Jaki będzie następca Abramsa i Bradleya? [ANALIZA]

12 maja 2018, 12:19
Amerykański czołg M1 Abrams podczas szkolenia w Fort Hood w Teksasie. Fot. Maj. Adam Weece/US Army/Flickr

Amerykański czołg M1 Abrams podczas szkolenia w Fort Hood w Teksasie. Fot. Maj. Adam Weece/US Army/Flickr

  1. US Army zdaje sobie sprawę z konieczności poszukiwania następców obecnie wykorzystywanych wozów bojowych. Dlatego oprócz ich ciągłej modernizacji stara się zainicjować długofalowy program rozwoju zupełnie nowej lub nowych konstrukcji.
  2. Wstępne zapowiedzi sugerują, że nowa platforma lub platformy może mieć rewolucyjne parametry taktyczno-techniczne lub zachować „konwencjonalny”, ale przy tym nowoczesny charakter.
  3. Jak rewolucyjny by nie był nowy wóz bojowy US Army, nie będzie on odgrywał już takiej roli jak obecne czołgi i bojowe wozy piechoty.

Siła ognia, odpowiedni poziom osłony oraz wysoka manewrowość już nie są jedynymi podstawowymi wymaganiami wobec czołgów i innych wozów bojowych. Istotne jest także zmniejszenie wykrywalności na polu walki oraz ścisła współpraca z innymi systemami uzbrojenia. To te czynniki zdefiniują, jaki będzie następca lub następcy czołgów M1 Abrams i bojowych wozów piechoty M2 Bradley.

Od jakiegoś czasu w USA funkcjonuje tymczasowy zespół zajmujący się definiowaniem założeń dla kolejnej generacji wozów bojowych (ang. Next Generation of Combat Vehicles, NGCV). Ma on siedzibę w Maneuver Center of Excellence w Fort Benning w stanie Georgia. Celem działalności zespołu jest opracowanie wymagań US Army dla zupełnie nowych platform oraz modernizacji tych już istniejących. Przy czym nowe platformy mają pozwolić na uzyskanie przewagi nad podobnymi systemami uzbrojenia potencjalnych przeciwników w całym taktyczno-operacyjnym spektrum działań.

Pojawiają się różne daty osiągnięcia gotowości przez nowe pojazdy – od drugiej połowy lat 20. XXI wieku do połowy lat 30. XXI. Oznacza to przede wszystkim, że nadal będą modernizowane obecnie eksploatowane pojazdy. Zupełną i zarazem rewolucyjną nowością w wojskach lądowych będą w najbliższym czasie testy sterowanych, półautonomicznych i w pełni autonomicznych robotów bojowych nowej generacji.

W roku fiskalnym 2019 (FY 2019) najdroższym programem realizowanym przez US Army ma być dalsza modernizacja 135 czołgów M1 Abrams do wersji M1A2 SEPv3 (w tym 40 wozów trafi do Europy). Jest to wzrost w porównaniu z FY2018 o prawie 120 proc. (wcześniejsze plany mówiły o modernizacji tylko ok. 56 czołgów). Przedsięwzięcie to pochłonie łącznie ponad 2,65 mld dolarów. Ta kwota zawiera zarówno fundusze na dalsze prace nad konfiguracją SEPv3, jak i nowszą SEPv4 oraz na rozpoczęcie procesu doposażenia Abramsów w ASOP Trophy (zgodnie z planem mają zostać w niego wyposażone czołgi trzech pancernych brygadowych grup bojowych, ang. ABCT).

Dodatkowo 880 mln dolarów pochłonie modernizacja 210 bojowych wozów piechoty M2 Bradley a kolejne 167 mln dolarów – dalsze prace związane z kolejnymi etapami unowocześnienia tej platformy. W FY2019 zamówionych zostanie 197 gąsienicowych pojazdów AMPV (następców M113) w ramach produkcji małoseryjnej LRIP (Low Rate Initial Production) za 828,4 mln dolarów. Kwota ta zawiera również fundusze na zakończenie fazy rozwoju technicznego i przygotowania produkcji EMD (Engineering and Manufacturing Development).

Fot. DoD photo by EJ Hersom/US Army/Flickr
Fot. DoD photo by EJ Hersom/US Army/Flickr

Z kolei planowo i szybko mają być realizowane prace nad wozem MPF (Mobile Protected Firepower). Ich efektem będzie nowy gąsiennicowy pojazd (czasami określany jako lekki czołg), który w zasadzie stanie się wysokomobilną (taktycznie i operacyjnie) platformą wsparcia, uzbrojoną w działo kalibru 105 lub 120 mm o możliwościach ogniowych porównywalnych lub nawet lepszych od tych, które dzisiaj daje czołg podstawowy M1 Abrams.

Dodatkowo, dalszemu rozwojowi podlegać będą dwa zasadnicze systemy walki (również w przyszłości przeznaczone dla robotów czy NGCV). Są to zdalnie sterowany moduł uzbrojenia Javelin (Remotely Operated Weapon Station) i zdalnie sterowany system wieżowy Stryker (Remote Weapons Station z 30-mm armatą automatyczną).

Oczekiwania wobec NGCV

Można powiedzieć, że wymagania wobec NGCV są znane od wielu lat. Wozy nowej generacji mają zapewnić większą ochronę załodze i przewożonym żołnierzom, mieć dużą mobilność taktyczną oraz być dostosowane do szybkiego i nieskomplikowanego transportu operacyjnego. Ich eksploatacja powinna być przy tym bardziej ekonomiczna niż obecnie wykorzystywanych platform.

Jak na razie w założeniach jest zarówno powstanie szeregu pojazdów dedykowanych do zadań, jak i zupełnie nowej, modułowej konstrukcji, na bazie której powstaną następnie wozy specjalistyczne. Założenia NGCV powinny uwzględniać wszystko, co będzie można zastosować w przyszłości, a więc także technologie dopiero rozwijane (krytyczne) lub nawet będące dopiero w fazie wstępnych analiz.

Fot. M1 Abrams. U.S. Army photo by Spc. Hubert D. Delany III / 22nd Mobile Public Affairs Detachment/US Army/Flickr
M1 Abrams. Fot. U.S. Army photo by Spc. Hubert D. Delany III / 22nd Mobile Public Affairs Detachment/US Army/Flickr

Wiadomo też, że jednym z priorytetów będzie zapewnienie odpowiednio wysokiego bilansu energetycznego wozu, ponieważ wymagany zapas energii jest niezbędny do zasilania rozbudowanych systemów elektronicznych i optoelektronicznych pojazdu. Możliwe, że w przyszłości będzie to też źródło zasilania wysokoenergetycznej broni pokładowej lub systemów aktywnej obrony.

Mówi się też o możliwości zwiększenia zasięgu działania platform, a co za tym idzie – stopniowego odejścia od tradycyjnych silników wykorzystujących tzw. paliwa kopalniane na rzecz wprowadzeniu zupełnie nowych układów napędowych. Już dziś wiadomo, że jednym z większych problemów w rozwoju takich pojazdów jest ich układ napędowy, ponieważ obecnie stosowane power packi są duże i ciężkie a rozwiązania hybrydowe czy elektryczne niedostatecznie sprawdzone i wydajne.

Oczywistym jest również, że nowa platforma (platformy) ma mieć mniejszą masę niż dotychczas stosowane pojazdy oraz że będzie ona posiadać dużo większy potencjał użytkowy i rozwojowy w przyszłości. Bardzo starannie rozpatrywana będzie równowaga zastosowanych systemów ochrony łączących środki pasywne i aktywne w sposób niepowodujący skokowego wzrostu masy czy utraty mobilności.

Do tego dochodzą zagadnienia związane z zapewnieniem odporności wobec systemów walki radioelektronicznej (w tym cyberbezpieczeństwem), uzyskaniem wysokiej świadomości sytuacyjnej załogi i przełożonych, skuteczną ochroną w całym zakresie radiolokacyjnym oraz widma bliskiej, średniej i dalekiej podczerwieni, a także zmniejszeniem generowanego hałasu.

Realnie też patrzy się na rozwój nowych bojowych platform lądowych (jak roboty pola walki i inne systemy autonomiczne) i bezzałogowych statków powietrznych współpracujących z maszynami załogowymi. Albo idzie się dalej, tworząc projekt uniwersalnej maszyny załogowo/bezzałogowej czy wozu dowodzenia robotami wykonującymi szereg zadań do tej pory zarezerwowanych dla załogowych wozów bojowych czy spieszonych żołnierzy.

Trochę historii

Żeby lepiej zrozumieć współczesne oczekiwania i wymagania stawiane przez Amerykanów, przypomnijmy sobie w skrócie najważniejsze fakty z rozwoju dwóch podstawowych platform lądowych tj. czołgu i bojowego wozu piechoty (bwp).

Gdy mówimy o ogólnej konstrukcji czołgu, to jednoznacznie kojarzy się ona z tradycyjnym rozwiązaniem wprowadzonym po raz pierwszy przez Francuzów w modelu Renault FT. Układ – przedział kierowania z przodu, bojowy z obrotową i załogową wieżą pośrodku oraz napędowy z tyłu wozu – od ponad 100 lat jest uznawany za wzorcowe rozwiązanie i tylko w nielicznych seryjnie wykorzystanych pojazdach nie został on zachowany.

M1A2SEP Abrams. Fot. U.S. Army photo by Sgt. Richard Wrigley, 2nd ABCT, 3rd ID, Public Affairs NCO/US Army/Flickr
M1A2SEP Abrams. Fot. U.S. Army photo by Sgt. Richard Wrigley, 2nd ABCT, 3rd ID, Public Affairs NCO/US Army/Flickr

Jednym z takich odstępstw był np. szwedzki wóz Strv103, w którym nie zastosowano wieży a armata została na stałe osadzona w kadłubie. Uzyskanie dużo mniejszych rozmiarów okupione jednak zostało zmniejszeniem skuteczności prowadzenia ognia w czasie ruchu i trudniejszym naprowadzaniem uzbrojenia (trzeba było przemieszczać cały kadłub).

Inny układ zastosowali też Izraelczycy w swoim czołgu Merkava – silnik umieszczono z przodu a powierzchnia czołowa wieży została zminimalizowana. Ostatecznie okazał się to złym kierunkiem. Kolejne modernizacje osłony poprzez dodanie pancerzy specjalnych i w końcu wielomateriałowych spowodowały znaczy wzrost masy bojowej do prawie 70 ton. Wobec najnowszych systemów przeciwpancernych i tak jest to za mało, nawet jeśli uwzględnimy dodanie do Merkavy Mk4 ASOP Trophy.

Oczywiście klasyczny układ i sama technika z biegiem lat ewaluowały. Znacznie zwiększyły się zarówno możliwości czołgów, jak i ich masa, wymiary oraz koszty produkcji, pozyskania i eksploatacji.

Podobnie wyglądała historia rozwoju bojowych wozów piechoty. Pomysł dowozu żołnierzy na pole walki mechanicznymi pojazdami zrodził się w głowach Francuzów i Anglików. Początkowo rolę środków transportu pełniły zwykłe ciężarówki. Następnie udoskonalili tę ideę Niemcy, zapewniając nie tylko środek transportu, ale i ograniczone wsparcie w walce. Tak powstał pierwowzór transportera opancerzonego z przedziałem napędowym z przodu, za którym kolejno umieszczono przedział kierowania/dowodzenia oraz bojowy/transportowy. Na szeroką skalę gąsiennicowe i półgąsiennicowe transportery opancerzone eksploatowali z kolei Amerykanie i Brytyjczycy, by z czasem zamienić je na gąsiennicowe pojazdy takie jak legendarny M113 czy FV432. Jednak to Rosjanie wprowadzili do swojej armii pierwszy bojowy wóz piechoty – BMP-1. Nie tylko przewyższał on mobilnością i możliwościami uzbrojenia inne ówczesne wozy, ale zmienił też taktykę walki.

M2A3 Bradley. Fot. U.S. Army photo by Visual Information Specialist Markus Rauchenberger/US Army/Flickr
M2A3 Bradley. Fot. U.S. Army photo by Visual Information Specialist Markus Rauchenberger/US Army/Flickr

Odejdźmy na chwilę od samych rozwiązań konstrukcyjnych. Powszechnie uważa się, że to Niemcy w okresie międzywojennym najwięcej wnieśli do rozwoju taktyki użycia broni pancernej i zmotoryzowanej. To tam najtrafniej przewidziano rolę i zadania, jakie powinny spełniać czołgi i towarzysząca im piechota. Na ich walory i możliwości patrzono całościowo, a nie w oderwaniu czy w powiązaniu z innymi systemami uzbrojenia. Towarzyszyło temu opracowanie założeń taktyczno-operacyjnych dla jednostek pancernych/zmotoryzowanych, które maksymalnie wykorzystywały zalety czołgu i broni mu towarzyszących. Inni w zasadzie uczyli się od Niemców a tak naprawdę pełną mechanizację swoich wojsk pierwsi wprowadzili Amerykanie i Brytyjczycy. Przy czym trzeba przyznać, że konstrukcyjnie maszyny niemieckie, w przeciwieństwie do np. rosyjskich, nie charakteryzowały się wówczas rewolucyjnymi rozwiązaniami podobnie jak maszyny aliantów zachodnich.

Gdy po wojnie na Zachodzie powstawały konstrukcje łączące sprawdzone i klasyczne rozwiązania z pewnymi udoskonaleniami poszczególnych systemów i układów, w ZSRR wprowadzano rewolucję, jak np. zautomatyzowany układ podawania amunicji, armatę gładkolufową, pierwszy bwp z prawdziwego zdarzenia (czyli wspomniany już BMP-1) oraz aktywne systemy obrony pojazdów (ASOP). Dzisiaj już wiadomo, że niektóre rosyjskie rozwiązania miały tak naprawdę na celu dościgniecie/prześcignięcie Zachodu w pewnych obszarach, w których ZSRR odstawał technologicznie (nadrabiano to nietypowymi, często kosztowymi i skomplikowanymi rozwiązaniami).

Izraelczycy, choć znacznie później zaczęli, wnieśli spory wkład w taktykę i przede wszystkim w samą konstrukcję wozów bojowych (pancerze dodatkowe, ASOP itp.). Podobnie było z innymi państwami jak Szwecja, Włochy, Szwajcaria i Austria (w przypadku tych ostatnich chodzi przede wszystkim o zupełnie nowej konstrukcji kołowe, uniwersalne transportery opancerzone). W pewnym momencie ponownie zaistnieli też Brytyjczycy, opracowując doskonały pancerz wielowarstwowy.

Na Zachodzie udało się po dłuższym czasie w miarę efektywnie połączyć trzy najważniejsze czynniki decydujące o możliwości czołgu na polu walki – siłę ognia, manewrowość w różnym terenie i poziomu odporności. Pierwszymi takimi pojazdami były niemiecki Leopard 2 i amerykański M1 Abrams. Powstały też wówczas bardzo udane bwp jak Marder i M2 Bradley. Uniwersalność tych konstrukcji oraz stosunkowo duża podatność na ulepszenia sprawiły, że są one nadal użytkowane w wielu krajach, gdzie przeszły (lub przechodzą) modernizacje podnoszące ich możliwości i dostosowujące do wymagań współczesnego pola walki.

Fot. M1 Abrams. U.S. Army photo by Sgt. 1st Class Ty McNeeley/US Army/Flickr
M1 Abrams. Fot. U.S. Army photo by Sgt. 1st Class Ty McNeeley/US Army/Flickr

W Ameryce już w 1980 roku zainicjowano prace nad następcą Abramsa. W 1984 roku powstał Tank Best Bed w nowym układzie konstrukcyjnym – trzyosobowa załoga w odizolowanym przedziale z przodu kadłuba, przedział bojowy pośrodku oraz układ napędowy z tyłu. Podobnie wyglądał kolejny prototyp Tank Block III. Taki sam układ przyjęto również jako wzorcowy w ZSRR, a następnie w Rosji. I to tam wyprodukowano pierwszą niskoseryjną partię maszyn tzw. IV generacji, czyli T-14 Armata.

W USA rozwijano wiele programów, jak np. M-8 Armored Gun System (AGS) czy Future Combat Systems (FCS), który zakładał opracowanie nowoczesnego czołgu o masie 40 ton z dwuosobową załogą i uzbrojeniem w postaci dwóch połączonych dział elektromagnetycznych. Te programy oraz kolejny – XM1202 MCS (Mounted Combat Systems) bazujący na wspólnej platformie bojowej Manned Ground Vehicle (MGV) – ostatecznie upadły ze względu na wysokie koszty oraz niespełnianie wymagań wojska.

Z tego opisu można wnioskować, że tak naprawdę to Amerykanie nigdy nie byli prekursorami w rozwoju konstrukcji czołgów i bwp oraz taktyki ich wykorzystania na polu walki. Raczej należałoby uznać, że pilnie uczyli się od innych a efekty czasami bywały gorsze a czasami lepsze. Oczywiście jest to teza dyskusyjna, ale wiadomo, że o sile wozów amerykańskich (i właściwie wszystkich typów systemów uzbrojenia opracowanych w USA) decyduje „potęga przemysłu amerykańskiego”, jego możliwości technologiczne w powiązaniu z doskonałym zapleczem naukowym oraz prosty ekonomiczno-racjonalny czynnik. Wydaje się, że nic ponadto.

Jaka może być przyszła amerykańska platforma?

Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie banalnie prosta. Znając podstawowe od lat wymaganie każdego rodzaju sił zbrojnych USA, musi to być po prostu uzbrojenie taktyczno-technicznie lepsze od maszyn potencjalnych przeciwników. Przewaga Amerykanów oprócz tej najważniejszej, czyli potęgi własnego przemysłu zbrojeniowego, to przede wszystkim opracowywanie systemów, dających lepsze parametry użytkowe na polu walki.

Zanim poruszymy pewne techniczne i eksploatacyjne zagadnienia dotyczące NGCV to pochylmy się nad zmianami w założeniach określających wymagania wobec czołgów i bwp. Dotychczas istniejące trzy stałe założenia, które były podstawą budowy czołgów (i w dużej mierze innych wozów bojowych) – czyli zbilansowanie wymaganej siły ognia, zapewnienie odpowiedniego poziomu osłony oraz wysokiej manewrowość – już nie są jedynymi. Dzisiaj dochodzą do nich dwa kolejne, w prostej linii wywodzące się z lotnictwa bojowego. To zmniejszenie wykrywalności na polu walki (stealth) oraz ścisła współpraca z innymi systemami uzbrojenia. Daje to większą uniwersalność zastosowania nowej generacji wozów bojowych a w efekcie również obniża koszty eksploatacji. Każda platforma spełniająca tylko trzy pierwsze założenia nie jest już w stanie „przeżyć” i efektywnie działać na współczesnym polu walki.

Modernizacja Abramsów ciągle trwa a najnowszy wariant SEPv3 ma zastąpić SEPv2, będący w produkcji od 2005 r. W SEPv3 zwiększono poziom ochrony załogi, przeżywalność i możliwość zwalczania różnych systemów broni przeciwnika. Jednocześnie ten wariant to również efekt ekonomicznego kompromisu powiązanego ze skutecznością zaproponowanych zmian.

To jednak nie wszystko, bo trwają prace nad ECP1B/M1A2SEPv4, który ma zaimplementować więcej ulepszeń elektroniki i kilka zupełnie nowych komponentów. Otwarta jest też kwestia silnika (trwają prace nad nowymi dwusuwowymi silnikami diesla z przeciwbieżnymi tłokami). Cała rodzina tych rozwiązań miałaby zastąpić wszystkie obecnie stosowane układy napędowe. Możliwe, że będzie również stanowić napęd przyszłych NGCV.

Gorzej jest z programem modernizacji bwp M2A2/A3 Bradley (do wariantu M4). Problemy wynikają z niemożliwości pogodzenia wymagań stawianych przez US Army z technicznymi ograniczeniami tego wozu. Po pierwsze, montaż ASOP Iron First (i jakiegokolwiek innego typu ASOP) jest skomplikowany ze względu na małą wieżę (utrudniona efektywna instalacja i integracja sensorów i efektorów). Po drugie, na tej samej wieży proponuje się instalację czterech anten typu AESA (pokrywających 360 stopni wokół pojazdu) wraz z systemem zakłócania BSP, a na niektórych wozach wyrzutni pocisków przeciwlotniczych FIM-92 Stinger (w miejsce standardowej wyrzutni ppk BGM-71 TOW-2). Nowym uzbrojeniem jest też 30 mm armata automatyczna M230LF. A do tego dochodzi dopancerzenie czy dostosowanie SKO do najnowszych wymagań i pracy w systemie sieciocentrycznym.

Jednak największą bolączką jest niewielka możliwość zmian w aranżacji przedziału desantu (jego powiększenia i dostosowania do instalacji nowych systemów lub przewozu większej liczby żołnierzy). Osiągnięto również krytyczne wartości dopuszczalnej masy całkowitej. Pamiętajmy też o AMPV (następcy M113) w programie, który zakłada wykorzystanie na razie ok. 2000 kadłubów starszych M2 będących w magazynach armii. To nie wystarczy, by zastąpić wszystkie obecnie eksploatowane M113. A czy jest sens produkcji takich wozów od nowa, gdy mamy gotowe kadłuby a lepszego bwp-a można opracować?

M2 Bradley. Fot. U.S. Army photo by Sgt. Eric M. Garland II/US Army/Flickr
M2 Bradley. Fot. U.S. Army photo by Sgt. Eric M. Garland II/US Army/Flickr

Oczywiście procesowi kolejnej modernizacji można poddać jedynie te wozy, których konstrukcja gwarantuje uzyskanie znacznych korzyści przy niskich kosztach takiej operacji. W innym wypadku konieczny będzie wybór między dalszym utrzymaniem istniejącej floty a zapewnieniem zupełnie nowych zdolności, w tym opracowaniem od podstaw nowych pojazdów.

Wydaje się więc, że dla Amerykanów priorytetem w ramach przyszłego NGCV będzie raczej bwp a w dalszej kolejności czołg podstawowy a nie odwrotnie. Natomiast czy będzie to platforma uniwersalna czy dwie różne, zadecydują wyniki analiz. Duże znaczenie będzie w nich miała ocena obecnych i przyszłych uwarunkowań związanych z użyciem bwp i czołgów na polu walki. Pomocne może się okazać właściwe określenie możliwości i potencjału przyszłego przeciwnika (charakteru jego działań) oraz obszaru użycia (środowiska operacyjnego, geograficznego, politycznego, technicznego, kulturowego i zasobów materiałowych).

Zbudowanie dedykowanych pojazdów specjalistycznych daje lepsze dostosowanie do wypełnienia stawianych im zadań. Natomiast wysoka unifikacja sprzętowa zapewnia znaczne zmniejszenie kosztów eksploatacji i skomplikowania (obecnie rozbudowanego) łańcucha logistycznego, szkoleniowego i w przyszłości modernizacyjnego. Mamy więc dwa krytyczne czynniki: efektywność i ekonomię.

Jakie mogą być możliwe do realizacji rozwiązania konstrukcyjne?

Układ czołgu, gdzie załoga znajduje się z przodu kadłuba, napęd z tyłu, zaś pośrodku jest przedział bojowy ze zdalnie sterowaną wieżą, wydaje się dzisiaj najbardziej optymalny. Taka aranżacja daje możliwość zastosowania wysokiego stopnia ochrony załogi i newralgicznych układów wozu przy obniżeniu masy wozu o ok. 10-15 ton w porównaniu z klasycznymi konstrukcjami.

Kolejną możliwą rewolucją byłaby redukcja załogi do dwóch osób. Jest to o tyle możliwe, że postęp w zakresie systemów sterowania i automatyzacji dowodzenia/kierowania wozem jest obecnie duży. Zalety to przede wszystkim kolejna redukcja masy (nie tylko o jednego członka załogi, ale i o ekwiwalent systemu jego pasywnej ochrony) oraz eliminacja tzw. czynnika krytycznego, jakim jest człowiek z całym bagażem uwarunkowań mu towarzyszących w działaniach bojowych i procesie szkolenia.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie, to kolejną rewolucją może okazać się wprowadzenie dział elektromagnetycznych, elektrotermalno-chemicznych (ETC) lub elektrochemicznych (ETK). Od niedawna wiadomo, że prowadzone są zaawansowane prace nad działem elektromagnetycznym przeznaczonym dla pojazdów lądowych. Jak na razie nie określono, czy nowej generacji pojazd będzie traktowany jak czołg przyszłości czy nowy system artyleryjski, ale na wstępie zakłada się uzyskanie wysokiej (w porównaniu z obecnymi armatami) szybkostrzelności i zasięgu ognia ponad 30 km. Zalety to przede wszystkim brak prochu, duże zwiększenie zapasu amunicji i uzyskiwanie prędkości pocisku rzędu trzykrotnej prędkości dźwięku (z kolejnym wymaganiem, by ostatecznie uzyskać poziom około mach 6).

Inną zupełnie nową bronią, ale już chyba raczej przeznaczoną dla przyszłego bwp i wozów wsparcia, mogłyby być działa laserowe. Jak na razie prace nad tej klasy uzbrojeniem koncentrują się na skonstruowania uniwersalnych systemów przeciwrakietowych i zwalczania BSP (oprócz już testowanych systemów typu C-RAM). Uzyskanie zadowalającej efektywności wymaga posiadania lasera o mocy co najmniej 300 kW.

Obecnie wykorzystane ZSSW i ZSMU będą modernizowane i również przeznaczone dla nowych bwp/transporterów opancerzonych. Sama modernizacja idzie w kierunku zapewnienia bezpiecznego i bardziej dostępnego dla obsługi systemu doładowania amunicji lub usuwania zacięć i niesprawności oraz usprawnieniu nie zawsze poprawnie działającego oprogramowania. Powstanie też nowa „konwencjonalna” amunicja, a jeżeli z wieżą zostanie zintegrowana wyrzutnia, to będzie ona najprawdopodobniej uniwersalnym rozwiązaniem łączącym możliwość wystrzelenia różnego typu (przeznaczenia) rakiet czy nawet małych BSP.

Inne wymaganie to zapewnienie awaryjnego systemu świadomości sytuacyjnej załogi tak, by podczas uszkodzenia zasadniczych sensorów, ukryci we wnętrzu pojazdu żołnierze nadal wiedzieli, co się wokół nich dzieje.

Photo by Air Force Staff Sgt. Stacy L. Pearsall/US Army/Flickr
Photo by Air Force Staff Sgt. Stacy L. Pearsall/US Army/Flickr

Nowy bwp będzie pojazdem modułowym, możliwe, że powstanie również jego wersja bezzałogowa przeznaczona do transportu desantu lub lądowych robotów wsparcia (swego rodzaju baza takich maszyn). Zarówno konstrukcja bojowego wozu piechoty, jak i czołgu powinny zapewniać minimum 10-15 proc. rezerwy dalszego przyrostu masy, także energii elektrycznej na poziomie 10-15 kW.

Opracowanie robota-czołgu przyniesie kolejną redukcję masy do poziomu 50-60 proc. w porównaniu z obecnymi czołgami podstawowymi. Natomiast gdy rzeczywiście opracowana zostanie broń elektromagnetyczna, pod znakiem zapytania pozostanie dalszy sens rozwoju „klasycznej” osłony. Zapewnienie bezpieczeństwa byłoby wówczas związane z zastosowaniem zupełnie nowych pancerzy i aktywnych/pasywnych systemów ochrony.

Wiadomo również, że w nowych konstrukcjach będzie się dążyć do wykorzystania gotowych technologii z innych systemów walki oraz sprawdzonych zespołów i układów z rynku cywilnego. Będą to nie tylko elementy mechaniczne i elektryczne, ale i rozwiązania elektroniczne i optoelektroniczne. Oszczędzi to czas i obniży koszty prac rozwojowych oraz badań i testów.

Na ostateczny kształt przyszłego NGCV duży wpływ może mieć również fakt, że US Army już obecnie dopuszcza platformy spełniające 85-90 proc. stawianych wymagań (a nie jak dotychczas 100 proc.). Ma to usprawnić i przyśpieszyć rozwój wozów przyszłości. Odbywa się to z uwzględnieniem akceptowalnego ryzyka ograniczonego przez ścisłą współpracę z przemysłem. Zakłada się, że osiągniecie pełnych wymagań możliwe byłoby podczas kolejnych modernizacji.

Podsumowanie

Czy NGCV będzie „klasycznym” rozwiązaniem, zupełnie nową konstrukcją czy pojazdem bezzałogowym? Tego nie wiemy a o wadach i zaletach takich rozwiązań można napisać dużo i na pewno powstałoby wiele (równie sprzecznych ze sobą) opinii. Na nieco inaczej postawione pytanie – czy będzie to rozwiązanie rewolucyjne konstrukcyjnie? – nie można też dziś jednoznacznie odpowiedzieć. Historyczne uwarunkowania sugerują raczej, że tak się nie stanie, choć wojsko domaga się robotów i zupełnie nowych (rewolucyjnych) systemów uzbrojenia. Mocno zaawansowane są prace nad systemami autonomicznymi i bronią wysokoenergetyczną. Może już niedługo ujrzymy naprawdę rewolucyjne konstrukcje, całkowicie zmieniające oblicze przyszłego pola walki.

Natomiast z dużym prawdopodobieństwem można już obecnie stwierdzić, że przyszły/przyszłe NGCV nie będzie/będą miał/miały już takiej mocniej pozycji ich poprzednicy. Będzie to co najwyżej element dużego zbioru wzajemnie ze sobą współpracujących systemów bojowych na polu walki.

Reklama
Tweets Defence24