Reklama

Zbrojeniowy fundament. Dylematy obrony II Rzeczypospolitej

11 listopada 2018, 08:44
P11
Fot. Mirosław Mróz
Defence24
Defence24

Choć często krytykowany w publicystycznych dyskusjach, przemysł obronny II Rzeczypospolitej został zbudowany niemal od zera w ciągu dwóch dekad i był zdolny do produkcji co najmniej kilkudziesięciu nowoczesnych typów uzbrojenia.

Setna rocznica odzyskanie przez Polskę niepodległości jest okazją do wielu refleksji, analiz i komentarzy. Także, a może w znacznej mierze, poświęconych ocenie, na ile potrafiliśmy przez kolejnych 20 lat po restytucji państwowości zorganizować się dla jej umocnienia i obrony, jako że konieczność zbrojnej obrony państwa towarzyszyła II Rzeczypospolitej praktycznie od pierwszych dni niepodległości. Tragicznego finału 20-lecia, mierzonego od początków odzyskanej państwowości, nie trzeba przypominać. Co nie znaczy, że nie warto pochylać się nad różnymi aspektami polityki państwa, służącymi umacnianiu potencjału obronnego.

Przyjmijmy, postawioną z pewnymi oczywistymi zastrzeżeniami, tezę, że uzasadnioną jest historyczna paralela pomiędzy okresem lat 1918-1939 a latami 1989-2010. Mówimy o identycznym przedziale czasu, choć przecież nie identycznym okresie w sensie wszelkich uwarunkowań – ekonomicznych, militarnych, wojskowych, politycznych, etnicznych. Po transformacji systemowej zapoczątkowanej w roku 1989 Polska w dziedzinie swej obronności miała znacznie mniej do zrobienia, niż w roku 1918. Dysponowaliśmy jedną z silniejszych i lepiej wyposażonych armii Europy, jednorodną pod względem narodowościowym, z wypracowanymi strukturami dowódczymi, procedurami i regulaminami, dobrze przygotowaną kadrą na wszystkich szczeblach dowodzenia, rozwiniętym szkolnictwem wojskowym, a także, do pewnego momentu, nie ograniczaną w swoim rozwoju czynnikami ekonomicznymi. Armia ta była przygotowana do działań w ramach bloku wojskowo-politycznego jakim był Układ Warszawski. Polska była państwem o dogodnie ukształtowanych i łatwych do obrony granicach, dysponującym stosunkowo mocnym i dobrze zorganizowanym zapleczem w postaci przemysłu obronnego. Wreszcie – Polska początków okresu transformacji nie działała w stanie zagrożenia bezpieczeństwa zewnętrznego i zewnętrznego.

image
Kwintesencją determinacji i skuteczności Polaków w budowaniu w latach 1918-1939 mechanizmów obrony swej niepodległości było stworzenie rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Był on w stanie tworzyć i wprowadzać na uzbrojenie tak nowoczesną broń jak znakomity czołg lekki 7TP, znakomicie rozwijający potencjał licencyjnego pierwowzoru, brytyjskiego czołgu Vickers E… Fot. Archiwum Autora/CAW

Uwzględniając te wszystkie czynniki, a także fakt, iż siłom zbrojnym stawiano w zasadzie zadanie ich przekształcenia w taki sposób, aby płynnie przejść fazę odwrócenia sojuszy i będącą konsekwencją tego faktu stopniową westernizację wyposażenia i uzbrojenia, systemów dowodzenia oraz struktur wraz z przyjęciem doktryny prowadzenia działań obronnych – najpierw samodzielnie, później w systemie kolektywnej obrony, nie można nie mieć krytycznych ocen stanu Sił Zbrojnych RP np. w roku 2010. Nawet, jeżeli uwzględnimy niekorzystne uwarunkowania wynikłe z zapóźnień ekonomicznych okresu PRL i przebiegu transformacji ustrojowej. Musimy jednak pamiętać, że odnosząc się do 2010 roku mówimy o dokładnie takim samym czasie, jaki upłynął od odzyskania niepodległości w 1918 r. do przegranej walki o jej utrzymanie w roku 1939.

W tym czasie Wojsko Polskie należało zbudować praktycznie od podstaw, mając do dyspozycji nieporównanie mniejszy potencjał, bazujący na tym, co udało się wynieść z trzech armii państw zaborczych. Czyli – kadrę o różnym stopniu przygotowania i różnym, choć częstokroć bogatym, doświadczeniu bojowym, rozwijającą swe predyspozycje w różnych systemach szkolenia, dowodzenia, regulaminów i procedur, posiadającą do dyspozycji sprzęt i wyposażenie dalekie od jednorodności. Wszystko to odbywało się w warunkach budowania od podstaw struktur państwa, jego administracji, infrastruktury technicznej o bardzo zróżnicowanym poziomie i charakterze na terytorium każdego z byłych zaborów.

image
… lub tworzyć od podstaw rodzime konstrukcje lotnicze zaliczające się do światowej czołówki w swej klasie, takie jak szybki średni bombowiec PZL-37 Łoś. Smutne, że polskie wojsko w stanie gotowości do użycia operacyjnego miało ich we wrześniu 1939 r. tylko 36, a pozostałych z ok. 120 wyprodukowanych nie zdążono uzbroić i wyposażyć. I że kontrakty na eksport tych samolotów podpisywano jeszcze w czerwcu (dla Jugosławii i Bułgarii łącznie 35 maszyn) i lipcu (dla Rumunii i Turcji łącznie 55 maszyn) 1939 r., kiedy wybuch wojny był praktycznie przesądzony. Fot. Archiwum Autora/CAW

A także – w skomplikowanych warunkach społecznych, narodowościowych, etnicznych, ekonomicznych, kulturowych i religijnych, odmiennych dla każdego z regionów pozaborowych. Jednocześnie – przy konieczności rozwiązywania skomplikowanych problemów wewnątrzpolitycznych, społecznych i ekonomicznych, wywoływanych nie tyko przez światowy kryzys ekonomiczny. Oraz przy wysiłku w, będącym warunkiem wszelkiego postępu, zwalczaniu analfabetyzmu i innych zapóźnień rozwojowych, przy rozciągniętych, trudnych do obrony granicach skomunikowanych w znacznym stopniu nędzną infrastrukturą kolejową i drogową, niepewnych – także z racji geograficznych – sojuszach zewnętrznych, braku na znacznej części terytorium poważnych tradycji przemysłowych itp.

Dopiero, kiedy spróbujemy porównać z latami 1989-2010 tę drogę, jaka została pokonana w procesie budowy militarnych mechanizmów obrony niepodległości państwa, krytyczne oceny dokonań okresu 1918-1939 na tym polu będą bardziej zrównoważone i, z racji perspektywy historycznej, pełniejsze.

Na gospodarkę i obronność II Rzeczypospolitej często spoglądamy przez pryzmat Centralnego Okręgu Przemysłowego, jego wizji i faktycznego dorobku, w wielu obszarach będącego powodem do uzasadnionej dumy. Tymczasem tracimy często z pola widzenia fakt, iż na początku okresu budowania niepodległego bytu państwowego, wymagającego silnej armii, Polska praktycznie nie posiadała ani tradycji w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, ani dość kadr zdolnych taki przemysł zorganizować. Nie miała też na swoim terytorium fabryk, zdolnych zaspokajać zapotrzebowanie wojska na praktycznie wszystko – od umundurowania żołnierzy po nowoczesne uzbrojenie. Przez pewien okres nie miała też wizji kierunków rozwoju swoich sił zbrojnych.

Było to bolączką nie tylko Polski: doświadczenia I wojny światowej przyniosły tak wiele nowych zjawisk, że wymagały one solidnego przepracowania przez kierownictwa polityczne i wojskowe państw, przez wojskowych strategów, analityków i planistów. Dość wymienić pojawienie się - i rosnącą już w czasie wojny rolę - tak nowoczesnych i perspektywicznych komponentów sił zbrojnych jak lotnictwo i broń pancerna, uświadomienie sobie znaczenie i możliwości broni podwodnych. Uwzględnienie ich obecności w przyszłych strukturach armii wymagało zbudowania potencjału zdolnego takie uzbrojenie opracować i wytworzyć, a następnie – zapewnienia takiej infrastruktury, bez której jego wdrożenie oraz operacyjne użycie nie byłoby efektywne i współmierne do nakładów na pozyskanie uzbrojenia.

image
Problemem polskiej armii w okresie tuż przed wybuchem II wojny światowej była nie tyle jakość oraz parametry bojowe projektowanego i produkowanego w kraju uzbrojenia, takiego jak np. tankietka TKS, skuteczna nawet przeciwko niemieckim czołgom PzKpfw I i II, ale niedostateczna ich liczba i brak wypracowanych taktyk użycia tej broni. Dotyczyło to nie tylko tej broni, ale też broni strzeleckiej, przeciwlotniczej i niektórych klas dział artyleryjskich. Fot. J. Reszczyński

W różnych krajach Europy, ale również pozaeuropejskich, wnioski wyciągane z doświadczeń I wojny światowej były diametralnie odmienne – od hołdowania filozofii niezmienności wojen pozycyjnych, poprzez fascynację nowymi teoriami strategicznymi, takimi jak doktryna Douheta, poprzez wyścig technologii (co zaowocowało m.in. powstaniem broni rakietowych, radaru oraz napędu odrzutowego), po szukanie przewag w budowaniu rozwiązań w dziedzinie broni masowej zagłady, takich jak broń chemiczna czy biologiczna, a w końcu – nuklearna.

Wybór drogi rozwoju własnych sił zbrojnych był kwestią wyboru politycznego, ale z drugiej strony – sztuką znalezienia kompromisu pomiędzy przymusem sytuacyjnym możliwościami ekonomicznymi państwa. A na tym polu Polska roku 1918 nie była żadną miarą potentatem. Brak tradycji industrialnych, niski na ogół poziom wykształcenia kadr na wszystkich szczeblach gospodarki, brak silnego kapitału prywatnego – to wszystko sprawiało, że tworzenie zrębów przemysłu zbrojeniowego po pierwsze spadło na barki i tak silnie obciążonego innymi problemami państwa, a po drugie – nie było wolne od potknięć, błędów, ślepych uliczek. Przyczyniały się do tego, w różnych okresach w różnym stopniu, ostre konflikty personalne na wyżynach władz, również wojskowych, rzutujące na zmienność, a nierzadko – chaos w obszarze strategicznych decyzji dotyczących potencjału obronnego.

Doświadczenia okresu wojny polsko-bolszewickiej, w czasie której doszło do blokowania dostaw broni i amunicji dla potrzeb walczącego Wojska Polskiego, nie pozostawiły złudzeń, że przy takim geograficznym ukształtowaniu sojuszy, oraz zagrożeń na granicach, nie można mówić o oparciu zdolności obronnych państwa o własną armię – bez zapewnienia jej własnymi siłami dostaw uzbrojenia, wyposażenia i amunicji.

Przy wspomnianym braku potencjału wykonawczego w przemyśle zbrojeniowym nie można było mówić o długofalowym, rozpisanym na poszczególne fazy, programie, jakim miał się stać rozpoczęty w lutym 1937 r. plan COP i powiązany z nim 6-letni plan modernizacji technicznej Wojska Polskiego. Praktycznie już od 1918 r. realizowane były, niespójne początkowo i traktowane bardzo doraźnie, działania mające stworzyć zręby własnego przemysłu zbrojeniowego.

Jedną z pierwszych decyzji było przejęcie już w listopadzie 1918 r. przez Ministerstwo Spraw Wojskowych zniszczonej fabryki „Gerlach i Pulst”. W przeszłości naprawiano w niej broń. Tylko tyle, i aż tyle. Po uruchomieniu na początku 1919 r. warsztatów zajmujących się remontami dział i broni strzeleckiej, w połowie roku fabrykę przekazano do organizującego się Głównego Urzędu Zaopatrzenia Armii (GUZA). Na bazie tych warsztatów, a także po pozyskaniu w biednych po wojnie Niemczech tanich materiałów do produkcji karabinów oraz wykupieniu wyposażenia fabryki broni w Gdańsku, udało się stworzyć pierwszą polską fabrykę broni strzeleckiej.

W uruchomieniu produkcji pomogło przejęcie w Gdańsku dokumentacji technicznej karabinów, których produkcja została ulokowana już w połowie 1920 r. w specjalnie utworzonej warszawskiej Państwowej Fabryce Karabinów, pod koniec roku przejętej przez Departament Artylerii i Uzbrojenia MSWojsk. Pierwszymi wyrobami PFK były masowo produkowane karabiny Mauser wz. 98. Niewielkie fabryki uzbrojenia lekkiego tworzono na podobnej zasadzie m.in. w Przemyślu, Krakowie, Brześciu oraz Poznaniu. W Warszawie zawiązano pierwsze biuro studiów i badań doświadczalnych, czyli ośrodek badawczo-projektowy, mający zajmować się pracami nad własnymi konstrukcjami uzbrojenia strzeleckiego.

Tak skromnie wyglądały początki polskiego przemysłu zbrojeniowego. Brak doświadczeń produkcyjnych sprawił, że zanim produkcja nabrała rozmachu i odpowiedniej do potrzeb skali, konieczne były zakupy, na kredyt, broni oraz amunicji. Zamówienia składano we Francji, ale też Austrii i Czechosłowacji. Liczby importowanych dział szła w tysiące, karabinów i karabinów maszynowych oraz amunicji do nich – w miliony. Część transakcji, co miało związek z politycznymi postawami rządów bądź problemami płatniczymi Polski, nie doszła do skutku, co tylko zwiększyło determinację w budowaniu własnego potencjału także w dziedzinie wytwarzania amunicji oraz materiałów do jej produkcji. Początkowo usiłowano zainteresować tą produkcją niewielkie zakłady prywatne, ale to – głównie ze względu na skalę zapotrzebowania nieproporcjonalnie dużą jak na możliwości tych wytwórni – nie przyniosło satysfakcjonujących efektów.

W tej sytuacji już w lipcu 1919 r. Departament Uzbrojenia podjął decyzję o błyskawicznym utworzeniu na Pradze nowej Wytwórni Amunicji Karabinowej, która jeszcze w tym samym roku przekazała wojsku pierwszą partię amunicji do kb Mauser. W półtora roku później, zatrudniając 300 pracowników, osiągnęła zdolność produkcyjną 24 mln szt. amunicji karabinowej. Kolejnymi krokami było stworzenie w Warszawie od podstaw Warsztatów Amunicyjnych nr 1 oraz Wytwórni Zapalników Amunicyjnych. Już w 1921 r. tylko na jednej zmianie produkowano tutaj 450 000 zapalników. Kolejna warszawska fabryka, Warsztaty Amunicji Specjalnej, podjęła elaborację granatów i bomb. W taki sposób zapewniono zaspokojenie zapotrzebowania wojska na podstawowy środek prowadzenia walk.

Z innymi, bardziej złożonymi programami wojskowymi było różnie, choć nie można odmówić decydentom szybkości w podejmowaniu decyzji oraz, w ogólnym zakresie, ich trafności. Dowodem na to było utworzenie na Polach Mokotowskich już w grudniu 1918 r. Centralnych Warsztatów Lotniczych, dla których bazą stało się wyposażenie (i pracownicy) poniemieckich warsztatów Oficerskiej Szkoły Obserwatorów Lotniczych. Tu prowadzono przede wszystkim prace przy remontach płatowców i silników lotniczych, w większości – pozostałości po armiach państw zaborczych. Przede wszystkim jednak – nabywano wiedzę i doświadczenie, których polski przemysł wcześniej praktycznie nie miał.

Na podobnej zasadzie, przez przejmowanie już od końca 1918 r. pozostałości po warsztatach remontowych armii państw zaborczych w Warszawie, Krakowie, Częstochowie, Lublinie i Łodzi, tworzono grupy przedsiębiorstw specjalizujących się w wytwarzaniu sprzętu dla innych rodzajów sił zbrojnych. Z nich „wyrastały” samodzielne zakłady produkcyjne, takie jak np. Centralne Warsztaty Samochodowe, kolebka rodzimego przemysłu samochodowego, które już w 1920 r. podjęły produkcję licencyjną samochodów Ford i Citroën, a w 1921 r. – w miejsce zlikwidowanych warsztatów czołgowych w Łodzi – remontów czołgów, a później podjęły się dzieła rozwoju własnych konstrukcji pojazdów tej klasy.

Równolegle z tymi ambitnymi projektami przygotowywano się do szybkiego uruchomienia produkcji na potrzeby wojskowej służby łączności, a następnie sprzętu inżynieryjnego (1921 r.). Ten pionierski okres można, w ocenie badaczy historii polskiego przemysłu, zbilansować imponującą liczbą ponad 140 zakładów wojskowych, funkcjonujących w latach 1918-1922, oraz ponad 50 zakładów remontowych, zmobilizowanych do pracy na rzecz wojska w warunkach gospodarki wojennej w czasie w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Ten okres można zamknąć ważną cezurą, jaką były początki długofalowego planowania rozwoju przemysłu zbrojeniowego w oparciu o powołany w 1922 r. Centralny Zarząd Wytwórni Wojskowych, państwowe przedsiębiorstwo podlegające Ministerstwu Spraw Wojsk. I odpowiedzialne za rozbudowę potencjału przemysłu zbrojeniowego.

Jednym z pierwszych kroków inwestycyjnych Zarządu było w 1922 r. utworzenie Państwowej Fabryki Prochu i Materiałów Kruszących w Zagożdżonie (Pionki), Państwowej Wytwórni Broni w Radomiu, Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku i Państwowej Wytwórni Sprawdzianów w Warszawie. W praktyce był to wstęp do zrodzonej w kilkanaście lat później inicjatywy wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, który ideę COP oparł także o filozofię „trójkąta bezpieczeństwa”. Tak określany był obszar położony na terenie obecnego województwa świętokrzyskiego, mniej więcej jednakowo odległy od granic z dwoma potencjalnymi zagrożeniami, jakie dostrzegano w Niemczech i ZSRR, a od południa osłonięty łańcuchem Karpat.

image
Spektakularnym dowodem na to, że w niezbyt wysoko rozwiniętym, słabo zintegrowanym po zaborach i wewnętrznych konfliktach kraju można tworzyć dzieła wielkie, był program Centralnego Okręgu Przemysłowego. W jego ramach od podstaw, w dziewiczym terenie, w ciągu 26 miesięcy i 26 dni zbudowano nie tylko zatrudniające w 1939 r. ponad 6 tys. pracowników nowoczesne Zakłady Południowe z fabryką armat i kompleksem metalurgicznym, ale również nieomal kompletne miasto liczące 4,5 tys. mieszkańców. Do dziś jest ono wiodącym w kraju ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego, specjalizującym się w produkcji artyleryjskiej. Fot. Archiwum Autora/CAW

Prace nad tymi projektami napotykały jednak na spore utrudnienia, które miały po części źródło w ogólnie kiepskiej kondycji ekonomicznej państwa, a po części – w zmienności strategicznych decyzji MSWojsk. Problemy te częściowo zażegnano sięgając po zagraniczne kredyty. Nie zmieniło to jednak faktu, że tzw. front inwestycyjny państwa zaczął odczuwać skutki rysującego się już wyraźnie kryzysu światowego. W charakterze amortyzatora zmniejszającego groźne dla państwa skutki przeinwestowania w zbrojenia był krok w kierunku komercjalizacji zakładów zbrojeniowych, zapoczątkowany wiosną 1927 r. przez prezydenta RP Ignacego Mościckiego. W efekcie doszło do szeregu zmian strukturalnych w przemyśle zbrojeniowym, ale proces ten nie był ani konsekwentnie prowadzony, ani wewnętrznie spójny. Kolejne fazy restrukturyzacji zainicjowane w 1927 r. doprowadziły m.in. do wykrystalizowania się w strukturze MSWojsk grupy nowoczesnych, nieźle zorganizowanych i wyposażonych państwowych przedsiębiorstw służących obronności. Były nimi: Państwowe Wytwórnie Uzbrojenia (Państwowa Fabryka Karabinów w Warszawie, Państwowa Fabryka Sprawdzianów w Warszawie, Państwowa Fabryka Amunicji w Skarżysku i Państwowa Fabryka Broni w Radomiu), Państwowe Zakłady Lotnicze, Państwowa Wytwórnia Prochu i Materiałów Kruszących, Państwowe Zakłady Inżynierii i Państwowe Zakłady Umundurowania. Poszczególnym zakładom przydzielono skonkretyzowane specjalizacje produkcyjne, współdziałały one tak z sobą, jak i z ośrodkami naukowymi.

Ten okres zaowocował szeregiem nowoczesnych, rodzimych konstrukcji uzbrojenia, częściowo wykorzystujących za podstawę wzory licencyjne, a częściowo będących dziełem całkowicie rodzimej myśli technicznej. W niektórych przypadkach taka nowa struktura organizacyjna pozwoliła sterować produkcją i jej rozwojem na tyle skutecznie, że Polska nie tylko uniezależniła się od importu strategicznych materiałów i podzespołów niezbędnych w produkcji zbrojeniowej, ale w stosunkowo krótkim czasie uzyskała liczące się zdolności eksportowe. Dotyczyło to m.in. produkcji materiałów wybuchowych, która w tym okresie była w Polsce ok. trzykrotnie wyższa niż we wszystkich państwowych fabrykach Francji.

W bardziej skomplikowanej technologicznie produkcji zbrojeniowej, np. lotniczej, droga do sukcesów, jakimi było powstanie rodzin udanych konstrukcji lotniczych PZL, była znacznie bardziej skomplikowana, a obieg decyzji mogących stymulować rozwój – nie zawsze trafny i przejrzysty. Pierwotnie dążono do oparcia wyposażenia wojsk lotniczych o import sprzętu, później – na czerpaniu z licencji. Wiele sobie obiecywano także po zaangażowaniu w produkcję lotniczą firm prywatnych. Efekty były różne, od sukcesów w produkcji silników lotniczych po ewidentne porażki w produkcji płatowców, spośród których wiele zyskało miano „latających trumien”. Wejście do gry PZL z rodzimymi rozwiązaniami, reprezentującymi wysoki poziom technologiczny oraz wnoszących do konstrukcji lotniczych wiele oryginalnych rozwiązań, skierowało polski przemysł lotniczy na prostą drogę. W końcowym, przed wybuchem II wojny światowej, jej etapie były tak udane (choć w 1939 r. już przestarzałe) konstrukcje jak myśliwce P-11 i P-24, samoloty rozpoznawcze kilku typów, lekkie bombowce PZL-23/43 i PZL-46, średni bombowiec PZL-37 i jego rozwinięcie PZL-49, ciekawie zapowiadające się wielozadaniowe myśliwce PZL-38 i PZL-48/54, myśliwce PZL-50 oraz PZL-55. Wiele z tych konstrukcji nie wyszło poza projekt wstępny, większość nie doczekała się fazy produkcji seryjnej, kończąc swe życie na etapie partii informacyjnych bądź prototypów skierowanych do wstępnego etapu badań. Co bardzo ważne: w krótkim czasie zdołano zbudować fundament kompleksowego programu budowy własnych silników lotniczych do samolotów różnych klas. Początkowo przemysł lotniczy Polski bazował na silnikach brytyjskich i francuskich oraz ich licencjach, następnie – na konstrukcjach rozwijających licencyjne rozwiązania, aż wreszcie uzyskał zdolność do tworzenia własnych konstrukcji i zbudował potencjał do wytwarzania ich w skali masowej (po to zbudowano nowoczesną, trzecią już w kraju, wytwórnię silników lotniczych WS-2 w Rzeszowie). Pierwsze kroki w dziele tworzenia polskich rozwiązań na tym polu bywają nieraz oceniane krytycznie, ale nie wolno zapominać, że takie konstrukcje jak Foka, Waran, Legwan były dopiero w początkowej fazie ich rozwoju bądź w fazie zaawansowanego projektu. Ich losy były też ściśle powiązane z losami projektów samolotów, dla których je projektowano, i często decyzje dotyczące projektów samolotów zmieniały losy programów silnikowych. Niemniej – warto pamiętać o tym epizodzie teraz, kiedy co jakiś czas wybuchają dyskusje o tym, że polski przemysł obronny XXI wieku praktycznie nie posiada żadnego zaplecza silnikowego dla pojazdów bojowych produkowanych w kraju. Tymczasem w II Rzeczypospolitej, jako jednym z nielicznych państw świata, zrodziła się np. filozofia projektowania pojazdów pancernych w oparciu nie o silniki benzynowe, ale wysokoprężne (podobne założenia przyjęto później w ZSRR i Japonii), oraz program ujednolicenia jednostek napędowych w pojazdach dla wojska – bojowych i transportowych.

image
Do dziś historycy spierają się o to, na ile racjonalna z punktu widzenia bezpieczeństwa młodego państwa była sytuacja, w której nieomal do wybuchu II wojny światowej na szeroką skalę Polska eksportowała uzbrojenie nowocześniejsze od tego, które było na wyposażeniu własnej armii. Symbolem tego jest znakomity, ale w 1939 r. już przestarzały samolot myśliwski PZL P-11c, którego jedyny egzemplarz zachował się w zbiorach krakowskiego MLP. Część eskadr posiadała jeszcze starcze samoloty P-11a i P-7. Fot. J. Reszczyński

Narodziny i rozwój przemysłu lotniczego w kraju, nie posiadającym po zakończeniu I wojny światowej ani dorobku w tym zakresie, ani potencjału, ani kadr, jest ewenementem całego 20-lecia międzywojennego. Udało się bowiem w okresie niezwykle krótkim i trudnym dla kraju stworzyć od podstaw nową gałąź wysoko zaawansowanego technologicznie przemysłu, zatrudniającego w 1938 r. – według danych oficjalnych Dowództwa Lotnictwa – 8200 robotników, i mającego realne plany wzrostu tego zatrudnienia w 1940 r. (głównie dzięki nowoczesnym, dużym zakładom PZL wybudowanych w ramach COP w Rzeszowie i Mielcu) do 15600 osób. Rozwojowi potencjału wytwórczego towarzyszył rozwój zaplecza konstrukcyjnego: tylko w latach 1930-1931 oblatano dziewięć prototypów nowych samolotów. W bardzo krótkim czasie wykształcono w kraju znaczną grupę wybitnie uzdolnionych konstruktorów lotniczych, którzy nie tylko stworzyli prężne i skutecznie działające zespoły projektowe, ale też wypracowali procedury projektowania i badań nowych rozwiązań konstrukcyjnych, wypracowali zasady współpracy z, tworzonymi także od podstaw na potrzeby przemysłu lotniczego, instytutami badawczymi oraz uczelniami. W większości twórcami tych sukcesów byli młodzi inżynierowi, urodzeni na początku XX wieku. Pełnoletność osiągali równocześnie z narodzinami niepodległej Polski. Z pewnym patosem można stwierdzić, że kształtował ich postawy niepodległościowy etos i atmosfera lat budowania państwa „z niczego”. Co ważne – nie były to tylko jednostkowe przypadki pojawiania się wybitnych talentów wyłuskiwanych z tysięcy, ale liczna grupa świetnie wykształconych – na ogół na Politechnice Warszawskiej – kreatywnych konstruktorów, takich jak Misztal, Dąbrowski, Kubicki, Puławski, Nowkuński, Narkiewicz, Prauss, Drzewiecki, Ciołkosz, Rogalski, Wigura, Sołtyk, Jakimiuk, Cywiński, Naleszkiewicz, Rudlicki. Ich dziełem były nie tylko kompletne płatowce, ale i powstające w trakcie ich projektowania, przełomowe dla konstrukcji lotniczych podzespoły bądź rozwiązania konstrukcyjne, takie jak np. nożycowe podwozie, usterzenie motylkowe, „polski płat Puławskiego”, nowatorskie wyrzutniki bombowe, dwukołowe wózki podwozia głównego bombowca Łoś, wytrzymałe i lekkie pokrycia półskorupowych konstrukcji lotniczych z drobnożłobkowanych blach duralowych itp. Wiele z tych rozwiązań chroniły patenty.

W cieniu tych „gwiazd” stali świetni technologowie, którzy położyli olbrzymie zasługi w tym, że powstający od zera polski przemysł lotniczy poradził sobie np. z tworzeniem nowoczesnych konstrukcji półskorupowych, uzbrojenia lotniczego, skomplikowanych celowników bombowych. Wiele wytwórni lotniczych świata do pewnych rozwiązań dochodziło przez wiele lat, spożytkowując kilkudziesięcioletnie doświadczenia pokoleń własnych zespołów konstruktorskich. W Polsce potencjał ten powstawał kilka lat, choć pełni swoich możliwości nie zdążył ujawnić przed wybuchem wojny. Niemniej – budujący ten potencjał konstruktorzy zweryfikowali swe talenty i wiedzę, podejmując, w czasie wojny lub po pozostaniu na powojennej emigracji, w pracy dla czołowych wytwórni lotniczych Wielkiej Brytanii, Kanady, USA. Albo odbudowując przemysł lotniczy w PRL. Podobnie działo się to w innych działach przemysłu, głównie pracującego na potrzeby wojska. Na złote karty historii polskiej myśli technicznej wpisali się zaliczający się do tego samego pokolenia lub niewiele od nich starsi, inżynierowie Maroszek, Wilniewczyc, Gundlach, Szymański.

Za nieomal niewiarygodne można uznać, że projektowane i produkowane przez najmłodszy przemysł lotniczy Europy samoloty bojowe stały się przedmiotem eksportu w liczbie 273 szt. (w tym 90 najnowocześniejszych PZL-37 Łoś). Ich nabywcami były siły zbrojne Bułgarii, Jugosławii, Rumunii, Grecji i Turcji. To oznacza, że wyeksportowano co czwartą z 1118 maszyn wyprodukowanych w latach 1927-1939. Przedmiotem nie sfinalizowanych negocjacji była sprzedaż licencji na budowę polskich samolotów w krajach zachodnich, co byłoby większym sukcesem niż sprzedaż licencji np. Rumunii, gdzie polskie P-11 stały się protoplastami linii rumuńskich myśliwców IAR.

W kraju, ogromnie zacofanym pod względem nie tylko przemysłowym, ale i infrastrukturalnym, udało się stworzyć w krótkim czasie także pracujący na potrzeby wojska przemysł motoryzacyjny, zdolny do projektowania i wytwarzania nie tylko samochodów. Poczynając od utworzonych w 1928 r. Państwowych Zakładów Inżynierii w Warszawie zdołano stworzyć grupę przedsiębiorstw zatrudniających 8500 pracowników, zdolnych do wytwarzania, początkowo w oparciu o licencje a później w oparciu o własne konstrukcje, samochody osobowe i ciężarowe, autobusy, motocykle, silniki wysokoprężne dla ciężarówek i sprzętu pancernego, ciągniki artyleryjskie C4P i C7P i inne pojazdy specjalne. Ukoronowaniem kilkuletniej zaledwie ekspansji na tym polu stało się opracowanie i uruchomienie produkcji bardzo nowoczesnych na swoje czasy gąsienicowych pojazdów bojowych z rodziny TKS i TK3 oraz własnej konstrukcji czołgów 7TP (oraz rozpoczęcie prac nad rozwinięciem tej konstrukcji), które w 1939 r. nie tylko dorównywały, ale wręcz przewyższały swoimi parametrami większość czołgów stanowiących ówczesne uzbrojenie armii III Rzeszy. Niestety, podobnie jak w przypadku lotnictwa dysponującego najnowocześniejszym średnim bombowcem PZL-37, nie zdołano nie tylko wyprodukować dostatecznej ilości tego sprzętu, ale przede wszystkim – wypracować ani przemyślanej doktryny militarnej uwzględniającej możliwości sprzętu oraz taktyki jego użycia bojowego, ani wyszkolić odpowiedniej liczby żołnierzy i nauczyć ich optymalnego użycia zarówno pojedynczych jednostek sprzętu, jak i uzbrojonych w ten sprzęt związków taktycznych. Czołgów 7TP w 1939 w linii było zaledwie 132 szt., bombowców Łoś – 36.

image
Nowoczesny i udany czołg lekki 7TP nie tylko „użyczył” swego podwozia ciągnikowi artyleryjskiemu C7P, ale miał być punktem wyjścia do projektu cięższego, lepiej opancerzonego czołgu 9TP, którego jednak do wybuchu wojny nie zdążono zbudować. Fot. Archiwum Autora/CAW

Przykładów znakomitych rezultatów prac badawczo-rozwojowych prowadzonych od podstaw, bądź przy wykorzystaniu jako punktu wyjścia licencji, było w polskim przemyśle zbrojeniowym znacznie więcej. Silny ich wzrost notuje się szczególnie po wejściu w fazę gotowości produkcyjnej nowoczesnych zakładów COP. Dotyczy to np. najwyższej jakości sprzętu artyleryjskiego. Np. nowoczesne konstrukcje licencyjne, tak jak przeciwpancerne i przeciwlotnicze armaty Bofors 37 i 40 mm uzupełniane były rodzimej konstrukcji armatami przeciwlotniczymi 75 mm. Zakłady Południowe w Stalowej Woli uzyskały zdolność wytwarzania dział dalekonośnych 155 mm, dział polowych 75 i 105 mm oraz komponentów do armat przeciwlotniczych i przeciwpancernych. Pracowały nad własnymi projektami broni, także kalibrów ponad 300 mm, które w 1939 r. wchodziły w fazę badań. Do tej listy bezwzględnie należy dopisać wysokiej jakości rozwiązania w dziedzinie konstrukcji broni strzeleckiej, takie jak samopowtarzalny karabin Maroszka wz. 38M, karabin przeciwpancerny Ur wz. 35, pistolet maszynowy Mors wz. 38, najcięższy karabin maszynowy FK-A wz. 38 kal. 20 mm. Wielu tych wyrobów nie zdążono już wprowadzić do masowej produkcji, a te, które wprowadzono na uzbrojenie (tak jak przeciwpancerny Ur, skuteczny przeciwko każdemu niemieckiemu czołgowi początku II wojny światowej) były najbardziej utajnione przed… polskimi żołnierzami. Broń ta w rezultacie takiej polityki, choć reprezentowała sobą najwyższy poziom światowy, nie odegrała większej roli w czasie walk w wojnie obronnej 1939 r.

image
Budowę obecnej Huty Stalowa Wola (Zakłady Południowe SA) rozpoczęto w marcu 1937 r., a pierwsze wyprodukowane tutaj armaty przestrzelano na zakładowym poligonie już w marcu 1938 r. Tę najnowocześniejszą w ówczesnej Europie fabrykę oficjalnie otwarto 14 czerwca 1939 r., ale produkowane tutaj armaty i haubice oraz części zamienne do nich i podzespoły do armat przeciwpancernych i przeciwlotniczych dostarczano wojsku już wcześniej. Fot. Archiwum Autora/CAW

Często w publicystyce militarno-historycznej niezadowalający – przede wszystkim pod względem ilościowym – poziom uzbrojenia polskich żołnierzy w nowoczesne typy broni przeciwstawia się jakoby niezrozumiałym decyzjom o eksporcie tego samego uzbrojenia na szeroką skalę. Dotyczyło to nie tylko najbardziej spektakularnych przykładów związanych z lotnictwem (samoloty PZL P-24 eksportowano do Grecji i Turcji, podczas gdy polskie lotnictwo posiadało tylko PZL P-11c i P-7 o znacznie niższych osiągach, bombowce PZL-37 sprzedawano Rumunii, lekkie bombowce PZL-43 – Bułgarii). Podobnie było z eksportem materiałów wybuchowych, oraz innych materiałów wojennych. Na liście odbiorców polskiego sektora zbrojeniowego było około 35 państw, w tym m.in. Holandia, Chiny, Arabia Saudyjska, nie wspominając o najbliższych sąsiadach, z krajami bałkańskimi na czele. W polu zainteresowania było około 70 potencjalnych klientów-państw na pięciu kontynentach.

Dlaczego przyjęto tak błędne założenia? Przyczyn było kilka. Po pierwsze – w rozwój mocy wytwórczych producentów sprzętu wojskowego zainwestowano olbrzymie pieniądze, zaś moce te rozdęto ponad realne możliwości finansowe państwa, którego nie było stać na zakupy broni w polskich fabrykach w ilościach oczekiwanych przez wojsko. Eksport stawał się koniecznością, aby utrzymać „w ruchu” ten potencjał. Eksportując uzbrojenie nieco starszej generacji do krajów biedniejszych i mniej wymagających (Bałkany) zamierzano pozyskać środki finansowe na przyspieszenie prac nad uzbrojeniem nowszej generacji, bardziej odpowiadające wymaganiom współczesnych sił zbrojnych. Eksport pozwalał pozyskiwać dewizy na zakupy surowców i komponentów dla produkcji wojskowej, bądź gotowych produktów, których polski przemysł nie był w stanie wytworzyć. Tak było np. z zakupem – swoją drogą – bez zasadniczych analiz faktycznych potrzeb i możliwości operacyjnych, związanych z warunkami działań na Bałtyku, kosztownych nowoczesnych niszczycieli i okrętów podwodnych, oraz, choć w mniejszym zakresie, włoskich samolotów torpedowych dla lotnictwa morskiego. Tuż przed wojną postanowiono zakupić za granicą samoloty myśliwskie MS406 i Hurricane oraz lekkie bombowce Fairey Battle o niskiej już wówczas wartości bojowej.

Zakładano, co było błędem zasadniczym, że do końca lat 30. Polsce nie grozi konflikt zbrojny, a jeśli już do niego dojdzie – będzie miał charakter zbliżony do działań w czasie I wojny światowej. Czyli że będzie oparty głównie na działaniach pozycyjnych i ustabilizowanej na tygodnie i miesiące linii frontu. To miało pozwolić na dynamiczny wzrost produkcji zakładów zbrojeniowych, wykorzystującej do maksimum ich potencjał, i szybkie dozbrojenie walczących oddziałów. Pomijał tak istotne czynniki, jak procesy formowania i zgrywania działań jednostek, procesy szkolenia w użyciu coraz bardziej skomplikowanych typów uzbrojenia. W efekcie nawet jeszcze na kilka miesięcy przed napaścią Niemiec na Polskę wysyłano za granicą zakontraktowaną broń, a jednocześnie, wobec narastania zagrożeń zewnętrznych i częściowo pod presją sojuszników – ratowano się zakupami w Anglii, Francji i nawet Włoszech niektórych typów samolotów, kórych zresztą nie dostarczono do Polski przed wybuchem wojny. Gdyby je nawet dostarczono – nie było dostatecznie dużo przeszkolonych na nich pilotów, aby ich użyć, ani techników przeszkolonych w ich obsłudze, nie wspominając o całym niezbędnym dla utrzymania zdolności bojowej nowoczesnego sprzętu zapleczu techniczno-logistycznym, częściach zamiennych itp.

image
Niezależnie od tego, jak dziś, z perspektywy dekad, ocenimy faktyczny dorobek II Rzeczypospolitej w dziedzinie budowania instrumentów skutecznej obrony odzyskanej w 1918 r. niepodległości, nie ulega wątpliwości, że ówczesne władze nie szczędziły ani pieniędzy, ani gestów, mających udowodnić społeczeństwu, z jaką determinacją chcę niepodległości strzec. Fot. Archiwum Autora/CAW.

Pełna analiza wszystkich uwarunkowań związanych z sytuacją militarną Polski po odzyskaniu niepodległości, i w dwóch następujących po tym fakcie dekadach, jest nie tylko zadaniem trudnym. Rodzi też perspektywę kontestowania każdej postawionej tezy, zależnie od tego, jaką polemista miałby ocenę całego okresu II Rzeczypospolitej. Ponad wszelkie jednak różnice poglądów w materii ocen politycznych, ponad przerzucaniem się argumentami o zmarnowanych lub, przeciwnie, znakomicie wykorzystanych szansach, jedno jest niezmienne: skala dokonań. W nieistniejącym przez 123 lata kraju, sklejanym z wielką determinacją z trzech bardzo różnie ukształtowanych części zaborczych mocarstw, w kraju, który pozostawał w znacznej mierze na uboczu intensywnej europejskiej rewolucji przemysłowej XIX i początku XX wieku, w ciągu życia jednego pokolenia udało się zbudować przemysł zbrojeniowy. Czyli ten, który zawsze jest elitą przemysłów. Nie ustrzeżono się błędów, ślepych zaułków, nieumiejętnych analiz dynamicznych trendów, jakie po I wojnie światowej nastąpiły w doktrynach wojennych większości – choć przecież nie wszystkich – państw Europy. Część tych sygnałów odczytano poprawnie, ale źle wdrożono w życie wynikające z nich wnioski. Tak było np. ze zdecydowanym zwrotem w stronę motoryzacji sił zbrojnych. Proces podjęto, ale realizowany był zbyt wolno i nie towarzyszyły mu konieczne inwestycje w infrastrukturę komunikacyjną państwa. Nie do końca wyciągnięto nauki dotyczące efektywnego użycia lotnictwa w czasie wojny domowej w Hiszpanii, nie ogarnięto zagadnień dotyczących kompleksowego współdziałania różnych komponentów sił zbrojnych, np. lotnictwa i dużych ugrupowań pancernych. Nieźle poradzono sobie z przyswojeniem logiki rozwijania broni przeciwpancernych i przeciwlotniczych, ale w słusznych działaniach zatrzymano się w pół kroku, podobnie jak z tworzeniem silnych i manewrowych jednostek pancernych czy kawalerii zmotoryzowanej.

image
Klęska wrześniowa w 1939 r. z całą pewnością nie była tylko i wyłącznie efektem niedozbrojenia Wojska Polskiego przez własne państwo, choć z pewnością jej rozmiary, a także straty zadane przeciwnikom, byłyby inne, gdyby lepiej wykorzystano szanse generowane przez młody i posiadający znaczny potencjał rodzimy przemysł zbrojeniowy. Fot. Archiwum Autora/CAW

Względnie łatwo jest formułować ostre, krytyczne oceny z perspektywy kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, oraz posiadając wiedzę o tym, co się wydarzyło. Jeśli jednak postaramy się odnieść okres budowania od podstaw potencjału polskiego przemysłu zbrojeniowego od pierwszych dni niepodległości do jej ponownej utraty, i nałożymy tę wiedzę na doświadczenia 21-lecia po przełomie roku 1989, trudno nie okazać szacunku i nawet podziwu dla budowniczych niepodległego państwa polskiego sprzed 100 lat.

Jerzy Reszczyński

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 79
Autor widmo
wtorek, 20 listopada 2018, 12:51

Jak zawsze myślenie życzeniowe - gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. Co z tego, że był COP? Wojna '39 została tragicznie przegrana, przepadła 1/3 państwa i 6 milionów ludzi. Słabe dowodzenie, słaba geopolityka. To są fakty - reszta to zwidy. Czy teraz jest gorzej? Nie, bo Polska wciąż istnieje. Nie analizujmy co się udało - skoro to nic nie dało. Ważne czego nie zrobiono - z tego jest nauka.

czepialski
wtorek, 20 listopada 2018, 02:09

Szanowny „ dropki „ to ja włożę kij w mrowisko, co by podkręcić trochę dyskusję. Mam trochę odmienny pogląd ta temat rządowych zakładów w II RP o cenach nie będę się wypowiadał, bo ich nie znam. Ale skoro eksportowano do Rumuni Turcji Bułgarii Jugosławii krajów, których bogatymi nazwać raczej nie można to wydaje się, że ceny były przystępne to jedno. Przyczyna upaństwowienia wielu zakładów, właśnie była odpowiedź na bolączki, jakie armia miała z realizacją zamówień (nieterminowość, ceny, jakość, afery, korupcja) przykładów aż nadto wystarczające przykłady Frankopol, Pionki, maski, itd.. Jako znawca od lotnictwa II RP przypomnij o kłopotach z zawieszeniem chowanym z Anglii przykładów można mnożyć i właśnie remedium na te bolączki miało być upaństwowienie wielu zakładów COP to inna bajka. Za taką politykę wielu oficerów WP zapłaciło wysoką cenę po wrześniu siedząc w obozach mała zemsta żabojadów. Przypominam, że Niemcy użytkowali COP tylko 4 lat z małym plusem a my do dnia dzisiejszego no chyba, że zaliczyć zakłady MAN w Starachowicach. Przekładając tamte doświadczenia na nasze czasy nie potępiałbym tak ostro państwowych zakładów. Wystarczy zadać tylko jedno pytanie, jakiego prywatnego właściciela będzie stać na utrzymanie powierzchni produkcyjnych przy podatku od nieruchomości w wysokości 20zł za metr kwadratowy i braku ciągłości zamówień o asygnacji pieniędzy na badania i rozwój nie wspomnę. Obecnie bez państwa zbrojeniówka w żadnym kraju niema szans.

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
poniedziałek, 19 listopada 2018, 14:28

PYTANIE JAKI MAMY POMYSŁ ...na dzisiejszą rzeczywistość odnowy sił zbrojnych gdzie jak widać historia się nie powtarza ale zaczyna rymować według "pewnej stałej siunusoidy czasowej".....czyżby znowu może zabraknąć czasu by zbudować silną armię i przemysł .....czy etos ,patos ,kukuryku....i ta "gloria victis" ....to "pewna stała w martyrologi narodu" ..pielęgnowana jako zwycięstwo przegranych ...a przez świat postrzegana że to były czasy klęski narodu Polskiego ..

dropik
poniedziałek, 19 listopada 2018, 14:04

niestety fabryki rządowe dostarczały uzbrojenie dość drogie i tak jest do dziś. inwestycje były potrzebne , ale były za duże i skończyło się na tym że to Niemcy z nich skorzystali

gady
poniedziałek, 19 listopada 2018, 09:50

Takie są fakty -produkcja stali Niemcy - 20 mln, Polska 1.5 mln ton, Zatem cały zbudowany zgodnie z planami COP ze swoja produkcją był może wielkości 0 produkcji Niemiec, a reszta przemysłu zbrojeniowego i infrastruktury była bardzo mała lub jej nie było !

gady
poniedziałek, 19 listopada 2018, 09:33

Masz rację ! Rzesza produkcja 20 mln ton stali. Polska 1,5 mln ! Do tego brak całego przemysłu, bo Huta Stalowa, Ostrowiec, Starachowice, Rzeszów, Skarżysko, Radom, Warszawa, Lublin czy Mielec, to są pojedyncze małe zakłady, brak dużej huty z wielkim piecem która miała być budowana w Nisku jako duży producent stali dla kraju. i zbrojeń ! A gdzie reszta przemysłu -chemia, motoryzacja, drogi itp Ludność rzesza to 80 mln - u nas 35 mln ! Można analizować dane o planach i produkcji w COP, ale takie są fakty, że był bardzo malutki !

mc.
poniedziałek, 19 listopada 2018, 02:21

Coś dla poprawienia nam humoru (głupota innych zawsze poprawia nam humor): po klęsce wrześniowej, dowódcy ewakuowani do Francji przygotowali szczegółowy raport dotyczący przyczyn klęski polskich wojsk i taktyki niemieckiej. Wykorzystanie tego dokumentu mogło znacząco podnieść możliwość pokonania Niemców przez Francuzów. Ale pycha i zadufanie w sobie Francuzów spowodowała, że uznali że Polacy nie chcieli walczyć i nawet nie przeczytali tego raportu. Efekt wszyscy znamy.

gady
niedziela, 18 listopada 2018, 22:55

Porównanie produkcji w 1937 roku Niemcy - Polska: węgiel 185 mln - 36 mln, stal 14,1 mln - 1,5 mln samochody 327 tysięcy - brak danych, te dane pokazują różnice w wielkości produkcji przemysłowej,zatem nawet cala produkcja w planowanym i zbudowanym COP by była około wielkości 0 produkcji rzeszy, do tego znaczące różnice w ludności 80 mln - 35 mln, oraz gigantyczne różnice w liczbie pracowników przemysłowych, wydajności i poziomie życia, itd To pokazuje nam różnice, zatem dyskutowanie o kupnie wyposażenia 6 dywizji pancernych bez infrastruktury i paliwa nie ma sensu !

MAX13
niedziela, 18 listopada 2018, 22:03

Szanowny „manek” idiotyzmem jest pisanie tego rodzaju bredni. Twój komentarz jest w stylu gdybym wiedział, że złamie nogę to bym nie wyszedł z domu. I niestety trzeba się zgodzić z „ bryxx - em„. Tak na marginesie chcę zwrócić uwagę, że ten majątek służy już ponad 70 lat.

bryxx
niedziela, 18 listopada 2018, 17:22

Ciekawa koncepcja manek. Znasz to powiedzenia o dwaniu ryby albo wędki? Szkoda że ludzie o takich poglądach jak ty dorwali się do władzy i rządzą w sumie już kilkanaście lat.

joachim
niedziela, 18 listopada 2018, 14:33

do Maxa. Bardzo słuszne uwagi. To było myślenie życzeniowe, nie na polskie warunki.

bryxx
niedziela, 18 listopada 2018, 14:07

Przepraszam za ten "cud na wisłom" chyba za bardzo poruszył mnie post pana maxa. Oczywiście generał Rozwadowski był autorem planów oraz dowodził w czasie bitwy znanej jako "Cud nad Wisłą"

manek
sobota, 17 listopada 2018, 21:27

Budowa COPu byla idiotyzmem, zmarnowano 2mld zlotych na obiekty, ktore wykorzystywali potem Niemcy . W tej cenie moglismy kupic pelne wysposazenie dla np 6 dywziji pancernych .

bryxx
sobota, 17 listopada 2018, 16:29

Do max, kolego potrafisz czytać ze zrozumieniem? To nie ja proponuje To jest cytat kolego. Chcesz dyskutowac z generałem Rozwadowskim? Przeczytaj najpierw jego opracowania dotyczace wojny manewrowej. Gadasz tak jak Piłsudski gdy twierdził ze nie ma szans na obrone Lwowa i chciał go oddać ukraińcom. Rozwadowski obronił Lwów ze swojmi żełnierzami i orlętami. Wiesz kto to był generał Rozwadowski? On zaprojektował pocisk tzw. granato-szrapnel czyli odłamkowo-burzący, opracował kioncepcje ruchomej zasłony ogniowej to prawdziwy twórca planu "cudu nad wisłom" i faktyczny dowódca w czasie tej bitwy.To twórca współczesnej kawalalerii. Przeczytaj jego życiorys , przeczytaj jego prace potem odzywaj się. Tym sie różni generał Rozwadowski od innych że wiedział co proponuje i znał sie na tym. Znaj proporcje mocium panie, panie max.

max
sobota, 17 listopada 2018, 12:38

Do Bryxx. 10 pułków pancernych to jest 120 x 10 1200 czołgów bez zaplecza (które jest istotne. Polska armia w 1939 roku poszła do boju bez ciągników ewakuacyjnych, ruchomych MPS-ów, bez polowych punków napraw + części zamienne, bez cystern, bez wozów dowodzenia, bez wozów amunicyjnych, co się zemściło bardzo szybko, pomijam już szybkość prowadzenia działań przez stronę niemiecką), rozumiem, że chodziło o nowe czołgi, a nie o Renault 17, który nie nadawał się do wojny manewrowej. Gdzie miano wyprodukować te czołgi? W warunkach polskich i w polskim tempie prób prototypów trwało by to 20 lat (przyjmując 100 czołgów rocznie, jakie mógł wyprodukować Ursus w latach trzydziestych - polska przeróbka Vickersa) ). Kupić czołgi? to od kogo? Na rynku była tylko Francja, Niemcy dopiero od 1934 roku (pzkpw I), ZSRR. Sprawa niemożliwa do zrealizowania, chyba, że się ma krocie i można przepłacać jak ZSRR przy kupnie prototypów wozów brytyjskich i systemu Christiego. No i ten co produkuje musi się zgodzić na sprzedaż. Polskę powalał brak przemysłu i pomysłu! Czołg potrzebuje optyki, silników, prądnic, świateł, akumulatorów, żarówek, działa, karabinów maszynowych, amunicji, płyt pancernych i całego pozostałego wyposażenia. Kto to miał robić w odpowiedniej ilości w tamtym czasie? Większość rzeczy kupowano za granicą, bo polska produkcja albo była licha, albo mała i niewydolna, albo tego jeszcze nie produkowano. W latach dwudziestych jest to łabędzi śpiew Rozwadowskiego, niewykonalny. W latach trzydziestych sytuacja niewiele lepsza, na początku był kryzys ogólnoświatowy.

dropik
piątek, 16 listopada 2018, 16:24

@PL Nie gadaj głupot. Po 17 września ciężko juz mówić o jakieś obronie. to była ucieczka. Francuzi uznali, że przegrali i ratowali co mogli . Spokojnie mogli się opierać jeszcze ponad miesiąc zanim Niemcy doszliby nad morze Śródziemne. Nie powielaj tej powtarzanej mitologii

Macorr
piątek, 16 listopada 2018, 11:27

Blitzkrieg działał bo było bardzo dobre współdziałanie lotnictwa i masowych związków pancernych(możliwośc wezwania Stukasów przez radio). Gdyby udało się to zakłócić, słabe na ten czas niemieckie czołgi nie byłyby w stanie działać tak efektywnie i o tym pisza wszyscy zwolennicy postawienia na lotnictwo myśliwskie przed 39 roku. I dla porownaniea ilość myśliwców 300+ z mojego poprzedniego posta byłaby nie wiele mniejsza niż WB w czasie bitwy o Anglie (400-600). Oraz tak w pełni zgadzam się że sama Polska ze względu na rożnice potencjału w końcu przegrałaby z Niemcami. Ale chodziło o przedłużenie wojny obronnej do czasu interwencji zachodu (oczywiście nie ma pewności żeby nastąpiła). Co do PZL 50 i IAR80 to polski myśliwiec w niedokończonym prototypie rozwijał predkość 460-470, przy silniku 200KM słabszym, wobec 485 km/h IAR80.

bryxx
czwartek, 15 listopada 2018, 22:29

Jakby Piłsudski nie usunął Rozwadowskiego tylko pozwolił aby jego koncepcja wojny manewrowej była doktryną polskiej armii to byłoby inaczej."Gen. Rozwadowski postulował potrzebę stworzenia dziesięciu czteropułkowych brygad wzmocnionych batalionami strzelców zmotoryzowanych, samochodami i pociągami pancernymi oraz lotnictwem. Generał przedstawił plan utworzenia dziesięciu pułków pancernych, dowodząc, że budżet jest w stanie podołać kosztom przeznaczonym na ich tworzenie. Plany te odrzucono, a tworzenie jednostek pancernych rozpoczęto dopiero w 1937 roku. W 1925 roku Rozwadowski dowodził manewrami na Wołyniu. Zaproszeni z zagranicy goście byli pod wrażeniem organizacji i postawy Wojska Polskiego. Ćwiczenia odbiły się echem w Europie. Rozwadowski w tym czasie miał duży wpływ na ukształtowanie tej miary dowódców jak Władysław Sikorski, Stanisław Sosabowski, Franciszek Kleeberg i Tadeusz Kutrzeba, będąc ich mentorem, czuwał nad rozwojem ich karier wojskowych[5]. W międzyczasie Rozwadowski był w konflikcie z obozem piłsudczykowskim. Jako przeciwnik upolitycznienia armii, był ostro zwalczany przez marszałka. Generała niepokoiły podziały w wojsku i rozkład moralny, które doprowadziły w rezultacie do wydarzeń z maja 1926 roku." Pozwole sobie zacytować najpopularniejsze źródło wiedzy :). Polecam poczytać życiorys prawdziwego zwycięzcy, naszego wielkiego wojskowego generała Tadeusza Rozwadowskiego. Wszyscy się zachwycaja blietzkregiem a o wojnie manewrowej nikt nie pamęta. Cudze chwalicie ......

gnago
czwartek, 15 listopada 2018, 22:03

No opanowano w Polsce juz kilka lat temu technologie produkcji grafenu. Za granicą bada się pancerze oparte o to . A w Polsce cisza nawet o produkcji na małą skalę. Czyżby świadomy sabotaż

Marek
czwartek, 15 listopada 2018, 14:41

@dropik Żebyśmy mieli porównywalne nasycenie sprzętem do Francuzów raczej także przerżnęlibyśmy wojnę. Nikt, ale to nikt na świecie nie był wówczas gotowy do tego, żeby poradzić sobie z wyszkoleniem Wermachtu i niemiecką koncepcją Blitzkriegu.

PL
czwartek, 15 listopada 2018, 14:09

Bardzo cenne porównanie.... Z perspektywą historyczną dużo łatwiej jest oceniać decyzje ale zakładając dwa elementy łatwo jest wprowadzić korektę: zapaść gospodarcza jaka miała miejsce w 1918-1920 i ogólnie 1930, zmiana koncepcji forma walki (cały zachód krócej się bronił niż my sami mając kilka miesięcy buforu) z np. Francją i jej linią Maginota oraz tygodniowymi niemal zmianami w konstrukcjach gdzie dzisiaj to są lata np F-16 to rocznik 1974 czyli ma blisko 45 lat a wtedy zmiany typów i rozwiązań to były tygodnie by po roku był następca. Zgadzam się- główne błędy były w zarządzaniu polem walki nie w technologiach. Trzeba pamiętać,że Niemcy właśnie w Hiszpanii testowali i modyfikowali rozwiązania i sprzetowe i organizacyjne. Świat inaczej by wyglądał gdyby wojna prewencyjna doszła do skutku

pike
czwartek, 15 listopada 2018, 11:02

@Habad Lubawicz Większymi odwiecznymi wrogami były Wielka Brytania i Francja, a jednak potrafiły się dogadać na 2 wojny

sża
środa, 14 listopada 2018, 20:32

@pragmatyk, sporo bajek napisałeś na temat II RP. Na ten przykład, że mieliśmy świetnych dowódców. Nic bardziej mylnego, bo po zamachu majowym pozbywano się doświadczonych i wykształconych dowódców, na rzecz miernych ale wiernych. A efekt był taki, że w 39 roku na 8 armii i SGO jakie wtedy posiadaliśmy, 4 dowódców dostało podczas walk "rozstroju nerwowego", z tego 3 uciekło z pola bitwy, a 1 generał uciekał aż dwa razy.

Marek
środa, 14 listopada 2018, 16:10

@dropik Też ciekaw jestem skąd się autorowi w Rumunii 90 Łosi wzięło?

Marek
środa, 14 listopada 2018, 16:04

@say69mat Oczywiście. Dlatego też twierdzę, że lepiej byśmy wyszli robiąc z P.11 dolnopłata (gwoli dokładności IAR-80 bazował raczej na P.7) zamiast bawić się z wzorowanym na amerykańskich konstrukcjach wyścigowych Jastrzębiem. Z Fw-190 to jednak przesada. Nie widzę niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że Tank zapatrzył się na to, co robili Rumuni. Facet robił samolot, który swoim układem zdecydowanie różnił się od IARa. A jego późniejsza ewolucja, która zaczęła się od Dory wynikała z tego, że chłodzone powietrzem silniki gwiazdowe nie radziły sobie dobrze na dużych wysokościach. Konieczna więc była konwersja na rzędówy. Zresztą początkowy rozwój FW-190 to ciekawa bajka. Szło z nim troszeczkę jak po grudzie. A to silnik wadliwy, w którym pękał wał. A to (w odróżnieniu od IARA) silnik za blisko do kabiny, co skutkowało podtruwaniem pilotów. A to chłodzenie trzeba było przerabiać, bo zaprojektowane na początku miało do podwójnej gwiazdy za chude uszy. Ale faktem jest, że przezwyciężenie początkowych trudności zaskutkowało zbudowaniem jednej z najlepszych maszyn myśliwskich DWS. @dropik Gwoli ścisłości były zamówienia eksportowe na Łosia. Ale masz rację. Nie sprzedano.

say69mat
środa, 14 listopada 2018, 11:45

@Marek: - /.../ Ten samolot to przecież wynik ewolucji FW-190, przy którym zaczęto dłubać już przed wojną, którego pierwszym etapem była Dora. /.../ Po pierwsze, porównaj profile boczne FW190D/Ta152/IAR80 i zestaw z konstrukcjami epoki P36/MB152-157/A6M/Ki43/ . Po drugie, konstrukcje FWS190 i IAR projektowano i budowano równolegle w latach 1936 - 1939. Pierwsze loty prototypów FW190 i IAR80 przypadają na 1939 rok. Dalej, właściwości pilotażu oraz parametry lotu IAR80 sprawiają, że dyskontują osiągi wczesnych wersji Me 109, He 112. Są porównywalne z osiągami Spitfire'a czy Emila. Dalej, rzesza miała rewelacyjne funkcjonujący wywiad przemysłowy i wojskowy. Dalej o potencjale IAR80 świadczy wynik konfrontacji - pogrom - amerykańskich P38 wykorzystywanych w trakcie ofensywy na Ploeszti. Stąd uważam, że potencjał konstrukcji IAR został zauważony przez konstruktorów niemieckich i wykorzystany do modyfikacji konstrukcji FW190 co zaowocowało wersją D oraz późniejszą konstrukcją Ta152. Stąd uważam, że brnięcie w konstrukcję P50 Jastrząb było błędem. Przecież rumuński samolot wykorzystywał licencyjny wariant silnika doskonale znanego w naszym kraju silnika Gnome-Rhône 14K Mistral Major. Wystarczyło wykorzystać te klocki, które były na stole, czyli w zasięgu możliwości naszego przemysłu. Modyfikując konstrukcje P11/P24 w oparciu o formułę dolnopłata z chowanym podwoziem, wykorzystując silnik Gnome-Rhône 14K Mistral Major.

dropik
środa, 14 listopada 2018, 10:21

nie opowiadajcie bajek że 50 czy 300 myśliwców zmieniłoby obraz wojny. nie przegralismy tej wojny z powodu słabości lotnictwa tylko z powodu ogolnej przewagi w każdym rodzaju wojsk, slabości zaopatrzenia , dowodzenia.

dropik
środa, 14 listopada 2018, 10:17

@Wawiak @-CB- @SOWA żaden łoś nie został wyeksportowany do żadnego kraju. Autor zaś pisze ,że dostarczono 90 do Rumunii. To co używali Rumunii to były samoloty WP, które przeleciały po 17.9 na jej teren i zostały przez nich przejęte. Były plany , aby zabrać je do Francji, ale okazało się to nierealne. Plany eksportowe zniweczyła wojna , a sam łoś okazał się zbędny . Zamiast niego trzeba było produkować myśliwiec tyle, że nie udało się takiego skonstruować . Co śmieszniejsze , na bazie konstrukcji pzl11 Rumuni stworzyli całkiem dobry myśliwiec , co pokazuje nasze osiągnięcia z lat 30 zostały zniweczone skoro Rumunii , nasi uczniowie przerośli nauczycieli.

dropik
środa, 14 listopada 2018, 09:59

@dim nie gadaj głupot . Żadnych łosi nie sprzedano zagranicę, a to sugeruje autor :"bombowce PZL-37 sprzedawano Rumunii, lekkie bombowce PZL-43 – Bułgarii" i wcześniej :"..że projektowane i produkowane przez najmłodszy przemysł lotniczy Europy samoloty bojowe stały się przedmiotem eksportu w liczbie 273 szt. (w tym 90 najnowocześniejszych PZL-37 Łoś" - żadnych łosi nie wyeksportowano za granicę. Wszystkie plany eksportowe zniweczyła wojna. Sam łoś mimo, że to dość dobra konstrukcja, nie był Polsce potrzebny. To była fanaberia podobna do Orki uzbrojonej w CM.

pragmatyk
środa, 14 listopada 2018, 00:14

II RP nie była państwem sielankowym ,w którym wszystko wychodziło na piątkę ,ale brak organizacji nadrabiano zangażowaniem , tzn.inna była tonacja społeczna ,wszyscy wiedzieli ,ze nic nie mamy ,ale mamy niepodległość i demokrację ,więc resztę zrobimy najlepiej jak potrafimy ,nie mozna mieć pretensji do wielu błędów ,ktore tu wyciagają piszący posty ,bo tyko nic nie robiący nie popelnia błędów.Mielismy zapalenców i to z otwartymi głowami ,ktorzy przenosili góry ,przecież COP rodził sie w bólu ,tak jak Gdynia ,ale ci co podstawiali nogi byli w mniejszości. Większośc ziemian lesników i inżynierów należała do organizacji prowojskowych ,wynieśli to nie tylko z wojny z bolszewikami,ale z patriotycznych domów . Tu wspomniany karabin przeciwpancerny był obslugiwany przez najlepszych żołnierzy ,elitę ,nie każdy wiedział ,że taki karabin mamy na wyposażeniu , a miała min.10 Brygada Maczka, czyli oddziały najnowoczesniej wyposażone.Ciekawe ,czy dzisiaj społeczeństwo zrobiło by zrzutkę na zakupy dla wojska, wtedy było to mozliwe.O detale można sie kłócić przez następne sto lat ,ale każdy i tak zostanie przy swoich racjach ,bo nie żył w przedwojennej Polsce z jej problemami: zacofaniem z zaboru rosyjskiego ,zniemczeniem Pomorza i Śląska, czy mniejszosciami narodowymi jakie dostaliśmy w darowiznie po zaborach.Wyszkolenie wojska było dobre, świadczy o tym II wojna swiatowa i walki Polaków w powietrzu ,na morzach i lądzie.Także dowódcy sprawdzali sie w działaniach wojennych na różnych frontach,a musieli sie uczyć zupełnie nowych rzeczy .Co do bierzącej roli wojska i jego rozwoju , do 1989 roku bylismy częscią U.W. i wyposażenie ,oraz rola wojska była wkomponowana w politykę bloku wschodniego i dązeń imperialnych ZSRR.Inaczej wyglądała obsługa sprzętu przez żołnierza służby zasadniczej ,nawet z maturą .A niektórzy dopiero w wojsku uczyli sie fachu na cale życie. Najnowocześniejszy sprzęt mieli Rosjanie ,a nie ich sojusznicy,będący poza terytorium ZSRR.Inny sprzęt mieli Białorusini ,czy Ukraińcy walczący w Afganistanie ,a inny,podobny np. Polacy. Reformy wojska po 1989 roku były wyważone ,W III od początku RP zdawano sobie sprawę ,że wykształcenie generała to połowa jego zycia ,a wykształconych na zachodzie jakoś nie było.Reformy były trudne ,także od wewnątrz wojska ,gdyż wielu musiało od nowa wrócić do cywilnego życia ,a adaptacja trwa przeważnie kilka lat.W czasie tych reform uzbrojenie wojska zeszło na drugi plan ,trzeba było wszystko zreorganizować.Nie wszystko do końca było przemyslane ,także szkolenie nowych kadr w uczelniach wojskowych ,czasem wylewano dziecko z kąpielą. Największym błędem III RP jest brak zgody na przemyslane rozwijanie wojska i stworzenie solidnej strategii, oprócz 2 procent ,nie było koncepcji ,ani chęci polityków obecnie rządzących partii na przygotowanie państwa do obrony ,raczej skupiano sie na misjach ,a okazało sie ,że i tu także nie bylismy na to przygotowani.Gdyby nie misje było by jeszcze gorzej.Wojsko stało sie wielkim niemową ,co wykorzystali politycy do rozgrywania wojska do celów wyłącznie politycznych swoich partii, mialo być marszowo i kolorowo.Brak służby zasadniczej i brak szkolenia rezerwy spowodował odcięcie wojska od społeczeństwa , jego hermetyzacje i osłabienie morale ,do dziś nie jest one najlepszą stroną armii.Na misjach nie mozna było przecież ukryć przed Polakami jak uzbrojeni są ich dzisiejsi sojusznicy.O reakcji polityków przekonał sie najlepiej gen.Skrzypczak.Dziś znów wracamy do róznych niespójnych koncepcji ,bo stworzylismy WOT ,ale nie wiemy do czgo ma służyć.Sytuacja obecnie w polityce międzynarodowej jest o wiele trudniejsza niż np.10 lat temu ,jest dynamiczna ,co utrudnia politykom podejmowanie decyzji ,a wojskowym nie ufają .Krym był dla wojska o tyle pozytywnym doświadczeniem ,ze zaczęto interesować sie trochę poważniej Polską Armią i otwarcie mówić o brakach .Przystąpiliśmy do następnej reformy ,która także nie jest obojętna dla roli wojska i jego miejsca w funkcjonowaniu państwa.Obysmy znów nie utknęli na rafach przekształceń

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
wtorek, 13 listopada 2018, 23:17

.....cóż szczęśliwi ci którzy śnią ale wiedzą kiedy się obudzić by przetworzyć sny w czyny...tylko jest ale....NASZA HISTORIA TO "GLORIA VICTIS" MOŻE CZAS JĄ ZMIENIĆ BO CELEM WIEDZY Z PRZESZŁOŚCI NIE JEST OTWIERANIE DRZWI NIESKOŃCZONEJ MĄDROŚCI PRZESZŁOŚCI , LECZ POŁOŻENIE KRESU NIESKOŃCZONYM BŁĘDOM PRZESZŁOŚCI...

Marek
wtorek, 13 listopada 2018, 16:20

@Cezar Tak się składa, że do czasu bezpośrednio poprzedzającego Drugą Wojnę Światową, wybuch konfliktu z Rosją uważano za bardziej prawdopodobny od konfliktu z Niemcami. Nie bez przyczyn zresztą, zważywszy, że dopiero jakiś czas po objęciu władzy przez Hitlera zbrojenia w Niemczech nabrały rumieńców. Nie mówiąc już o tym, że do pewnego czasu Hitler chciał nas w swojej antykomunistycznej koalicji. @Maciek A nie? Po pierwsze sowieckie okręty musiałyby działać w oddaleniu od swoich baz. A to dla Rosji wówczas było potężnym wyzwaniem. Po drugie Finowie zablokowali ich skutecznie mając ułamek tych sił jakie my mieliśmy. Niemcy także nie wysilali się z tym za bardzo. Poza tym w zasięgu jakiego ruskiego lotnictwa i niby którędy miało ono latać? Nad Finlandią nie poszłoby im latanie za bardzo, tak, jak nie poszło podczas Wojny Zimowej. Estończycy mieli Gladiatory, więc ich lotnictwo nie odbiegało od tego, co mieli w tym czasie Rosjanie, więc też nie byłoby im tam wesoło. Z Niemcami w Prusach Wschodnich poszło by im jeszcze gorzej, zważywszy na stacjonujące tam mesie 109. A musisz sobie zdać sprawę z tego, że mimo braku podpisanych umów międzynarodowych, agresja na Polskę postanowiła by na nogi nie tylko Finlandię, ale całą późniejszą pribałtykę. A to dlatego, że każde z tych państw wiedziało jak się ta rzecz dla nich ostatecznie skończy. Co do Niemców, mogli być dla nas nieprzychylni, ale bez paktu Ribbentrop Mołotow w żadnym wypadku nie pozwoliliby Sowietom nad Prusami latać. Poza tym pisząc o rosyjskich okrętach, powinieneś wiedzieć w jakim ich lwia część była stanie. Poczytaj sobie coś na temat tak zwanego "przebazowania" Pariżskiej Kommuny z Bałtyku na Morze Czarne. Zapewniam, że to jest bardzo interesująca lektura.

mc.
wtorek, 13 listopada 2018, 16:16

II RP - radzę przeczytać książkę: wrzesień 1939. Przemysł Zbrojeniowy rzeczypospolitej. Opracował Wojciech Włodarkiewicz (relacje i wspomnienia). Tworzenie komisji, wieloletnie prace analityczno koncepcyjne, wielokrotne zmienianie założeń dotyczących sprzętu, brak zaplecza surowcowego, uciekanie od odpowiedzialności i brak decyzji - to nie są problemy obecne (OCZYWIŚCIE ŻE SĄ), takie same problemy były w okresie międzywojennym. Karabin piechoty - generał Rozwadowski (przy pełnym poparciu generała Sosnkowskiego) wydał rozkaz Zbrojowni Wojsk Polskich we Lwowie przebudowy austriackiego kb Mannlicher wz.1888 na karabin samopowtarzalny. W ramach tych prac powstał kbsp wz.1921. Wykonano serię próbną. Temat "umarł" bo żołnierz potrzebowałby za dużo amunicji ?! Działko przeciwpancerne - dyskusje o nim trwały od 1923 do 1935 roku ?! Ostatecznie wybrano Boforsa. Armata przeciwlotnicza 75mm sprawa trwała od 1928 roku do 1938 ?! Cały czas SZUKANO IDEAŁU !!! A PZL-24 ? Niemieccy piloci oczekiwali że w powietrzu spotkają się z dużymi jednostkami lotniczymi latającymi na tych samolotach - I BALI SIĘ TEGO SPOTKANIA !!! Prędkość maksymalna to za mało by wygrać w powietrzu, potrzeba dużej zwrotności samolotów i dobrze wyszkolonych pilotów. Mieliśmy niezłe czołgi - 7TP. Nie produkowano ich zbyt wiele bo uważano że trzeba nam czołgów LEPSZYCH (cięższych). Jak dużo Niemcy mieli we wrześniu czołgów które mogły im sprostać ? Odrzućcie z listy niemieckich czołgów Panzerkampfwagen I i II , i ile ich zostaje ? (mieli sporo czołgów czeskich !!!) Rkm wz. 28 - bardzo dobry karabin, choć było ich zdecydowanie za mało. Niestety spór z Browningiem (o nie licencyjne skopiowanie) zepsuł nam opinię w Stanach (to był jeden z powodów dla których Christie nie chciał nam sprzedać swojego czołgu). Reforma umundurowania w roku 1935 - żołnierz w czasie musztry musi wyglądać GODNIE - stąd długie płaszcze i wydłużenie "Mauserów". No i KOMBINATORSTWO !!!! Afera Francopolu - główny odpowiedzialny Włodzimierz Zagórski, popierany przez Władysława Sikorskiego. Afera RWD - nasi cudowni konstruktorzy kupowali paliwo lotnicze (po cenie dla wojska) i sprzedawali do samochodów (w cenie normalnej). A propos samochodów - czy znany jest Wam fakt że w 1939 roku w Polsce porusza się po drogach 30 000 pojazdów samochodowych (samochodów osobowych, ciężarówek, autobusów) ??? W Niemczech było ich wówczas ok. 1 000 000 szt. Poziom techniczny (ale i poziom ekonomiczny) naszego społeczeństwa był wówczas niemal zerowy. Lekceważono artylerię, lekceważono logistykę i zaopatrzenie. Łączność... Marszałek Rydz-Śmigły zrezygnował we wrześniu 1939 z łączności radiowej, bo bał się że jego rozkazy zostaną podsłuchane (a przecież "rozgryźliśmy Enigmę !!!), a radiostacja namierzona i zbombardowana !!! Płk Heliodor Cepa (Dowódca Wojsk łączności) we wspomnieniach z 1939 roku cieszył się, że taczanki wojsk łączności mają już instalowane "pompowane" koła (z samochodu FIAT) , A czasy obecne - sprzedaliśmy i pozwoliliśmy zlikwidować najważniejsze zakłady przemysłu zbrojeniowego. Bo produkowały bardzo dużo broni i sprzętu ?! Cały czas udawaliśmy (mówię oczywiście o Politykach) że wojny już nie będzie !!! A kiedy wybuchła na Ukrainie: "Wie Pan, jestem kobietą. Ja sobie wyobrażam, co bym zrobiła, gdyby na ulicy pokazał się człowiek wymachujący ostrym narzędziem, albo trzymający w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl, tam za moimi plecami jest mój dom i moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam się i opiekuje się moimi dziećmi." Mój głos - Tę Opcję (polityczną) trzeba trzymać z dala od Ministerstwa Obrony Narodowej i obronności Kraju.

pepe
wtorek, 13 listopada 2018, 15:17

Największa bolączka WP II RP. Brak odpowiednich silników dla pojazdów pancernych, samolotów, samochodów.

Cezar
wtorek, 13 listopada 2018, 09:50

@Marek - założenie, że Rosja sama na nas napada jest irracjonalne. Cała polityka rosyjska przed wybuchem IIWŚ sprowadzała się do wspierania imperialnych dążeń III Rzeszy po to by Hitler wciągnął Europę w wojnę a Rosja wówczas wkroczy na gotowe, na wyniszczone wojną kraje Europy. Atak na Polskę dnia 17 września miał jedynie za zadanie realizację paktu Ribbentrop-Mołotow. Ze strony rosyjskiej było to doprowadzenie do ustanowienia wspólnej granicy rosyjsko-niemieckiej jako punkt wyjścia do planowanego strategicznego marszu na Europę Zachodnią w terminie późniejszym.

Artur
wtorek, 13 listopada 2018, 08:25

Teraz do mnie dopiero dociera heroizm i poświęcenie w tamtym okresie. Od zera zaczynaliśmy. Bo ile takich zakładów zbudowaliśmy po 89 roku.

Maciek
wtorek, 13 listopada 2018, 01:20

Marek sądzisz, że gdyby wybuchła wojna z ZSRR nasze śmieszne 4 niszczyciele i raptem 5 op odegrałoby jakąś rolę? Sowieci byli na morzu nieudacznikami, ale i tak czapkami by nas zarzucili, oczywiście kosztem wysokich strat, ale to nie był dla nich problem. Wyjście w morze naprzeciw ruskiej flocie oznaczało wejście w zasięg ich lotnictwa, z fatalnymi dla nas skutkami. A "aż" 6 cantów - nawet nie wiem co one miałyby robić, próbować zatopić kilkadziesiąt ruskich okrętów nawodnych, nie mówiąc o op? Przecież to śmieszne. Dlatego ówczesne zakupy były bezsensowne i dziś jest tak samo. Potrzebujemy małych okrętów uderzeniowych i zop oraz lotnictwa morskiego z prawdziwego zdarzenia, a tego nie ma nawet w planach! Podwodne to marnowanie kasy.

Marek
poniedziałek, 12 listopada 2018, 23:14

@say69mat Obecnie nie ma mowy o deja vu. Kiedyś startowaliśmy od zera i mimo tego udało się zbudować przemysł zbrojeniowy na w miarę przyzwoitym poziomie. Teraz mając wypracowane w niefajnych warunkach solidne podstawy do startu, sami beztrosko je zgniliśmy i znów startujemy w zasadzie prawie od zera. I tak na marginesie TA-152 ma tyle wspólnego z IARem, że ma silnik i skrzydła. Ten samolot to przecież wynik ewolucji FW-190, przy którym zaczęto dłubać już przed wojną, którego pierwszym etapem była Dora. W zasadzie jeden z nielicznych samolotów, w którym sprawdziła się konwersja z gwiazdy na silnik rzędowy. Na dodatek jeszcze wyjątek od ówczesnej reguły mówiącej, że coś co ma dobrze latać musi wyglądać ładnie. Po prostu wynik pracy genialnego inżyniera jakim był Kurt Tank i tyle.

Macorr
poniedziałek, 12 listopada 2018, 22:36

Do Kamflieger, Say69mat i inni w tematyce wojsk lotniczych. Zgadzam się że silne lotnictwo myśliwskie, które było na wyciągnięcie ręki mogłoby odmienić losy kampanii (przedłużyć ją) do czasu ukończenia mobilizacji Anglików i Francuzów, oraz przestawienia ich potężnych gospodarek w tryb wojenny. Zgadzam się też że zawiniły kiepskie priorytezowanie, autarkia gospodarcza, wodzowskie rządy (tolerowanie przez Piłsudskiego gen. Rayskiego, który był fantastą a nie wizjonerem,a jego jedyną zaletą było ślepe posłuszeństwo wobec Marszałka, który nie dostrzegał roli lotnictwa w przyszłym konflikcie zbrojnym ). Załóżmy że w 37 roku priorytetem zostaje PZL 50 Jastrząb,a nie rejsowy Wicher, prace przyspieszają o rok, oblot prototypu następuje w lutym 38 roku do końca roku wyeliminowane mogły być bolączki, takie jak problemy z podwoziem, ciężką konstrukcja samolotu itp. Na początku roku rozpoczyna się produkcja seryjna. I tak Warszawskie PZL miały wydajność 300 samolotów rocznie, czyli w 9 miesięcy biorąc pod uwagę współdzielenie mocy produkcyjnej (bo Łosie, bo eksport) można wyprodukować było 100 Jastrzębi dodatkowo w czerwcu po rozruchu zakładów w Mielcu (o wydajności 350 samolotów rocznie - dane ze wspomnień Witolda Urbanowicza) doszłoby może 50 -70 dodatkowych samolotów. Teraz czy myśliwiec o prędkości maksymalnej niecałych 500 km/h i w liczbie 160 szt. zmienił by oblicze wojny? Tak jeśli doszedł by do tego sprawny system zaopatrzenia w części zamienne i paliwo. Ta liczba myśliwców podwoiłaby stan lotnictwa myśliwskiego, a jakościowo myśle że siłe nawet potroiła. Polakom nie brakowało pilotów (tu też powołuje się na Witolda Urbanowicza). Polskie lotnictwo walcząc na P.11 i P.7 broniło się około 7-10 dni. Potrajając ich wyjściowa siłe i przedłużając opór nawet do 30 dni, mielibyśmy czas na zreorganizowanie armii lądowej na tyle żeby stanowiła jakąś siłe, i może doczekalibyśmy się dostaw Hurricane'ów (które ostatecznie wylądowały w Turcji i MS 406 (które nie dotarły). Oraz odciążającej ofensywy Zachodnich aliantów. Może... Nie rozpatruje tu jeszcze mniej prawdopodobnego scenariusza (aczkolwiek bardziej korzystnego dla naszej siły obronnej) gdyby zaniechano produkcji Łosia w ogóle...

artur
poniedziałek, 12 listopada 2018, 20:29

Nie przesadzajmy z tym przemysłem. Owszem zbudowano prawie od podstaw, ale ten przemysł właśnie nie był zdolny do produkcji na potrzeby wojska. Po prostu był za mały, Polska też nie miała pieniędzy i potem i czasu. Zrobiono dużo, ale popełniono kardynalne błędy. Nie było gdzie produkować sprzętu. Zakłady produkcyjne były za małe, nie było dużych hal produkcyjnych, poza tym nie było możliwości aby np. pięć różnych zakładów o podobnym profilu produkowało ten sam sprzęt. Dlatego produkcja była mała, zakłady nie miały możliwości zwiększenia produkcji. Przykładowo w Polsce była tylko jedyna fabryka produkująca czołgi - Ursus. Maksymalna roczna produkcja to 100 czołgów przestarzałych konstrukcyjnie 7 Tp. Dla porównania Niemcy i Protektorat Czech i Moraw - ponad 20 zakładów produkujących sprzęt pancerny w liczbie 100 ale miesiecznie. Podobnie było z samolotami, nie mówiąc już o samochodach. Nie kupiliśmy nowoczesnej technologii produkcji płyt pancernych, ich spawania, silników samochodowych i lotniczych dużej mocy. Dlatego próby nowego sprzetu były w oparciu o słabe silniki. Sami nie skonstruowaliśmy, były tylko plany. Byliśmy też niewydolni w produkcji dział, to co robiono było przestarzałe. Ale opanowano licencyjną produkcję dobrych armat ppanc 37 mm, plot 40 mm i własnych plot 75 mm. Pozostały sprzęt artyleryjski był przestrzały. Co do wymienionych w artykule - karabin wz. 38M, pistolet maszynowy Mors wz. 38, najcięższy karabin maszynowy FK-A wz. 38 kal. 20 mm - ta broń wymagała przynajmniej modyfikacji (np. zupełnie niefortunny pm. Mors, generalnie za długi, z niepotrzebną podstawką, z wypadającym magazynkiem, z dwoma spustami - choć wzorowany na niemieckiej ERMIE został po prostu schrzaniony). Jak już wiemy karabin UR został przereklamowany - niemieckie badania na poligonie Arys (Orzysz) w październiku 1939 nie wykazały jego wielkiej skuteczności (oficjalny raport z doświadczeń balistycznych dla OKW). Nie zmienia to jednak faktu, że polscy konstruktorzy się starali coś zrobić choć robiono też głupstwa, na które tracono cenne pieniądze np. zupełnie niepotrzebna szabla wz 34. Trudno jest oceniać wysiłek II Rp dla wojska, zrobiono wiele, ale w czasie wojny okazało się, że brakowało wszystkiego, dobrego dowodzenia a i czasami chęci do walki. Ponieważ D-ctwo WP wiedziało jak jest, jedynym rozwiązaniem dla Polski było uniknięcie wojny, tym bardziej, że już od 1936 roku wiedziano, że na żadna pomoc nie ma co liczyć.

Marek
poniedziałek, 12 listopada 2018, 19:55

"swoją drogą – bez zasadniczych analiz faktycznych potrzeb i możliwości operacyjnych, związanych z warunkami działań na Bałtyku, kosztownych nowoczesnych niszczycieli i okrętów podwodnych, oraz, choć w mniejszym zakresie, włoskich samolotów torpedowych dla lotnictwa morskiego." Dobre. Czyli znaczy, że mieliśmy nie kupować niszczycieli Gryfa i okrętów podwodnych, żeby w przypadku wojny z Rosją umożliwić odcięcie francuskich dostaw przez sowieckie "Ganguty"? Połączenie syndromu września 39 z tym, czego uczono w PRLu. Typowe myślenie, dzięki któremu od 1989 roku nie robi się nic sensownego w temacie dotyczącym marynarki. Prosiłbym o chwilę zastanowienia się nad tym, co byłoby, gdyby 1 września wybuchła wojna tylko z Rosją. Przy założeniu, że Niemcy zablokowały możliwość przesyłania transportów z Francji drogą lądową nie włączając się do wojny. Ciekawe co wtedy napisałby autor na temat "nieprzemyślanych zakupów" niszczycieli i Cantów?

ZZZ
poniedziałek, 12 listopada 2018, 15:20

@Gojan Na obecną chwilę Niemcy są naszym sojusznikiem a nie sojusznikiem Rosji, więc proponowałbym to szanować a nie czekać na Czwarty Rozbiór Polski... Co do artykułu, autor zapomina o jednej kwestii - poziomie życia Polaków w II RP i w III RP. Wielki wysiłek przemysłowo-zbrojeniowy II RP był realizowany kosztem najsłabszych, głównie chłopów. II RP była krajem mocno rozwarstwionym, o dużym procencie analfabetów wśród chłopów właśnie. Poza tym świadomość państwowa wielu mieszkańców tzw. Kresów sprowadzała się do "jestem tutejszy". Czasy po 1989 roku są pod tym względem diametralnie inne. Mamy znacznie bardziej świadome społeczeństwo, oczekujące od państwa pomocy w wielu dziedzinach życia. Pomocy w uzyskaniu mieszkania, pomocy w ratowaniu upadającego zakładu pracy itd. Nie można też zapominać, że II RP była skupiona na budowaniu. Natomiast w okresie rządów III RP zdarzały się okresy polegające na niszczeniu. Ludzi oraz całych instytucji tylko dlatego, że wywodziły się z czasów PRL. Gdyby w czasach II RP istniał PiS i Macierewicz, to praktycznie żaden z naszych wybitnych wojskowych tamtych czasów nie utrzymał by się na stanowisku, bo każdemu z nich można byłoby postawić zarzut, że skończył szkołę u zaborcy. Ostatnia dekomunizacja przeprowadzona przez PiS dotknęła ludzi, którzy jeden miesiąc pracy zaliczyli w PRL. To wystarczyło aby im obciąć świadczenia emerytalne oraz wykluczyć ich z życia zawodowego czy publicznego. W efekcie mamy całkowicie zniszczone służby specjalne, ostatnie informacje o SOP mówią iż Beatę Szydło wozi młodziak z firmy kurierskiej a Morawieckiego inny młodziak, który prowadził ciężarówkę w firmie rodzinnej pod Siedlcami. To są obecne kadry. Na zakończenie cytat o nas, Polakach. Cytat pochodzi z książki Rafała Ziemkiewicza pod tytułem "Polactwo": Stale skrzywdzeni, wystrychnięci na dudka i wydudkani na strychu, nabrani, wykorzystani i oszukani. Tak się czujemy i wcale nie mówię, że nie mamy prawa się tak czuć. Ale z pławienia się w poczuciu krzywdy i przeżuwania doznanych zdrad niewiele wynika. A już lubować się w tym, wzruszać się, że jesteśmy niewolnicą Isaurą narodów, to po prostu zboczenie, jakiś cholerny narodowy masochizm. Jeśli ktoś został oszukany raz, to może się uznać za ofiarę przykrego wypadku, jeśli dwa razy - za szczególnego pechowca. Ale jeśli ktoś jest robiony w konia regularnie, i to stale przez tych samych, i stale w taki sam sposób, to chyba nawet będąc ostatnim idiotą, powinien w końcu zadać sobie pytanie, czy może nie popełnia w kółko jakiegoś zasadniczego błędu....koniec cytatu... Dedykuję go zwłaszcza tym, którzy w czasach gdy Polska należy do NATO i jest militarnym sojusznikiem Niemiec, wciąż czekają na rosyjsko-niemiecki atak na Polskę. Bo kiedyś tak było. A ich horyzonty myślowe nie pozwalają im na wykoncypowanie, że można żyć inaczej. Że można z naszym do niedawna wrogiem wejść w sojusz. Przestańcie być Isaurą :)

Extern
poniedziałek, 12 listopada 2018, 13:06

@Willgraf To nie tak. Znaczną część broni we wrześniu zmagazynowano bo liczono że jak ruszy front zachodni to wtedy sformujemy świeże oddziały i wykonamy kontrofensywę. Zresztą cała nasza taktyka wtedy była podporządkowana na to doczekanie do odsieczy zachodniej co jak wiemy skończyło się naszym zacofaniem się na śmierć. Niestety również wymuszone na nas przez zachód odwołanie pierwszej mobilizacji też wpłynęło na to że nie sformowano wszystkich jednostek jakie zamierzano.

Ok bajdur
poniedziałek, 12 listopada 2018, 12:59

Błąd nr jeden to brak mobilizacji. Błąd numer dwa to brak pomysłu na czyste niebo nad maszerującymi wojskami. Decyzja o zakupie 50-100 huriccane pozwoliła by ba wygranie kilku bitew i przeciagniecie walki o kilka tygodni. Niemcom kończyły się zapasy amunicji a czołgi bez paliwa w jesiennym błocie daleko nie pojadą. Dzisiaj nasza armia także byłaby bezkarnie bombardowana i ostrzeliwana przez artylerię.

say69mat
poniedziałek, 12 listopada 2018, 12:01

say69mat ... proszę zwrócić uwagę na podobieństwo konstrukcji IAR80/81 do niemieckiej modyfikacji FW znanej, jako Ta152. Czyżby Kurt Tank opracował swoją konstrukcję czerpiąc inspirację z rumuńskiego samolotu??? Stąd uważam, że brak modernizacji konstrukcji P11/P24 polegającej na wykorzystaniu kadłuba i silnika plus konstrukcji dolnopłata był rudymentarnym błędem polityki obronnej i konstruktorów lotniczych IIRP.

say69mat
poniedziałek, 12 listopada 2018, 11:51

@dim ... Czyli potwierdzają się moje przypuszczenia, że polityka zbrojeniowa/obronna IIRP, a zwłaszcza kluczowe decyzje polityczne związane z produkcją uzbrojenia nie nadążały za rzeczywistością polityczną. Stąd, mam czasami nieznośne uczucie ... deja vu ;)))

dim
poniedziałek, 12 listopada 2018, 07:54

Co Autor pominął, a takie porównanie przydałoby się - ilu urzędników liczyło MON, w owym okresie gdy to tak szybko/sprawnie podejmowano kluczowe decyzje zbrojeniowe ?

dim
poniedziałek, 12 listopada 2018, 07:52

@Bardzo ciekawy, obszernie wyjaśniający artykuł, wielkie dzięki dla Autora i Redakcji ! @Dropik - ależ to wystarczy sprawdzić w Wikipedii ! Znaczna część produkcji Łosiów została zaoferowana i sprzedana za granicę, a po prostu nie zdążono jej dostarczyć. Gdybyż tylko Hitler i Stalin zechcieli poczekać...

Gojan
poniedziałek, 12 listopada 2018, 00:33

Dobra analiza. Dodam dwie sprawy. (1) wg historyków wojskowości polski przemysł zbrojeniowy pod koniec lat 30. XX w. dysponował mocami produkcyjnymi wystarczającymi do zapewnienia wystarczających dostaw czołgów, samolotów i artylerii dla WP. Niestety, zawierzono zbytnio prognozom wywiadu francuskiego, wg których Hitler miał wywołać wojnę dopiero w 1944 r. W związku z tym nie zmobilizowano na czas polskiej gospodarki, wstrzymując produkcję sprzętu opanowanego technologicznie, jak czołgi 7-TP czy samoloty myśliwskie PZL 11/24. Oczekiwano, że zdąży się jeszcze wprowadzić na uzbrojenie nowocześniejsze typy uzbrojenia, które właśnie wdrażano, kierując się zasadą, wygłoszoną przez Józefa Piłsudskiego, że "nie stać nas na produkowanie przestarzałego uzbrojenia", z pozoru słuszną, jednak błąd polegał na tym, że żadnego państwa nie stać na utrzymywanie w pełnym zakresie i przez cały czas najnowszego uzbrojenia. Przyjmuje się jakąś datę. Niestety, nie można dokładnie przewidzieć, kiedy sąsiad (sąsiedzi) zaatakuje(-ją). __ (2) Przed wojną środek geograficzny Polski znajdował się w rejonie Puław. Położenie tego środka, z korygującym uwzględnieniem przeszkód naturalnych (którymi na niżu europejskim są rzeki, jeziora, lasy), powinno było rzutować na lokalizację i przemysłu zbrojeniowego i na miejsce zgrupowania wojsk drugiej linii, mających bronić rdzenia własnego terytorium. Moje wnioski dla II RP są takie, że COP, z czysto strategicznego (nie społeczno-ekonomicznego) punktu widzenia, powinien był być usytuowany w widłach Wisły i Bugu, od Modlina, przez Warszawę, Lublin, Rzeszów, Przemyśl, Lwów, a nie w wielkim łuku Wisły (Radom, Pionki, Skarżysko-Kamienna, Kielce itp.). W podobnym obszarze powinny były być rozmieszczone wojska drugiego rzutu i rezerwowe, konkretnie wzdłuż linii rzek: San-Wisła-Pilica-Bzura-Wisła-Bug, i dalej na południe, zabezpieczając jedyną drogę dostaw z Zachodu przez Rumunię, z którą, jako jedyną (no, jeszcze Węgry) mieliśmy formalny sojusz i wspólną granicę. Słuszności moich założeń dowiodły działania wojenne w 1939 r., gdy południowe zgrupowanie Armii Prusy (gen. Skwarczyńskiego) bezskutecznie próbowało osłaniać zakłady COP w Radomiu, Skarżysku-Kamiennej, Kielcach. Z kolei Stalowa Wola położona na zachód od Sanu padła zbyt łatwo łupem Niemców, bo brak było z góry przygotowanej obrony na linii Sanu. Tymczasem we wrześniu 1939 r, wojska 2 rzutu znajdowały się de facto na kresach wschodnich, podobnie jak duże zapasy uzbrojenia (np. w Łucku), które wpadły nietknięte w ręce Sowietów, podobnie jak rezerwy ludzkie (patrz Katyń, Miednoje itp). Natomiast zakłady zbrojeniowe spoza COP, w rejonie Warszawy: PZInż. w Ursusie i przy ul. Mińskiej, Fabryka Karabinów i Lilpop i Rau na Woli, były w stanie zaopatrywać broniące się wojska jeszcze po przełamaniu głównej linii obrony w zachodniej części RP. Dużą stratą była szybka utrata zakładów i lotniska Okęcie, gdzie były zgromadzone zapasy części i materiałów lotniczych, których zabrakło samolotom ewakuowanym na lotniska polowe - co było skutkiem nieobsadzenia siłami 2 rzutu, choćby rezerwowymi, linii Pilicy. Podobnie na pd-wschodzie Polski zakłady w Lublinie, Mielcu, Rzeszowie i inne na wschód od Wisły i Pilicy były jeszcze w czasie wojny do dyspozycji wojska (montowano tam jeszcze w czasie wojny Łosie). Podobnie lotniska polowe węzła lubelskiego były używane chyba najdłużej przez polskie samoloty. __ A DZISIAJ? Środek Polski jest w województwie Łódzkim. Paradoksalnie lokalizacje przedwojennych zakładów COP, zbudowanych za II RP na zachód od Wisły, są dzisiaj bardziej trafne. A gdzie dzisiaj jest miejsce optymalnej lokalizacji zakładów zbrojeniowych, wojsk 2. rzutu i rezerwowych czy ważnej infrastruktury wojskowej? Sądzę, że właśnie w woj. Łódzkiem. Trzeba zresztą przyznać, że w Łódzkiem jest rzeczywiście sporo ważnych jednostek wojskowych. Także lokalizacja CPK, między Łodzią a Warszawą, jest chyba nieprzypadkowa. W każdym razie na pewno nie na zachodniej ścianie Polski, gdyż jeśli Rosja nas zaatakuje, to raczej nie sama, a tradycyjnie, wspólnie z Niemcami.

say69mat
niedziela, 11 listopada 2018, 23:54

Po pierwsze, w II RP pragmatyzm w dziadzinie polityki gospodarczej, jako podstawie budowania zdolności obronnych państwa został zakwestionowany przez ideologiczną autarkię. Odrzucającą z racji ideologicznych inwestycje kapitałowe i technologiczne przemysłu i finansjery USA. Stąd w USA zdecydowano, że to Republika Weimarska, a nie Polska będzie ośrodkiem gospodarczej barykady budowanej w opozycji do sowieckiej Rosji. Stąd to Republika Weimarska, a w konsekwencji Rzesza stały się beneficjentami amerykańskiego eksportu kapitału i technologi przemysłowej w Europie. Po drugie, brak pragmatyzmu w dziedzinie polityki gospodarczej skutkuje rozwiązaniami w obszarze polityki obronnej. Gdzie, dynamiczny rozwój technologii lotniczych w krajach naszych sąsiadów nie przekłada się na zdolność do budowy potencjału przemysłu lotniczego w Polsce. Na ten przykład, jakim to cudem zahamowano modernizację i produkcję konstrukcji P11. Skoro, w międzyczasie Niemcy dynamicznie zwiększają produkcję samolotów wojskowych. A nasz przemysł nie był w stanie opracować konstrukcji będącej odpowiednikiem nowoczesnych samolotów znajdujących się na wyposażeniu Luftwaffe. Dalej ,skoro Rumunia zdołała w oparciu o konstrukcję P24 i silnik IAR-14K Ilc32 zbudować samolot IAR80. Jakim cudem tego typu rozwiązanie nie stało się udziałem naszego przemysłu lotniczego???

100 lat!
niedziela, 11 listopada 2018, 21:20

Miałem nadzieję, że paralela o jakiej autor wspomniał na wstępie, nie sprowadzi się do w sumie jednego zdania nt. szacunku dla dokonań II RP nałożonych na podobny okres po 89 roku. Jakkolwiek by to było przykre, poważna analiza naszych współczesnych osiągnięć a zwłaszcza ich nie do końca zadowalających rozmiarów, mieściła by się w ramach d24, będąc przy tym równie pożyteczną analogią dla cywilnej części gospodarki.

Maciek
niedziela, 11 listopada 2018, 20:21

Akurat P37 nie był specjalnie udanym samolotem. Najdłuższą historię służby operacyjnej odnotowali Rumuni. Był trudny w pilotażu, miał słabe własności aerodynamicznie, ogólnie był nielubiany przez załogi. A już sensowność całego programu dla Polski jest jasna - nie potrzebowaliśmy takiej konstrukcji. Priorytetem powinno być panowanie w powietrzu przynajmniej nad własnym terenem, a do tego potrzebne są myśliwce. Łosie nie odegrały praktycznie żadnej roli w wojnie. Podobnie jak niszczyciele i okręty podwodne (te ostatnie z powodu absurdalnej taktyki użycia). A dzisiaj niestety mamy do czynienia z podobnymi błędami. Kupuje się niszczyciele min, jakieś śmieszne zestawy shorad, tworzy papierowe wojsko (WOT). A podstawowe problemy - brak prawdziwej opl, brak koncepcji użycia marynarki, za mało samolotów, brak śmigłowców szturmowych, etc. etc. etc.....

Extern
niedziela, 11 listopada 2018, 20:19

II Rzeczypospolita zaczynała od sukcesu jakim było odzyskanie niepodległości, pierwsze w naszej historii wygrane powstanie a potem obronienie państwowości w wojnie z ZSRR. Ogólny entuzjazm itd. czyli mieliśmy wtedy dobry start, choć z niskiej pozycji. III Rzeczypospolita Zaczynała od układu z komunistami, uciążliwości transformacji, wyprzedaży i upadku przemysłu, utraty wartości waluty, bezrobocia, emigracji za chlebem, itd. Czyli start po resecie ustrojowym mieliśmy raczej kiepski. To miało i niestety ma do dzisiaj wpływ na naszą narodową psychikę i działania.

Willgraf
niedziela, 11 listopada 2018, 20:11

jedna z głównych powodów klęski to torpedowanie mobilizacji i wydawania uzbrojenia..żołnierze dostawali po 3-5 naboi na karabin ...to miało dać im morale w starciu z doskonale wyekwipowana Armia Niemiecką ..komus zdecydowanie zależało na tej klęsce , bo nie sposób sobie wyobrazić taki stopień głupoty

Wawiak
niedziela, 11 listopada 2018, 19:55

Dropik, kupiła go np. Rumunia. W ramach przedwojennego eksportu.

-CB-
niedziela, 11 listopada 2018, 19:37

@Dropik - oczywiście, że Łoś był przedmiotem eksportu. natomiast autor artykułu rzeczywiście myli się w tym, że wyeksportowano więcej niż sami mieliśmy. Co prawda podpisano parę umów eksportowych (a nawet sprzedano licencję) ale w ich realizacji przeszkodził wybuch wojny.

Gts
niedziela, 11 listopada 2018, 19:21

Kwintesencja tego fajnego artykulu jest to ze my jak zwykle budujemy nowe, lepsze, mocniejsze ktore bedziemy mieli za 10 lat... probkem polega na tym ze z tych 10 lat zawsze robi sie 20 a nawet 30 lat i w polowie tego oczekiwania dostajemy po lbie od wroga mniej zaawqnsowanego, a abrdziej licznego nie majac nic procz koni. Dodatkowo upieramy sie ze sami zbudujemy nie majac kompetencji, funduszu i zarzadzania na odpowiendim poziomie zamiast dogadac sie jak inne zdrowo myslace narody i kupic cos do produkcji licencyjnej albo z offsetem. Chcemy sami a okazuje sie ze najpier to trzeba wyprodukowac narzedzia a nie towar. Najpierw trzeba postawic fabryki, zaplanowqc masowa produkcje, potem zrobic prototypy i dopiero trzepac produkt masowo. O tym wszystkim nie maja pojecia misiewicze zatrudniani na stolkach i potem zostaje im symulowanie roboty poprzez kupowanie lawek patriotycznych, organizowaniem wystaw, eventow, stawianie pomnikow. Potem sie budzimy z bolem glowy, i teka w nocniku. Ciagle brak wszystkiego elektrowni, infrastruktury drogowej i kolejowej o armii w ogole juz sie nie rozpisujac bo tez niewiele sprzetu w niej jest.

autor polemiki
niedziela, 11 listopada 2018, 18:49

1. LWP (nie mylić z WP) było tyleż liczne, co zupełnie nie nowoczesne. Najlepiej widać to na przykładzie lotnictwa. W 1990r. z 18 pułków lotnictwa bojowego ledwie siedem miało wartość bojową (Su-20/22, Mig21bis, Mig-23), nowoczesna była ledwie jedna eskadra (Mig-29). Z braku sprzętu, chwilę wcześniej kilka pułków rozwiązano, w innych maszyny bojowe zastępowano Iskrami i SBLimami. To była równia pochyła. Tak samo przedstawiała się sytuacja sprzętowa w innych rodzajach wojsk. Po redukcji armii do rozsądnych rozmiarów WP było jednak średnio zapóźnione co najmniej o generację. I to jest pierwsza różnica względem roku 1918. Druga, poważniejsza, to kadry. W LWP dobór następował wg. kryteriów lojalności wobec partii (a ściślej sowieckiego mocarstwa), względy merytoryczne, umiejętności miały drugorzędne znaczenie, moralne nie liczyły się wcale. W następstwie przyjętego sposobu odbudowy Polski w 1989r, LWP szykiem zwartym wmaszerowało do III RP. Efekty tego odczuwamy do dziś: zdarzają się młodzi oficerowie, którzy uważają mjr Łupaszkę za bandytę, a MW nie jest w stanie wyrwać się mentalnie z operacji desantowej na Jutlandię. Klub garnizonowy, który nadal, w 2018 roku, nosi nazwę "Kościuszkowcy" symboliczne uzmysławia, że problem istnieje, i jest poważny. Czy jakikolwiek oddział II RP szczycił się pochodzeniem z armii zaborczej? 2. Według literatury, fabryka karabinów z Gdańska została Polsce przyznana w ramach reparacji wojennych, a nie kupiona. 3. Jeśli uwzględnić produkcję licencyjną, to nasz eksport lotniczy prezentuje się jeszcze lepiej. Samych samolotów Puławskiego powstało na świecie wg. moich obliczeń 724, z czego połowę otrzymało nasze lotnictwo, a pozostałe 360 to eksport i produkcja licencyjna. Nie był to może sukces na miarę Hawker Hart i pochodnych, ale chyba P-7/11/24 można zaliczyć do najliczniej produkowanych samolotów połowy lat 30-tych. 4. Krytyka rozbudowy MW opiera się na rzeczywistym przebiegu wojny z Niemcami, i pomija podstawowe kwestie: do końca 1938r w zasadzie jedynym realnym zagrożeniem dla Polski były Sowiety, i przeciwko temu zagrożeniu rozwijano naszą MW. Spodziewano się, że transport morski może stać się jedyną dostępną drogą importu, gdyż sojusznicza Rumunia mogła nie wytrzymać sowieckiej agresji w stopniu umożliwiającym tranzyt. Flota Bałtycka w wojnie z Polską działałaby w dużym oddaleniu od swoich baz, bez wsparcia lotniczego, a zaminowanie Zatoki Fińskiej mogłoby zupełnie sparaliżować jej działania. Zarówno ORP Gryf, jak i torpedowe Cant 506 miały jak najbardziej racjonalne uzasadnienie. 5. WP absolutnie nie przygotowywało się do wojny pozycyjnej a'la I wś. Według przedwojennych decydentów, z którymi można się całkowicie zgodzić, na wojnę materiałową (czyli potocznie pozycyjną) Polski po prostu nie było stać, i musieliśmy szukać rozwiązania w manewrze. Potwierdza to zarówno rozwinięcie operacyjne WP (ok. połowa wielkich jednostek przeznaczona do odwodu), liczne, niemal obowiązkowe, polskie kontrataki na szczeblu taktycznym, jak również przykłady odwrotu w kontakcie bojowym całych armii, których Niemcom nie udało się zniszczyć ani nawet rozbić na dystansie kilkuset kilometrów. Poza tym, bardzo ciekawy artykuł.

Stary Grzyb
niedziela, 11 listopada 2018, 18:41

Kiedy się czyta o dokonaniach II RP - realizowanych w nieporównanie trudniejszych warunkach zewnętrznych i wewnętrznych - i porównuje je z tym, co osiągnęliśmy w latach III RP, to często zadawane pytanie "Zbrodnicza głupota czy celowy sabotaż?" staje się nieadekwatne. Być może należy spytać, czy - po zagładzie polskich elit w okresie II w. św. i 45 latach rządów komuszego knajactwa - nie staliśmy się jakimś "wybrakiem" kulturowo-genetycznym, a wygrzebanie się z tego stanu jest zadaniem na pokolenia (o ile, wobec obecnych trendów demograficznych, te pokolenia w ogóle się urodzą), z rezultatem silnie wątpliwym? Wstrząsający artykuł (nawet, jeśli omawiane w nim kwestie są czytelnikowi znane), a przecież podobne można by napisać o wielu innych dziedzinach...

SOWA
niedziela, 11 listopada 2018, 18:26

Do Dropik. Zapewne autorowi chodziło o podpisane a niezrealizowane z powodu wybuchu wojny kontrakty z Rumunią i Turcją.

kampflieger
niedziela, 11 listopada 2018, 17:35

Bo kluczem w przypadku wojska jest ciągłe USTALANIE PRIORYTETÓW (bez końca!) i możłiwe szybkie aktualizowanie co jest KRYTYCZNIE ważne (w ciągle zmieniającej się rzeczywistości).... i tak w 1939 roku moim zdaniem KRYTYCZNE było panowanie w powietrzu i można je było osiągnąć nawet przy środkach II Rzeczpospolitej - w postaci np 1000 x P11a, P11c, P24 i P11 Kobuz... podstawą była ILOŚĆ na nie koniecznie jakość biorąc pod uwagę że Niemcy używali nawet Bf109D!... Gdybyśmy dysponowali tak dużą ilością myśliwców (np ok 1000 a nie 170) - wówczas po kilku dniach toczenia walk takich jak nad Warszawą (gdzie przy stratach udawało się zadawać straty Niemcom) wyeliminowalibyśmy SWOBODNE loty zarówno średnich bombowców nad większością Polski, ale też lotnictwu obserwacyjnemu NIEMIECKIEMU które było krytyczne w BUDOWANIU ŚWIADOMOŚCI sytuacyjnej związków panc/zmot... nie wspominając o JATKACH jakie urządzaliby nasi piloci sztukasom która jako latająca artyleria de facto wybujały dziury we froncie... Marius Emmerling genialnie opisuje każdą akcję poszczególnych kampgruppe itp...i widać tam słabość NIE sprzętu(np walki brygady pościgowej) ale SŁABOŚĆ W ILOŚCI posiadanego sprawnego sprzętu... dopóki sprzęt i piloci są Niemcy ponoszą straty w tym tak koszmarne jak brak paliwa do BF109D które osłaniały próby nalotów na Wawę na początku wojny... bo zaangażowane były w walki z naszymi P11takmi... Gdyby takich walk było 5 razy więcej to nie byłoby swobodnych lotów wypraw bombowych he111 czy do17... nie mówiąc o Bf109... Myśliwce musiałby eskortować(i to tylko na krótkich dystansach! po za Bf110) a dalej byłaby JATKA... Na lotniskach nie utraciliśmy samolotów stricte bojowych 1 września(jak to się stało rano 22 czerwca 1941 w ZSRR).... te 1000 myśliwców po 100.000 zł przedwojennych sztuka ZMIENIŁYBY sytuację... same dywizje pancernei zmot bez rozpoznania(i doświadczenia!) nie dałyby rady NIESPANIKOWANYM oddziałom Polskim...

MI6
niedziela, 11 listopada 2018, 17:19

za to dziś nic (no prawie nic) nie eksportujemy, nie kupujemy olbrzymich ilości amunicji a sprzętu kupujemy jakieś śmieszne śladowe ilości na defilady

MI6
niedziela, 11 listopada 2018, 17:16

~Dropik nie wiem gdzie wyczytał ale były przedmiotem eksportu to fakt, jeszcze w latach 80-tych ubiegłego wieku sklejałem modele Łosia i była tam opcja malowania w wersji rumuńskiej, o tym, że były eksportowane do Rumunii można było wtedy poczytać w każdej popularnonaukowej książce o lotnictwie II RP-także sam sobie poszukaj, nie chce mi się łazić do biblioteki za Ciebie...

Kazik
niedziela, 11 listopada 2018, 17:14

Niestety tak się wtedy wszyscy zmęczyli, że do dziś odpoczywają.

Oso
niedziela, 11 listopada 2018, 16:39

Kb ppanc "Ur" był skuteczny m.in. dlatego, że został utajniony. Szanowny Autorze, proszę się zapoznać z tą konstrukcją. Czego zabrakło- taktyki użycia.

czyt
niedziela, 11 listopada 2018, 16:34

Treść tego opracowania jest bardzo na miejscu czasowo i zasadna.Wielu tzw.politykow dzisiejszego czasu związanych bezpośrednio i pośrednio z MON i resortami oraz gałęziami przemysłu powinno bardzo wnikliwie przeczytać ten materiał i w domowym zaciszu dokonać przy wsparciu netu wnikliwej analizy.Potem dopiero powinna przyjść pora na wnikliwą analizę swoich działan,postępowań i publicznych wystapień de facto pustych obietnic bo jak widać czas mija a żadnych ,faktycznych działań i sprzętu,który zasiliłby potencjał uzbrojenia WP nie widać. Zawarcie różnych dużych kontraktów i przyszłościowych projektów to pieśń przyszłości a na dziś braki są ogromne i nie widać żadnej i zdecydowanej poprawy jakości,ilości ,wizji rozwoju o własne moce przemysłowe na bazie rodzimych i pozyskanych technologii a dlaczego..????Te patetyczne wypowiedzi o służbie dla RP i jej obywateli to puste i bzdurne obietnice a czas mija. ZA BYŁE BŁĘDY ANI OBECNE BRAK ZDECYDOWANEGO ROZLICZENIA PERSONALNEGO I EKONOMICZNEGO A DLACZEGO?

Fred
niedziela, 11 listopada 2018, 15:40

II RP przeznaczała na zbrojenia 30% PKB, ale nie miała ani jednego przyjaznego sąsiada i zamorskie, papierowe sojusze. To te sojusze ostatecznie rozsierdziły Hitlera, który do Polski odnosił się przyjaźnie, upatrując w nas potencjalnego sojusznika do uderzenia na ZSRR.

TS
niedziela, 11 listopada 2018, 15:10

PZL37 Łoś ; TP7 Duży wysiłek projektowo-produkcyjny , który negatywnie wpłynął na przebieg obrony PL 39 to chyba oczywiste gdyby skierować ten strumień na pzl11c do może g i w drugim przypadku na bf37mm + działa polowe 105/120/155 mm. Środki na marynarkę i efekty w stosunku dla piechoty i kawalerii też się nie opłaciły

ccc
niedziela, 11 listopada 2018, 14:57

Do DROPIKA Licencję na budowę samolotu kupiła belgijska wytwórnia "Renard Constructions Aéronautiques". Planowano zbudowanie przynajmniej 20 egzemplarzy. Zakupem samolotów z tego źródła zainteresowana była republikańska Hiszpania. W marcu 1939 r. republikanie skapitulowali i Renard wycofał się z licencji W czerwcu 1939 r. zawarto umowy na dostarczenie samolotów wersji C: 20 sztuk dla Jugosławii, 15 sztuk dla Bułgarii w terminie do połowy 1940 r. W połowie lipca 1939 r. zawarto umowy na dostawę samolotów serii D: 30 do Rumunii, 25 dla Turcji. Rumuni wpłacili zaliczkę na pięć samolotów, kolejne 10 miały być zakupione pod koniec 1939 r. Pozostałe 15 chcieli spłacać na raty przez trzy lata. Turcja podpisała umowę o dostawie 10 gotowych samolotów i 15 maszyn w częściach do zmontowania u odbiorcy. Planowano również zakup licencji Zakupem samolotów interesowały się także: Dania, Estonia i Finlandia. Produkcji wersji seryjnych: C i D nie rozpoczęto przed wybuchem wojny

kujawiak
niedziela, 11 listopada 2018, 14:33

90 PZL-37 wysłano za granicę? Może autor poda do jakiego kraju? PZL-37 zostały ewakuowane do Rumuni 17 IX1939 , 3 zdobyli czerwoni, i dwie sztuki uruchomili Niemcy!

TomBe
niedziela, 11 listopada 2018, 14:05

W kontekście budowy COP proszę pamiętać o roli Górnego Śląska w rozwoju II RP. Minister Kwiatkowski jasno mówił, że przekształcanie Polski z kraju rolniczego w przemysłowy byłoby niemożliwe bez technicznego, materiałowego i surowcowego zaplecza w postaci Górnego Śląska. Proszę zatem patrzeć na Górny Śląsk, jego historię i obecne problemy przez pryzmat tego, że bez nas (jestem rodowitym Ślązakiem) nie byłby możliwy rozwój Polski. Co więcej jestem z tego dumny. Wszystkiego dobrego z okazji 100lecia

Habad Lubawicz
niedziela, 11 listopada 2018, 13:37

Przede wszystkim był to wynik ulomnej polityki zagranicznej np. 'Sojusz' z naszym odwiecznym wrogiem Wielka Brytania

Się zastanawiam
niedziela, 11 listopada 2018, 13:08

Tylko dlaczego ten przemysł produkował sprzęt tak drogo, mniej więcej 1,5 - 2 krotnie w porównaniu do analogicznego za granicą?

Harry 2
niedziela, 11 listopada 2018, 13:06

No cóż, nie wyciągnęliśmy wniosków z wojen i dalej jesteśmy nie najlepiej uzbrojeni, przygotowani do wojny, a historia lubi się powtarzać

BUBA
niedziela, 11 listopada 2018, 12:32

Od 2007 roku Polska utraciła dzięki rządom Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej kompetencje w budowie czołgów, samolotów, śmigłowców oraz produkcji silników i innych podzespołów do użytkowanych przez WP samolotów i śmigłowców. Sprzedano PZL Świdnik, PZL Mielec, PZL Rzeszów, zamknięto PZL Wolę producenta silników czołgowych. nie wprowadzono żadnych kluczowych technologii i licencji dla WZLi. Celowo wybierając Patriota nie pozyskano kompetencji budowy nowoczesnych pocisków przeciwlotniczych średniego zasięgu, zamknięto program nowoczesnego lufowego systemu CWIS PZA Loara oraz rakietowego PZR Loara który miał zastąpić KUBy........................................................................ ................................................................................................................................................................................ Jak widzimy przytoczone przeze mnie przykłady to odwrotne działanie niż w XX leciu międzywojennym. Wyżej wymienione planowane zamknięcia i przejęcia polskich firm przy udziale polskich polityków wstrzymujących celowo zakupy w danych fabrykach by upadły (PZL Mielec część dawnego COP) ukierunkowane były na uzależnienie Polski od dostawców z zewnątrz z naciskiem na USA. I to trwa do dzisiaj przy pełnej zgodzie na takie działania sporej części wyborców obu kluczowych w Polsce partii.

Piotr ze Szwecji
niedziela, 11 listopada 2018, 12:28

Od 100 lat wielu piszących prasę się podnieca w gazetach raz po razie tym budowaniem RP2 od zera. Nie było nic, więc wielki wyczyn i osiągnięcie pańszczyźnianego motłoszku i cudzoziemskich burżujów świeżo zwanych Polakami w oparciu o Kodeks Napoleoński plujący na słowiańskie szlachectwo, że zbudowali w Polsce __coś__. Tak sami sobie hymny pochwalne pieją w Polsce po 1918 za dosłownie leniwe podniesienie palca, kiedy można było w miejsce neoliberalizmu rosyjskiej Dumy posła Dmowskiego użyć neomerkantylizm inżyniera Kwiatkowskiego i zbudować przez 20 lat z dosłownie gołej ziemi i skały w Polsce gigantyczną gospodarkę skali w pełni odpowiadającą potencjałowi wielkości kraju i narodu Polski, jak Korea Południowa "Cudem nad rzeką Han" dokonała w 20 wieku przez 20 lat. Ludzie też byli jak inżynier Kwiatkowski. Kapitał i chęć budowy Polskiej Fabryki Samochodów Osobowych też była, ale niepodległościowej generalicji bohaterów Legionów Piłsudskiego śpieszno było kupić sobie do wojska cudzoziemskie osobowe samochodziki do wożenia się po Polsce i tak socjalistyczna tłuszcza pokazała jak wysiadała na przystanku "Wolność i Niepodległość" na wypasywanie się kosztem dobra Polski za "zasługi dla Polski", kiedy zablokowali kontraktami MON po 1921 budowę FSO w Polsce. Po 1989 mieliśmy KPN i... skąd my tych ludzi znamy ponownie. Ponownie za KPN "królewskie" zasługi niepodległościowe obalenia tym razem komunizmu do koryta "królewsko" maszerują, bo koryto ważniejsze od Polski i od jej niepodległości i od jej niezawisłości. Demonstrować pod koszarami Rosjan w Polsce potrafili, lecz kiedy rząd RP3 pozwolił FSO likwidować, to nikt ich już nie widział protestujących przeciwko zdrajcom i sprzedawczykom tam pod bramą FSO, czy pod kancelarią rządy, czy pod Sejmem. Co poraża w tym wszystkim, że wschodnioeuropejska szlachta zeszła po 100 latach "niepodległości" na ten sam chamski poziom moralny zakłamanych zachodnioeuropejskich pańszczyźnianego motłoszku i cudzoziemskich burżujów. Dziś nigdzie w Polsce dłużej nie znajdziesz nawet sklepu w którym kupisz narodowy strój polski, kontusz, żupan li konfederatkę. Tylko szaty zachodnioeuropejskie w nich. W Polsce trzeba wręcz odrodzić nasz lechicki-słowiański Naród Sarmatów, bo inaczej wszelkie wysiłki niepodległościowe będą iść na marne w koryto dla tych wszystkich cudzoziemskich Nowopolaków i to tych cudzoziemców którzy w Polsce od 1805 Polakami się sami przezywają li tych których EU chce z Afryki w Polsce na siłę osiedlać, kiedy PO dojdzie ponownie w Polsce do władzy. Rzeczpospolita II cudu gospodarczego nie osiągnęła i to z własnych niepodległościowych elit judaszowej winy zdrady gospodarczej, bo parali się kompromisami, bo pozytywistycznie chcieli Polsce lepiej zrobić i co najważniejsze nażreć się za zasługi. Na niepodległość i niezawisłość gospodarczą także nie ma żadnych kompromisów, a chcieć to móc jak Korea Południowa pokazała. To jest żenada i hańba chwalić się, że w RP2 zamiast prawdziwego szlacheckiego wyczynu gospodarczego cham polski ledwie żywo leniwie palec podniósł i zrobił w końcu po 20 latach __coś__. HAŃBA powiadam HAŃBA! A mogliśmy mieć nowoczesne polskie czołgi i myśliwce w tysiącach (1000+!) sztuk. Także pełno wielkokalibrowej artylerii polowej bez zabierania funduszami ostatnich sreberek rodowych od naiwnych szlacheckich staruszek. Ze szlacheckiej krwi szlachcic się rodzi i to jest sądowy mandat szlachectwa RP1, kiedy nawet testów DNA nie mieli. Podczas kiedy bezpańskie polskie obywatelstwo nie wiadomo komu Polska (Warszawska) Republika od 1805 roku rozdaje w samej Polsce czy hen daleko po za jej granicami w obcych krajach i gdzie się schował ten mandat tego obywatelstwa. Ten mandat to jeno umiejętność wysłowienia się po polsku? I to nie zawsze także? Co to za nadymany sztuczny i dziwny mandat, który byle kto na całym świecie może zaliczyć po 6 miesiącach nauki języka polskiego? To nasi rodacy niby mają być? Obywatelstwo to bezprawie, to rozbój to cudzoziemska kolonizacja! Powrotu Królestwa Polski czekamy, bo to jedyna prawdziwa Polska była, jest i zawsze będzie, a szlachectwo tej słowiańskiej krwi dowodem prawdziwych Polaków było, jest i zawsze będzie!

Kornik
niedziela, 11 listopada 2018, 11:26

WP przygotowywane było do walki z ZSRR, dlatego na poczatku lat 20 i 30 wielkim naciskiem rozwijano jednostki ulanow. Koń był bardziej mobilny w Ukrainskim stepie, nie potrzebowal paliwa olejow itp. Dopiero później okazało się że wojna będzie inna ale było za późno. Podczas planowania uprzemyslowienia kraju, oszacowano że potrzeba do tego 60 000 samych tylko tokarek. Przemysl to caly lancuch zależności. Ktoś musi wydobyc rude przewieźć ja wytropić dodac mieszanki do tego potrzeba energii, ktos ja musi wyprodukować. Niemcy produkowali dziennie ok. 10 czolgow 10 samolotów. Polska 120 czołgów rocznie. Dziś w Niemczech sa fabryki ktore produkuja po 5000 aut dziennie, policzcie ile to na minute.

Rzyt
niedziela, 11 listopada 2018, 10:41

Beck, śmigły-Rydz i egzotyczne sojusze...100 lat później mamy prawie to samo...klicimy się z sąsiadami a oni się dogaduja. Polski rząd obecny uczy się na błędach... Nie będą uciekać samochodami najszybszymi w kraju tylko samolotami... Jak już coś wspomna o honorze i guzikach od munduru

Dropik
niedziela, 11 listopada 2018, 10:26

Wg autora PZL p37 łoś były przedmiotem eksportu. Ciekawe gdzie autor to wyczytał ? ;P

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama