Reklama
Reklama
Reklama

17 lat od Allied Force. "Trwałe skutki" interwencji NATO

7 maja 2016, 15:32
Po lewej dawny budynek Ministerstwa Obrony, po prawej Sztabu Generalnego, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Trafiony przez rakiety manewrujące budynek Ministerstwa Obrony w centrum Belgradu, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Amunicja ze zubożonym uranem w Muzeum Wojskowym w twierdzy Kalemegdan, fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Wystawa ze zdjęciami ofiar wojny pod parlamentem. Na transparencie napis "1998-1999 ofiary agresji UÇK-NATO, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Trafiony przez pojedynczą rakietę budynek serbskiego radia i TV. W jego ruinach zginęło 16 dziennikarzy i innych pracowników redakcji, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Makieta myśliwca Mig-29 używana przez armię jugosłowiańską podczas wojny w 1999 roku do zmylenia lotnictwa NATO, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
RQ-1 Predator w Muzeum Lotnictwa w Belgradzie, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Rakieta przeciwradiolokacyjna ALARM, w której nie zadziałał mechanizm samozniszczenia, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Resztki rakiety manewrującej Tomahawk, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Drony RQ-1 Predator i SAGEM Crecerelle, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Bomba szybująca AGM-154 JSOW, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Szczątki amerykańskich samolotów F-117A i F-16C w Muzeum Lotnictwa w Belgradzie
Szczątki amerykańskiego myśliwca F-16C, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Odbudowana wieża TV na wzgórzu Avala, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Przęsła zniszczonego podczas nalotów mostu w Nowym Sadzie, widok z twierdzy Petrovaradin, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Owiewka myśliwca F-117A, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Pozostałość po zasobnikach kasetowych użytej przez holenderskie siły powietrzne do ataku na lotnisku w Niszu. Najprawdopodobniej na skutek silnego wiatru amunicja spadła jednak na miasto zabijając kilkunastu cywilów. Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Zbombardowany gmach dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

17 lat temu lotnictwo NATO przeprowadziło trwającą 78 dni operację Allied Force, wymierzoną w Federacyjną Republikę Jugosławii. Celem nalotów było powstrzymanie konfliktu zbrojnego w Kosowie. Wojna pozostawiła po sobie liczne ślady, zarówno w wymiarze politycznym, jak i społecznym.

 

Do dziś ślady te widoczne są w stolicy Serbii i w wielu innych miejscach na terenie kraju. Na płaszczyźnie politycznej wojna doprowadziła do ogłoszenia przez Kosowo niepodległości, pojawienia się ogromnej frustracji w społeczeństwie serbskim i poczucia krzywdy wywołanej przez Zachód. Dziś wykorzystuje to Rosja, która umacnia swoje wpływy w tym bałkańskim kraju. Punktem wyjścia do napisania niniejszego artykułu była wizyta w Belgradzie, która umożliwiła zapoznanie się na miejscu z namacalnymi śladami pierwszej w historii wojny wygranej wyłącznie przy użyciu lotnictwa.  

 

Operacja Allied Force - powstrzymać zbrodnie wojenne w Kosowie

W dniach 24 marca do 10 czerwca 1999 roku lotnictwo NATO prowadziło operację pod kryptonimem Allied Force (pol. Sojusznicza Siła) wymierzoną w Federacyjną Republikę Jugosławii. Celem politycznym podjętych działań zbrojnych było przerwanie konfliktu zbrojnego na terenie Kosowa podczas którego dochodziło do czystek etnicznych i zbrodni wojennych, w których wiodącą rolę przypisywano formacjom paramilitarnym i wojskom jugosłowiańskim. W sumie podczas trwającej 78 dni operacji powietrznej ponad 1000 samolotów NATO wykonało, jak podają amerykańskie siły powietrzne, ok. 38 000 lotów bojowych z czego 10 484 miało charakter uderzeniowy.

Pomimo takiej skali operacji starty operującego w zdecydowanej większości misji, na dużym pułapie lotnictwa Paktu Północnoatlantyckiego były znikome. W wyniku działań jugosłowiańskiej obrony przeciwlotniczej utracono zaledwie 2 samoloty, należące do US Air Force F-117A i F-16C, a także ok. 25 dronów. Kilka innych myśliwców zostało poważnie uszkodzonych. Ofiarą amerykańskich i holenderskich myśliwców padło z kolei pięć jugosłowiańskich Migów-29, a ponad 100 innych samolotów zniszczono na ziemi. 

Trafiony przez rakiety manewrujące budynek Ministerstwa Obrony w centrum Belgradu, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Siłom NATO nie udało się jednak osiągnąć głównego celu kampanii, którym było zniszczenie sił jugosłowiańskich w Kosowie. Prowadzone z dużego pułapu naloty przeciw dobrze zamaskowanym i korzystającym z licznych makiet sprzętu wojskowego wojskom okazało się nieskuteczne. Warto w tym miejscu dodać, że po wejściu wojsk Paktu do Kosowa odnaleziono jedynie 26 czołgów i kilkanaście transporterów opancerzonych zniszczonych podczas operacji Allied Force. W związku z tym, by zmusić reżim Miloszewicza do kapitulacji rozpoczęto uderzenia przeciwko kluczowej infrastrukturze Jugosławii, w tym liniom komunikacyjnym, fabrykom czy elektrowniom.

W związku z poważnymi stratami ekonomicznymi kraju, które zdaniem ekonomistów grupy G17 Plus miały wynieść ok. 30 mld USD, prezydent Jugosławii zaakceptował ofertę pokojową zakładającą wycofanie wojsk serbskich z Kosowa, powrót uchodźców i rozmieszczenie wojsk NATO na terenie prowincji. Decyzja ta doprowadziła do de facto oderwania się tego rejonu od Serbii, co przypieczętowała uznana do dziś przez 108 krajów, w tym Polskę, deklaracja niepodległości Kosowa z 2008 roku. Operacja Allied Force stała się też pierwszą w historii wojną wygraną wyłącznie przy użyciu lotnictwa. 

Skutki wojny sprzed 17 lat są do dziś bardzo dobrze widoczne w stolicy Serbii, a historia nalotów, które pochłonęły ok. 500 ofiar cywilnych (wg. raportu Human Right Watch) i doprowadziły do oderwania się ważnej części kraju, jest żywa w pamięci mieszkańców. Nie ulega również wątpliwości, że wojna wpływa na aktualną politykę kraju, który z niechęcią spogląda na projekty integracji z Zachodem, znacznie gorliwiej realizując wspólne projekty np. w dziedzinie obronności lub energetyki z Rosją.

Pozostałości sprzętu lotniczego NATO

Jednym z pierwszych miejsc w Belgradzie, w którym można trafić na ślady wojny NATO z Serbią jest Muzeum Lotnictwa w Belgradzie znajdujące się niecałe 500 metrów od terminala międzynarodowego portu lotniczego im. Nikoli Tesli. W budynku zgromadzono szereg pozostałości po działaniach Paktu Północnoatlantyckiego. Wśród nich znajdują się szczątki dwóch amerykańskich myśliwców zestrzelonych przez jugosłowiańskie rakiety S-125 Newa-M, czyli maszynę "stealth" F-117A strąconą w dniu 27 marca 1999 roku koło Belgradu i F-16C utraconego koło Šabaca miesiąc później, 2 maja.

Szczątki amerykańskich samolotów F-117A i F-16C w Muzeum Lotnictwa w Belgradzie

Muzeum prezentuje również utracone nad Serbią bezzałogowce Sojuszu, w tym niemal kompletnego Predatora zestrzelonego nad Kosowem oraz francuskiego SAGEM Crecerelle. Wśród uzbrojenia lotniczego wyróżnia się bomba szybująca AGM-154 JSOW, pocisk antyradiolokacyjny ALARM, w którym nie zadziałał mechanizm samozniszczenia, a także resztki rakiety Tomahawk, rzekomo zestrzelonej przez Serbów z wykorzystanie wyrzutni MANPADS Strieła-2. Na obrzeżach budynku można również obejrzeć makietę MiG-29. To między innymi ich zastosowanie umożliwiło Serbom zachowanie do końca wojny aż pięciu maszyn tego typu pomimo zmasowanych nalotów lotniczych prowadzonych przeciwko miejscom dyslokacji jugosłowiańskich myśliwców. 

Drony RQ-1 Predator i SAGEM Crecerelle, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Więcej szczątków amerykańskich maszyn oraz pozostałości po amunicji kasetowej, przeznaczonej do bezkrwawego niszczenia linii energetycznych, grafitowej i tej ze zubożonym uranem prezentowanych jest w Muzeum Wojskowym w twierdzy Kalemegdan w centrum Belgradu.  

Resztki rakiety manewrującej Tomahawk, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Należy mieć jednak na uwadze, że udostępnione dla zwiedzających fragmenty samolotów są jedynie ich niewielką częścią. Co stało się z resztą maszyn, w tym "niewidzialnego" myśliwca oficjalnie nie wiadomo. Zapewne trafiły one do instytutów badawczych w Rosji lub Chinach.

Makieta myśliwca Mig-29 używana przez armię jugosłowiańską podczas wojny w 1999 roku do zmylenia lotnictwa NATO, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Efekty nalotów - 17 lat po wojnie 

Mimo wielu lat jakie minęły od końca operacji Allied Force w Belgradzie wciąż pozostało wiele miejsc przypominających o tym tragicznym wydarzeniu we współczesnej historii Serbii. Miasto bombardowane było 212 razy od pierwszego dnia wojny, a wśród zachowanych do dziś śladów najbardziej wyróżniają się znajdujące się na ul. Kniazia Michała bliźniacze budynki Jugosłowiańskiego Ministerstwa Obrony i Sztabu Generalnego, wielokrotnie trafione podczas ataków z użyciem rakiet manewrujących w nocy z 27 na 28 kwietnia i ponownie z 7 na 8 maja 1999 roku. Uszkodzone obiekty są obecnie zabezpieczane, tak by móc pełnić funkcję trwałej pamiątki po wojnie. 

Po lewej dawny budynek Ministerstwa Obrony, po prawej Sztabu Generalnego, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Władze serbskie planują z kolei wyburzenie znajdującego się na tej samej ulicy gmachu zniszczonego przez NATO Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Prawdopodobnie powstanie tam centrum handlowe - kilka lat wcześniej ten sam los spotkał uszkodzony budynek dawnej ambasady Chin, który został wyburzony, a na jego miejscu powstała galeria sklepów.

Belgrad
Zbombardowany gmach dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Z pewnością jako pamiątka zostanie zachowany gmach Serbskiego Radia i TV trafiony przez pojedynczą rakietę w nocy 23 kwietnia 1999 roku. W jego gruzach śmierć poniosło 16 dziennikarzy i innych pracowników redakcji, a atak wywołał szeroką dyskusję na temat tego czy media mogą być traktowane jako środek prowadzenia działań wojennych. Z jednej strony Amnesty International oskarżyła Pakt o zbrodnię wojenną, z drugiej Kwatera Główna NATO usprawiedliwiała nalot jako ważny element niszczenia sieci dowodzenia i łączności jugosłowiańskich sił zbrojnych oraz uderzenie w propagandę wojenną nawołującą do zbrodni na Albańczykach w Kosowie. Warto jednak przy tym dodać, że nawet w samym NATO nie było jednomyślności, co do legalności nalotu, a przeciw jego przeprowadzeniu opowiadała się Francja. Dziś poza ruinami o tym wydarzeniu przypomina także umieszczona w pobliskim parku Tašmajdan tablica z nazwiskami zabitych pracowników mediów z napisem "Зашто?" (pol. Dlaczego?).

Trafiony przez pojedynczą rakietę budynek serbskiego radia i TV. W jego ruinach zginęło 16 dziennikarzy i innych pracowników redakcji, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Kolejnym, związanym z mediami, celem NATO była 202 metrowa wieża telewizyjna na wzgórzu Avala położona kilkanaście kilometrów na południe od centrum miasta. Zbudowana w latach 60. XX wieku wieża, kiedyś piąty najwyższy budynek świata, została zniszczona sześć dni po nalocie na główną siedzibę serbskiego radia i TV. W wyniku uderzenia nikt jednak nie zginął, a nalot uniemożliwił nadawanie programu TV w Jugosławii jedynie przez kilkanaście godzin. Wieże odbudowano w latach 2006-2009 według oryginalnego założenia architektonicznego. 

Odbudowana wieża TV na wzgórzu Avala, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Również inne miasta Jugosławii zostały dotknięte nalotami. Dobrym przykładem jest drugie pod względem wielkości miasto Serbii Nowy Sad, stolica okręgu autonomicznego Wojwodina, gdzie zniszczono ważną rafinerię ropy naftowej oraz wszystkie mosty na Dunaju. Przęsła jednego z nich wystają z rzeki do dnia dzisiejszego. 

Przęsła zniszczonego podczas nalotów mostu w Nowym Sadzie, widok z twierdzy Petrovaradin, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Serbia wspomina wojnę z Zachodem

Naloty NATO są do dziś żywo wspominane w Serbii. Wystarczy wspomnieć, że baner ze zdjęciami ofiar "wspólnej agresji" Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK) i NATO był wystawiony podczas mojego pobytu w stolicy Serbii w marcu br. pod parlamentem. Zorganizowano także wystawy przedstawiające zniszczone przez Albańczyków serbskie pamiątki kulturalne w Kosowie, w tym wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO średniowieczne cerkwie. Tego typu ekspozycje zorganizowano również m.in. na Placu Republiki, jednym z centralnych miejsc w Belgradzie, oraz Placu Wolności w Nowym Sadzie, a ich twórcy przedstawiali te akty agresji przeciwko ludności serbskiej jako skutek interwencji zbrojnej Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

Wystawa ze zdjęciami ofiar wojny pod parlamentem. Na transparencie napis "1998-1999 ofiary agresji UÇK-NATO, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Długofalowe skutki wojny - zbliżenie z Rosją

Decyzja o przeprowadzeniu Operacji Allied Force przyniosła długofalowe skutki geopolityczne. Chociaż Serbia złożyła w 2009 roku aplikację o przyjęcie do Unii Europejskiej, a w 2014 roku Komisja Europejska zaaprobowała rozpoczęcie negocjacji o akcesji w Belgradem, to opinia publiczna w kraju jest do tego pomysłu nastawiona sceptycznie. Jedynie niektóre sondaże, m.in. te prowadzone przez Eurobarometr w 2014 roku, wskazują na poparcie dla akcesji na poziomie powyżej 50%. Popularności członkostwu w UE nie dodaje wymuszana przez Europę konieczność uregulowania stosunków z Kosowem.  Niezwykle niskie jest też poparcie dla członkostwa w NATO, które według sondażu organizacji Center for Free Elections and Democracy z 2015 roku wynosiło zaledwie 12%. Stąd więc proces integracji z Sojuszem, mimo udziału w programie "Partnerstwo dla pokoju", jest bardzo utrudniony. 

Bomba szybująca AGM-154 JSOW, Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Sceptycyzm wobec Zachodu spowodowany nalotami w 1999 roku i usankcjonowaniem ogłoszenia niepodległości przez Kosowo w naturalny sposób zbliża Serbię do Rosji. Nad Dunajem pozytywnie wspominane jest rosyjskie wsparcie polityczne jakie było udzielane Belgradowi podczas wojny z NATO. Chęć utrzymania dobrych relacji z Rosją doprowadziła do tego, że Serbia nie ograniczyła współpracy o charakterze wojskowym nawet po aneksji Krymu. Znalazło to wyraz w licznych dwustronnych ćwiczeniach wojskowych m.in. Srem-2014 oraz Bars-2015, udziale żołnierzy rosyjskich i prezydenta Władimira Putina w paradzie wojskowej z okazji 70-lecia wyzwolenia Belgradu, a także niedawnych zakupach uzbrojenia w Rosji, które obejmuje systemy przeciwlotnicze, myśliwce Mig-29 i śmigłowce Mi-17.

Czytaj też: Serbsko-rosyjskie braterstwo. Militarne zbliżenie Moskwy i Belgradu

Takie działania władz serbskich mają jednak duże poparcie wśród społeczeństwa, dla którego wg. badań przeprowadzonych w 2015 roku najbardziej popularnym zagranicznym politykiem jest Władimir Putin, a któremu wg. sondażu New Serbian Political Thought z listopada 2015 roku ufa ponad 36% mieszkańców kraju - zdecydowanie więcej niż politykom UE (Angeli Merkel ufa 7% Serbów) czy prezydentowi USA (0,5%). Na ulicach Belgradu jednym z najpopularniejszych haseł jakie można zobaczyć na koszulkach, plakatach czy w formie grafitti jest natomiast "Kosowo to Serbia, Krym to Rosja".

Wprawdzie Serbia i Rosja mają długotrwałą historię wspólnej współpracy, a kraje łączy między innymi dominująca religia prawosławie, to jednak prawdopodobnie, gdyby nie wybuch wojny w Kosowie, której efekty wywołały frustrację w znacznej części społeczeństwa obecnie obserwowane i wspierane przez Moskwę, oddalanie się Belgradu od struktur europejskich oraz euroatlantyckich nie byłoby tak trudnym do odwrócenia trendem.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Reklama
dim
poniedziałek, 9 maja 2016, 10:40

Jeszcze jeden aspekt tamtej agresji. To Europa długo prosiła się u USA o interwencję, nie USA wpraszały się do Jugosławii. Choć niewątpliwie US były z tego zadowolone. Toteż nie ma co obciążąć teraz główną winą USA za skąpstwo-wygodnictwo i w efekcie zupełną niemoc militarną Europy. Po pierwsze popatrzmy w lustro...

Kiks
poniedziałek, 9 maja 2016, 13:53

Jak łatwo oceniać. Europa długo nie mogła uwierzyć co dzieje się w jej granicach. I długo nie chciała tam wchodzić. Cała ta interwencja została raczej wymuszona przez opinię publiczną, bo tzw. Zachód długo nie mógł dojść do siebie, że takie rzeczy mogą mieć miejsce w XXI wieku. Agresja? Napaść? A co zrobiliby szanowni mądrale? Wejście tam nie było dobre, patrzenie z boku też nie. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie interwencja nie wiadomo jak by to zakończyło się. I czy w ogóle. Zresztą zarówno Serbowie jak i Chorwaci to tacy nacjonaliści, że lepiej nie wchodzić z nimi w te tematy. Nawet delikatnie. Łatwo sparzyć się.

Pavelsky
czwartek, 12 maja 2016, 17:34

Zwrot Serbii ku Rosji jest zrozumiały. Czują się skrzywdzeni i upokorzeni przez NATO i mają rację. Działania NATO nie były panie dropik spowodowane wyrzutami sumienia po Srebrenicy a wynikały z czysto politycznego powodu. !Kosovo jest Serbskie tak jak Polski jest Śląsk!

andrzej.wesoly
piątek, 22 września 2017, 13:19

Serbowie - słowianie, prawosławni, chrześcijanie, mówiący językiem serbskim z grupy języków słowiańskich Kosowo (Metolia)- albańczycy, muzułmanie, mówią językiem albańskim, grupa języków macedońskich? ugrofińskich? Zatem, co to za beznadziejne porównanie!

Darnok
niedziela, 8 maja 2016, 01:12

I właśnie ta wojna NATO i fakt jej poparcia przez "miłujący pokój i demokrację" Zachód to główny - bezsprzecznie najmocniejszy - atutu w ręku Rosjan. Ktoś, kto atakuje bez rezolucji ONZ, z masowym wykorzystaniem lotnictwa, do tego tysiące kilometrów od swoich granic, nie ma moralnego prawa podnosić larum, gdy bezkrwawo anektowany jest Krym lub rozbudowywany potencjał wojskowy FR...

dim
niedziela, 8 maja 2016, 23:47

"Zbliżenie z Rosją" ? Serbia była prorosyjska niemal w maksymalnym, możliwym stopniu, także do owej wojny. Poza tym próby wybielania Serbii są liczą na krótką pamięć czytelnika. Serbowie zostali niegdyś wpakowani w tę z góry przegraną wojnę, przez swych własnych przywódców. Mogli ustąpić bez strat, konkretnie mogli zaprzestać podpalania w Kosowie domów, około 10 tysięcy dymiących dachów, w ciągu dwóch ostatnich, przedwojennych dni, dane satelitarne. Odmówili, wybrali.

tyle na temat
poniedziałek, 9 maja 2016, 00:47

dlaczego mieli ustapic? gdyby dzisiaj jakies uzbrojone grupy np na Slasku zaczaly strzelac do policji i zolnierzy to WP musialo by ustapic? oczywiscie tylko jesli sponsorzy zbrojnych band pochodzili z zachodu w innym przypadku bic sie do ostatniego zolnierza.

ecik
niedziela, 8 maja 2016, 23:33

Z faktu napaści NATO na Serbie która była głupia, bezsensowna, bezprawna i szkodliwa nie można wyprowadzać wniosków o uprawomocnionym zajęciu Donbasu i Krymu przez Rosję. Interwencja NATO przyniosła zachodowi więcej straty niż korzyści.

wenera
niedziela, 8 maja 2016, 00:12

Ciekawa konstrukcja prawna: Pakt obronny wyrusza na wojne bronic.... niestniejacego panstwa.

recenzent
niedziela, 8 maja 2016, 17:03

Artykuł jest mało fachowy. Całkowicie pomija zasadniczą kwestię, która odbija się na sytuacji międzynarodowej do dziś: napaść NATO na Jugosławię było jaskrawym pogwałceniem Karty Narodów Zjednoczonych ONZ (Bush senior wcześniej głosił, że "ONZ się przeżyło") i kilkuset letniej podstawy ładu światowego opartego o dogmat o suwerenności państw ustanowiony Traktatem Westfalskim z 1648. Chory pomysł NATO by bez zgody ONZ napadać w imię rzekomego "łamania praw człowieka" na inne państwa zburzył ten system czego efektem były potem wojny i dzielenie Gruzji, Ukrainy, Afganistanu, Iraku, Libii, Jemenu, Syrii itp. Ta zbrodnicza napaść na Jugosławię i precedens jaki stanowiło bezprawne oderwanie Kosowa będzie się jeszcze odbijać czkawką przez długie lata.

bmc3i
czwartek, 12 maja 2016, 09:52

Natychmiast stracisz cała wiarygodność, jeśli w takich sprawach bedziesz ujmował w nawias "łamania praw człowieka", na dodatek - masło maślane - podkreślając to wyrazem "rzekomego". Łamania praw człowieka nie było tam rzekome, bo czystki etniczne są nie tylko łamaniem praw człowieka, ale i uznaną przez prawo międzynarodowe zbrodnią przeciw ludzkości. A skoro już powołujesz się na "dogmat suwerenności państw", to powołaj się też na zasadę niemożności wykorzystywania suwerenności państwowej dla ochrony przed konsekwencjami drastycznego łamania praw człowieka. Ta kwestia także zostala juz dawno rozsztrzygnięta zarówno na gruncie prawa międzynarodowego - orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, które ewidentnie narusza zasadę suwerenności państwowej, jak i współczesną doktrynę prawną ochrony praw człowieka.

AK
niedziela, 8 maja 2016, 19:52

Zwróć uwagę jak mała liczba komentarzy sie tu pojawiła. Pod tekstami o Rosji krzykaczy są dziesiątki. Tu nie ma ich wcale. Autor też w cudzysłów daje wyraz agresja. Tak jakby była rzekoma. Widać wyraźnie, że dla dziennikarzy nie ma jednej prawdy.

Palmel
sobota, 28 października 2017, 21:52

Dlaczego nie ma zdjęć pociągów pasażerskich ze szczątkami kobiet i dzieci a to dopiero początek teraz Serbia będzie chciała odszkodowania za naloty, za użycie zubożonego uranu w pociskach i bombach chyba że go zbiorą u siebie i np. wyrzucą do morza Śródziemnego przy wybrzeżach Włoch czy Francji, Kosowo zawsze Serbskie

dropik
wtorek, 10 maja 2016, 11:47

Serbowie liczyli że świat znowu będzie sie biernie przyglądał jak przyglądał się ich działaniom w Srebrenicy i się mocno zdziwili że świat już im na tyle nie pozwolił. Analogie do Gruzji i Donbasu są nieuprawnione . Tylko "ruska" propaganda takie potrafi wyciągnąć

Polak
poniedziałek, 25 września 2017, 17:50

Proponuje poczytać jak było naprawdę w Srebrenicy .... kto leży w grobach, jakie błedy popełnili obserwatorzy.... prawda jest inna niż ta jaką serwują nam media.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama