Reklama
Reklama

Fregaty Adelaide – rozwiązanie pomostowe, a nie odrzucenie możliwości rozwojowych sektora stoczniowego

21 lutego 2017, 17:55
HMAS Darwin
Fot. Wikimedia Commons, CC BY 3.0

Programy modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP dotyczące zwalczania zagrożeń na morzu notują największe opóźnienia, mimo że potrzeby Marynarki Wojennej RP nie zmieniają się, a wykorzystywane jednostki coraz szybciej się starzeją i zostaną w wielu wypadkach niebawem wycofane z linii. Równocześnie militarne działania Federacji Rosyjskiej w Gruzji, na Ukrainie i w Syrii wskazują na kurs obrany i podtrzymywany przez elity kremlowskie. W tej sytuacji konieczne jest podtrzymanie potencjału MW RP w czym pomocne mogą okazać się gruntownie zmodernizowane fregaty rakietowe  klasy Adelaide – pisze na blogu Defence24.pl Filip Seredyński. 

Strategiczny Przegląd Obronny realizowany właśnie w resorcie obrony ma przynieść odpowiedzi na pytania dotyczące modernizacji Marynarki Wojennej RP przy uwzględnieniu roli krajowego przemysłu zbrojeniowego. Jego uzupełnieniem z pewnością będzie Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego RP opracowana przez specjalny zespół pracujący pod auspicjami Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wypracowywane rozwiązania są pilnie potrzebne. Sojusznicy w NATO chętnie korzystają z polskiej pomocy, która przy braku nowych okrętów będzie coraz mniejsza. Sytuacja polskiej floty stale się pogarsza, a na horyzoncie nie widać wielu nowych jednostek.

Dla przykładu budowa okrętów obrony wybrzeża „Miecznik” jest opóźniona o 4 lata. Zgodnie z aktualnymi przewidywaniami zakończenie budowy trzech jednostek tego typu jest planowane na lata 2022-2024. Program budowy okrętów patrolowych z funkcją zwalczania min „Czapla” również jest opóźniony o 4 lata. Jego finał planuje się obecnie na lata 2024-2026. W takiej konfiguracji, biorąc pod uwagę zwyczajowe kolejne opóźnienia, wejście do służby wszystkich nowych jednostek ziści się zapewne za blisko dekadę. Marynarze definitywnie potrzebują koła ratunkowego w postaci jednostek bojowych o dużych zdolnościach do rażenia i odpowiedniej dzielności morskiej, by w ramach pełnionej służby mieć się na czym szkolić się i w sytuacji zagrożenia skutecznie bronić polskich interesów lub wspierać sojuszników z NATO.

Skoro rodzime stocznie będą wykorzystywały swoje moce produkcyjne do budowy nowych okrętów klasy „Miecznik” i „Czapla”, które powstaną dopiero za kilka lat, trzeba rozważyć sięgnięcie po rozwiązanie pomostowe. Od niedawna toczy się publiczna dyskusja nad możliwością pozyskania przez Polskę od Królewskiej Australijskiej Marynarki Wojennej (Royal Australian Navy) używanych, ale gruntownie zmodernizowanych fregat klasy Adelaide. Warto przyjrzeć się tej koncepcji, bo jest interesująca.

Po pierwsze, trzeba mieć świadomość, że na podjęcie decyzji nie ma wiele czasu. Australijczycy już w listopadzie 2015 r. wycofali pierwszą zmodernizowaną fregatę HMAS „Sydney”. W służbie pozostają jeszcze trzy okręty tej klasy, które niebawem czeka taki sam los. W związku z tym zwłoka w ewentualnym przyjęciu całej koncepcji jest niewskazana.

Po drugie, fregaty klasy Adelaide są konstrukcyjnie zbliżone do obecnie wykorzystywanych przez polskich marynarzy fregat klasy Oliver Hazard Perry – ORP „Gen. K. Pułaski” i ORP „Gen. T. Kościuszko”. Zakup tych jednostek byłby zatem korzystny z punktu widzenia szkolenia marynarzy, którzy na pewno prędzej zdobędą odpowiednie umiejętności obsługowe szkoląc się na pokrewnym typie jednostki, tyle że nowocześniejszym, niż na zupełnie odmiennym. Takie rozwiązanie będzie zapewne tańsze, bo część systemów zamontowanych na naszych fregatach jest tożsama i nie wymaga zdobywania dodatkowych uprawnień.

Po trzecie, zakup okrętów od Australii może przynieść korzyści dla polskiego budżetu i dla polskich stoczni. Koszt pozyskania Adelaide będzie stosunkowo niski wliczając w to zakup uzbrojenia oraz niezbędne remonty i prace przystosowawcze. Krajowe spółki mogą serwisować i na bieżąco utrzymywać fregaty posiłkując się partnerami amerykańskimi i australijskimi. Dzięki temu, obok budowy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej RP, ich portfolio poszerzy się o dodatkowe zadania zlecane przez resort obrony, których w przeciwnym razie nie będzie.  

Po czwarte, australijskie fregaty są dobrze uzbrojone. Przykładowo na ich pokładach znajdują się nowoczesne rakiety przeciwlotnicze SM-2MR. Obecnie należą one do najbardziej zaawansowanych pocisków dostępnych dla flot wojennych NATO w Europie. Rakiety SM-2 tworzą system obrony powietrznej i przeciwlotniczej, zdolny do zapewnienia ochrony samej fregacie oraz jednostkom jej towarzyszącym. Australijskie okręty są również wyposażone w rakiety przeciwokrętowe Harpoon oraz wyrzutnię pionowego startu rakiet przeciwlotniczych RIM-162 Evolved Sea Sparrow tworzącą system samoobrony przed rakietami przeciwokrętowymi i zwalczania celów powietrznych. Polska flota obecnie nie ma w arsenale tak zaawansowanego uzbrojenia, więc przyjęcie do służby tak wyposażonych jednostek stanowiłoby istotne wzmocnienie potencjału operacyjnego Marynarki Wojennej.

Po piąte, dzięki nowym okrętom polscy marynarze mogliby aktywniej wspierać NATO na różnych akwenach. Tym samym Polska mogłaby prowadzić skuteczniejszą politykę zagraniczną. Sojusz dysponuje dwoma tzw. Stałymi Zespołami Okrętów NATO (Standing NATO Maritime Group), które tworzą trzon sił szybkiego reagowania NATO – kluczowych w przypadku ewentualnego kryzysu lub konfliktu w rejonie Bałtyku. Do zadań specjalnych tych zespołów należy też walka z międzynarodowym terroryzmem oraz zapobieganie przemytowi ludzi, broni i nielegalnych substancji. Operują one głównie na Morzu Śródziemnym, Morzu Czarnym, Morzu Północnym i na Bałtyku. Dzięki wspieraniu sojuszników na morzu Polska może w większym stopniu liczyć na ich pomoc przy realizacji swojej polityki i obronie międzynarodowych interesów.

Decyzja w sprawie pozyskania nowych fregat jeszcze nie zapadła. W tym czasie, obserwując wycofywanie kolejnych wiekowych jednostek, marynarze wciąż czekają na nowy sprzęt. Warto pamiętać, że pozytywne rozstrzygnięcie dylematu pozyskania okrętów od Australii pozwala uzupełnić lukę sprzętową do czasu powstania nowych okrętów w krajowych stoczniach. Koszty z pewnością będą akceptowalne, bo cena nowych fregat czy korwet byłaby wielokrotnie wyższa. Polskie firmy zarobią, bo pomogą w serwisowaniu i remontach. W takiej sytuacji należy gruntowanie przyjrzeć się propozycji pozyskania fregat od Australii, gdyż na takim ruchu nikt nie traci.

Filip Seredyński

KomentarzeLiczba komentarzy: 85
Krzysztof Abr.
wtorek, 21 lutego 2017, 20:20

Owszem - rozwiązanie pomostowe - TAK. Tak naprawdę - silne uniwersalne patrolowce czasu pokoju. Żeby mieć czas na spokojne opracowanie i wdrożenie systemów na czas wojny. Następna generacja sił dla Polski i na Bałtyk to wg mnie winna być sieciocentryczna dronizacja broni precyzyjnych, saturacyjna rozproszona chmura detektorów i efektorów i zestandaryzowanych nosicieli w każdym środowisku operacyjnym. Każdy inny system - odstający od RMA - będzie zwyczajnie nieskuteczny - zwłaszcza w przypadku Polski [leżącej w krytycznej strategicznie strefie zgniotu i saturacji środków] i konkretnie Bałtyku [tu duże okręty nawodne to pewna strata w pierwszym dniu wojny]. W przypadku Polski połączone siły zbrojne winny działać wg znowelizowanej koncepcji Pentagonu przeciw Chinom Air-Sea-Land Battle Concept, wdrażanej początkowo jako Air-Sea Battle Cocept od 2013.

oskarm
środa, 22 lutego 2017, 21:29

Krzysztof Abr. vel Andrzej.M72 vel zniesmaczony. Do tego proponuję przeczytanie: Raport to Congres - Alternative Future Fleet Platform Architecture Study. Wbrew temu co sugerujesz w Stanach nikt nie zamierza odchodzić od klasycznych okrętów. To będzie fuzja bezzałogowców z klasycznymi okrętami. Okręty będą wypełniać te zadania, które są niewykonalne dla bezzałogowców lub ich wykonywanie przez bezzałogowce byłoby nieuzasadnione ekonomicznie. To co opisujesz już szczegółowo w swoich pomysłach z kilku powodów ograniczeń fizyki jest fantazją. Tacy fantaści chcieli ZOPu na LCSach realizowanego przez bezzałogowce. po bardziej szczegółowych analizach (oczywista oczywistość, dla kogoś kto zna możliwości i ograniczenia sonarów) okazało się, że to bez sensu i zamiast nich będzie porządny sonar holowany. Twierdzenia, że na: "Bałtyku [tu duże okręty nawodne to pewna strata w pierwszym dniu wojny]", jest tylko prawdą w wypadku, gdy będą one słabo uzbrojone. Okręty z dobrymi sensorami i sensownym uzbrojeniem będą mogły bardzo długo się bronić i odpowiadać atakiem. Moim zdaniem w relacji koszt efekt najlepiej wypadłby zmodyfikowane Ivery Huitfeldty, wyżej nie ma sensu iść w relacji koszt-efekt.

ant
środa, 22 lutego 2017, 12:02

10/10 i jeszcze połączenie naszych systemów ze Szwecją.

dimitris
wtorek, 21 lutego 2017, 20:14

Jeszcze raz: jestem drastycznie źle nastawiony do zakupu - w przypadku jak dokładnie widoczny na morzu okręt - sprzętu przestarzałego. Odbieram to jako bufonadę, a jednocześnie - w razie wojny - skazywanie ludzi na śmierć, bez większego pożytku dla obrony narodowej. Na stadiony były pieniądze, na trzykroć zbyt rozbudowane osłony autostradowe - były pieniądze, a ludzie na morzu zginąć muszą na darmo i za darmo, czy tak ? To jest ta Rzeczpospolita Polaków ? Przy przeciwniku z ekstraklasy, jak Rosjanie, albo obchodźcie się bez fregat, znacznie tańszym sprzętem ruchomym lądowym czy dronami, albo kupcie ekstraklasę sprzętu. Tak, by polski miał możliwości i atakowania i także obronienia się przed atakiem, nie jako naiwny kamikaze.

kim1
środa, 22 lutego 2017, 13:39

"Dimitris", pełna racja. Zobacz tylko ile kosztuje nowa fregata klasy Álvaro de Bazán, niszczyciel klasy Daring lub Hobart. Myślisz, że politycy, rząd zdecyduje się w najbliższym czasie na taki zakup? Jeśli tak to nie bierzemy fregat z Australii, jeżeli nie to nasza MW nie ma wyjścia. W razie wojny obecne OHP jeszcze mniej mają szans na skuteczną obronę niż te OHP z Australii. Teraz wybieraj i decyduj., bo MW mniejsza czy większa jest nam potrzebna.

Daro
wtorek, 21 lutego 2017, 20:08

Lepiej niech PGZ ostro zabierze się za Stocznie MW i dokończyć Ślązaka jako prawdziwą korwetę wielozadaniową oraz zbudować bliźniaczą jednostkę - wtedy faktycznie zyska nasz przemysł i potencjał MW...nie trzeba szukać innego projektu. To pozwoli wycofać drogie i bezbronne OHP ze służby. Nie stać nas na australijskie półśrodki które są na chwilę...

Kamil
środa, 22 lutego 2017, 10:33

U nas w armii to wszystko robi się pomostowo. Zamiast przeprowadzić gruntowną modernizację Leo2 A4 do A7, to robimy PL. Zamiast skupić się na śmigłowcach i rozplanować ich wymianę na wiele lat to bawimy się w... (no właśnie sam nie wiem w co) i będziemy remontowali stare rzęchy które powinny być powoli wycofywane. Program nowych wież do Rośków gdzieś zaginął, na nowe jednorazowe granatniki nie ma co liczyć, na te wielokrotnego użytku zresztą też. Kryl, Homar - opóźnienia, zakup "nowych" F-16 spełznie na niczym. I można wymieniać i wymieniać... Ale na nic nie ma kasy, w sumie nic dziwnego skoro rocznie na przywileje różnych kast w kraju wydajemy ok. 40 mld złotych, a na obsługę długu publicznego ponad 30 mld.

krzysztof
czwartek, 23 lutego 2017, 12:01

w artykule nie ma informacji o wieku tych jednostek - jeśli maja 20 lat to nie warto, jeśli dziesięć to można rozważyć bo ze statkami to jak z samochodami - podobnie się starzeją

Kos
wtorek, 21 lutego 2017, 19:29

Istotne, że te okręty mają wydłużony pokład nadający się do lądowania seahawków. A może dałoby się je pozyskać razem z tymi helikopterami? To byłaby gratka (link 16 i inne bajery).

