązaniem.." Przepisem na pewny sukces wrecz - niczym zaatakowanie Rosji zima. Popatrz jak wygladaja te kraje, popatrz co zrobiono z salami irackimi I jaka wartosc bojowa mialy te "wzmacniane" sily lokalne potem. Wlasnie tak stworzono ISIS.

dropik
wtorek, 17 listopada 2015, 12:08

Zadaje się że Obama powiedział nie więc francuski prezio może sobie tylko gardłować.

stonóżka bezbóżka
poniedziałek, 16 listopada 2015, 19:57

O osłabienie zdolności reagowania w Europie Wschodniej bym się nie martwił, w razie 'W' i tak nikt adekwatnie i na czas nie zareaguje, więc po co te bajki. Jedyne co mogą zrobić, to ganiać po pustyniach kolesi w japonkach uzbrojonych w AK 47, więc dajcie im się tym zająć...

Tweets Defence24