Przeciwpancerny paradoks. Pułk wraca do Suwałk [KOMENTARZ]

12 lipca 2019, 14:16
D_Q9bWnUYAEqvq6
Fot. MON

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ogłosił dziś przeformowanie stacjonującego w Suwałkach dywizjonu artylerii przeciwpancernej w pułk. To potrzebna decyzja, ale jej skuteczne wdrożenie będzie zależeć od powodzenia programu modernizacyjnego, mającego wprowadzić na wyposażenie nowy niszczyciel czołgów.

Aktualizacja 10:37 15.07 - Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało na profilu społecznościowym, że na potrzeby pułku zostaną zakupione nowe wyrzutnie Spike.

Minister Błaszczak ogłaszając rozpoczęcie formowania pułku w Suwałkach stwierdził, że w ten sposób zostanie naprawiony błąd, polegający na rozformowaniu tej jednostki i pozostawieniu jedynie dywizjonu. 

Podpisałem decyzję, która rozpoczyna formowanie pułku przeciwpancernego tu w Suwałkach. To jest decyzja, która naprawia błąd popełniony dziewięć lat temu przez rządzącą wtedy Polską koalicję PO-PSL. Błąd polegający na rozformowaniu pułku, polegający na zmniejszeniu liczebnym wojska stacjonującego w tu w Suwałkach.

Mariusz Błaszczak, Minister Obrony Narodowej

Rozformowanie pułku, jakie miało miejsce w 2010 roku, związane było z wycofaniem – bez wprowadzenia następcy – systemu rakiet przeciwpancernych 9P148 Konkurs, jaki znajdował się wcześniej na wyposażeniu jednego z dywizjonów pułku. Na wycofanie pocisków Konkurs zdecydowano się z uwagi na wyczerpanie resursów, pomimo że to nieco nowocześniejszy system, w stosunku do używanego do dziś w Suwałkach 9P133 Malutka.

W przeciwieństwie do pocisków Malutka, Konkursy nie były jednak powszechnie używane w Wojsku Polskim (zakupiono jedynie 18 wyrzutni). Nie stworzono też przed laty dla tego rodzaju systemu przeciwpancernego zaplecza produkcyjno-obsługowego, jakie posiadano już dla rakiet Malutka, co mogło stać za decyzją o zakończeniu eksploatacji tego typu sprzętu. Nie wprowadzono jednak dla niego następcy. Wobec tego jedynym niszczycielem czołgów w Wojsku Polskim – pojazdem przeznaczonym specjalnie do zwalczania broni pancernej – pozostał system 9P133 Malutka, podobnie jak 9P148 osadzony na podwoziu BRDM-2.

System jest obecnie przestarzały i powinien zostać jak najszybciej wymieniony. Jeszcze przed rosyjską agresją wobec Ukrainy prowadzono prace koncepcyjne dotyczące nowego niszczyciela czołgów, w programie Barakuda. Zakładano, że wóz miał otrzymać zarówno armatę, jak i wyrzutnię przeciwpancernych pocisków kierowanych. Pod uwagę brano podwozie kołowe, jak  gąsienicowe. Ważnym postawionym wymogiem było zwalczanie celów chronionych przez aktywne systemy ochrony – klasy soft-kill (zakłócające systemy kierowania pocisków przeciwpancernych), ale i hard-kill (fizycznie zwalczające pociski przeciwpancerne). Kontrowersje budziły jednak niektóre założenia programu, np. połączenie uzbrojenia armatniego i rakietowego, otrzymał on negatywną rekomendację w ramach Strategicznego Przeglądu Obronnego.

W październiku 2018 roku minister Mariusz Błaszczak zapowiedział odtworzenie pułku artylerii przeciwpancernej w Suwałkach, założenie to zostało potwierdzone w Programie Rozwoju Sił Zbrojnych do 2026 roku. Choć MON nie informował, jakie ma być uzbrojenie pułku, to stało się jasne, że Wojsko Polskie będzie zainteresowane nowym niszczycielem czołgów. Skoro bowiem ma być tworzony pułk artylerii przeciwpancernej, to chodzi właśnie o zakup takiego sprzętu. Wcześniej pojawiały się koncepcje, że struktura pułku w Suwałkach zmieni się w ramach 11. Mazurskiego Pułku Artylerii, wraz z wprowadzeniem do tego ostatniego haubic 155 mm i systemu Homar, i taki też sprzęt miałby trafić do Suwałk. O takim rozwiązaniu mówił jeszcze w kwietniu 2015 roku w Sejmie ówczesny pierwszy zastępca Szefa Sztabu Generalnego WP gen. Anatol Wojtan. Ostatecznie jednak w Suwałkach ma pozostać pułk przeciwpancerny.

Wróćmy do niszczyciela czołgów. W trakcie prowadzonych zdecydowano się na niszczyciel czołgów na podwoziu gąsienicowym, z wyrzutniami przeciwpancernych pocisków kierowanych. Z ogłoszenia zamieszczonego przez Inspektorat Uzbrojenia przy okazji dialogu technicznego można się było dowiedzieć, że utrzymano założenie zwalczania celów chronionych przez systemy ochrony aktywnej, tak hard-kill, jak i  soft-kill, co oznacza że powinien dysponować zaawansowanym systemem przeciwpancernych pocisków kierowanych o dużych zdolnościach.

Warto też zauważyć, że ww. ogłoszenie mówi o pozyskaniu „modułu dywizjonowego”, co wskazuje na dążenie do zakupu sprzętu dla kompletnych dywizjonów – a więc z wozami dowodzenia, podsystemem rozpoznania i wsparcia etc. Programowi nadano kryptonim Ottokar-Brzoza, nawiązujący do nazwiska twórcy artylerii Legionów Polskich. Choć formalnie MON nie określa, do jakich jednostek mają trafić nowe niszczyciele, to naturalną lokalizacją jest właśnie dywizjon (pułk) z Suwałk. Tym bardziej, że jednostka jest rozbudowywana, i trudno oczekiwać, by przywracano do służby przestarzałe 9P133.

Niedawno Inspektorat Uzbrojenia poinformował w odpowiedzi na pytania Defence24.pl, że do dialogu technicznego, spośród kilkunastu podmiotów, które się zgłosiły, zakwalifikowano pięć: PGZ, OBRUM, HSW, MBDA UK i IMI Systems–Elbit Systems. Wiadomo, że jeden z zakwalifikowanych partnerów zagranicznych, MBDA UK, zdecydował się zaoferować stronie polskiej ciężkie pociski Brmistone, które mogłyby zostać zintegrowane z systemem kierowania ogniem Topaz i używane do zwalczania celów wskazywanych ze źródła zewnętrznego.

Do dialogu zakwalifikowano też PGZ i dwie spółki zależne (OBRUM, HSW), dysponujące kompetencjami do dostarczania podwozi gąsienicowych i ich integracji. W praktyce więc – prawdopodobnie – nowy niszczyciel ma być połączeniem ciężkiego, przeciwpancernego pocisku kierowanego, pozwalającego razić cele również poza widocznością wzroku i krajowego podwozia gąsienicowego.

Wprowadzenie do Wojska Polskiego systemu przeciwpancernego o takich możliwościach wraz z całym zapleczem z pewnością byłoby znaczącym wzmocnieniem obrony przeciwpancernej. Dla jednostki z Suwałk mógłby to wręcz być skok o kilka generacji, jako że system 9P133 to technologia z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku.

W praktyce jednak, aby to założenie zostało spełnione, równolegle ze zwiększaniem ukompletowania, szkoleniem żołnierzy, wreszcie – przygotowaniem infrastruktury jednostki w Suwałkach – musi zostać, w sposób planowy i skuteczny przeprowadzony zakup tego typu sprzętu. To chyba największe ryzyko dla planu odbudowania tej jednostki. Nie jest przecież tajemnicą, że wiele programów modernizacyjnych, zdawałoby się – prostszych od systemu Ottokar-Brzoza (choćby pojazdy 4x4 Mustang i Pegaz...) – notuje opóźnienia. A bez nowego niszczyciela czołgów, odtwarzanie „przeciwpancernej” jednostki mogłoby stanąć pod znakiem zapytania.

Na razie wiadomo tyle, że prace analityczno-koncepcyjne mają zakończyć się w I kwartale przyszłego roku. MON jest już z pewnością „bogatszy” o wyniki analiz prowadzonych w ramach programu Barakuda, które doprowadziły do wypracowania obecnej koncepcji. Nie zmienia to faktu, że teraz trzeba będzie ustalić ostateczną konfigurację nowego niszczyciela czołgów, wybrać producenta, przejść przez negocjacje i podpisać umowę, co wiąże się z prowadzeniem często czasochłonnych procedur.

Od tego, czy uda się je zrealizować, w dużej mierze zależy powodzenie tego – podkreślmy – potrzebnego planu odbudowy zdolności artylerii przeciwpancernej, w dodatku w tak newralgicznym dla Polski i NATO punkcie, jak obszar w pobliżu „przesmyku suwalskiego”. Paradoksalnie. tak jak rozformowanie pułku w Suwałkach (i pozostawienie w jego miejsce dywizjonu) było warunkowane wycofaniem starego sprzętu, tak teraz sformowanie go z powrotem wymaga wprowadzenia nowego. Na pełną ocenę dzisiejszej deklaracji MON przyjdzie więc jeszcze poczekać, choć – nie ma co ukrywać – czasu nie jest zbyt wiele.

Reklama
Tweets Defence24