22
środa, 22 lutego 2017, 09:56

Fregaty przejąć. Jak najtaniej . Przeprowadzić niezbędne remonty i wykorzystać do szkolenia kadry przeznaczonej na nowe okręty wybudowane w Polskich stoczniach.

kronan
środa, 22 lutego 2017, 09:51

Do all "fachowców" optujących za przejęciem australijskich fregat.Dlaczego żaden z was nie wspomni że marynarka Australii wycofuje Adelajdy bo NIE SPEŁNIAJĄ STANDARDÓW OBRONY PLOT ich marynarki.Jakim cudem będą spełniać nasze skoro Bałtyk jest o wiele wymagającym akwenem.Że niby można je zmodernizować?Tak.Australijczycy już to zrobili i teraz doszli do wniosku że już nie warto tego robić dalej.Jeśli chcecie być uczciwi w tym co piszecie że te okręty to broń 2 lini najwyżej.Właśnie taki skok zrobi nasza MW jeśli kupimy te okręty.I nie ma znaczenia że nasza MW dozna wzmocnienia.Bo jak liczymy teraz wzrost wartości bojowej?Od żenująco słabego jaki ma nasza MW czy do standardów jakie powinny być tak naprawdę?Bądźcie uczciwi i piszcie prawdę że kupujemy,ZNOWU,szrot co powoli staję się standardem w naszej MW :-(

ddt
środa, 22 lutego 2017, 14:33

Poza wszystkimi argumentami za przyjęciem jednak australijskich okrętów, które zaserwowali Ci już inni, jest także taki, że ewentualne pierwsze rodzime nowoczesne okręty, mogące zastąpić nasze fregaty OHP, mogłyby powstać (w najlepszym razie) za 4-6 lat, a i to tylko wtedy, gdy będzie wszystko bez opóźnień. A do tego czasu co? A jeśli Putin, czy ktokolwiek inny zechce się "ruszyć" za rok, czy dwa? Przekleństwem ciążącym nad naszymi planami modernizacyjnymi jest presja czasu. Musimy podnieść swój potencjał jak najszybciej, a taka sytuacja nie sprzyja "mądrym" i "przemyślanym" modernizacjom rozciągniętym na lata, a zwłaszcza nasz MON nie jest w stanie tego zrobić. Tym bardziej, że programy długookresowe musiałyby być kontynuowane przez rządy wybierane w kolejnych kadencjach, co u nas jest mało prawdopodobne. Australijskie okręty są wycofywane, gdyż nie spełniają australijskich wymagań. Dla nas miałyby wiele zalet, jako rozwiązanie doraźne. Choćby zwykłe zastąpienie naszych fregat OHP australijskimi, bez modyfikowania doktryny morskiej (której i tak nie mamy) dałoby nam w obecnej sytuacji więcej korzyści niż problemów. Mówisz, że to broń drugiej linii? A w takim razie, w której linii wg Ciebie są nasze OHP?

Leon
środa, 22 lutego 2017, 12:16

Skoro stare australijskie OHPapy nie spełniają standardów obrony PLOT to co napiszesz o Mieczniku albo Czapli? Tylko bądź uczciwy Adelaidy przewyższają wszystko co mamy i to co chcemy wprowadzić w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Daniel
środa, 22 lutego 2017, 11:57

Bałtyk jest bardziej wymagającym akwenem, niż Pacyfik i Ocean Indyjski? Sprawdź powierzchnię poszczególnych stanów w Australii i długość wybrzeża, a może zrozumiesz, dlaczego nie spełniają wymogów tego kraju.

lo
środa, 22 lutego 2017, 11:38

3/4 Polski jedzie na używanym szrocie z DE to myślisz, że cały kraj-gospodraka ma pieniądze na nowe okręty? Australia wycofuje te okręty bo w pierwszym rzędzie nie spełniają jej potrzeb operacyjnych a nie dlatego, że nie nadają się do użytku! Zobacz mapę a dojdziesz do wniosku jak Royal Australian Navy, że sa to za małe dla nich okręty i ich miejsce mają zająć duże niszczyciele! Drodzy czytelnicy ja też sobie bym życzył nowych okrętów, ale jeśli MON zapowiada ich pozyskanie w latach 2022-2026 to mamy pewność, że program zostanie zrealizowany ok 2030 lub w 2026, ale ścięty o 30% czyli 2 zamiast 3 fregat. Do 2030 mamy 14 lat. Pamiętajmy też jakie szanse ma okręt nawodny na Bałtyku w wojnie z Rosją i czy mamy pieniądze by Bałtyk zabezpieczyć? Sądzę, że nie a na czas pokoju to takie Adelaidy spokojnie mogą u Nas i z 20 lat posłużyć. Z tych 4 okrętów brać 4. Jeden do szkolenia i na części a 3 do remontu. Warunek: zakup ich, 3 remonty i modernizacje uda się zamknąć w koszcie 1 nowej fregaty. Obstawiam, że trzy te fregaty te posłużą łącznie z 55 lat, zatem dłużej niż 1 nowa. Jestem zdania, ze całe MW planowana po 2022 czyli realnie po 2024 poza małymi okrętami i prog. Orką właśnie winna być na "szrocie" postawiona. Zaś oszczędności z tego przeznaczyć na woj. lądowe czy lotnicze, albo 3% PKB czyli NIGDY.

Akanios
środa, 22 lutego 2017, 11:32

Australijskie Adelajdy mają dużo lepsze uzbrojenie przeciwlotnicze niż obecne nasze fregaty OHP (obecnie najbardziej przeciwlotnicze nasze okręty!!!). Co więcej - mają dużo lepsze uzbrojenie plot niż.... planowane Mieczniki. Więc o jakich standardach mamy rozmawiać....? Pzdr.

say69mat
środa, 22 lutego 2017, 11:01

Pomyśl Przyjacielu, jaki jest koszt pozyskania 3 - 4 fregat klasy Álvaro de Bazán, niszczycieli klasy Daring lub Hobart. Czyli okrętów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, z tej najwyższej półki, które są istotnym elementem potencjału odstraszania. Czy nasze elity polityczne są zdolne - intelektualnie - na tego typu rozwiązanie??? Jaką zatem mamy opcję, skoro nasz narodowy przemysł okrętowy nie jest w stanie poradzić sobie z produkcją najzwyklejszej korwety klasy MEKO100??? Może budowę narodowego potencjału produkcji nowoczesnych okrętów wojennych. Należałoby rozpocząć od budowania zdolności naszego przemysłu stoczniowego do obsługi oraz modernizacji fregat klasy OHP.

abc
środa, 22 lutego 2017, 10:34

nie sądzę aby Bałtyk miał być bardziej wymagającym akwenem od wód otaczających Australię. Mogą nie spełniać wymogów OPL dla Australii która ma wielokrotnie dłuższą od naszej linię brzegową ale na naszych kilkaset kilometrów będzie wystarczająca. faktem natomiast jest zagrożenie płynące z takiego rozwiązania czyli - odsunięcie na kolejne lata budowy nowych zdecydowanie bardziej wartościowych jednostek bo znając naszych decydentów zakup jednostek "załatwi sprawę" a potem niech się inni martwią

prawnik
wtorek, 21 lutego 2017, 19:10

Od kiedy to radca prawny zna się na uzbrojeniu ? Faktycznie te fregaty są lepiej uzbrojone i są nowsze od naszych I na chwilę obecną są potrzebne ale czy będą za kilka lat ? Pragnę przypomnieć ze nasze OHp y przechodzą remont :)

waldek
środa, 22 lutego 2017, 13:24

Nasze OHP przechodzą malowanie i remont siłowni, są i będą bezbronne tak jak są teraz, w porównaniu do Adelaide to bezzębne staruszki, nie ma co się podniecać tymi remontami złomu.

wuja
wtorek, 21 lutego 2017, 19:07

Postarajmy się, drodzy Państwo, zwizualizować sobie taką operację. Wyobraźcie sobie jak te okręciki przedzierają się przez bezkresne oceany na drugi koniec świata, żeby do Polski dopłynąć....Sytuacja żenująca, bo nie jesteśmy w stanie samodzielnie podobnych lub nowocześniejszych okrętów wybudować.

Wilk Lądowy
środa, 22 lutego 2017, 20:11

Okręciki? Duże, oceaniczne fregaty. Przedzierają się? Płyną spokojnie, posługując się bezbłędną nawigacją. I tak budowane są na m. in. Północny Atlantyk, który jest najtrudniejszy. Bezkresne oceany? Każdy ocean ma zawsze brzeg i jest co do metra wymierzony. Do Polski dopłynąć? Podjąć służbę w Polsce. Sytuacja żenująca? Sytuacja rutynowa. Kiedyś i tak popłyną do Karaczi. Nie jesteśmy w stanie... ...wybudować? No to kupujemy, jesteśmy roztropni.

Ślązak
wtorek, 21 lutego 2017, 19:02

Absolutnie nie, kasa PMW przeznaczyć na następne Kormorany na holowniki z polskich stoczni, ewentulnie Orka bo bardzo potrzebna a nasze stocznie itak OP nie zbudują

waldek
środa, 22 lutego 2017, 13:26

MW potrzebuje okrętów bojowych z prawdziwego zdarzenia o dużym potencjale uderzeniowym zdolnych do obrony plot a nie kolejnych trałowców i holowników.

nie jestem robotem
środa, 22 lutego 2017, 09:15

Róbmy zrzutę. Serio. Piszmy petycje do polityków. Naród jest ofiarny. Jeśli Państwo wypuści cegiełki oraz obligacje. Stajemy. Tylko trzeba by się zabezpieczyć przed marnotrstwem kasy jak w przypadku ORP króry miał być Jastsząb a wyszedł Koliber (po drodze wchłaniając ponad 1 miliard PLN).

Antex
środa, 22 lutego 2017, 11:29

Jak Państwo wypuści cegiełki ... a naród je kupi - to przejedzą je związkowcy oraz asystenci, lobbyści i "gabinety polityczne". Zamiast na sprzęt pójdą na wina i ośmiorniczki albo na wódkę i kiełbasę. Kwestia gustu. Więc ... na mnie nie liczcie. To jednak HMAS "Adelaide" i siostrzyczki będą mniejszym marnotrawstwem. PS. niech polski przemysł stoczniowy nauczy się produkować dobre korwety ... to za parę lat będzie można pomyśleć o fregatach.

Akanios
wtorek, 21 lutego 2017, 18:59

Nie ma obecnie lepszego pomysłu na reanimacje naszej floty i realne wzmocnienie jej siły bojowej. Podkreślić trzeba pomostowość tego rozwiązania. Ten kto mówi, że Adelajdy mają być zamiast Mieczników i Czapli ucieka od faktycznego problemu - te ostatnie mogą powstać dopiero za kilka lat, a co do tego czasu??? Jeśli nie przejmiemy teraz australijskich OHP to - uwzględniając tempo realizacji przez MON wszelkich zamówień na nowy sprzęt - będziemy mieć flotę zabytków i zdaje się holowników (o ile faktycznie uda się je wybudować - nie chcę zapeszać) Popieram tezy tego artykułu w 100%. Pzdr.

NATOwnik
wtorek, 21 lutego 2017, 18:43

Nie wiem nad czym tutaj dywagowac? Nowych okretow, jakichs przybrzeznych mikrosow nie licze, jak nie ma tak i nie bedzie - powod prozaiczny, brak kasy! Pulaski i Kosciuszko to nieuzbrojone plywajace cele a nie okrety wojenna, na dodatek w katastrofalnym stanie. Polscy marynarze,/technicy znaja juz fregaty OHP, wiec to jest prezent od niebios, gdyz mozna praktycznie z marszu przejac i wcielic te okrety. Na poczatek(natychmiast) przejac juz wycofany HMAS Sydney a za chwile HMAS Darwin, ktory bedzie nastepnym wycofanym z klasy Adeleide. HMAS Melbourne i przede wszystkim HMAS Newcastle sa sporo mlodsze, wiec trzeba "chwile" na nie poczekac, ale oczywiscie rowniez sobie je "zaklepac". Po rzejeciu i wprowadzeniu dwoch pierwszych, mozna Pulaskiego i Kosciuszko zatopic w ramach strzelania treningowego lub sprzedac na zyletki. Okrety niby te same(wszystko OHP), ale zmodyfikowane i dozbrojone Adeleide sa calkowicie inna klasa, niz polskie OHP i nie ma nawet co porownywac. Panie Antek, nie bajamy o helikopterach, tylko mnie tu szybko te fregaty z Australii sprowadzic prosze!

maruda
wtorek, 21 lutego 2017, 21:19

Pułaskiego i Kościuszko to można by było ożenić Ukrainie w zamian za jakieś potrzebne nam technologie, co jak co ale marynarki wojennej nie wykorzystają przeciwko nam nawet jak by chcieli.

dimitris
wtorek, 21 lutego 2017, 20:06

A nie obawia się Pan, że te niebardzo nowoczesne fregaty, trochę przestarzale uzbrojone, przeciwnik tak nowoczesny, jak Rosjanie zwyczajnie zdmuchnie z powierzchni morza, w razie konfliktu, efekt obronny żaden, a szkoda ludzi ?

Fik
wtorek, 21 lutego 2017, 20:03

Pułaski na złom, to po co już od dłuższego czasu stoi na stoczni Nauta, co z resztą każdy może zobaczyć w Gdyni z estakady

bloozyfloozy
wtorek, 21 lutego 2017, 18:42

"Polskie firmy zarobią, bo pomogą w serwisowaniu i remontach. W takiej sytuacji należy gruntowanie przyjrzeć się propozycji pozyskania fregat od Australii, gdyż na takim ruchu nikt nie traci." - NIE, NIE i jeszcze raz NIE!!! Jak weźmiemy te fregaty to na pewno stracimy - remont i zakup potrzebnego do nich uzbrojenia sprawią, że będzie mniej kasy na nowe okręty i jak to bywa u nas w końcu ktoś stwierdzi: "a jak już są te to po co nowe, a na pewno nie w takiej ilości w jakiej miały być". Dość robienia złomowiska z naszych SZ! Jak ma być zrobione szybko to wcale nie musi być drogo - podpisać umowę np. z DCNS na zasadzie takiej, że robimy fifty-fifty - oni robią u siebie a my u siebie - w taki sposób dwa razy szybciej będzie wszystko gotowe.

Marek1
wtorek, 21 lutego 2017, 20:27

O czym ty bredzisz ?? My juz NIE prawie mamy MW i najwcześniej cokolwiek zostanie wybudowane i wprowadzone do służby NIE wcześniej niż za 10-12 lat !!! Zdecydowanie lepiej pozyskać naprawdę solidnie zmodernizowane i uzbrojone Adelajdy zdolne do służby przez ok 15 lat niż nie mieć NIC przez co najmniej dekadę. Koszt pozyskania Adelajd nie przekroczy 20% kosztu nowych jednostek z DCNS, na które i tak trzeba będzie poczekać co najmniej 5-8 lat. Ps. Adelajda wyposażona w SM-2MR stojąca np. w okolicach Mierzei Helskiej stanowiłaby doskonałe wzmocnienie obr. powietrznej infrastruktury Trójmiasta.

Ściana wschodnia
wtorek, 21 lutego 2017, 19:10

TAK,TAK,TAK Brać jak najszybciej. Bo widzisz kolego pewnie będzie tak jak mówisz jeśli je weźmiemy. Rzecz w tym że jak ich nie weźmiemy to też niestety ktoś kiedyś powie że w sumie nie ma kasy i MW nie jest najważniejsza i tym sposobem nie będzie NIC!

Moldke
środa, 22 lutego 2017, 22:07

Reasumując Adelajdy albo długo długo nic I radze brać je szybko

Patcolo
wtorek, 21 lutego 2017, 18:31

Sytuacji MW RP już się nawet nie chce komentować.

nie wiem
wtorek, 21 lutego 2017, 21:42

To może zupełnie sobie odpuścić i postarać się o przyzwoitą obronę wybrzeża i może małe lotninctwo morskie tak dla zachowania twarzy?

lewa_burta
wtorek, 21 lutego 2017, 18:30

Jeżeli Polska ma ambicję posiadania Marynarki Wojennej to nie ma innego wyjścia. Używane fregaty to w tym wypadku postęp technologiczny w stosunku do obecnych zasobów jednostek nawodnych. W międzyczasie trzeba będzie solidnie przyłożyć się do realizacji pozostałych programów morskich. Podsumowując można powiedzieć, że okręty z Australii dadzą więcej miejsc do obsadzenia dla "wygłodniałych" morza marynarzy, ponadto pozwolą poprawić jakość środków rażenia woda-powietrze, woda-woda oraz poluzują nieco ciasną pętlę degradacji jakościowej MW, która od kilkunastu lat mocno trapi ten zasłużony rodzaj sił zbrojnych RP. Decyzje MON pokażą, czego tak naprawdę chcą decydenci i czy dostrzegają w tych fregatach jakąkolwiek szansę dla MW.

dimitris
wtorek, 21 lutego 2017, 20:36

Wobec stałej bliskości świetnie wyposażonego przeciwnika, fregaty winny być topowo nowoczesne, lub żadne. A smutne wraki na dnie, kolejne takie smutne wraki na dnie, nie są Polsce potrzebne, ani żaden MON świata nie ma takiego prawa moralnego - wysyłać ludzi na pewną, a zbędną śmierć.

JanekM
środa, 22 lutego 2017, 15:17

Norwegowie zbudowali 5 fregat typu Fridtjof Nansen z systemem AEGIS w 6 lat, po 1 rok z kawałkiem mniej więcej każda.. od zamówienia do wejścia do służby ostatniej - 10 lat, łączny koszt 3.8 mld $ (15 mld pln - to "tylko" o 2 więcej niż miało pójść na Caracale :)) Da się? Dogadać się, pozyskać licencję, budować równolegle 2 u nas i 2 u nich... OHP może się przez ten czas nie rozpadną

PRS
czwartek, 23 lutego 2017, 12:31

Ta... I dwie z nich są dosłownie ,,kastrowane" z ,,części zamiennych" na rzecz utrzymania zdolności ,,wyjścia w morze" trzech pozostałych. Nie wiem czy do dnia dzisiejszego wszystkie zostały wyposażone w zaplanowane i przewidziane uzbrojenie i elektronikę (np. zestawy obrony bezpośredniej OPL SAK 40/L70 Mk 3).

say69mat
środa, 22 lutego 2017, 20:30

Drobiazg ... Norwegia ma złoża gazu ziemnego czerpane z dna Morza Norweskiego i Północnego. Stąd finansowanie fregat z systemem AEGIS nie jest problemem.

KrzysiekS
środa, 22 lutego 2017, 20:24

JanekM I to jest lepsza wersja zamówić nawet 3 nowe nawet jeżeli tylko 1 wybudują w Polsce to i tak uzyskają zdolności przemysłowe a MW będzie w końcu miała coś sensownego.

mc
środa, 22 lutego 2017, 19:46

"Nie da się". Jeżeli proponujesz wydanie 15 mld PLN na fregaty to napisz z czego musimy zrezygnować. Wybór masz ogromny: - obrona przeciwrakietowa - własne systemy rakietowe (Homar) - Kraby, Raki - F-16 itd., itd.

tomek
wtorek, 21 lutego 2017, 18:26

Ciekawe rozwiązanie, jeśli tylko cena byłaby korzystna to nie ma się co zastanawiać (te jednostki długo były by najmocniejsze w MW)

dimitris
środa, 22 lutego 2017, 08:39

Siły i środki winny być te, których przeciwnik będzie mieć powody obawiać się, czyż nie tak ? Ludzie, zaimportujcie może trochę rozsądku ! Przecież to jest wszystko kupowane faktycznie na kredyt, Polska wciąż zadłuża się i czy jest jeszcze ktoś, kto o tym nie wie ?

Mir
wtorek, 21 lutego 2017, 18:26

Jeśli nie są to kosmiczne pieniądze to należy nabyć te zmodernizowane okręty. Nasze zdolności stoczniowego do budowy większych okrętów szybko się nie pojawią.

KrzysiekS
środa, 22 lutego 2017, 08:01

U nas rozwiązania pomostowe są wieczne poza tym jak wliczymy że kupujemy je z uzbrojeniem to po pierwsze nie będzie tanio a po drugie będziemy mieli dodatkowe koszty utrzymania tak zróżnicowanego uzbrojenia. Obrazowo koszty będą się rozrastać jak gałęzie drzew. Nie rozumiem mamy nowy kadłub okrętu a rezygnujemy z jego uzbrojenia ale chcemy kupować stare okręty z innym uzbrojeniem całkowicie bez sensu.

ffg
środa, 22 lutego 2017, 12:08

Mamy kadłub okrętu... - ale dalej nie potrafimy nic z nim zrobić, powtarzam - nie potrafimy. A fundusze na modernizacje MW się rozchodzą - Gawron - bez żadnych korzyści dla MW. W obecnej koncepcji mają być w pierwszym rzędzie przeznaczone na "ratowanie" stoczni i ich otoczenia. Dzisiaj zbudowanie okrętów bojowych w Polsce to mrzonka, ale nie chodzi o zbudowanie, ale ich budowanie - powielanie sytuacji Gawron. Za pieniądze MW stocznie mają dalej tylko trwać - konsolidując się, zmieniając system właścicielski, wdrażając programy naprawcze, itd. Budowa okrętów jest na dalekim ich planie. Jest rzeczą charakterystyczną, że stocznie w najgorszej kondycji chcą sięgać po fundusze MON najbardziej ochoczo - nic nie potrafią zbudować, ale w sferze deklaracji rzucają się na budowę okrętów podwodnych. MW jest zakładnikiem, ogólnie rzecz ujmując, przemysłu okrętowego i decydentów politycznych, którzy z różnych powodów starają się go utrzymać i reanimować w obecnej skompromitowanej formie - faworyzując zresztą nieudaczników kosztem zakładów w branży najlepszych. To bractwo trzeba naprawiać (ale kto ma to zrobić?) i dopiero wtedy poważnie myśleć o powierzeniu im modernizacji MW. Do tego czasu, aby nasza flota przeszła przez ten trudny okres, rozwiązanie proponowane przez autora - fregaty australijskie - to optimum. Powtarzam - dzisiaj budowa okrętów bojowych w Polsce to mrzonka.

krajan
środa, 22 lutego 2017, 02:33

Od dluzszego czasu pisalem o koniecznosci przejecia fregat australijskich Tych ktorzy sa za pozyskaniem nowych okretow w chwili kiedy nasze stocznie nie posiadaja zadnego doswiadczenia w budowie nowaoczesnych okretow, to welka mzonka nie wspomne o finansach czego przykladem jest Gawron przechszczony na Slazaka dla zmylki Jak mialem kase i system podatkowy byl przyjazny dla firm, to nabywalem nowe samochody Obecnie kupuje w srednim wieku, uzywane, lepsze niz ze szrotu, jak i solidniejsze niz nowe nizszej klasy Uczmy sie gospodarowac od innych nawet mniejszych krajow jak chocby Finlandii Ostatnio zakupili oni uzywane haulbice ze znacznie nowoczesniejsza armata od tej z HSW za cene trzykrotnie nizsza niz te polskie nowe Od Holendrow kupili nowoczesniejsze Leopardy 2 A6 znacznie taniej niz my od Niemcow , nie mowiac o kosztach modernizacj darmowych A4 z pieciokrotnym przeplaceniem w finalnym rozliczeniu niz oni Tu trzeba zadzialac szybko najlepij na najwyzszym szczeblu rzadowym, by uprzedzic posrednikow podbijajacych wielokrotnie cene

KrzysiekS
środa, 22 lutego 2017, 13:59

Zakup tych fregat jest tylko sensowny pod warunkiem że zapominamy o planach MIECZNIK CZAPLA i kupujemy jedynie OP.

bolo
środa, 22 lutego 2017, 15:36

I to byłoby sensowne rozwiązanie. Gdyby jeszcze dozbroić Ślązaka. Wtedy Adelajdy, być może nawet trzy, używane byłyby do pilnowania szlaków morskich poza Bałtykiem, którymi będziemy sprowadzać ropę i gaz. Ślązak z Orkanami pilnowaliby porządku na Bałtyku od Danii do Świnoujścia. Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe pilnowałyby Bałtyku przy wschodniej części naszego wybrzeża a okręty podwodne trenowałyby niszczenie Nord Stream na całej długości. Adelajdy 10 lat a nawet więcej będą w stanie skutecznie wypełniać zadania daleko od Polski. A w tym czasie może ruszy budowa czegoś co je zastąpi może nawet w większej liczbie i większym tonażu.

Victor
czwartek, 23 lutego 2017, 15:17

No jak to brać? Tak po prostu? A co z offsetem? MON powoła odpowiednią komórkę dla przeprowadzenia dialogu technicznego, zamówi przekroje dla celów szkoleniowych i już za jakieś 2-3 lata będzie gotowy do rozmów w tej sprawie, po uwzględnieniu przeniesienia do nowo nabytych polskich stoczni zagranicznego know-how.

olo
środa, 22 lutego 2017, 13:47

Ludzie Polska wydaje na armię 11 mld $ i z roku na rok będzie to kwota większa. Izrael wydaje 16 mld. Teraz porównajmy armię Izraela i zagrożenia z jakimi musi walczyć i Polskę która dalej w spokoju może reformować armię. Polska nie ma broni atomowej i prawie 200 tys armii gdzie ludzie zarabiają 3-4 x więcej niż polscy żołnierze.Tu nie chodzi o brak pieniędzy tylko brak KOMPETENTNYCH LUDZI którzy potrafią ustawić priorytety i je realizować mimo nacisku lobbystów z różnych stron. Przecież my miliardy wydajemy na prowizorkę patrz OHP,Mig29,Su22,BWP, OT a nie mamy zakończonych najważniejszych przetargów WISŁA,NAREW,HOMAR + zakup może i F-16 ale w wersji V. Jak to zakończymy możemy bawić się w OT czy czołgi które są typową bronią ofensywną a nie obronną.My powinniśmy iść drogą KRD czyli licencje na których się uczy nasz przemysł zbrojeniowy a nie wywarzanie otwartych drzwi patrz KRAB.

dropik
czwartek, 23 lutego 2017, 08:50

armia z poboru. i lepiej nią zarządzają . bez 2 zdań. To jest to czego musimy się nauczyć. Tak jak kupować uzbrojenie - tego też jeszcze nie umiemy

oskarm
czwartek, 23 lutego 2017, 00:31

@olo Podejrzewam, ze jakbysmy dostawali gratis od USA 3 mld USD rocznie na zakupy uzbrojenia, to tez bysmy wygladali inaczej. To byloby podwojenie kasy na modernizacje.

Ad_summam
środa, 22 lutego 2017, 13:34

A myślałem że temat już umarł. Ktoś w WP i IU się tym zajmuje? Mam na myśli analizą nabycia tych fregat.

laik
wtorek, 21 lutego 2017, 23:55

Jezeli juz szukac takich rozwiazan, to wydaje mi sie ze dogadanie sie z niemcami w celu pozyskania ich wycofywanych fregat typu f-122 bremen jest lepszym pomyslem.

NATOwnik
środa, 22 lutego 2017, 13:40

Ogolnie jestem za scisla wspolpraca z Niemcami, ale w tym wypadku pozwole sie nie zgodzic, poniewaz wszystko przemawia za fregatami Adelaide. Niemieckie okrety sa uzywane bardzo intensywnie i sa juz bardzo zuzyte. To jednak kwestia "ogledzin" i subiektywnej decyzji w razie zakupu. Drugi argument i bardzo wazny, Adelaide to zmodernizowane i mocno "podrasowane" fregaty OHP, ktore MW posiada i moznaby przejac je "z marszu" bez dlugich i kosztownych szkolen. Wszystkie systemy i dokumentacja sa opisane/oznaczone po angielsku, to tez jakis plus. Na koniec najwazniejsza sprawa, Bremenki sa fajnymi universalnymi fregatami, ale ich OPL jest nieporownywalnie slabsza od tej na Adelaidach! Archaiczne Sea Sparrow (Niemcy ich nie wymieniali, poniewaz to "pomocnicze" okrety a nie ochrona OPL grup, do tego maja inne okrety a po co wchodzic w koszty, jak okrety te sa wycofywane ze sluzby - 5 juz wycofano, 1 w tym roku a dwa najmlodsze za 3/4 lata) nie sa niczym wartosciowym w dzisiejszych czasach. Jedynie system RAM, czyli OPL krotkiego zasiegu/besposredniej obrony okretu jest TOP i przewyzsza Phalanxy na Adelaidach - tyle, ze Niemcy zawsze podczas wycowywania okretu demontuja ten system i "pragmatyczni, jak to oni" montuja na nastepcach. ESSM i SM2 na Adelaide to bardzo porzadna OPL i calkiem inna jakosc, ktora moze zapewnic ochrone calej grupie okretow lub chronic wiekszy obszar, w zaleznosci od zadania.

yui
wtorek, 21 lutego 2017, 23:44

Okręty, które zamierzamy pozyskać (ich budowa w naszych stoczniach to fantazjowanie) - Miecznik, o Czapli nie wspominając, swoimi założonymi zdolnościami bojowymi nawet się nie zbliżą do fregat australijskich. Zgadzam się z autorem - idealne jako rozwiązanie pomostowe - do czasu wejścia do służby Mieczników +, takich jakie są MW RP potrzebne.

kopyto
wtorek, 21 lutego 2017, 23:42

szacowany koszt 25% nowych jednostek. jesli prada to chyba duzo hajsu na taki zlom

Tom
wtorek, 21 lutego 2017, 23:23

Jeżeli zdecydujemy się na zakup używanych fregat od Australii to program budowy nowych okrętów nawodnych w Polsce w dającej się przewidzieć przyszłości nie ruszy. Panowie zejdźcie na ziemię. Dokładnie taka sama sytuacja była przed laty z fregatami OHP które też miały być rozwiązaniem pomostowym " tylko na chwilę". Prowizorki są najtrwalsze.

qwe
środa, 22 lutego 2017, 10:59

Kula u nogi naszej MW - fundusze na jej modernizację maja przede wszystkim służyć "ratowaniu" polskich stoczni i ich otoczenia. Obecnie nie są w stanie nawet myśleć o zbudowaniu okrętów - ale nie muszą - one maja budować okręty - powielać Gawrona. Za pieniądze MW mają dalej jedynie trwać i podejmować próby własnej modernizacji, konsolidacji, reformacji, reorganizacji, itd. ... .

jkl
środa, 22 lutego 2017, 01:18

Po OHP program budowy nowych okrętów nawodnych ruszył - mamy Gawrona / Ślązaka / .... .

Smuteczek
środa, 22 lutego 2017, 00:39

Wez jednak pod uwage nasze stocznie .. gdzie nie chodzi o to by cos zbudowac ale by budowac bez konca jedna i ta sama rzecz i tym faktem uzasadniac koniecznosc "trwania" samej stoczni. Biorac to pod uwage chyba jednak lepiej kupowac stare złomy

Luke
wtorek, 21 lutego 2017, 23:16

Po co nam moze jak go nie mamy czym bronic, Polska MW juz prawie zatonela!

bolo
środa, 22 lutego 2017, 12:16

Jak nie mamy czym bronić jak mamy NDR z rakietami NSM

Alinawaza
środa, 22 lutego 2017, 00:52

Ponad połowa okrętów MW jest przyspawana do keji. Jedyny cel na WW jaki ma MW to wypłynąć na kanał portowy i zatopić okręty na wejściu do portu. I to tyle. Przeciwnik portu tak szybko nie zajmie jak nie wpłynął statki.

Boczek
sobota, 25 marca 2017, 12:11

Czyli tak... Weźmiemy sobie jeszcze kilka znienawidzonych OHP, których utrzymanie kosztuje horrendalne sumy. Ale za to będą młodsze - o 2 lata! Dołożymy sobie trzeci typ SSM - może jeszcze poprosimy Niemców o Exocet'y, których się pozbywają, to będziemy mieli 4. Dwa rożne heli ASW, też nie są złe - a czemu nie, jak już to na bogato. Kompletnie nieprzydatny na płytki Bałtyk sonar nie jest zły, bo jak wypłyniemy na ocean to będzie jak znalazł. A te 2 kupione stocznie, to kto teraz będzie utrzymywał, skoro nic nie będą budowały? Czy będą stały dla ozdoby na biurku w MON? M+C zostały zerwane we wrześniu. Dziś wychodziłyby zamówienia na stal. Za 2 lata odbywałyby się próby w morzu! Byłyby to okręty przycięte na nasze potrzeby! KTO ZAWALIŁ SPRAWĘ!?

dropik
czwartek, 23 lutego 2017, 08:41

nie po to minister kupuje stocznie żeby teraz kupować "stare łajby" ;) Fregata "Biały Miś" zostanie zbudowana. I łodzie , te podwodne, o zdolnościach przeciwrakietowych - jak wszystko co kupuje Mon

Lord
środa, 22 lutego 2017, 12:47

Koncepcja zakupu fregat jest chyba jedyną możliwą ze względu na brak pieniędzy modernizację sił zbrojnych. Widać teraz, że nie ma pieniędzy na programy zbrojeniowe, które wymagają dużych zasobów finansowych. Przykłady: 1. przesunięty zostanie zakup śmigłowców szturmowych, 2. został ogłoszony przetarg na 8 śmigłowców dla sił specjalnych i 8 dla marynarki, są to nie zbędne zakupy dla tych sił, bo bez tych śmigłowców marynarka wojenna nie będzie miała śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych, a nasze siły specjalne nigdzie nie polecą, ze względu na stare śmigłowce, 3. zakup myśliwców - rozważa się zakup F - 16 jest to dobra alternatywa jeśli nas nie stać na F35 i F18 Hornet itp. 4. realizuje się obecnie obronę rakietową wisła, narew powoli jest realizowana i jeszcze będzie realizowane rozwiązanie pomostowe. Te działania są wykonywane, bo nie ma środków na nowszy sprzęt w naszym budżecie i te osoby które mają tego świadomość idą w kierunku zakupów starszego sprzętu. Szkoda, że nie jest to przedmiotem rozmów, żebyśmy mieli świadomość, że nasz armia nie jest wstanie się obronić przed atakiem i możemy tylko liczyć na sojuszników w tym chyba tylko na USA, a oni potrzebują kilka miesięcy na przerzut wojsk w rejon konfliktu. Nie chce źle się wypowiadać, ale nie wiem czy przypadkiem we wrześniu 1939 roku byliśmy lepiej przygotowani do wojny, bo jeśli tak to w ciągu 14 dni zostaniemy pobici i podbici myśląc, że mam siły zbrojne zdolne do obrony naszych granic. Zostanie nam obrona terytorialna, która będzie czekać aż przyjdą sojusznicy i znowu jako społeczeństwo zapłacimy daninę krwi. Mam dzieci i to mnie przeraża, że będą kolejnym pokoleniem Kolumbów.

kim1
środa, 22 lutego 2017, 14:40

Pełna zgodna. I kto do tego doprowadził? Dlaczego my, społeczeństwo na to pozwoliliśmy? Biernie przyglądając się co się wyprawia od 25 lat w naszym państwie. Stan naszyej gospodarki, możliwości finansowe to wypadkowa rządów po "transformacji" ustrojowej. Pomyśleć taka Korea Płd. Chiny nawet Czechy jaką przeszły transformację ustrojową a co nam wyszło? Kraj 36 mln. ludzi a nie stać nas na nowoczesną armię.

edi
środa, 22 lutego 2017, 13:32

W 1939 byliśmy dużo gorzej przygotowani. Nie było NATO a mobilizacje ogłoszono za pięć 12. Do tego Wojna trwała 28 dni i napadnięto nas z 2 kierunków. Jakby nie Rosjanie wojna trwała by jeszcze z miesiąc czy nawet dwa.

gość z ulicy
wtorek, 21 lutego 2017, 22:47

"Koszt pozyskania Adelaide będzie stosunkowo niski wliczając w to zakup uzbrojenia oraz niezbędne remonty i prace przystosowawcze" - oczywiście, bo fregata to w sumie taki Leopard od sąsiada zza miedzy za symbolicznego Euro...

Krzysiek Jarzyna ze Szczecina
środa, 22 lutego 2017, 01:21

Weź pod uwagę słowo "stosunkowo". Jeśli mielibyśmy porównac koszt budowy calego okrętu w stosunku do remontu, to te koszty będa dużo mniejsze. Bardziej poprostu obawiam się, że sprzedadzą nam szrot.

Mietek
wtorek, 21 lutego 2017, 21:49

MON powinien wybadać chęci, terminy i cenę, ekipa wojskowo-techniczna (np. marynarze), powinna pojechać i wybadać organoleptycznie, jaki stan okrętu i uzbrojenia i można wtedy kalkukolować co i jak.

xyz407
środa, 22 lutego 2017, 11:49

Skupić sie na okretach podwodnych i wyposazeniu Ślązaka, oddaniu Kormorana. Gdyby chodziło o przejęcie tych nowszych fregat z lat 90-tych za korzystną cenę to tak.

banka
wtorek, 21 lutego 2017, 21:06

To są fregaty więc nie koliduja z produkcją nowych okrewtow. Korwety i patrolowce i tak muszą powstać .

BUBA
wtorek, 28 lutego 2017, 00:40

To bardzo dobry pomysł w szczególności jeżeli chodzi o OPL. Zachodnie wybrzeże powinno być bardzo silnie bronione a w szczególności rejon Szczecina. Niestety te prawdziwe lotnictwo morskie rozwiązano, które mogło by wraz z OHP bronić wybrzeża Zachodniej Polski i tamtejszej infrastruktury.

Kaleś
wtorek, 21 lutego 2017, 20:44

Pamiętam jak w 2000 przejęliśmy od Amerykanów fregatę aby utrzymać załogę Warszawy do czasu zbudowania nowych korwet. Tymczasem fregaty się zestarzały a na korwetę brakło kasy! Podobnie będzie z Adelajdami - nie zbudujemy ani Mieczników ani Czapli - nas po prostu NIE STAĆ na półśrodki. Na Boga, jeżeli wreszcie zostały opracowane strategie i plany to się ich trzymajmy a nie żyjmy marzeniami o Wielkiej Flocie....

mc
wtorek, 21 lutego 2017, 23:46

Niestety opracowane strategie i plany to właśnie marzenia o wielkiej flocie. Nie stać nas na nic innego niż "te staruszki". Jeśli się uda niech próbują odbudowywać polskie stocznie, ale to zajmie 10-15 lat. Pamiętaj zgromadzenie dobrych projektantów (nawet jeżeli opierasz się o licencje i tak musisz włożyć własne pomysły - to są okręty, a nie F 126p), inżynierów, spawaczy, specjalistów od osprzętowienia, mechaników, itd. To są lata, a właściwie długie lata.

Chriss
środa, 22 lutego 2017, 11:23

Ze łzami w oczach, ale chowając dumę i pychę, chyba będziemy musieli je kupić. Przez przynajmniej dekadę, nie mamy co liczyć na cokolwiek nowoczesnego. Na cokolwiek z naszych stoczni. Jak kraj 3go świata, ech....

dk.
środa, 22 lutego 2017, 13:32

Musimy ? A kto nam to każe ? Przy niedostatku środków, logiczny wybór to po pierwsze: a) wydatki, mogące wywołać u nieprzyjaciela jak największe straty, naszym niewielkim kosztem b) wydatki, możliwie najbardziej podnoszące naszą zdolność do obrony, zwłacza na głównym i pewnym kierunku uderzenia. Fregaty nie należą do żadnej z tych kategorii. Przypomnę, że nie mamy też ani dość sprzętu p/panc, p/lot ani nowego wyposażenia podnoszącego wartość polskich "bojowych" staroci z lat 70-tych, przez MON ewidentnie planowanych jeszcze na dalszych 30 lat użytkowania. (Obliczenie: potrzeba wymiany około 1200 bwp i wersji specjalistycznych, podzielona przez planowaną produkcję 50 rocznie, plus planowane jeszcze lata oczekiwania na produkt seryjny, co da kolejnych 30 lat, czyli użytkowanie nawet 60-70 -latków) - Poproszę Panów o logiczne uzasadnienie czemu bardziej dla obronności ważne są te fregaty, zwłaszcza, jeśli stare.

edi
wtorek, 21 lutego 2017, 20:35

Jakie pomostowe to prowizorka a te są trwałe. To jak kupowanie zużytych opon które starcza na tydzień czy dwa. Szkoda kasy bo to nie będzie za przysłowiowego 1 $. Lepiej te pieniądze przeznaczyć na zakup konkretnych NOWYCH jednostek które będą służyć kilkadziesiąt lat.

kim1
środa, 22 lutego 2017, 13:25

Owszem ale dlaczego do tej pory nie zakupiono NOWYCH jednostek. Był na czas od 2000 r. Myślisz, że nagle teraz rząd kupi nowe okręty? Stare już się zaczynają sypać.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama