Reklama
Reklama

„Fort Trump” po koreańsku, czyli o płaceniu za bezpieczeństwo [OPINIA]

29 października 2018, 16:35
strzelający abrams
Strzelanie czołgu Abrams. Fot. Maj. Adam Weece/US Army.

Władze Korei Południowej finansują rozbudowę infrastruktury dla wojsk amerykańskich stacjonujących w tym kraju, równolegle z modernizacją własnej armii zarówno w oparciu o własny przemysł, jak i we współpracy z USA. Pomimo dużych różnic między Polską a Koreą to, jak Seul prowadzi politykę obronną łącząc te wszystkie czynniki, może być wskazówką dla Warszawy, zabiegającej o rozlokowanie na terenie kraju stałej obecności amerykańskiej.

Korea Południowa bywa często wskazywana jako przykład systemowego wzmacniania potencjału obronnego, połączonego z rozbudową własnego przemysłu. W przeciągu kilkudziesięciu lat Seul zdołał niemalże „od zera” stworzyć nowoczesną zbrojeniówkę, eksportującą na rynki światowe systemy artylerii samobieżnej, czy nawet okręty podwodne i budującą własne czołgi oraz zaawansowane systemy rakietowe.

Koreańczycy z Południa wiążą jednak bardzo ściśle swoją politykę bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. To nie tylko zakupy uzbrojenia i współpraca z wojskami USA stacjonującymi na Półwyspie, ale też bezpośredni udział finansowy w formie inwestycji w infrastrukturę i ponoszenia części bieżących kosztów. Jak zatem Koreańczycy łączą te filary polityki bezpieczeństwa?

1. „Fort Trump” po koreańsku

Amerykańskie siły zbrojne stacjonują w Korei Południowej od lat 50. ubiegłego wieku. Nie ma wątpliwości, że ich udział w – formalnie wciąż niezakończonej – wojnie koreańskiej pozwolił na utrzymanie suwerenności Republiki Korei. W czasach zimnej wojny na Półwyspie rozmieszczona była również broń jądrowa. Po jej zakończeniu wprowadzono zmiany, związane  ewolucją środowiska bezpieczeństwa. Od 1991 roku, w ramach tzw. środków specjalnych, władze Republiki Korei wspierają finansowanie amerykańskiej obecności. W tym samym roku, decyzją prezydenta Busha seniora, z Republiki Korei wycofano amerykańską broń jądrową.

Według dostępnych informacji, podawanych np. przez The Hill, roczny udział finansowy strony amerykańskiej to około 850-900 mln USD, nieco mniej niż połowa pewnej puli bieżących kosztów. Kolejny krok w celu współdzielenia finansowania został podjęty w 2004 roku, za czasów administracji George’a W. Busha. Wtedy to przyjęto plan redukcji liczby żołnierzy z ówczesnych 37 tys. do 25 tys., wraz z relokacją znacznej części z nich do nowo budowanej bazy Camp Humpreys. Jest ona położona około 40 mil (ponad 60 km) na południe od Seulu, podczas gdy wcześniej relokowane jednostki bazowały albo w rejonie strefy zdemilitaryzowanej przy granicy obu Korei, albo w garnizonie w samym Seulu. Koszt budowy nowej bazy to ponad 10 mld dolarów, a Koreańczycy pokrywają – według różnych źródeł (być może opartych o inne metody szacowania) – od około połowy do 93 proc. wydatków na jej utworzenie.

image
Mapa: R. Slade Walters, US Army

Pomimo więc, że restrukturyzacja rozmieszczenia wojsk amerykańskich oznaczała zmniejszenie ich liczby i oddalenie miejsca stacjonowania od stolicy, władze Republiki Korei uznały, że warto współfinansować budowę nowej bazy, aby utrzymać stałą obecność. Budowa Camp Humpreys ma zakończyć się do 2020 roku. The Diplomat podał, że w bazie będzie mieszkać łącznie 45 tys. żołnierzy i członków ich rodzin, pracowników cywilnych oraz członków koreańskiego personelu.

Należy dodać, że w Korei rozmieszczonych jest około 28,5 tys. żołnierzy wszystkich czterech rodzajów sił zbrojnych USA. Większość z nich będzie skupiona w dwóch „hubach” – pierwszym nieco na południe od Seulu (jego częścią jest Camp Humpreys) oraz na południowym wschodzie, w rejonie Dageu, gdzie stacjonują m.in. jednostki marynarki wojennej i wsparcia. W Korei stacjonują nie tylko wojska lądowe, ale też jednostki sił powietrznych (m.in. w bazach Kunsan i Osan), piechoty morskiej i marynarki wojennej.

Część z amerykańskich jednostek stacjonuje w Republice Korei na stałe, a część na zasadzie rotacyjnej. Przykładowo, niedawno – zgodnie z decyzją podjętą w 2014 roku - rozformowano 1 Brygadę Pancerną 2 Dywizji Piechoty bazującą w Korei, i jest ona zastępowana jednostkami rotacyjnymi. Z drugiej jednak strony, plan rozformowania stacjonującej w Korei 2 Brygady Lotnictwa Bojowego i zastąpienia jej jednostkami rotacyjnymi został wstrzymany decyzją Kongresu, który na ten cel przyznał dodatkowe środki w ustawie budżetowej na 2017 rok. Są też formy mieszane – np. 210 Brygada Artylerii ma dwa własne bataliony wyrzutni MLRS, i dodatkowo jeden rotacyjny, wsparcie z USA otrzymuje też wspomniana brygada lotnictwa wojsk lądowych. Stacjonowanie sił w Republice Korei ma więc charakter mieszany, i stała obecność jest kluczowym elementem.

2. System narodowy i sojuszniczy, czyli modernizacja własnej armii

Republika Korei dysponuje jednymi z najbardziej rozbudowanych sił zbrojnych na świecie. Dziś ich modernizacja w dużej mierze odbywa się dzięki zaangażowaniu własnego potencjału przemysłowego. Warto jednak zauważyć, że duża część systemów uzbrojenia, w tym w tak strategicznych obszarach jak lotnictwo taktyczne, obrona powietrzna i artyleria rakietowa budowana jest „dwutorowo” – w systemie narodowym i sojuszniczym.

Od lat 70. ubiegłego wieku rozwijane są własne systemy – pocisków balistycznych, a następnie rakiet manewrujących. Koreańczycy rozpoczynali od budowy prostych pocisków bazujących na amerykańskich rakietach przeciwlotniczych Nike Hercules, a obecnie są w stanie produkować zaawansowane rakiety balistyczne o zasięgu 500 km czy nawet 800 km, jak i pociski manewrujące, czy wieloprowadnicowe wyrzutnie, dostosowane do różnego typu rakiet. W pewnym stopniu wykorzystanie tych technologii ograniczają porozumienia ze stroną amerykańską.

Oprócz tego jednak pozyskiwano i rozwijano systemy amerykańskie, w tym M270 MLRS (podjęto produkcję niekierowanych na licencji). Koreańczycy zdecydowali się też na pozyskanie zmodernizowanego systemu Guided MLRS (jeden z kontraktów na dostawę rakiet, w trybie FMS, został zawarty w maju br). 

Podobnie „dwutorowo” rozwijane są systemy obrony powietrznej Republiki Korei. Seul rozwija własne systemy KM-SAM (krótkiego zasięgu) i L-SAM (średniego zasięgu). Ten pierwszy – opracowany według nieoficjalnych informacji we współpracy m.in. z Rosją (!) –  wchodzi do produkcji seryjnej, ten drugi ma osiągnąć gotowość około 2023 roku. Wspomniane zestawy mają pozwolić zastąpić przestarzałe systemy MIM-23 Hawk. Równolegle z ich rozwojem, Koreańczycy zdecydowali się na zakup Patriotów. Pozyskano je od Niemiec, w wersji PAC-2. Są stopniowo modernizowane – zakupiono już pociski PAC-3, a docelowo będą też zdolne do użycia rakiet PAC-3 MSE. Można postawić tezę, że zarówno w systemach artylerii rakietowej ziemia-ziemia, jak i obrony powietrznej rozwój elementów „narodowych” i „sojuszniczych” odbywa się równolegle.

Podobnie zresztą rzecz się ma jeśli chodzi o plany zakupu myśliwca kolejnej generacji. Seul realizuje, wspólnie z Indonezją, wart około 6-7 mld USD projekt KF-X. Maszyna ma wejść do służby prawdopodobnie około połowy przyszłej dekady. Równocześnie jednak Korea Południowa uczestniczy w programie F-35. Umowa międzyrządowa (LOA) na 40 myśliwców, z opcją na 20 dalszych, podpisana została w 2014 roku, a dostawy nowych samolotów rozpoczną się w br. lub w przyszłym roku.

Koreański przemysł jest w o tyle dobrej sytuacji, że ma doświadczenia między innymi z programu budowy w kraju myśliwców F-16, w ramach programu KF-16. Pierwsza partia tych maszyn, w wersji Block 32, została jednak dostarczona w latach 1986-1992, po zakupie w trybie FMS. Drugi program zakładał dostawę łącznie 120 maszyn KF-16 (a następnie 20 dalszych), ze stopniowym przenoszeniem technologii od Lockheed Martina do lokalnych zakładów. Nawiasem mówiąc, Korean Aerospace Industries współpracuje też z amerykańskim koncernem m.in. w programie samolotu szkolnego T-50.

Inne programy modernizacji realizowane są już dziś w oparciu o własny przemysł. Jego budowa odbywała się jednak stopniowo. Przykładowo, zanim opracowano własny czołg K-2, we współpracy z Amerykanami i w oparciu o technologię Abramsa wdrożono maszyny K1, które po modernizacjach stanowią podstawę pancernego potencjału Republiki Korei. Zanim opracowano i wdrożono haubicę K9 i pod pewnymi względami przewyższającą amerykańskie Paladiny, podbijającą dziś rynki eksportowe (jej podwozie używane jest w Krabach, a same haubice zakupiły m.in. Norwegia i Finlandia), na licencji jako K55 produkowano amerykańskie M109A2.

Współpraca przemysłowa Koreańczyków nie była jednak ograniczona do USA. Przykładowo, koreański przemysł stoczniowy zbudował swoje zdolności budowy okrętów podwodnych we współpracy z Niemcami (obecnie koncern TKMS). Tamtejsza marynarka ma w służbie okręty bazujące na typach 209 i 214. W br. miały miejsce dwa kluczowe wydarzenia dla koreańskiego programu podwodnego. Indonezji dostarczono pierwszy w historii okręt zbudowany w Korei na eksport (będący zaawansowaną modyfikacją typu 209), a w Korei zwodowano pierwszy okręt podwodny własnej konstrukcji typu KSS-III. Budowa zdolności przemysłowych z reguły była częścią większych programów modernizacyjnych, ale też często nie decydowano się na opracowanie sprzętu od podstaw, gdyż było to zbyt czasochłonne.

3. Wnioski dla Polski?

Jakie wnioski dla Polski płyną z działań Koreańczyków? Przede wszystkim to, że budowa własnych zdolności przemysłowo-obronnych, pozyskiwanie sprzętu z zewnątrz, jak i współfinansowanie obecności wojsk sojuszniczych nie są ze sobą sprzeczne. To wzajemnie uzupełniające się elementy polityki obronnej.

Należy dodać, że według SIPRI roczny budżet obronny Republiki Korei to ok. 39 mld USD (dane za 2017 rok). Bieżące wydatki na finansowanie amerykańskiej obecności to ok. 2-2,5 proc. tej puli, ale do tego dochodzą też znacznie większe kwoty związane z budową nowej infrastruktury (bazy Humpreys), stanowiące – w zależności od wyliczeń – łącznie od ponad 10 do nawet ok. 25 proc. wielkości rocznego budżetu.

Polski rząd zaproponował Amerykanom wydanie na wsparcie obecności do 2 mld USD w ciągu dziesięciu lat. Ta kwota to mniej niż 20 proc. wielkości rocznego budżetu MON, liczącego w przeliczeniu na USD ponad 10 mld dolarów (w br. w przeliczeniu ok. 10,8 mld USD, zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi SIPRI, czyli za 2017 rok, nieco ponad 10 mld USD).

Gdyby rozłożyć ją na okres 10 lat, to – bez uwzględnienia planowanego wzrostu wydatków MON – mniej niż 2 proc. wydatków rocznie, czyli ok. 750 mln zł - mniej niż 0,04 proc. PKB. Wydanie takiej kwoty nie powinno mieć zasadniczego wpływu na budżet resortu obrony narodowej, a korzyści ze stałej obecności amerykańskiej są oczywiste.

Taka forma współpracy jest bardziej trwała, i odporna (choć oczywiście nie w pełni) na ewentualne zmiany polityki bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Nawiasem mówiąc, o ograniczeniach wynikających ze współpracy z sojusznikami przekonują się również sami Koreańczycy. Prezydent Trump zdecydował o zawieszeniu największych ćwiczeń po rozmowach z Kim Dzong Unem, co zostało przyjęte z mieszanymi uczuciami i z pewnością negatywnie wpłynęło na wiarygodność USA jako sojusznika. Obecność wojsk sojuszniczych może się zmieniać w zależności od decyzji podjętych przez państwo sojusznicze, a te mogą być efektem zmian w środowisku bezpieczeństwa.

Już zresztą same decyzje o finansowym wsparciu Seulu dla obecności USA były efektami zmian w środowisku bezpieczeństwa – najpierw zakończenia zimnej wojny, a następnie restrukturyzacji armii USA po atakach terrorystycznych z 11 września na początku obecnego wieku. Koreańczycy negocjują też ze Stanami Zjednoczonymi zakres własnych programów zbrojeniowych, jeśli chodzi o rakiety dalekiego zasięgu. Wszystko to nie zmienia faktu, że amerykańska obecność wojskowa jest i pozostaje bardzo ważnym czynnikiem w systemie obronnym Republiki Korei. Oczywiście nie należy postrzegać jej jedynie w kontekście potencjału rozlokowanego na Półwyspie, ale możliwości użycia przez USA całej palety środków projekcji siły (włącznie z bronią strategiczną) i wprowadzenia wzmocnienia w wypadku zagrożenia. Pomimo, że Republika Korei ma coraz bardziej zaawansowane uzbrojenie, nadal zabiega o wsparcie Stanów Zjednoczonych.

To wszystko staje się bardziej prawdopodobne i bardziej skuteczne, jeżeli wojska – przynajmniej w części – rozmieszczone są na stałe, przez co ich rozlokowanie jest automatycznie czynnikiem odstraszania.

Amerykańskie wyrzutnie MLRS w Korei, należące do 210 brygady artylerii rakietowej. Fot. Sgt. Brandon A Bednarek (1st ID)/US Army
Amerykańskie wyrzutnie MLRS w Korei, należące do 210 brygady artylerii rakietowej. Fot. Sgt. Brandon A Bednarek (1st ID)/US Army

Przykład Seulu przeczy też często pojawiającym się w Polsce tezom, że obecność wojsk sojuszniczych zwalnia z, czy też zniechęca do modernizacji własnego potencjału. W Korei Południowej stało się coś dokładnie odwrotnego. Tamtejsze siły zbrojne, realizując  - równolegle z współpracą sojuszniczą, a od 1991 roku także ze wsparciem finansowym USA – plany rozbudowy i modernizacji uzyskały bardzo wysoki poziom zdolności. Można nawet postawić tezę, że wprowadzenie zaawansowanych zdolności jest mocnym argumentem za zaangażowaniem USA. Przykładowo, w lipcu 2017 roku siły zbrojne obu państw przeprowadziły wspólne strzelania pociskami balistycznymi typu ATACMS i Hyunmoo-2, jako odpowiedź na zagrożenie ze strony Północy.

4. Warszawa a Seul – różnice i podobieństwa

Warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych podobieństw i różnic, jeśli chodzi o charakter obecności wojsk USA w Republice Korei, i planowanej do ustanowienia obecności w Polsce. Po pierwsze, rozważana obecność w naszym kraju ma znacznie węższy zakres, w stosunku do ponad 28 tys. żołnierzy wszystkich rodzajów sił zbrojnych stacjonujących w Korei. Wniosek do sekretarza obrony składa się z dwóch części: oceny celowości stałego stacjonowania jednostek wsparcia (w tym: saperskich, logistycznych i wsparcia, elementów dowodzenia, artylerii dalekiego zasięgu, obrony powietrznej i przeciwrakietowej, rozpoznania, nadzoru i wywiadu oraz walki elektronicznej) oraz brygady pancernej.

To przede wszystkim jednostki wojsk lądowych (US Army). Brygada pancerna liczy w przybliżeniu ok. 3-4 tys. żołnierzy, natomiast liczebność jednostek wsparcia jest zależna od dokładnego zakresu. Wiadomo jednak, że zestaw jednostek obejmujących dowództwo brygady artylerii z dwoma batalionami MLRS, jak i batalion obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu wraz z innymi pododdziałami wsparcia/zabezpieczenia, przeznaczony do rozmieszczenia na nowo w Niemczech, to ok. 1,5 tys. żołnierzy. Te dwie wielkości dają pewne przybliżone wyobrażenie o tym, ilu żołnierzy mogłoby trafić do Polski, gdyby podjęto taką decyzję.

Co za tym idzie, budowa infrastruktury dla nich, czy udział w kosztach utrzymania obecności powinny być znacząco mniej kosztowne niż w wypadku Republiki Korei. Jak na razie jako wyjściową kwotę można przyjąć podawane przez MON 2 mld USD w ciągu 10 lat jako bazę do obliczenia kosztów partycypacji Polski w sojuszniczej obecności. Oczywiście wymagania strony amerykańskiej co do infrastruktury przeznaczonej dla żołnierzy mieszkających tu na stałe wraz z rodzinami są wysokie – wyższe, niż w wypadku jednostek uczestniczących w ciągłych rotacjach.

Trudno też oczekiwać prostego przeniesienia na polski grunt wszystkich doświadczeń strony koreańskiej, jeśli chodzi o równoległe prowadzenie wielu programów modernizacyjnych w oparciu o systemy „narodowe” i „sojusznicze”, gdyż Polska ma mniejszy potencjał gospodarczy i ludnościowy. Z drugiej jednak strony, być może warto przyjąć stosowane przez Koreańczyków założenie, że pozyskanie sprzętu z zewnątrz nie przekreśla prowadzenia (z reguły w dłuższej perspektywie, ale jednak z powodzeniem) prac rozwojowych nad własnymi rozwiązaniami.

W wielu wypadkach takie wysiłki nie są wewnętrznie sprzeczne. I nie chodzi tutaj o najbardziej kosztowne systemy uzbrojenia (gdzie na takie podejście często Polski nie stać), ale choćby o broń przeciwpancerną i amunicję precyzyjną, także do już posiadanych środków rażenia. Wiemy przecież, że z jednej strony, zapóźnienia w tych obszarach są ogromne i ich nadrobienie wyłącznie przez własny przemysł byłoby długotrwałe, z drugiej – zdanie się tylko na rozwiązania z zewnątrz to w perspektywie duże (zbyt duże) koszty.

Republika Korei, korzystając z obecności Stanów Zjednoczonych i stopniowo przejmując coraz większą rolę (tak pod względem zdolności, jak i finansowania) stworzyła rozbudowany system obronny. Przykład Seulu pokazuje dobitnie, że obecność sojusznicza – w tym także stała i wspierana przez państwo przyjmujące, modernizacja w oparciu o systemy „narodowe” i „sojusznicze” to trzy wzajemnie uzupełniające się elementy polityki obronnej, budujące długofalowe podstawy dla systemu skutecznej obrony i odstraszania. Korea Południowa stara się rozwijać potencjał narodowy i współpracę z sojusznikami jako dwa wzajemnie uzupełniające się elementy. Czas pokaże, czy podobne podejście zdoła przyjąć Polska.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Reklama
dim
wtorek, 6 listopada 2018, 07:59

Na wypadek, gdyby to poprzednie nie było jasne: Przysyłając tu niewielkie siły, Amerykanie dziś postępują z Polską dokładnie tak, jak postępowali z Grecją Brytyjczycy, by wciągnąć ją w totalną wojnę okupacyjną przeciw Hitlerowi. Następnie w planach brytyjskich znalazło się jeszcze także wykańczanie głodem ludności cywilnej, dla wzmożenia partyzantki. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Zdjęcia z ulic Aten, 1941-42, niczym nie różnią się od zdjęć z getta warszawskiego. Tylko, że o getcie w Warszawie uczył się prawie każdy, a o Atenach nikt, prócz samych Greków. Gdyż wywołali to Brytyjczycy, nie Hitler (Grecja od tysiącleci importowała żywność, Churchill rozmyślnie to uniemożliwił). Otóż powinniście państwo wiedzieć co to może znaczyć, jeśli sojusznik przysyła tu wojska, ale w niewielkiej liczbie, dostarcza sprzęt bojowy, ale w niewielkiej liczbie, drogo i bez dopuszczania krajowej produkcji w Polsce. Zresztą wystarczy spojrzeć na Aleppo, gdzie wojna i tak przebiegała w sposób ograniczony, nie totalny.

wiesławisi
poniedziałek, 5 listopada 2018, 14:51

Polski parobek w zagranicznych firmach jest na pewno wydajniejszym źródłem finansowania niż te pożal się Boże koncerny koreańskie ;) Od Koreańczyków różnimy się tym że oni o swoje interesy dbają a my nie.

bazyli
poniedziałek, 5 listopada 2018, 14:35

A Polski odpowiednik Samsunga to?...

dim
niedziela, 4 listopada 2018, 23:14

Z historii: W styczniu 1941 - właśnie trwała wojna grecko-włoska. Do Grecji przybyło wtedy dwóch wojskowych brytyjskich z propozycją pomocy dwóch brygad armii brytyjskiej. Na co grecki premier (i dyktator) Joannis Metaksas nie wyraził zgody, po czym w kilka dni później niezrozumiale zmarł na zapalenie migdałka. Sekcji zwłok nie wykonano, nie zawieziono go do pobliskiego szpitala... Na migdałek ? z osobistym świetnym lekarzem przy boku i szpitalem obok ? W Atenach do dziś nikt nie może pojąć, w tym nikt z lekarzy - jak to było możliwe ? Po czym Brytyjczycy lądowali już w Grecji bez preszkód ze strony greckiego rządu. Po czym – tak jak obawiał się Metaxas - na Grecję uderzyły z tego powodu Niemcy. Po czym okupowana Grecja okazała się dla Niemców wielkim kłopotem itp itd... - Otóż oglądałem dziś rozmowę w TV z greckim historykiem wojskowości, zarazem synem wojskowego, jednego z ówczesnych współpracowników Metaksasa. Gość twierdzi, że Grek miał powiedzieć tak: Jeśli to miałoby być sto tysięcy wojsk brytyjskich, zapraszam Was choćby już jutro do Grecji. Ale jeśli mają to być jedynie dwie brygady ? Wasza obecność sprowokuje wtedy jedynie niemiecką napaść na mój kraj. - jak na tym tle wypada zapraszanie do Polski niewielkich sił amerykańskich ? Ale nie, to nie wszystko. Ów historyk wskazuje, że także na Krecie Brytyjczycy wręcz jakby rozmyślnie umożliwili hitlerowskiemu desantowi skuteczne zajęcie wyspy. Po pierwsze - ponieważ rozbroili większą część Greków, broń zwrócono greckim oddziałom dopiero w dniu ataku. Po drugie - lotniska bronić mógł także stacjonujący tam grecki batalion, ponad 1300 osobowy. Jednak byli to ludzie bardzo młodzi, elewowie, a ich doświadczony dowódca, bodaj pułkownik, dziwnie zginął od postrzału w tył głowy, jeszcze przed rozpoczęciem się walk. Po trzecie, gdyż Brytyjczycy mogli byli to lotnisko fizycznie zablokować (np. przekopać, albo zasypać kamieniami pasy startowe), ale nie zrobili tego. Wobec czego w drugim dniu walk lądowały tam już niemieckie transportowce... - Skracam: ów historyk jest zdania, że prawdopodobnie Brytyjczycy ROZMYŚLNIE mogli chcieć wywołać okupację Grecji. Tak jak potem rozmyślnie (blokadą dostaw wszelkiej żywności) wywołali w okupowanej Grecji 300 tysięcy śmierci głodowych, już pierwszą zimą 1941/42 (choć byli o tym informowani zawczasu). Churchill nie krył – rozmyślnie w ten właśnie sposób wywołali wielką partyzantkę w Grecji. Podusmuję: Brytyjczykom po prostu wygodnie było wciągnąć Grecję w tę totalną wojnę. I dlatego desantowali się, w trakcie wojny włoskiej, ale niewielką siłą, wystarczającą akurat by skłonić Hitlera do włączenia się także. I dlatego ich wojska potem ciągle wycofywały się pierwsze, zdaniem Greków – niepotrzebnie i co gorsza pozostawiając Greków samych, odsłaniając skrzydło walczących... xxxxxxxxxxxx - i teraz już obawiam się o Polskę. Gdyż gdyby Amerykanie faktycznie chcieli zrobić z Polski obszar silnie broniony, wszystko to z uzbrajaniem WP wyglądałoby dokładnie odwrotnie, niż właśnie wygląda. A w tym – inaczej przebiegałyby negocjacje o Wisłę, Narew itd. A Amerykanie postępują z Polską właśnie tak, jak Brytyjczycy postępowali z Grecją. Blokując wtedy w okupowanej Grecji, w niektórych okresach, nawet ponad 290 tysięcy niemieckich, włoskich i greckich (greckich hitlerowskich i greckich kolaboracyjnych) żołnierzy. M.in. przez ciągłe akty sabotażu najkrótszej niemieckiej trasy zaopatrzenia, z hitlerowskiej Europy do Afryki.

Janusz
niedziela, 4 listopada 2018, 15:09

Co tak tanio?

smiley
niedziela, 4 listopada 2018, 14:32

Nie placmy... Inwestujmy we wlasne forty. Powiedzmy sobie szczerze historia na uczy ze możemy liczyć tylko na siebie. Inwestujmy w systemy ofensywne. Defensywne nam nie pomogą. Bomby atomowe dla tych którzy nie kumaja. Tylko wtedy wieksi i silniejsi nie beda nam atakowac. Białoruś ma... I co jakas tragedia dla nas nie. Gdyby ich nie mieli to by byli jak ukraina. Beda wysyłać kasę to amerykańskiego kompleksu zbrojeniowego... Za gmioty z offsetu. Wolałbym kooperacje z Turcja czy południowa korea czy japonia. Tajwanem... Izraelem. Oni chcą budować wlasne siły zbrojne. Gdzie ta flota? Żadnych samolotów już nie budujemy. Helikoptery w obcych re

w.
piątek, 2 listopada 2018, 15:20

jeśli już Korea jaka przykład, to sensownych zakupów w różnych krajach, z transferem technologii. Coś nie do pomyślenia dla Polski po 1989 roku.

baq
piątek, 2 listopada 2018, 14:45

Jest jeszcze jedna sprawa. Zaraz po spotkaniu Trump - Kim ten pierwszy ogłosił, że wstrzymuje wszelkie manewry wojskowe z Koreą Pd ponieważ Kim zgodził się na denuklearyzację. Wyobraźmy sobie, że inwestujemy teraz miliardy dolarów w amerykańską bazę w Polsce a następnie Trump spotyka się z Putinem, dogadują się przy koniaku i amerykańska baza przestaje być potrzebna z punktu widzenia Trumpa bo przecież Putin coś mu tam obiecał. Trump to nie jest poważny facet i z kimś takim nie powinniśmy robić interesów.

Piotr
czwartek, 1 listopada 2018, 10:19

Płacenie za ochronę kojarzy mi się z bandytami, którzy przychodzą do sklepiku i żądają kasy.

Chłodny realista
czwartek, 1 listopada 2018, 00:43

PYTANIE DO PANA AUTORA : A jaką strategię obronną ma Korea Płn ? Bo wydaje się dużo lepsza, wszyscy ja szanują i obchodzą się jak ze śmierdzącym jajkiem . Nawet tego zwyrodnialca, który tam rządzi Trump nazwał swoim przyjacielem i dobrym człowiekiem.. To się nazywa strategia a nie te BREDNIE o bazie USA i pakowaniu ciężkich miliardów w każdy możliwy rodzaj wojsk i sprzęt. Wystarczy kilka wirówek...ale może wcale nie o to chodzi żebyśmy byli NAPRAWDĘ suwerenni i bezpieczni tylko żebyśmy byli zależni i kupowali naokraglo wszystko gdzie trzeba ? Duże budżety to duże wydatki, wysokie prowizje, drogie analizy - cała masa ludzi zarobi grube pieniądze a czy to nam cokolwiek da w razie konfliktu nie jest wcale istotne. Bo taka Korea Pld myślę ze w razie wojny nie przetrwa 15 minut ..w buty będą mogli sobie włożyć amerykańskie bazy i swoje wynalazki. Patriotów im nie wystarczy a odstraszanie nie zadziała . Co wtedy Panie Autorze ? Co wtedy ma zrobić najlepiej zorganizowane Państwo ze świetna armia i sprzętem ale BEZ WŁASNEJ BRONI NUKLEARNEJ jeżeli naprzeciw stanie prymitywny bandyta ale z nuklearną pałą? Co wtedy ?

Ahalon
środa, 31 października 2018, 12:39

Płacimy prywatnym firmom za ochronę wojska. A teraz będziemy płacić Amerykanom za ochronę państwa polskiego. Nie ma co bogaty kraj ta Polska

As
wtorek, 30 października 2018, 20:58

Polityka Korei Południowej wobec USA, jakby ich nie chwalić przypomina do złudzenia relacje Polski i Rosji z czasów komuny. Nie wiem, czy to dobry dla nas na dzisiejsze czasy przykład, bo jeszcze żyją ludzie, którzy pamiętają czasy PRL-u i błogosławienie i przysięganie na dochowanie wierności jedynemu słusznemu sojusznikowi, a niestety trzeba liczyć na siebie, a nie najemników.

asd
wtorek, 30 października 2018, 16:43

1. Huby to na drzewach są - "hub" to po prostu węzeł. 2. "a korzyści ze stałej obecności amerykańskiej są oczywiste" Tzn. jakie, bo nadal nie wiem i artykuł tego nie tłumaczy. 3. Czy te 3-4 tyś. robi na prawdę różnicę ? Jeśli chodzi tylko o to, że atak na Polskę atak na USA to postawmy jednego jankesa i po problemie. @lkjgfdf To niech USA nam płaci za możliwość obrony własnych interesów na naszym terytorium.

Zimna Krew
wtorek, 30 października 2018, 16:36

+lkjgfdf: "Czego w PL USA ma bronić? O, do obrony jest tu sporo. Szlaku handlowego, którym płynie amerykański gaz do Europy Środkowej. Szlaku handlowego, którym płyną amerykańskie towary do Eropy Środkowej a pewnie także do części Azji. Inwestcji amyrykańskich bierzących i przyszłych w Eropie Środkowej, a także pewnie w części Azji. Wschodniej flanki NATO. Dodatkowo są inne czynniki. Ekspozycja na ewentualny szlak handlowy Chiny-Lena-Ocean Arktyczny-Morze Bałtyckie, jesli powstanie. Zajęcie pozycji w tzw. środku świata, gdzie krzżują się szlaki handlowe Północ-Południe." - ___1. gdzie indziej płynie 1000 razy więcej gazu USA i nie ma bazy USA. ___2. Do Polski i przez Polskę płyną amerykańskie towary w wielkości śladowej i to się nie zmieni w najbliżych ponad 50 latach. Gdzie indziej płynie ich 1.000.000 razy więcej, ale nie ma bazy USA. ___3. USA nie są eksporterem kapitału (jak RFN i inni z zach. UE), lecz importerem, USAS importują dziennie ok. 1,3 miliardów dolarów. Odopowiednio inwestycje z USA w Polsce są skromne i wynoszą od lat ok. 5%. Baza USA kosztowałaby więcej niż te inwestycje. Ponadto USA wiedzą: także bez bazy USA w Polsce amerykańskie inwestycje są w Polsce najbezpieczniejsze w świecie i bez bazy wojskowej USA. Tak samo pozostałe inwestycje zagr. w Polsce. ___4. USA wiedzą doskonale, że to nie Rosja zorganizowała światowy bojkot Olimpiady w USA ponieważ w USA nadal biali dyskryminują kolorowych w brutalny sposób, lecz to USA pod pretekstem, którego już nikt nie pamięta (Rosja zakazała publicznej propagandy homoseksualizmu). To USA zorganizowały bojkot Swiatowych mistrzostw w Piłkę nożną w Rosji, to USA podszczuły Sakaszwillego do ataku Gruzji na żołnierzy Rosji, to USA obaliły puczem demokrację w Ukrainie na kilka miesięcy przed wyborami, aby spowodować wojnę domową w Ukrainie i wywołać zagrożenie dla Moskwy. ___5.W Polsce nie krzyżują się żadne znaczące szlaki Północ-Południe: Hiszpania nie zaopatruje Włoch przez Paryż lub przez Polskę. Towary płyną na Płd. szerokim terenem, a przez POlskę nigdy nie będzie tego wiele, bo Skandynawia jest gospodarczo malutka. Zachód-wschód płynie już więcej towarów, ale ani zach. UE, ani Rosji, ani Chinom, ani Polsce nie odpowiada baza USA kontrolująca przepływ towarów wsch.-zach. Kto kontroluje przepływ towarów w USA? Niby z jakiej racji miałyby USA kontrolować przepływy towarów w UE lub w Chinch?

Extern
wtorek, 30 października 2018, 14:50

@lkjgfdf Czyli ... niczego :) P.S. Ale to taka nasza polska cecha, że uważamy się za pępek świata.

Bardzo Jasnowłosa
wtorek, 30 października 2018, 12:07

...nie no, błagam! My mamy traktować działania Korei jak wskazówkę??? Przecież my nawet pralki nie produkujemy wg. własnej dokumentacji. A nasze wyższe uczelnie to w ogromnej większości przechowalnia sitwy a nie ośrodki rozwoju technologii czy choćby przyzwoitego kształcenia technicznego.

lkjgfdf
wtorek, 30 października 2018, 11:51

>>B22 >>Pytania jakie mi się nasuwają: Czego w PL USA ma bronić? O, do obrony jest tu sporo. Szlaku handlowego, którym płynie amerykański gaz do Europy Środkowej. Szlaku handlowego, którym płyną amerykańskie towary do Eropy Środkowej a pewnie także do części Azji. Inwestcji amyrykańskich bierzących i przyszłych w Eropie Środkowej, a także pewnie w części Azji. Wschodniej flanki NATO. Dodatkowo są inne czynniki. Ekspozycja na ewentualny szlak handlowy Chiny-Lena-Ocean Arktyczny-Morze Bałtyckie, jesli powstanie. Zajęcie pozycji w tzw. środku świata, gdzie krzżują się szlaki handlowe Północ-Południe. To tylko najważniejsze.

B22
wtorek, 30 października 2018, 11:15

Pytania jakie mi się nasuwają: Czego w PL USA ma bronić? Czy dla nich wpływy Rosji do Bugu czy do Odry mają strategiczne znaczenie? Czy korytarz Bałtyk - Karpaty jest jeszcze taki ważny? Z inwestycjami amerykańskimi w PL szału nie ma, a jak wprowadzą kolejne ograniczenia unijne dla przedsiębiorstw to się wyprowadzą. Jeśli chodzi o własny przemysł obronny to przy traktowaniu spółek SP jako łup wyborczy nie ma szans. Przedsiębiorcy w PL nie mają takiego kapitału aby coś zdziałać w tym temacie. Zresztą swój majątek i tak trzymają w bezpiecznej odległości od pomysłów z Sejmu. Intelektualne i mentalne zdolności rządzących absolutnie nie sięgają tematów tak złożonych jak jakikolwiek przemysł, a tu potrzebny jest własny potencjał intelektualny inżynierski i organizacyjny. Myślę, że fort Trump to zastępcze rozwiązanie wobec niemocy: przyjdą kowboje i załatwią naszą obronność za nas. Mrzonki. Kiepsko to widzę.

Kol
wtorek, 30 października 2018, 07:18

Wątpie abyśmy brali przykład z Korei. Nie ma nawet podstaw do tego by twierdzić, że w przeciągu chociażby 20 lat pchniemy do przodu modernizacje armii,a co z tym idzie też technologie. Każdy z krajów wysokorozwinięttch prowadzi badania rozwojowe w kwesti nowoczesnego sprzętu a u nas?

hym108
wtorek, 30 października 2018, 00:22

Maja madry rzad/ milo. My jednak srednio z tym.

Homar
poniedziałek, 29 października 2018, 23:17

"Koreańczycy pokrywają – według różnych źródeł (być może opartych o inne metody szacowania) – od około połowy do 93 proc. wydatków na jej utworzenie" Podoba mi się ten fragment. Metodologia różni się zapewne wg tego czy liczy amerykański czy koreański podatnik :)

KrzysiekS
poniedziałek, 29 października 2018, 22:52

Polska ma kluczowe znaczenie dla USA po tym jak Niemcy chcą tworzyć "superpaństwo" europejskie pod ich przewodnictwem niestety nie umiemy tego wykorzystać, powinniśmy domagać się wsparcia USA i uprzywilejowania w sprawach gospodarczych.

Marek1
poniedziałek, 29 października 2018, 21:44

Problem w tym, ze Korea intensywnie i od lat rozbudowuje/modernizuje własne siły zbrojne równolegle z rozbudową infrastruktury dla US Army, a nasz MON realnie chce u nas jednostek US Army ZAMIAST własnych Sił Zbrojnych. Miejmy tylko nadzieje, ze ktos w końcu rozliczy tych szkodników ...

Polish blues
poniedziałek, 29 października 2018, 20:36

Pytanie tylko, czy Polska ma dla USA takie znaczenie "geopolitycznostartegiczne" jak Korea Płd?

Skoczek224
poniedziałek, 29 października 2018, 19:18

Armia amerykańska jest jedną z najdroższych armii w utrzymaniu. Żołnierze mają wysokie uposażenie i standardy zakwaterowania. Polski nie stać na opłacanie ich pobytu na Naszym terytorium, tym bardziej, że pierwszymi potencjalnymi celami ataku Rosji będą kraje nadbałtyckie, lub Ukraina a zobowiązania sojusznicze wynikające z pobytu US Army w Polsce mogą wciągnąć Nasz kraj w konflikt azjatycki.

Luke
poniedziałek, 29 października 2018, 18:29

Okay jestem za ale tylko jak Polska bedzie tez inwestowala w sprzet dla Polski, F16, F15 I F35, KC46, smiglowce, AWCS, Obrone PL, Marynarke, czolgi, cyber defense! A nie tylko placila za obrone I nic z tego nie mails!

jajek
poniedziałek, 29 października 2018, 18:19

No bez jaj - to, że Korea coś od zera zbudowała, to jeszcze nie znaczy, że Polska po zbudowaniu fortu Trump stanie się czołowym producentem elektroniki, samochodów czy sprzętu wojskowego. Prędzej by nas Niemcy, Francuzi czy sami Amerykanie podusili...

df
poniedziałek, 29 października 2018, 18:19

Bardzo dobry artykuł który pokazuje że baza w Polsce w negocjowanym wymiarze NIGDY nie zastąpi polskich zdolności obronnych a wręcz przeciwnie. Polskie zdolności obronne i przemysłowe (zwłaszcza w artylerii rakietowej) muszą być rozwijane równolegle. Sprzedaż programu HOMAR za bazę czyli wyrzeczenie się polskich technologii rakiet balistycznych w zamian za stacjonowanie amerykanów można uznać za sabotaż. Niestety ale amerykańska baza w polskim wymiarze będzie bardziej elementem nacisku politycznego USA na Polskę niż realnym wzmocnieniem obrony. To nie Korea jest zagrożona roszczeniami typu Act 447 warto o tym pamiętać

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama