Reklama
Reklama

Francusko-niemiecki spór o europejską zbrojeniówkę [KOMENTARZ]

13 listopada 2018, 14:54
Leclerc Eurosatory
Fot. A. Hładij/Defence24.pl.

Choć Francja i Niemcy planują wspólnie zacieśniać europejską współpracę obronną, to już teraz napotyka ona na przeszkody związane z priorytetami politycznymi obu państw.

Władze Francji i Niemiec zgodnie deklarują, że chcą zwiększać zakres współpracy obronnej. W tym celu planują wykorzystać nowe europejskie instrumenty, takie jak kooperacja strukturalna w ramach PESCO, czy Europejski Fundusz Obronny. W praktyce jednak już dziś dochodzi do sporów państw aspirujących do miana liderów kooperacji na kontynencie.

  • Pierwszym obszarem jest eksport uzbrojenia. Niemcy chcą, aby wspólne projekty z ich udziałem podlegały bardzo restrykcyjnym zasadom sprzedaży uzbrojenia za granicę, w szczególności do krajów pozostających poza strukturami UE i NATO. Po zabójstwie saudyjskiego dziennikarza w Turcji Berlin wstrzymał eksport uzbrojenia do Arabii Saudyjskiej (włącznie z realizacją istniejących kontraktów) i wezwał do tego również inne państwa. Sprzeciwił się temu prezydent Macron. Co więcej, jak donosi Reuters powołując się na Der Spiegel, władze Francji przekazały jeszcze we wrześniu stronie niemieckiej, że przychody z eksportu to ważny element finansowania programu nowego myśliwca (jednego z dwóch flagowych projektów) i nie powinny one być ograniczane. Stoi to w ostrej sprzeczności z polityką Berlina, który – pod naciskiem dużej części opinii publicznej – chciałby, by eksport do „krajów trzecich” był ograniczany.
  • Drugim jest współpraca z USA. Francuski prezydent Macron w niedawnym wywiadzie dla CNN wezwał, by zwiększone budżety obronne krajów europejskich były przeznaczane nie na zakupy uzbrojenia w Stanach Zjednoczonych, a na dążenie do strategicznej autonomii Europy. Odbyło się to tuż po tym, jak Bundestag wyraził wstepną zgodę na realizację programu niemieckiego ciężkiego śmigłowca, który najprawdopodobniej będzie pozyskany w USA. Również inne programy zbrojeniowe w Niemczech, jak choćby system obrony powietrznej TLVS, mają być realizowane w kooperacji ze Stanami Zjednoczonymi. Francja, tradycyjnie rozwijająca własne zdolności w szerokim zakresie dąży do maksymalizacji strategicznej autonomii, podczas gdy Niemcy – opowiadając się za zwiększeniem współpracy w ramach UE – traktują to jako ważny kierunek, ale nie zamykają się na inne. Obok USA, ważnym partnerem Berlina jest także pozostająca poza strukturami UE – i ściśle współpracująca z Waszyngtonem – Norwegia, z którą Niemcy realizują plan modernizacji marynarki wojennej (zakładający zakup okrętów podwodnych typu 212CD i pocisków NSM dla obu państw). Częściowo jest to uzasadnione inną specyfiką niemieckiego i francuskiego przemysłu obronnego, ale różnice w podejściu obu państw są widoczne gołym okiem.

Występowanie tak poważnych różnic oczywiście nie oznacza, że najważniejsze projekty kooperacyjne muszą zakończyć się fiaskiem, niemniej mogą one wywierać wpływ na przebieg poszczególnych programów, czy nawet kształt instrumentów współpracy przemysłowej. Co więcej, kształt tych sporów może być różny w zależności od konkretnego programu.

Przykładowo, program myśliwca nowej generacji kierowany przez Francję będzie w relatywnie dużym stopniu zależny od eksportu m.in. biorąc pod uwagę, że floty państw europejskich będą w części nasycone myśliwcami F-35, jak i uwzględniając redukcje w lotnictwie taktycznym. Eksport będzie więc niezbędny, by budowa nowego samolotu była opłacalna.

Z kolei jeśli chodzi o projekt czołgu nowej generacji, to prezes niemieckiego KMW (będącego częścią holdingu KNDS) Frank Haun zasugerował w kwietniu br., aby skupić się na sprzedaży broni europejskim sojusznikom. Dodał, że na kontynencie będzie zapotrzebowanie nawet na 5000 czołgów do 2050 roku. - Jeżeli w Europie kupujemy tylko europejskie produkty, nie potrzebujemy eksportu uzbrojenia do państw trzecich – stwierdził w wywiadzie dla „Handelsblatt”. Warto dodać, że zainteresowanie udziałem w programie nowego czołgu wyraziła Polska, o czym mówił w wywiadzie dla Defence24.pl szef MON Mariusz Błaszczak.

Współpraca zbrojeniowa państw europejskich ma długą historię (można wspomnieć np. programy Jaguar czy Milan – dotyczące systemów uzbrojenia często już wycofywanych z linii) i z pewnością będzie dalej zacieśniana. Samodzielny rozwój części systemów uzbrojenia przy relatywnie nielicznych siłach zbrojnych i dużym stopniu skomplikowania technicznego może być po prostu nieopłacalny.

Obecnie Francja i Niemcy chcą być na czele kooperacji państw Starego Kontynentu, i wzmocnić ją poprzez odpowiednie kształtowanie instrumentów Unii Europejskiej. Interesy Berlina i Paryża są jednak, przynajmniej w pewnych obszarach, rozbieżne, co może spowalniać lub utrudniać realizację projektów kooperacyjnych, a także wpływać na ich kształt. Warto o tym pamiętać, również przygotowując polski przemysł do poszerzenia współpracy ze zbrojeniówką UE.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
Marek
czwartek, 15 listopada 2018, 13:50

@Boczek Kto nam broni? Pewnie KMW i NEXTER. I masz rację. Pozwolą na wszystko, co da im większą kasę. A, że chcą mieć monopol największą kasę da im robienie nowych czołgów u siebie.

Boczek
niedziela, 18 listopada 2018, 20:02

...co im nie daje gwarancji, że my je kupimy. :O

Pett@pett
środa, 14 listopada 2018, 13:14

Będą nas doić. Ciekawe co będzie z dostawami części i remontami w czasie ewentualnego konfliktu zbrojnego?

ccc
środa, 14 listopada 2018, 09:54

Nie ma, nie będzie żadnej współpracy a tym bardziej wspólnego czołgu zapamiętajcie to.

As
środa, 14 listopada 2018, 07:00

Ostatnio jak Francja ogłosiła, że będzie wojować to za nią na wojnę z Islamistami musiała pójść Rosyjska armia załatwiając przy tym kilka swoich grubych tematów. Teraz wygląda na to, że trzeba stworzyć jakieś nowe uwarunkowania w stylu Wy się bijcie, my będziem Wam naboje dostarczać. Przy czym stworzyć nowy układ z krajami nie narażonymi na agresję Rosji, żeby mieć podstawy do odrzucenia zobowiązań NATOwskich. Mieć takich przyjaciół to gorzej niż oficjalnie wroga.

ww
środa, 14 listopada 2018, 05:44

Polska nie jest w żadnym sporze ponieważ "Polska nie ma kompetencji dlatego nie potrzebuje transferu technologii" a samą broń zamierza kupować z "półki" w jednym tylko kraju. Licząc na bazy Polska nie rozwija własnych kompetencji ani zdolności technologicznych - jakby to wyglądało gdyby wsparcie sojusznika nie było na tyle niezbędne by umniejszać potrzebę budowy baz w Polsce ?

Harry 2
środa, 14 listopada 2018, 00:06

@ Boczek - Oczywiście, że nam nikt nie broni tyle, że pozwolą nam do sprzętu robić śrubki.

Boczek
środa, 14 listopada 2018, 16:03

Nie przesadzaj. Pozwolą na wszystko, co da im większą kasę.

:-(
wtorek, 13 listopada 2018, 21:36

A czy my w najbliższym czasie zdołamy wygrzebać się z niemocy organizacyjnej aby móc przystąpić do kooperacji choćby w jednym ze wspólnych europejskich programów zbrojeniowych? Nie jest prawdą, że nie mamy fachowców. My nie mamy zorganizowanych zespołów ludzkich, firm a zwłaszcza dużych jednostek organizacyjnych. W powyższym stanie jedynym wyjściem byłoby rozpoczęcie już dziś nazwę to ćwiczenia - arbitralnego ustawiania kooperacji - zbrojeniówka, firmy cywilne, instytuty, uczelnie, poczynając od małych czysto Polskich projektów. Zdobyte tym sposobem doświadczenie organizacyjne i techniczne byłoby dobrym fundamentem do podejmowania się większych, trudniejszych projektów, ew. tworzenia nowych większych firm, jak również do kooperacji we wspólnych przedsięwzięciach z firmami z zagranicy. Jedyny problem w powyższej wizji stanowi arbiter, jego świadomość, fachowość. To on miałby w zasadzie wykreować ogólną koncepcję, rozrzucić robotę, być świadomym co komu można zlecić, ile pieniędzy przydzielić, nie dać się oszukać pozorantom. W naszych realiach najprawdopodobniej wyłanianie owego arbitra utyka na poziomie rozważań: Czy to ma być człowiek z ministerstwa nauki, rozwoju, obrony, dowództwa rodzajów czy może z ministerstwa finansów? Powstrzymam się od podstawiania nazwisk.

Boczek
środa, 14 listopada 2018, 09:51

drogi :-(, to nawet nie chodzi o fachowców, czy kasę. To nasz klasyczny brak zmysłu politycznego i biznesowego. Przykład europejskiego czołgu czy wspólnego OP (na razie z Norwegami i Niemcami) tu ilość szt. który byśmy jako partner programu gwarantowanie odebrali czyni nas interesującym partnerem. Z drugiej strony, ciągle rywalizacje niemiecko-francuskie, czynią dla nas te partie dużo łatwiejszą do rozegrania, a sami byli byśmy spoiwem w tym niestabilnym duecie. Warunek - porzucamy ideologiczne podejście do polityki i gospodarki i najtrudniejsze - oderwać się od naszej fałszywej dumy. No i jak i kto zrobi inny ważny krok - odpolitycznienie spółek skarbu państwa. ### A co do całej reszty to masz absolutną rację - lerning by doing! Nawet program, który po wielu latach pada, jest dla nas wielkim zyskiem.

Jacenty
wtorek, 13 listopada 2018, 20:58

Należało by głęboko się zastanowić czy jest sens czekać na Leo3. Wygląda, że każdy ciągnie w swoją stronę, a może to skutkować opóźnieniami lub co gorsza upadkiem wspólnego projektu. Kto wie czy kierunek koreański nie jest najlepszym wyborem. W HSW będą tłuc Borsuka a Łabędy po modernizacji Leo do 2PL mogą wchodzić powoli w polonizację K2. Tradycje zakład ma, siły roboczej na Śląsku nie brakuje. Historia z pękającym podwoziem do Kraba to już przeszłość.

tyle
wtorek, 13 listopada 2018, 20:43

Dlaczego autor tak delikatnie pisze o propozycjach Macrona? To on kilka dni temu zakomunikował , że wspólna europejska armia ma mieć możliwość obrony Europy, także przed USA. Dzisiaj pani Merkel potwierdziła chęć stworzenia euro armii. Jak to podsumować? Nasi wypróbowani europejscy sojusznicy , jak zawsze nie zawodzą.

Boczek
środa, 14 listopada 2018, 09:39

"....że wspólna europejska armia ma mieć możliwość obrony Europy, także przed USA...." - Nie, tego nie powiedział. To powiedział Trump, za co - za przekręcanie słów - porządnie oberwał. Ale samo wydarzenie bardzo ważne, jeżeli ktoś chce zrozumieć, że USA stały się już tylko cieniem swojej przeszłości i jak tu, tańczą do fujarki, na której gra Francja. Tu widać, że budowa naszego bezpieczeństwa w oparciu o same USA to za mało i ponownie obudzimy się z ręką w nocniku. Zatem, to nie sojusznicy zawodzą my sami zawodzimy ...jak zwykle.

De Retour
wtorek, 13 listopada 2018, 19:43

Ciekawe, ale dzisiaj w PE w Strasbourgu A. Merkel powiedziała, że popiera pomysł europejskiej niezależności strategicznej, prawdziwej wspólnej armii, unifikacji uzbrojenia, itd. Dodała, że czas kiedy Europa mogła liczyć na innych się skończył. Dodatkowo Francja ma chyba tyle samo lub więcej uzbrojenia Made in USA od Niemiec. AWACS, Hawkaye, C 130, Reapery, Hellfire, Javeliny itd i mnóstwo podzespołów w swoich produktach.

Harry 2
wtorek, 13 listopada 2018, 17:18

Teraz wychodzi szydło z wora w sprawie "wspólnych projektów" i ich finansowania w UNII. To Niemcy i Francja mają otrzymać największy, jeśli nie cały kawał tortu, a pozostałe państwa mają być rynkiem zbytu. Niemiecka hegemonia. Czy są jeszcze jakieś wątpliwości?

Boczek
wtorek, 13 listopada 2018, 21:34

Są. Artykuł wskazuje na francuską. Artykule wskazuje również na nowy czołg i nie wiem kto nam broni się podłączyć? Analogicznie 212CD - i kto nam broni?

Mariusz
wtorek, 13 listopada 2018, 17:16

Jeśli kiedyś położą łapy na PGZ to ona przestanie istnieć w ramach dobrej współpracy i takie tam bla bla bla

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama