Reklama
Reklama

Cichy triumf Chin w Monachium [ANALIZA]

19 lutego 2019, 16:32
MLC
Fot. MSC/Kuhlmann

Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa (MSC 2019), która odbyła się w ostatnich dniach w Niemczech z udziałem kilkuset kluczowych decydentów z całego świata, dobitnie pokazała jak wiele nierozwiązanych konfliktów oraz nowych wyzwań dla bezpieczeństwa definiuje współczesną sytuację w skali globalnej. Przy czym, co chyba jeszcze istotniejsze, dotychczasowe filary oceny rozwoju wydarzeń globalnych i regionalnych, w postaci wiary w globalizm, multilateralizm, czy też spójność umownego Zachodu, przestają być kierunkowskazami, z którymi łączy się stabilność oraz zrozumienie kluczowych światowych trendów.

Pence i Merkel przyćmili Monachium

Papierkiem lakmusowym tegorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa był widoczny rozdźwięk pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i ich partnerami z Zachodniej Europy, na czele z Niemcami. Szeroko komentowane było przede wszystkim wystąpienie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Mike Pence oraz późniejsze, niejako kontrwystąpienie, kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Osią sporu była w tym przypadku kwestia podejścia do Iranu, gdyż Amerykanie, a może raczej obecna administracja, oraz kluczowe państwa Europy Zachodniej mają w tej sprawie sporą różnicę poglądów. Dla Stanów Zjednoczonych, co było zauważalne nie tylko w Monachium, ale również np. podczas szczytu bliskowschodniego w Warszawie, sprawa irańska nabiera znaczenia strategicznego i wymaga radykalizacji w działaniu. Dotyczy to chociażby problematyki systemu sankcji oraz podejścia do wcześniejszej umowy w zakresie programu atomowego Iranu. Jednocześnie dla europejskich potentatów, zaangażowanych w proces normalizacji stosunków z Teheranem, takie działania strony amerykańskiej są niezrozumiałe lub raczej uderzają w ich wizję kreowania polityki bliskowschodniej, nie wspominając o praktycznych interesach.

Iran to jedynie wierzchołek „atlantyckiej góry lodowej”

Jednak najważniejsze staje się nie tyle samo zróżnicowanie poglądów w przestrzeni transatlantyckiej dotyczące kreowania polityki względem Iranu, do czego już wcześniej w różnych okresach historii dochodziło, ale ich globalny wydźwięk. Chciałoby się stwierdzić, że różnice w poglądach obu stron – umownie Niemiec i Stanów Zjednoczonych – obejmują obszar znaczenie szerszy niż tylko i wyłącznie Teheran. W tym roku, w Monachium można było to zauważyć podczas debat, a także w postrzeganiu tak zróżnicowanych wymiarów bezpieczeństwa, jak chociażby bezpieczeństwo energetyczne (zależność Europy od surowców z Rosji) czy bezpieczeństwo ekonomiczne (relacje handlowe UE ze Stanami Zjednoczonymi).

Przy czym, trzeba mieć na uwadze, iż z konferencji można było również wynieść pewną nadzieję, co do możliwości ratowania dotychczasowych relacji amerykańsko-europejskich, w przypadku zmiany administracji w Białym Domu. Tak przynajmniej odczytane zostały tezy wystąpienia prezentowane przez byłego wiceprezydenta w administracji Baracka Obamy, Joe Bidena. Do wspomnianych nadziei należy jednak podejść ostrożnie, ze względu na fakt, że te pola rywalizacji i niezgody dostrzec można było jeszcze przed objęciem rządów przez Donalda Trumpa.

Co więcej, dziś Amerykanie nawołują do spojrzenia na konflikty oraz problemy o których część aktorów globalnych, szczególnie w Europie Zachodniej, raczej nie chciałaby słyszeć. Od kwestii szpiegostwa w sieci (np. kazus sieci 5G), poprzez konflikty w różnych regionach świata trudne do zakończenia, a skończywszy na potrzebie inwestowania środków we własne zdolności obronne. Niezależnie od oceny racjonalności amerykańskich sugestii, a także opinii ekspertów ds. bezpieczeństwa, są one w znacznym stopniu wiązane z mało optymistyczną agendą. Zaś w państwach europejskich panuje wręcz potrzeba powrotu do złotego okresu tzw. dywidendy pokoju i prowadzenia w spokoju klasycznych relacji biznesowych. I to nawet w sytuacji, gdy najważniejsi liderzy – jak Angela Merkel – zauważają, iż stary system relacji globalnych ulega gwałtownej korozji.

Problem transatlantyckich debat idealnie oddaje sprawa NATO, a nawet sam fakt, iż jest ona wynoszona „na zewnątrz”. Sojusz oczywiście podtrzymuje wiarę w siłę działań sojuszniczych, określa się udział w tej strukturze jako gwarancję stabilności, itd., ale równocześnie coraz głośniejsze stają się głosy o potrzebie rozwoju europejskiej tożsamości w zakresie obronności. Trzeba jednak zapewnić, że chociażby Brexit nie wpłynie na spoistość NATO i relacje pomiędzy sojusznikami. Nie wspominając nawet o takim zagadnieniu, jak 2 proc. wydatków wśród państw-członków, wysoko pozycjonowanym przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Stąd, nie tylko z omawianego właśnie Monachium, płyną sygnały o dylematach, które na pewno skrupulatnie są odnotowywane w Rosji oraz w Chinach.

Optymistyczna agenda Chin dla świata

Po tegorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa ważne jest przyjrzenie się pozycji, jaką w przyjęli na niej Chińczycy. Postawili oni bowiem na dwa kierunki działań – potrzebę przywrócenia stabilności w relacjach Stanów Zjednoczonych z Rosją (traktat INF) oraz utrzymanie zasad funkcjonowania międzynarodowych relacji polityczno-handlowych, zgodnie z dotychczasowym status quo (kwestionowanym przede wszystkim przez administrację prezydenta Trumpa). W wypowiedzi chińskiego delegata, później szeroko cytowanej w mediach na całym świecie, pojawiła się bowiem wizja ścierania się koncepcji unilateralnych z multilateralnymi, izolacjonistycznych i wręcz globalizacyjnych, stawiania na konfrontację lub dążenia do pokojowego rozwiązywania sporów. Tym samym, Yang Jiechi, w imieniu swojego państwa, starał się pokazać jak szeroka jest chińska alternatywa dla każdego, kto obawia się niepewności wynikłej z postępowania Stanów Zjednoczonych. Trzeba bowiem przyznać, że jeśli oferta obecnej amerykańskiej administracji prezydenckiej zawiera w sobie swoistą „nowość” względem politycznego rynku wewnętrznego, to w przestrzeni międzynarodowej budzi coraz większe problemy z odbiorem, nawet wśród najbliższych sojuszników.

Chińskie wystąpienie w Monachium to jakby jasne przekazanie informacji, że Chiny dążą do czegoś zupełnie odwrotnego, tj. zbudowania przyjaznej oferty dla każdego – od inicjatyw w stylu Inicjatywy Pasa i Drogi, aż po krytykę (przynajmniej w sferze narracji) kwestii odwoływania się do nowego wyścigu zbrojeń. Konferencja stała się tym samym kolejną przestrzenią do zaprezentowania, że władze w Pekinie dobrze odrobiły lekcje i realizują koncepcję atrakcyjności amerykańskiej wizji świata z końca zimnej wojny i lat 90. XX w. Niezmiernie istotne staje się również dostrzeganie sygnałów bezpośrednio kierowanych do UE oraz poszczególnych państw europejskich ze strony Chin. Chodzi zarówno o wspieranie ich wizji politycznej, względem relacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale też podkreślanie bycia potencjalnie swoistym stabilizatorem w przypadku narastania rywalizacji amerykańsko-rosyjskich.

Wręcz idealnym krokiem wydaje się być, w tym kontekście, wzywanie Pekinu, wyrażone również w Monachium, aby władze w Waszyngtonie oraz w Moskwie wróciły do zasad budowanych wokół traktatu INF. Stąd też, wydaje się, iż w cieniu starcia Pence - Merkel czy debat o relacjach Europy z Rosją, kluczowym i cichym tryumfatorem tegorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa są właśnie Chiny. Coraz lepiej grają one bowiem na sentymentach pogrążonego w niepewności świata, a jednocześnie umacniają własny potencjał i rozbudowują zdolności, w tym również militarne.

Rosjanie w cieniu chińskich zdolności

Co ciekawe, podobną co Chiny rolę próbowała przyjąć na konferencji w Niemczech także Rosja. Akcentując potrzebę odchodzenia od narracji zakładającej konfrontację, aż po krytykę niedostosowanego jej zdaniem do współczesnych wyzwań bezpieczeństwa „NATO-centrycznego” postrzegania świata na Zachodzie. Przy czym, w przypadku działań Moskwy, takie zabiegi były obarczone jednak trzeźwą diagnozą, przejawiającą się m.in. w wystąpieniach brytyjskich oraz niemieckich ministrów obrony. Co więcej, ich ograniczeniem samym w sobie jest de facto najsłynniejsze bodajże współcześnie wystąpienie z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, a więc przemowa Władimira Putina z 2007 r., gdzie zawarte zostały założenia późniejszych działań wobec innych państw, w tym Gruzji oraz Ukrainy. Lecz przy całym ograniczeniu systemowym strony rosyjskiej, efektywność jej działań i tak jest dość znacząca. Szczególnie, gdy spogląda się na wydźwięk wystąpienia kanclerz Angeli Merkel w kontekście kwestii relacji surowcowych z Rosją. Równocześnie, istotą składową oceny rosyjskich działań były nazwiska ludzi ze świata biznesu i polityki rosyjskiej, które miały brać udział w zakulisowych rozmowach.

Nie można zapominać, że siłą tego rodzaju spotkań jak w Monachium są debaty prowadzone z dala od głównej sceny oraz audytorium. Mniej lub bardziej formalne spotkania wypełniły bowiem dodatkowy czas spędzony w Niemczech przez kluczowych gości. W tym przypadku, pozostaje nam jednak spekulacja o czym i w jakim kierunku mogły iść rozmowy, gdyż zapewne znaczna część prawdziwych owoców konferencji pozostanie nieznana, aż do jej implementacji w relacjach pomiędzy państwami. Szczególnie, że w przypadku Monachium mowa jest o cyklicznym spotkaniu ponad 400 decydentów z całego świata.

Obyś żył w ciekawych czasach”

Najlepszą konkluzją debat w ramach tegorocznego spotkania liderów politycznych oraz ekspertów z zakresu bezpieczeństwa stanie się na pewno chińskie przekleństwo „obyś żył w ciekawych czasach”. Liczba zagadnień z obszaru wyzwań w sferze bezpieczeństwa rośnie bowiem z roku na rok i tak naprawdę coraz trudniej jest uchwycić kluczowe elementy agendy. Stąd, po tegorocznej edycji, może zbudować – po pierwsze – globalny wymiar konferencji, związany z realizmem politycznym na linii Chiny-Rosja-Stany Zjednoczone oraz z ambicjami znacznej części Europy Zachodniej. Po drugie, mamy wymiar regionalny, z możliwością eskalacji do sfery globalnej, w postaci konfliktów na Bliskim Wchodzie (Syria, Jemen), a przede wszystkim sprawy Iranu, a nawet kwestii rozstania się Wielkiej Brytanii z UE (Brexit). Nie wolno jednak zapomnieć o odpowiedzi na podstawowe pytanie, definiowane wizją przyszłości w rozwoju relacji nie tylko politycznych, ale gospodarczych, społecznych, klimatycznych. Jak można było przypuszczać Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa nie przyniosła rozwiązań, ale Polska powinna wynieść z niej jasną lekcję, jak ważne jest inwestowanie inwestować w sprawność aparatu dyplomatycznego, możliwości polityczne, wojskowe, gospodarcze, bo czasy stabilności nawet w przestrzeni transatlantyckiej już dawno minęły.

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Reklama
MAZU
niedziela, 24 lutego 2019, 12:54

Co Polska może zaoferować Chinom, żeby stworzyć "partnerstwo strategiczne"?

hym108
piątek, 22 lutego 2019, 00:34

Mniejsza o to od kogo kupic, Izrael czy USa, bardziej chodzi o to kto da technolgie. A z tego co czytalem Izarel gotwy byl dac.

wet za wet
czwartek, 21 lutego 2019, 20:01

Dziś Australia, która ogłosiła, że "Huawei stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego" i zabroniła stosować jego urządzenia, niemile dowiedziała się, że w Chinach australijski węgiel stanowi zagrożenie dla chińskiego bezpieczeństwa narodowego i Chiny zakazały jego importu. Chiny stanowiły 25% rynku dla australijskiego węgla.

GG
czwartek, 21 lutego 2019, 19:02

RZĄD POTRZEBUJE NARZĘDZI DYPLOMATYCZNYCH: "powołać centralny ośrodek koordynująco-analityczny (nazwijmy go roboczo COKA), podległy bezpośrednio premierowi i wpleść go w ujednolicony system decyzyjny wszystkich ministerstw. Analitycy COKA mieliby za zadanie na bieżąco śledzić sytuację międzynarodową, w każdym miejscu świata, zwłaszcza w zakresie działania naszych sojuszników lub przeciwników geopolitycznych. Z przetworzonych pod kątem korelacji z polską racją stanu informacji, sporządzano by cotygodniowo przekrojowe raporty wysyłane do każdego z ministerstw, a także szczegółowy przewidziany dla premiera i szefa MSZ. Każda sytuacja kryzysowa, wymagałaby koordynacji poprzez COKA, pełniącej rolę organizacyjną i informacyjną w rządowym obiegu informacji. Analitycy mieliby też prawo dostępu do danych wynikowych uzyskiwanych przez poszczególne ministerstwa czy instytucje, choćby pomniejsze ośrodki analityczne. Jeśli informacja jest bronią, to COKA byłoby niczym sztab armii. Przygotowywałoby strategie postępowania dla konkretnych typów zagrożeń i sytuacji. W tym w zakresie przeciwdziałania medialnego i informacyjnego (wygaszaniem kryzysów, uzyskiwaniem przewag narracyjnych, przygotowanie gruntu pod inicjatywy polityczne). Co ciekawe, bardzo wiele z tych zadań można wykonać w oparciu o tzw. dane statyczne. Czyli wszystko to co można uzyskać po prostu śledząc szum generowany w Internecie, przez prasę, media społecznościowe, ośrodki naukowe itp. Za pozyskiwanie informacji w sposób bardziej bezpośredni odpowiedzialne byłyby służby specjalne (tak jak to jest dzisiaj). COKA miałoby też swoje wydziały specjalistów od social marketingu i mediów, od protokołu dyplomatycznego, wojskowości, gospodarki, socjologów i psychologów. To wszystko obecnie istnieje, ale rozsiane jest po wielu ośrodkach i nie jest w żaden sposób koordynowane. Nie działa też w jednym łańcuchu decyzyjnym i nie jest w stanie wymieniać się informacjami. Koordynacja wszystkich ze wszystkimi w sprawach naprawdę istotnych, odciążyłaby pracę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przytłoczonej obowiązkami często dużo mniejszej wagi lub doniosłości. Tej roli nie spełniają ani departamenty spraw zagranicznych czy bezpieczeństwa narodowego w KPRM, ani podległy jej Ośrodek Studiów Wschodnich. Z powyższego wynika, że konieczne jest przeprowadzenie reformy administracji rządowej z ukierunkowaniem na sprostanie wyzwaniom XXI wieku. Taki ośrodek byłby też nieodzowny jako bezpiecznik w przypadku przejęcia władzy przez inną partię, która jak to często się u nas zdarza – posiadałaby nikłą świadomość sytuacji międzynarodowej. Ostatnia reforma centrum administracyjno-gospodarczego miała miejsce za rządów SLD-UP, w 1997 roku. Może warto się zastanowić nad jej aktualizacją."

@sża
czwartek, 21 lutego 2019, 18:50

Globalizcja nie jest zła dla zachodu, to dzięki niej mamy tańsze produkty wytwarzane w krajach o niskich dochodach. Tylko warunkiem działa globalizacji było to że Chiny nie mogą tworzyć własnych koncernów posiadających wysokie technologie, zawsze mieli być tym biednym i głupim, który zastępuje naszą klase robotniczą. Teraz zachód ma problem, jak w warunkach demokracji odebrać socjalistyczne przywileje klasy średniej i wytworzyć klase robotniczą u siebie? Nikt nie zagłosuje na polityka, który powie, że stracicie ubezpieczenie zdrowotne, zasiłek dla bezrobotnych, będziecie musieli sami płacić za studia, nie będzie emerytur i każdy będzie musiał pracować jak chińczyk albo ciężej żeby zachodnie koncerny mogły oferować produkty po cenach konkurencyjnych dla chińskich dóbr.

tyle
czwartek, 21 lutego 2019, 18:04

Iran, a przypominam że u władzy są w zasadzie cały czas te same siły, w trakcie wojny z Irakiem wysyłał na irackie pola minowe, tysiące irańskich nastolatków uzbrojonych jedynie w wersety Koranu. Jakoś trudno doszukać się w tym mądrości, chyba bardziej fanatyzmu. Gdzie jest fanatyzm , tam nie ma racjonalnej kalkulacji.@ Bunio.... Jak najbardziej legalizuje , tyle tylko że odwleka to w czasie.

otgees
czwartek, 21 lutego 2019, 15:37

Jak Chiny chcą ratować Traktat INF, to niech zaproponują przystąpienie do niego. Do ograniczania innych jak widać są pierwsi.

sża
czwartek, 21 lutego 2019, 14:26

@tyle - powód który wyjaśnia istotę sprzeciwu USA wobec Iranu jest dużo bardziej banalny. Iran zaczął ropę i gaz sprzedawać nie tylko za dolary, ale i za inne waluty. A wszyscy, którzy przed nim to robili, to marnie skończyli [Husajn, Kadafi]. W tle jest oczywiście GLOBALIZACJA, którą wymyślili w połowie lat 90-tych finansiści z NY. Globalizacja, która z Chin zrobiła światowe mocarstwo, kosztem upadku klasy średniej na zachodzie. Trump wygrał wybory pod hasłem walki z globalizacją właśnie, ale spóźnił się o dobre 20 lat. Bo dziś Chiny nie tylko są w czołówce światowych technologii, ale samych amerykańskich obligacji rządowych mają kupionych za 1,123 BILIONA dolarów. Do tego Amerykanie mają problem, bo z jednej strony sam Trump powiedział, że uważa UE za ekonomicznego wroga, a więc nie dopuści do powstania strefy wolnego handlu UE-Rosja, bo UE jeszcze bardziej by urosła w potęgę. A z drugiej strony taką polityką wpycha Rosję w ramiona Chin, które to Chiny za jakieś 15-20 lat pozbawią USA statusu największej potęgi gospodarczej na świecie. No chyba, że będzie wcześniej wojna...

niki
czwartek, 21 lutego 2019, 11:42

rafff - Gruzja ma Spike? Myślałem że kupili Javeliny a nie Spike.

say69mat
czwartek, 21 lutego 2019, 09:46

??? Jaka jest wiarygodność Chin, jako globalnego 'peacemakera' w odniesieniu do militarnej realpolitik, realizowanej w obszarze akwenu Morza Południowochińskiego i ... Japonii??? Po drugie, do wszelkich inicjatyw pokojowych rodem z Monachium należy, ze względów na uwarunkowania historyczne, podchodzić ostrożnie ;)))

Szept
czwartek, 21 lutego 2019, 02:51

tyle - po co takie głupoty wypisujesz. Korea Pn posiada broń jądrową i jakoś południowej nie zaatakowała, tak samo Indie i Pakistan które są w stałym stanie wojny. Kiedy Iran będzie miał broń jądrową nic się nie zmieni poza tym że nie będzie już można na niego napaść i eksporterzy demokracji i wolności nie będą mogli rozpętać kolejnej wojenki. Wbrew pozorom zapanuje w końcu pokój na bliskim wschodzie.

Andrettoni
czwartek, 21 lutego 2019, 01:04

Nie wiem czy wszyscy zauważyli ostatni "wysyp" nowoczesnych technologi w Rosji? Technologie te mają swoje początki w czasach ZSRR i ze względu na brak funduszy rozwijały się w ślimaczym tempie. Nagle Rosja ma na wszystko pieniądze? Powinno być oczywiste, że doszło do współpracy na linii Rosja-Chiny i nie stało się to dzisiaj, tylko 10-15 lat temu. Chiny mają najwięcej i najszybszych superkomputerów na świecie - więcej niż USA i wszystkie pracują dla "wspólnego celu", a nie dla różnych prywatnych firm. Moce obliczeniowe oraz fundusze pozwoliły rosyjskim badaczom kontynuować dawne projekty i stąd wysyp. Oczywiście są to raczej "perełki", a nie masowa produkcja, ale jednocześnie Chiny realizują projekty na podstawie tych samych badań. Można powiedzieć, że również w innych aspektach Rosja realizuje politykę Chin. Współpraca niweluje oddziaływanie sankcji, które są nieskuteczne, a do tego wzmagają ich współpracę. Rosja i Chiny pełnią rolę dobrego i złego gliniarza. Rosja wzburzyła sytuację wzmagając zbrojenia, podczas gdy Chiny występują w roli sprawiedliwego. Wszystko jest robione tak, aby dało się uzasadnić przed opinią publiczną. Nikogo nie zastanawia, że Chiny nawołują do przestrzegania INF? Same nie przyłączyły się do tej umowy i nic ich nie ogranicza. USA nic nie da przestrzeganie umowy, gdy Chiny są groźniejszym państwem i jej nie przestrzegają. Jednocześnie Chiny nic nie narzucają, a wręcz mówią głosem "zachodu" - globalizacja, wolny handel... fakty są takie, że sojusz Rosja-Chiny jest trwały i trwa od dawna, a teraz przynosi owoce. Jest też atrakcyjny dla innych krajów, które wypadły z systemu handlowego USA. Chiny nikogo nie wypierają, tylko wchodzą w próżnię zbudowana sankcjami USA. Na tej samej zasadzie przeciwdziałania USA działa zarówno gospodarka, polityka jak i zbrojenia Chin. Na satelity robią rakiety przeciwsatelitarne, na sankcje odpowiadają wsparciem, na agresywną retorykę odpowiadają spokojem, a każdy dzień zegara tyka na ich korzyść.

Bunio
czwartek, 21 lutego 2019, 00:50

@tyle: może dlatego, że to nieprawda? To porozumienie w żaden sposób nie"legalizuje" ewentualnego pozyskania w przyszłości broni jądrowej przez Teheran. Co do twojej tezy, że mając broń jądrową Iran "z dużym prawdopodobieństwem" zaatakowałby Izrael, to uważam ją za bezpodstawną. Atakowanie silnego państwa nuklearnego, wspieranego przez najpotężniejsze póki co mocarstwo świata, byłoby czystą głupotą. A Persowie głupi nie są. Za to z całą pewnością używaliby broni jądrowej w takim samym celu co np Korea Pln. Czyli jako polisy bezpieczeństwa. Niezależnie od politycznej retoryki.

Slim
czwartek, 21 lutego 2019, 00:49

"Głupi jak Polak". Do komentujących. Jak po ostatniej aferze można przepłacone zabawki od Amerykanów zamieniać izraelskimi? Po tym jak Pence przyjeżdżając do Polski odwiedza jedynie miejsca żydowskiego kultu, a nie pojechał do żadnego polskiego? Po tych słowach Pompeo i Netanjahu? Nie widzicie że jedynym rozsądnym rozwiązaniem reform militarnych jest opieranie się naszego przemysłu zbrojeniowego o współpracę z europejskimi partnerami, a do dywersyfikacji współpracować dodatkowo z Koreą Południową i Japonią? Powinniśmy również lepiej zaangażować ośrodki badawcze przy uczelniach i prywatnych polskich firmach, kupując patenty i licencje jako baza do skoku technologicznego. Nigdy nie powinniśmy w Europie toczyć sporu z dwoma mocarstwami regionalnymi (Niemcy i Rosja), zawsze powinniśmy starać się o bycie najlepszym partnerem jednego z nich i naturalnym jest że są to Niemcy. Których osobiście nie obdarowuję wielką sympatią, ale to jest jedyne pragmatyczne posunięcie.

tyle
środa, 20 lutego 2019, 17:41

Dlaczego tak rzadko jest wyjaśniana istota sprzeciwu USA , wobec istniejącego porozumienia z Iranem?Zgodnie z tą umową, którą UE z chciwości (intratne kontrakty Europy Zach z Iranem), chce utrzymać mimo protestów USA, Iran legalnie za czas jakiś , będzie posiadaczem broni jądrowej. Z dużym prawdopodobieństwem , zaatakuje wtedy Izrael. Co się wtedy stanie? Będziemy mieli III WŚ i to w wersji nuklearnej. Powrót do epoki jaskiniowej , może być szybszy , niż wszystkim się wydaje.@Grześ 100/100.

rafff
środa, 20 lutego 2019, 17:01

Kupując od Izraela skończylibyśmy tak jak Gruzja ze Spikeami. Konferencja Bliskowschodnia była próbą pokazania USA, że jesteśmy ich sojusznikami, za co liczymy na zwiększenie ich obecności w tej części świata. Przy czym nawet niewielkie zmniejszenie obecności ma tutaj znaczenie. Nikt bowiem nie zaatakuje sił amerykańskich, bo atak tak spotkał by się z odpowiedzią USA, a zabicie nawet kilku amerykańskich żołnierzy spowodowałoby większy wydźwięk niż uśmiercenie kilku tysięcy Polaków. Dlatego ich obecność tutaj jest tak dla nas ważna. Nie wymachiwanie szabelką, czyli jak rozumiem rozmawianie ze wszystkimi tylko za pośrednictwem UE i Niemiec do niczego nie prowadzi. Nasze interesy są w bardzo wielu punktach rozbieżne.

Kiks
środa, 20 lutego 2019, 16:20

Chiny to totalitarne, komunistyczne państwo. Taki potworek pod rządami jeszcze gorszych ludków niż w Rosji. Mordują na potęgę. Zwróćcie uwagę ile osób rocznie bez śladu znika, którzy tylko są podejrzewane o pracę dla obcych wywiadów. Chodzi tylko o podejrzenia. "Cywilizacja". Czym wy zachwycacie się.

antypropaganda
środa, 20 lutego 2019, 15:50

Niemcy, tak jak Brytyjczycy, stwierdzili też, że USA kłamie w sprawie Huawei i nie zamierzają się przyłączać do amerykańskiego bojkotu. Specłużby Niemiec i Wielkiej Brytanii stwierdziły, że USA nie przekazały dowodów na spyware w tym sprzęcie i służby obu tych krajów samodzielnie też nic nie wykryły.

Grześ
środa, 20 lutego 2019, 11:47

cytat "Rosja...Akcentując potrzebę odchodzenia od narracji zakładającej konfrontację..." A jak to się ma panie Rosjanin do napaści na Ukrainę, Gruzję czy Czeczenię to też nie była narracja konfrontacji ?? Świat pod rządami Chin, Rosji i Iranu będzie upadkiem cywilizacyjnym zachodu. Nie dajmy się zwieść pozornie "pokojowej" narracji ze strony Chin to kraj w którym za drobne przewinienia wobec Parti Komunistycznej karze się karą śmierci. Rocznie ok 1000 kar śmierci !!!!! Ludzie opamietajcie się z gloryfikacją Chin to okrutny komunistyczny reżim w białych rękawiczkach i o twarzy dziecka. Niemcy udają, że nie widzą tego, że liberalizm i demokracja w Chinach to jest zaraza , którą się tam tępi. Niemiecka polityka w kierunku Chin i Rosji jest zagrożeniem dla pokoju w Europie a Niemcy już dwa razy wywołały wojnę w Europie.

Yugol
środa, 20 lutego 2019, 11:22

Nadchodzi era smoka przepowiedziana przez Nostradamusa

Kapitał ma narodowość
środa, 20 lutego 2019, 09:17

Jeżeli autor sądzi że to co robią USA to działanie Trumpa na rynek wewnętrzny z konsekwencją miedzy narodową to autor nie zauważa pułapki Tukidydesa w jakiej jest świat a której konsekwencją jest właśnie dążenie Chin do nie blokowania spokojnego rozwoju i USA do przerwania tej passy. Ta chińska alternatywa to dominacja nad wszystkim nad czym mogą bo to drogi autorze istota komunizmu a Chiny to Komunistyczna Partia Chin o czym wszyscy starają się usilnie zapomnieć.

hym108
środa, 20 lutego 2019, 02:36

Osobiscie wrocilem kila dni temu z wycieczki po Chinach. coz mozna powiedziec. Maja braki ale rozwojaja sie tak szybko. ...wrzucil bym tu zdjecia z ich miast (kazde prawie ma po 20 lini metra) zdjecia szybkich koleii (20 000 km koleii o predkosci ponad 350km na godzine) czy gigatycznych mostow (np ten kolo Pekinu 138 km) Maja braki...nie mowie ze nie. Ale tempo ich uzupelniania olbrzmie. Moral z tego - taki jak w artykule - musimy miec lepsza dyplmacje niz mamy (jak ta konferecja bloiskwschdnia) lesze decuzje zakupowe (himras, zamias od USa to od Izrealna np) No ogolnie wiecej rozsadku mniej machania szabelka.

Rzyt
środa, 20 lutego 2019, 01:28

Polska powinna się opierać na własnej sile i handlu z całym globem. A relacje USA Iran to nie nasz byznes. Nato tam nie sięga i tyle. Chcą USA wsparcie okej. Kupcie 200 krabow i 1000 rosomaków. Lub się zamieńmy za np. Satelitę z infrastrukturą do produkcji. Jak nie to z Niemcami budujemy lotniska i drogi na kamczatke za ropę i gaz, jest dużo opcji. Nie wolno popełniać błędu Króla Sobieskiego i tych błaznów z sanacji

wiiiktor
środa, 20 lutego 2019, 00:53

Dobry tekst. Zapraszamy na grupę Geopolityka Pro na FB, całkiem wysoki poziom.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama