Dlaczego „Ślązak” to nie ORP „Ślązak”?

8 października 2019, 11:09
DSC_1313
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

Pomimo zakończenia prób zdawczo-odbiorczych, okręt patrolowy „Ślązak” nie jest przyjmowany na stan Marynarki Wojennej RP. Wygląda to tak, jakby wszyscy się bali wprowadzić tą jednostkę do służby wiedząc, że to tak naprawdę nie będzie to koniec, ale dopiero początek problemów.

Zgodnie z umową podpisaną 29 czerwca 2018 r. przez Inspektorat Uzbrojenia z konsorcjum składającym się z Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. oraz stocznią PGZ Stocznia Wojenna S.A., okręt patrolowy „Ślązak” miał zostać przekazany Marynarce Wojennej RP do końca marca 2019 roku. Proces wykańczania i zdawania tego okrętu się jednak wydłużał, co zresztą nikogo tak naprawdę nie dziwiło. Wszyscy specjaliści zdawali sobie bowiem sprawę, że „Ślązak” to jednostka pływająca budowana od osiemnastu lat, na pokładzie której są dodatkowo urządzenia z już dawno utraconą gwarancją.

Nikt nie mógł więc mieć pewności, że wszystkie te systemy zadziałają prawidłowo, dlatego część komentatorów i dziennikarzy branżowych nie przykładała większej wagi do przedłużających się badań i prób zdawczo-odbiorczych. Nawet biorąc pod uwagę zapowiedzi ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, który w czasie święta Marynarki Wojennej w 2018 r. obiecywał oddanie „Ślązaka” w marcu 2019 r. a później ten termin nie został dotrzymany. Jednak do czasu.

Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy Siły Zbrojne RP, pomimo zakończenia prób zdawczo-odbiorczych i usunięciu przez stocznię wykrytych problemów technicznych nie wprowadziły okrętu „Ślązak” do służby. Co gorsza, nikt nie informuje dokładnie, kiedy to wprowadzenie ma nastąpić. Nie wiedziało o tym nawet Ministerstwo Obrony Narodowej, które jeszcze w połowie września 2019 r. poinformowało „Rzeczpospolitą”, że wykonanie umowy zawartej w dniu 29 czerwca 2018 r. nastąpi w 2020 r.

Później wiadomość tą sprostował kapitan Krzysztof Płatek, rzecznik prasowy Inspektoratu Uzbrojenia, przesyłając m.in. do Defence24.pl na początku października br. wyjaśnienie, że „okręt zostanie przekazany do użytkownika w bieżącym roku”. Nadal jednak nie wiadomo, dlaczego przekazanie nie nastąpiło od razu po zakończeniu prób zdawczo-odbiorczych, oraz dlaczego MON nie ma aktualnej informacji o statusie programu. Wygląda to tak, jakby nikomu nie zależało, by patrolowiec „Ślązak” znalazł się w linii. Prawdopodobnie wszyscy zdali sobie bowiem sprawę, że problemy z tym okrętem dopiero wtedy się tak naprawdę zaczną.

image
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

Co trzeba zrobić, by wprowadzić „Ślązaka” do służby?

Z informacji przekazanej przez Inspektorat Uzbrojenia wiadomo w tej chwili jedynie tyle, że okręt „Ślązak” przeszedł pozytywnie próby zdawczo-odbiorcze oraz Wykonawca usunął w lipcu i sierpniu br. wszystkie usterki wykryte w czasie trwania tych prób (dotyczące głównie system napędowego oraz systemu klimatyzacji i wentylacji). W związku z powyższym patrolowiec ma zostać przekazany do Marynarki Wojennej RP jeszcze w tym roku.

Próby zdawczo-odbiorcze patrolowca Ślązak zostały zakończone we wrześniu br. Zdiagnozowane podczas prób morskich i zdawczo-odbiorczych patrolowca Ślązak usterki dotyczyły m.in. niesprawności w układzie napędowym oraz systemie klimatyzacji i wentylacji. Wszystkie usterki zostały usunięte przez Wykonawcę. Okręt zostanie przekazany do użytkownika w bieżącym roku.

Kpt. Krzysztof Płatek - rzecznik prasowy Inspektoratu Uzbrojenia

Potwierdził to również główny Wykonawca – PGZ Stocznia Wojenna, która w opublikowanym 24 września 2019 r. oświadczeniu udokładniła, że przewidywane programem próby okrętu oraz wszystkie usterki zostały usunięte w pierwszej połowie września br. i że okręt „jest w pełni sprawny i gotowy do służby”.

Jednak na pytanie portalu Defence24.pl, dlaczego w takim razie się go do tej służby nie wprowadza, Inspektorat Uzbrojenia stwierdził jedynie, że „trwa proces opracowania dokumentacji zdawczo-odbiorczej oraz wykonywane są przez Wykonawcę czynności obsługowe przed przekazaniem jednostki do użytkownika”. Podobnie informowała zresztą PGZ Stocznia Wojenna wskazując na trwające obecnie końcowe prace „związane z protokolarnym przekazaniem okrętu do Zamawiającego”.

Ale to właśnie takie tłumaczenie jest dla obserwatorów z zewnątrz trudne do zrozumienia. Przecież od co najmniej lipca br. wszyscy doskonale wiedzieli, że próby zdawczo-odbiorcze zakończą się pozytywnie i nikt nie mógł wątpić, że Wykonawca bardzo szybko usunie wykazane w ich trakcie niesprawności. Było więc kilka miesięcy na wcześniejsze przygotowanie protokołów przekazania okrętu, wprowadzając do nich w międzyczasie jedynie kosmetyczne poprawki.

Natomiast przy dobrej organizacji i woli, na samo zebranie całej dokumentacji zdawczo-odbiorczej wystarczy tak naprawdę jeden lub dwa dni. Nie dłużej powinien trwać również proces jej podpisywania. W przypadku tak ważnego kontraktu to nie bowiem dokumentacja powinna wędrować po kancelariach, a potem urzędach i gabinetach, ale to urzędnicy i wojskowi powinni przyjechać do miejsca, gdzie ta dokumentacja zostałaby przygotowana i wyłożona na stołach do podpisania.

image
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

W przypadku „Ślązaka” powtarza się jednak casus programu budowy niszczycieli min „Kormoran”, gdzie o rok opóźniono podpisanie umowy na dwa kolejne niszczyciele min, pomimo iż było doskonale wiadomo, że badania zakończą się powodzeniem. Nie działano jednak równolegle, ale po kolei - wydłużając sztucznie czas trwania całego programu i narażając na straty finansowe firmy realizujące budowę.

Tak samo teraz dzieje się w przypadku patrolowca „Ślązak”. Część obserwatorów uważa, że takie przedłużanie procedur wynika po prostu z planu uroczystego wprowadzenia okrętu do linii w rocznicę powstania Marynarki Wojennej (28 listopada br.) lub w Święto Niepodległości (11 listopada br.). Jest jednak przesadą czekanie dwa miesiące na podniesienie bandery tylko po to, by uroczyściej celebrować zakończenie budowy, której tak naprawdę powinniśmy się wszyscy wstydzić: politycy, wojskowi i stoczniowcy.

Dlatego wprowadzenie do służby „Ślązaka” powinno nastąpić jak najszybciej, tym bardziej, że praca z tym okrętem tak naprawdę dopiero się zacznie. I nie powinno się tego sztucznie odwlekać.

Czym będzie tak naprawdę okręt ORP „Ślązak”?

Zbilżające się nieuchronnie podniesienie bandery na „Ślązaku” to również moment, kiedy Ministerstwo Obrony Narodowej powinno potrafić odpowiedzieć na cztery pytania: do czego ten okręt ma w rzeczywistości służyć, jak go wykorzystywać w czasie pokoju, kryzysu i wojny, jak go utrzymywać w gotowości i szkolić na nim załogę, oraz czy rzeczywiście ma on do końca swojej służby być tylko patrolowcem?

Wbrew pozorom żadna z tych odpowiedzi nie będzie łatwa, chociaż na ich przygotowanie było dostatecznie dużo czasu. Nawet to co wydaje się w miarę proste, a więc proces szkolenia, może spowodować niekończące się problemy. Wraz ze „Ślązakiem” zostanie bowiem wprowadzonych bardzo dużo urządzeń i systemów, których wcześnie nie było w Marynarce Wojennej oraz których nie ma też w lądowej bazie szkoleniowej. Nie będzie więc instruktorów, którzy mogliby szkolić kilku specjalistów z patrolowca, ani też w większości przypadków nie będzie trenażerów, które takie szkolenie mogłoby ułatwić.

image
Unikatowym rozwiązaniem w Marynarce Wojennej RP będzie m.in. radar wielofunkcyjny SMART-S Mk2. Fot. M.Dura

Tutaj mści się decyzja o zbudowaniu tylko jednej jednostki i to unikatowej w skali światowej (według indywidualnych wymagań Marynarki Wojennej RP), dla której po prostu nie opłaca się budować bazy szkoleniowej na lądzie. Efekt tego będzie taki, że załoga będzie się uczyła i trenowała na bojowym sprzęcie ze wszystkimi tego konsekwencjami, zdobywając potrzebną wiedzę na zasadzie prób i błędów.

Pomóc w tym mogą oczywiście producenci poszczególnych systemów, ale takie działanie sprawdzi się tylko w odniesieniu do pierwszej załogi (która może się szybko zmienić z powodu rotacji kadr) i tylko jeżeli chodzi o obsługę systemów. Samo ich taktyczne wykorzystanie to już jednak inna sprawa.

Wcale nie łatwe do odpowiedzi będzie też pytanie, do czego ten okręt ma rzeczywiście służyć. I nie chodzi tu o encyklopedyczne wyliczanie, że np. ma on uczestniczyć w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych, ponieważ taką deklarację może złożyć generalnie każda jednostka pływająca. Tym bardziej, że „Ślązak” ma jak na razie działać głównie na Bałtyku, gdzie operacje SAR są prowadzone przez specjalistyczne i wydzielone służby, a od Marynarki Wojennej oczekuje się tylko pomocy z wykorzystaniem śmigłowców.

Tu chodzi bardziej o konkretne wskazanie: do czego ma być przygotowany ORP „Ślązak” i co ma robić, zarówno w czasie pokoju, wojny, jak i kryzysu. Należy przy tym pamiętać, że każda taka decyzja będzie się wiązała z konkretnymi kosztami. Widać to bardzo dobrze przy wyborze sposobu wykorzystania pokładu lotniczego oraz sposobu pozyskania śmigłowca pokładowego.

W czasie prób zdawczo-odbiorczych wykorzystywano helikopter Kaman SH-2G z 43. Oksywskiej Bazy Lotnictwa Morskiego, ale jest on docelowo przeznaczony do współdziałania z polskimi fregatami typu Oliver Hazard Perry i czas jego użytkowania niedługo się kończy. Natomiast zakupione dla Marynarki Wojennej cztery śmigłowce AW101 będą zbyt ciężkie (w wersji ZOP ważą około 15 ton), by lądować na pokładzie lotniczym „Ślązaka” przygotowanego (według wcześniejszych danych) na przyjmowanie śmigłowców maksymalnie dziesięciotonowych.

Trzeba więc się zadeklarować, czy dla tego okrętu zostanie dokupiony specjalny helikopter pokładowy, czy też lądowisko będzie utrzymywane tylko „tak na wszelki wypadek”. Wbrew pozorom każda z tych decyzji będzie się wiązała z dużymi kosztami. Nawet bowiem w sytuacji, gdy Marynarka Wojenna będzie chciała jedynie okazjonalnie przyjmować na „Ślązaku” załogowe lub bezzałogowe śmigłowce to i tak konieczne jest certyfikowanie (i to okresowo): zarówno systemów wspomagania lądowania (przede wszystkim radiolatarni TACAN i świateł lądowiska), jak i obsługi pokładu lotniczego oraz systemów naprowadzania. Naprowadzaniem statków powietrznych nie mogą się bowiem zajmować doraźnie przeszkoleni marynarze ale specjaliści ubezpieczenia lotów, których utrzymywanie jest bardzo drogie.

image
Grupa abordażowo-inspekcyjna z kanadyjskiej fregaty typu Halifax HMCS „Vancouver”. Fot. S. McEwen/U.S. Navy

Podobnie kosztowna może być również decyzja o skierowaniu „Ślązaka” do realizowania misji patrolowych poza Bałtykiem – np. w działaniach antypirackich lub antyimigracyjnych. Czasu wymaga chociażby samo przygotowanie grupy abordażowo-inspekcyjnej, której członkowie nie mogą być dobierani doraźnie z załogi, ale muszą być odpowiednio przeszkoleni i wyposażeni. O niebezpieczeństwach, jakie z tym się wiążą przekonali się Rosjanie, gdy przy kontroli jedynie rybaków rannych zostało aż sześciu ich funkcjonariuszy.

Marynarze wchodzący w skład takiej grupy muszą więc nie tylko potrafić wchodzić na burty wysokich statków (opanowując pewne umiejętności jeżeli chodzi o wspinaczkę), ale również umieć prowadzić przeszukania, kontrolę pomieszczeń i dokumentacji, czy także znać zasady samoobrony. W tym przypadku pomóc mogliby np. Amerykanie, ale trzeba o to wcześniej poprosić.

Czy „Ślązak” rzeczywiście musi pozostać tylko patrolowcem?

Najważniejsze pytanie, które jawnie pokaże, co tak naprawdę wyszło w czasie prób zdawczo-odbiorczych dotyczy dalszych losów tego okrętu. Jeżeli bowiem wszystkie systemy zadziałały dobrze to rzeczywiście należy się zastanowić, czy nie należy najbliższego remontu (przewidzianego na za około 5 lat) połączyć z modernizacją - przerabiając patrolowiec na pełnowartościową korwetę.

Zakończenie prób zdawczo-odbiorczych powinno być równocześnie końcem dyskusji w tej sprawie oraz czasem na konkretne decyzje i działanie. Trzeba bowiem zadecydować nie tylko, co konkretnie zamontować, ale również zaplanować na to odpowiednie środki finansowe i podpisać zawczasu konkretne umowy. Sprawa jest o tyle pilna, że przez ostatnich kilka lat Inspektorat Uzbrojenia do perfekcji opanował umiejętność przedłużania tego rodzaju procedur (szczególnie jeżeli chodzi o etap tzw. prac analityczno-koncepcyjnych połączonych z dialogami technicznymi) i pięć lat może w takiej sytuacji nie wystarczyć.

Tymczasem sprawę rozstrzygnąłby po prostu przetarg na dodanie „Ślązakowi” zdolności zwalczania okrętów podwodnych, nawodnych i celów powietrznych. Wbrew pozorom zadanie to nie jest technicznie bardzo trudne, na co portal Defence24.pl wskazywał już przy okazji wizyty w Gdyni brytyjskiej fregaty HMS „Westminster” na początku grudnia 2018 r.

image
Systemy elektroniczne wykorzystywane w systemie przeciwlotniczym Sea Ceptor mieszczą się w dwóch blokach wielkości pralki automatycznej, tak więc nie sprawią problemu na „Ślązaku”. Fot. M.Dura

Nie przesądzając o wyborze konkretnych rozwiązań, bo to decyzja Marynarki Wojennej i MON, wskazywaliśmy wtedy przykładowo, że na pokładzie okrętu jest wystarczająco dużo miejsca i zapasu energetycznego, by zamontować rakiety przeciwlotnicze CAMM systemu Sea Ceptor, rakiety przeciwokrętowe RBS-15 Mk3 (pozyskane dla oszczędności z okrętów typu Orkan), torpedy ZOP typu MU90 Imapct (pozyskane z fregat typu OHP) oraz kompaktowy sonar holowany typu CAPTAS-2 zdolny do wykrywania okrętów podwodnych nawet wtedy, gdy się one ukryją pod warstwą wody odbijającą fale akustyczne.

Pozostałe systemy okrętowe zastosowane na „Ślązaku” (w tym przede wszystkim radar wielofunkcyjny SMART-S Mk2 oraz okrętowy system walki TACTICOS firmy Thales) są jakby z założenia przygotowane do wprowadzania i integrowania tego rodzaju dodatkowych systemów pokładowych, których sterowanie może się odbywać z konsol wielofunkcyjnych, istniejących już na patrolowcu w Bojowym Centrum Informacyjnym.

Decyzja, co do dalszych losów  okrętu „Ślązak” jest o tyle ważna, że już uaktywniły się osoby, które pomimo, że nie mają dostępu do protokołów zdawczo-odbiorczych oraz odpowiedniej wiedzy zaczęły w jakimś sobie tylko znanym celu, dyskredytować tą jednostkę twierdząc coraz głośniej np., że jej siłownia pracuje wadliwie, albo np. że patrolowiec jest przeciążony (przez co nie można go będzie dozbroić). Uciąć taką dyskusję (w jedną lub drugą stronę) mogą tylko konkrety, które powinny się pojawić już podczas uroczystości wprowadzenia „Ślązaka” do służby w Marynarce Wojennej.

Być może to jednak właśnie dlatego, ta uroczystość jest obecnie bez powodu opóźniana.

Reklama
Tweets Defence24