Reklama
Reklama

Gra mocarstw w 2017 roku. Amerykanie tracą wpływy [ANALIZA]

31 grudnia 2017, 13:29
Chiny parada
Fot. kremlin.ru/Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Europa Zachodnia przechodzi największy od upadku komunizmu kryzys polityczny, a atrakcyjność Stanów Zjednoczonych wyraźnie się zmniejsza. Korzystają na tym globalni konkurenci, czyli Chiny i Rosja. Jesteśmy świadkami wyraźnego przemieszczania się sił na świecie z Zachodu na Wschód, a Chiny mają realną szansę na przejęcie od Stanów Zjednoczonych centralnej roli w stosunkach międzynarodowych. Po upadku ZSRR wstała z kolan także Rosja, na którą przestaje działać hamulec w postaci sankcji gospodarczych. Współpraca gospodarcza Rosji i Chin nabiera globalnych kształtów, a gra mocarstw obok tradycyjnych regionów walki o dominację, objęła kolejne pola na szachownicy. Mijający rok obfitował w wydarzenia z dziedziny bezpieczeństwa, niemniej gra mocarstw w 2017 r. skupiła się na gospodarce – pisze dla Defence24.pl Marek Połoński.

Reklama

Rosja rozgrywa Bliski Wschód

Zaledwie czterdzieści lat temu Stany Zjednoczone cieszyły się silnymi związkami z czterema najważniejszymi krajami Bliskiego Wschodu: Iranem, Arabią Saudyjską, Egiptem i Turcją. Naturalnym sojusznikiem był także Izrael. W rezultacie amerykańskie interesy w regionie były bezpieczniejsze. Dziś wpływ Ameryki na każde z tych państw jest znacząco słabszy. Islamski radykalizm zdominował Bliski Wschód, a dzięki koncentracji niechęci muzułmanów wobec Ameryki ich uwaga skupiła się na Rosji. Wyraźne osłabienie USA powoduje całkowitą utratę wpływów na rzecz Moskwy, a Chiny uzyskały więcej swobody w rozwijaniu własnych interesów w regionie. Powiązania ekonomiczne Moskwy i Pekinu w tym regionie również się zacieśniają.

Głównymi rywalami w regionie są Arabia Saudyjska i Iran. W mijającym roku oznak konkurencji pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem było wiele. Od niespodziewanej rezygnacji premiera Libanu Saada Haririego, po kryzys katarski, walki o wpływy w Iraku, po wojny domowe w Jemenie i Syrii. Prezydent Barack Obama nie doprowadził do eskalacji konfliktu, starając się pogodzić obie strony. Strategia prezydenta Donalda Trumpa, polegająca na przyjęciu konfrontacyjnego podejścia wobec Teheranu przy bezwarunkowym wsparciu Arabii Saudyjskiej, tylko zaogniła sytuację. Uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela jest dowodem, że Waszyngton nie ma pomysłu na Bliski Wschód.

W artykule, który ukazał się we wrześniu 2015 r., zadałem pytanie czy Moskwa będzie głównym rozgrywającym na Bliskim Wschodzie. Dzisiaj takie pytanie jest retoryczne. Po upadku Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku, Bliski Wschód wymaga nowych ustaleń, a Władimir Putin chce brać w tym procesie udział na pełnych prawach. Rosyjski prezydent podczas listopadowej wizyty w Teheranie obiecał, że Rosja nie opuści Iranu w trudnych chwilach kolejnej konfrontacji z USA. Nawiązał w ten sposób do oświadczenia prezydenta Trumpa w sprawie ewentualnego zerwania porozumienia atomowego z Iranem. Robocza wizyta Władimira Putina w Teheranie to kolejna próba zbudowania silnych powiązań ekonomicznych i politycznych zmniejszających zależność Rosji od decyzji Chin i osłabienie hegemonii Stanów Zjednoczonych na świecie. Rosja zamierza zbudować w Iranie dwie elektrownie jądrowe za 10 mld USD. Dwukrotnie większe mają być także rosyjskie inwestycje w Iranie.

Jednak nie to było głównym celem wizyty. Najważniejszym tematem rozmów była Syria. Iran odegrał pierwszorzędną rolę w wojnie domowej w Syrii, wspomagając zbrojnie prezydenta Asada od początku konfliktu. Ostatecznie szalę na rzecz Asada przechyliła Rosja, angażując się bezpośrednio w konflikt syryjski. Na placu boju pozostali jeszcze wspomagani przez USA Kurdowie, którzy wciąż liczą na własne państwo. Taki rozwój sytuacji jest nie do przyjęcia dla Teheranu obawiającego się rozpowszechnienia nastrojów niepodległościowych po irańskiej stronie granicy z Irakiem. Dziwić więc może brak stanowczego poparcia Waszyngtonu dla kurdyjskich planów niepodległościowych, które mogą być kartą przetargową Moskwy w relacjach z Iranem i Turcją.

Prezydenci Rosji, Turcji i Iranu spotkali się w 22 listopada w Soczi podczas szczytu, który dotyczył sytuacji w Syrii po likwidacji Państwa Islamskiego. Spotkanie było poprzedzone trójstronnymi konsultacjami ministrów spraw zagranicznych oraz szefów sztabów. Szczyt w Soczi został zwołany z inicjatywy Rosji, a jego ustalenia mają służyć celom rosyjskiej polityki zagranicznej. Celem Moskwy jest przede wszystkim stworzenie wrażenia wojskowego zwycięstwa Rosji i sił przez nią popieranych nad terrorystami oraz ich polityczne zwycięstwo nad USA. Rosja chce jednocześnie pokazać, że ma polityczną inicjatywę w procesie uregulowania konfliktu syryjskiego, podczas gdy rola Waszyngtonu w nim jest wręcz marginalna.

Widzi to z pewnością premier Izraela Benjamin Netanjahu, który jest w stałym kontakcie z Władimirem Putinem. Z jednej strony Izrael podjął rozmowy z Saudami, dla których Iran również stanowi główne zagrożenie. Ale jednocześnie liczy na to, że Moskwa będzie stopować aspiracje Teheranu do hegemonii w regionie. Na marginesie należy też podkreślić krzyżujące się w regionie Bliskiego Wschodu interesy ekonomiczne Rosji, Iranu, Turcji oraz Izraela. Ogromne inwestycje zostaną uruchomione w Iranie, a ponadto w niedalekiej przyszłości rozpocznie się odbudowa Syrii i Iraku, w której wszystkie te kraje będą chciały uczestniczyć. Dobre relacje z partnerami na Bliskim Wschodzie zaowocują współpracą w eksploatacji złóż ropy i gazu, którego głównym odbiorcą mogą być Chiny.

Chińska ofensywa w Ameryce Łacińskiej

Osłabienie partnerstwa między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, pogłębiane przez retorykę Donalda Trumpa, powoduje przegrupowanie sił również w regionie Ameryki Łacińskiej. Po istotnych inwestycjach w Afryce, Chiny zaczynają odgrywać coraz istotniejszą rolę na amerykańskim kontynencie. W dziedzinach energii i technologii, strategiczne partnerstwo Pekin zawiązał już z Brazylią. W 2017 roku ofensywa dyplomatyczno-ekonomiczna Chin objęła kolejne kraje.

Odkąd amerykański prezydent wycofał USA z Partnerstwa Transpacyficznego (TPP) obejmującego dwanaście państw, Chiny próbują przedstawiać się jako największy zwolennik wolnego handlu. Ale to nie jedyna kontrowersyjna decyzja amerykańskiego przywódcy w mijającym roku. Administracja Donalda Trumpa zamierza obdarować Pekin kolejnym prezentem w postaci wycofania się z Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu NAFTA (USA-Kanada-Meksyk). Zaniepokojona tą groźbą Kanada zintensyfikowała działania dyplomatyczne mające na celu rozszerzenie współpracy handlowej z Chinami. Pekin obserwując przeciąganie liny Meksyku i Kanady z Waszyngtonem, przeprowadził ofensywę polityczno-ekonomiczną u południowego sąsiada Stanów Zjednoczonych.

Wobec retoryki Trumpa Meksyk dywersyfikuje powiązania ekonomiczne z innymi partnerami. Chociaż więzi obu państw wciąż pozostają silne, to w nadchodzących latach azjatycki region, w szczególności Chiny, Japonia i Korea, będzie kluczowym partnerem dla Meksyku. Oprócz serii nowych inwestycji i ponownej rozmowy o dwustronnym pakcie handlowym, Chiny proponują Meksykowi przystąpienie do nowego projektu "BRICS plus”. Chińskie przedsiębiorstwa podpisały umowy w zakresie budownictwa czy motoryzacji, a linie lotnicze zapowiadają rozszerzenie połączeń z Meksykiem nie tylko przez Vancouver, ale również bezpośrednio z Szanghaju.

Pekin oczekuje, że relacje chińsko-meksykańskie odegrają wiodącą rolę w budowaniu wspólnoty ekonomicznej Państwa Środka z Ameryką Łacińską. Szansa na to jest teraz większa niż kiedykolwiek, zwłaszcza od kiedy Waszyngton ogłosił wycofanie się z NAFTA. Ameryka Łacińska nie jest przypadkowym kierunkiem działań rządu w Pekinie, bowiem stanowi istotny element układanki, w której pomocniczą rolę ma odegrać Rosja.

Rosja i Chiny w Arktyce

Powolne topnienie lodów Arktyki również zmienia oblicze międzynarodowej konkurencji, w której przewagę odnosi Rosja. Arktyka to nie tylko olbrzymi potencjał związany z bogactwami naturalnymi. To również bardzo atrakcyjny kierunek dla Pekinu. Lipcowe spotkanie prezydenta Xi Jinpinga z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem stworzyło podstawy polityczne i biznesowe dla chińskiego Szlaku Arktycznego łączącego się z BRICS, a elementem stanowiącym spoiwo tych dwóch szlaków jest będący w budowie, kanał w Nikaragui. Kanał ma być trzy razy dłuższy i dwukrotnie szerszy od Kanału Panamskiego, tworząc nowe możliwości przewozu towarów pomiędzy Chinami a wschodnim wybrzeżem Ameryki.

Do Europy natomiast Chiny chcą przewozić towary przez Arktykę, co zmniejszyłoby dystans żeglugi o 20-30 procent. Ponieważ 90 procent chińskich towarów przewożonych jest drogą morską, redukcja dystansu oznaczałaby większe oszczędności dla chińskich przedsiębiorstw. Chinom pomaga na tym szlaku Rosja, która w tym rejonie posiada dwa nuklearne lodołamacze. Współpraca Rosji i Chin w Arktyce ma dotyczyć również eksploatacji węglowodorów i innych zasobów naturalnych. Ten gigantyczny projekt łączenia obu szlaków ma być alternatywą dla światowej gospodarki bowiem poszczególne kraje będą mogły wybierać między współpracą ze Stanami Zjednoczonymi lub chińsko-rosyjskim blokiem gospodarczym.

Ale to nie jedyny element współpracy Rosji i Chin w tej części świata. Prezydent Rosji, Władimir Putin miał zaproponować strategiczną współpracę energetyczną ministrowi energetyki Arabii Saudyjskiej Khalidowi al-Falihowi, obecnemu podczas inauguracji projektu Jamał LNG, który pozwala przesyłać arktyczną trasą gaz do Azji. 8 grudnia z udziałem przedstawicieli udziałowców projektu Jamał LNG oraz prezydenta Putina obiekt przeznaczony do skraplania i załadunku surowca rozpoczął oficjalnie pracę. Inwestycji nie przeszkodziły zachodnie sankcje nałożone na Rosję za nielegalną aneksję Krymu. Dostawa została realizowana w porcie Sabetta przez tankowiec "Christophe de Margerie" – pierwszy na świecie lodołamacz klasy Arc7. Głównym partnerem, a jednocześnie beneficjentem projektu są Chiny. Projekt sfinansowany przez chińskie banki, kontrolowany był przez rosyjski koncern Novatek, którego mniejszościowym udziałowcem jest francuski Total. 

Dominacja Chin w Azji

Podczas gdy toczą się bardzo potrzebne dyskusje dotyczące niepokojących działań Korei Północnej, należy również zwrócić uwagę na zagrożenie, jakie Chiny stwarzają dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w Eurazji. W tej chwili Pekin przeprowadza dwa duże projekty w nadziei, że ich pozycja globalnego gracza stanie się jeszcze silniejsza.

Aby stać się potęgą gospodarczą porównywalną do USA, Chiny próbują odtworzyć Jedwabny Szlak, który pozwoli bezpośrednio połączyć Chiny z Europą Zachodnią. Ale finansowanie programu okazało się trudniejsze niż początkowo oczekiwano, więc chiński rząd próbuje angażować poszczególne kraje położone na tym szlaku w budowę infrastruktury. Szlak ten dla amerykańskich interesów nie stanowi poważnego zagrożenia, jak ekspansja Państwa Środka na Morzu Południowochińskim.

Zapowiedziane przez Baracka Obamę przesunięcie amerykańskiego zainteresowania na Daleki Wschód, zostało powstrzymane przez wstrząsy na Bliskim Wschodzie. Wraz ze zmianą głównego lokatora Białego Domu amerykańska administracja z większą uwagą przygląda się Azji. Sytuacja na tyle stała się poważna, że Japonia postanowiła odrzucić swój pacyfizm, który był fundamentem polityki zagranicznej od zakończenia II wojny światowej. Wietnam kupuje broń od swojego dawnego wroga, czyli Stanów Zjednoczonych. Filipiny po 25 latach ponownie zapraszają do siebie siły amerykańskie, którym Singapur zezwala na korzystanie z baz na swoim terytorium. Powodem tego są roszczenia terytorialne Pekinu na Morzu Południowochińskim.

Na obszarze Morza Południowochińskiego przebiegają kluczowe linie transportu morskiego. Przechodzi przez nie około 15 procent światowego handlu. Na spornym terytorium występują również surowce naturalne, a roszczenia do dna morskiego z jego potencjalnymi bogactwami wysuwają wszystkie państwa nadbrzeżne – zwłaszcza Wietnam i Filipiny. Prężenie muskułów przez armię chińską w mijającym roku nie spodobało się również Stanom Zjednoczonym, które co chwila reagują wysłaniem swoich jednostek morskich i powietrznych w rejon sztucznych wysepek. Oprócz pokazu siły armii amerykańskiej, Waszyngton w mijającym roku również zdynamizował działania dyplomatyczne. Donald Trump pojawił się na szczycie Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku w wietnamskim mieście Danang. Podczas konferencji prasowej przyznał, że problemem jest dominująca pozycja Chin na Morzu Południowochińskim. W świat poszła propozycja mediacji ze strony amerykańskiego przywódcy.

Jeszcze przed wielką wyprawą Trumpa do Azji ruszyli członkowie jego administracji – sekretarze stanu Rex Tillerson oraz obrony James Mattis. Wcześniej w Waszyngtonie ostatecznie wykrystalizowała się tak zwana „Koncepcja Kwadratu”. To wymierzony w Chiny blok składający się z USA, Japonii, Australii i Indii. Aby powstrzymać dominację Pekinu w regionie, administracja Obamy bardzo intensywnie kokietowała Indie będące naturalnym rywalem Chin w Azji. Donald Trump natomiast stara się przekonywać do siebie Australię, która zaczęła niebezpiecznie ulegać gospodarczym wpływom Państwa Środka. Konflikt zbrojny w regionie jest możliwy, ale nie leży w interesie Chin. Dlatego Pekin na wizytę Trumpa w Azji odpowiedział również ofensywą dyplomatyczną. W listopadzie podczas szczytu ASEAN w Manili, na którym byli obecni przywódcy USA, Rosji, Japonii czy Australii, wydano wspólne oświadczenie filipińskiego prezydenta Rodrigo Dutertego i chińskiego premiera Li Keqianga. Władze obu państw zgodziły się nie używać siły do rozwiązywania sporów na Morzu Południowochińskim – wynika ze wspólnego oświadczenia. "Obie strony wierzą, że kwestia sporów morskich nie stanowi całości relacji chińsko-filipińskich" – stwierdzono w dokumencie, opublikowanym między innymi przez chińską agencję Xinhua.

Kwestia Morza Południowochińskiego pod koniec roku zeszła na dalszy plan wraz z wystrzeleniem pocisku balistycznego z okolic Pjongsong. Trump ponownie skoncentrował się na Korei Północnej i przekonaniu, że Chiny mogą rozwiązać problem reżimu Kim Dzong Una. Wciąż pozostając najważniejszym sojusznikiem Korei Północnej, Chiny nawołują do dyplomatycznego rozwiązania sporu. Pekin zgodził się jednak w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na rozszerzenie sankcji wobec Pjongjangu po ostatniej próbie rakietowej przeprowadzonej przez armię północnokoreańską. W anglojęzycznym „Global Times” mającym prorządowy charakter, napisano, że „Chiny muszą postawić sprawę jasno: jeśli Korea Północna pierwsza wystrzeli rakietę, która zagrozi amerykańskiemu terytorium, a USA odpowie na atak, wówczas Chiny pozostaną neutralne”.

Korea Północna traktowana jest przez Chiny jako kraj buforowy, oddzielający od amerykańskich wojsk stacjonujących w Korei Południowej oraz w Japonii. Pekin obawia się, że ewentualna wojna w Korei Północnej sprawi, że do Chin napłynie fala uchodźców, a zjednoczenie Korei umocni wpływy USA w regionie. Dlatego Chiny w najbliższym czasie będą dążyły do uspokojenia sytuacji, aby utrzymać status quo na polach, w których w grę wchodzą interesy Państwa Środka. Waszyngton i Pekin w pierwszej kolejności więc skoncentrują się na długotrwałych działaniach dyplomatycznych w celu pohamowania Kim Dzong Una. Trzeba podkreślić, że Rosja podziela amerykańskie stanowisko, że niedopuszczalne jest uzyskanie przez Koreę Północną broni jądrowej. Wątpliwe więc jest dalsze eskalowanie konfliktu przez Kim Dzong Una wobec stanowczego, praktycznie jednolitego stanowiska trzech najważniejszych graczy światowej polityki. Natomiast pokaz siły jest elementem propagandy na potrzeby wewnętrzne Pjongjangu.

Europa na dalszym planie

Wybory prezydenckie we Francji oraz parlamentarne w Niemczech skupiły uwagę nie tylko pozostałych członków Unii Europejskich, ale również USA, Rosji oraz w mniejszym stopniu Chin. Główne problemy Unii Europejskiej nadal nie zostały rozwiązane. Wciąż brak porozumienia w sprawie uchodźców, a rozbieżności na temat przyszłości europejskiej wspólnoty coraz głębiej dzielą państwa zachodniej części kontynentu z krajami środkowo-wschodnimi. Wybory we Francji i Niemczech zgodnie z przewidywaniami opóźniły negocjacje w sprawie Brexitu. Brak spójnej polityki europejskiej jest na rękę nie tylko Rosji, ale również Stanom Zjednoczonym oraz Chinom. Moskwa liczy na to, że narastające podziały pomiędzy członkami UE oraz problemy z utworzeniem nowego rządu w Niemczech zaowocują zniesieniem sankcji ekonomicznych nałożonych na Rosję. Konflikt na Ukrainie póki co nie objął kolejnych części kraju. Moskwa skupiła się w mijającym roku na wojnie propagandowej prowadzonej w państwach Europy Wschodniej. Waszyngton i Pekin starające się pozostać w charakterze obserwatora europejskich wydarzeń, czekają na właściwy moment, by zrealizować swoje cele ekonomiczne (USA – TTiP, Chiny –BRICS).

W przyszłym roku Europa nadal będzie borykać się z napływem imigrantów, których wraz z wygaszaniem konfliktu w Syrii będzie coraz mniej. Negocjacje w sprawie Brexitu wejdą w główną fazę, a bezpieczeństwo starego kontynentu zejdzie na drugi plan. Rosja nadal skupiać się będzie na Bliskim Wschodzie, a w szczególności Syrii i Iraku, gdzie do planu pokojowego na warunkach kreślonych przez Kreml coraz bliżej. Natomiast amerykańska administracja skupi swoją uwagę na Azji, a w szczególności Półwyspie Koreańskim. Chiny pozostaną biernym obserwatorem światowych wydarzeń, prowadząc w ciszy swoją ekspansję ekonomiczną. Rosyjscy analitycy również doszli do wniosku, że cele strategiczne obecnie osiąga się poprzez ekonomię i dyplomację, a budowanie siły militarnej jest jedynie narzędziem. Gospodarka w większym stopniu niż bezpieczeństwo będzie motorem wydarzeń w nadchodzącym roku.

Marek Połoński

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 45
Reklama
serb
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 14:52

Jednym ,ostatnim zdaniem,autor artykułu przekreślił cały dorobek rosyjskiej polityki.Rosja jest gospodarczym trupem.

b
wtorek, 2 stycznia 2018, 06:20

Analiza to nie koncert zyczen.

leming
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 14:11

Moim zdaniem w najblizszym czasie na sytuacje gospodarczą świata wpłynie efekt cieplarniany.Braki wody we Włoszech i wysychające rzeki w Portugali to tylko przedsmak. I naprawdę czas już powiedzieć co tak w szybkim tempie wzmacnia efekt cieplarniany. Moim zdaniem jest to spowodowane eksploatacją łupków ropo i gazo nośnych.Tak więc w najbliższym czasie Stany Zjednoczone czeka szok ekologiczny, który zniszczy ten kraj.

Courre deMoll
wtorek, 2 stycznia 2018, 14:31

A czymże spalanie ropy i gazu z łupków różni się od spalania innych węglowodorów? Łupki nie mają większego wpływu na całość wydobycia (tym bardziej, że to jest rynek kartelowy, produkcja jest regulowana do popytu tak aby ceny za bardzo nie spadały; więcej łupków = nieco mniej wydobycia tradycyjnego). A w skumulowanej od początku zeszłego wieku emisji całkowitej mają wkład wręcz znikomy.

Qwe
niedziela, 31 grudnia 2017, 17:32

Są pewne niezmienne w polityce zagranicznej aksjomaty, od końca XIX w, Rosja była obecna na Bliskim Wschodzie.Przede wszystkim carska Rosja była opiekunką prawosławnych w dawnym Imperium Ottomańskim, żywotnie zainteresowana była cieśniną Bosfor i miejscami kultu chrześcijańskiego w Jerozolimie.Marzyła o zdobyciu Stambułu, ale na to nie było zgody ani Francji, ani Wielkiej Brytanii, ani Niemiec. Tylko brakiem wiedzy historycznej może tłumaczyć zdziwieniem aktywnością Rosji w Syrii. Rosja nie będzie już wielkim światowym supermocarstwem, Rosjanie są zbyt pragmatyczni żeby snuć jakieś nierealne mrzonki, to domena nas Polaków. Wystarczy im status mocarstwa w Europie, na Bliskim Wschodzie i w północno - wschodniej Azji, z którym muszą się liczyć inni. Chiny stają się naturalnym kandydatem do miana supermocarstwa światowego.A ich wejście w kolizję z USA jest na rękę Rosji.

Kiks
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 22:56

Status mocarstwa a Europie? Z gospodarką tak słaba, że słabszą od pojedynczych państw UE? Poza tym najpierw w tej Europie trzeba być, a ruscy to głęboka Azja. Poza ruscy lubią żyć mrzonkami.

Roch Kowalski
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 13:21

Po pierwsze: nie ma sankcji dla Rosji. Gdyby zostały nałożone prawdziwe sankcje za dwa lata Rosja byłaby już bankrutem. Nie ma już u steru ludzi z jajami pokroju Reagana.

Courre deMoll
wtorek, 2 stycznia 2018, 14:38

Chciałbyś aby te sankcje na Rosję wprowadziły też Chiny? Bo USA+UE już nie wystarczą. A dlaczego, to właśnie o tym w dużym stopniu jest ten artykuł. Po drugie sankcje dla Rosji to z punktu widzenia USA rzecz coraz bardziej drugorzędna, gdyż właśnie: Chiny. Natomiast jednoczesne sankcje na Chiny i Rosję - mrzonka. Trump obiecywał już zresztą handlowe reperkusje, cła na Chiny... Czy ktoś z jego apologetów to jeszcze pamięta? Hop, hop? Zamiast tego, znalazł sobie zastępczego chłopca do bicia w postaci Niemiec... parodia.

pragmatyk
wtorek, 2 stycznia 2018, 14:43

Pekin wyciąga kasztany z ognia cudzymi rekami. Dlugofalowe inwestycje i polityka zagraniczna w odróznieniu od innych mocarstw jest dość skuteczna.

LNG second
niedziela, 31 grudnia 2017, 16:26

Bardzo ciekawa analiza - ja jednak dodałbym że powoli nadchodzi zmierzch Bliskiego Wschodu jako dawcy ropy naftowej i może przede wszystkim gazu ziemnego. Za 10-20 lat nikt nie będzie już z dzisiejszymi wypiekami na twarzy obserwował co dzieje się w Zatoce Perskiej i okolicach. W dużej mierze odpowiedzialne są za to nowe technologie łupkowe i energetyczne. Poza tym nie do końca zgadzam się w sugestią, że na Rosję "przestaje działać hamulec w postaci sankcji". Moim zdaniem Rosja weszła w przynajmniej dekadę stagnacji technologicznej i gospodarczej. To, że teraz mamy doskonałą koniunkturę i tego nie widać na pierwszy rzut oka to nie zmienia faktu, że Rosja utraciła zdolność modernizowania się, co za kilka lat będzie widoczne nawet dla laików.

Pav
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 14:50

Nie wierze w medialne info o doskonalej koniukturze szczegolnie w Polsce. Dla mnie gospodarka Polski w ktorej 80 procent to kapital zachodni przypomina bardziej model sportowca na sterydach gfzie wszyscy sie ciesza z sukcesow ale na dluzsza mete przyplaci to zdrowiem. Co do Rosji to ciezko nie dojrzec pozytywo tych sankcji fla Rosji. Zreszta same sankcje sa bzdura bo Rosja handluje z Chinami sprzedaje bron Indiom Arabom i uzupelnia zapasy dolarow czy tez dewiz. Z drugiej strony Rosja z Chinami uzywaja wlasnuch walut do wymiany towarowej i to zmniejsza ich uzaleznienie od dolara. Wszystko ma swoje plusy dodatnie i ujemne jak to mawial nasz prezydent...

analiza
niedziela, 31 grudnia 2017, 21:49

Chiny za kilka lat wyprzedzą USA jeśli chodzi o PKB liczony w dolarach i to Chiny zdecydują, czy Rosja pozostanie w stagnacji, czy będzie się rozwijać. Obecnie w Rosji rozwija się rolnictwo i turystyka (14 dniowy wyjazd do Włoch, czy Hiszpanii to koszt 3-5 tyś PLN od osoby, a 14 dniowa wyprawa na Kamczatkę to 12-15 tyś. PLN + plus koszty przelotu i trudno znaleźć wolne miejsca na taką imprezę już w czerwcu). Chińczycy masowo uciekają od smogu u siebie i odwiedzają czyste i naturalne tereny Rosji. Rolnictwo w Rosji rozwija się dzięki sankcjom i z roku na rok zwiększa eksport (w 2017 roku eksport żywności z Rosji wyniesie ponad 20 MLD USD, podczas gdy eksport gazu ziemnego to około 37 MLD USD). Rosyjski rząd mniej kradnie dla siebie, a bardziej dba o rozwój kraju, ponieważ boi się rozruchów obywateli. Dlatego sankcje zmuszają rząd do pracy, a potencjał to ten kraj ma. Gdyby nie sankcje, to po takim spadku PKB Rosji jaki był w latach 2015-2016 w wyniku spadku cen ropy naftowej, Putina i jego ekipy już by nie było. Dlatego uważam, że sankcje utrzymały Putina i jego ekipę złodziei przy władzy, wbrew woli i wbrew oczekiwaniom wprowadzających sankcje.

Pokój na świecie
niedziela, 31 grudnia 2017, 15:35

To świetnie że wpływy USA słabną - będzie mniej wojen i nędzy na świecie! Problem jest tylko taki, że USA stanowiąc 5% ludności świata zużywa 25% światowych zasobów (zużywa np. 25% surowców i emituje 25% zanieczyszczeń) i jak świat nie będzie tego chciał dłużej tolerować (a nie będzie chciał!), choćby poprzez własny rozwój ekonomiczny, co spowoduje większy popyt na surowce co albo obniży amerykański 25% udział albo spowoduje wzrost cen surowców i USA mogą to uznać za "zagrożenie dla amerykańskiego stylu życia" i wywołać III Wojnę Światową puki mają jeszcze przewagę militarną (czas gra przeciw USA).

Protos
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 15:04

Póki co I i II wojnę światową wywołali inni, a wsparcie USA pomogło w wprowadzeniu spokoju. I nie przypominam sobie, aby wzrost potegi Rosji, kiedykolwiek był dla Polski korzystny.

LNG second
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 13:55

Udział USA w PKB świata zapewne będzie się zmniejszał, tak jak zmniejsza się udział Europy. Po prostu ludne państwa azjatyckie startują z relatywnie niskiego poziomu i łatwo im notować wysokie procentowo wzrosty. Dotyczy to głównie Chin i Indii, ale nie tylko. Do tego demografia.

Stelle
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 11:32

Kolejne 25% zużywają Chiny z aspiracjami na więcej i co im zrobisz?

kris
niedziela, 31 grudnia 2017, 20:19

Naiwny jesteś, życie nie lubi próżni i lepszy ten hegemon czyli USA niż te komunistyczne popłuczyny typu Rosja czy Chiny gdzie swoich ludzi nie potrafią szanować a co dopiero innych krajów. Że wspomnę barbarzyństwo chińskiej armii na palcu Niebiańskiego pokoju w 1989 roku czy to co teraz wyprawia Rosja na wschodzie Ukrainy czy Ludobójstwo w Czeczeni albo w Syrii

tak tylko...
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 10:11

Wszystkiego najlepszego niezależnie od ich poglądów i przekonań dla wszystkich czytelników Defence 24 w Nowym Roku! Dodał bym jeszcze jedno zjawisko, które zapewne zintensyfikuje się w 2018 roku: zalew propagandy pro rosyjskiej, promującej Rosję i rosyjski punkt widzenia, skierowanej przeciwko polskiej racji stanu, niejednokrotnie uciekającej się do przekłamań i dezinformacji, ale...damy radę. :)

yaro
niedziela, 31 grudnia 2017, 15:05

Dobry artykuł, wreszcie pozbawiony rusofobii tylko opisujący tak jak się sprawy mają. Gratuluje Panie autorze trzeźwego osądu.

Kiks
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 14:09

Dobry, bo pokazuje słabość USA, a niby rosnącą "potęgę" CCCp? Putin jest wyraźnie zmęczony, brakuje mu pomysłów, jego dziecinne gierki łykają już tylko babuszki z Kamczatki, a społeczeństwo zaczyna być bardziej zainteresowane zawartością garnka, a nie jego megalomanią. Zaś Chiny jak na razie kupują sobie sojusze, do czasu jak będą płynęły pieniądze i nie poznają się na ich prawdziwych celach "obdarowywani". Najwyższy czas zacząc produkować u siebie i obłożyć ich towary cłami. Wysokimi.

Instruktor
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 03:19

Ching rosna kosztem Ameryki, Europy i Rosji. Rosja kurczy się szybko ale pozostaje agresywna.

dr inż. Sebastian Gałczyński
niedziela, 31 grudnia 2017, 14:55

Osłabione, upadające USA to ogromna szansa na rozwój Polski. Możemy (jako kraj) stać się regionalną potęgą jeśli oprzemy się o handel z Rosją. Póki co zamiast tego rok w rok składamy się na unijne zapomogi dla bojowników ISIL

Polanski
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 15:08

Może jakiś przykład państwa które wzbogaciło się na handlu z Rosją?

PWS
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 13:47

Bzdura jakich mało nie uda się ułożyć partnetskich stosunków z kimś silniejszym. Silniejszy nie ma ku temu powodów aby nie narzucić warunków korzystniejszy dla siebie. Jak wygląda handel z Rosją widzieliśmy po umowie gazowej podpisanie za PO.

dfg
wtorek, 10 kwietnia 2018, 22:19

A wystarczyło umowy nie podpisywać. Trzeba było nie dać się orżnąć Niemcom i dogadać z Rosjanami. Ale dzięki fobiom naszego polityka hub gazowy jest w Niemczech a nie w Polsce.

X
niedziela, 31 grudnia 2017, 19:59

Suuuper plan doktorku, tyle że bez USA Polski nie będzie

tak tylko...
niedziela, 31 grudnia 2017, 19:44

Następnego dnia po upadku USA rosyjskie czołgi będą nad Wisłą.

Ojciec 7 dzieci
niedziela, 31 grudnia 2017, 18:37

Jak się mamy oprzeć o handel z Rosją skoro to jest kraj, który może w każdej chwili zmienić zasady handlu i eksport to Rosji zatrzymać? Rosja jest mało przewidywalna politycznie oraz zbyt roszczeniowa by się na niej opierać. Nawet Białoruś się nie chce na Rosji opierać więc dlaczego Polska ma to robić. Niech Polska lepiej dywersyfikuje handel i nie stawia na jednego konia.

gośććśog
niedziela, 31 grudnia 2017, 14:50

Reasumując USA- upadający olbrzym Rosja- inwestuje w bliski wschód aby nie upaść Chiny- wzrastająca potęga z wpływami na całym świecie

Blady
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 09:48

Tu nie chodzi o rusofobię (to jest jeden z głównych argumentów prorosyjskiego towarzystwa) tylko o racjonalny i trzeźwy ogląd sytuacji. Polska ewidentnie rośnie w siłę, zaczyna stawać się rzeczywistym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej, a to nie w smak jest Rosji, która z kolei stara się rozszerzać (a właściwie odzyskiwać po okresie ZSRR) wpływy w regionie. Silna prozachodnia Polska to w oczywisty sposób tama dla tych wpływów.

zaintrygowany
niedziela, 31 grudnia 2017, 18:52

A teraz proszę o wyjaśnienie dlaczego Rosja mająca mikroskopijne zadłużenie w porównaniu do PKB na tle Zachodu, olbrzymie i ciągle rosnące rezerwy dewizowe, dużą nadwyżkę handlową prawie ze wszystkimi, w tym z Chinami i dzietność słabą, ale i tak 2x lepszą niż średnia UE i idąca od paru lat w górę we wszystkich wskaźnikach (innowacyjności gospodarki, konkurencyjności gospodarki, ilości patentów itp.), mimo zachodnich sankcji, miałaby upadać? Jestem ciekaw rzeczowych argumentów.

sdf
wtorek, 10 kwietnia 2018, 22:21

Bo tako rzecze, aktualna, polska myśl geopolityczna

Arek
niedziela, 31 grudnia 2017, 22:54

akurat ja nie wierzę w harmonijną współpracę Rosji i Chin, Rosja przy swoim potencjale gospodarczym może być co najwyżej "młodszym bratem" o ile nie zostanie w dużym stopniu zwasalizowana przez Chiny

Courre deMoll
wtorek, 2 stycznia 2018, 14:32

Zgoda, ale co za różnica - na jedno wychodzi.

Polon64
niedziela, 31 grudnia 2017, 20:31

Bardzo ciekawa analiza....

Polanski
niedziela, 31 grudnia 2017, 20:19

Tezy kontrowersyjne. Przynajmniej część polskich geopolitologów ma inne zdanie. Dla Nas dobra sytuacja. Była by jeszcze lepsza gdyby Rosja zechciała się zaangażować po całym Świecie. Przynajmniej rozproszy siły. Mniej straszenia było by u Nas.

olaf
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 17:31

To teraz cofnijmy się o 40 lat, do lat 70 ubiegłego wieku. Przegrana wojna w Wietnamie, ekspansja komuny w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Wtedy było widać znacznie lepiej, niż dziś, rychły upadek USA, ale tak się nie stało. USA mają kryzys za sobą i faktycznie trochę schudły, ale dalej są najgrubsi w klasie, dalej oczy świata zwrócone są na USA. W takim tempie to USA będzie upadać jeszcze z 50 lat.

Polanski
wtorek, 2 stycznia 2018, 23:33

Przede wszystkim, o czym się nie mówi, to Amerykanie produkują w Chinach i to oni zgarniają te marże, a nie Chińczycy. Wycofanie się Świata z Chin wywołało by kolaps Chin i po sprawie. Powoli przerzucą się na inne tanie kraje. Spokojnie. Teraz nikt nie przewidzi rozwoju wypadków. Ponad to nikomu nie zależy na gwałtownych ruchach. Pamiętam jak Japonia już miała wykupić Stany i jakoś do dzisiaj spokój.

czytam to wiem
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 21:30

"USA mają kryzys za sobą i faktycznie trochę schudły, ale dalej są najgrubsi w klasie" - co za samooszukiwanie się... W latach 60. USA miały 60% światowego PKB i były wierzycielem, a nie dłużnikiem, a teraz mają 25% i ciągle spadają i mają największe zadłużenie na świecie. 60% a 25% to "trochę"? Jak nie widzisz co się dzieje, to współczuję wady wzroku. 18 stycznia rusza giełda ropy w Szanghaju z cenami i opcjami w juanach. To początek końca petrodolara. Chiny już nie chcą płacić za ropę dolarami, a są największym importerem ropy (USA spadły na 2 miejsce) i teraz Arabia Saudyjska wpada w panikę - dotąd była największym sprzedawcą ropy dla Chin, ale umowa z USA zabrania jej sprzedawania ropy nie za dolary. Rosja przyjmuje zapłatę w juanach, Iran też oraz Angola (to teraz najwięksi sprzedawcy ropy dla Chin) a chętni są Wenezuelczycy i Brazylia. Kontrakty na ropę w juanach uruchamia również Dubaj. Bez sprzedaży ropy Saudyjczycy padną, jak zaczną sprzedawać za juany, to stracą parasol USA i też padną. Juany za ropę na tej samej giełdzie można od razu wymienić na złoto (prawdziwe, a nie papierowe jak w Londynie i Nowym Jorku). Ponieważ Rosja dostaje juany, to oczywiście zaczyna zakupy robić w Chinach i handel Rosja-Chiny rośnie błyskawicznie, więc w UE i USA korporacje wpadają w histerię, bo widzą, że gdy sankcje na Rosję zostaną zniesione, to już na ten rynek nie wrócą, stąd ostatnie nawoływania do szybkiego zniesienia sankcji na Rosję. To osikowy kołek w wampira z Bretton-Wood wysysającego gospodarczą krew z całego świata. To dlatego Trump w strategi USA oskarża Chiny i Rosję, że "podważają porządek światowy", "są rewizjonistycznymi mocarstwami", "godzą w ekonomiczne dobro USA i wolnego świata". Tu nie chodzi o Krym czy Koreę Północną. Przypominam, że Saddam odmawiał sprzedaży ropy za USD i sprzedawał ją w euro a Kadafi chciał w Afryce wprowadzić złotego dinara wymienialnego na złoto. Ale Chiny to nie Irak czy Libia i tu lotniskowcami tego USA zatrzymać się nie da. P.S. 50 lat w życiu państwa to mało. Europejskie mocarstwa (nawet takie jak Węgry) trwały setki lat. Jak hegemonia USA skończy się w 100 lat, to znaczy, że USA wybitnie zmarnowały głupotą (głównie Clintona i obu Bushów) swoją szansę. Wielkiej Brytanii, okupującej 1/4 lądów na Ziemi, wydawało się, że jak wydzierżawiają Hong Kong od marionetkowego państwa na 99 lat, to jest to na wieki, bo za 100 lat zmuszą do przedłużenia albo anektują... 50 lat to tak mało, że dopiero po 50 latach wychodzą wady wprowadzonych głupot ekonomicznych (np. przymusowych emerytur państwowych, przymusowej "dywersyfikacji" białych dzielnic itp.).

laesir
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 21:25

Otoczenie się zmieniło. Wtedy USA rywalizowały z ZSRR, które było słabe gospodarczo. Chiny dopiero zaczynały swój marsz do wielkości, a nad pozostałymi konkurentami miały pełną kontrolę. Poczytaj o tzw. straconej dekacie Japonii i tzw. Plaza accord. Wówczas USA miały zdolności, aby jednym pposunięciem przewrócić szybko rozwijającą się gospodarkę kraju kwitnacej wiśni. Teraz Chiny wymknęły im sie spod kontroli. Nie ogą powtórzyć wariantu japońskiego, a bezsilność w sprawie Koreii Pn. tylko potwierdzą tę bezsilność.

jastrząb
poniedziałek, 1 stycznia 2018, 16:06

Widać, że komuś bardzo było by na rękę by to była prawda.

Bartek
wtorek, 2 stycznia 2018, 08:14

Ta analiza bez uwzglednienia planow wprowadzenia przez Brics wzajemnie honorowanej kryptowaluty opartej na zlocie jest bardzo niepelna. Pokonanie dolara jest bowiem najwazniejszym elementem tej ukladanki. I gwozdziem do upadku potegi USA.

Courre deMoll
wtorek, 2 stycznia 2018, 14:08

Zaraz tam planów. Za wiele powiedziane. Wstęp do zarysu analiz... głównie przez Rosję.

ivo
wtorek, 2 stycznia 2018, 13:32

widzę, że kolega raczej nie ma większego pojęcia i pisze, to co przeczyta na np. onecie. otóż szanowny kolego, upadek kilku banków w Stanach Zjednoczonych, wywołał w 2008 dość poważny w skutkach kryzys, który objął niemal cały świat, a ty w swoim bajkopisarstwie chciałbyś aby upadły całe Stany Zjednoczone. ze swoją potęgom. już byli tacy, którzy liczyli na to, ze Chińczycy wykopią długi i aktywa amerykańskie i doprowadzą ten kraj do ruiny i co? widzisz, gospodarka światowa w chwili obecnej to zespół naczyń połączonych, pomyśl o tym.

AndrzejM
niedziela, 31 grudnia 2017, 18:44

Amerykanie odejdą na Pacyfik. Może nie teraz, ale za kilka lat, dekadę. Musimy liczyć na siebie. Podstawa jest STRATEGICZNA strefa antydostępowa A2/AD oparta o sieciocentryczne sensory i efektory. Proponuję SM-6 ERAM jako efektory [przynajmniej 1000 sztuk], system sieciocentryczny IBCS plus radary 360 st GaN - to w zakupie technologii, reszta to polskie radary aktywne i pasywne - na aerostatatch jak Stratobus Thalesa, czy Loon czy inne na pułapie 20-40 km, co da horyzont radarowy ok. 1000 km. Plus niskie piętro obrony - zwłaszcza na Piorunach przeciw manewrującym Kalibrom [ale Pioruny na pułapie 5-10 km i z boosterami np. od Fenixa]. SM-6 ERAM zwalczają część rakiet, samoloty i smigłowce, ponadto lądowe i morskie cele mobilne [okręty nawodne, czy np. wyrzutnie mobilne Iskanderów i Kalibrów]. Nie rozpraszajmy sił i środków na cząstkowe systemy, które i tak będą słabsze od FR. SM-6 ERAM ma ponad 500 km zasięgu - czyli pokrycie wielokrotne, saturacyjne, dotyczy całej polski i strefy bezpieczeństwa głębi strategicznej na 500 km od granic. Dzięki czemu Kaliningrad i Białoruś zneutralizowane, Bałtyk i linie komunikacyjne zabezpieczone, cała Polska chroniona. Oczywiście potrzebne są i Sky Ceptory dla uzupełnienia stricte antyrakietowego. Zróbmy jeden system, który poradzi sobie z podstawowymi zagrożeniami dla Polski, skoncentrujmy na nim wszystkie siły. Nie zechcą dać SM-6 ERAM, to rozmawiajmy z Francuzami o SAMP/T i Izraelem o Arrow-3 i Sky Ceptorze. Załatwmy naprawdę temat bezpieczeństwa, a nie lepmy jakieś cząstkowe systemy namiastkowe - gorsze od przeciwnika. Nie musimy atakować [funkcje ofensywne to tylko dodatek wynikający z parametrów rakiet]. Nie musimy atakować, ani zajmować obcego terytorium, natomiast dla nas celem jest obrona i to na wysokim poziomie - wykorzystajmy te asymetrię dla sprofilowania systemu dokładnie do tych funkcji strategicznych. Wtedy i zakupy będą skomasowane i hurtowe, i standaryzacja obsługi i wyposażenia i logistyki i modernizacji. System oparty o SM-6 ERAM załatwiłby 50% Wisły, 500% Narwi [zupełny skok jakościowy i ilościowy względem wymiecionego całkowicie lotnictwa FR], 250% Homara [i to dalszego zasięgu i bardziej precyzyjnego i bardziej odpornego na np. S-400] i przy okazji 300% Homara i min. 50% Orki. Jeżeli mamy strefę A2/AD na 500 km od granic, to nasze wojska operują swobodnie bez zduszenia, a nasze F-16 atakują 200-300 km od granic Polski z JASSM-ER - czyli 1200 - 1300 km od Polski. I operuja nad Polską, a nie głownie nad Niemcami z Ramstein. Nie popełniajmy błędów z 1939, gdzie rozproszono środki, a trzeba było skoncentrować się na 600-700 nowoczesnych myśliwców jednomiejscowych [nawet z udziałem P-24] czy na broni ppanc i plot, a na morzu wystarczyłyby wg decyzji po 1933, zbudować ew. małe okręty podwodne i lekkie siły minowo-torpedowe. Teraz sytuacja jest nawet prostsza i klarowniejsza, niż w 1939 i większość zadań neutralizacji kluczowych systemów npla w powietrzu, na lądzie i na wodzie, załatwi jeden system uniwersalny. Owszem, te programy zatwierdzone już kontynuować, natomiast Wisłę, Narew, Homara, Orkę i Miecznika i Czaplę [skasowane zresztą] zastąpić jednym strategicznym systemem sieciocentrycznym. Programy typu Borsuk mam za nadmiernie kosztowne w stosunku do efektu. Gdy jest przykrycie A2/AD. własnego lotnictwa i dronów i daleka świadomośc sytuacyjna, wtedy rozbijanie przeciwnika będzie i tak "pozahoryzontalne", a do kontroli terenu wystarczy dobrze uzbrojona piechota na zmodernizowanym obecnym sprzęcie, traktowanym jako transportery. Broń precyzyjna dalekiego zasięgu i broń pozahoryzontalna piechoty [amunicja krążąca, Kraby i Raki z AP, Spike NLOS]. Dla działań bezpośrednich wystraczy kilka miliardów na RGP-40, CG Mk4, Pustelnika, Karabelę, karabiny przeciwsprzętowe - w dużo większym nasyceniu od npla. Plus drony i amunicja krążąca jako natychmiastowe rozpoznanie real-time i latająca artyleria piechoty. Teraz naprawdę realizuje się RMA i bezwładne i przestarzałe budowanie armii starego wzoru nie ma sensu. Różnica jak między pancernikiem a lotniskowcem w II w.św.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama