Reklama
Reklama

„Zełenski na polu minowym”. Rosja zdominuje proces miński? [ANALIZA]

7 października 2019, 12:19
Zelenski_gwardia
Fot. president.gov.ua/CC BY SA 4.0.

Choć sama reaktywacja prac wokół formuły Steinmeiera jeszcze nie przesądza o „pokoju na rosyjskich warunkach”, fakt ten wywołuje ogromne emocje nad Dnieprem. Procesy te stwarzają zaledwie teoretyczne szanse na sukces Ukrainy i kreują więcej poważnych zagrożeń niż korzyści dla Kijowa. Wołodymyr Zełenski jeszcze nie przekroczył „czerwonych linii”, ale z każdym tygodniem negocjacji ryzykować będzie coraz bardziej.

Nowe otwarcie

Nowy wątek wokół sytuacji na Donbasie otworzył sam Kijów, zgłaszając w połowie sierpnia pomysł przeprowadzenia spotkania na najwyższym szczeblu w ramach czwórki normandzkiej. W wyniku konsultacji doradców prezydentów odbywających się w Berlinie wstępnie zaakceptowano tekst formuły Steinmeiera.

Jednak 18 września podczas spotkania tzw. grupy kontaktowej w Mińsku przedstawiciel Ukrainy Leonid Kuczma odmówił podpisania tekstu formuły. Złożył na niej podpis 1 października, ale w zmodyfikowanej formie – listu podpisanego przez każdą ze stron osobno. W ten sposób Kijów uniknął składania podpisu na tym samym dokumencie, co przedstawiciele innych krajów oraz tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL i ŁRL). Formalnie, zatem nie można mówić o istnieniu dokumentu z podpisami stron, a jedynie listu, co nie czyni go dokumentem zobowiązującym. To ważny szczegół pokazujący, że strona ukraińska działa dość ostrożnie i nadal nie wyraziła gotowości do traktowania przedstawicieli ORDLO (oficjalnie stosowana terminologia dla tzw. DRL i ŁRL – Osobne Rejony Obwodu Donieckiego i Ługańskiego) jako partnerów do rozmów.

1 października prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o zgodzie Ukrainy na zastosowanie formuły Steinmeiera w uregulowaniu konfliktu na Donbasie. Samego dokumentu nie opublikowano, ale według doniesień medialnych zakłada ona, że na terytorium ORDLO zostaną przeprowadzone przedterminowe wybory lokalne, które odbędą się według Konstytucji Ukrainy i specjalnej ustawy regulującej ich przeprowadzenie. Po wyborach i w przypadku zadowalającej oceny ze strony OSCE/ODIHR terytoria te miałyby uzyskać status specjalny, ale warunkiem jest przegłosowanie stosownej ustawy, bo obecny jej wariant straci ważność 31 grudnia 2019 roku.

Zełenski zapewnił, że nie może być mowy o kapitulacji czy wyborach pod „lufami rosyjskich karabinów”. Oświadczył też, że nie pozwoli na zmiany w Konstytucji, a wszelkie uregulowanie statusu Donbasu będzie ujęte w ustawie. Przewodniczący komisji Rady Najwyższej ds. polityki zagranicznej Bohdan Jaremenko oświadczył zaś, że decydujący głos w sprawie ustawy będzie mieć RN, ale „będzie to stanowisko uzgodnione z Rosją”. Nie rozwinął jednak, co to dokładnie oznacza. Ponadto, według ukraińskiego prezydenta, warunkiem realizacji formuły musi być wyprowadzenie z tego terytorium wszystkich wojsk i przejęcie przez Kijów kontroli nad granicą rosyjsko-ukraińską. Dodał również, iż osiągnięto wstępne porozumienie w sprawie kolejnej wymiany jeńców, a także o nowym etapie wycofywania wojsk od linii rozgraniczenia (tym razem w Petrowsku i Zołotym).

Rosja i wtórujący jej przedstawiciele ORDLO już zdążyli oświadczyć, że ich status ma być ujęty w Konstytucji Ukrainy, a specjalna ustawa ma być uzgodniona z „władzami” tzw. DRL i ŁRL. Wykluczono także możliwość odzyskania kontroli przez Kijów nad granicą ukraińsko-rosyjską.

Formuła Steinmeiera to naklejka, którą można nalepić na prawie wszystko w zależności od percepcji – ukraińskiej czy rosyjskiej. Sama w sobie nie wykracza znacząco poza znane od 2015 roku ustalenia osiągnięte w ramach porozumień mińskich i jest sformułowaniem dość ogólnikowym. Przynajmniej to, co przedostało się do prasy i jest oficjalnie komentowane. Krytycznie ważne zaś będzie to, w jaki sposób Kijów zamierza ją napełniać treścią i gdzie leżą „czerwone linie”, których Zełenski nie pozwoli sobie przekroczyć.

W środowiskach eksperckich Ukrainy za „czerwone linie” uważane są m.in. przejęcie przez Kijów kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską, wycofanie wojsk z ORDLO, brak zgody na amnestię dla walczących w formacjach ORDLO czy też jakąkolwiek formę autonomii „republik” w ramach Ukrainy. Ich rzeczywista lista jest jednak dłuższa.

image
Fot. MO Ukrainy

Motywy, plany i możliwości stron

Teoretycznie Ukraina ma co najmniej od kilku lat trzy zasadnicze opcje postępowania z wojną na Donbasie: 1) operacja militarna; 2) zamrożenie; 3) uregulowanie. Pierwszy wariant odpada, bo wiązałby się z otwartą odpowiedzią militarną Rosji. Plan „zamrożenia” de facto realizował Petro Poroszenko i w optyce obecnego prezydenta nie był skuteczny. Zełenski na razie sygnalizuje chęć i gotowość do materializacji trzeciego wariantu.

Gdy Poroszenko dwukrotnie podpisywał porozumienia mińskie, było to związane z porażkami militarnymi na froncie (ich symbolami są Iłowajsk i Debalcewe). Niejako był to wymuszony krok mający na celu wygranie czasu. Teraz aż takich nacisków na Kijów nie ma. Wydaje się, że motywy Zełenskiego wynikają z obietnic przedwyborczych (część ekspertów mówi nawet o byciu zakładnikiem obietnic) oraz szczerym pragnieniu prezydenta do powstrzymania przelewu krwi. Ponadto zakończenie wojny popierają ukraińscy oligarchowie, dla których jej kres byłby czynnikiem sprzyjającym ich biznesom. Próba uregulowania kanałami dyplomatycznymi konfliktu wraz z reintegracją ORDLO bez naruszania „czerwonych linii” jest zatem planem „A” Kijowa. Dla Zełenskiego jest to scenariusz bazowy, na którym bardzo mu zależy.

Jednak od kilku tygodni nieoficjalnie omawia się także plan „B” na wypadek, gdyby Kreml odmówił ustępstw, zakładający tymczasowe odseparowanie ORDLO od reszty Ukrainy wraz z budową fortyfikacji. Istnienie takiej koncepcji potwierdził Wadym Prystajko. Rozważane jest również przedłożenie obydwu scenariuszy obywatelom do zaakceptowania w ramach referendum.

Wydaje się, że Zełenski nie jest do końca świadom, że sytuacja może się potoczyć według innego planu - „C” lub „D”. Naprzeciwko stoi, bowiem wyjątkowo trudny adwersarz. Rosja ma dużo większą swobodę działań i kilka realistycznych, a nie teoretycznych, scenariuszy: 1) implantacja pseudo republik w struktury państwa ukraińskiego po zawarciu „kompromisu” na warunkach rosyjskich; 2) sprowokowanie zaostrzenia sytuacji na froncie z otwartą interwencją militarną włącznie; 3) zachowanie status quo. Najbardziej pożądaną dla Kremla opcją jest pierwszy wariant, ale dwa pozostałe także nie stawiają go na straconej pozycji. We wrześniu minister obrony FR Siergiej Szojgu oświadczył, że „ekstremistów na Ukrainie i tak trzeba będzie powstrzymać. Szkoda, że tego nie zrobiono wcześniej”. Kreml nie wyklucza, zatem nawet wariantu operacji militarnej na Ukrainie na pełną skalę, choć warto takie wypowiedzi traktować raczej jako presja psychologiczna na „pokojowego” Zełenskiego.

Mychajło Samuś – wicedyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie zwraca jednak uwagę, że zachodnie sankcje coraz bardziej dają się we znaki gospodarce rosyjskiej i uzyskanie kompromisu na Donbasie stwarzałoby szanse na ich zniesienie. Kreml na pewno chciałby także w ramach porozumień ostatecznie zamknąć temat Krymu. Wreszcie, niedocenianym motywem Kremla w staraniach o uregulowanie sytuacji na Donbasie może być pragnienie zmycia z siebie odpowiedzialności za agresję. Moskwa może pójść na ustępstwa, jeśli Ukraina wyzna we wspólnym dokumencie, że Federacja Rosyjska nie jest agresorem. I w ocenie Samusia obecne władze w Kijowie będą gotowe do podjęcia takiego ryzyka. Wiele mówi się także o chęci tzw. finlandyzacji Ukrainy, czyli zrzeknięcia się przez Kijów integracji z UE i NATO, ale to życzenie nie jest realistyczne.

image
Fot. MO Ukrainy

Nie warto mieć żadnych złudzeń co do ustępstw Rosji. Kreml będzie bardzo twardo stawiał warunki. Oczywistym jest, że ważnym celem taktycznym dla Rosji będzie wykazanie jałowości obietnic Zełenskiego dotyczących rychłego osiągnięcia pokoju. We wrześniu na Donbasie śmierć poniosło 13 ukraińskich żołnierzy. W pierwszych dniach października ta ponura statystyka jest utrzymywana. Kontynuacja konfliktu niskiej intensywności jest dla Rosji o tyle komfortowa, że uderza w wizerunek Zełenskiego i osłabia go wewnętrznie nad Dnieprem.

Wreszcie, nawet gdyby stała się rzecz niebywała i Rosja poszłaby na wszystkie ustępstwa wobec Kijowa, wybory i tak byłyby tam farsą, a następstwa dla ukraińskiej stabilności fatalne. Nawet przed 2014 rokiem wybory na Donbasie to był plebiscyt miejscowych oligarchów i tzw. czerwonych dyrektorów. Po pięciu latach rosyjskiej okupacji, oddziaływania służb i propagandy trudno myśleć nawet o tym, by takie wybory miały choćby demokratyczną fasadę.

Wszystko to powoduje, że Moskwa może sobie pozwolić na dużo większą elastyczność w trwającym procesie mińskim. Z ukraińskiego punktu widzenia obawy powinny wywoływać także inne, ważniejsze czynniki towarzyszące całemu procesowi.

Pole minowe Zełenskiego

Te czynniki kreują wrażenie, że wejście Zełenskiego do negocjacji dotyczących statusu ORDLO przypomina stąpanie po polu minowym przez początkującego sapera.

Kadry. Słabość merytoryczną linii Kijowa widać od samego początku nowej odsłony procesu mińskiego. Naleganie o spotkanie na najwyższym szczeblu formatu normandzkiego to już błąd Zełenskiego. De facto Władimir Putin jest proszony o zgodę na odbycie takiego spotkania, na które zgodzi się nie za darmo. Chętnie deklarowane i zapowiadane w trakcie kampanii wyborczych zakończenie wojny („wystarczy przestać strzelać”), uczyniło Zełenskiego zakładnikiem tych postulatów, które nie mogą być skuteczne bez poważniejszych ustępstw ze strony Kijowa. Dodatkowo zarysowywanie horyzontów czasowych na zakończenie wojny (np. szef dyplomacji Wadym Prystajko mówił o sześciu miesiącach) jeszcze bardziej zawęża pole manewru dla władz ukraińskich i daje Kremlowi do ręki narzędzie do nacisków na Kijów, bo brak postępów w osiągnięciu pokoju w konkretnym przedziale czasowym będzie czynnikiem osłabiającym pozycję prezydenta nad Dnieprem.

Brak doświadczenia i słabość kadr w jego otoczeniu (nie wszystkich) powodują, że rosyjskie „rekiny dyplomacji” (de facto wspierane przez Paryż i Berlin niemogące się doczekać „kompromisu”) mogą tak zaplątać karty Kijowowi, że plan „A” zazna istotnej modyfikacji, z której trudno będzie się wycofać do planu „B”. Taki plan „C” jest jak najbardziej pożądany przez Moskwę.

Tymczasem w ostatnich tygodniach w Kijowie doszło do istotnej rotacji kadrowej. Dymisję z posady sekretarza Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony (RNBO) złożył ceniony w środowiskach eksperckich Ołeksandr Danyluk. Można ją tłumaczyć na różne sposoby – brak cierpliwości do stawiania czoła w zakulisowych grach szefowi Biura Prezydenta Ukrainy (BPU) Andrijowi Bohdanowi czy też przygotowanie do porozumienia na linii rząd-Kołomojski w sporze wokół Prywatbanku. Nie można jednak wykluczyć, że czarę goryczy mogło przelać obranie przez Zełenskiego kursu na podpisanie nowych porozumień mińskich. Jednocześnie nominacja na to stanowisko Ołeksija Daniłowa wskazuje na marginalizację tego organu i podporządkowanie go OPU. Nie będzie to centrum generujące pomysły i kształtujące opinię władz, a raczej wykonawca zadań przez nią zleconych.

image
Fot. MO Ukrainy

Duży wpływ na kurs w polityce zewnętrznej Ukrainy zaczął wywierać doradca Zełenskiego Andrij Jermak. Choć ma stosowne wykształcenie (zakończył w połowie lat dziewięćdziesiątych elitarny na Ukrainie Kijowski Instytut Stosunków Międzynarodowych), ale cała jego kariera zawodowa nie miała nic wspólnego z dyplomacją (m.in. nakręcał filmy). Do Zełenskiego przyprowadził go Tymur Mindycz, czyli osoba z bliskiego otoczenia oligarchy Ihora Kołomojskiego, który wielokrotnie w ostatnich miesiącach powielał rosyjską optykę na sprawę uregulowania wojny na Donbasie.

Niektórzy eksperci obawiają się, że po dymisji Danyluka, Prystajko będzie kolejną ofiarą intryg szefa BPU Bohdana. Tego samego, który w czasach Janukowycza towarzyszył byłemu premierowi Mykole Azarowowi w wizycie do Moskwy, na której skutek Kijów zrezygnował z podpisania Umowy Stowarzyszeniowej z UE. Tymczasem dziennikarze śledczy Radio Swoboda znaleźli związki biznesowe Jermaka w Rosji, które prowadzą do wysoko postawionych na Kremlu urzędników. Musi to rodzić pytanie o sympatie dotyczące kursu polityki zagranicznej kluczowych osobistości w otoczeniu Zełenskiego – mowa o Bohdanie i Jermaku. I oczywiście ich wpływ na proces negocjacyjny.

Wrażliwość na ataki informacyjno-psychologiczne. Na zadane we wrześniu 2019 roku przez kompanię Rating pytanie o to „Jaki wariant rozwiązania sytuacji na Donbasie Pan/Pani popiera?”, 23% Ukraińców odpowiada, że „kontynuacja działań wojennych do pełnego wyzwolenia terytoriów”, 34% chce zamrożenia konfliktu i uznania tych terenów za tymczasowo okupowane, 23% chce nadać im autonomię, 14% nie ma zdania, a 5% chce odseparowania ich od Ukrainy. Czyli najświeższe dane mówią o tym, że ewentualne ustępstwa Kijowa spotkają się z dezaprobatą ponad 60% mieszkańców Ukrainy, a popiera je zaledwie 23% obywateli. Nawet na najbardziej prorosyjskim wschodzie kraju zwolennicy autonomii dla ORDLO w składzie Ukrainy nie mają większości (46%). Jednocześnie, aż 60% respondentów nie ma zdania na temat tzw. formuły Steinmeiera, bo nie wie, czym ona jest.

Każda z „czerwonych linii” jest elementem silnie rozdrażniającym nastroje społeczne. Za każdy z tych postulatów Kreml będzie się trzymał bardzo mocno i nie ma najmniejszych powodów, by oczekiwać ustępstw ze strony FR. Ewentualne ustępstwa Zełenskiego znacząco podniosą temperaturę na kijowskich ulicach. Zresztą, nawet jeśli ukraiński prezydent na takowe nie pójdzie, to i tak dla niego ryzykowna gra. Moskwa będzie podczas negocjacji rozbierać każdą z „czerwonych linii” na czynniki pierwsze i oczywiście umiejętnie dawkować wycieki do prasy w celu podgrzewania atmosfery na Ukrainie. Gdy rozmowy wejdą w dynamiczną fazę, a dostęp do informacji będzie ograniczony, napięcie wokół tematu szybko wzrośnie.

Tymczasem zwraca uwagę, że Zełenski prawdopodobnie nie docenia znaczenia ukraińskiej ulicy, ciągle żyjąc poparciem wyrażonym mu w wyborach i niedawno w badaniach socjologicznych. Chyba po raz pierwszy od czasu zaprzysiężenia, tak nieumiejętnie komunikował się z dziennikarzami podczas briefingu 1 października. Był nerwowy, próbował nieumiejętnie żartować i stworzyć wrażenie, że proces miński jest bez większego znaczenia, odpowiadał wymijająco na proste pytania. Przy czym briefing i tak już był poprzedzony kilkugodzinnym atakiem informacyjnym płynącym z Rosji, której media prześcigały się w komunikatach o druzgocącym zwycięstwie Moskwy w Mińsku. Spotkanie z dziennikarzami trwało 11 minut, a lider państwa zasygnalizował, że się spieszy do rodziny.

To także uwypukla wrażliwość Ukrainy na operacje informacyjno-psychologiczne, które z różnym natężeniem są wobec Kijowa podejmowane. Ich intensyfikacji w przypadku postępów realizacji formuły Steinmeiera należy oczekiwać z całą pewnością. Po pierwszym bardzo słabym briefingu Zełenski zaczął poprawiać komunikację i nadrabiać braki, co daje nadzieje, że zaczęto wyciągać wnioski w komunikowaniu ze społeczeństwem. Jednocześnie reakcja na około 10-tysięczną demonstrację przeciwko kapitulacji 6 października ze strony szefa BPU A. Bohdana nie pozostawia złudzeń – de facto druga osoba w państwie będzie nakłaniała prezydenta do ignorowania protestów. Bohdan natychmiast oskarżył protestujących o to, że ich akcja jest opłacana, co do złudzenia przypomina retorykę obozu Janukowycza.

image
Fot. MO Ukrainy

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Moskwa nasili operacje informacyjno-psychologiczne wobec Ukrainy na tle kolejnych etapów procesu mińskiego, zwłaszcza podczas głosowania treści ustawy w ukraińskim parlamencie i samych negocjacji w Mińsku czy Paryżu. Ich odbiorcą mają być zarówno władze (włącznie z grupą negocjatorów w Mińsku, do których mogą docierać komunikaty np. o ruchach wojsk FR), jak i opinia publiczna nad Dnieprem. Druga część adresatów jest bez wątpienia bardziej podatnym odbiorcą. Już fatalny briefing Zełenskiego wywołał kilkudniowe protesty na Majdanie Niepodległości, pod budynkiem BPU oraz w kilku innych miastach kraju, choć do ustępstw jeszcze nie doszło. Tymczasem na razie w zorganizowany sposób nie zaczęły protestu środowiska weteranów wojny na Donbasie. Nie trzeba dodawać, że ich protest będzie gwałtowny, niezbyt pokojowy i z trudnymi do przewidzenia następstwami.

Spójność organów siłowych. W ukraińskich środowiskach eksperckich pojawia się coraz więcej opinii mówiących o niezadowoleniu polityką Zełenskiego ze strony kadr oficerskich w organach siłowych. Obsadzenie wysokich stanowisk w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy, Służbie Wywiadu Zagranicznego czy Zarządzie Głównym Wywiadu Ministerstwa Obrony ludźmi związanymi z Kwartałem-95 jest bardzo źle oceniane przez pracowników resortów siłowych. Do tego dochodzi zarysowujący się konflikt między otoczeniem Zełenskiego i ministrem spraw wewnętrznych Arsenem Awakowem, którego możliwości prezydent chce zredukować. Nadmiernie „pokojowe” sygnały wysyłane przez Zełenskiego (lub co najmniej z niejasnym przekazem – bez precyzyjnego określenia „czerwonych linii”) wpływają destrukcyjnie także na Siły Zbrojne Ukrainy, które po pięciu latach walk z różną intensywnością nie rozumieją, dlaczego mają „przestać strzelać”. To nie wróży dobrze dla sprawności działania resortów siłowych w sytuacjach kryzysowych.

Sytuacja międzynarodowa. Fatalny dla Ukrainy na tym tle jest rozwój wydarzeń na arenie międzynarodowej. Powrót delegacji rosyjskiej do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy był pierwszym poważnym sygnałem zwiastującym ocieplenie na linii Europa-Rosja. Ostatnie komunikaty płynące ze stolic europejskich, zwłaszcza Paryża, tylko potwierdzają te obawy. Dodatkowo Ukraina i jej prezydent stali się de facto zakładnikami kampanii wyborczej w USA, co będzie bez wątpienia negatywnie rzutować na relacjach amerykańsko-ukraińskich i gotowości Waszyngtonu do popierania Kijowa w stosunkach z FR. Wątki „unijne” w opublikowanych przez Biały Dom rozmowach telefonicznych Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim dodatkowo podważyły jego pozycję w Paryżu czy Berlinie. Ewidentne parcie Niemiec i Francji do zakończenia wojny nie będzie sprzyjające dla Kijowa.

image
Fot. MO Ukrainy

Wnioski

Startu nowej odsłony w procesie mińskim rozpoczętej na skutek zgody Kijowa na tzw. formułę Steinmeiera nie należy na obecną chwilę uważać za ukraińską kapitulację. Działania nowych władz Ukrainy są raczej podyktowane chęcią przejęcia inicjatywy przez administrację Wołodymyra Zełenskiego i podjęcie próby narzucenia własnej wizji uregulowania konfliktu. Towarzyszy im dość naiwne założenie, że Kreml zgodzi się na ustępstwa, które dotąd były dlań tematem tabu. Ten stan prawdopodobnie wynika z niedoceniania przez Zełenskiego przyczyn wojny rosyjsko-ukraińskiej, w której nie chodzi o kontrolę nad obwodami łuhańskim i donieckim. Stawką wojny jest kurs rozwoju państwa ukraińskiego lub nawet jego istnienie, a omawiane w ramach formuły Steinmeiera zagadnienia są zaledwie narzędziami służącymi do osiągnięcia celu długoterminowego. To są elementy, w których nie powinno być nawet najmniejszej przestrzeni do kompromisu, bo będzie on oznaczał powolny rozkład państwa ukraińskiego.

Wydaje się, że obecne władze Ukrainy bagatelizują również taktyczne ryzyka związane z wikłaniem się w takie negocjacje. Rosyjska przewaga kadrowa, informacyjna i dyplomatyczna oraz słabości Ukrainy wynikające ze specyfiki sytuacji wewnętrznej powodują, że Kreml otrzyma szanse na nadanie procesowi mińskiemu biegu pożądanego w Moskwie. Może to się skończyć destabilizacją sytuacji wewnętrznej na Ukrainie.    

Scenariuszem bazowym dla Kijowa wydaje się próba wynegocjowania ustępstw ze strony Kremla i uregulowanie wojny na Donbasie bez dotykania „czerwonych linii”. Ponieważ sukces takiego scenariusza jest bardzo mało prawdopodobny, kluczowe będzie to, w jaki sposób Kijów będzie unikał ryzykownych ustępstw, do których będą go skłaniały prawdopodobnie wszystkie trzy strony – Moskwa, Paryż i Berlin – i przechodził do planu „B”, czyli zamrożenia konfliktu. Ponadto nie mniej ważnym będzie umiejętność w amortyzowaniu skutków rosyjskich ataków informacyjno-psychologicznych.

Ważnym elementem będzie bez wątpienia większa niż dotąd gotowość Kremla do oferowania Kijowowi dodatkowych argumentów zachęcających. Oprócz kolejnych wymian więźniów, które są „oczkiem w głowie” Zełenskiego, co skrzętnie wykorzystuje Moskwa, ten kurs może zatoczyć znacznie szerszy krąg. Wydaje się, że Kreml będzie nakłaniał Zełenskiego do podpisania wielkiego porozumienia z Federacją Rosyjską obejmującego zwłaszcza kwestie gospodarcze i energetyczne.

Prawdopodobnie będą one miały korzystny charakter dla Ukrainy, ale w wymiarze taktycznym. Takie rozwiązanie może być wariacją zniesienia wszystkich bądź dużej części sankcji rosyjskich na Ukrainę nałożonych w ostatnich latach, a nawet reaktywacji relacji gazowych. W założeniu ma to służyć amortyzacji reakcji społecznej nad Dnieprem na ewentualne ustępstwa w kwestiach Donbasu. Jednak to nie rozwiąże problemu sprzeciwu społecznego, bo dotyczy warstw najbardziej aktywnych, do których te argumenty nie trafią. A analogie z podobnymi porozumieniami zawartymi przez Janukowycza mogą nawet dodatkowo pobudzać protesty.

image
Fot. MO Ukrainy

Zełenski ma jeszcze w zanadrzu niespodziewany plan awaryjny. Po ewentualnym i wysoce prawdopodobnym fiasku nakłaniania Kremla do odstąpienia od okupacji Donbasu może gwałtownie przekształcić się w męża stanu i zająć demonstracyjnie antyrosyjskie stanowisko. Na ten krok nie jest jeszcze za późno, ale jest wiele wątpliwości czy ukraiński prezydent jest do niego gotowy mentalnie. I czy w obrazie rzeczywistości, który jest mu rysowany przez najbliższe otoczenie, w ogóle jest miejsce na taką opcję.

Ukraińska ulica jest graczem, o którym znowu zaczynają zapominać negocjujące strony. Kijowski Majdan już nie raz pokazywał, że należy brać pod uwagę jego głos. Od tego, jak silnym będzie opór społeczny wobec hipotetycznych ustępstw Ukrainy w procesie mińskim już na początku negocjacji, zależeć będzie stopień brnięcia Zełenskiego w głąb po mińskim polu minowym. Z każdym tygodniem prezydent Ukrainy będzie ryzykował coraz bardziej.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 50
Reklama
PP
środa, 9 października 2019, 14:38

Autor zapomniał o jednej ważnej rzeczy, o której nikt nie przypomina ‚ulicy Kijowskiej’: nikt nie przyjmie do UE czy nato kraju z nieuregulowanym konfliktem wewnętrznym. Ukraina żyje tą nadzieją a nie ma nikogo kto wytłumaczyłby im to wprost: kończcie wojnę albo zapomnijcie.

Adam S.
czwartek, 10 października 2019, 09:38

Jeszcze raz: to nie Ukraina będzie kończyć wojnę, bo nie Ukraina ją zaczęła. Ukraina może co najwyżej się bronić - albo nie - i przegrać tę wojnę. Oddanie Rosji Donbasu nie sprawi, że wojna się zakończy, lecz tylko przeniesie się na kolejne obszary Ukrainy.

Swen
czwartek, 10 października 2019, 16:01

Żeby oddać trzeba coś mieć. Oni nie mają nic, żadnych argumentów. Na co oni jeszcze liczą?

Z Rokita
wtorek, 8 października 2019, 17:33

Znakomita analiza!

dropik
wtorek, 8 października 2019, 16:20

jedno jest pewne: rosja nie pójdzie na ugodę. A ruskie czują , że powoli Europie konczy się cierpliwość. Gdyby jeszcze USA było sojusznikiem jak kiedyś, nie przeciwnikiem (gospodarczym) to sankcje mogłyby potrwać dłużej. Ukraina może odzyskać tylko siła utracony Donbas jest to możliwe tylko w przypadku wystąpienia problemów w samej Rosji. Bez tego wojna raczej byłaby zbyt niebezpieczna.

No
wtorek, 8 października 2019, 15:53

Ci ktorzy chca kontynuacji dzialan wojennych mieszkaja na zachodzie i dla nich to tylko wirtualna spraw bo ich bezposrednio nie dotyczy. Jakby u nich bylo tak samo jak na zachodzie to by po tych 5 latach zmienili zdanie. Dla nich nic sie nie zmienilo odkad "wojna" sie zaczela i trwa. Jak byli biedni tak sa.

Fanklub Daviena
wtorek, 8 października 2019, 14:18

Junta z Kijowa mogła nie robić nielegalnego puczu i łamać konstytucyjnych praw 2/3 ludności zakazując jęz. rosyjskiego (tylu mieszkańców Ukrainy w domu mówi po rosyjsku) i likwidując samorządność oraz autonomię Krymu i mogła nie mordować i zamykać opozycję, to nie mieliby tych problemów. Problemy im się dopiero zaczną.

*.*
wtorek, 8 października 2019, 13:58

Nie pierwszy raz w dyplomacji mówi się jedno a robi się coś innego. Rosja taką metodę stosuje przez cały czas. W retoryce np. nie było ataku wojsk rosyjskich na Gruzję tylko wysłano tam siły pokojowe dla przywrócenia porządku. W konfrontacji z Rosją, Ukraina ma słabsze karty i musi umiejętnie nimi grać. Zamrożenie konfliktu może być korzystne dla Ukrainy pod warunkiem że, ona będzie się wzmacniać a Rosja osłabiać. Być może najlepszym wariantem jest wariant naddniestrzański czyli to co jest w wersji ostudzonej. Największa wadą planu Steinmeiera jest to że, porozumienie ma być jak najbardziej korzystne dla Niemiec. Wszyscy go podpisali ale w sprawie panował dwugłos jakby każdy podpisał co innego. Chęć powrotu do rokowań mińskich może też służyć wzmocnieniu swojej pozycji negocjacyjnej. Za pół roku będzie można powiedzieć chcieliśmy porozumienia ale druga strona nie wykazała dobrej woli.

Sarmata
środa, 9 października 2019, 12:59

Akurat wojska Rosyjskie była tam wojskami pokojowymi ONZ. Taki miały statut, nic to nie zmieni. To Gruzja uderzyła w czasie Igrzysk Olimpijskich na te siły które nie miały nawet możdzieży. Była specjalna komisja UE która to potwierdziła.

im bardziej Puchatek zaglądał do środka tym bardziej nie było tam Prosiaczka
czwartek, 10 października 2019, 15:33

To, że Gruzja rozpoczęła tę wojnę jest jasne dla ogółu ludzi o zdroworozsądkowym spojrzeniu na świat - choć wszelkiego rodzaju "Puchatki" zaklinają rzeczywistość w sposób wręcz zabawny. Jednoznacznie wykazał to zresztą raport sporządzony na zlecenie UE przez zespół pod kierownictwem szwajcarskiej dyplomatki Heidi Tagliavini (w Polsce zresztą jako "niepoprawny" politycznie specjalnie nie nagłaśniany). Natomiast co do rosyjskiego batalionu "sił pokojowych" to ONZ nie miało z tym nic wspólnego: Rosjanie stacjonowali w Cchinwali od 1992 r. w wyniku porozumienia zawartego po rozejmie w wojnie gruzińsko-osetyjskiej z 1991 r. mówiącego o sformowaniu "sił" pokojowych" składających się z oddziałów rosyjskich, gruzińskich i połudnowoosetyjskich. I to ten rosyjski batalion został pierwszy ostrzelany przez Gruzinów rakietami i z haubic 152 mm tracą pierwszych zabitych a potem do walki weszły jednostki rosyjskiej 58 Armii.

Davien
czwartek, 10 października 2019, 00:15

SArmata, a co robiły wojska pokojowe z Rosji na terenie Gruzji. Bo wojskami ONZ racej nie mogły byc bo ONZ nie uznaje takich tworów jak Abchazja czy Osetia.

PiotrEl
wtorek, 8 października 2019, 12:54

Poza pełną realizacją porozumienia Mińskiego Ukraina musi oddać okupowane cześci Doniecka i Ługańska. Zmienić ustawę o języku. Przestać prześladować kanoniczną Cerkiew. Uwolnić tysiące obywateli Ukrainy aresztowanych z przyczyn politycznych. Skreślić zapisy o NATO i UE w Konstytucji. Acha osądzić winnych ostrzału cywili. Chyba wszystko...

Adam S.
środa, 9 października 2019, 09:44

To jest bardzo pouczająca, bardzo charakterystyczna wypowiedź strony rosyjskiej: Rosja "chce pokoju" ale pod warunkiem, że Ukraina spełni wymagania, które są niemożliwe do spełnienia. Jak Ukraina ma "przestać okupować" Donieck, kiedy Donieck jest pod okupacją rosyjską? Jak Ukraina ma "przestać prześladować rosyjską Cerkiew, jeśli ona nie jest prześladowana? Jak ma zwolnić ludzi, którzy nie są aresztowani? Putin ostatnio powiedział, że "lubi bratni ukraiński naród". Oczywiście, jeśli tylko ten naród zrezygnuje z własnego języka, kultury, dążenia do niepodległości i stanie się narodem rosyjskim. Naiwnością jest liczenie na jakikolwiek kompromis z Putinem, ponieważ dla niego jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest przetworzenie Ukrainy w krainę geograficzną Rosji.

Davien
środa, 9 października 2019, 00:43

Ukraina nic nie musi, to Rosja musi się wynieść z Krymu i Donbasu, uwolnic ukraińskich obywateli porwanych jako zakładników i wypłacić Ukrainie odszkodowanie. To tak na poczatek.

sdf
środa, 9 października 2019, 14:26

Rosja nic nie musi . Rosja MA. To Ukraina musi. I ciekaw jestem jak osiągnie swoje cele.

Davien
czwartek, 10 października 2019, 17:37

Rosja jak na razie to ma jedynie sankcje na głowie i nic więcej, nie ma ani Krymu, który okupuje, ani Donbasu, gdie wysyła swoich terrorystów. I Nie ma mozliwości wycofania sie z tego.

Sarmata
środa, 9 października 2019, 13:01

A USA musi oddac ziemię Indianom, Meksykowi, zaplacić odszkodowanie za napaść Wietnamowi, Irakowi,Afganistanowi, Grenadzie , Filipinom i wielu innym państwom.

Davien
czwartek, 10 października 2019, 00:18

Taak, ale wiesz ze Indian napadali tez twoi Rosjanie:) Co do Wietnamu to on zaczał atakujac USS Maddox, Irak zaatakował Kuwejt, a Saddam bawił sie w ludobójstwo, Afganistan to robota Rosjan od 1979r wiec naprawde... Aha, czy Grenada i Filipiny sa częscia USA??

sdf
czwartek, 10 października 2019, 08:11

Zapomniałeś o Meksyku(?). I nie ośmieszaj się opowiadaniem o USS Madonna. Jesteś pewnie ostatnią osobą, która wierzy w tą prowokację bo nawet w Stanach takich nie ma.

płacz funboja rani serce
czwartek, 10 października 2019, 15:36

On też nie wierzy ale musi tak pisać z "obowiązku:.

wolak
wtorek, 8 października 2019, 11:14

Przerażające, że mamy XXI wiek i państwa takie jak Ukraina czy Gruzja muszą zmagać się z brutalną rosyjską agresją. Jak gdyby to była połowa XVIII wieku. A świat patrzy i ogranicza się do umiarkowanych sankcji... Niech Zełenski próbuje. A jeśli się nie uda i dojdzie do ryzyka eskalacji, zawsze pozostaje niepopularne, ale bezpieczne rozwiązanie: zostawić "Ługandę" i "Donbabwe" same sobie i niech gniją. Może za kilkanaście-kilkadziesiąt lat gdy moskiewskie imperium imploduje, wrócą razem z Krymem w granice Ukrainy

hym108
wtorek, 8 października 2019, 05:21

Ogolnie polityka jest czesto sliska sprawa. Czy to w Polsce, Rosji, Usa. Ciekawe czy tam uczciwy czlowiek sie czuje inaczej niz jak na polu minowym?

puchatek
poniedziałek, 7 października 2019, 22:03

Zełenski ma mocniejsze karty niż poprzednicy. Pytanie, czy wie w co gra i czy potrafi grać? Intencje Rosji są jasne, wiarygodność zerowa, a to wiele ułatwia.

Ed
poniedziałek, 7 października 2019, 21:18

...a teraz rozwiązanie z gatunku SF : Ukraina odcina się od zbudowanych republik i tworzy rzeczywistą granicę (W ramach ustępstw oczekuje od Rosji normalizacji stosunków w szerokim tego słowa znaczeniu, oraz zamraża - czasowo akceptuje Krym jaki jest). Zyskuje spokój przynajmniej na jakiś czas. Dodatkowo,w trakcie negocjacji deklaruje nie przystąpienie do NATO I UE. W tydzień po całkowitej stabilizacji, czytaj - wymianie jeńców do zera i podpisaniu nawet nowej umowy gazowej i innych , parlamenty Ukrainy i Polski podpisują akt utworzenia jednego , wspólnego państwa. Korzyści: Ukraina z automatu staje się członkiem NATO I UE, a obydwa kraje tworzą potencjalnie najpotężniejszą gospodarkę UE i kraj z niedaleką perspektywą 4 lub 5 gospodarki i siły militarnej na świecie. Aż szkoda że to tylko wizja sf...

Zenon
wtorek, 8 października 2019, 15:14

do Ed Ten pomysł to kuriozum i masa problemów. Już raz w dziejach tak było i Polska (Korona) miała z tym obszarem i jego mieszkańcami masę problemów - np. powstanie Chmielnickiego, Koliszczyzna. Kresy za czasów I RP były ciągle w ogniu i znacznie przyczyniły się do osłabienia państwa. Tak samo w II RP ciągle były problemy z mniejszością ukraińską (OUN, zamachy bombowe, zabójstwa polityków). Więc lepiej mieć państwo mniejsze lecz silniejsze niż większe lecz słabsze.

Fanklub Daviena
wtorek, 8 października 2019, 14:22

Nikt poza przydupasami USA jak Polska, Estonia czy Litwa nie zgodzi się na przynależność Ukrainy do NATO (a wystarczy jeden sprzeciwiający się). Teraz nawet w USA zyskują przewagę głosy, że rozszerzanie NATO na wschód było pomyłką a zapraszanie Gruzji i Ukrainy do NATO w 2008 było kretynizmem do kwadratu. Ale zakładając, że byłoby tak jak piszesz, to Rosja powtórzyłaby schemat i zajęła np. "lądowe połączenie z Krymem" i znowu status granic Ukrainy byłby "nieuregulowany" co zgodnie z Traktatem NATO uniemożliwia akcesję.

Davien
środa, 9 października 2019, 00:44

Taak, jak widac Rosja bojaca sie jak ognia wciagniecia USA w wojne na Ukrainie atakouje ponownie jak do tej pory rady dac nie mogli. Więc płacz dalej :)

inż.
wtorek, 8 października 2019, 14:22

Słowa Putina w Kijowie na obchodach 1025 lecia chrztu Rusi "Kijów na zawsze pozostanie matką ruskich miast". Słowa te były wypowiedziane pierwszy raz przez wielkiego księcia Jarosława Mądrego po decyzji odbudowy Kijowa po straszliwym pożarze. Chyba zrozumiał Pan intencje Putina i już wie co zrobi Putin (jeśli mu zdrowie pozwoli).

tixy
wtorek, 8 października 2019, 09:53

Ty nie bardzo wiesz co piszesz, to by był nie strzał w kolalano tylko w głowe. I nie chodzi o uprzedzenia narodowościowe. To zupełnie inna mentalność ludzi. Niby podobna ale zupełnie inna

NB
wtorek, 8 października 2019, 03:04

Na glowe pan upadl? Polska ma mase wlasnych problemow, durnych podzialow i brak odpowiedzialnych elit politycznych.

Extern
wtorek, 8 października 2019, 11:34

Ale pomyśl jakie to dało by możliwości na przyszłość. Przede wszystkim stalibyśmy się odporni na Rosyjskie zagrożenie. Ogromny rynek. Samą wagą gospodarki zaczęlibyśmy przyciągać pozostałe państwa naszego regionu. Historycznie patrząc gdy Polska i Ukraina były w jednym państwie byliśmy regionalną potęgą. Gdy Rosja wyrwała Ukrainę z RON szybko i oni i my wpadliśmy pod Rosyjską dominację. Jeśli zostawimy Ukrainę i Białoruś samych sobie, lada moment zasilą oni potęgę Rosji a my zawsze już będziemy za mali aby się przeciwstawić dominacji czy to wschodu czy zachodu.

Adam S.
środa, 9 października 2019, 10:01

Intencje prawdopodobnie szczytne, ale obawiam się, że Ukraińcy nie po to walczą o niepodległość, żeby oddawać ją Polsce. Bo rozumiem że nie rozważa Pan przeniesienia stolicy wspólnego państwa do Kijowa? Myślę, że lepsze wyniki da współpraca polsko - ukraińska w ramach osobnych, niepodległych i niezależnych od siebie państw.

bania Wania
poniedziałek, 7 października 2019, 17:57

"...Ukraińska ulica jest graczem, o którym znowu zaczynają zapominać negocjujące strony. Kijowski Majdan już nie raz pokazywał, że należy brać pod uwagę jego głos..." Tylko kto tym razem wyłoży następne 5 mld. USD w jego "sfinansowanie" skoro Trump się wypnie?

As
poniedziałek, 7 października 2019, 17:16

Rosja od dostępu do Morza Czarnego odciąć się nie da, Ukraina skazana na samotną obronę może tylko podpisywać ugody. Z takimi sojusznikami Rosja zatrzyma się na Warcie.

paweł
poniedziałek, 7 października 2019, 17:13

Francja i Niemcy to poplecznicy Rosji, więc co w tym dziwnego ?

Pitek1
poniedziałek, 7 października 2019, 16:15

Na Ukrainie ludzie nie potrafią zrozumieć ,że w obecnej sytuacji to chyba najlepsza opcja. Ciekawe co oddziały ochotnicze zrobią? Jak dojdzie do kolejnego majdanu a ochotnicy tacy jak Azov nie podporządkują się decyzji Zełeńskiego to upadek Ukrainy będzie już tylko kwestią czasu, bo Zachód nie będzie marnował środków na niestabilne państwo bez ropy i gazu.

asf
poniedziałek, 7 października 2019, 15:16

Ukraina, powinna się pozbyć Donbasu. Wtedy nie musieliby się martwić specjalnymi statusami regionów pod kontrolą Moskwy. Czasami, by uratować cały organizm, trzeba odjąć rękę...

dropik
wtorek, 8 października 2019, 16:28

to nic nie zmieni. oni będą ich ostrzeliwać przez granicę lub próbować ja zmienić. jednostronnie nie wyjdziesz z tej wojny

Miki
wtorek, 8 października 2019, 11:39

... to chyba najlepszy pomysł. Donbas ze swoim składem etnicznym, poglądami zamieszkującej ludności, podatnością na rosyjską propagandę, poplątanymi interesami oligarchów, czerwonymi dyrektorami i podniszczoną przez wojnę gospodarką będzie kotwicą utrudniającą Ukrainie integrację ze strukturami Zachodu. Patrząc na rezultaty integracji krajów Grupy Wyszechradzkiej z UE, jest duża szansa, że Integracja Ukrainy z UE zakończy się sukcesem gospodarczym tego kraju. Może, Ukraina powinna zastanowić się nad scenariuszem: odcięcie Donbasu i jak wskazuje artykuł, wzmocnienie nowej, wschodniej granicy Ukrainy, odcięty Donbas zostanie szybko "przytulony" przez Rosję, niestabilność Donbasu najprawdopodobniej nie zniknie, Donbas swoją niestabilnością raczej obciąży Rosję niż jej pomoże (poza krótkotrwałym wzrostem popularności Putina w sondażach), Ukraina pójdzie swoją - może krętą, ale - drogą ku Zachodowi, wolności gospodarczej, otwarciu i powiązaniu ze Światem. Może wtedy, za 10 -20 lat, Donbas przypomni sobie, że był częścią Ukrainy i stanie się "ukraińskim kukułczym jajem" w ciele Rosji, osłabiającym ją gospodarczo i niszczącym jej spójność. Sprawdzą się wtedy słowa maksymy: najlepszą zemstą jest sukces. Z naszego punktu widzenia: popatrzcie na dane statystyczne, ilu Ukraińców z zachodnich i centralnych regionów kraju wyjeżdża do pracy na Zachód, popatrzcie na takie same statystyki dotyczące wschodu. Ukraińcy z zachodu i centrum kraju widzą dobrobyt lub też względny dobrobyt Zachodu, wiedzą, że to jest możliwe, przywożą zachodnie wzorce do siebie, próbują wprowadzać je na Ukrainie. Wschód Ukrainy raczej tego nie doświadcza. Przyciągnijmy do siebie prozachodnią część Ukrainy, przyciągnijmy do siebie - o ile to możliwe - Białoruś, niech te kraje będą naszymi partnerami, przyjaciółmi, nie ma dla Polski lepszego scenariusza niż wyciągnięcie wspomnianych krajów z objęć Rosji.

Adam S.
środa, 9 października 2019, 12:59

Zgadzam się z ogólną ideą komentarza, nie zgadzam się ze szczegółami. Donbaskich Rosjan faktycznie trudno będzie przekonać do idei europejskiej Ukrainy, tak samo, jak trudno do Unii przekonać Rosjan litewskich czy estońskich. Ale przykład krajów nadbałtyckich jest tu kluczowy - ani kroku ustępstw, obowiązek nauki języka państwowego i sprawne zwalczanie rosyjskiej agentury. Wbrew powszechnemu przekonaniu, Rosjan w Ukrainie było 17 %, licząc z Krymem, i nigdzie oprócz Krymu nie stanowili większości. Teraz jest jeszcze mniej. Element proputinowski można izolować, nie jest to taki problem jak np w Estonii. Większy problem jest z samymi Ukraińcami na Wschodzie, którzy mimo rosyjskojęzyczności, zasadniczo utożsamiają się z państwem ukraińskim. To o nich trzeba zadbać, ochronić przed rosyjską propagandą - a póki co, nie robi się tego na Ukrainie. "Oddanie" Donbasu stworzy precedens i zachęci Putina do podobnych działań w Odessie, Charkowie, Dnieprze. Nie wolno odpuścić, bo to nie przyniesie pokoju, a tylko i wyłącznie przesunie linię frontu na zachód.

kewlar
poniedziałek, 7 października 2019, 20:51

Tak samo będą pisać forumowicze niemieckiego i francuskiego defence gdy będzie chodziło o Suwalszczyznę, po 2 latach hybrydowych bojów, gdzie Polska osamotniona, samodzielnie stawiała czoła zielonym.

Shaymon
poniedziałek, 7 października 2019, 16:14

Łatwo się tak mówi gdy nie jest się Ukraińcem. Polska powinna pozbyć się Śląska po co przejmować sie jakimś zanieczyszczonym terenem i nie rentownymi kopalniami .

Miki
wtorek, 8 października 2019, 12:05

Pogadaj z Ukraińcami z zachodu i centrum co sadzą o Ukraińcach ze wschodu, czy to są w ogóle Ukraińcy. Nie porównuj tego do Śląska, nie ta mniejszość (właściwie większość), nie tak liczna, nie te dążenia, brak wspólnej granicy - nie ta sytuacja, nie te problemy nie te gabaryty.

jampol
poniedziałek, 7 października 2019, 16:01

No ,wide Czechoslowacja AD38

Ustawiator
poniedziałek, 7 października 2019, 15:50

Pozamiatane juz jest Co by tu jeszcze im ooddac? Przecież Donbas nie napedzal Ukarainy Tam klęska i bida A oligarchom i tak bliżej do Rosji

Zawisza_Zielony
poniedziałek, 7 października 2019, 14:44

Gra się takimi kartami jakie się ma... Wojny w niskończoność toczu się nie da, tym bardziej toczy sie ja na swoim własnym trytorium, czasami lepiej jest spasować, obciążyć przeciwnika aktywami i czekać na okazję (zmianę sytuacji np. na arenie międzynarodowej)

Fak sejk
poniedziałek, 7 października 2019, 21:58

Konflikt może się tlić długo, co jak widać Rosjanon nie przeszkadza. Jak długo będzie trwał, tak długo będą SANKCJE i naklejka "BANDYTA!" To jest największą bronią Ukrainy. Jeżeli podboje jakie toczy Rosja spotkają się z sankcjami, wykluczeniem z G8 i innych prestiżowych miejsc, staniem siędla niej pariasem politycznych salonów, może da szansę to dla moskiewskiej ulicy na wyrażenie swojego zdania. To byłoby zwycięstwo Ukrainy. Póki, co błąd ewidentny nowego prezydenta, bo z całej sytuacji wynika tylko tyle, że on też, razem z Niemcami, Francją i Rosją chce oszukać świat i samych Ukraińców, że "formuła Steinmeiera" to nie federalizacja i oddanie Donbasu...

Sejk not fak
wtorek, 8 października 2019, 16:01

Ukraina nie odniosła żadnego zwycięstwa. Rozpad państwa, pogłębiająca się bieda, utrata Krymy, Donbasu , Luganska. Jak można mowic o jakimkolwiek zwyciestwie Ukrainy. Zaklinanie rzeczywistosci. Sankcje odniosly zerowy skutek bo ich celem bylo wplyniecie na Rosje co nie udało nawet w 1%, a pariasem politycznych salonów jest Ukraina. W jakim swiecie wy żyjecie.

lkjkljkjjh
poniedziałek, 7 października 2019, 16:56

Ukraina ma całkiem niezłe karty, w każdym razie lepsze niż się wydawało na początku konfliktu. Wojna doprowadziła do przyśpieszenia i pogłębienia procesów państwowotwórczych na Ukrainie. Ukraina wcale tu nie jest stroną strategicznie przegrywającą, choć na pewno jest w trudnej sytuacji.

sdf
środa, 9 października 2019, 10:27

Noże, kosy ,widły jak w 1943. To są ich karty.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama