Reklama

Polska w erze rywalizacji mocarstw [ANALIZA]

5 grudnia 2018, 13:40
CollageMaker_20181204_125612277
Fot. Kremlin.ru, The White House

Co najmniej od inwazji Rosji na Krym, a zdaniem niektórych ekspertów od ataku na Gruzję (w sierpniu 2008 roku), świat znajduje się w okresie dynamicznie nasilającej się rywalizacji pomiędzy największymi globalnymi potęgami politycznymi, gospodarczymi i militarnymi. Proces ten, obejmujący wszystkie kontynenty, w ostatnich latach nabiera nowej dynamiki oraz przybiera nowe formy, nie pozostawiając już złudzeń, że najbliższa przyszłość będzie kształtowana pod dominującym wpływem wydarzeń kreowanych przez zmagania globalnych mocarstw. Toczą się one równocześnie na wielu polach i przy użyciu najnowocześniejszych narzędzi, oferowanych przez zaawansowane współczesne technologie.    

Z perspektywy Polski najbardziej zauważalna i odczuwalna, ze zrozumiałych względów, jest ekspansja polityczna, gospodarcza i militarna Rosji, ukierunkowana na odbudowę wpływów na terenie dawnego ZSRR oraz Europy Środkowo-Wschodniej, a także zdobycie przewagi geopolitycznej nad USA na terenie całego obszaru euroatlantyckiego. Głównym polem zmagań z USA oraz NATO jest dzisiaj Ukraina, nad którą Moskwa straciła kontrolę w 2013 roku, wraz z upadkiem Janukowycza. Zmiana układu sił politycznych, jaka wówczas nastąpiła, otworzyła drzwi dla wpływów z Zachodu, a zwłaszcza USA, czego Rosja nie jest w stanie zaakceptować. Następujące w kolejnych latach agresywne działania reżimu Putina o charakterze hybrydowym (aneksja Krymu, utworzenie na wschodzie Ukrainy dwóch separatystycznych quasi-państw i utrzymywanie stałego napięcia na pograniczu, a ostatnio blokada Morza Azowskiego) mają za zadanie co najmniej powrót do stanu sprzed roku 2014, a optymalnie sprzed 2004 roku.

Równolegle Rosja prowadzi zakrojone na bezprecedensową skalę działania (przy użyciu całego arsenału najnowocześniejszych środków) na terenie Europy, obliczone na osłabienie wpływów USA i włączenie tego obszaru do własnej strefy oddziaływania. Głównym narzędziem stosowanym na tym teatrze są surowce energetyczne oraz kapitał, za pośrednictwem których Moskwa stara się rozbić więzi łączące państwa europejskie oraz uzależnić je od siebie. Jednocześnie, przy użyciu aparatu wywiadowczo-medialnego prowadzi operacje ukierunkowane na polaryzację i dezintegrację zachodnich społeczeństw.

Rywalizacja z USA nie ogranicza się jednak tylko do Europy. W ostatnich latach Rosja niespodziewanie odbudowała swoją aktywną, wręcz agresywną obecność w regionach, które "odpuściła" sobie w latach 90. Szczególnie spektakularne było nagłe włączenie się do gry na Bliskim Wschodzie, poprzez militarne wsparcie reżimu Baszara Al-Assada w Syrii w 2015 roku. Tym samym Rosja stała się kluczowym czynnikiem/aktorem decydującym o przyszłym układzie sił w tym regionie, stanowiącym dotychczas niemal wyłączną strefę wpływów USA. Putin umiejętnie wykorzystał także ewolucję sytuacji politycznej w Turcji oraz kryzys w jej stosunkach z USA do zacieśnienia relacji z Ankarą i rozluźnienia jej związków z NATO. Rosja systematycznie poszerza także wpływy w Ameryce Łacińskiej, uznawanej przez USA za własny obszar oddziaływania.

Ku zaskoczeniu świata i samych Amerykanów Moskwa przeniosła grę na terytorium USA, brutalnie ingerując w kampanię prezydencką w 2016 roku oraz rozbudowując swoje zdolności cybernetyczne do agresywnych działań w newralgicznych dla bezpieczeństwa narodowego systemach.

USA, ale także ich sojusznicy w NATO, z pewnym opóźnieniem zdały sobie sprawę, że, jak to ujął Gen. Paul J. Selva, zastępca szefa Połączonego Kolegium Szefów Sztabów USA, "Great Power Competition is back" (pol. wielka rywalizacja potęg powróciła). Dopiero aneksja Krymu i następujące po niej wydarzenia (w tym włączenie się Rosji do wojny w Syrii) uświadomiły przywódcom Zachodu, że Rosja dokonała strategicznego przełomu i rzuciła wyzwanie na poziomie globalnym. Ten zwrot, boleśnie podkreślony ingerencjami w proces wyborczy w USA, spowodował głęboką reorientację polityki NATO wobec wschodniej flanki sojuszu. Uznając zagrożenie ze strony Rosji za realne, po raz pierwszy od swego powstania, NATO rozmieściło swoje wojska w krajach graniczących z nią, w tym w Polsce. Konsekwentnie agresywna postawa reżimu Putina sprawia, że USA rozważa dalsze kroki, umacniające obecność militarną na wschodniej flance NATO, na czele z planami budowy w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskiej, tzw. Fort Trump. 

Zdecydowanie większą uwagę Biały Dom zdaje się jednak przywiązywać, zwłaszcza od czasu przeprowadzki Donalda Trumpa, do nasilającej się w ostatnich latach ekspansji, szczególnie ekonomicznej, rosnących w zawrotnym tempie w potęgę Chin. Ogłoszony w 2015 roku przez Pekin strategiczny plan "Made in China 2025" jasno wskazuje, że ambicją Chin jest przejęcie światowego przywództwa w sferze gospodarki i polityki. Stany Zjednoczone stanęły w obliczu groźby utraty swego statusu, czyli jedynego po upadku ZSRR mocarstwa globalnego. Skoncentrowane przez ostatnią dekadę na walce z agresją gospodarczą Chin w USA, przy użyciu prowadzonego na masową skalę szpiegostwa przemysłowego oraz penetracji cyberprzestrzeni, przeoczyły moment kiedy Pekin stał się rywalem także politycznym i militarnym na skalę globalną. Szczególny niepokój USA powoduje ostatnio rozbudowa chińskich instalacji militarnych na Morzu Wschodniochińskim, stanowiąc realne zagrożenia dla strategicznej sytuacji USA na Pacyfiku.

Jednak apetyt Chin obejmuje nie tylko Azję, ale także Amerykę Łacińską i Afrykę. Specjalne miejsce na liście celów Pekinu zajmuje wreszcie Europa, o którą walkę toczy również Waszyngton z Moskwą. Jej pokojowemu, gospodarczemu i politycznemu podbojowi Państwo Środka zadedykowało projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (inicjatywa Pasa i Szlaku). 

Jednobiegunowy świat przechodzi do historii i w najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z walką aspirujących państw o pozycję w nowym, wielobiegunowym układzie sił. Zaostrzającej się rywalizacji USA, Rosji i Chin towarzyszą próby włączenia się do gry innych państw, starających się dołączyć do grona mocarstw lub dążących do wykorzystania zmagań gigantów do polepszenia własnej pozycji strategicznej, tj. Indii, Turcji, Arabii Saudyjskiej, Iranu, Brazylii. 

Ambicje wzięcia udziału w globalnej grze ma także Unia Europejska, jednak szanse na zdobycie w niej podmiotowej roli znacząco ogranicza kryzys przywództwa oraz tożsamości jakie trawią ją w ostatnich latach oraz, będąca częściowo ich efektem, defensywna i niekonsekwentna polityka międzynarodowa, nastawiona głównie na obronę stanu posiadania. Brak jednoznacznych planów ekspansji oraz instrumentów ich realizacji sprawia, że Unia na dzisiaj odgrywa w tej grze rolę najwyżej statysty.

Nowością ostatnich lat, nadającą specyficzny charakter współczesnej odsłonie "wielkiej gry", jest przeniesienie rywalizacji do cyberprzestrzeni oraz powrót dezinformacji do arsenału metod, w skali nieznanej w dziejach świata. Wpisuje się to w szersze zjawisko, jakim jest stosowanie całościowego podejścia, angażującego w skoordynowany sposób wszystkie dostępne zasoby oraz najnowsze technologie. Szczególną biegłość w tym podejściu osiągnęły państwa autokratyczne, tj. Rosja i Chiny, w których władza państwowa dysponuje kontrolą nad całym potencjałem instytucjonalnym, militarnym, naukowym, medialnym i gospodarczym swych państw, dając im na dzisiaj przewagę nad USA i ich sojusznikami na wielu polach. Podjęcie skutecznej kontrofensywy i przejęcie inicjatywy przez Zachód będzie wymagało daleko idących zmian - nie tylko w sferze technologicznej. Całościowe podejście Rosji i Chin będzie wymagało dostosowania na poziomie strategicznym, obejmującego zarówno kierunki polityki międzynarodowej, ale także fundamentalnych zasad regulujących dotychczasowe funkcjonowanie wspólnoty euroatlantyckiej. Skuteczna odpowiedź na ekspansywne działania tych krajów bez głębokiej wewnętrznej rekonfiguracji nie będzie możliwa. Skutki zaniechań w tym względzie mogą okazać bardzo daleko idące.

Jak wspomniano wyżej, Amerykanie, z pewnym opóźnieniem, ale zdali sobie sprawę, że mamy do czynienia z powrotem globalnej rywalizacji mocarstw, co znalazło swój wyraz w przyjętej w grudniu 2017 roku Strategii Bezpieczeństwa Narodowego oraz bazującej na niej, zatwierdzonej w styczniu 2018 roku, Narodowej Strategii Obronnej USA. W oparciu o ten dokument władze amerykańskie przyjęły założenie, że rywalizacja USA, Rosji i Chin w najbliższych latach zdominuje sytuację międzynarodową i na tym założeniu zbudowały strategię działań państwa w sferze bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. Konieczne wydaje się jednak niezwłoczne uwzględnienie tego fundamentalnego założenia w dokumentach strategicznych NATO oraz podjęcie w oparciu o nie stosownych decyzji wykonawczych na poziomie instytucjonalnym i operacyjnym.

Procesy zachodzące na łonie NATO mają jednak swoją specyficzną dynamikę, będącą wypadkową szeregu różnych czynników, na czele jednak z militarną naturą organizacji. Zważywszy na wskazany wyżej totalny charakter dzisiejszej odsłony rywalizacji mocarstw, skuteczna odpowiedź Zachodu wymaga zaangażowania całego arsenału środków i to na wszystkich polach, na których się toczy. Podstawowym warunkiem jest jednak pełna współpraca, oparta o świadomość wyzwań i wolę wspólnego stawienia im czoła. Problem polega na tym, że Unia Europejska pogrążona jest dzisiaj w egzystencjalnym kryzysie dramatycznie osłabiającym jej zdolność do wspólnego stawienia czoła zagrożeniom wynikającym dla niej z globalnej rywalizacji mocarstw. 

Spoglądając na te zmagania z perspektywy Polski trzeba zdać sobie sprawę, że jakkolwiek bezpośrednio nie bierzemy w nich udziału i potencjał nie predestynuje nas do tego, to jednak bezpieczeństwo i pomyślność kraju jest uzależniona od wyniku tej rozgrywki. Przede wszystkim jesteśmy sojusznikami, w ramach NATO, mocarstwa, które broni swojej dotychczasowej pozycji superpotęgi, kwestionowanej przez Rosję i Chiny. Jednym z głównych obszarów konfrontacji z Moskwą jest Europa Środkowo-Wschodnia, której największym państwem jest Polska. To u jej wschodniego sąsiada, na Ukrainie, toczy się konflikt militarny, gdzie rolę agresora pełni Rosja. Obszar całej Europy jest celem gospodarczo-politycznej ekspansji zarówno Rosji, ale także Chin, choć realizowanej innymi metodami i przy użyciu innych środków. Prowadzi to do wniosku, że Polska, podobnie jak USA, powinna uwzględnić w swoich koncepcjach obronnych i szerzej strategii bezpieczeństwa narodowego nasilającą się rywalizację globalnych potęg oraz zmierzch jednobiegunowego świata. 

Współczesne państwo polskie zostało zbudowane na fundamencie zakładającym istnienie ładu międzynarodowego gwarantowanego przed USA jako jedyne supermocarstwo. W sytuacji kiedy model ten odchodzi do historii, konieczne będzie wypracowanie koncepcji funkcjonowania państwa w nowych realiach wielobiegunowego świata. Na dzień dzisiejszy najpilniejsze jednak będzie dostosowania struktur państwa, jego polityki wewnętrznej i międzynarodowej, mechanizmów jego funkcjonowania do wyzwań związanych z eskalacją napięć na tle rywalizacji potęg, toczącej się m.in. o terytorium, na którym leży Polska. Zmagania te już się toczą i będą się nasilać na wszystkich polach aktywności państw i społeczeństw. Będzie to więc wymagać uwzględnienia w nowej strategii bezpieczeństwa narodowego skoordynowanych aktywnych działań państwa w sferze polityki międzynarodowej, bezpieczeństwa wewnętrznego, wywiadu zagranicznego, bezpieczeństwa finansowego, cyberbezpieczeństwa, infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa ekonomicznego, zwalczania dezinformacji, nielegalnej imigracji.

Oprócz gruntownych zmian w strukturach i mechanizmach państwa odpowiedzialnych za szeroko rozumiane bezpieczeństwo narodowe strategia powinna zakładać inicjowanie i wspieranie procesu przebudowy wspólnoty europejskiej i euroatlantyckiej. W bezpośrednim interesie strategicznym Polski leży bowiem radykalne podniesienie zdolności Europy do stawienia czoła wyzwaniom jakie niesie dla niej rozgrywka światowych potęg o nowy podział świata. Zaniechania w tym względzie mogą doprowadzić do jej dezintegracji i utraty podmiotowości międzynarodowej. Konsekwencje takiego obrotu spraw mogą okazać się katastrofalne dla bezpieczeństwa narodowego Polski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Okręcik
sobota, 8 grudnia 2018, 11:03

Zbliża się gorący, globalny konflikt, wszak od ostatniego minęło już ponad 70 lat. Zawsze, gdy innymi środkami [dyplomacją, gospodarką itd] nie można rozbudowywać własnych wpływów sięga się po siłę. Nie jest to dobra wiadomość, bez względu na to kto zacznie i kto skończy jako zwycięzca, bo czasy gdy wojna dotykała głównie wojowników już dawno minęły i ofiarami w coraz większym % są cywile, czyli my wszyscy. Polska zaś nie powinna oglądać się na nic tylko zbroić, zgodnie z maksymom; chcesz pokoju, szykuj się do wojny. I nie liczmy za bardzo na sojuszników, bo to nigdy się jeszcze nie sprawdziło.

Covax
piątek, 7 grudnia 2018, 19:50

Witam. Panstwa nie maja przykaciól tylko zywotne interesy, te przyesłanie powinno przyśeiecać Polskiemu Rzadowi. Zeby dbać o Polskie zywotne interesy rzad warszawski musiał by sie odspawać od waszyngtonu, i zrozumieć że dla wladzy znad Potomacu Polska jako partner nie istnieje, i Polska jest tylko pół stopnia wyzej niz burkina faso ( tylko ze wzgledu na zakupy uzbrojenia ) Przyklady, jej Ekscelencja Pani Ambasador nie raczyla sprawdzić na " necie" do kogo pisze list ? Przecież to kompletny brak szacunku, nawet "biznesowo" piszac list sprawdza sie kto jest adresatem. Ze juz nie wspomne o "potencjalnie niebezpicznej" ustawie 447 preferencyjnych cenach uzbrojenia ( himars) itd. Ustawa ta byla procedowana na uproszczonych warunkach i tak jakos dziwnie. USA ostatnim resetem Baracka wystawilo Polske i o dziwo ratunek przyszedl z Chin umowa wojskowa. Niemcy jako sojusznik nie istnieja, przykładem tego jest Pani Ludmila i referaty jakie wyglaszala w bundestagu, czy finansowanie przez Niemieckie fundacje pozarzadowe roznych "ruchow obywatelskich". Ukraina hmmm kult bandery, wnoszenie mniej lub bardziej otwartych roszczeń terytorialnych, embarga handlowe w szerszym wachlarzu niz FR. O federacji nie ma co pisac. Moim zdaniem rzad warszawski zeby sie i Polske wyrwac z tego upodlenia powinien: Dokonać duzego zakupu uzbrojenia w Izraelu (artyleri rakietowa np. ) wraz z pełnym transferem technologi, poza suwerennoscia w produkcji uzbrojenia da to zawsze kontre " jacy faszysci" skoro Izrael sprzedał nam technologie. Po drugie wstrzymać zakup Wisly Homara i IBCS tak ze wzgledu na "Root: kill all *.pl" ( czy jak to tam bylo na linux'ie) czyli mozliwość wylaczenia jedna komenda Calych SZ. Ale podobne funkcje ma Jasmin nawet na D24 bylo napisane o wspólpracy lotnictwa US z Patryjotami przez CiF teldatu. Na strzelanie rakieta za 6 mln PAC czy 5 Skyceptor do Iskandera za 500 tyś rubli nas nie stac. Podstawa obrony Polski powinna byc "koncepcja iranska" czyli tysiace rakiet 500+km zasiegu. Rozpoczecie wspolnego z Chinami nic nie znaczacego "programu wojskowego" ( cos ala opracowanie nowoczesnych racji zywnosciowych) po to tylko zeby Wuja Sam zrozumiał ze rzad warszawski urwał sie ze smyczy. I albo zacznie placić jak Izraelowi za reprezentownie swoich interesów albo w redzikowie bedzie HQ 26 a nie SM 2, Zakup Saab'ow i okretów podwodnych od Saaba i wspołpraca z Turcja w technologiach radarowych i OPL tez musi być nawiazana. Turcja i Szwecja prowadzi niezalezna polityke, tak gospodarcza jak i militarna mająca na celu wyłaczenie spod kurateli Wuja Sama. Wuj Sam nie jest dobrym Wujkiem, zmienia czesto sojuszników. A co sie dzieje z zurzytmi krajami widac na przykładzie Ekwadoru, Boliwi, Iranu czy własnie Turcji. I najważniejsze wycofać Polskie rezerwy walutowe z USA, To Prawie sto Miliardów Dolarów, przynajmniej do czasu aż rzad USA nie zrobi porzadku z 447.

Kol
piątek, 7 grudnia 2018, 17:03

Polska jest narzedziem do walki o strefy wpływow USA i Rosji. Nie oszukujmy się - pomimo złych relacji Amerykanie nie pokonają gospodarczo Chin bez udziału Rosji. Takie są fakty.

Wojmił
czwartek, 6 grudnia 2018, 23:50

Świat zachodni: USA, Europa (zjednoczona pod jednym telefonem jak mawiał Kissinger), Japonia, Australia, Korea Płd, Izrael i Tajwan... pod kontrolą Bliski Wschód, pod kontrolą ale lekką swobodą Ameryka Płd i Afryka... tylko taki układ pozwoli na stabilizację świata przeciwko siłom chaosu (Rosja czyli azjaci w białej skórze, Indie, islamiści i inni religijni fanatycy, korea płn) oraz sile umacniającego się Smoka (Chiny). Inaczej utoniemy w wojnach między cywilizacjami..

KCh
czwartek, 6 grudnia 2018, 12:00

Moim zdaniem należy rozwinąć Sojusz Północnoatlantycki (NATO) w sojusz światowy (z Japonią, Australią, Koreą Południową, itd.) W takim sojuszu warunkiem koniecznym do udziału musi być odpowiednio wysoki poziom finansowania armii (słynne 2% wydaje się odpowiednim minimum). Dla uniknięcia większego konfliktu zbrojnego (który możliwy jest tylko z Rosją lub/i Chinami) trzeba już teraz dać odpór tym krajom na całej linii (na całym pomoście bałtycko-czanromorskim oraz na całym Morzu Południowochińskim). W przeciwnym razie, polityka ustępstw doprowadzi do tragedii analogicznej jaką była II Wojna Światowa. Pretendujące do światowego prymatu mocarstwa, zachęcone cofaniem się "cywilizacji zachodniej" coraz agresywniej będą ją testować, aż do całkowitego podporządkowania lub zniszczenia.

Patcolo
czwartek, 6 grudnia 2018, 09:30

Obecni politycy w Unii Europejskiej są z ligi Nevilla Chamberlaina a i to jest komplement, żeby cokolwiek Unia mogła zmienić potrzebuje polityków klasy Winstona Churchila, a na to się nie zanosi. Dlatego my czy tego chcemy czy nie musimy opierać się na USA, ale trzeba to robić z głową. USA potrzebuje w tej części Europy strategicznego sojusznika, a nie wasala i to właśnie powinni zrozumieć przede wszystkim Amerykanie i ktoś im powinien pomóc to zrozumieć. Czasami mam wrażenie że ani USA ani UE nie rozumie że utrata Europy to początek końca USA i koniec naszej cywilizacji.

tommi
czwartek, 6 grudnia 2018, 07:41

drodzy Państwo ! cieszę sę że jestem w tak znakomitym gronie czytelników jak również autora tej że publikacji ogarniających geopolityczne zagrożenia dla polski i z kórą to zgadzam sie jak również z waszymi opiniami szkoda jedynie że nasz głos nie przebije muru ministerstwa obrony narodowej a tym bardziej nie trafi do analizy osób kompetentnych

hym108
czwartek, 6 grudnia 2018, 05:16

Stworzyc nowa Rade Bezpieczstwa ONA (zawierajaca tez Iran, Chiny, Indie, Arabie Saudyjska, Turcje, RPA, Brazylie) ktora odzwierciedla by obecny stan sil na swiecie. I nie bedzie wojen. Nie bedzie sztucznych napiec. Przeciez to juz dawno wymyslone. Wystrczy pzrecztac "Zdezenie Cywilizacji:"

Luke
czwartek, 6 grudnia 2018, 05:10

Polska musi sie zbroic w szpieguw i amerykanski sprzet

Lucjan
czwartek, 6 grudnia 2018, 01:47

Konflikt Chiny USA jest więcej niż pewny. No chyba że USA nagle zrezygnuje z części wpływów i z roli hegemona nr1 w co trudno jest uwierzyć. Chiny to juz potęga, amerykanie przespali ostatnie 30 lat i obudzili się z ręka w nocniku. Lepiej póżniej niż wcale. Problem w tym że najlatwiej im rozegrać będzie to z Rosją i Putin dobrze o tym wie. Rosjanie na tym konflikcie zyskaja najwięcej jeżeli dobrze to rozegrają. Największy problem pojawi sie wtedy gdy USA będzie musiało wziąść cały trud na siebie. Putin takiej okazji nie przepuści. Rosyjska gospodarka jest gospodarką rabunkową i zawsze rosjanie bogacili się czyimś kosztem. Jeżeli nie dogadaja się będzie to koniec Rzeczypospolitej. Zakładam że tydzień po wybuchu konfliktu USA Chiny rosyjskie czołgi będą na Odrze. I nikt i nic mu w tym nie przeszkodzi. I tak oto wrócimy do Związku Republik Radzieckich. Szacuje się że Chiny staną się największą światową gospodarka ok 2030r. Czyli zostało nam około 10 lat.

xawer
czwartek, 6 grudnia 2018, 00:36

Do Niki: Przedstawiłaś rosyjski punkt widzenia. Mała Gruzja zaatakowała Rosję?! Kto, będący przy zdrowych zmysłach, uwierzy w powodzenie takiej operacji:-) Rosja, rękami Osetyńców, wyrzucała Gruzinów z ich ziemi i anektowała po kawałku terytorium Gruzji. Saakaszwili, nieroztropnie, ale zgodnie z prawem(które Rosja neguje) wysłał wojska Gruzińskie na terytorium Gruzji w celu wymuszenia respektowania prawa gruzińskiego na jej terytorium. Dało to Rosji upragniony pretekst do rozpętania wojny:-(

niki
czwartek, 6 grudnia 2018, 00:35

Armia europejska oznacza likwidację polskiej armii i w praktyce polskiego państwa i Polski. Później odbiorą nam godło (są przecież gwiazdki), zabiorą biało-czerwone flagi a na końcu zakażą nauki języka polskiego. Wszystko powoli aby specjalnie nikt się nie połapał i zbuntował.

motti
czwartek, 6 grudnia 2018, 00:18

Gruzja nie zaatakowała pierwsza to Rosja to zrobiła Gruzja nie wystrzeliła ani jednego pocisku na teren Federacji Rosji. Za to Putin w wielką butą wlazł do Gruzji zabijając wielu Gruzinów tak samo jak to robił w Czeczeni z Czeczenami ponad 200tyś Czeczenów padło jako ofiary rzeźnika z Moskwy

chateaux
środa, 5 grudnia 2018, 22:49

@Niki wszyscy dobrze wiedza, ze Gruzja bronila swojej integralnosci terytorialnej, podobnie jak Rosja atakujac chcaca sie oderwac od niej Czeczenie

chateaux
środa, 5 grudnia 2018, 22:46

Polska nie potrafi nawet kupic, czy zbudowac kilku okretow, kilku baterii systemow przeciwlotniczych, a co dopiero mowic o nowej strategii polityczno-gospodarczo-militarnej. Podobnie zreszta jak cala Europa, ktora nie potrafi zapanowac nad polityczno-gospodarcza korupcja swoich wlasnych przerdsiebiorstw i wspierajacych ich politykow.

Napoleon
środa, 5 grudnia 2018, 22:17

Jakby była porządna armia to byłoby coś do ugrania. Kiedy to do jasnej dojdzie do decydentów. Musi być silna armia lądowa i pełna gotowość do naparzanki. To zasadniczo gra zero-jedynkowa. Jeśli Ukraina zacznie orientować się na nas i dogadamy się z Chinami, to wtedy mamy wszystko, a Rosja może sobie naskoczyć bo jest w kleszczach. Nie jest tajemnicą przecież, że Chiny mają roszczenia terytorialne wobec Rosji. Chiny muszą czuć interes w Polsce i nasze orientowanie się na nich. To samo dotyczy się Białorusi, która tylko szuka, żeby złapać się Chin. Tu nie ma pola manewru. Nasza współpraca z Chinami to jedyna szansa na bezpieczeństwo Polski. Rosja ma problem krótkiej kołdry. Nic nie znaczą, a ich imperialne ambicje tylko drenują przeszacowane programy. Co się dzieje z Su-57 czy czołgami nowej generacji. Marynarka Rosji co to jest, szalupy na poziomie Bujanów czy Karakurt? Chiny są zainteresowane dominacją kontynetalną, tylko i wyłącznie nasza orientacja na tworzenie wspólnych interesów i to, że będą widzieć ją tak Chińczycy daje ostatnią szansę dla nas. Tu trzeba mieć jaja i tyle. Rosjanie nie dadzą rady jeśli my będziemy flirtować z Chinami.

Niki
środa, 5 grudnia 2018, 20:18

Mocno rusofobiczny tekst ale interesujący. Dobrze wszyscy wiedzą że wojnie rosyjsko gruzińskiej pierwsza zaatakowała Gruzja a dokładnie prezydent Saakaszwili (amerykański agent który niedawno produkował się na Ukrainie) wysłał wojska do pacyfikacji Osetii Południowej. Rosja szybko przyszła na pomoc i przepędził a gruzińskie wojska aż do Tbilisi. I spokojnie się wycofali. Nie każda władza która nie jest demokracją liberalną na wzór amerykański jest reżimem. Chiny i Rosja wcale nie są w jednym bloku bo mają sprzeczne interesy i Graniczą ze sobą. To jest typowy sojusz taktyczny bo obydwa zagrożone są amerykańską dominacją. Seria nigdy nie była pod kontrolą i wpływami amerykańskimi.

KrzysiekS
środa, 5 grudnia 2018, 19:19

Dla tych co marzą o Europejskiej Armii proponuję obejrzeć obrazki z Paryża w Niemczech jest niewiele lepiej właśnie wczoraj rozmawiałem z osobą tam mieszkającą Niemcy mają problem w szkołach gdyż często zdarzają się klasy gdzie jest zaledwie kilku uczniów Niemców reszta to wszelkie narodowości często słabo mówiące po Niemiecku. Tak idą trudne czasy a Polska leży w kluczowym miejscu to jak rygiel do Europy.

Stary Grzyb
środa, 5 grudnia 2018, 19:17

"Wojna trwa zawsze, a działania nigdy nie są zawieszone." To truizm, oczywista oczywistość, jak mawia klasyk, a problemem Zachodu jest, że po zniszczeniu Sowietów uległ on samoogłupieniu bredniami o "końcu historii", i przestał ową oczywistość dostrzegać - częściowo z lenistwa (tryumf rozleniwia), częściowo z głupoty (jednoczesne pojawienie się trójki całościowo rozumiejących świat olbrzymów, czyli Ronalda Reagana, Margaret Thatcher i Jana Pawła II to wyjątek na skalę pokoleń), częściowo skutkiem korupcji i podatności na wpływy agentury (vide schroederyzacja) - a co za tym idzie, sam się rozbroił i ubezwłasnowolnił. Całe szczęście, że wraz z objęciem prezydentury przez Donalda Trumpa zaczęły się pojawiać, przede wszystkim w USA, przebłyski oprzytomnienia i pierwsze, rozsądne działania realne. Wprawdzie do pełnego powrotu jedynie słusznej polityki Zimnej Wojny w wydaniu reaganowskim wciąż jeszcze daleko, ale o "resecie" nikt już nie bredzi. Dobre i to, i oby tak dalej. Z punktu widzenia sytuacji Polski sytuacja jest, wbrew pozorom i tezom zawartym w artykule, całkowicie klarowna. Po jednej stronie Polska ma odwiecznego, zapiekłego wroga, który posiada broń atomową i wobec którego jedyną realną przeciwwagą są Stany Zjednoczone, a po drugiej sojusznika, który jest sojusznikiem tak długo, jak długo na jego terytorium stacjonuje i kontrolę ostateczną sprawuje amerykańska armia. Co do Chin, to z jednej strony Polska dla nich nie istnieje, będąc częścią "tego przylądka, którego losy nikogo nie obchodzą" (jak Mao Tse-tung nazwał Europę), a z drugiej nie ma cienia śladu podstaw do zakładania, żeby mogło powstać polsko-chińskie partnerstwo czy znacząca wspólnota interesów w jakiejkolwiek kwestii. O UE, której dominująca siła polityczna uporczywie twierdzi, że Nord Stream 1 jest wyrazem "partnerstwa dla dobrobytu", a Nord Stream 2 jest "projektem stricte gospodarczym", szkoda nawet wspominać. Innymi słowy, jedynym realnie możliwym sojusznikiem Polski w wymiarze strategicznym są USA. Oczywiście, różnica potencjałów Polski Stanów Zjednoczonych jest ogromna, ale istnieje realna wspólnota interesów - Polska chce zabezpieczenia przed Rosją, Amerykanie chcą wiarygodnego sojusznika w dziele blokowania przejęcia czy choćby zwasalizowania Europy przez Rosję, co byłoby dla USA klęską o rozmiarach geopolitycznych. Oczywiście, Polska jako młodszy partner musi ciężko pracować, aby pozycję takiego sojusznika Stanów Zjednoczonych osiągnąć. Wymaga to ścisłej współpracy politycznej (zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym, ale i bez kiksów w polskiej polityce wewnętrznej, dających pożywkę wrogom Polski), ekonomicznej (przykładowo, kwestia współpracy energetycznej), oraz militarnej (stała rozbudowa amerykańskiej obecności militarnej w Polsce, ścisły sojusz Polski z USA), a także - umiejętnego wykorzystywania pojawiających się szans (przykładowo, Międzymorze bez USA to w najlepszym razie piękny miraż, ale z Amerykanami to możliwość całkowitej zmiany sytuacji w Europie Środkowej, z konsekwencjami o wymiarze globalnym). I zasadniczo tyle w kwestii sytuacji Polski w erze rywalizacji mocarstw. Czy będziemy umieli pozycję strategicznego sojusznika USA osiągnąć i utrzymać, to jedna z dwóch najważniejszych kwestii stojących przed polską polityką (druga, to problem demografii).

gegroza
środa, 5 grudnia 2018, 18:51

Artykuł napisany z pozycji niewolniczej. Skoro potencjał do niczego nas nie predysponuje to powinniśmy zapewne poczekać na boku i nie wchodzić w konflikty z mocarstwami. Ani tymi bliskimi ani dalekimi. Ten pogląd uniżoności i służalczości dominuje w polskiej polityce zagranicznej do lat. Dzięki niemu nie możemy zrealizować żadnych celów ważnych dla polskiego państwa i narodu. Jednocześnie nie osiągając żadnych rezultatów udało się nam poróżnić praktycznie z wszystkimi sąsiadami.

Kiks
środa, 5 grudnia 2018, 18:46

@USE Polska ma bardzo ważną pozycję geostrategiczną w Europie. Ale tylko ruscy krzykacze twierdzą co innego, a skrycie marzą o posiadaniu polskich przodków. Jednakże jedna rzecz mnie rozśmieszyła w artykule. Rosyjska ekspansja gospodarczo-polityczna w Europie? Raczej próby zagazowania Europy i wciśnięcie wszędzie swoich szpiegów.

CataliCA
środa, 5 grudnia 2018, 17:16

"Oprócz gruntownych zmian w strukturach i mechanizmach państwa odpowiedzialnych za szeroko rozumiane bezpieczeństwo narodowe strategia powinna zakładać inicjowanie i wspieranie procesu przebudowy wspólnoty europejskiej i euroatlantyckiej. W bezpośrednim interesie strategicznym Polski leży bowiem radykalne podniesienie zdolności Europy do stawienia czoła wyzwaniom jakie niesie dla niej rozgrywka światowych potęg o nowy podział świata. " Strategia nie musi dotyczyć struktur - te są w stanie realizować inne zadania i cele, i to się dzieje. Kurs na EU, zmieniony z powodów politycznych - EU zakłada współpracę tylko z powolnymi sobie (przykłady Węgier, Rumunii, Chorwacji a nade wszystko Wielką Brytanii) okazał się pudłem bo EU jest przeżarta pacyfizmem, polityką "tu i teraz" i antyamerykanizmem. Dominują w niej kontestatorzy zastanego porządku z korzeniami w latach 60-tych począwszy od obyczajowości - priorytet przez geopolitykę po bezpieczeństwo. Najlepszym przykładem niech będzie Hiszpania (Zapatero i konsekwencje). Nie ma mowy o współpracy bo w Europie naszą część (Młodsza Europa) traktuje się paternalistycznej a czasami dochodzą stare szowinistyczne "teorie" - narody bez historii (Polska ma szansę siedzieć cicho -Chirac). To wszystko wspiera odsunięta od władzy opozycja która za wszelką cenę chce "zdelegalizować" - wynik wyborczy. Hegemon w polskiej polityce jest jeden. Są nimi Stany Zjednoczone, który póki co nie chcą tracić kontroli na bezpieczeństwem Europy (mniejsza o to z jakich powodów). Strategia jest kwestią decyzji politycznych a nie istnienia struktur bo one istnieją. Inną kwestią skuteczność tych decyzji i chyba to ma autor na myśli. Ale póki co nie widać zagrożeń z kierunku hegemona jak to miało miejsce kilka lat temu. W dodatku wszystkie państwa tzw. Trójmorza zdały sobie sprawę że jadą na tym samym wózku - bezczelność Brukseli dobitnie im to pokazała. Za czasu Obamy szczyt w Krakowie był nieporozumieniem - nie wydano nawet wspólnego oświadczenia. Ostatni w Warszawie pokazał, że jest o wiele lepiej. W każdym razie w każdej z tych kwestii widać "niewidzialną rękę Putina". A kto powiedział, że EU jest wolna od jego wpływu i agentury. Tym bardziej w naszej części z bagażem sowieckim.

King
środa, 5 grudnia 2018, 16:42

"radykalne podniesienie zdolności Europy do stawienia czoła wyzwaniom" - to mrzonki. Kto ma stawić czoła? Angela? Macron? Czy "Krul Europy" który wykonuje tylko polecenia Berlina? Dla nas, nie ma alternatywy innej niż UE. Problem w tym że UE rozpada się przez rządzących nią polityków, a my z tym nic nie możemy zrobić. Idą trudne czasy.

USE
środa, 5 grudnia 2018, 15:53

Polska nic nie znaczy jest tylko małym trybikiem dlatego UE powinna powołać swoją armię i bronić swoich interesów.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama